Dataset Viewer
Auto-converted to Parquet Duplicate
id
int64
3
10.7k
text
stringlengths
85
3.31k
2
null
Bolesław Prus Lalka Tom I I. Jak wygląda firma J. Mincel i S. Wokulski przez szkło butelek? W początkach roku 1878, kiedy świat polityczny zajmował się pokojem san-stefańskim, wyborem nowego papieża albo szansami europejskiej wojny, warszawscy kupcy tudzież inteligencja pewnej okolicy Krakowskiego Przedmieścia niemniej gorąco interesowała się przyszłością galanteryjnego sklepu pod firmą J. Mincel i S. Wokulski.
null
3
Lalka Tom I I. Jak wygląda firma J. Mincel i S. Wokulski przez szkło butelek? W początkach roku 1878, kiedy świat polityczny zajmował się pokojem san-stefańskim, wyborem nowego papieża albo szansami europejskiej wojny, warszawscy kupcy tudzież inteligencja pewnej okolicy Krakowskiego Przedmieścia niemniej gorąco intere...
null
null
4
Tom I I. Jak wygląda firma J. Mincel i S. Wokulski przez szkło butelek? W początkach roku 1878, kiedy świat polityczny zajmował się pokojem san-stefańskim, wyborem nowego papieża albo szansami europejskiej wojny, warszawscy kupcy tudzież inteligencja pewnej okolicy Krakowskiego Przedmieścia niemniej gorąco interesowała...
null
null
5
I. Jak wygląda firma J. Mincel i S. Wokulski przez szkło butelek? W początkach roku 1878, kiedy świat polityczny zajmował się pokojem san-stefańskim, wyborem nowego papieża albo szansami europejskiej wojny, warszawscy kupcy tudzież inteligencja pewnej okolicy Krakowskiego Przedmieścia niemniej gorąco interesowała się p...
null
null
6
W początkach roku 1878, kiedy świat polityczny zajmował się pokojem san-stefańskim, wyborem nowego papieża albo szansami europejskiej wojny, warszawscy kupcy tudzież inteligencja pewnej okolicy Krakowskiego Przedmieścia niemniej gorąco interesowała się przyszłością galanteryjnego sklepu pod firmą J. Mincel i S. Wokulsk...
null
null
7
W renomowanej jadłodajni, gdzie na wieczorną przekąskę zbierali się właściciele składów bielizny i składów win, fabrykanci powozów i kapeluszy, poważni ojcowie rodzin, utrzymujący się z własnych funduszów, i posiadacze kamienic bez zajęcia, równie dużo mówiono o uzbrojeniach Anglii, jak o firmie J. Mincel i S. Wokulski...
null
null
8
Pan Deklewski, fabrykant powozów, który majątek i stanowisko zawdzięczał wytrwałej pracy w jednym fachu, tudzież radca Węgrowicz, który od dwudziestu lat był członkiem-opiekunem jednego i tego samego Towarzystwa Dobroczynności, znali S. Wokulskiego najdawniej i najgłośniej przepowiadali mu ruinę. — Na ruinie bowiem i n...
null
null
9
— Wariat! wariat!… Awanturnik!… Józiu, przynieś no jeszcze piwa. A która to butelka? — Szósta, panie radco. Służę piorunem!… — odpowiadał Józio. — Już szósta?… Jak ten czas leci!… Wariat! wariat! — mruczał radca Węgrowicz. Dla osób posilających się w tej co radca jadłodajni, dla jej właściciela, subiektów i chłopców pr...
null
null
10
— Szósta, panie radco. Służę piorunem!… — odpowiadał Józio. — Już szósta?… Jak ten czas leci!… Wariat! wariat! — mruczał radca Węgrowicz. Dla osób posilających się w tej co radca jadłodajni, dla jej właściciela, subiektów i chłopców przyczyny klęsk mających paść na S. Wokulskiego i jego sklep galanteryjny były tak jasn...
null
null
11
— Już szósta?… Jak ten czas leci!… Wariat! wariat! — mruczał radca Węgrowicz. Dla osób posilających się w tej co radca jadłodajni, dla jej właściciela, subiektów i chłopców przyczyny klęsk mających paść na S. Wokulskiego i jego sklep galanteryjny były tak jasne, jak gazowe płomyki oświetlające zakład. Przyczyny te tkwi...
null
null
12
Dla osób posilających się w tej co radca jadłodajni, dla jej właściciela, subiektów i chłopców przyczyny klęsk mających paść na S. Wokulskiego i jego sklep galanteryjny były tak jasne, jak gazowe płomyki oświetlające zakład. Przyczyny te tkwiły w niespokojnym charakterze, w awanturniczym życiu, zresztą w najświeższym p...
null
null
13
— A może go i zrobi… Dostawy dla wojska to gruby interes — wtrącił pan Szprot, ajent handlowy, który bywał tu rzadkim gościem. — Nic nie zrobi — odparł pan Deklewski — a tymczasem porządny sklep diabli wezmą. Na dostawach bogacą się tylko Żydzi i Niemcy; nasi do tego nie mają głowy. — A może Wokulski ma głowę? — Wariat...
null
null
14
— Nic nie zrobi — odparł pan Deklewski — a tymczasem porządny sklep diabli wezmą. Na dostawach bogacą się tylko Żydzi i Niemcy; nasi do tego nie mają głowy. — A może Wokulski ma głowę? — Wariat! wariat!… — mruknął radca. — Podaj no, Józiu, piwa. Która to?… — Siódma buteleczka, panie radco. Służę piorunem. — Już siódma?...
null
null
15
— A może Wokulski ma głowę? — Wariat! wariat!… — mruknął radca. — Podaj no, Józiu, piwa. Która to?… — Siódma buteleczka, panie radco. Służę piorunem. — Już siódma?… Jak ten czas leci, jak ten czas leci… Ajent handlowy, który z obowiązków stanowiska potrzebował mieć o kupcach wiadomości wszechstronne i wyczerpujące, prz...
null
null
16
— Wariat! wariat!… — mruknął radca. — Podaj no, Józiu, piwa. Która to?… — Siódma buteleczka, panie radco. Służę piorunem. — Już siódma?… Jak ten czas leci, jak ten czas leci… Ajent handlowy, który z obowiązków stanowiska potrzebował mieć o kupcach wiadomości wszechstronne i wyczerpujące, przeniósł swoją butelkę i szkla...
null
null
17
— Siódma buteleczka, panie radco. Służę piorunem. — Już siódma?… Jak ten czas leci, jak ten czas leci… Ajent handlowy, który z obowiązków stanowiska potrzebował mieć o kupcach wiadomości wszechstronne i wyczerpujące, przeniósł swoją butelkę i szklankę do stołu radcy i topiąc słodkie wejrzenie w jego załzawionych oczach...
null
null
18
— Już siódma?… Jak ten czas leci, jak ten czas leci… Ajent handlowy, który z obowiązków stanowiska potrzebował mieć o kupcach wiadomości wszechstronne i wyczerpujące, przeniósł swoją butelkę i szklankę do stołu radcy i topiąc słodkie wejrzenie w jego załzawionych oczach, spytał zniżonym głosem: — Przepraszam, ale… Dlac...
null
null
19
Ajent handlowy, który z obowiązków stanowiska potrzebował mieć o kupcach wiadomości wszechstronne i wyczerpujące, przeniósł swoją butelkę i szklankę do stołu radcy i topiąc słodkie wejrzenie w jego załzawionych oczach, spytał zniżonym głosem: — Przepraszam, ale… Dlaczego pan radca nazywa Wokulskiego wariatem?… Może mog...
null
null
20
— Przepraszam, ale… Dlaczego pan radca nazywa Wokulskiego wariatem?… Może mogę służyć cygarkiem… Ja trochę znam Wokulskiego. Zawsze wydawał mi się człowiekiem skrytym i dumnym. W kupcu skrytość jest wielką zaletą, duma wadą. Ale żeby Wokulski zdradzał skłonności do wariacji, tegom nie spostrzegł. Radca przyjął cygaro b...
null
null
21
Radca przyjął cygaro bez szczególnych oznak wdzięczności. Jego rumiana twarz, otoczona pękami siwych włosów nad czołem, na brodzie i na policzkach, była w tej chwili podobna do krwawnika oprawionego w srebro. — Nazywam go — odparł, powoli ogryzając i zapalając cygaro — nazywam go wariatem, gdyż go znam lat… Zaczekaj pa...
null
null
22
— Nazywam go — odparł, powoli ogryzając i zapalając cygaro — nazywam go wariatem, gdyż go znam lat… Zaczekaj pan… Piętnaście… siedemnaście… osiemnaście… Było to w roku 1860… Jadaliśmy wtedy u Hopfera. Znałeś pan Hopfera?… — Phi… — Otóż Wokulski był wtedy u Hopfera subiektem i miał już ze dwadzieścia parę lat. — W handl...
null
null
23
— Phi… — Otóż Wokulski był wtedy u Hopfera subiektem i miał już ze dwadzieścia parę lat. — W handlu win i delikatesów? — Tak. I jak dziś Józio, tak on wówczas podawał mi piwo, zrazy nelsońskie… — I z tej branży przerzucił się do galanterii? — wtrącił ajent.
null
null
24
— Otóż Wokulski był wtedy u Hopfera subiektem i miał już ze dwadzieścia parę lat. — W handlu win i delikatesów? — Tak. I jak dziś Józio, tak on wówczas podawał mi piwo, zrazy nelsońskie… — I z tej branży przerzucił się do galanterii? — wtrącił ajent. — Zaczekaj pan — przerwał radca. — Przerzucił się, ale nie do galante...
null
null
25
— W handlu win i delikatesów? — Tak. I jak dziś Józio, tak on wówczas podawał mi piwo, zrazy nelsońskie… — I z tej branży przerzucił się do galanterii? — wtrącił ajent. — Zaczekaj pan — przerwał radca. — Przerzucił się, ale nie do galanterii, tylko do Szkoły Przygotowawczej, a potem do Szkoły Głównej, rozumie pan?… Zac...
null
null
26
— Tak. I jak dziś Józio, tak on wówczas podawał mi piwo, zrazy nelsońskie… — I z tej branży przerzucił się do galanterii? — wtrącił ajent. — Zaczekaj pan — przerwał radca. — Przerzucił się, ale nie do galanterii, tylko do Szkoły Przygotowawczej, a potem do Szkoły Głównej, rozumie pan?… Zachciało mu się być uczonym!… Aj...
null
null
27
— I z tej branży przerzucił się do galanterii? — wtrącił ajent. — Zaczekaj pan — przerwał radca. — Przerzucił się, ale nie do galanterii, tylko do Szkoły Przygotowawczej, a potem do Szkoły Głównej, rozumie pan?… Zachciało mu się być uczonym!… Ajent począł chwiać głową w sposób oznaczający zdziwienie. — Istna heca — rze...
null
null
28
— Zaczekaj pan — przerwał radca. — Przerzucił się, ale nie do galanterii, tylko do Szkoły Przygotowawczej, a potem do Szkoły Głównej, rozumie pan?… Zachciało mu się być uczonym!… Ajent począł chwiać głową w sposób oznaczający zdziwienie. — Istna heca — rzekł. — I skąd mu to przyszło? — No, skąd! Zwyczajnie — stosunki z...
null
null
29
Ajent począł chwiać głową w sposób oznaczający zdziwienie. — Istna heca — rzekł. — I skąd mu to przyszło? — No, skąd! Zwyczajnie — stosunki z Akademią Medyczną, ze Szkołą Sztuk Pięknych… Wtedy wszystkim paliło się we łbach, a on nie chciał być gorszym od innych. W dzień służył gościom przy bufecie i prowadził rachunki,...
null
null
30
— Istna heca — rzekł. — I skąd mu to przyszło? — No, skąd! Zwyczajnie — stosunki z Akademią Medyczną, ze Szkołą Sztuk Pięknych… Wtedy wszystkim paliło się we łbach, a on nie chciał być gorszym od innych. W dzień służył gościom przy bufecie i prowadził rachunki, a w nocy uczył się… — Licha musiała to być usługa. — Taka ...
null
null
31
— No, skąd! Zwyczajnie — stosunki z Akademią Medyczną, ze Szkołą Sztuk Pięknych… Wtedy wszystkim paliło się we łbach, a on nie chciał być gorszym od innych. W dzień służył gościom przy bufecie i prowadził rachunki, a w nocy uczył się… — Licha musiała to być usługa. — Taka jak innych — odparł radca, niechętnie machając ...
null
null
32
— Licha musiała to być usługa. — Taka jak innych — odparł radca, niechętnie machając ręką. — Tylko że przy posłudze był, bestia, niemiły; na najniewinniejsze słówko marszczył się jak zbój… Rozumie się, używaliśmy na nim, co wlazło, a on najgorzej gniewał się, jeżeli nazwał go kto „panem konsyliarzem”. Raz tak zwymyślał...
null
null
33
— Taka jak innych — odparł radca, niechętnie machając ręką. — Tylko że przy posłudze był, bestia, niemiły; na najniewinniejsze słówko marszczył się jak zbój… Rozumie się, używaliśmy na nim, co wlazło, a on najgorzej gniewał się, jeżeli nazwał go kto „panem konsyliarzem”. Raz tak zwymyślał gościa, że mało obaj nie porwa...
null
null
34
— Naturalnie, handel cierpiał na tym. — Wcale nie! Bo kiedy po Warszawie rozeszła się wieść, że subiekt Hopfera chce wstąpić do Szkoły Przygotowawczej, tłumy zaczęły tam przychodzić na śniadanie. Osobliwie roiła się studenteria. — I poszedł też do Szkoły Przygotowawczej? — Poszedł i nawet zdał egzamin do Szkoły Głównej...
null
null
35
— Wcale nie! Bo kiedy po Warszawie rozeszła się wieść, że subiekt Hopfera chce wstąpić do Szkoły Przygotowawczej, tłumy zaczęły tam przychodzić na śniadanie. Osobliwie roiła się studenteria. — I poszedł też do Szkoły Przygotowawczej? — Poszedł i nawet zdał egzamin do Szkoły Głównej. No, ale co pan powiesz — ciągnął rad...
null
null
36
— I poszedł też do Szkoły Przygotowawczej? — Poszedł i nawet zdał egzamin do Szkoły Głównej. No, ale co pan powiesz — ciągnął radca uderzając ajenta w kolano — że zamiast wytrwać przy nauce do końca, niespełna w rok rzucił szkołę… — Cóż robił? — Otóż, co… Gotował wraz z innymi piwo, które do dziś dnia pijemy, i sam w r...
null
null
37
— Poszedł i nawet zdał egzamin do Szkoły Głównej. No, ale co pan powiesz — ciągnął radca uderzając ajenta w kolano — że zamiast wytrwać przy nauce do końca, niespełna w rok rzucił szkołę… — Cóż robił? — Otóż, co… Gotował wraz z innymi piwo, które do dziś dnia pijemy, i sam w rezultacie oparł się aż gdzieś koło Irkucka....
null
null
38
— Cóż robił? — Otóż, co… Gotował wraz z innymi piwo, które do dziś dnia pijemy, i sam w rezultacie oparł się aż gdzieś koło Irkucka. — Heca, panie! — westchnął ajent handlowy. — Nie koniec na tym… W roku 1870 wrócił do Warszawy z niewielkim fundusikiem. Przez pół roku szukał zajęcia, z daleka omijając handle korzenne, ...
null
null
39
— Otóż, co… Gotował wraz z innymi piwo, które do dziś dnia pijemy, i sam w rezultacie oparł się aż gdzieś koło Irkucka. — Heca, panie! — westchnął ajent handlowy. — Nie koniec na tym… W roku 1870 wrócił do Warszawy z niewielkim fundusikiem. Przez pół roku szukał zajęcia, z daleka omijając handle korzenne, których po dz...
null
null
40
— Heca, panie! — westchnął ajent handlowy. — Nie koniec na tym… W roku 1870 wrócił do Warszawy z niewielkim fundusikiem. Przez pół roku szukał zajęcia, z daleka omijając handle korzenne, których po dziś dzień nienawidzi, aż nareszcie przy protekcji swego dzisiejszego dysponenta, Rzeckiego, wkręcił się do sklepu Minclow...
null
null
41
— Nie koniec na tym… W roku 1870 wrócił do Warszawy z niewielkim fundusikiem. Przez pół roku szukał zajęcia, z daleka omijając handle korzenne, których po dziś dzień nienawidzi, aż nareszcie przy protekcji swego dzisiejszego dysponenta, Rzeckiego, wkręcił się do sklepu Minclowej, która akurat została wdową, i w rok pot...
null
null
42
— To nie było głupie — wtrącił ajent. — Zapewne. Jednym zamachem zdobył sobie byt i warsztat, na którym mógł spokojnie pracować do końca życia. Ale też miał on krzyż Pański z babą! — One to umieją… — Jeszcze jak! — prawił radca. — Patrz pan jednakże, co to znaczy szczęście. Półtora roku temu baba objadła się czegoś i u...
null
null
43
— Zapewne. Jednym zamachem zdobył sobie byt i warsztat, na którym mógł spokojnie pracować do końca życia. Ale też miał on krzyż Pański z babą! — One to umieją… — Jeszcze jak! — prawił radca. — Patrz pan jednakże, co to znaczy szczęście. Półtora roku temu baba objadła się czegoś i umarła, a Wokulski po czteroletniej kat...
null
null
44
— One to umieją… — Jeszcze jak! — prawił radca. — Patrz pan jednakże, co to znaczy szczęście. Półtora roku temu baba objadła się czegoś i umarła, a Wokulski po czteroletniej katordze został wolny jak ptaszek, z zasobnym sklepem i trzydziestu tysiącami rubli w gotowiźnie, na którą pracowały dwa pokolenia Minclów. — Ma s...
null
null
45
— Jeszcze jak! — prawił radca. — Patrz pan jednakże, co to znaczy szczęście. Półtora roku temu baba objadła się czegoś i umarła, a Wokulski po czteroletniej katordze został wolny jak ptaszek, z zasobnym sklepem i trzydziestu tysiącami rubli w gotowiźnie, na którą pracowały dwa pokolenia Minclów. — Ma szczęście. — Miał ...
null
null
46
— Ma szczęście. — Miał — poprawił radca — ale go nie uszanował. Inny na jego miejscu ożeniłby się z jaką uczciwą panienką i żyłby w dostatkach; bo co to, panie, dziś znaczy sklep z reputacją i w doskonałym punkcie!… Ten jednak, wariat, rzucił wszystko i pojechał robić interesa na wojnie. Milionów mu się zachciało czy k...
null
null
47
— Miał — poprawił radca — ale go nie uszanował. Inny na jego miejscu ożeniłby się z jaką uczciwą panienką i żyłby w dostatkach; bo co to, panie, dziś znaczy sklep z reputacją i w doskonałym punkcie!… Ten jednak, wariat, rzucił wszystko i pojechał robić interesa na wojnie. Milionów mu się zachciało czy kiego diabła. — M...
null
null
48
— Może je będzie miał — odezwał się ajent. — Ehe! — żachnął się radca. — Daj no, Józiu, piwa. Myślisz pan, że w Turcji znajdzie jeszcze bogatszą babę aniżeli nieboszczka Minclowa?… Józiu!… — Służę piorunem!… Jedzie ósma… — Ósma? — powtórzył radca — to być nie może. Zaraz… Przedtem była szósta, potem siódma… — mruczał z...
null
null
49
— Ehe! — żachnął się radca. — Daj no, Józiu, piwa. Myślisz pan, że w Turcji znajdzie jeszcze bogatszą babę aniżeli nieboszczka Minclowa?… Józiu!… — Służę piorunem!… Jedzie ósma… — Ósma? — powtórzył radca — to być nie może. Zaraz… Przedtem była szósta, potem siódma… — mruczał zasłaniając twarz dłonią. — Może być, że ósm...
null
null
50
— Służę piorunem!… Jedzie ósma… — Ósma? — powtórzył radca — to być nie może. Zaraz… Przedtem była szósta, potem siódma… — mruczał zasłaniając twarz dłonią. — Może być, że ósma. Jak ten czas leci!… Mimo posępne wróżby ludzi trzeźwo patrzących na rzeczy, sklep galanteryjny pod firmą J. Mincel i S. Wokulski nie tylko nie ...
null
null
51
— Ósma? — powtórzył radca — to być nie może. Zaraz… Przedtem była szósta, potem siódma… — mruczał zasłaniając twarz dłonią. — Może być, że ósma. Jak ten czas leci!… Mimo posępne wróżby ludzi trzeźwo patrzących na rzeczy, sklep galanteryjny pod firmą J. Mincel i S. Wokulski nie tylko nie upadł, ale nawet robił dobre int...
null
null
52
Mimo posępne wróżby ludzi trzeźwo patrzących na rzeczy, sklep galanteryjny pod firmą J. Mincel i S. Wokulski nie tylko nie upadł, ale nawet robił dobre interesa. Publiczność zaciekawiona pogłoskami o bankructwie coraz liczniej odwiedzała magazyn, od chwili zaś kiedy Wokulski opuścił Warszawę, zaczęli zgłaszać się po to...
null
null
53
Ani jednak ciekawość ogółu, ani fizyczne i duchowe zalety trzech subiektów, ani nawet ustalona reputacja sklepu może nie uchroniłyby go od upadku, gdyby nie zawiadował nim czterdziestoletni pracownik firmy, przyjaciel i zastępca Wokulskiego, pan Ignacy Rzecki. II. Rządy starego subiekta Pan Ignacy od dwudziestu pięciu ...
null
null
54
II. Rządy starego subiekta Pan Ignacy od dwudziestu pięciu lat mieszkał w pokoiku przy sklepie. W ciągu tego czasu sklep zmieniał właścicieli i podłogę, szafy i szyby w oknach, zakres swojej działalności i subiektów; ale pokój pana Rzeckiego pozostał zawsze taki sam. Było w nim to samo smutne okno, wychodzące na to sam...
null
null
55
Pan Ignacy od dwudziestu pięciu lat mieszkał w pokoiku przy sklepie. W ciągu tego czasu sklep zmieniał właścicieli i podłogę, szafy i szyby w oknach, zakres swojej działalności i subiektów; ale pokój pana Rzeckiego pozostał zawsze taki sam. Było w nim to samo smutne okno, wychodzące na to samo podwórze, z tą samą kratą...
null
null
56
Pod oknem stał ten sam czarny stół obity suknem, także niegdyś zielonym, dziś tylko poplamionym. Na nim wielki czarny kałamarz wraz z wielką czarną piaseczniczką, przymocowaną do tej samej podstawki — para mosiężnych lichtarzy do świec łojowych, których już nikt nie palił, i stalowe szczypce, którymi już nikt nie obcin...
null
null
57
Równie jak pokój, nie zmieniły się od ćwierć wieku zwyczaje pana Ignacego. Rano budził się zawsze o szóstej; przez chwilę słuchał, czy idzie leżący na krześle zegarek, i spoglądał na skazówki, które tworzyły jedną linię prostą. Chciał wstać spokojnie, bez awantur; ale że chłodne nogi i nieco zesztywniałe ręce nie okazy...
null
null
58
Rano budził się zawsze o szóstej; przez chwilę słuchał, czy idzie leżący na krześle zegarek, i spoglądał na skazówki, które tworzyły jedną linię prostą. Chciał wstać spokojnie, bez awantur; ale że chłodne nogi i nieco zesztywniałe ręce nie okazywały się dość uległymi jego woli, więc zrywał się, nagle wyskakiwał na środ...
null
null
59
Podczas obrządku wycierania się kosmatymi ręcznikami, z upodobaniem patrzył na swoje chude łydki i zarośnięte piersi, mrucząc: „No, przecie nabieram ciała.” W tym samym czasie zeskakiwał z kanapki jego stary pudel Ir z wybitym okiem i mocno otrząsnąwszy się, zapewne z resztek snu, skrobał do drzwi, za którymi rozlegało...
null
null
60
„No, przecie nabieram ciała.” W tym samym czasie zeskakiwał z kanapki jego stary pudel Ir z wybitym okiem i mocno otrząsnąwszy się, zapewne z resztek snu, skrobał do drzwi, za którymi rozlegało się pracowite dmuchanie w samowar. Pan Rzecki, wciąż ubierając się z pośpiechem, wypuszczał psa, mówił dzień dobry służącemu, ...
null
null
61
W tym samym czasie zeskakiwał z kanapki jego stary pudel Ir z wybitym okiem i mocno otrząsnąwszy się, zapewne z resztek snu, skrobał do drzwi, za którymi rozlegało się pracowite dmuchanie w samowar. Pan Rzecki, wciąż ubierając się z pośpiechem, wypuszczał psa, mówił dzień dobry służącemu, wydobywał z szafy imbryk, myli...
null
null
62
Obejrzawszy się, czy ma krawat na szyi, a zegarek i portmonetkę w kieszeniach, pan Ignacy wydobywał ze stolika wielki klucz i trochę zgarbiony, uroczyście otwierał tylne drzwi sklepu obite żelazną blachą. Wchodzili tam obaj ze służącym, zapalali parę płomyków gazu i podczas gdy służący zamiatał podłogę, pan Ignacy odcz...
null
null
63
„Oddać w banku osiemset rubli, aha… Do Lublina wysłać trzy albumy, tuzin portmonetek… Właśnie!… Do Wiednia przekaz na tysiąc dwieście guldenów… Z kolei odebrać transport… Zmonitować rymarza za nieodesłanie walizek… Bagatela!… Napisać list do Stasia… Bagatela…” Skończywszy czytać, zapalał jeszcze kilka płomieni i przy i...
null
null
64
Skończywszy czytać, zapalał jeszcze kilka płomieni i przy ich blasku robił przegląd towarów w gablotkach i szafach. „Spinki, szpilki, portmonety… dobrze… Rękawiczki, wachlarze, krawaty… tak jest… Laski, parasole, sakwojaże… A tu — albumy, neseserki… Szafirowy wczoraj sprzedano, naturalnie!… Lichtarze, kałamarze, przyci...
null
null
65
„Spinki, szpilki, portmonety… dobrze… Rękawiczki, wachlarze, krawaty… tak jest… Laski, parasole, sakwojaże… A tu — albumy, neseserki… Szafirowy wczoraj sprzedano, naturalnie!… Lichtarze, kałamarze, przyciski… Porcelana… Ciekawym, dlaczego ten wazon odwrócili?… Z pewnością… Nie, nie uszkodzony… Lalki z włosami, teatr, k...
null
null
66
Tak mruczał i chodził po sklepie przygarbiony, z rękoma w kieszeniach, a za nim jego pudel. Pan od czasu do czasu zatrzymywał się i oglądał jakiś przedmiot, pies przysiadał na podłodze i skrobał tylną nogą gęste kudły, a rzędem ustawione w szafie lalki małe, średnie i duże, brunetki i blondynki, przypatrywały się im ma...
null
null
67
Drzwi od sieni skrzypnęły i ukazał się pan Klejn, mizerny subiekt, ze smutnym uśmiechem na posiniałych ustach. — A co, byłem pewny, że pan przyjdziesz pierwszy. Dzień dobry — rzekł pan Ignacy. — Paweł! gaś światło i otwieraj sklep. Służący wbiegł ciężkim kłusem i zakręcił gaz. Po chwili rozległo się zgrzytanie ryglów, ...
null
null
68
— A co, byłem pewny, że pan przyjdziesz pierwszy. Dzień dobry — rzekł pan Ignacy. — Paweł! gaś światło i otwieraj sklep. Służący wbiegł ciężkim kłusem i zakręcił gaz. Po chwili rozległo się zgrzytanie ryglów, szczękanie sztab i do sklepu wszedł dzień, jedyny gość, który nigdy nie zawodzi kupca. Rzecki usiadł przy kanto...
null
null
69
Służący wbiegł ciężkim kłusem i zakręcił gaz. Po chwili rozległo się zgrzytanie ryglów, szczękanie sztab i do sklepu wszedł dzień, jedyny gość, który nigdy nie zawodzi kupca. Rzecki usiadł przy kantorku pod oknem, Klejn stanął na zwykłym miejscu przy porcelanie. — Pryncypał jeszcze nie wraca, nie miał pan listu? — spyt...
null
null
70
— Pryncypał jeszcze nie wraca, nie miał pan listu? — spytał Klejn. — Spodziewam się go w połowie marca, najdalej za miesiąc. — Jeżeli go nie zatrzyma nowa wojna. — Staś… Pan Wokulski — poprawił się Rzecki — pisze mi, że wojny nie będzie. — Kursa jednak spadają, a przed chwilą czytałem, że flota angielska wpłynęła na Da...
null
null
71
— Spodziewam się go w połowie marca, najdalej za miesiąc. — Jeżeli go nie zatrzyma nowa wojna. — Staś… Pan Wokulski — poprawił się Rzecki — pisze mi, że wojny nie będzie. — Kursa jednak spadają, a przed chwilą czytałem, że flota angielska wpłynęła na Dardanele. — To nic, wojny nie będzie. Zresztą — westchnął pan Ignacy...
null
null
72
— Jeżeli go nie zatrzyma nowa wojna. — Staś… Pan Wokulski — poprawił się Rzecki — pisze mi, że wojny nie będzie. — Kursa jednak spadają, a przed chwilą czytałem, że flota angielska wpłynęła na Dardanele. — To nic, wojny nie będzie. Zresztą — westchnął pan Ignacy — co nas obchodzi wojna, w której nie przyjmie udziału Bo...
null
null
73
— Staś… Pan Wokulski — poprawił się Rzecki — pisze mi, że wojny nie będzie. — Kursa jednak spadają, a przed chwilą czytałem, że flota angielska wpłynęła na Dardanele. — To nic, wojny nie będzie. Zresztą — westchnął pan Ignacy — co nas obchodzi wojna, w której nie przyjmie udziału Bonaparte. — Bonapartowie skończyli już...
null
null
74
— Kursa jednak spadają, a przed chwilą czytałem, że flota angielska wpłynęła na Dardanele. — To nic, wojny nie będzie. Zresztą — westchnął pan Ignacy — co nas obchodzi wojna, w której nie przyjmie udziału Bonaparte. — Bonapartowie skończyli już karierę. — Doprawdy?… — uśmiechnął się ironicznie pan Ignacy. — A na czyjąż...
null
null
75
— To nic, wojny nie będzie. Zresztą — westchnął pan Ignacy — co nas obchodzi wojna, w której nie przyjmie udziału Bonaparte. — Bonapartowie skończyli już karierę. — Doprawdy?… — uśmiechnął się ironicznie pan Ignacy. — A na czyjąż korzyść MacMahon z Ducrotem układali w styczniu zamach stanu?… Wierz mi, panie Klejn, bona...
null
null
76
— Bonapartowie skończyli już karierę. — Doprawdy?… — uśmiechnął się ironicznie pan Ignacy. — A na czyjąż korzyść MacMahon z Ducrotem układali w styczniu zamach stanu?… Wierz mi, panie Klejn, bonapartyzm to potęga!… — Jest większa od niej. — Jaka? — oburzył się pan Ignacy. — Może republika z Gambettą?… Może Bismarck?… —...
null
null
77
— Doprawdy?… — uśmiechnął się ironicznie pan Ignacy. — A na czyjąż korzyść MacMahon z Ducrotem układali w styczniu zamach stanu?… Wierz mi, panie Klejn, bonapartyzm to potęga!… — Jest większa od niej. — Jaka? — oburzył się pan Ignacy. — Może republika z Gambettą?… Może Bismarck?… — Socjalizm… — szepnął mizerny subiekt ...
null
null
78
— Jest większa od niej. — Jaka? — oburzył się pan Ignacy. — Może republika z Gambettą?… Może Bismarck?… — Socjalizm… — szepnął mizerny subiekt kryjąc się za porcelanę. Pan Ignacy mocniej zasadził binokle i podniósł się na swym fotelu, jakby pragnąc jednym zamachem obalić nową teorię, która przeciwstawiała się jego pogl...
null
null
79
— Jaka? — oburzył się pan Ignacy. — Może republika z Gambettą?… Może Bismarck?… — Socjalizm… — szepnął mizerny subiekt kryjąc się za porcelanę. Pan Ignacy mocniej zasadził binokle i podniósł się na swym fotelu, jakby pragnąc jednym zamachem obalić nową teorię, która przeciwstawiała się jego poglądom, lecz poplątało mu ...
null
null
80
— Socjalizm… — szepnął mizerny subiekt kryjąc się za porcelanę. Pan Ignacy mocniej zasadził binokle i podniósł się na swym fotelu, jakby pragnąc jednym zamachem obalić nową teorię, która przeciwstawiała się jego poglądom, lecz poplątało mu szyki wejście drugiego subiekta z brodą. — A, moje uszanowanie panu Lisieckiemu!...
null
null
81
Pan Ignacy mocniej zasadził binokle i podniósł się na swym fotelu, jakby pragnąc jednym zamachem obalić nową teorię, która przeciwstawiała się jego poglądom, lecz poplątało mu szyki wejście drugiego subiekta z brodą. — A, moje uszanowanie panu Lisieckiemu! — zwrócił się do przybyłego. — Zimny dzień mamy, prawda? Która ...
null
null
82
— A, moje uszanowanie panu Lisieckiemu! — zwrócił się do przybyłego. — Zimny dzień mamy, prawda? Która też godzina w mieście, bo mój zegarek musi się spieszyć. Jeszcze chyba nie ma kwadransa na dziewiątą?… — Także koncept!… Pański zegarek zawsze spieszy się z rana, a późni wieczorem — odparł cierpko Lisiecki ocierając ...
null
null
83
— Także koncept!… Pański zegarek zawsze spieszy się z rana, a późni wieczorem — odparł cierpko Lisiecki ocierając szronem pokryte wąsy. — Założę się, żeś pan był wczoraj na preferansie. — Ma się wiedzieć. Cóż pan myślisz, że mi na całą dobę wystarczy widok waszych galanterii i pańskiej siwizny? — No, mój panie, wolę by...
null
null
84
— Założę się, żeś pan był wczoraj na preferansie. — Ma się wiedzieć. Cóż pan myślisz, że mi na całą dobę wystarczy widok waszych galanterii i pańskiej siwizny? — No, mój panie, wolę być trochę szpakowatym aniżeli łysym — oburzył się pan Ignacy. — Koncept!… — syknął pan Lisiecki. — Moja łysina, jeżeli ją kto dojrzy, jes...
null
null
85
— Ma się wiedzieć. Cóż pan myślisz, że mi na całą dobę wystarczy widok waszych galanterii i pańskiej siwizny? — No, mój panie, wolę być trochę szpakowatym aniżeli łysym — oburzył się pan Ignacy. — Koncept!… — syknął pan Lisiecki. — Moja łysina, jeżeli ją kto dojrzy, jest smutnym dziedzictwem rodu, ale pańska siwizna i ...
null
null
86
— No, mój panie, wolę być trochę szpakowatym aniżeli łysym — oburzył się pan Ignacy. — Koncept!… — syknął pan Lisiecki. — Moja łysina, jeżeli ją kto dojrzy, jest smutnym dziedzictwem rodu, ale pańska siwizna i gderliwy charakter są owocami starości, którą… chciałbym szanować. Do sklepu wszedł pierwszy gość: kobieta ubr...
null
null
87
— Koncept!… — syknął pan Lisiecki. — Moja łysina, jeżeli ją kto dojrzy, jest smutnym dziedzictwem rodu, ale pańska siwizna i gderliwy charakter są owocami starości, którą… chciałbym szanować. Do sklepu wszedł pierwszy gość: kobieta ubrana w salopę i chustkę na głowie, żądająca mosiężnej spluwaczki… Pan Ignacy bardzo ni...
null
null
88
Do sklepu wszedł pierwszy gość: kobieta ubrana w salopę i chustkę na głowie, żądająca mosiężnej spluwaczki… Pan Ignacy bardzo nisko ukłonił się jej i ofiarował krzesło, a pan Lisiecki zniknął za szafami i wróciwszy po chwili doręczył interesantce ruchem pełnym godności żądany przedmiot. Potem zapisał cenę spluwaczki na...
null
null
89
Spór o siwiznę i łysinę był zażegnany. Dopiero około dziewiątej wszedł, a raczej wpadł do sklepu pan Mraczewski, piękny, dwudziestokilkoletni blondynek, z oczyma jak gwiazdy, ustami jak korale, z wąsikami jak zatrute sztylety. Wbiegł ciągnąc za sobą od progu smugę woni i zawołał: — Słowo honoru daję, że musi już być wp...
null
null
90
Dopiero około dziewiątej wszedł, a raczej wpadł do sklepu pan Mraczewski, piękny, dwudziestokilkoletni blondynek, z oczyma jak gwiazdy, ustami jak korale, z wąsikami jak zatrute sztylety. Wbiegł ciągnąc za sobą od progu smugę woni i zawołał: — Słowo honoru daję, że musi już być wpół do dziesiątej. Letkiewicz jestem, ga...
null
null
91
— Słowo honoru daję, że musi już być wpół do dziesiątej. Letkiewicz jestem, gałgan jestem, no — podły jestem, ale cóż zrobię, kiedy matka mi zachorowała i musiałem szukać doktora. Byłem u sześciu… — Czy u tych, którym dajesz pan neseserki? — spytał Lisiecki. — Neseserki?… Nie. Nasz doktór nie przyjąłby nawet szpilki. Z...
null
null
92
— Czy u tych, którym dajesz pan neseserki? — spytał Lisiecki. — Neseserki?… Nie. Nasz doktór nie przyjąłby nawet szpilki. Zacny człowiek… Prawda, panie Rzecki, że już jest wpół do dziesiątej? Stanął mi zegarek. — Dochodzi *dziewiąta*… — odparł ze szczególnym naciskiem pan Ignacy. — Dopiero dziewiąta?… No, kto by myślał...
null
null
93
— Neseserki?… Nie. Nasz doktór nie przyjąłby nawet szpilki. Zacny człowiek… Prawda, panie Rzecki, że już jest wpół do dziesiątej? Stanął mi zegarek. — Dochodzi *dziewiąta*… — odparł ze szczególnym naciskiem pan Ignacy. — Dopiero dziewiąta?… No, kto by myślał! A tak projektowałem sobie, że dziś przyjdę do sklepu pierwsz...
null
null
94
— Dochodzi *dziewiąta*… — odparł ze szczególnym naciskiem pan Ignacy. — Dopiero dziewiąta?… No, kto by myślał! A tak projektowałem sobie, że dziś przyjdę do sklepu pierwszy, wcześniej od pana Klejna… — Ażeby wyjść przed ósmą — wtrącił pan Lisiecki. Mraczewski utkwił w nim błękitne oczy, w których malowało się najwyższe...
null
null
95
— Dopiero dziewiąta?… No, kto by myślał! A tak projektowałem sobie, że dziś przyjdę do sklepu pierwszy, wcześniej od pana Klejna… — Ażeby wyjść przed ósmą — wtrącił pan Lisiecki. Mraczewski utkwił w nim błękitne oczy, w których malowało się najwyższe zdumienie. — Pan skąd wie?… — odparł. — No, słowo honoru daję, że ten...
null
null
96
— Ażeby wyjść przed ósmą — wtrącił pan Lisiecki. Mraczewski utkwił w nim błękitne oczy, w których malowało się najwyższe zdumienie. — Pan skąd wie?… — odparł. — No, słowo honoru daję, że ten człowiek ma zmysł proroczy! Właśnie dziś, słowo honoru… muszę być na mieście przed siódmą, choćbym umarł, choćbym… miał podać się...
null
null
97
Mraczewski utkwił w nim błękitne oczy, w których malowało się najwyższe zdumienie. — Pan skąd wie?… — odparł. — No, słowo honoru daję, że ten człowiek ma zmysł proroczy! Właśnie dziś, słowo honoru… muszę być na mieście przed siódmą, choćbym umarł, choćbym… miał podać się do dymisji… — Niech pan od tego zacznie — wybuch...
null
null
98
— Pan skąd wie?… — odparł. — No, słowo honoru daję, że ten człowiek ma zmysł proroczy! Właśnie dziś, słowo honoru… muszę być na mieście przed siódmą, choćbym umarł, choćbym… miał podać się do dymisji… — Niech pan od tego zacznie — wybuchnął Rzecki — a będzie pan wolny przed jedynastą, nawet w tej chwili, panie Mraczews...
null
null
99
— Niech pan od tego zacznie — wybuchnął Rzecki — a będzie pan wolny przed jedynastą, nawet w tej chwili, panie Mraczewski. Pan powinieneś być hrabią, nie kupcem, i dziwię się, że pan od razu nie wstąpił do tamtego fachu, przy którym zawsze ma się czas, panie Mraczewski. Naturalnie! — No, i pan w jego wieku latałeś za s...
null
null
100
— No, i pan w jego wieku latałeś za spódniczkami — odezwał się Lisiecki. — Co tu bawić się w morały. — Nigdy nie latałem! — krzyknął Rzecki uderzając pięścią w kantorek. — Przynajmniej raz wygadał się, że całe życie jest niedołęgą — mruknął Lisiecki do Klejna, który uśmiechał się podnosząc jednocześnie brwi bardzo wyso...
null
null
101
— Nigdy nie latałem! — krzyknął Rzecki uderzając pięścią w kantorek. — Przynajmniej raz wygadał się, że całe życie jest niedołęgą — mruknął Lisiecki do Klejna, który uśmiechał się podnosząc jednocześnie brwi bardzo wysoko. Do sklepu wszedł drugi gość i zażądał kaloszy. Naprzeciw niego wysunął się Mraczewski. — Kaloszyk...
null
null
102
— Przynajmniej raz wygadał się, że całe życie jest niedołęgą — mruknął Lisiecki do Klejna, który uśmiechał się podnosząc jednocześnie brwi bardzo wysoko. Do sklepu wszedł drugi gość i zażądał kaloszy. Naprzeciw niego wysunął się Mraczewski. — Kaloszyków żąda szanowny pan? Który numerek, jeżeli wolno spytać? Ach, szanow...
null
null
End of preview. Expand in Data Studio

This is a dataset made composed from the book "Lalka" by Bolesław Prus

Downloads last month
8