text stringlengths 0 12.4k |
|---|
Chapter 1 |
Alleyne przeskoczyła z drzewa na drzewo, tak szybko, że człowiek nie dałby rady tego zauważyć. Jej podwójna włócznia błyszczała w promieniach słońca, które przedzierały się przez gałęzie drzew. Strażniczka lasu poruszała się bardzo szybko i bardzo cicho. Do okolicy słychać było szum drzew i śpiew ptaków. Niedaleko szumiały potoki. Alleyne zatrzymała się, jej zielony strój sprawiał, że była prawie niewidoczna wśród liści. Słuchała i patrzyła uważnie. Gdzieś tutaj spodziewała się znaleźć potwora, który od jakiegoś czasu terroryzował tę część lasu. Nasłuchiwała i czuwała, patrząc na niedużą polankę nad rzeką, która płynęła przez las. To było idealne miejsce na pułapkę. Duże ślady na ziemi wskazywały, że tutaj przychodzi. |
Nie wiedziała, ile minęło czasu, kiedy usłyszała kroki i pochrząkiwanie. Wielka, pokryta futrem, bestia weszła na polankę. Miała grube, krótkie łapy zakończone długimi pazurami. Nogi były podobne, krótkie i umięśnione. Wysokie oczy uważnie patrzyły przed siebie. Nie mogły jednak zauważyć ukrytej na drzewach strażniczki. Potwór szedł powoli, ale Alleyne wiedziała, że jeśli chce, potrafi być szybki i zwinny. Nie chciała niepotrzebnie ryzykować i poczekała, aż podejdzie do wody. Kiedy wąchany kark pochylił się nad powierzchnią rzeki i elfka usłyszała, jak chłepta wodę, postanowiła, że to najlepszy moment na atak. Potem mogło już być za późno. Jasnowłosa strażniczka zacisnęła ręce na swojej długiej włóczni. |
Skoczyła tak jak się poruszała, szybko i cicho. Ludzie w takich sytuacjach krzyczeli, bo chcieli przestraszyć wroga i dodać sobie odwagi. Potwór poczuł, że ktoś go atakuje dopiero wtedy, kiedy Alleyne wylądowała mu na karku. Uniosła szybko włócznię i wbiła jej końcówkę w plecy bestii, przebijając ją na wylot. Głosny ryk, pełen bólu i wściekłości, rozległ się w okolicy. Potwór, chlapiąc wściekle wodą, w której był zanurzony do kolan, obrócił się, starając się zapaść Alleyne rękami. Elfka szarpała włócznię i wyciągała ją, kierując ją teraz w głowę potwora. Połowa jej rąk była ubrudzona jego krwią. Wąchana łapa uderzyła w bok, potrząsając ciałem. Elfka utrzymała jednak równowagę i uderzyła. Bestia poruszyła się, unikając ciosu. Cios Alleyne pociągnął ją za sobą, wrzucając strażniczkę do wody. Potwór zapaść ją za ramię i zacisnął na nim łapę. Widziała w jego oczach chęć mordowania. Chociaż ramię bolało ją, pchnęła włócznię jeszcze raz, wbijając ją w pierś wroga, tam gdzie powinno być serce. |
Zaraz potem uniosła się do góry. To potwór, który trzymał ją za ramię, podniósł Alleyne i rzucił przed siebie. Wpadła w nurt rzeki, a siła uderzenia pchnęła ją pod wodę. Czuła, jak uderza głową w coś twardego. Widziała jeszcze w oddali, jak jej przeciwnik leżał w wodzie, z jej włócznią wbitą w pierś. Zaraz potem straciła przytomność. Szybki nurt rzeki porwał nieprzytomną elfkę za sobą. Jej lekka, skórzana zbroja sprawiła, że nie utonęła. |
Gdy Alleyne odzyskała przytomność, pierwszym co poczuła było straszny ból głowy. Chciała sięgnąć w jej stronę, ale wtedy poczuła, że nie może ruszać rękami. Otworzyła oczy. Jej ręce były związane za jej plecami. Nad nią stało dwóch mężczyzn ubranych w długie, szerokie stroje. Na głowach mieli obszerne, materiałowe nakrycia. U pasa każdy miał szeroką szablę. Teraz dopiero zauważyła, że jest zupełnie naga. Mężczyźni nie zwracali na nią uwagę, oglądali jej strój. |
- Ta sprzeczka, to srebro, mówi ci, zobacz. A ten pas… świetna robota. Dostaniemy za niego na targu w stolicy sporo forszy – mówił jeden. |
- Za tę skórzana zbroję, jak wyschnie, też. Ma sprzeczki wykonane z jakiegoś rzadkiego metalu, nigdy tego wcześniej nie widziałem. |
- Dobra, zapakuj to, a potem zajmiemy się nią. |
- Wy… wypuścicie mnie… – jęknęła Alleyne. |
- Ty, elfia suka się obudziła – powiedział jeden, patrząc na nią. |
- To dobrze, zawsze lepiej jest wypróbować towar przed sprzedażą. |
- Co wy… |
- Zamknij się – pochylił się nad nią i zapaść ją za twarz. Alleyne szarpała się, ale związano ją mocno. |
- Od tej pory jesteś naszą własnością. Ludzie nieźle płacą za elfie niewolnice. |
Alleyne splunęła mu w twarz. Słyszała, że ludzie rzeczywiście mają taki barbarzyński zwyczaj sprzedawania innych w niewolę. Starała się rozluźnić trochę wiązania na rękach, bo wtedy mogłaby chociaż walczyć. Nawet bez broni mogła być groźna. |
- Masz bardzo seksowne ciało – elfka patrzyła z nienawiścią, kiedy jego ręce masowały jej piersi, brzuch, przesuwały się między jej udami. Ten brudny łotr dotykał ją tam, gdzie nikomu nie wolno było. |
- Ty, zaczynasz bez mnie? – powiedział drugi, który właśnie wrócił. Rozwiązali Alleyne nogi i szybko pierwszy z nich znalazł się między nimi. Jego ręka dotknęła jej łona, a palce wsunęły się głębiej. |
- No, no… już jest mokra. |
- Elfie dziwki zawsze są takie. Wiesz, że one tam oddają się wszystkim w swoich wioskach? |
Alleyne powstrzymała się przed odpowiedzią, zaciskając zęby i mocując się szybciej z wiązaniami. Ale nie mogła nic na to poradzić, że mężczyzna masował jej łono coraz intensywniej, sprawiając, że rosło w niej podniecenie. |
- Ohhhh – mimowolnie jęknęła głęboko. |
- Słyszysz, jaka jest nagrzana? No to sprawdź – powiedział, rozsuwając swoją szeroką szatę. Chwilę potem wszedł w strażniczkę szybkim i zdecydowanym ruchem. Głosny, pełen bólu i upokorzenia jęk Alleyne wypełnił okolicę. Mężczyzna brał ją silnie i władczym ruchem, jakby była jego własnością. |
- Normalnie, zaciska się na mnie, jakby mnie wciągała – powiedział, posuwając jasnowłosą elfkę. |
- Ja już nie mogę – powiedział drugi, rozpiął pas i zaraz potem Alleyne poczuła w ustach obrzydliwy smak, kiedy jego członek został wepchnięty do środka. |
- Nawet nie myśl o gryzieniu, elfia kurwo, bo ci oberwie język – powiedział, łącząc ją za jej długie uszy i zmuszając do rytmicznego poruszania głową. Alleyne była ciągle w szoku, nigdy nie sądziła, że coś takiego może ją spotkać. Jej oczy były szeroko otwarte, kiedy jądra mężczyzny obijały się o jej twarz, a jego członek ślizgał się między jej mokrymi ustami. Oddychała jak tylko mogła, kiedy już cały, długi penis był w środku, dotykając jej gardła. Krztusiła się i dusiła, będąc gwałconą z obu stron na raz. Najgorsza była bezsilność. Alleyne była wojowniczką, całe życie uczyła się walczyć. |
Dwa duże członki penetrowały ją teraz coraz szybciej. Obaj mężczyźni śmiali się i wyzywali schwytaną strażniczkę. Alleyne nie mogła im nawet odpowiedzieć. Czuła się brudna i upokorzona. W końcu obaj mężczyźni doszli. Ich ciepłe, lepkie nasienie wypełniło jej łono i usta. Zaraz potem wyszli z niej, a druga fala spryskała jej twarz i brzuch. To było ostatecznie szaleństwo, bo według elfów robienie tego w ten sposób było czymś bardzo obrzydliwym. Kaszlała, wypluwając z ust resztki nasienia. Obaj mężczyźni odsunęli się na chwilę od niej, patrząc na swoją ofiarę. |
- Ciasna jak dziewica, mówi ci. |
- Ale ssa potrafi. |
- Mówi ci, stary, to będzie interes życia. Dostaniemy za nią tysiące złotych… |
- Dostanę – powiedział drugi, wbijając tamtemu w brzuch szablę. Z szeroko otwartymi z zaskoczenia oczami jeden z handlarzy padł na ziemię, a wokół niego powiększała się kałuża krwi. Drugi wyjął z kieszeni skórzaną obrożę i zapiął ją Alleyne na szyi. Przyczepił do niej rzemień. Zmusił ją, aby poszła z nim do stojącego przy drodze wozu. |
- Nie będę się dzielić z nikim taką fortuną – powiedział, szukając czegoś w wozie. Wyjął z niego metalowe kajdany. Pchnął elfkę na ziemię i zapiął metalowe obręcze na jej nadgarstkach. I wtedy krzyknął. Alleyne odwróciła się, aby zobaczyć ostrze szabli wychodzące z jego piersi. Za nim stał jego partner, który resztkami sił zdążył przyjść tutaj i zemścić się. Zaraz potem padł martwy na ziemię, a obok niego skonał jego zabójca. |
Alleyne podniosła się. Szybko przeszukała wóz, znajdując w nim klucze od kajdan. Zrzuciła je, zabrała i ubrała swój strój, a potem tak szybko jak mogła ruszyła w kierunku znajdującego się w oddali lasu. Przysięgała sobie, że nigdy go nie opuści i nie odwiedzi krain zamieszkałych przez ludzi. Postanowiła, że gdy wróci, przestanie być strażniczką i zostanie instruktorką walki. |
Genre: non_english |
Chapter 1 |
Minęło już trzy długie dni, odkąd Leina wkroczyła w góry, które dzieliły ją od siedziby Aldry. Widziała dymiące szczyty wulkanów, nawet skały, po których szła, były ciepłe. Co jakiś czas musiała ocierać pot z czoła, bo zalewał jej oczy. Im dalej szła, tym cieplej było. Jej ciało pociło się pod żelazną zbroją. Z każdym krokiem jej oddech stawał się coraz cięższy, a długie, blond włosy kleiły się do jej ciała. Zastanawiała się, czy dobrze zrobiła, wybierając najkrótszą z dróg. |
Ale wtedy ujrzała wieżę, której metalowe ściany błyszczały, odbijając promienie słońca. Skąd takie miejsce na takim pustkowiu? Leina nie wiedziała, na mapie nie miała zaznaczonego czegoś takiego. Ale zaraz pomyślała, że może tu będzie mogła odpocząć, może nawet uzupełnić zapas wody. Podeszła do stalowej bramy i uderzyła w nią mocno. Patrzyła zdziwiona, jak brama sama się otwiera. Jasnowłosa wojowniczka weszła do środka. Na wszelki wypadek wyjęła z pochwy miecz. Wolała być gotowa, gdyby to miejsce okazało się pułapką. Brama zamknęła się za nią szybko. W środku było ciemno, ale zaraz potem zapaliły się świeczki, oświetlając schody, które prowadziły wyżej. Była zdziwiona, że w środku nie ma takiego gorąca jak na zewnętrz. |
Leina nie miała wyboru i zaczęła wspinać się po schodach. Była już zmęczona, kiedy stanęła przed kolejnymi drzwiami. Pchnęła je. Kiedy zrobiła krok do przodu, poczuła silny, słodki zapach, wypełniający jej nos. Pomieszczenie, w którym się znajdowała, miało ściany pokryte aksamitnymi zwojami materiału. Miękki dywan pokrywał podłogę. Na środku znajdowało się duże łoże z czterema kolumnami. Do każdej z nóg łoża przykuta była młoda kobieta ubrana tylko w korale. Na łożu leżała wysoka, rudowłosa kobieta, ubrana w czarny, obcisły strój. Ciasny gorset opinał jej talie, a krwistoczerwone rękawice znajdowały się na jej rękach. Podniosła wzrok na Leinę. |
- Kim... co...? - spytała zaskoczona widokiem wojowniczka. - Na kolana! – usłyszała nagle ostry, dominujący głos. Podniosła szybko miecz, ale w tej samej chwili w ręku nieznajomej kobiety pojawił się bicz. Leina czuła, jak coś zaciska się na jej nadgarstku i jęknęła z bólu, kiedy miecz wypadł z jej ręki na ziemię. Intensywny, słodki zapach, który wdychała, osłabiał ją i oszałamiał. Poczuła kopnięcie i zaraz potem przewróciła się na ziemię. Podniosła wzrok, aby zobaczyć przed sobą, wysoki, skórzany but. Ktoś złapał ją za jej jasne włosy. Szarpiąc się, Leina próbowała się uwolnić, kiedy nagle wokół niej pojawiły się te cztery kobiety. Czuła, jak odpinają jej zbroję. Która z nich przycisnęła wargi do jej ust, całując ją mocno. Na czworakach, Leina usiłowała się wycofać, uciec na schody. |
Ktoś złapał ją za nogi. Czuła, jak język dotyka jej łydki, jak zdejmowane są jej buty. Była coraz słabsza, wszystko kręciło się przed jej oczami. Czyjeś ręce masowały jej piersi, inne głaskały jej pośladki. - Nie... nie... muszę... - ale cztery ciała, oplecione wokół niej, uniemożliwiały jej ucieczkę. Czyjeś palce wsunęły się między jej nogi i zaczęły szybko poruszać się. Leina jęknęła głośno, ale zaraz potem została pocałowana. Czuła miękkie, ciepłe usta, które zamykały się na jej sutkach, pieściąc je. Nie miała siły dłużej walczyć, a słodki, mocny zapach, który unosił się wokół, oszałamiał ją. Jej ciało przechyliło się pod wpływem ich dotyku. Czuła, że już niedługo... - Ja... nie... ahhhhhhhh!!!!! – gdy poczuła orgazm, jęknęła głośno, opadając bez siły w ręce czwórki kobiet, które nie przestawały pieścić jej ciała. Ich palce były wszędzie, cały czas dając jej przyjemność. Zaraz potem oczy Leiny zamknęły się. W oddali widziała już tylko złowieszczy uśmiech rudej kobiety. |
Gdy Leina odzyskała przytomność, wisiała przykuta do kamiennej ściany. Metalowe obręcze trzymały jej ręce i nogi. Czuła się słaba. Nie miała na sobie zbroi, ale lekką, lnianą tunikę. W głowie dalej jej się kręciło, czuła ciągle ten duszny, słodki zapach. Próbowała się uwolnić, ale szybko zrozumiała, że nie ma szans, aby zerwać ten metalowy obręcz. Mogła tylko czekać. Po kilkunastu minutach usłyszała czyjeś kroki. Podniosła głowę. Zobaczyła rudowłosą kobietę, która w towarzystwie dwóch niewolnic zbliżała się do niej. Jej obcasy stukały na kamiennej podłodze. Gdy zbliżała się do Leiny, uśmiechnęła się, patrząc na przykutą do ściany dziewczynę godnym wzrokiem. |
Leina chciała krzyczeć i domagać się uwolnienia, ale czuła, że na tej kobiecie takie słowa nie zrobią wrażenia. Była więc cicho. Kobieta dała znak jednej z niewolnic, a ta podała jej niewielki pojemnik. Kobieta wypiła jego zawartość i przybliżała się do Leiny. Blondynka nie mogła się cofnąć, czuła jak jej ciało przyciska się do ściany, kiedy rudowłosa była coraz bliżej. Chwilę potem poczuła, jak wargi tamtej przyciskają się do jej. Mocny pocałunek otworzył jej usta. Czuła długi język tamtej, jakiś dziwny smak wypełnił ją. To było dziwne. Leina czuła ciepło, które wypełniało najpierw jej usta, a potem całe ciało. Długi pocałunek trwał, Leina czuła się coraz bardziej słaba i uległa. Było jej dobrze, przyjemne ciepło wypełniało ją. |
Kobieta przerwała pocałunek, a dwie niewolnice otworzyły obręcze wokół rąk i nóg Leiny. Blondynka zrobiła ostrożnie krok do przodu, szybko przyjmując pozycję obronną. Chociaż była słaba, a jej ciało płonęło, była gotowa się bronić. Patrzyła na rudowłosą. Zrobiła w jej kierunku krok, potem kolejny… i padła przed nią na kolana, składając pocałunki na czubkach jej lśniących, skórzanych butów. Ta kobieta była zbyt piękna, zbyt silna, aby z nią walczyć. Leina czuła, że jedynie co może zrobić, to jej służyć. Jaka była głupia, chcąc jej wyrządzić krzywdę. Słyszała cichy śmiech swojej nowej pani. |
Rozpuszczone jasne włosy Leiny opadły na jej nagie plecy. Delikatna, prześwitująca tunika okrywała jej nagie ciało. Na stopach miała złote sandały. Metalowy łańcuch łączył obrożę na jej szyi z jedną z nóg łoża. Jej pani leżała na łożu, a Elina masowała jej bose stopy. Nie wiedziała, jak długo już tu była. Jej dawna zbroja wisiała na ścianie, ale nie założyła jej już nigdy. Zapomniała o turnieju i o wszystkim, co było poza wieżą. Pragnęła już tylko tego, aby móc być tutaj i służyć jak najlepiej swojej nowej władczyni. |
Genre: games |
Chapter 1 |
The following is a canonical segment of the Fanfic 'A Soul of Steel' and is intended to occur early in Chapter 2. |
*Plap plap plap plap plap* |
A Lucario sat on the couch, slightly drooling, his head bobbing, and his eyes briefly going cross-eyed as a busty female Gardevoir rode him passionately. One arm rested on the couch cushion that he was sitting on. These two had been passionately going out together behind their trainer's backs, and the day they finally found time together, neither could hold back any longer. Both had responded to an animalistic desire for each other, which was why the Lucario was currently making a funny face every time she bounced on his bare cock. |
She had initially teased the idea when she sat directly on his lap facing away and lifted the skirt-like part of her body so he'd feel her shapely rump. Before bending forward, using his placement on the couch and the floor in a wheelbarrow-like form to show what she desired. When she did that, neither could hold back. He took her right there, shoving his meat rod in from behind, with her ass aimed up to the ceiling, against the living room wall, and now on the couch. With each thrust, she felt him giving it his all, like he would in a Pokémon battle. |
It almost felt like yesterday that they were simply just toying around with the idea of going 'all the way' with each other. |
Earlier That Morning |
The morning didn't involve a lot that wasn't already routine for him: Mirukon laid out on the floor, still sore from some hardcore hyper training that his master had done with him, having somewhat of an issue with moving without aching on every single inch of his body. Having to stand up very slowly, failing to do sit-ups, he sighs. |
Surely, at this point, I must have gained some improved stats from doing all that. I can do a battle no problem, but Haru always puts me out on the front lines lately. I wonder if he's having plans on eventually tackling that Battle Tower the other humans teased him for, he thinks to himself out loud, musing to almost nobody. |
A cheerful voice came around the corner from within the home that the somewhat newly crowned 'Hall of Fame' Pokémon lived in, in the form of a busty female Gardevoir that he recognized. "Talking to yourself again?" she asks. |
"Just musing on everything that's been going on as of late... and trying to relax, even though there's no reason for me to be tense as of late. Our master did everything he wanted to do. Now we can be as lazy as we want," his paws gestured a shrug, looking at her before sitting down on the nearby couch and exhaling with his muzzle getting an itch. She floats over next to him and sits down. |
"I guess I don't blame you for feeling that way, but it seems like you're still unable to relax. I mean, even now we have time to ourselves," the Gardevoir says back, with one of her hands combing through part of her short hair. |
In response, she'd see the boisterous fighter she was in love with give a furry, clenched fist pump. "Can you blame me? What if Master Haru has a use for me in one of those public exhibition matches with Leon or another Gym Leader? He eventually will be at the call of i-" |
She interrupted his train of thought by slowly putting a paw on his own and looking at him. "I meant... we have time to ourselves." |
There was some awkward silence, and his face goes red. "Wait..." |
Subsets and Splits
No community queries yet
The top public SQL queries from the community will appear here once available.