sentence1 stringlengths 0 100k | sentence2 stringlengths 0 100k | score float64 0 5 |
|---|---|---|
Dla chirurgów Szpitala Dziecięcego przy ul. Krysiewicza w Poznaniu dyżur z 31 na 1 stycznia był pracowity. Urszula Łaszyńska, rzecznik prasowy placówki przyznaje, że stosunkowo niewiele wypadków było związanych z petardami.
- Wypadków było naprawdę dużo. Większość z nich nie dotyczyła jednak zabaw z petardami. Przywożono dzieci poparzone od piekarników, dzieci pokaleczone w wyniku przewrócenia lub nieszczęśliwego wypadku na trampolinie. Zdarzyły się jednak cztery wypadki z udziałem petard. Najmłodszy poszkodowany ma 6 lat. Dziecku wybuchła petarda w ręce. Doszło u niego do poparzenia i niestety częściowej amputacji palca - mówi Urszula Łaszyńska.
Czytaj także: Tragiczny pożar w Pile - nie żyje jedna osoba | - Minionej nocy mieliśmy łącznie cztery przypadki dzieci i nastolatków poszkodowanych w wyniku wystrzałów i wybuchów petard. Dwa z tych przypadków dotyczyły poparzeń górnych partii ciała, kolejny – jak tłumaczyli chirurdzy – uszkodzenia, czy nawet wręcz przestrzelenia łydki; petarda zamiast w górę wystrzeliła w bok. Był też przypadek sześciolatka, któremu petarda wybuchła w ręce – tłumaczyła rzeczniczka prasowa Specjalistycznego Zespołu Opieki Zdrowotnej nad Matką i Dzieckiem w Poznaniu Urszula Łaszyńska.
Sześcioletnie dziecko w wyniku wybuchu petardy straciło fragment palca. Łaszyńska wskazała, że do szpitala z urazami spowodowanymi wybuchem petard trafiają zazwyczaj nastolatkowie. - W ostatnich latach dość rzadko zdarzało się nam przyjmować tak małe dzieci poszkodowane w wyniku wybuchu petardy – zaznaczyła.
Łaszyńska podkreśliła, że mimo iż w porównaniu z poprzednimi latami zdarzeń spowodowanych wybuchem sztucznych ogni było w tym roku mniej, to – jak wskazała - dyżur należał do trudnych.
- Doszło do wielu zdarzeń związanych z samą zabawą sylwestrową; dzieci np. skakały bez opieki na trampolinach i jedno z nich wpadło na drut. Był też przypadek ciężkiego poparzenia o rozgrzany piekarnik, a także przypadek nastolatki, która bawiąc się z koleżankami upadła na krawężnik, zbiła okulary i pokaleczyła się szkłem. Dla chirurgów był to naprawdę obciążający dyżur – podkreśliła.
Łaszyńska wskazała, że w noc sylwestrową zgłoszeń do Szpitala Dziecięcego przy ul. Krysiewicza w Poznaniu było łącznie ok. kilkudziesięciu. | 4 |
Jarek z Poznania 2.1.20 1:30
Podaj mi przykład sklepu, który miesięcznie zarabia 100 000 zł. Znam sklepy, które mają miesięcznie taki przychód, ale przychód to nie zysk. Z przychodu 100 000 zł trzeba zapłacić dostawcą, opłacić podatki, ZUS, wynagrodzenia, prąd, ubezpieczenie, pokryć straty wynikające z kradzieży towaru i na końcu jest zysk właściciela. Wcale nie jest tak różowo jak się niektórym wydaje. Masowe wymieranie małych sklepów najlepszym tego przykładem.
A radykalne podwyższanie minimalnego wynagrodzenia i gwałtowny wzrost opłat za prąd i śmieci napędzi inflacje w 2020 roku. 500+ z każdym kolejnym rokiem będzie coraz mniej warte. | Drogi Wykopowiczu
w załączonym linku do Polityki Prywatności przypominamy podstawowe informacje z zakresu przetwarzania danych osobowych dostarczanych przez Ciebie podczas korzystania z naszego serwisu. Zamykając ten komunikat (klikając w przycisk “X”), potwierdzasz, że przyjąłeś do wiadomości wskazane w nim działania. | 1 |
Zobacz także
2019-12-31, godz. 15:15
Sierż. sztab. Dariusz Świątczak z Komendy Wojewódzkiej Policji w Opolu - Liczy się przede wszystkim zdrowy rozsądek – mówił w porannej rozmowie „W 4 Oczy” sierżant…
» więcej
2019-12-30, godz. 09:19
Łukasza Sowada, przewodniczący Rady Miasta Opola Podsumowaliśmy rok 2019 i dowiedzieliśmy się jak przebiegać będzie ostatnie posiedzenie Rady Miasta Opole w tym…
» więcej
2019-12-29, godz. 09:00
W 2019 było ich piętnaście, a w całym 2020 roku będzie tylko siedem. Mowa o niedzielach handlowych. Przypomnijmy, ustawa ograniczająca handel w niedzielę ruszyła…
» więcej
2019-12-28, godz. 09:00
Około 320 tys. najmniejszych przedsiębiorców w 2020 roku będzie mogło skorzystać z tzw. Małego ZUS-u Plus. To rozwiązanie dla najmniejszych firm, których przychód…
» więcej
2019-12-27, godz. 10:32
ks. Waldemar Klinger, proboszcz opolskiej katedry - Potrzebujemy jeszcze co najmniej kilkunastu milionów - mówił w porannej rozmowie "W 4 oczy" ks. Waldemar Klinger…
» więcej
2019-12-26, godz. 08:35
W drugim dniu Świąt zapytaliśmy o pozornie drastyczny kontrast pomiędzy Bożym Narodzeniem a przypadającym dziś (26.12) świętem św. Szczepana, pierwszego męczennika…
» więcej
2019-12-25, godz. 08:35
W bożonarodzeniowy poranek zapytaliśmy, co dziś dla młodzieży oznacza świętowanie? Czy tradycja jest dla nich atrakcyjna? Jak młodzi ludzie chcą przeżywać ten…
» więcej
2019-12-24, godz. 09:05
Ks. Rudolf Pierskała, biskup pomocniczy diecezji opolskiej - Istotą i sensem Świąt Bożego Narodzenia jest to, żeby odkryć w stajence Jezusa, który przychodzi do…
» więcej
2019-12-23, godz. 10:01
Marcin Ociepa, wiceminister obrony narodowej – Słowo klucz to „technologie”, które wcześniej były pod moją pieczą w Ministerstwie Przedsiębiorczości i Technologii…
» więcej
2019-12-22, godz. 08:35
W Polsce po raz czwarty, a w naszym mieście po raz drugi można się włączyć w piękną inicjatywę „Wigilia bez granic”. O tym, jak zaprosić cudzoziemca do wigilijnego…
» więcej | Morsy Opole Aktywni przywitały dzisiaj (01.01) w samo południe Nowy Rok. Spotkali się na kąpielisku Bolko w Opolu, by wspólnie zanurzyć się w lodowatej wodzie i skorzystać z uroków prozdrowotnych kąpieli.
- Wchodzimy w ten Nowy Rok z przytupem i w taki sposób, który nam sprawia przyjemność, a więc wspólną kąpielą to czcimy - mówi Wacław Jakuczek z grupy Morsy Opole Aktywni. - Wszyscy są, jak widać w dobrej formie, więc po tych szaleństwach sylwestrowych doszli do siebie. Teraz jest czas, żeby się schłodzić, pocieszyć się wzajemnie naszą obecnością. To jest uniwersalne zajęcie dla każdego, od małego do osób już w zaawansowanym wieku.- Morsuje już od 5 lat, jest to dla mnie mocna dawka pozytywnych emocji - dodaje Ewa Pabliszyn. - Przede wszystkim, jeśli się wchodzi z taką grupą osób, która daje dużo energii, to jest ciepło i pozytywnie. Poza tym morsowanie wpływa bardzo dobrze na organizm.Członkowie grupy zachęcają wszystkich chętnych do spróbowania zimnych kąpieli. Można do nich dołączyć w każdą niedzielę o 12:00 na kąpielisku Bolko w Opolu. | 1 |
Na Lubelszczyźnie zostało zlokalizowane nowe ognisko ptasiej grypy – wykryto ją u indyków w Starym Uścimowie w powiecie lubartowskim. Wirus jest o wysokim stopniu zjadliwości.
Zdjęcie ilustracyjne / pixabay.com / Pixabay
Wysoką zjadliwość potwierdziły badania. To oznacza, że jest on bardzo niebezpieczny dla ptaków.
Do zakażenia doszło prawdopodobnie przez wędrujące dzikie ptaki. Obok jest Pojezierze Łęczyńsko-Włodawskie, a pogoda mało zimowa, więc ptaki przylatują, żeby żerować na wodzie.
Wiadomo, że wirus przenosi się w powietrzu i jest zjadliwy. Służby weterynaryjne musiały podjąć najbardziej radykalne środki. Ptaki, które nie padły, będą uśpione - to wymusza procedura.
Fermy drobiu już zostały zdezynfekowane, a na wjazdach zostały ustawione specjalne maty. Teren wokół jest patrolowany przez policję, żeby nikt niepowołany nie miał możliwości dostępu do ferm. | W gminie Uścimów w powiecie lubartowskim, na Lubelszczyźnie, zlokalizowano ognisko ptasiej grypy – informują władze powiatu lubartowskiego. Wirus jest ponoć bardzo niebezpieczny i może zagrażać ludziom.
Ptasią grypę na ten teren prawdopodobnie przyniosły wędrujące dzikie ptaki. Zaraziły one miejscowe ptaki w Starym Uścimowie w powiecie lubartowskim.
Sytuacja kreowana jest przez władze na bardzo niebezpieczną. Dlatego w Starostwie Powiatowym w Lubartowie oraz w Urzędzie Wojewódzkim zwołano sztab kryzysowy.
– Służby weterynaryjne wdrażają procedury zwalczania wirusa przewidziane w takiej sytuacji. Wszystkie służby, inspekcje i straże we współpracy z weterynarią podjęły działania mające na celu zapobieganie jego dalszemu rozprzestrzenianiu się. Prosimy o zachowanie szczególnej ostrożności i zasad bezpieczeństwa, ponieważ jest to podtyp wysoce zjadliwej grypy H5N8, który może zagrażać również ludziom – informują władze powiatu.
Fermy drobiu w okolicy zostały już zdezynfekowane. Ptaki, które same nie padły odstrzelą odpowiednie służby. Teren zabezpiecza policja.
https://goo.gl/maps/o8f1bNYF6gjCnjnK7 | 4 |
O tym, co będzie czekało go w tym miesiącu, poinformował na swoim youtubowym kanale. W zamieszczonym filmie sporo mówił o zdrowotnych kłopotach.
- Konieczna jest operacja, i to taka bardzo inwazyjna, na otwartej klatce piersiowej, tj. przecinanie piłą żeber przez mostek, potem otwieranie klatki piersiowej specjalnym sprzętem - stwierdził. - Jakie są możliwe scenariusze? Najgorszy jest oczywisty: mogę tej operacji lub jej skutków nie przeżyć. Optymalny wariant jest taki: jeśli przeżyję i operacja się uda, mogę jeszcze mieć darowane jak gdyby drugie życie, przeżywać drugą młodość, jeśli chodzi o kondycję, werwę.
Kapłan ma zgłosić się do szpitala im. Jurasza w Bydgoszczy 19 stycznia. Być może będzie operowany dzień później lub w ciągu kilku następnych dni.
Przy okazji poinformował też widzów swojego kanału, że data 19 stycznia go "prześladuje", ponieważ tego dnia ma zostać rozpatrzone jego odwołanie od decyzji biskupa bydgoskiego, na mocy której przestał być proboszczem parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa.
- Jeśli wrócę odnowiony, to drżyjcie wrogowie Kościoła i ojczyzny i wszyscy bojaźliwi fałszywcy, którzy chcecie się mnie pozbyć - zapowiedział ksiądz, po chwili zmieniając ton. - Także proszę was kochani o modlitwę w tej intencji, żebym operację szczęśliwie przeżył i żeby operacja się jak najlepiej powiodła. No oczywiście, gdyby było inaczej, to proszę o modlitwę o wiekuiste szczęście.
Kneblewski vs. liberalny świat
Roman Kneblewski zasłynął głównie ze swoich odważnych filmów, które umieszczał w internecie. Mocno krytykował w nich lewicowe poglądy. Został przez to okrzyknięty "kapłanem nacjonalistów".
Zdarzało mu się mówić o m.in. o podrzynaniu gardeł Europejczykom przez muzułmanów, kpić na Twitterze z Romana Petru, wzywać do "zdelegalizowania kodziarstwa", otwarcie wspierać nacjonalizm i narzekać na "facebookowe lewactwo". Kilka razy mocno krytykował też Jerzego Owsiaka i Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Jego najbardziej kontrowersyjne wypowiedzi prześwietlała prokuratura.
Foto: Mikołaj Podolski / Onet
W czerwcu Roman Kneblewski został odwołany przez biskupa bydgoskiego Jana Tyrawę z funkcji proboszcza parafii. Nie pomogło mu wstawiennictwo radnych PiS ani marsz poparcia dla niego, który przeszedł później ulicami Bydgoszczy. Sprawa nie jest jednak rozstrzygnięta, ponieważ odwołał się do Watykanu.
Więcej o jego wpadkach, kontrowersyjnych wypowiedziach, ale też sukcesach i jego sporej popularności, można przeczytać klikając w ten link. | Wieczorem w sylwestra na placu Świętego Piotra w Watykanie papież spotkał się z wiernymi, którzy składali mu życzenia noworoczne. Franciszek błogosławił dzieci, ściskał ręce zgromadzonym, wszystko przebiegało bezproblemowo, co widać na nagraniach zamieszczonych przez służby prasowe Watykanu.
REKLAMA
Incydent na pl. Świętego Piotra. Papież uwolnił się z uścisku
Jednak w pewnym momencie, jedna z kobiet złapała nagle papieża Franciszka za rękę, przyciągając go do siebie, wykrzykując coś w jego stronę. Franciszek najpierw krzywi się z bólu, ponieważ kobieta wykręciła mu rękę, po czym, nie mogąc wyrwać się z uścisku, uderza wolną ręką w jej dłoń. Wtedy też interweniują ochroniarze.
Ujęto jeszcze wyraz twarzy papieża Franciszka po incydencie - głowa Kościoła była ewidentnie zniesmaczona całym zajściem. | 1 |
My wygrywamy to starcie na poziomie serc i rozumów zwykłych ludzi. Oni reagują w adekwatny sposób – pukają się w głowę – stwierdził w programie „#Jedziemy” wiceminister MSZ Marcin Przydacz. Był to komentarz do słownego ataku prezydenta Rosji na Polskę. Według Przydacza jesteśmy w stanie odeprzeć ten atak Moskwy.
Wiceminister Marcin Przydacz był gościem w TVP INFO, w programie „#Jedziemy”. Prowadzący Michał Rachoń poprosił go o komentarz słownego ataku Władimira Putina na Polskę.
– Władimir Putin próbuje wywołać nową dyskusję nt. przyczyn wybuchu II Wojny Światowej, żebyśmy w Europie zaczęli dyskutować o tym, kto było po dobrej stronie, kto po złej. Związek sowiecki miałby być w tej układance tylko wyzwolicielem – powiedział Przydacz.
Kontrowersje w całej sprawie wzbudził brak zdecydowanej reakcji ze strony prezydenta Andrzeja Dudy. Również tę kwestię skomentował Przydacz.
– Stanowisko Pałacu Prezydenckiego i pana prezydenta jest słuszne. Nie w każdej sprawie musimy wypowiadać się z najwyższego poziomu, czyli z poziomu prezydenta. Wyższego przedstawiciela RP nie ma. Próba sprowokowania prezydenta jest jakoś przez Władimira Putina, przez kremlowską propagandę próbą wtłoczenia nas w dyskusję na najwyższym poziomie. Odpowiedź premiera, bardzo dobrze przyjęta na świecie, jest adekwatna.
Według wiceministra Polska wygrywa to starcie o prawdę historyczną i jest w stanie toczyć podobne boje w przyszłości.
Myślę, że my wygrywamy to starcie informacyjnie, na poziomie serc i rozumów zwykłych ludzi. Zwykli ludzie na całym globie reagują w adekwatny sposób. Po prostu pukają się trochę w głowę – powiedział. – Przy działaniach naszego rządu i dyplomacji jesteśmy w stanie odeprzeć atak moskiewskiej propagandy.
Źródło: TVP INFO | .pl
wiadomości z Polski i ze świata | 1 |
Ambasador RP przy ONZ podkreśliła, że działalność na forum najważniejszego organu politycznego w systemie Narodów Zjednoczonych umożliwiła Polsce udział w procesie decyzyjnym w sprawach wpływających na utrzymanie pokoju i bezpieczeństwa na świecie. Dobór priorytetów, podejmowanie nowych inicjatyw, dobre relacje z tą organizacją pozwoliły natomiast skutecznie kształtować wizerunek wiarygodnego i odpowiedzialnego gracza w polityce globalnej.
Reklama
Za duży sukces należy uznać jej zdaniem przyjęcie w tym roku przez Radę rezolucji poświęconej osobom z niepełnosprawnościami w konfliktach zbrojnych, opracowanej z inicjatywy Polski. Pierwszy w historii tego typu dokument poparli wszyscy członkowie RB.
Polska zainspirowała też przyjęcie przez Zgromadzenie Ogólne ONZ w maju br. rezolucji ustanawiającej 22 sierpnia międzynarodowym dniem upamiętniającym ofiary aktów przemocy ze względu na religię lub wyznanie. W sierpniu, podczas sprawowania prezydencji w RB, Polska pod przewodnictwem ministra spraw zagranicznych Jacka Czaputowicza przeprowadziła spotkanie otwarte w formule Arria poświęcone tej tematyce. Dyskusja koncentrowała się na problemie wzmacniania bezpieczeństwa mniejszości religijnych w trakcie konfliktów zbrojnych.
Zarówno szef MSZ, jak i ambasador Wronecka kilkakrotnie podnosili w rozmowach z PAP znaczenie priorytetu Polski, jakim było umacnianie poszanowania prawa międzynarodowego, w tym humanitarnego. Problematyka ta nie tylko trafiła na agendę RB i jej ciał pomocniczych w czasie poświęcanych temu spotkań, ale też stała się przedmiotem oddzielnych inicjatyw.
W ramach sierpniowej prezydencji w RB Czaputowicz wziął udział w otwartej debacie na temat sytuacji dzieci w konfliktach zbrojnych. Innym autorskim wydarzeniem był w tamtym miesiącu briefing w Radzie z okazji 70. rocznicy podpisania konwencji genewskich o ochronie ofiar wojny. Kolejną inicjatywą było przyjęcie oświadczenia przewodniczącego RB na temat poszanowania międzynarodowego prawa humanitarnego, którego tekst wynegocjowano przy wiodącej roli Polski.
Reklama
W trakcie prezydencji odbyło się także spotkanie wysokiego szczebla poświęcone Bliskiemu Wschodowi.
Reklama
„Podkreśleniem wagi, jaką Polska przywiązała do przewodnictwa w RB ONZ, była obecność delegacji polskiej na wysokim szczeblu w czasie czterech spotkań w sierpniu (w tym trzykrotnie na szczeblu Ministra Spraw Zagranicznych oraz raz na szczeblu Szefa Gabinetu Prezydenta RP). Zostało to bardzo pozytywnie odebrane przez państwa członkowskie RB” – podkreśla Stałe Przedstawicielstwo Polski przy NZ.
W rozmowie z PAP ambasador Wronecka nawiązywała do przydzielonych Polsce w RB komitetów sankcyjnych ds. Iraku, Sudanu i Sudanu Południowego.
„Na przykład komitet ds. Iraku był od 15 lat niedrożny, niewiele się w nim działo. Doprowadziłam do tego, że zaczął funkcjonować. Także komitet ds. Sudanu nabrał dynamiki, chociaż nie wszystko można było osiągnąć w związku ze zmieniającą się tam sytuacją polityczną. Podobnie było z Sudanem Południowym” – powiedziała Wronecka.
Jak dodała, umiejętność prowadzenia rozmów z przedstawicielami krajów dotkniętych obłożonych sankcjami z szacunkiem i pozytywnym podejściem przynosiła dobre rezultaty.
Według polskiej placówki dyplomatycznej członkostwo w RB stało się wyjątkową szansą na prezentowanie narodowych priorytetów w skali globalnej i rozwinięcia globalnych kontaktów. Może się to w rezultacie przyczynić do rozbudowy relacji politycznych i gospodarczych z innymi państwami.
W opinii placówki umocnienie pozycji Polski jako przewidywalnego, zaangażowanego, wiarygodnego i odpowiedzialnego partnera ułatwiało współpracę i koordynację stanowisk z innymi członkami Unii Europejskiej zasiadającymi w RB razem z Polską. Może to posłużyć budowaniu wspólnego przekazu i ochrony wspólnych wartości.
Stałe Przedstawicielstwo RP przy NZ wskazało, że inna korzyść płynąca z doświadczeń nabytych przez Polskę w toku prac RB i uczestnictwa w procesie decyzyjnym na temat zagrożeń dla globalnego pokoju i bezpieczeństwa to możliwość wypracowania w dłużej perspektywie wizerunku Polski jako lidera regionu.
Jak przyznała Wronecka, RB zarzuca się, że nie wywiązuje się ze swoich zobowiązań, nie potrafi zająć zdecydowanego stanowiska w trudnych sprawach. Przypomniała, że na ostatnim posiedzeniu Rady nie udało się przyjąć - zdawałoby się tylko technicznej - rezolucji dotyczącej mechanizmu transgranicznych dostaw humanitarnych do Syrii. Mechanizm ten jest kluczowy dla zapewnienia pomocy humanitarnej Syryjczykom, dostarczanej m.in. przez agendy systemu ONZ.
Polska ambasador tłumaczyła paraliż przede wszystkim podziałami między stałymi członkami Rady, mającymi swoje partykularne interesy. Z satysfakcją dodała zarazem, że w trakcie kadencji Polski w Radzie dało się zaobserwować niezwykle pozytywną dynamikę między 10 niestałymi - albo, jak się ich coraz częściej dzisiaj określa, wybieranymi - członkami Rady (tzw. państwa E-10).
Ich współpraca najbardziej uwidoczniła się w tematach dotyczących metod pracy Rady Bezpieczeństwa. Kraje E-10 niejednokrotnie wychodziły z konstruktywnymi inicjatywami w sytuacjach, kiedy stali członkowie byli podzieleni. | Drogi Użytkowniku!
W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych możemy przetwarzać Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane dodatkowo jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).
Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.
Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).
Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.
Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do odwołania zgody oraz prawo sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl. Wycofanie zgody nie wpływa na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego przed jej wycofaniem.
W dowolnym czasie możesz określić warunki przechowywania i dostępu do plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej.
Jeśli zgadzasz się na wykorzystanie technologii plików cookies wystarczy kliknąć poniższy przycisk „Przejdź do serwisu”.
Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o. | 2 |
Chcesz dostawać e-mailem serwis z najważniejszymi informacjami z Zielonej Góry? Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.
Zmiany w rozpisce połączeń dotycząc autobusów miejskich linii nr: 6, 7, 17, 21, 25, 27, 30 i 37. Trasy doczekały się korekt, z których najważniejsze dotyczą likwidacji weekendowych połączeń z Suchą i Ługowem.
Do tego do byłej gminy nie będą jeździć już nocne autobusy. - Z powodu niewielkiej frekwencji autobusy linii nocnych nie będą już obsługiwać sołectw w dzielnicy Nowe Miasto. W związku z powyższym likwidacji ulegną linie nocne N4 i N5, a na liniach N1, N2, N3 korekcie ulegnie rozkład jazdy - informuje MZK na swojej stronie. | 2020 będzie rokiem podwyżek. Łapmy się już za portfele!
2020 będzie rokiem podwyżek. Łapmy się już za portfele!
Podatki od nieruchomości już wzrosły. Jeszcze przed końcem zimy czekają nas podwyżki opłat za śmieci, a zanim nadejdzie lato wzrośnie cena wody i ścieków. Jakie czekają nas podwyżki?
- Człowiek ciągle słyszy o rosnących opłatach, więc już się do tego przyzwyczaił. Szkoda tylko, że nasze emerytury nie rosną tak szybko – mówił w ostatnich godzinach starego roku Remigiusz Sobecki z Zielonej Góry. Emeryt ma nadzieję, że w najbliższych miesiącach starczy mu pieniędzy na opłacenie rachunków i na życie. W rozpoczętym właśnie nowym roku podwyżka ma bowiem gonić podwyżkę. | 2 |
W Europie licznie zgromadzeni mieszkańcy mieli okazję podziwiać pokazy sztucznych ogni nad Big Benem w Londynie, Łukiem Triumfalnym w Paryżu, Partenonem w Atenach czy nad Kremlem w Moskwie. Z kolei nad Times Square w Nowym Jorku tradycyjnie opuszczono kryształową kulę, wykonaną w fabryce kryształów w irlandzkim Waterford.
REKLAMA
>>> Orędzie noworoczne prezydenta Andrzeja Dudy:
Australia w ogniu, Hongkong protestuje
Sylwestra najwcześniej obchodzono w Australii. Mimo licznych pożarów lasów, które niszczą szczególnie wschodnią część kraju, w Sydney zorganizowano tradycyjny pokaz sztucznych ogni. Tysiące ludzi obejrzało fajerwerki, które jak co roku rozjaśniły niebo nad słynnym budynkiem opery.
Pokaz fajerwerków został z kolei odwołany, po raz pierwszy od dekady, w Hongkongu. Władze lokalne, obawiając się o bezpieczeństwo mieszkańców, zdecydowały się jedynie na pokaz laserowy i iluminacje najwyższych budynków w mieście, choć jak widać na zdjęciach - ostatecznie w kilku miejscach wystrzelono fajerwerki. W noc sylwestrową doszło do ulicznych protestów, zatrzymano kilkadziesiąt osób.
W Hongkongu dziesiątki tysięcy demonstrantów wzięły udział w noworocznym marszu zapowiadając, że prodemokratyczne protesty będą kontynuowane także w roku 2020.
Uczestnicy marszu zebrali się w Parku Victoria i przeszli przez dzielnicę Causeway Bay, często odwiedzaną przez turystów, by zakończyć protest w centrum, gdzie swoje siedziby mają największe światowe instytucje finansowe.
Protesty w Iraku, trzeba było ewakuować ambasadę USA
Niespokojnie 31 grudnia było też w Iraku, gdzie protestujący próbowali wedrzeć się do budynku ambasady USA. Trzeba było ewakuować ambasadora Stanów Zjednoczonych, podobnie pracowników placówki dyplomatycznej.
W Nowy Rok żołnierze broniący amerykańskiej ambasady w Bagdadzie użyli gazu łzawiącego, aby rozproszyć demonstrantów, którzy zbliżyli się do muru kompleksu dyplomatycznego i podpali amerykańskie flagi. Kilka osób zostało rannych.
Setki manifestantów, którzy spędzili noc przed bramą placówki, domagają się opuszczenia ich kraju przez żołnierzy Stanów Zjednoczonych. | Protesty przed ambasadą Stanów Zjednoczonych w Bagdadzie zaczęły się we wtorek 31 grudnia po amerykańskich nalotach na cele wspieranej przez Iran szyickiej milicji Kataib Hezbollah w Iraku i w Syrii, w których zginęło 25 osób. Irackie władze oznajmiły, że naloty były pogwałceniem suwerenności ich kraju i zapowiedziały rewizję relacji ze Stanami Zjednoczonymi.
REKLAMA
Atak na amerykańską ambasadę w Iraku
Protestujący rozbili około 50 namiotów przed amerykańską ambasadą. Zebrany tłum skandował antyamerykańskie hasła. Demonstranci spalili amerykańskie flagi i obrzucili ambasadę kamieniami. Broniący placówki żołnierze użyli gazu łzawiącego, aby rozproszyć demonstrantów. Kilkanaście osób zostało rannych. Pracowników placówki ewakuowano. Ambasada ogłosiła również, że zawiesza swoje funkcjonowanie do odwołania.
Amerykańskie władze uważają, że za atakiem na ambasadę USA w Bagdadzie stoi Iran. Teheran temu zaprzecza. Stany Zjednoczone zapowiadają, że będą bronić swoich obywateli, znajdujących się w Iraku. Będą także zdecydowanie reagować na każdy przejaw agresji wymierzonej zarówno w ambasady amerykańskie, jak i innych państw. We wtorek sekretarz obrony Mark Esper zapowiedział, że do Iraku skierowano 750 żołnierzy z 82. Dywizji Powietrznodesantowej stacjonującej w Fort Bragg w Karolinie Północnej.
>>> Zobacz czym jest "zielona strefa" w Iraku: | 1 |
O podwyżkach dla kluczowych menadżerów Netfliksa piszą amerykańskie media, powołując się na dokumenty ujawnione przez firmę.
Według "Hollywood Reporter" CEO serwisu Reed Hastings zarobi w 2020 roku łącznie prawie 34,7 miliona dolarów z czego pensja podstawowa to 650 tysięcy dolarów, reszta to akcje koncernu. Taką samą kwotę ma zarobić Ted Sarandos, numer dwa w strukturze firmy, odpowiedzialny za bibliotekę Netfliksa. W jego przypadku łączne wynagrodzenie rozkłada się inaczej - 20 mln dolarów to pensja podstawowa, a 14,65 mln to akcje.
Rok wcześniej wynagrodzenie Reeda Hastingsa wyniosło 31,5 mln dolarów, dwa lata wcześniej 29,4 mln dolarów.
Dyrektor finansowy serwisu Spencer Neumann ma otrzymać w tym roku 12 milionów dolarów uposażenia (6,05 mln dolarów pensji i 5,5 mln dolarów w akcjach). Greg Peters, chief product officer, z pensji zarobi 12 milionów dolarów, a kolejne 6,9 mln z akcji Netfliksa.
Netflix ma 158 mln subskrybentów
W III kwartale 2019 r. Netflix osiągnął wzrost przychodów o ponad 31 procent, a zysk netto spółki wyniósł 665 mln dolarów. W ciągu trzech miesięcy serwis odwrócił spadkowy trend dotyczący użytkowników w USA, jednak w sumie osiągnął niższą od zakładanej liczbę nowych subskrybentów. Obecnie na całym świecie z Netfliksa korzysta z górą 158 mln abonentów.
Pod koniec kwietnia firma poinformowała, że zwiększy swoje zadłużenie o 2 mld zł, a środki te zostaną przeznaczone na realizację nowych treści i zakup licencji do zewnętrznych produkcji.
Platforma nie ujawnia, ilu płacących użytkowników ma w Polsce. Z szacunków Amper Analysis wynika, że może ich być 800 tys.
Według badania Gemius/PBI w październiku 2019 r. platforma zanotowała w Polsce 3,06 mln realnych użytkowników i odnotował 37,05 mln odsłon. | Najwięcej - bo 41 proc. respondentów wskazało, że najpilniejsza poprawa potrzebna jest w kwestii ochrony zdrowia. Na drugim miejscu znalazło się sądownictwo - poprawy w tej dziedzinie oczekuje 21 proc. respondentów.
9,4 proc. ankietowanych uważa, że pilnej poprawy wymaga gospodarka kraju. Zdaniem 8,6 proc. respondentów najpilniejszej poprawy wymagają relacje Polski z UE. 6,4 proc. ankietowanych chciałoby pilnej poprawy jakości debaty publicznej w Polsce.
Jedynie 3,5 proc. ankietowanych w sondażu dla "Rzeczpospolitej" jest zdania, że pilnej poprawy wymaga sytuacja jeśli chodzi o bezpieczeństwo Polski, a 2,7 proc. - że potrzeba pilnej poprawy w dziedzinie obronności kraju.
2,2 proc. ankietowanych wskazało, że pilnej poprawy potrzeba w innej dziedzinie.
5,1 proc. nie ma zdania w tej kwestii.
(dp) | 2 |
Incydent, do jakiego doszło w czasie wizyty papieża na placu, dokąd poszedł obejrzeć stojącą tam szopkę, zarejestrowały kamery.
Reklama
Na nagraniu, rozpowszechnionym przez media, widać, jak jedna z kobiet tak mocno chwyciła papieża za rękę w czasie powitania, że gdy odchodził, szarpnęła go wykręciła mu ją boleśnie. Wtedy Franciszek wyraźnie zagniewany uderzył ją w dłoń i skarcił, by wyrwać się z jej uścisku.
Zwracając się w środę w południe do wiernych zebranych na placu papież powiedział przed modlitwą Anioł Pański: "Wiele razy tracimy cierpliwość, przepraszam za zły przykład wczoraj". | Mt 5,38-41
38 Słyszeliście, że powiedziano: "Oko za oko, ząb za ząb". 39 A ja wam mówię, aby nie występować przeciwko zepsuciu. Lecz jeśli ktoś ciebie uderzy w twój prawy policzek, nadstaw mu i drugi. 40 A kiedy ktoś chce się z tobą sądzić i zabrać twoją suknię, oddaj mu i płaszcz. 41 Jeśli ktoś przymusza cię do [przejścia] jednej mili, przejdź z nim dwie.
Imię wymagane
If you enter anything in this field your comment will be treated as spam
Captcha | 4 |
Rok 2019 przeszedł do historii. W nocy powitaliśmy 2020, w związku z czym gwiazdy chętnie chwaliły się na Instagramie zdjęciami i relacjami z imprez, na których się bawiły. Zalicza się do nich m.in. Małgorzata Rozenek, która od kilku dni jest w Zakopanem. Naszą uwagę zwróciła stylizacja prezenterki. Naprawdę należą jej się wielkie brawa.
REKLAMA
Sylwestrowa stylizacja Małgorzaty Rozenek
Odkąd wyszło na jaw, że Małgorzata jest w ciąży, nie ma dnia, by w sieci nie powstał news na jej temat. Jest obecnie wyjątkowo popularną gwiazdą, a co za tym idzie, bardzo dobrze opłacaną jeśli chodzi o współprace na Instagramie. Nie dziwi więc fakt, że na jednym z ostatnich zdjęć oznaczyła markę, w której sukience spędziła sylwestrową noc.
W lata 20. wkraczamy w klimacie lat 20., życząc Wam wszelkiej pomyślności i żeby ten rok był dla Was tak szczególny jak dla nas. Szampańskiej zabawy i trudnego poranka. Do siego roku - podpisała post.
Musimy przyznać, że Rozenek wyglądała naprawdę świetnie! Kreacja nie była przesadzona, a elegancka suknia idealnie wpasowała się w klimat sylwestra. Naszą uwagę zwróciło również rozcięcie po lewej stronie. Nie każda kobieta by się na to odważyła. Fani nie kryli zachwytów. Suknia oczywiście delikatnie podkreśliła ciążowy brzuszek gwiazdy.
Pani Małgosiu, wygląda pani jak milion dolarów.
Pięknie!
Wow!
A Wy jak oceniacie look Małgorzaty?
CW
Małgorzata Rozenek w wywiadzie na temat in vitro. | Autor jest publicystą „Polityki”, szefem katedry dziennikarstwa Collegium Civitas
Witajcie w nowej bajce! Zaczynają się lata 20. Będzie ostra jazda. Ale nie wiemy dokąd. Życzę Państwu, żebyśmy to my tę nową bajkę wymyślili, a nie wyznawcy dyktatur.
Starą bajkę zamknęło życzenie Elizy Michalik, byśmy mieli więcej ducha walki. Nową bajkę proponuję rozpocząć życzeniem, byśmy mieli więcej twórczych myśli, bo w polityce wygrać można tylko taką walkę, której cel pasuje do realu, w jakim żyją ludzie. A tak się fatalnie składa, że język i cele demokratów wciąż lepiej pasują do poprzednich bajek niż do lat 20. | 1 |
Książka Tuska pt. „Szczerze” jest pełna kompromitujących błędów. Pisane w formie pamiętnika wspomnienia nijak mają się do rzeczywistości. Mylone są daty, wydarzenia, stanowiska.
Przykład pierwszy: Tusk szczerze cieszy się z wyczynu Roberta Lewandowskiego, który we wrześniu 2015 roku w zaledwie dziewięć minut strzelił pięć goli przeciwko Wolfsburgowi. Ustanowił tym absolutny rekord.
„Nie wierzyłem własnym oczom” – wspomina były premier. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że Tusk cieszył się z wyczynu „Lewego” 6 kwietnia 2017 roku, czyli prawie dwa lata później. Skąd taka data? Być może stąd, że tego dnia w serwisie YouTube został opublikowany jeden z filmów z tego meczu.
Przykład drugi: Tusk szczerze współczuje opozycji sytuacji, w jakiej się znalazła. Wspomina „dramatyczną okupację sali sejmowej”, trzyma za wszystkich kciuki. Nie podoba mu się jedynie wyjazd w tym czasie Ryszarda Petru do Petru do Portugalii.
„Poważnym problemem jest wyjazd Ryszarda Petru na wakacje. (…) Zgrzyta ten kontrast między słoneczną plażą i zimną, ciemną warszawską ulicą wypełnioną demonstrantami wspierającymi posłów okupujących Sejm. Taki dysonans może się okazać rujnujący dla Nowoczesnej i jej lidera” – pisał Tusk.
I znów byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że Tusk współczuł wszystkim 3 stycznia 2016 roku. Opisywane wydarzenia miały miejsce rok później. Najwyraźniej latający w czasie Tusk wszystko przewidział i trzymał kciuki za opozycję 12 miesięcy wcześniej.
Panie Premierze @donaldtusk okupację sali sejmowej i podróż R.Petru opisał Pan w pamiętniku o cały rok za wcześnie. pic.twitter.com/LfXMF0Vsei — Jacek Prusinowski (@jprusinowski) December 29, 2019
Przykład trzeci i kolejne: Tusk szczerze nie rozumie, dlaczego Bartłomiej Misiewicz został wiceministrem obrony narodowej. I tak jak można spierać się o kompetencje Misiewicza i zarzucać, że w polityce znalazł się tylko przez znajomości, tak nie można mylić zasadniczych faktów. Misiewicz nigdy wiceministrem nie był. To było jednak za trudne do wyłapania dla szczerego Tuska (albo osoby, która w jego imieniu książkę pisała).
A takie było zdziwienie jak żołnierze tytułowali ministrem @MisiewiczB , otóż @donaldtusk też myślał, że ma do czynienia z wiceszefem resortu obrony narodowej. pic.twitter.com/jdLNzJ2rme — Jacek Prusinowski (@jprusinowski) December 29, 2019
Panie Premierze @donaldtusk , a jakim to cudem zanotował Pan pod datą 11.05.2016 zapowiedź audytu rządów PO-PSL? Tego dnia w Sejmie prezentowano wyniki audytu zapowiedzianego w 2015 roku. pic.twitter.com/Yn5mHAoLgh — Jacek Prusinowski (@jprusinowski) December 29, 2019
Z innych fragmentów, które możemy przeczytać przebija się popis niezłej megalomanii. Tusk kreuje się na miłośnika kultury, sztuki, intelektualistę oraz… smakosza.
"Siedzę w słońcu na tarasie,[…] oglądam reprodukcje obrazów Kokoschki, a z telefonu puszczam V symfonię Mahlera. Popijam powoli malwazję. Dawno nie czułem się tak szczęśliwy". Na szczęście nie cała książka jest tak zła, ale zbyt szczera też nie jest. Srogie ocieplanie wizerunku pic.twitter.com/6jpzwBrVkb — Ryszard Łuczyn (@ryszardluczyn) December 11, 2019
Dzień z życia Donalda Tuska. Jak on pisząc na wakacjach dziennik, zapamiętuje z głowy te wszystkie cytaty, nazwiska, książki? Człowiek renesansu. pic.twitter.com/0PLUdmTPv6 — Marcin Makowski (@makowski_m) December 12, 2019 | Nie wystartuje w wyborach prezydenckich, nie zamierza ubiegać się o pozycję lidera opozycji, nie zgłasza aspiracji do powrotu na funkcję przewodniczącego Platformy Obywatelskiej.
Wydawać by się mogło, że Donald Tusk zniknął z polskiej sceny politycznej, chociaż właśnie powrócił do kraju. A jednak wszystkie kalkulacje co do jej przyszłego kształtu obracają się właśnie wokół byłego premiera.
Mało kto wierzy, aby nie chciał on jeszcze odegrać na niej istotnej roli. Jedni twierdzą, że myśli głównie o starcie w wyborach prezydenckich w 2025 roku, drudzy sądzą, iż jego marzeniem jest utworzenie dużej partii, przy czym zdania na temat tego, czy będzie chciał połączyć PO z Koalicją Polską, czy też z ugrupowaniami lewicowymi bądź z formacją, jaka może powstać wokół ubiegającego się o prezydenturę Szymona Hołowni są na razie podzielone.
Jedno wydaje się pewne: żeby mógł zrealizować swoje plany, na czele Platformy musi stanąć sprzyjający mu polityk, na pewno więc nie Grzegorz Schetyna. I to jest zadanie dla Tuska na najbliższe dni. A że należy do mistrzów zakulisowych rozgrywek, obecny lider PO i Koalicji Obywatelskiej ma się czego obawiać, chociaż i on potrafi nieźle sobie radzić w tej materii.
Przyszłość nie wybierającego się bynajmniej na polityczną emeryturę Donalda Tuska z pewnością zaciąży nad kształtem całej opozycji. | 2 |
Ptasia grypa. Wykryto ognisko groźne dla ludzi
Niebezpieczna sytuacja ma miejsce w województwie lubelskim. Do zakażenia doszło najprawdopodobniej przez wędrujące dzikie ptaki.
Głosuj Głosuj Podziel się Opinie
Spotkanie kryzysowe zorganizował również Wojewoda Lubelski. (zdjęcie ilustracyjne) (PAP)
"Starosta Lubartowski zwołał posiedzenie Powiatowego Zespołu Zarządzania Kryzysowego" - poinformowano na portalu powiatu lubartowskiego. Indyki najprawdopodobniej zaraziły się wirusem od ptaków w miejscowości Stary Uścimów.
Służby weterynaryjne wdrażają już procedury zwalczania wirusa przewidziane w takiej sytuacji. Podjęto także działania mające na celu zapobieganie jego dalszemu rozprzestrzenianiu się.
"Prosimy o zachowanie szczególnej ostrożności i zasad bezpieczeństwa, ponieważ jest to podtyp wysoce zjadliwej grypy H5N8, który może zagrażać również ludziom" - podkreślono.
Ptaki, które nie padły będą uśpione, bo wymagają tego przepisy.
"Fermy drobiu już zostały zdezynfekowane, a na wjazdach zostały ustawione specjalne maty" - dodaje RMF FM. Teren wokół obiektów patrolują funkcjonariusze. Osoby niezwiązane z fermami nie mają do nich wstępu.
Zobacz też: Sondaż dla programu WP #Newsroom. Dzisiaj PiS też by wygrał
Źródło: powiatlubartowski.pl, RMF FM | Żywiec. Policja szuka mężczyzny. Zostawił w kurtce sporo gotówki
Mieszkaniec Żywca w jednym ze sklepów z używaną odzieżą kupił kurtkę, w której znalazł sporą sumę pieniędzy. Uczciwy znalazca nie zastanawiał się ani chwili i całą kwotę przekazał żywieckim policjantom. Teraz funkcjonariusze szukają właściciela kurtki.
Głosuj Głosuj Podziel się Opinie
Zdjęcie ilustracyjne. Kurtka została kupiona w sklepie z używaną odzieżą (PAP, Fot: Grzegorz Michałowski)
W sobotę do Komendy Powiatowej Policji w Żywcu zgłosił się 58-letni mieszkaniec miasta. Mężczyzna powiedział, że w jednym ze sklepów z używaną odzieżą kupił zimową kurtkę.
Gdy 58-latek założył kurtkę, coś zaczęło go uwierać. W jednej z kieszeni znalazł zwinięty plik banknotów. 58-latek nie zastanawiał się ani chwili i od razu przyjechał do żywieckiej komendy policji, gdzie pieniądze przekazał mundurowym. Teraz policjanci szukają właściciela kurtki.
"Składamy Panu wyrazy uznania oraz podziękowania za godną naśladowania postawę. Mamy wielką nadzieję, że Pana zachowanie i postawa będzie wzorem i motywatorem dla innych osób, które w podobnej sytuacji nie zawahają się i podejmą właściwą decyzję" - napisali funkcjonariusze do 58-letniego uczciwego znalazcy na swojej stronie internetowej.
Zobacz też: Jak się pracuje z europosłami PiS? Magdalena Adamowicz: nie odpowiadają mi "dzień dobry"
Źródło: KPP w Żywcu | 1 |
Widzieliście ostatnie „Gwiezdne Wojny”? Tę walkę dobra ze złem? No właśnie. Życie przecież też na tym polega, a już na pewno powinna polegać na tym polityka, że kiedy ktoś robi coś, co uważamy za złe, niszczące, to próbuje się go powstrzymać, wygrać z nim. Ale nie w Polsce. W Polsce, kiedy wybory wygrał po raz pierwszy i drugi PiS, to jego polityczni przeciwnicy zaczęli… gadać. Że to jest złe. I jeszcze, że straszne. Gorsze niż w PRL. Mówią tak i mówią, a potem idą do domu w poczuciu, że są bohaterami.
Oczywiście nie chcę być niesprawiedliwa: przyznaję, że narzekają pięknie i tak, jak nie robił tego nikt przed nimi. Te kwieciste przemowy! Te metafory! Że PiS jest jak PZPR! Tyle, że w polityce liczy się wyłącznie skuteczność i wygrywanie. Zwycięzca jest jeden i stoi na pudle z numerem jeden, inni się nie liczą.
PiS wygrywa, ponieważ chce wygrać i wygrana jest jego celem, do którego dąży z konsekwencją i determinacją. Opozycja przegrywa, bo wygrana nie jest jej celem, są inne ważniejsze: układanki partyjne, utrzymanie się liderów przy władzy, zabiegi o to, kto ważniejszy. Jej gadanie pokrywa niemoc i kompletną niemal niezdolność do skutecznego działania. I wiele przemawia za tym, że podobnie będzie w przypadku zbliżających się wyborów prezydenckich.
Więc gdybym w 2020 r. mogła mieć tylko jedno życzenie, dotyczące polskiego życia publicznego, to byłoby nim: niech polityka znowu stanie się areną czynów, nie pustych słów, starć ludzi z duchem walki i wolą zwycięstwa, a nie z talentem do marudzenia.
Dziś Polska potrzebuje politycznej walki, prawdziwej i ostrej, ponieważ znajduje się w przełomowym i bardzo niebezpiecznym momencie swoich dziejów. Potrzebuje walki, nie z ludźmi o innych poglądach, ale o sprawy. O niezależny od polityków wymiar sprawiedliwości, naszą pozycję w UE i pozostanie w niej, wolne dziennikarstwo, prawa kobiet i niektóre prawa obywatelskie i wreszcie, o odklejenie od państwa i polityków Kościoła katolickiego, instytucji, która od dawna jest złym duchem życia publicznego w Polsce.
Łatwo tego nie dostrzec w codziennym życiu i łatwo – no właśnie – zagadać – ale tak jest. W przyszłym roku, choćby ze względu na majowe wybory prezydenckie, może okazać się, że trochę wracamy do demokratycznych praktyk lub wręcz odwrotnie, że jeszcze dalej od nich odchodzimy.
To, co od kilku lat dzieje się w Polsce, bez względu na to, jak kto to ocenia, jest tylko wskazówką, drogowskazem do prawdziwego problemu. Którym moim zdaniem jest fakt, że mamy system, w którym politykom uchodzi na sucho zabieganie, jawne i bezczelne, głównie o swoje interesy i traktowanie partii politycznych jak rodzinnych firm, służących do generowania zysków. Naprawdę niewielu obchodzi Polska, prawo i demokracja, bez względu na to, jak bardzo sobie tymi hasłami wycierają usta. Jest wręcz przeciwnie: jeśli ktoś pokaże, że mniej dba o własne korzyści niż o Polskę, inni zaczynają patrzeć na niego podejrzliwie, mieć go za frajera.
Dlatego oprócz polityki czynów i tego, żeby scena publiczna stała się areną starć o prawo, porządek, idee i przekonania i działań, nie słów, życzę też nam wszystkim w Nowym Roku jak najwięcej politycznych frajerów, czy też jak kto woli, idealistów – byle zdolnych do skutecznej pracy.
Eliza Michalik jest prowadzącą programu "Onet Opinie" | Autor jest ekonomistą związanym z Forum Obywatelskiego Rozwoju
Dokładnie 30 lat temu, 1 stycznia 1990 r., wystartowały reformy, które przeszły do historii pod nazwą planu Balcerowicza. To dzięki nim Polska – wcześniej państwo bankrut – w szybkim tempie zaczęła się modernizować i nadrabiać dystans dzielący ją od zamożnego Zachodu.
Przedstawiciele PiS próbują dziś jednak zrewidować ocenę dokonań tego okresu i przekonać opinię publiczną, że lata po 1989 r. były czasem zmarnowanych szans. Tezę taką wypowiedział np. premier Mateusz Morawiecki w exposé z 19 listopada 2019 r. Przedstawiona przez niego interpretacja historii Polski po 1989 roku mija się z faktami. W rzeczywistości Polska jest liderem wzrostu gospodarczego wśród wszystkich krajów transformacji i mimo odziedziczonej po PRL spuścizny szybko nadrabiała zaległości rozwojowe względem najbogatszych krajów, nie natrafiając po drodze na żaden „rozwojowy szklany sufit”. | 1 |
PIERWSZE CZYTANIE
Lb 6, 22-27
Błogosławieństwo Boże
Czytanie z Księgi Liczb
Pan mówił do Mojżesza tymi słowami: «Powiedz Aaronowi i jego synom: Tak oto macie błogosławić Izraelitom.
Powiecie im: „Niech cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy swą łaską. Niech zwróci ku tobie oblicze swoje i niech cię obdarzy pokojem”.
Tak będą wzywać imienia mojego nad izraelitami, a Ja im będę błogosławił».
DRUGIE CZYTANIE
Ga 4, 4-7
Bóg zesłał swego Syna, zrodzonego z Niewiasty
Czytanie z Listu Świętego Pawła Apostoła do Galatów
Bracia:
Gdy nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z Niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, byśmy mogli otrzymać przybrane synostwo.
Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg zesłał do serc naszych ducha Syna swego, który woła: «Abba, Ojcze!» A zatem nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem. Jeżeli zaś synem, to i dziedzicem z woli Bożej.
EWANGELIA
Łk 2, 16-21
Nadano Mu imię Jezus
Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza
Pasterze pośpiesznie udali się do Betlejem i znaleźli Maryję, Józefa oraz leżące w żłobie Niemowlę. Gdy Je ujrzeli, opowiedzieli, co im zostało objawione o tym dziecięciu. A wszyscy, którzy to słyszeli, zdumieli się tym, co im pasterze opowiedzieli.
Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. A pasterze wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to zostało przedtem powiedziane.
Gdy nadszedł dzień ósmy i należało obrzezać dziecię, nadano Mu imię Jezus, którym Je nazwał Anioł, zanim się poczęło w łonie Matki. | Filmik z incydentu, do jakiego doszło 31 grudnia wieczorem w Rzymie, udostępniono w mediach społecznościowych, gdzie doczekał się już ponad 3 mln wyświetleń. Nic dziwnego, ponieważ pokazuje niecodzienną sytuację z udziałem Franciszka. Papież w otoczeniu ochroniarzy wracał z modlitwy przy szopce, a po drodze witał się z wiernymi. Jedna z kobiet stojąca za barierkami najwyraźniej chciała coś powiedzieć biskupowi Rzymu, ponieważ mocno pociągnęła go za rękę, co mogło sprawić ból. Franciszek zareagował nerwowo, najpierw krzycząc coś do wiernej, później uderzając ją w dłoń, a na końcu odchodząc z niezadowoloną miną.
W środę w południe Franciszek przemawiał do wiernych zebranych na placu. Przed modlitwą Anioł Pański stwierdził: „Wiele razy tracimy cierpliwość. Mówię – przepraszam – za zły przykład wczoraj” .
Później papież mówił o znęcaniu się nad kobietami we współczesnym społeczeństwie. – Wszelka przemoc wobec kobiet jest zbezczeszczeniem Boga – podkreślił. – Ciało kobiety musi być wolne od konsumpcjonizmu, musi być szanowane i honorowane – dodał. Dalej papież zwrócił uwagę na to, że mimo, iż kobiety tworzą życie, są „obrażane, bite, gwałcone, zmuszane do prostytucji i aborcji” . – Możemy zrozumieć nasz poziom człowieczeństwa poprzez to, w jaki sposób traktujemy ciało kobiety – zaznaczył.
Czytaj także:
Abp Jędraszewski mówił o „nawróceniu ekologicznym”. „Bóg kazał nam czynić sobie ziemię poddaną” | 1 |
Odór przestępstwa, gangu i mafii, który się unosi każdego dnia nad instytucjami państwowymi w Polsce - to wymaga absolutnej jednoznaczności, jeżeli chodzi o rządy prawa w Polsce - mówił po wykładzie na uniwersytecie w Białymstoku były szef RE Donald Tusk.
Tusk, po wykładzie, który wygłosił podczas Festiwalu Dyplomatycznego na Uniwersytecie w Białymstoku, odpowiadał na pytania dziennikarzy. Poniżej dalsza część artykułu
Były szef RE mówił m.in., że jest mu bardzo trudno, będąc zarówno w Polsce, jak i za granicą, wytłumaczyć, co się obecnie dzieje w Polsce. - Jak wytłumaczyć to, że szefem NIK, miejsca, gdzie zaufanie, czystość, transparentność jest kluczowa, żeby ubiegać się o takie stanowisko, został ktoś, kogo chce się aresztować, kontrolować i chcą to zrobić ci, którzy go wybrali - komentował Tusk. Polityk tłumaczył, że nawet przywódcy krajów o mniej rozwiniętej niż w Polsce demokracji nie potrafią pojąć tego, co się dzieje w Polsce i jak bardzo posunęła się "degrengolada władzy". | Mocne słowa Donalda Tuska. "Nie widzę powodu, dla którego Andrzej Duda miałby nagle stać się mężczyzną"
Donald Tusk w Białymstoku nie przebierał w słowach. W ostrych słowach krytykował Prawo i Sprawiedliwość oraz prezydenta. Jego zdaniem Andrzej Duda "nie ma na tyle odwagi ani charakteru", by zawetować ustawę, dzięki której TVP dostanie 2 mld złotych.
Głosuj Głosuj Podziel się Opinie
Były premier Donald Tusk przyjechał do Białegostoku, gdzie wygłosił przemówienie podczas Festiwalu Dyplomatycznego. Później odpowiadał na pytania dziennikarzy. Padło sporo gorzkich słów o PiS i ubiegającym się o reelekcję Andrzeju Dudzie.
Czy prezydent zawetuje ustawę, która daje TVP 2 mld zł jako rekompensatę abonamentową? - zapytał Tuska reporter WP Klaudiusz Michalec. - Nie ma na tyle odwagi ani charakteru - ocenił były premier.
- Do tej pory do głowy mu nie przyszło, aby przeciwstawić się prezesowi PiS Jarosławowi Kaczyńskiemu - dodał. I podkreślił: - Nie widzę powodu, dla którego miałby nagle stać się mężczyzną.
Zobacz też: Andrzej Duda liderem sondaży. "Pamiętam, jak w 2015 r. szorował niemalże po dnie"
Odniósł się też do gestu Joanny Lichockej w Sejmie. - Jak by pan to nazwał? - zapytał dziennikarza Tusk. I dodał: - Ja się wstydzę. Wiem, co to znaczy, ale nie będę go publicznie interpretował.
- Jej gest mówi o niej wszystko. Pokazała, na czym polega istota tej władzy. Zabrać, jak najwięcej - tumanić, ile wlezie - stwierdził.
Donald Tusk: nie ma się z czego śmiać
Tusk podkreślił, że zastanawiał się, w jaki sposób ma mówić o tym, co robi PiS. - Trudno nie zauważyć, jak daleko posunęła się degrengolada ludzi władzy w Polsce. Jak wytłumaczyć ze szefem NIK jest taka osoba? - pytał.
Wspomniał o ataku na sędzię w Rybniku. Jego zdaniem to, co robi PiS, jest "rujnujące dla reputacji Polski". - Przy mojej wyobraźni i pewnych talentach ciężko mi to zrozumieć. Na miłość Boga, nie ma się z czego śmiać - zaznaczył Tusk.
Wybory prezydenckie 2020. Apel Donalda Tuska do kandydatów
Apelował do wszystkich kandydatów na prezydenta, żeby nie godzili się na to, co robią osoby, które łamią Konstytucję, żeby nie szukały kompromisów. Zapytany o to, czy wspieranie przez niego Małgorzaty Kidawy-Błońskiej nie jest pocałunkiem śmierci, odpowiedział, że "aż tak potworny nie jest".
- Wygrana Małgorzaty-Kidawy Błońskiej jest na wyciągnięcie ręki. (...) Niech nie wmawiają, że ona jest agresorem - powiedział Tusk. | 3 |
Na dzisiaj są nasze zdecydowane plany: 1 września uczniowie wrócą do szkół, a studenci 1 października wrócą na uczelnie – poinformował w czwartek premier Mateusz Morawiecki. Uzasadniał, że pozwala na to obecnie sytuacja epidemiczna.
Premier pytany o organizację roku szkolnego 2020/2021 odpowiedział, że rząd chce, aby uczniowie od 1 września wrócili do szkół.
„Chcemy, żeby w zależności od tego oczywiście, czy nie będzie jakiś bardzo niespodziewanych wydarzeń, ale takich dzisiaj nie oczekujemy, żeby od 1 września dzieci i młodzież normalnie wróciły do szkół, od 1 października młodzi ludzie żeby wrócili na uczelnie” – powiedział premier.
Wyraził przekonanie, że czas wakacji „dyrekcje, organy prowadzące, organy stanowiące odpowiednie regulacje wykorzystają do tego, żeby przygotować się we właściwy sposób od strony operacyjnej”.
Szef rządu przekonywał, że sytuacja epidemiczna jest pod kontrolą, ale jego gabinet podchodzi „z pokorą” do samej epidemii.
„Na dzisiaj są nasze zdecydowane plany – 1 września wracamy do szkół, 1 października wracamy na uczelnie” – oświadczył Morawiecki.
W związku z epidemią od 12 marca w szkołach i przedszkolach w całej Polsce zostały zawieszone stacjonarne zajęcia. Od 25 marca wprowadzono obowiązkowe kształcenie na odległość i w takim trybie szkoły mają pracować do końca zajęć dydaktycznych, czyli do 26 czerwca. Częściowo wznowiono działalność przedszkoli, umożliwiono udział w zajęciach uczniom klas I-III szkół podstawowych i konsultacje dla uczniów szkół podstawowych i ponadpodstawowych.
Źródło: PAP | – Będziemy przygotowywali się do nowego roku szkolnego. Sądzimy, że będzie to już powrót do tradycyjnych stacjonarnych zajęć w szkołach, bo te zajęcia są chyba najskuteczniejsze. Okres pandemii pokazał, że co prawda są skuteczne technologie, które umożliwiają kontakt na odległość, kontakt wirtualny, ale bezpośredniego kontaktu fizycznego, kontaktu nauczyciela z uczniem nie zastąpi nawet najnowocześniejsza technologia. Stąd 1 września wracamy do szkół – powiedział minister na konferencji.
Pytany był czy planowane jest w związku z tym przygotowanie wytycznych dla szkół w sprawie organizacji nauki, np. mniej uczniów w klasach, nauka na zmiany, czy będzie obowiązywał reżim sanitarny, zasada dystansu, noszenie maseczek, używanie płynów dezynfekcyjnych i mierzenie temperatury.
Pytania dotyczyły też tego, czy planowane są systemowe zmiany w zdalnym nauczaniu i jak będzie wyglądało zdalne nauczanie, gdyby okazało się, że od nowego roku szkolnego trzeba będzie znów uczyć się na odległość.
– Chcemy od 1 września wrócić do tradycyjnej, stacjonarnej formy nauczania. Ta forma nauczania może być oczywiście wspomagana także kształceniem na odległość. Te umiejętności, które nauczyciele, uczniowie nabyli w ostatnich kilku miesiącach na pewno przydadzą się także przy stacjonarnym nauczaniu, chociażby te materiały elektroniczne mogą uatrakcyjniać sposób prowadzenia zajęć – odpowiedział szef MEN.
– Przygotowujemy się na różne warianty tak, aby powrót do szkół był bezpieczny. Dziś jeszcze nie możemy w pełni powiedzieć, w jaki sposób młodzież wróci do tych stacjonarnych zajęć. To będzie oczywiście zależało od sytuacji epidemicznej. Przygotowujemy kilka wariantów powrotu dzieci i młodzieży do stacjonarnych zajęć w szkołach – dodał.
W związku z epidemią od 12 marca w szkołach i w przedszkolach w całej Polsce zostały zawieszone stacjonarne zajęcia. Od 25 marca wprowadzono obowiązkowe kształcenie na odległość i w takim trybie szkoły miały pracować do końca zajęć dydaktycznych, czyli do 26 czerwca.
Od początku maja zaczęto stopniowo wznawiać działalność przedszkoli, następnie umożliwiono udział w zajęciach opiekuńczych uczniom klas I-III szkół podstawowych, potem wprowadzono konsultacje dla uczniów szkół podstawowych i ponadpodstawowych. Zaczęto też przywracać zajęcia praktyczne w szkolnictwie zawodowym.
Przesunięto też egzaminy zewnętrzne. Egzamin ósmoklasisty, który powinien być przeprowadzony w kwietniu, odbył się w połowie czerwca. Matury zamiast zacząć się 4 maja, zaczęły się 8 czerwca.
Odmrażanie oświaty odbywało się w reżimie sanitarnym według wytycznych przygotowanych przez MEN wraz z Ministerstwem Zdrowia i głównym inspektorem sanitarnym.
W czwartek premier Mateusz Morawiecki, pytany o organizację roku szkolnego 2020/2021, odpowiedział, że rząd chce, aby uczniowie od 1 września wrócili do szkół.
– Chcemy, żeby w zależności od tego oczywiście, czy nie będzie jakiś bardzo niespodziewanych wydarzeń, ale takich dzisiaj nie oczekujemy, żeby od 1 września dzieci i młodzież normalnie wróciły do szkół, od 1 października młodzi ludzie, żeby wrócili na uczelnie – powiedział.
Szef rządu wyraził przekonanie, że czas wakacji "dyrekcje, organy prowadzące i organy stanowiące odpowiednie regulacje wykorzystają do tego, żeby przygotować się we właściwy sposób od strony operacyjnej".
Przekonywał, że sytuacja epidemiczna jest pod kontrolą, ale jego gabinet podchodzi "z pokorą" do epidemii. – Na dzisiaj są nasze zdecydowane plany – 1 września wracamy do szkół, 1 października wracamy na uczelnie – oświadczył Morawiecki.
Czytaj także:
Kiedy dzieci wrócą do szkół? Jest decyzja Morawieckiego | 4 |
Szefowa Krajowego Biura Wyborczego Magdalena Pietrzak zapewnia, że ta instytucja monitoruje sytuację związaną z podtopieniami na południu Polski. Jednocześnie twierdzi, że na razie nie ma potrzeby przenoszenia siedzib obwodowych komisji wyborczych.
Zdj. ilustracyjne / Marcin Bielecki / PAP
Pietrzak została zapytana przez PAP, czy w związku z podtopieniami na południu kraju do Krajowego Biura Wyborczego docierają informacje o możliwych problemach z lokalami wyborczymi.
Szefowa KBW poinformowała o otrzymaniu informacji m.in. z gminy Łapanów (woj. małopolskie), gdzie wszystkie z pięciu lokali wyborczych zostały zalane bądź podtopione. Zalane zostały także urny i kabiny wyborcze. Jak przekazała, obecnie siedziby tych obwodowych komisji wyborczych są sprzątane i osuszane.
Na ten moment nie ma potrzeby przenoszenia lokali wyborczych. Do niedzieli jeszcze jest dużo czasu - stwierdziła Pietrzak. Zapewniła, że Krajowe Biuro Wyborcze monitoruje sytuację, zaś komisarze wyborczy mają prawo przenieść siedzibę obwodowej komisji wyborczej, jeśli będzie taka potrzeba. Liczymy na to, że pogoda się poprawi - dodała.
W nocy z soboty na niedzielę wezbrane wskutek ulewnego deszczu Stradomka i Tarnawka przelały się przez wał przeciwpowodziowy i zalały centrum Łapanowa. Podtopionych zostało kilkadziesiąt budynków mieszkalnych, gospodarczych, rynek oraz kilkadziesiąt sklepów i punktów usługowych. Kilkadziesiąt osób musiało być ewakuowanych przez strażaków.
Według szacunków wójta gminy Łapanów Andrzeja Śliwy, straty w infrastrukturze gminnej wyrządzone po tym, jak centrum miejscowości zalała woda z wezbranej Stradomki mogą wynosić nawet 17 mln zł.
Wybory prezydenckie odbędą się 28 czerwca, a ewentualna druga tura - 12 lipca. Wybory odbędą się w formie mieszanej - tradycyjnie w lokalach wyborczych oraz korespondencyjnie dla chętnych. | Piątek jest ostatnim dniem, w którym można odbierać zaświadczenie o prawie do głosowania; umożliwia ono oddanie głosu w dowolnym obwodzie wyborczym w kraju lub za granicą. Piątek to również ostatni dzień, w którym wyborcy głosujący korespondencyjnie mogą oddać głos w wyborach prezydenckich.
Jeszcze tylko w piątek w godzinach pracy urzędu gminy czy miasta, w którym jesteśmy ujęci w spisie wyborców, możemy odebrać zaświadczenia o prawie do głosowania. Wniosek o wydanie zaświadczenia można złożyć osobiście, faksem lub mailem.
Gdy zgubimy zaświadczenie nie dostaniemy kolejnego
Otrzymamy dwa zaświadczenia, które dadzą nam prawo do oddania głosu w pierwszej turze - 28 czerwca i ewentualnej drugiej turze wyborów - 12 lipca.
ZOBACZ: Kłopoty z głosowaniem korespondencyjnym. "Zostaliśmy z problemem sami"
Jest to rozwiązanie m.in. dla osób, które nie wiedzą, gdzie będą przebywały w dniu głosowania. Z zaświadczeniem można głosować w dowolnym obwodzie wyborczym miejscu w kraju, za granicą lub na polskim statku morskim.
Gdy otrzymujemy zaświadczenie, jesteśmy skreślani ze spisu wyborców w naszym obwodzie. W sytuacji gdy zgubimy zaświadczenie, nie dostaniemy kolejnego, tak więc utrata zaświadczenia spowoduje, że wyborca nie będzie mógł zagłosować ani w swoim obwodzie głosowania, ani w żadnym innym.
190 tys. głosujących korespondencyjnie
Piątek jest również ostatnim dniem, w którym wyborcy głosujący korespondencyjnie mogą oddać głos w wyborach prezydenckich. W godzinach pracy urzędu można dostarczyć kopertę zwrotną do urzędu gminy, a do północy można ją wrzucić do skrzynki Poczty Polskiej.
Wyborcy, którzy nie zdążą zagłosować w piątek, mogą też dostarczyć kopertę zwrotną do lokalu wyborczego w niedzielę, ale nie mogą wrzucić jej samodzielnie do urny.
Jak informowała szefowa Krajowego Biura Wyborczego Magdalena Pietrzak, do głosowania korespondencyjnego w kraju zgłosiło się 190 tys. osób. Otrzymały one pakiety wyborcze, które umożliwiają oddanie głosu.
Wyborca głosujący korespondencyjnie oddaje głos na karcie do głosowania, którą umieszcza w kopercie z napisem "Koperta na kartę do głosowania", którą zakleja. Kopertę tę należy włożyć do koperty zwrotnej, na której umieszczony musi być adres i numer właściwej obwodowej komisji wyborczej. Do koperty zwrotnej wyborca wkłada także oświadczenie o osobistym i tajnym oddaniu głosu, gdzie umieszczone muszą być dane wyborcy: imię i nazwisko, numer PESEL, własnoręczny podpis.
"Koperta musi zostać rozpakowana"
Kopertę zwrotną należy zakleić i najpóźniej w piątek do północy wrzucić do nadawczej skrzynki pocztowej Poczty Polskiej znajdującej się na terenie gminy, w której zlokalizowana jest obwodowa komisja wyborcza właściwa dla danego wyborcy. Kopertę zwrotną można też do piątku dostarczyć do właściwego urzędu gminy osobiście albo za pośrednictwem innej osoby, ale można to zrobić tylko w godzinach pracy urzędu.
ZOBACZ: Sondaż prezydencki. W drugiej turze walka o każdy głos
Wyborca może także w niedzielę do zakończenia głosowania - a więc do godz. 21 - osobiście lub za pośrednictwem innej osoby dostarczyć kopertę zwrotną do obwodowej komisji wyborczej w obwodzie głosowania, w którym jest wpisany do spisu wyborców.
Szefowa KBW zastrzegła, by wyborcy nie wrzucali samodzielnie kopert zwrotnych do urny wyborczej.
- Komisja musi najpierw rozpakować kopertę zwrotną, sprawdzić czy oświadczenie o osobistym i tajnym oddaniu głosu jest pełne, czytelne, czy jest na nim podpis wyborcy. Komisja musi sprawdzić też, czy wyborca jest w spisie, a co za tym idzie, czy może zagłosować w danym lokalu, a także to odnotować. Następnie komisja musi sprawdzić, czy koperta z kartą do głosowania jest zaklejona, jeśli tak - wrzuci ją do urny - wskazywała Pietrzak.
WIDEO - Sprzątamy lasy ze stowarzyszeniem Program Czysta Polska Twoja przeglądarka nie wspiera odtwarzacza wideo...
bas/ PAP | 2 |
Wybory prezydenckie z głosowaniem korespondencyjnym są według partii rządzącej jedynym bezpiecznym sposobem na wybranie głowy państwa w obliczu panującej epidemii koronawirusa. Opozycja ma inne zdanie i stanowczo sprzeciwia się organizacji takich wyborów, wskazując, że niosą one ryzyko dla obywateli. A co na to eksperci?
Korespondencyjne głosowanie w wyborach prezydenckich budzi wiele emocji, opozycja zarzuca partii rządzącej, że ta za wszelką cenę dąży do przeprowadzenia wyborów, nie zważając na zagrożenie, jakie „wybory kopertowe” mogą nieść dla głosujących obywateli.
W związku z potencjalnym zagrożeniem, jakie może stanowić przeprowadzenie wyborów w czasie epidemii, prokuratura wszczęła nawet śledztwo „w sprawie sprowadzenia niebezpieczeństwa zagrażającego życiu i zdrowiu wielu osób poprzez przedsięwzięcie działań mających na celu przeprowadzenie wyborów Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej w 2020 r. w okresie ogłoszonego na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 20 marca 2020 r. Dz.U poz. 491 stanu epidemii w związku z zakażeniami wirusem SARS-CoV-2”. Śledztwo zostało wszczęte po zawiadomieniu złożonym do prokuratury przez osobę fizyczną, ale jak podaje Onet, zostało umorzone już po trzech godzinach.
Koperty z koronawirusem?
W rozmowie na antenie RMF FM dr Paweł Grzesiowski, immunolog i ekspert ds. zakażeń, pytany o ryzyko zakażenia podczas głosowania korespondencyjnego powiedział, że jest ono znikome.
Jestem dosyć ostrożny i racjonalny i nie spodziewam się, że na papierze czy na kartonie przeżyje wirus. Nawet gdyby jakaś niewielka ilość wirusa się ostała, to nie będzie to powód do zakażenia – mówił ekspert.
Dr Grzesiowski zwrócił także uwagę, że obecnie wszyscy pracują w maskach, więc także listonosze, pracujący przy wyborach, używaliby maseczek i ryzyko przeniesienia wirusa na kopertę jest naprawdę niewielkie. Mała jest także szansa na to, że wirus, nawet gdyby w jakiś sposób znalazł się na liście, zarazi odbiorcę.
- Najpierw musiałby ktoś na niego moim zdaniem świadomie nakasłać, nakichać, tego wirusa tam przenieść, a dopiero potem właśnie odbiorca musiałby go bardzo dokładnie obwąchiwać i wtedy mógłby się zaraził - ocenił dr Grzesiowski.
WHO nie ma nic przeciwko wyborom?
Jak informuje Polskie Radio, podczas wczorajszej wideokonferencji prasowej ekspertka europejskiego oddziału Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) dr Catherine Smallwood była pytana m. in. o bezpieczeństwo przeprowadzania wyborów korespondencyjnych w czasie epidemii. Ekspertka odpowiedziała, że ryzyko przenoszenia wirusa poprzez przesyłki pocztowe jest znikome.
Jak wiemy, ten wirus rozprzestrzenia się między ludźmi przez kropelki oddechowe lub czasami przez kropelki oddechowe, które są w stanie skazić powierzchnie. Ale opierając się na tym, co wiemy, (należy wnioskować, że) ryzyko skażenia przesyłki komercyjnej albo listu jest stosunkowo niskie - oceniła dr Smallwood.
- Po drugie, ponieważ zwykle listy idą kilka dni, ryzyko, że wirus przez ten czas, w różnych temperaturach, w systemie pocztowym pozostanie na powierzchni w formie aktywnej, jest również bardzo niskie, więc ogólnie rzecz biorąc oceniamy to ryzyko jako niskie - dodała ekspertka.
Ozonowanie kopert i opinia Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych
Eksperci z Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych wydają się mieć nieco odmienne zdanie na temat bezpieczeństwa głosowania korespondencyjnego.
Epidemiolodzy i lekarze chorób zakaźnych w przygotowanej przez Zarząd Główny Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych opinii przestrzegają, iż przeprowadzenie wyborów w przewidzianej przez PiS formie niesie ryzyko nasilenia rozprzestrzeniania się zakażeń koronawirusem. Specjaliści z PTEiLChZ piszą w opinii, że przeprowadzenie głosowania korespondencyjnego w warunkach epidemii koronawirusa może być niebezpieczne dla osób, uczestniczących w procesie wyborczym.
– Ustawa nie przewiduje możliwości organizacji pracy zdalnej. W przypadku gdy jedna z tych osób będzie zakażona SARS-CoV-2, istnieje bardzo duże ryzyko przeniesienia zakażenia na pozostałe osoby. W przypadku wyniku dodatniego członek obwodowej komisji wyborczej powinien zostać wykluczony z jej składu ze względów epidemiologicznych, jednak art. 11 ustawy nie przewiduje takiego rozwiązania.
(…) Nie można wykluczyć całkowicie ryzyka, że wśród członków obwodowej komisji wyborczej znajdują się osoby zakażone. Jedyną formą zabezpieczenia przy długotrwałym przebywaniu w pomieszczeniu z osobą zakażoną jest zastosowanie procedur i środków ochrony osobistej jakie są zalecane przez WHO, ECDC, MZ i GIS w oddziałach zakaźnych przyjmujących osoby zakażone lub podejrzane o zakażenie SARS-CoV-2 – piszą specjaliści z PTEiLChZ.
W odpowiedzi na liczne zarzuty, dotyczące kwestii bezpieczeństwa, premier Mateusz Morawiecki zapewniał podczas niedawnej sesji pytań i odpowiedzi (Q&A) na Facebooku, że głosowanie korespondencyjne to najbezpieczniejszy sposób przeprowadzenia wyborów prezydenckich.
„Bezpieczeństwo wyborów korespondencyjnych jest do takiego stopnia wyśrubowane, że ja naprawdę uważam, że to jest najbezpieczniejszy sposób przeprowadzania wyborów” - mówił premier Morawiecki podczas wczorajszej sesji Q&A na Facebooku.
„Dlatego dodatkowe ozonowanie kopert, dezynfekcja, pełna ochrona fizyczna osób, które będą roznosiły koperty, a następnie około 30 tys. skrzynek, które będą pełniły funkcje urn, będą zbierane do komisji wyborczych i tam w warunkach w pełni sanitarnych będą one liczone” - wyjaśnił premier.
Premier podkreślał też, że wybory powinny się odbyć zgodnie z wynikającym z konstytucji terminem, dlatego wybory korespondencyjne to decyzja „najmądrzejsza z możliwych”. | Prokuratura Rejonowa Warszawa Mokotów wszczęła śledztwo w sprawie organizacji wyborów prezydenckich – dowiedział się Onet. Śledczy mieli zbadać, czy ich organizacja w trakcie epidemii "sprowadza niebezpieczeństwo zagrażające zdrowiu i życiu wielu osób". Jak poinformowała prokuratura po kilku godzinach, dochodzenie zostało umorzone.
Zdjęcie ilustracyjne / Paweł Balinowski / RMF FM
Prokuratura wszczęła śledztwo "w sprawie sprowadzenia niebezpieczeństwa zagrażającego życiu i zdrowiu wielu osób poprzez przedsięwzięcie działań mających na celu przeprowadzenie wyborów Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej w 2020 r. w okresie ogłoszonego na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 20 marca 2020 r. Dz.U poz. 491 stanu epidemii w związku z zakażeniami wirusem SARS-CoV-2" - pisze portal.
Prokuratura powierzyła prowadzenie śledztwa Komendzie Stołecznej Policji w Warszawie, "za wyjątkiem czynności przewidzianej do wyłącznej kompetencji prokuratura".
Po kilku godzinach od pojawienia się tej informacji prokuratura podała, że śledztwo umorzono. Jak dowiedział się dziennikarz RMF FM Krzysztof Zasada, decyzję o umorzeniu podjął inny prokurator z mokotowskiej jednostki.
On stwierdził, że nie doszło do popełnienia czynu, który miałby być przestępstwem, bo nie jest znany ostateczny termin wyborów. W szczególności tego czynu nie popełniła osoba wskazana w zawiadomieniu - chodziło o rzecznika PiS. To na jego wypowiedzi medialne powoływał się zawiadamiający.
PiS prze do wyborów 10 maja
Ostatnia nowelizacja kodeksu wyborczego zakłada, że rozszerzenie możliwości głosowania korespondencyjnego o osoby mające ponad 60 lat i te, które znajdują się w kwarantannie. Wcześniej prawo do takiej formy głosowania przysługiwało tylko osobom niepełnosprawnych.
Ponadto w związku z pandemią koronawirusa rząd chce, by zaplanowane na 10 maja wybory prezydenckie odbyły się w całości korespondencyjnie. Zgodnie z uchwaloną przez Sejm ustawą, głosowanie ma się odbyć bez przerwy od godz. 6 do godz. 20. W tych godzinach wyborcy - samodzielnie lub za pośrednictwem innej osoby - będą musieli umieścić kopertę zwrotną (z kartą do głosowania oraz podpisanym oświadczeniem o osobistym i tajnym oddaniu głosu) w specjalnie przygotowanej do tego celu nadawczej skrzynce pocztowej na terenie gminy, w której widnieją w spisie wyborców.
Według przepisów, operator pocztowy obowiązany do świadczenia usług powszechnych - w terminie przypadającym od 7 dni do dnia przypadającego przez dniem wyborów - doręczy pakiet wyborczy bezpośrednio do oddawczej skrzynki pocztowej wyborcy na adres wskazany w spisie wyborców.
Ustawa autorstwa PiS zakładająca zorganizowanie wyborów prezydenckich w tym roku wyłącznie korespondencyjnie obecnie jest w Senacie. Marszałek Senatu Tomasz Grodzki zapowiedział, że Izba wykorzysta pełne 30 dni, jakie ma na zajęcie stanowiska w sprawie ustawy. W środę marszałek Grodzki poinformował, że obecnie do Senatu zaczynają spływać opinie ekspertów ws. przeprowadzenia wyborów prezydenckich 10 maja.
Ostatnia nowelizacja kodeksu wyborczego zakłada, że rozszerzenie możliwości głosowania korespondencyjnego o osoby mające ponad 60 lat i te, które znajdują się w kwarantannie. Wcześniej prawo do takiej formy głosowania przysługiwało tylko osobom niepełnosprawnych. | 2 |
Jens Holm i Hakan Svenneling z Partii Lewicy powiedzieli, że 17-letnia Thunberg "ciężko pracowała na to, żeby zmusić polityków do otwarcia oczu na kryzys klimatyczny", a działanie w kierunku zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych i przestrzegania porozumienia paryskiego jest działaniem na rzecz pokoju.
Reklama
W 2019 roku zgłosili Thunberg do Pokojowej Nagrody Nobla politycy norweskiej Socjalistycznej Partii Lewicy.
W tym roku zgłoszenia były przyjmowane do 1 lutego. Norweski Komitet Noblowski nie komentuje publicznie nominacji. Nazwiska kandydatów oraz nazwy organizacji pozostają tajne przez 50 lat. Zwykle ujawniają je jednak osoby zgłaszające swoich faworytów.
Thunberg zapoczątkowała inicjatywę szkolnych strajków nazywanych Piątkami dla Przyszłości (Fridays for Future), jest też inicjatorką globalnego ruchu "Młodzież dla klimatu”. Przemawiała także podczas szczytów klimatycznych ONZ COP24 w Katowicach i COP25 w Madrycie.
Reklama
W 2019 roku Szwedka otrzymała tzw. alternatywnego Nobla, czyli nagrodę Right Livelihood Award. Jak uzasadniła fundacja Right Livelihood, Thunberg "dała głos pokoleniu, które będzie musiało ponieść konsekwencje naszej politycznej niezdolności do powstrzymania zmian klimatu".
Uważamy, że Greta Thunberg wykonuje niesamowitą pracę i zasługuje na docenienie, ale byłoby lepiej dla niej, gdyby uszanowano oryginalną wolę Alfreda Nobla - ocenia norweski prawnik Fredrik S. Heffermehl, autor książki "Wola Nobla" i założyciel NPPW.
Reklama
Wtóruje mu związany z tą inicjatywą Szwed Tomas Magnusson, były prezes organizacji Międzynarodowe Biuro Pokoju w Genewie. Wiele nominacji do Pokojowej Nagrody Nobla dotyczy ochrony środowiska, ale takie dokonania nie mają związku z wizjonerską ideą fundatora nagrody. Można sobie za to wyobrazić, że globalna demilitaryzacja może przyczynić się do ograniczenia emisji gazów cieplarnianych - dodaje Magnusson.
W przesłanej PAP przez NPPW liście "kandydatów do Pokojowej Nagrody Nobla, którzy wnieśli wkład na rzecz rozbrojenia, jakiego życzył sobie Alfred Nobel", wskazano m.in. Klausa Schlichtmanna i Ikuro Anzai z Japonii. Ich wysiłki, według działaczy NPPW, mające na celu wzmocnienie pozycji Rady Bezpieczeństwa ONZ są bliskie "braterstwu narodów", o których w testamencie wspomina fundator nagrody.
Wśród innych kandydatów eksperci z NPPW wymienili m.in. mającego 100 lat prokuratora procesów norymberskich w 1945 roku Bena Ferencza (USA), a także demaskatorów, „którzy sprzeciwili się niewłaściwemu użyciu siły wojskowej" Edwarda Snowdena (USA) czy Juliana Assange'a (Australia).
Z końcem stycznia minął termin zgłaszania kandydatur do Pokojowej Nagrody Nobla. Jak poinformowała PAP Kirstin B. Asdal z Norweskiego Instytutu Noblowskiego, liczba nominacji, jakie w tym roku wpłynęły do Norweskiego Komitetu Noblowskiego zostanie podana na początku marca, po ich formalnym zaakceptowaniu przez to gremium. Na ogół napływa ponad 200 propozycji.
Nazwiska kandydatur lub nominowanych organizacji działających na rzecz pokoju pozostają tajne przez 50 lat. Zwykle ujawniają je jednak osoby zgłaszające swoich faworytów, m.in. członkowie parlamentów narodowych.
Laureat Pokojowej Nagrody Nobla tradycyjnie zostanie ogłoszony na początku października w Oslo.
Fredrik S. Heffermehl w swojej książce "Wola Nobla" dowodzi, że po II wojnie światowej mniej niż połowa laureatów została wybrana zgodnie z testamentem Alfreda Nobla. Wśród "niewłaściwych laureatów" norweski prawnik wymienia m.in. Matkę Teresę z Kalkuty, Lecha Wałęsę, Ala Gore'a czy Baracka Obamę, gdyż "nie działali oni na rzecz rozbrojenia i przeciwdziałania konfliktom zbrojnym". | Greta Thunberg, 17-letnia szwedzka działaczka na rzecz klimatu, została nominowana do Pokojowej Nagrody Nobla w 2020 r. przez dwóch parlamentarzystów ze Szwecji, jak podała wczoraj Associated Press. To już drugi raz, gdy Thunberg zostaje nominowana do tej nagrody. Wcześniej została jedną z czterech laureatek nagrody Right Livelihood Award lub nagrody „alternatywnego Nobla”, a także została uhonorowana tytułem Osoby Roku magazynu “Time” za rok 2019.
Tymczasem jednak swoją opinię wydali członkowie zarządu The Nobel Peace Prize Watch (NPPW). Na jej czele stoją Fredrik Stang Heffermehl oraz Tomas Magnusson. Ten pierwszy to norweski prawnik, pisarz i działacz pokojowy. Był pierwszym sekretarzem generalnym Norweskiego Stowarzyszenia Humanistycznego. Później zaznaczył swoją pozycję jako pisarz i działacz na rzecz ograniczenia broni nuklearnej. Drugi to były prezes Międzynarodowego Biura Pokoju w Genewie.
– Przyznanie Pokojowej Nagrody Nobla Grecie Thunberg byłoby nielegalne w świetle testamentu fundatora nagrody Alfreda Nobla – oznajmili obaj liderzy NPPW.
REKLAMA/Advertisement
– Uważamy, że Greta Thunberg wykonuje niesamowitą pracę i zasługuje na docenienie, ale byłoby lepiej dla niej, gdyby uszanowano oryginalną wolę Alfreda Nobla – stwierdził Heffermehl.
– Wiele nominacji do Pokojowej Nagrody Nobla dotyczy ochrony środowiska, ale takie dokonania nie mają związku z wizjonerską ideą fundatora nagrody. Można sobie za to wyobrazić, że globalna demilitaryzacja może przyczynić się do ograniczenia emisji gazów cieplarnianych – dodał Magnusson.
REKLAMA/Advertisement
Fredrik S. Heffermehl w swojej książce “Wola Nobla” przekonuje, że po II wojnie światowej mniej niż połowa laureatów została wybrana zgodnie z testamentem fundatora, zgodnie z którą do grona “niewłaściwych laureatów” można by zaliczyć m.in. Matkę Teresę z Kalkuty, Lecha Wałęsę, Ala Gore’a czy Baracka Obamę, gdyż “nie działali oni na rzecz rozbrojenia i przeciwdziałania konfliktom zbrojnym”. | 3 |
Przedłużony termin składania PIT-ów kończył się wraz z dniem 31 maja, czyli w niedzielę. Niedziela to dzień bez pracy dla urzędów. Właśnie z tego powodu żaden spóźniony podatnik nie będzie karany, jeśli do 31 maja nie złożył zeznania podatkowego. Kalendarz w tym roku sprzyja zapominalskim - PIT można rozliczyć jeszcze 1 czerwca.
Wynika z tego, że to 1 czerwca, a nie 31 maja, jest ostatecznym dniem złożenia PIT-u. PIT można rozliczyć automatycznie - jeśli nie złożymy deklaracji, to zrobi to za nas urząd skarbowy.
Dotyczy wszystkich podatników, którzy rozliczają się na formularzach (rozliczenia PIT-36, PIT-36L i PIT-39 trzeba zatwierdzić ręcznie): PIT-36, PIT-36L, PIT-37, PIT-38 i PIT-39. | Koronawirus wprowadził zamieszanie w podatkach w tym roku. W związku z pandemią wydłużono czas na rozliczenie się ze skarbówką. Nowy termin to 31 maja. Jednak tego dnia jest niedziela, dlatego urzędy skarbowe w całym kraju nie zamierzają karać tych podatników, którzy zrobią to 1 czerwca. Dodatkowy dzień – wynikający z układu kalendarza – jest jednak naprawdę ostatecznym dniem rozliczenia.
Przypomnijmy, że tegoroczne podatki mogą być rozliczone automatycznie, jak zeszłoroczne. Kto nie złoży deklaracji, zrobi to za niego urząd skarbowy. Jeśli jednak chce skorzystać z ulg, ma również czas do 31 maja, żeby dokonać niezbędnej korekty (deklaracje PIT-37 i PIT-38 zostały już złożone automatycznie). Biorąc pod uwagę, jak wyżej, że 31 maja to niedziela, może to zrobić 1 czerwca bez ryzyka ukarania grzywną.
Nowy termin rozliczenia podatków – przypomnijmy, 31 maja, ale za rozliczenie 1 czerwca kar nie będzie – dotyczy wszystkich podatników, którzy rozliczają się na formularzach (rozliczenia PIT-36, PIT-36L i PIT-39 trzeba zatwierdzić ręcznie): PIT-36, PIT-36L, PIT-37, PIT-38 i PIT-39.
Przypominamy też listę obowiązujących ulg. Są to:
Ulga na internet,
Ulga na dziecko,
Składki ZUS, zdrowotne, emerytalne (IKZE),
Składki zdrowotne,
Ulga dla krwiodawców,
Darowizny na cele szlachetne bądź cele kultu religijnego,
Ulgi dla niepełnosprawnych,
Ulga dla młodych poniżej 26. roku życia,
Ulga termomodernizacyjna,
Odliczanie darowizny na cele edukacji zawodowej.
Czytaj też:
„Bonu turystycznego” w proponowanej formie nie będzie? Branża wcale go nie chceCzytaj też:
Bon turystyczny dla wszystkich – apeluje rzecznik małych i średnich przedsiębiorstw | 4 |
W wydanym komunikacie ogłoszono, że 66-letni kardynał, u którego wystąpiły objawy zakażenia, poddał się badaniu na obecność koronawirusa. Wynik był pozytywny.
Kardynał De Donatis przebywa w rzymskiej klinice Gemelli.
Jak podał wikariat, kardynał ma gorączkę, ale jego stan ogólny jest dobry. Jego współpracownicy są w izolacji.
Wirus jest także w Watykanie. Stwierdzono go u sześciu osób, między innymi u dostojnika z Sekretariatu Stanu, mieszkającego w Domu Świętej Marty, a więc tam, gdzie papież. Jak zapewniło biuro prasowe Stolicy Apostolskiej, zakażenie nie dotyczy papieża ani jego najbliższych współpracowników.
Łącznie w Watykanie przeprowadzono 170 testów na obecność wirusa.
(km) | Wszystkie kościoły w Wiecznym Mieście miały być zamknięte do 3 kwietnia, czyli tak długo, jak będzie obowiązywać dekret rządu Włoch o zaostrzonych krokach walki z epidemią.
Reklama
Nowy list do wiernych, opublikowany na stronie internetowej wikariatu, jest interpretowany jako reakcja na słowa papieża Franciszka z porannej piątkowej mszy w Watykanie, w trakcie której mówił o tym, że nie można zostawiać wiernych samym sobie.
To natchnęło nas do uwzględnienia innej potrzeby; chodzi o to, aby zamknięcie naszych kościołów nie było powodem dezorientacji i zagubienia - wyjaśnił wikariusz. Podkreślił, że istnieje ryzyko, że wierni będą się czuć "jeszcze bardziej odizolowani".
Stąd nowy dekret, który zostaje wysłany z tym listem i zawiera wskazówkę, by pozostawić otwarte kościoły parafialne i te, które są siedzibami misji, zajmujących się troską o dusze - dodał kardynał De Donatis. Zaapelował do księży, by zachowywali środki ostrożności i pomagali ubogim. | 2 |
Ministerstwo Zdrowia poinformowało w niedzielę w ciągu dnia o 395 nowych, potwierdzonych wynikami badań laboratoryjnych, przypadkach zakażenia koronawirusem. Do 185 z nich doszło na Śląsku. Resort podał też, że zmarły kolejne trzy osoby.
W porannym zestawieniu MZ przekazało, że potwierdzono w całym kraju zakażenie u 305 osób – w tym u 161 osób z woj. śląskiego, a dwóch chorych zmarło. W popołudniowej informacji resort podał, że jest 90 nowych zakażeń i jeden zgon.
Nowe potwierdzone rano przypadki zanotowano w województwach: śląskim (161), wielkopolskim (102), lubelskim (13), dolnośląskim (8), świętokrzyskim (7), pomorskim (4), lubuskim (3), opolskim (3), podlaskim (3) i w zachodniopomorskim (1).
Przypadki, o których poinformowano po południu, dotyczą osób z województw: śląskiego (24), łódzkiego (23), mazowieckiego (20), dolnośląskiego (11), małopolskiego (5), pomorskiego (2), podlaskiego (1), świętokrzyskiego (1), kujawsko-pomorskiego (1), podkarpackiego (1) i z lubuskiego (1).
Resort poinformował najpierw o śmierci dwóch osób, a potem następnej. Zmarli byli w wieku od 49 do 82 lat. Wszyscy, jak podało MZ, mieli choroby współistniejące. Zgony miały miejsce w Cieszynie, Tychach i w Kędzierzynie-Koźlu.
Dotychczas – według stanu na niedzielny wieczór – zanotowano 21 tys. 326 przypadków zakażenia koronawirusem i 996 zgonów z jego powodu. Rano ministerstwo podało, że wyzdrowiały 9 194 osoby zakażone koronawirusem. Według danych resortu z powodu COVID-19 w szpitalach przebywa 2 242 chorych, a kwarantanną objęto 79 326 osób. Ministerstwo Zdrowia poinformowało też, że 19 tys. 529 osób jest pod nadzorem epidemiologicznym.
W sobotę MZ poinformowało o 316 nowych, potwierdzonych wynikami badań laboratoryjnych, przypadkach zakażenia koronawirusem, z których do 179 doszło na Śląsku. Resort podał też w sobotę, że zmarło 11 osób.
📊 W ciągu doby wykonano ponad 16,5 tys. testów na #koronawirus. pic.twitter.com/644jDYHWxB — Ministerstwo Zdrowia (@MZ_GOV_PL) May 24, 2020
(PAP) | Nowe zakażenia dot. województw: śląskiego (24), łódzkiego (23), mazowieckiego (20), dolnośląskiego (11), małopolskiego (5), pomorskiego (2), podlaskiego (1), świętokrzyskiego (1), kujawsko-pomorskiego (1), podkarpackiego (1) i lubuskiego (1).
Zmarły to 78-letni mężczyzna ze szpitala w Kędzierzynie-Koźlu. "Osoba ta miały choroby współistniejące" - podaje MZ.
Liczba zakażonych koronawirusem w Polsce wynosi 21 tys. 326 w tym 996 osoby zmarłe. Z danych MZ wynika, że mamy 9 tys. 194 osoby wyzdrowiałe. Oznacza to, że liczba aktywnych przypadków COVID-19 to 12 tys. 132.
Łącznie dzisiejszego dnia odnotowano 395 zachorowań oraz trzy ofiary śmiertelne. Kolejny dzień najwięcej z nich dotyczy woj. śląskiego (185). | 4 |
Kasia Tusk ma swoich profilach w mediach społecznościowych gorąco zachęca do niewychodzenia z domu. Sama stosuje się do tych zaleceń i stara się motywować swoich obserwatorów. Tym razem pokazała śniadanie, które jest pyszne i można przyrządzić je ze składników, które pewnie każdy z nas ma w domu.
Blogerka stara się nie wychodzić poza swoje cztery ściany. Nie oznacza to, że zwolniła tempo życia. Nadal stara się inspirować swoich obserwatorów i podsuwać im rady, jak przetrwać ten trudny dla nas wszystkich czas.
Kasia Tusk pokazała swoje śniadanie Na swoim profilu na Instagramie pochwaliła się swoim śniadaniem. Tosty francuskie to świetna propozycja. Są nie tylko bardzo pożywne i smaczne, ale i łatwe do zrobienia. Dodatkowym plusem jest to, że większość składników z pewnością każdy z nas ma w domu. Tosty idealnie komponują się na przykład z truskawkami i serkiem ricotta. "Najlepsze, bo najprostsze i najpyszniejsze. No i w domu" - zachęcała w opisie pod fotografią.
Uwagę przyciąga również zastawa stołowa. Biała porcelana z jasnoniebieskim wzorem robi duże wrażenie. Tak zdobione talerze wyglądają niezwykle elegancja i wręcz zapraszają do jedzenia.
Obserwatorzy blogerki jak zawsze byli pod zachwyceni nowym wpisem. W komentarzach pojawiły się miłe słowa. "Kasiu, nawet nie wiesz, jak bardzo trafiłaś z tą propozycją", "Przepiękna zastawa", "Robisz apetyt!" - pisali.
Zobacz także: Test szczoteczki sonicznej Panasonic | Kasia Tusk złożyła fanom życzenia z okazji świąt wielkanocnych. Jej świąteczny stół wygląda naprawdę bajecznie.
Kasia Tusk opublikowała na swoim profilu na Instagramie zdjęcie swojego wielkanocnego stołu. Na drewnianym blacie postawiła srebrną tacę ze skromnym jedzeniem.
Kasia Tusk składa fanom życzenia na Wielkanoc Na tacy Kasia Tusk ułożyła kubek z kawą, wazonik z kwiatkami, maselniczkę oraz miseczkę z jajkami. Co ciekawe, tylko jedyna z pisanka była pomalowana, ale zamiast kojarzących się z Wielkanocą zajączków czy kurczaków, widniała na niej głowa psa. Na stole obok tacy stał talerzyk z babką wielkanocną. Blogerka nie ukrywa, że święta bez najbliższych są trudne i to właśnie do tego nawiązała, składając fanom życzenia.
"To, co dobre zawsze wygra, nawet jeśli wydawało się, że przegrało. To, co złe zawsze przegra, nawet jeśli wydaje się nam, że wygrało. Poprawcie mnie, jeśli źle zapamiętałam słowa ks. Twardowskiego o wielkanocnym baranku - nawet w bezkresnym internecie ciężko znaleźć te wciąż aktualne mądrości z przeszłości. Z okazji Świąt życzę Wam, więc tego, co i tak z pewnością nadejdzie: spokoju, radości i bliskości ukochanych osób" - napisała Kasia Tusk.
Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl | 4 |
Posłowie zmienili wczoraj regulamin Sejmu, dostosowując Izbę do pracy w sytuacjach nadzwyczajnych. Dziś – już w zalegalizowanym trybie zdalnym – posłowie mają przyjąć tzw. tarczę antykryzysową.
W głosowaniu, w którym uczestniczyło 368 z 460 posłów (wszystkim przed wejściem do gmachu Sejmu zmierzono temperaturę), za zmianami w regulaminie umożliwiającymi m.in. pracę zdalną opowiedziało się 250 posłów, przeciwko 104, a 14 wstrzymało się od głosu. Zmiany poparli przede wszystkim posłowie PiS, Lewicy i PSL, a przeciw byli przede wszystkim posłowie Koalicji Obywatelskiej.
Koronawirus: Sytuacja w Polsce, Europie i na świecie – AKTUALIZACJA W Polsce liczba zakażonych koronawirusem to już 1221. Łącznie zmarło 16 osób. W Hiszpanii potwierdzono wczoraj aż ponad 8 tys. nowych przypadków zarażenia, w USA natomiast 15 tys. i tym samym liczba zarażonych w Stanach Zjednoczonych przewyższyła chińską. Zdiagnozowano już …
Najdłuższe głosowanie?
Głosowanie zgłoszonych 15 poprawek i całej uchwały trwało wczoraj ponad dwie godziny., ponieważ za każdym razem głosy liczono ręcznie w każdej z 11 sal, w których zgromadzeni byli posłowie, a potem sumowano. Na sali plenarnej było tylko 41 posłów – proporcjonalnie ze wszystkich klubów i kół: 20 z PiS; 12 z KO; czterech z Lewicy; trzech z PSL, jeden z Konfederacji i jeden poseł niezrzeszony. Pozostali byli rozlokowani w kilku salach na terenie gmachu, tak, by żadna z grup nie przekraczała 50 osób.
Nadzwyczajny tryb pracy Sejmu nie wymaga stanu nadzwyczajnego
Przyjęte w czwartek (26 marca) zmiany mogą być zastosowane w przypadku wprowadzenia któregoś ze stanów nadzwyczajnych przewidzianych w konstytucji: wojennego, wyjątkowego lub klęski żywiołowej, ale także – ustanowionego niedawno rozporządzeniem ministra zdrowia – stanu epidemii.
Choć – jak argumentowała opozycja i wielu ekspertów – logiczniej i bardziej adekwatnie do panujących w kraju okoliczności byłoby wprowadzenie któregoś z przewidzianych w konstytucji stanów nadzwyczajnych, to rządzące PiS nie godzi się na takie rozwiązanie. Wczoraj odrzucono większość poprawek opozycji, m.in. tę KO oraz Konfederacji zakładającą, że warunkiem zastosowania uzgodnionej procedury jest ogłoszenie jednego z wymienionych w konstytucji stanów nadzwyczajnych.
Koronawirus: Jak funkcjonują parlamenty w Europie? W maskach ochronnych lub bez. Głosowanie tradycyjne lub z domowego salonu. Europejski parlamentaryzm próbuje dostosować się do zupełnie nowej rzeczywistości. Pomysłowi na zdalne obrady Sejmu marszałek Elżbiety Witek najbliżej jest do rozwiązania przyjętego w Hiszpanii, które funkcjonuje bez większych kontrowersji. Dzisiejsze posiedzenie …
Minister zdrowia: Nie będzie świetnie
Minister zdrowia Łukasz Szumowski przyznał, że rozumie obawy obywateli, bo sytuacja jest wyjątkowa. “Powinniśmy jednak dyskutować nad tym, jak kierować służbą zdrowia, by Polacy czuli się bezpiecznie. Nie gdybać i mówić, że będzie świetnie, bo nie będzie” – zapowiedział. Przyznał przy tym, że również w Polsce, tak jak na całym świecie, będzie coraz więcej ludzi chorych i umierających z powodu koronawirusa.
“Myślę, że czas jest na to, żeby szybko przeprocedować wszystkie niezbędne akty prawne, które są potrzebne do tego, żebyśmy funkcjonowali jako państwo” – oświadczył wczoraj minister Szumowski w Sejmie. Wyraził też nadzieję, że “dzięki bardzo racjonalnej i odpowiedzialnej postawie będziemy mogli funkcjonować jako Polska, jako polski naród w kolejnych latach”.
Liczba łóżek szpitalnych na tysiąc mieszkańców – zestawienie. Polska na 3. miejscu w UE „Jesteśmy bliscy momentu, w którym nie będzie już miejsc na reanimację” – powiedział Attilio Fontana, przewodniczący włoskiego regionu Lombardia. We Włoszech na tysiąc mieszkańców przypadają 3,2 łóżka, dwukrotnie mniej niż w Polsce. A co mają powiedzieć Indie, gdzie na tysiąc osób przypada… …
Część poprawek opozycji przepadła
Koalicji Obywatelskiej nie udało się przeforsować poprawki, by w czasie posiedzenia Sejmu przeprowadzanego z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej nie można było zmieniać konstytucji, Kodeksu wyborczego ani ustawy o stanach nadzwyczajnych. Przepadła również inna poprawka KO, zgodnie z którą warunkiem podjęcia przez marszałka decyzji o obradach zdalnych była jednomyślna zgoda szefów wszystkich frakcji parlamentarnych.
Akceptacji większości posłów nie uzyskała również propozycja Lewicy, by zgodę musiało wyrazić Prezydium Sejmu większością kwalifikowaną oraz by decyzję o posiedzeniu Sejmu z wykorzystaniem środków elektronicznych opiniowało ABW. Nie przeszła też poprawka PSL-Kukiz15 zakładająca, że zgodę na zastosowanie trybu zdalnego musiałaby wyrazić większość ⅗ , choć posłowie mogliby wyrazić ją zdalnie.
Testy na koronawirusa na milion mieszkańców – jak Polska wypada na tle Europy i nie tylko? Zestawienie „Testujcie, testujcie, testujcie” – wezwał dr Tedros Adhanom Ghebreyesus, dyrektor generalny Światowej Organizacji Zdrowia.
Przeszły poprawki Lewicy i PSL-Kukiz15
Posłowie jednomyślnie poparli natomiast poprawkę Lewicy, która wnioskowała o wykreślenie stanu zagrożenia epidemicznego z warunków ogłoszenia obrad zdalnych. Przyjęto też poprawkę PSL-Kukiz15, by zmiana regulaminu obowiązywała tylko do 30 czerwca tego roku.
Po zakończeniu głosowań posłowie klubu Lewicy poinformowali dziennikarzy, że głosowali za całością zmian w regulaminie Sejmu m.in. dlatego, że zostały uwzględnione trzy zgłoszone przez nich poprawki. “Została przyjęta zmiana pokazująca, że regulamin Sejmu powinien zostać przystosowany do potrzeb XXI wieku, dawać możliwość pracy zdalnej, ale też poczucie bezpieczeństwa dla wszystkich posłów, którzy nie będą mogli uczestniczyć w głosowaniu” – podkreślił szef klubu Lewicy Krzysztof Gawkowski.
Wyraził przy tym nadzieję, że także dziś (27 marca) posłowie zaakceptują poprawki Lewicy, tym razem do tzw. tarczy antykryzysowej. Sejm będzie bowiem w piątek kontynuował obrady już w trybie zdalnym i zajmie się propozycją tzw. tarczy antykryzysowej, czyli pakietem regulacji, które rząd przygotował do ostatniej chwili, a które mają służyć złagodzeniu skutków pandemii koronawirusa. Gawkowski przyznał też, że jego klub zgłosił do tego projektu aż 200 poprawek.
“Lewica była, jest i zawsze będzie do dyspozycji obywateli” – przekonywał w czwartek. “Złożyliśmy projekty ustaw i przedstawiliśmy pomysły, jak dzisiejszą sytuację uzdrowić, co zrobić, żeby miliony polskich przedsiębiorców czuło, że nie zostali pozostawieni sami sobie” – przekazał Gawkowski. “Jesteśmy tutaj, bo pracownicy w całej Polsce zdają sobie sprawę, że już za kilka dni mogą nie dostać pierwszych wynagrodzeń” – dodał szef klubu Lewicy.
Koronawirus: Posiedzenie Sejmu jednak nie zdalnie Nie jutro, a już dziś i nie zdalnie ale tradycyjnie obradować będzie polski Sejm. Tyle, że posłowie zachowają między sobą bezpieczną odległość i będą rozlokowani w 12 salach budynku parlamentu. Tymczasem parlamentarzyści Bundestagu już wczoraj obradowali siedząc daleko od siebie.
Na czym polegają zmiany w regulaminie Sejmu?
Przyjęte zmiany umożliwiają prowadzenie posiedzenia Sejmu i głosowanie „z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej”. Jednak ci posłowie, którzy będą chcieli osobiście pojawić się w gmachu przy Wiejskiej, będą mieli do tego prawo. Jednak – podobnie jak wczoraj – zostaną ulokowani w różnych salach.
Zgodnie ze zmianami w regulaminie, o przyjęciu trybu zdalnych obrad będzie decydować marszałek Sejmu po zasięgnięciu opinii Konwentu Seniorów. Kancelaria Sejmu ma natomiast zapewnić wszystkim posłom dostęp do środków elektronicznych. Wzór i tryb wniosku w tej sprawie marszałek ma określić w zarządzeniu – zakłada druga przyjęta przez Sejm poprawka Lewicy.
Posłowie będą mogli potwierdzać swoją obecność przez zalogowanie się w systemie, a głos będą mogli zabierać w sposób ograniczony czasowo: w zależności od typu wystąpienia – do trzech, pięciu lub 15 minut w przypadku wystąpień w imieniu klubu. Jednak w debacie dotyczącej jednego punktu obrad, poseł będzie mógł zabrać głos tylko raz.
Z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej będą się też mogły odbywać posiedzenia komisji i podkomisji, a także Prezydium Sejmu i Konwentu Seniorów. Urzędowym zapisem posiedzeń Sejmu, komisji i podkomisji będzie „zapis audiowizualny”.
Ponieważ jest to uchwała, która nie podlega trybowi ustawodawczemu i nie musi trafić do Senatu i podpisu prezydenta, zmiany w regulaminie wchodzą w życie z dniem podjęcia.
Dziś w Sejmie rządowa “tarcza antykryzysowa”
Przedstawiciele KO już wczoraj wielokrotnie apelowali o to, by od razu przejść do pracy nad projektami dotyczącymi wsparcia gospodarki. “Oskarżam was, wiedzieliście, manipulowaliście, wprowadziliście chaos i jesteście po prostu tchórzami” – oświadczyła w emocjonalnym wystąpieniu wicemarszałek, kandydatka PO na prezydenta Małgorzata Kidawa-Błońska zwracając się do rządzących. “Zróbmy dzisiaj szybko te ustawy, na które czekają Polacy, bo one są naprawdę bardzo ważne” – apelowała.
Tarcza antykryzysowa: Eksperci o rządowym pakiecie pomocowym Projekt tarczy antykryzysowej dla przedsiębiorców i pracowników w związku z pandemią koronawirusa przedstawili wczoraj na wspólnej konferencji prasowej prezydent Andrzej Duda oraz premier Mateusz Morawiecki i ministrowie jego rządu. Jednak eksperci już zgłosili do tego projektu wiele krytycznych uwag.
Lider Platformy Borys Budka pokazał nawet z sejmowej mównicy trzy projekty. “Zostaliśmy wybrani na trudne czasy. My jesteśmy po to, by służyć wam. Przyjechaliśmy dlatego, że miliony z was dzisiaj poszły do pracy. Że dzisiaj każdy, kto jest w pracy, oczekuje pomocy od państwa, od nas, parlamentarzystów. Zjawiliśmy się w Sejmie, bo nie tchórzymy” – zwracał się do obywateli Budka. W czasie obrad Koalicja Obywatelska ponownie zaapelowała też do rządu o wprowadzenie stanu klęski żywiołowej, a przed posiedzeniem Sejmu politycy KO apelowali o to na konferencji przed Kancelarią Premiera.
Za przejściem do “tarczy antykryzysowej” opowiedział się wczoraj również prezes PSL, kandydat tej partii na prezydenta Władysław Kosiniak-Kamysz. “Ogarnąć się trzeba w tej sytuacji, a nie spierać o punkty proceduralne tylko i wyłącznie. Zróbmy użytek, że przyjechali tutaj posłowie. Zróbmy przerwę, jest projekt tarczy antykryzysowej skierowany przez rząd” – apelował lider ludowców. W jego ocenie rządowy projekt mający ratować gospodarkę, jest “tarczą tekturową”, ale – jak podkreślił – wprowadzeniu poprawek PSL może przekształcić ją w tytanową.
“Dobrowolny ZUS, zgłosiliśmy pakiet antykryzysowy, propozycję minimalnej pensji dla wszystkich pracowników. Nieoprocentowane kredyty z BGK. Szybki zwrot VAT. Pomoc dla pracowników i pracodawców” – wyliczał poprawki ludowców Kosiniak Kamysz. “To trzeba zrobić dziś, tu i teraz. Natychmiast po tym musi się spotkać Senat. Jutro posiedzenie Senatu” – oświadczył w czwartek w Sejmie. | - Oskarżam was, wiedzieliście, manipulowaliście, wprowadziliście chaos i jesteście po prostu tchórzami - mówiła Małgorzata Kidawa-Błońska do rządzących
- Dla was święte są regulaminy, a dla nas sprawy pracowników i przedsiębiorców - mówił w stronę polityków PO Władysław Kosiniak-Kamysz
- Myślę, że czas jest na to, żeby szybko przeprocedować wszystkie niezbędne akty prawne, które są potrzebne do tego, żebyśmy funkcjonowali jako państwo - zaznaczył minister zdrowia Łukasz Szumowski
Przyjęte zmiany umożliwiają prowadzenie posiedzenia Sejmu i głosowanie "z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej". Mogą one być zastosowane w przypadku wprowadzenia stanu wyjątkowego, wojennego lub klęski żywiołowej, ale także stanu epidemii.
Posłowie jednomyślnie poparli poprawkę Lewicy, by z warunków ogłoszenia obrad zdalnych wykreślić stan zagrożenia epidemicznego. Przyjęto też poprawkę PSL-Kukiz'15, by ta zmiana regulaminu obowiązywała tylko do 30 czerwca 2020 r.
W myśl zmian w regulaminie o przyjęciu trybu zdalnych obrad ma decydować marszałek Sejmu po zasięgnięciu opinii Konwentu Seniorów. Kancelaria Sejmu ma zapewnić wszystkim posłom dostęp do środków elektronicznych. Wzór i tryb wniosku w tej sprawie marszałek ma określić w zarządzeniu - zakłada to druga przyjęta przez Sejm poprawka Lewicy.
Posłowie będą mogli potwierdzać swoją obecność przez zalogowanie się w systemie. Wystąpienia posłów mają być ograniczone czasowo, w zależności od typu do trzech, pięciu lub piętnastu minut (wystąpienie w imieniu klubu). W debacie nad daną sprawą poseł będzie mógł zabrać głos tylko raz.
Z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej będą też mogły odbywać się posiedzenia Prezydium Sejmu, Konwentu Seniorów, komisji i podkomisji. Urzędowym zapisem posiedzeń Sejmu, komisji i podkomisji będzie "zapis audiowizualny".
Zmiany w regulaminie wchodzą w życie z dniem podjęcia. Ponieważ jest to uchwała, nie podlega trybowi ustawodawczemu i nie musi trafić do Senatu i podpisu prezydenta.
Kidawa-Błońska: jesteście tchórzami
- Oskarżam was, wiedzieliście, manipulowaliście, wprowadziliście chaos i jesteście po prostu tchórzami - mówiła Małgorzata Kidawa-Błońska (KO) pod adresem rządzących. - Tysiące ludzi codziennie naraża swoje życie bez sprzętu ochronnego, nie ma wystarczającej liczby testów, a wy nie zrobiliście nic - powiedziała wicemarszałek Sejmu. Dlatego - wezwała - "zróbmy dzisiaj szybko te ustawy, na które czekają Polacy, bo one są naprawdę bardzo ważne".
- Każdy dzień zwłoki oskarża was, dlatego nie mówcie nieprawdy, nie kłamcie, tylko weźmy się dzisiaj do pracy. Nie odkładajmy tego w nieskończoność - powiedział Kidawa-Błońska.
Budka: przyjechaliśmy tu dlatego, że dziś miliony z was poszły do pracy
Szef klubu KO Borys Budka powiedział z kolei, że posłowie KO przyjechali do Sejmu dla obywateli. - Bo wy nas wybraliście - podkreślił. Pokazał plik projektów ustaw, które mają pomóc pracodawcom i pracownikom i zapewnić "bezpieczeństwo milionom osób" w okresie epidemii i wynikającego z niej kryzysu.
- My parlamentarzyści jesteśmy od tego, żeby przyjąć takie regulacje. (...) A co proponuje obecna większość (parlamentarna - red.)? Chce, byśmy zajmowali się tylko i wyłącznie komfortem pracy parlamentarzystów. My zostaliśmy wybrani na trudne czasy. Przyjechaliśmy tu dlatego, że dziś miliony z was poszły do pracy. (...) Nie uchylamy się od pracy, ale nie chcemy pracować nad regulaminem Sejmu, chcemy pracować nad rozwiązanymi antykryzysowymi - podkreślił Budka. - Zjawiliśmy się w Sejmie, bo nie tchórzymy - oświadczył.
Foto: Leszek Szymański / PAP
Kosiniak-Kamysz: nie przygotowaliście państwa na czas epidemii
Lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz powiedział, że w czasach kryzysu kluczowa jest postawa solidarności i odpowiedzialności. - I to jest test dla każdego z nas, dla każdego z nas Polaków, czy zdajemy sobie sprawę z odpowiedzialności za siebie za rodzinę, za najbliższych - podkreślił.
Według niego, instytucje państwa zawiodły. - I tu jest kilka słów prawdy do PiS: nie przygotowaliście państwa na czas epidemii, na czas kryzysu. Jeszcze nie tak dawno Główny Inspektor Sanitarny mówił, że wirus jest w Chinach, a Chiny są bardzo daleko. Okazały się być jednak bardzo blisko - mówił Kosiniak-Kamysz.
- Nie przygotowaliście służby zdrowia, nie przygotowaliście schematów postępowań i działań. To jest gigantyczne zaniedbanie, ale dzisiaj nie jesteśmy tutaj, żeby sobie wytykać błędy, ale żeby zmienić przepisy prawa i dostosować je do pomocy dla przedsiębiorców i pracowników - dodał lider PSL. - Pakiet antykryzysowy jest na razie tarczą tekturową, ale może być tytanową po wprowadzeniu naszych poprawek - dodał.
- Słyszę ze strony PO, że chce zakończyć wojenki, a jednocześnie sama szuka okazji do sporu politycznego. Chcę Was przed tym z życzliwością przestrzec. Dla was święte są regulaminy, a dla nas sprawy pracowników i przedsiębiorców - mówił w stronę Borysa Budki i Małgorzaty Kidawy-Błońskiej.
Foto: Leszek Szymański / PAP
Gawkowski: przedstawiliśmy pomysły, jak dzisiejszą sytuację uzdrowić
Z kolei szef klubu Lewicy Krzysztof Gawkowski podkreślił, że posłowie zebrali się w polskim parlamencie w poczuciu odpowiedzialności za państwo.
- Lewica była, jest i zawsze będzie do dyspozycji obywateli. Złożyliśmy projekty ustaw i przedstawiliśmy pomysły, jak dzisiejszą sytuację uzdrowić, co zrobić, żeby miliony polskich przedsiębiorców czuło, że nie zostali pozostawieni sami sobie - powiedział Gawkowski.
- Jesteśmy tutaj, bo pracownicy w całej Polsce zdają sobie sprawę, że już za kilka dni mogą nie dostać pierwszych wynagrodzeń - dodał.
Bosak: nikt nie przewidział takiej okoliczności
- Odpowiedzmy sobie na pytanie, jak to się stało, że musimy spotkać się tutaj, żeby nowelizować w kryzysowej, epidemicznej sytuacji regulamin Sejmu? - pytał kandydat Konfederacji na prezydenta, poseł Krzysztof Bosak. Jak zauważył, "nikt nie przewidział takiej okoliczności, nikt nie przygotował systemu technologicznego do obrad online".
Podkreślił, że Konfederacja jest opozycją merytoryczną, dlatego przedstawi poprawki do zaproponowanego regulaminu Sejmu. - Poprawki, w myśl których chcemy te nadzwyczajne przepisy powiązać ze stanem nadzwyczajnym. Uważamy, że zawieszenie normalnego obradowania Sejmu jest uzasadnione w sytuacji stanu nadzwyczajnego. Tak mówią konstytucjonaliści, również się z tym zgadzamy - zaznaczył Bosak.
Zadeklarował, że jego ugrupowanie chce "pracy merytorycznej, efektywnej, skutecznej, nowoczesnej". - Chcemy, żebyśmy mogli normalnie, legalnie obradować, uchwalać prawo, na które czekają obywatele. Bardzo apelujemy, uwzględnijcie wszystkie te poprawki, które proponujemy i przejdźmy do dyskusji o tarczy antykryzysowej - mówił.
Bosak zaapelował także do rządu, do prezydenta o przesunięcie terminu wyborów prezydenckich. - Nie zmuszajmy nas do tego, żebyśmy w tej chwili, dalej pracowali nad wyborami. Życie posłów nie jest więcej warte, niż życie członków komisji - podkreślił.
Szumowski: trzeba wspólnie wypracować jak najlepsze mechanizmy
- Myślę, że czas jest na to, żeby szybko przeprocedować wszystkie niezbędne akty prawne, które są potrzebne do tego, żebyśmy funkcjonowali jako państwo i myślę, że dzięki temu, dzięki bardzo racjonalnej i odpowiedzialnej postawie będziemy mogli funkcjonować jako Polska, jako polski naród w kolejnych latach - mówił minister zdrowia Łukasz Szumowski.
Foto: Leszek Szymański / PAP
Koronawirus w Polsce. Zmiany w regulaminie Sejmu
Zmiany w regulaminie pracy Izby pozwolą na głosowanie zdalne, m.in. podczas piątkowego posiedzenia, które będzie dotyczyć rządowych projektów ustaw związanych z tzw. tarczą antykryzysową.
Posłowie pracowali w kilku salach. Posiedzenie miało się od razu odbyć w trybie zdalnym, jednak politycy PO i Konfederacji podnosili, że bez zmian w regulaminie jest to sprzeczne z konstytucją.
Ostatecznie na sali plenarnej znalazło się 41 posłów podzielonych proporcjonalnie na kluby i koła - 20 z PiS, 12 z KO, 4 z Lewicy, 3 z PSL, 1 z Konfederacji oraz 1 poseł niezrzeszony.
Z PiS na sali plenarnej byli m.in. premier Mateusz Morawiecki, prezes Jarosław Kaczyński, wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki, wicepremierzy: Piotr Gliński i Jarosław Gowin, szef MON Mariusz Błaszczak. Z KO był m.in. Borys Budka, Małgorzata Kidawa-Błońska, Grzegorz Schetyna, Tomasz Siemoniak. Z PSL-Kukiz'15: Władysław Kosiniak-Kamysz, Marek Biernacki, Stanisław Tyszka. Z Lewicy m.in. szef klubu Krzysztof Gawkowski, z Konfederacji - Krzysztof Bosak.
Źródło: PAP, Onet
(PG, mba) | 4 |
Wprowadzona przez władze Chin kwarantanna z powodu koronawirusa może przynieść niespodziewane zyski sektorowi bankowemu i technologicznemu kraju, będzie temu sprzyjać wzrost liczby transakcji online – powiedział w rozmowie ze Sputnikiem dyrektor finansowy VR Bank Roman Romaszewski.
Jak powiedział, maksymalne straty mogą ponieść światowe rynki surowców, gdzie z jednej strony w strukturze popytu duży jest udział Chin i Azji Południowo-Wschodniej, a z drugiej strony istotne są czynniki spekulacyjne i psychologiczne w kształtowaniu cen na giełdzie.
„Sektor bankowy i psychologiczny ucierpią najmniej i mogą nawet otrzymać impuls do rozwoju: widzimy gwałtowny wzrost popularności rynku internetowego i dostaw produktów spożywczych w sytuacji kwarantanny w Chinach, wszystkie te transakcje odbywają się w sposób bezgotówkowy, a wybór towarów i kurierów odbywa się poprzez aplikacje – startupy, analogiczne do naszych serwisów „Yandex. Eda” i „Yandex.Lavka” – powiedział rozmówca agencji.
31 grudnia 2019 roku chińskie władze poinformowały Światową Organizację Zdrowia o pojawieniu się nieznanego zapalenia płuc w mieście Wuhan, położonym w centralnej części kraju. Eksperci zidentyfikowali patogen – jest to koronawirus 2019-nCoV. WHO uznała wybuch za nadzwyczajny problem o zasięgu międzynarodowym i nadała chorobie oficjalną nazwę COVID-19. | Liczba osób, które wyleczyły się z koronawirusa w Chinach w ciągu ostatniej doby po raz pierwszy przekroczyła liczbę nowych infekcji, wynika z opublikowanych statystyk.
W całym kraju w ciągu ostatniej doby wykryto 1749 potwierdzonych przypadków zakażenia, a ze szpitali wypisano 1824 wyleczonych pacjentów.
Ponadto już 15 dzień utrzymuje się pozytywna dynamika zmniejszania liczby nowo potwierdzonych przypadków we wszystkich regionach Chin poza prowincją Hubei: 3 lutego wykryto 890 przypadków, a 18 lutego - tylko 56.
W samej prowincji Hubei najtrudniejsza sytuacja utrzymuje się tylko w epicentrum infekcji – mieście Wuhan. 18 lutego w Wuhanie zarejestrowano 1660 nowych przypadków zarażenia, a we wszystkich innych miejscowościach prowincji tylko 33.
31 grudnia 2019 roku chińskie władze poinformowały Światową Organizację Zdrowia o wybuchu nieznanego zapalenia płuc w Wuhanie w środkowej części kraju (prowincja Hubei). Eksperci zidentyfikowali czynnik chorobotwórczy – jest to nowy koronawirus. WHO uznała wybuch za sytuację nadzwyczajną o znaczeniu międzynarodowym i nadała chorobie oficjalną nazwę – COVID-2019. | 1 |
Szczególnie w weekendy nowa atrakcja lasu w pobliżu Jeziora Maltańskiego cieszy się niesłabnącą popularnością.
Jak informują strażnicy miejscy, ścieżka jest bezpieczniejsza. - Pod nadzorem leśniczego z Zakładu Lasów Poznańskich przeprowadzono dezynfekcję części spacerowej. Obiekt ten należy do najbardziej atrakcyjnych miejsc Poznania, który odwiedzają setki mieszkańców. Oznacza to, że dbałość o higienę w dobie szerzącej się pandemii jest tam bardzo ważna.
Równocześnie strażnicy przypominają, że na ścieżce obowiązuje kilka zasad. Po pierwsze, wprowadzono tu ruch jednokierunkowy - od strony ulicy Krańcowej w kierunku ulicy Czekalskie. Po drugie, wciąż nie można tu korzystać z miejsc odpoczynku, a więc ławek. - Dystansujemy się, sugerujemy też zasłanianie ust i nosa. Bezwzględnie korzystamy z koszy na drobne odpady - wymieniają strażnicy. Zwracają też uwagę, że parkowanie samochodów jest możliwe tylko i wyłącznie na wyznaczonych parkingach.
Autor: KaT | Do zdarzenia doszło w czwartek wieczorem.
Jak opisuje gostynska.pl, nie żyje ksiądz rezydent z Sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia w Borku Wielkopolskim. 60-letni duchowny pochodził z Poznania. W czwartkowe popołudnie sytuacją księdza zaniepokoili się jego znajomi. Nie mogli się do niego dodzwonić, mieszkanie było zamknięte, a samochód stał zaparkowany w pobliżu miejsca zamieszkania. Powiadomiono więc policję.
Funkcjonariusze dostali się przez okno do budynku, w którym mieszkał duchowny. W środku znaleźli jego ciało. Okazało się, że ksiądz się powiesił. Wykluczono udział osób trzecich w jego śmierci. Pochówkiem duchownego zajmie się ksiądz proboszcz boreckiej parafii na Zdzieżu.
Autor: KaT | 1 |
Madeleine McCann zniknęła bez śladu z pokoju hotelowego w Portugalii w 2007 roku. W końcu nastąpił przełom w śledztwie i znaleziono podejrzanego. Administrator oficjalnej strony poświęconej poszukiwaniom Maddie McCann prosi internautów o wyrozumiałość i empatię.
3-letnia Maddie McCann zaginęła 3 maja 2007 roku w Portugalii, gdzie spędzała wakacje ze swoimi rodzicami. Wieczorem państwo McCann położyli dziewczynkę i dwoje bliźniąt spać, a następnie poszli na kolację do pobliskiej restauracji. Gdy wrócili do kurortu o godzinie 22, dziewczynki nie było w łóżku, a okno w pokoju było otwarte. Przez 13 lat śledczy weryfikowali różne teorie spiskowe na temat okoliczności zaginięcia dziewczynki, ale śledztwo stanęło w martwym punkcie. Dopiero niedawno śledczy znaleźli dowody na to, że porywaczem mógł być 43-letni Niemiec.
Administrator strony o Maddie McCann apeluje do fanów
Informacja, że porywacz mógł zostać odnaleziony, wstrząsnęła opinią publiczną. Podejrzany odsiaduje obecnie wyrok w więzieniu za przestępstwa na tle seksualnym. 4 czerwca na oficjalnym fanpage’u na Facebooku poświęconemu sprawie "Official Find Madeleine Campaign" opublikowano ważną wiadomość.
"To prośba ode mnie, nie oficjalne oświadczenie prasowe Gerry’ego i Kate" – zaczął administrator, prywatnie będący bliskim znajomym rodziców Maddie. "Apeluję o wrażliwość. McCannonowie nie udzielają się w mediach społecznościowych, ale inni członkowie ich rodziny już tak. Publikowanie w sieci własnych teorii na temat sprawy może być bardzo niepokojące dla rodziny. Spróbujcie wyobrazić sobie, co czują. Czy chcielibyście, by przypadkowi ludzie komentowali waszą córkę, wnuczkę, siostrzenicę, kuzynkę, bez jakiejkolwiek wrażliwości? Bądźcie mili. Publikowanie teorii spiskowych w żaden sposób nam nie pomaga" – mówił.
"Za mocne brwi, za mocne rzęsy". Makijażystka o błędach Polek | Zaginięcie Madeleine McCann
Zaginięciem 3-latki żył cały świat, a sprawę okrzyknięto "jedną z najbardziej tajemniczych w XXI". Przez ostatnie 13 lat śledczy weryfikowali wszystkie możliwe teorii dotyczące zaginięcia dziecka. Na początku podejrzewali, że została zabita przez włamywaczy, a z czasem ich podejrzenia spadły na rodziców. Nie znaleźli jednak na to żadnych dowodów. | 4 |
Do tragedii doszło w poniedziałek 16 marca około godziny 12. W Kopalni Węgla Kamiennego Bobrek w Bytomiu na poziomie 840 metrów pod ziemią załamał się fragment obudowy chodnika, w wyniku którego doszło do obwału skał stropowych. Przysypani zostali trzej górnicy. Dwóm spośród nich udało się wydostać z rumowiska o własnych siłach - relacjonuje "Dziennik Zachodni".
REKLAMA
Zobacz wideo Łukasz Schreiber tłumaczy, dlaczego sprowadzamy węgiel z Rosji i Mozambiku
Bytom. Pomimo reanimacji zasypanego górnika nie udało się uratować
Do trzeciego górnika, który został przysypany, przez kilka godzin próbowali dostać się ratownicy. W czasie trwania akcji z mężczyzną był kontakt głosowy. Aby pomóc poszkodowanemu mężczyźnie, trzeba było zbudować specjalną konstrukcję, która zabezpieczała strop przed ponownym zawaleniem. Kiedy ratownicy dotarli do 41-latka, było już za późno. Wirtualna Polska pisze, że pod ziemią podjęto próbę reanimacji, ale nie przyniosła ona skutku.
O śmierci 41-letniego górnika z kopalni Bobrek w Bytomiu poinformowało na Twitterze Ministerstwo Aktywów Państwowych. Wicepremier Jacek Sasin złożył kondolencje bliskim zmarłego mężczyzny. | Hiszpańska dietetyczka Susana Leon wymieniła siedem produktów, które mogą pogorszyć stan osób z wrażliwymi jelitami. Należą do nich m.in. biały ryż oraz czerwone mięso.
Według lekarza, którego cytuje portal „Viechernaja Moskva”, należy uważać na biały ryż, który zawiera dużą ilość skrobi. Należy go wykluczyć z diety lub spożywać tylko w połączeniu z warzywami.
Czerwone mięso wymaga dość dużo czasu na trawienie, ponieważ ma mało błonnika i dużo tłuszczu z białkiem. Powinniśmy także uważać na sery. Najlepszym produktem mlecznym dla osób z problemami jelit jest jogurt naturalny bez cukru.
Dietetyczka poleciła ograniczyć też spożycie niedojrzałych bananów, frytek, czekolady i czarnej herbaty. | 1 |
Do tragicznego wypadku doszło 26 stycznia 2020 roku. Helikopter, którym lecieli Kobe Bryant, jego 13-letnia córka Gianna oraz siedem innych osób, rozbił się 40 mil od Los Angeles. Maszyna spadła na ziemię i stanęła w płomieniach. Wszyscy pasażerowie zginęli na miejscu.
REKLAMA
Pogrzeb Kobego Bryanta
Śmierć legendy NBA wstrząsnęła całym światem. W piątek 7 lutego odbył się prywatny pogrzeb koszykarza i jego córki. Oboje zostali pochowani na cmentarzu w Los Angeles. Amerykańcy fotoreporterzy pokazali ich miejsce spoczynku, które pełne jest kolorowych kwiatów. Ludzie z całego świata codziennie je odwiedzają, by oddać hołd legendzie NBA.
Kobe Bryant miejsce spoczynku Bauer-Griffin / SplashNews.com / (Bauer-Griffin / SplashNews.com/East News
Natomiast oficjalne pożegnanie zaplanowane jest na 24.02.2020 roku. Wybrany dzień nie jest przypadkowy. 24 lutego drużyna Lakersów nie ma zaplanowanego żadnego meczu, dodatkowo Kobe Bryant zawsze grał z numerem 24, a Gianna na boisko wychodziła z numerem 2. Pozostałe ofiary katastrofy - John Altobelli, Keri Altobelli, Alyssa Altobelli, Sarah Chester, Payton Chester, Christina Mauser i pilot Ara Zobayan - również zostaną uhonorowane podczas wydarzenia. Cały przychód z biletów zostanie przekazany na konto fundacji sportowej Mamba & Mambacita.
Niewyjaśnione śmierci gwiazd:
Kobe Bryant opuścił swoją żonę Vanessę Bryant i trzy córki - Natalię, Biankę i Capri. Mimo upływu czasu Vanessa nadal nie może pogodzić się z utratą męża i córki, o czym często pisze w mediach społecznościowych.
W ostatnim poście złożyła życzenia z okazji dnia zakochanych swojej wiecznej walentynce Kobiemu i ukochanej córce Gigi.
BO | 24 lutego w sportowej hali w centrum Los Angeles odbyło się ostatnie pożegnanie Kobego Bryanta. Na ceremonii zorganizowanej przez rodzinę, nie zabrakło przyjaciół, fanów i znanych osób. Pojawili się m.in Beyonce, która zaśpiewała dwa swoje utwory, Jennifer Lopez i rodzina Kardashianów. Na scenie przemawiała nie tylko wdowa po koszykarzu, Vanessa, ale również Michael Jordan. Nie krył wzruszenia.
REKLAMA
Marcin Gortat:
Michale Jordan żegna Kobego Bryanta
Sportowiec wszedł na scenę zapłakany. Swoim wstępem doprowadził do łez żonę Bryanta.
Kobe był wspaniałym sportowcem i ojcem. Zostawił nas, ale wśród nas. Byliśmy bardzo bliskimi przyjaciółmi. Był mi jak młodszy brat. Pożyczaliśmy i zabieraliśmy sobie rzeczy jak prawdziwe rodzeństwo. Dzwonił do mnie i pisał nawet w nocy. Miał pasję, niespotykaną pasję. Kobe był dla mnie inspiracją. Chciał być najlepszym koszykarzem. Zawsze chciałem być dla niego najlepszym starszym bratem. Rozmawialiśmy o biznesach, rodzinie, o wszystkim.
Jordan zakończył swe przemówienie ważnym przesłaniem.
Nikt z nas nie wie ile czasu nam zostało. Musimy żyć i cieszyć się życiem. Kochać rodzinę, przyjaciół. Tak jak Kobe. Spoczywaj w pokoju mój mały braciszku.
Kobe Bryant - ostatnie pożegnanie
Data 24 lutego nie jest przypadkowa. Po pierwsze, drużyna Lakersów nie miała zaplanowanego żadnego meczu, ale przede wszystkim, Bryant zawsze grał z numerem 24, a Gianna na boisko wychodziła z numerem 2 (luty - drugi miesiąc roku). Na wydarzenie zlecieli się fani koszykarza z całego świata, a wejście do specjalnie wynajętej hali było biletowane. Wejściówki sprzedały się w kilka chwil, a cały przychód zostanie przekazany na konto fundacji sportowej Mamba & Mambacita.
CW | 4 |
Jest to wspólny projekt zmiany konstytucji, który został złożony przez posłów PiS i Porozumienia
"Prezydent Rzeczypospolitej jest wybierany na jedną siedmioletnią kadencję" - można przeczytać w krótkim projekcie
Zmiana miałaby zostać zastosowana już wobec urzędującego prezydenta
Wprowadzona nowelizacja ustawy zasadniczej oznaczałaby odwołanie planowanych na 10. maja wyborów prezydenckich
Projekt składa się z trzech artykułów i zakłada zmianę w art. 127 konstytucji i powiela pomysły byłego wicepremiera Jarosława Gowina. Pod projektem znalazł się podpisy lidera Porozumienia oraz wielu posłów partii rządzącej. Oznacza to, że pomysł zmiany konstytucji otrzymał poparcie prezesa Prawa i Sprawiedliwości, Jarosława Kaczyńskiego, który również podpisał się pod pomysłem zmiany ustawy zasadniczej.
Szumowski o przedłużeniu kadencji prezydenta: bardzo dobra propozycja
Zmiana konstytucji: jakie są propozycje zawarte w projekcie?
Obecnie prezydent jest wybierany na pięcioletnią kadencję. PiS proponuje zmienić przepis konstytucji tak, aby długość kadencji prezydenta wynosiła siedem lat. Istotną zmianą ma być również fakt, że po o upływie tego okresu dana osoba nie zostać być ponownie wybrana na ten urząd.
Istotnym jest też fakt, że proponowana zmiana miałaby dotyczyć obecnego prezydenta Andrzeja Dudy, którego obecna - pięcioletnia kadencja kończy się 6 sierpnia. W Art. 2 proponowanego projektu wyraźnie można przeczytać że nowy przepis: "stosuje się do kadencji urzędującego Prezydenta RP, która skończy się z upływem okresu ustalonego w zmienianych przepisach Konstytucji".
Kolejny artykuł jasno określa, że jeśli proponowana zmiana ustawy zasadniczej weszłaby w życie, to planowane na 10. maja wybory prezydenckie zostałyby odwołane: "Zarządzone przed wejściem w życie ustawy wybory przed upływem kadencji urzędującego Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej stają się bezskuteczne".
Projekt zmiany konstytucji "związany z zagrożeniem COVID-19"
Do druku ustawy dołączone zostało również uzasadnienie, w którym można przeczytać, że projekt: "Zmierza on do zwiększenia ustrojowych gwarancji niezależności i bezstronności Prezydenta, który będzie wybierany tylko raz, na jedną, ale dłuższą, siedmioletnią kadencję."
Takie rozwiązanie proponował wcześniej Jarosław Gowin, który krytycznie wypowiadał się na temat przeprowadzenia majowych wyborów prezydenckich. Lider Porozumienia ze względu na różnicę zdań z resztą obozu rządzącego podał się do dymisji, ale inni posłowie z jego partii pozostali w rządzie Zjednoczonej Prawicy.
Uzasadnienie zaznacza również, że proponowana zmiana jest podyktowana sytuacją epidemiczną w naszym kraju: "Zwiększenie stabilności sprawowania urzędu Prezydenta w trakcie biegu kadencji jest podyktowane sytuacją niespotykanego zagrożenia dla bezpieczeństwa prawnego i publicznego obywateli Rzeczpospolitej Polskiej, związanego z zagrożeniem COVID-19."
Projekt zmiany konstytucji. PiS potrzebuje zgody opozycji
Aby ustawa zasadnicza została zmieniona potrzeba aż dwóch trzecich głosów poparcia w Sejmie, przy obecności co najmniej połowy posłów. Projekt następnie musi otrzymać zgodę Senatu. Prawo i Sprawiedliwość nie posiada takiej większości. Opozycja natomiast jasno zadeklarowała, że zmiana konstytucji nie wchodzi w grę.
Jedyną możliwością, aby ustawa mogła przebrnąć przez Sejm przy obecnym rozkładzie sił, jest głosowanie w niepełnym składzie izby niższej, bez wcześniejszego powiadomienia opozycji. Może się to stać np. przy nocnym posiedzeniu Sejmu, co jest możliwe przy obecnym trybie pracy tej izby. | PiS złożył w środę projekt zmian w konstytucji. Dotyczy on przedłużenia kadencji urzędującego prezydenta Andrzeja Dudy do siedmiu lat - informuje "Gazeta Wyborcza".
Zdjęcie Jarosław Kaczyński i Jarosław Gowin /Jacek Dominski/ /Reporter
Projekt składa się z trzech artykułów i zakłada zmianę w art. 127 konstytucji. W środę został skierowany do pierwszego czytania w Sejmie.
Reklama
Pierwszy o przedłużeniu kadencji prezydenta mówił Jarosław Gowin, lider Porozumienia. Pod projektem - oprócz posłów Porozumienia, m.in. byłego wicepremiera, wiceministra nauki i szkolnictwa wyższego Wojciecha Maksymowicza czy wiceministra obrony Marcina Ociepy - podpisali się posłowie PiS, w tym: prezes PiS Jarosław Kaczyński, premier Mateusz Morawiecki, wicepremier Piotr Gliński, szef klubu PiS Ryszard Terlecki oraz minister zdrowa Łukasz Szumowski. Do reprezentowania wnioskodawców w pracach nad projektem ustawy upoważniony został poseł Porozumienia Michał Wypij.
Druk o numerze 337 pojawił się na stronie Sejmu w środę wieczorem, ale datowany jest na 6 kwietnia.
Zgodnie z nim urzędujący prezydent miałby pełnić swoją funkcję nie pięć, a siedem lat. Według obowiązujących obecnie przepisów kadencja Dudy kończy się 6 sierpnia.
Wprowadzenie nowych przepisów wiąże się z odwołaniem wyborów prezydenckich, które planowo powinny odbyć się 10 maja.
W uzasadnieniu czytamy m.in., że zmiana "zmierza do zwiększenia ustrojowych gwarancji niezależności i bezstronności Prezydenta" i "zapewnienia stabilności władzy państwowej", co "jest podyktowane sytuacją niespotykanego zagrożenia dla bezpieczeństwa prawnego i publicznego obywateli Rzeczpospolitej Polskiej, związanego z zagrożeniem COVID-19".
Do zmiany ustawy zasadniczej potrzeba dwóch trzecich głosów w Sejmie przy obecności co najmniej połowy posłów (przy pełnej obecności 460 posłów to 307 parlamentarzystów) oraz zgody Senatu, w którym minimalną przewagę ma opozycja 51 do 49. | 4 |
Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego w drugiej instancji zajmowała się sprawą Pawła Juszczyszyna. Sędzia z Olsztyna został zawieszony po wezwaniu Kancelarii Sejmu do publikacji list poparcia do KRS. Izba Dyscyplinarna pozwoliła mu orzekać, co zaskarżył zastępca rzecznika dyscyplinarnego, Przemysław Radzik.
REKLAMA
Paweł Juszczyszyn zawieszony w obowiązkach. "Wypowiada wojnę państwu"
We wtorek Izba Dyscyplinarna SN ogłosiła, że podjęła decyzję o zawieszeniu Juszczyszyna. - Jego wynagrodzenie zostało obniżone o 40 procent na czas trwania tego zawieszenia - uzasadniono. Jak dodał, w przypadku Juszczyszyna "mamy do czynienia z konfliktem dóbr sędziego i wymiaru sprawiedliwości".
Ważniejszym z tych dóbr w tej konkretnej sytuacji jest dobro wymiaru sprawiedliwości. (...) Sędzia w sposób nieuzasadniony podjął decyzję o tym, że zwróci się o dokumenty do Kancelarii Sejmu w celu ustalenia, jaki jest status krajowej rady sądownictwa. Przede wszystkim nie było żadnych podstaw faktycznych i prawnych do złożenia takiego żądania
- mówił sędzia sprawozdawca, wskazując, że Juszczyszyn "podważył prerogatywy" prezydenta Andrzeja Dudy, czego nie zrobił nawet Trybunał Konstytucyjny.
Obecny na posiedzeniu SN zastępca rzecznika dyscyplinarnego Przemysław Radzik powiedział o Juszczyszynie: - Występuje jako celebryta, właściwe wypowiada wojnę swojemu państwu.
Obrońcy sędziego Juszczyszyna w ramach protestu nie weszli na salę rozpraw.
Po ogłoszeniu orzeczenia SN sprawę skomentował sędzia Maciej Nawacki, członek Krajowej Rady Sądownictwa i przewodniczący komisji ds. reformy wymiaru sprawiedliwości KRS.
"Oczywiście w pełni wykonam orzeczenie Izby Dyscyplinarnej SN Pan sędzia od tej chwili nie sądzi, jego sprawy podlegają rozlosowaniu. Na tym polega szacunek wobec obywateli, prawa i sądu" - napisał.
Juszczyszyn nie zjawił się na rozprawie. Wcześniej mówił: "mogą mnie zawiesić"
Paweł Juszczyszyn w listopadzie ubiegłego roku zwrócił się do Kancelarii Sejmu po okazanie list poparcia do Krajowej Rady Sądownictwa. Po tym prezes Sądu Rejonowego w Olsztynie Maciej Nawacki wydał zarządzenie zawieszające go.
W poniedziałek 3 lutego sędzia Paweł Juszczyszyn poinformował, że otrzymał zawiadomienie z Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego - wynikało z niego, że we wtorek w Izbie rozpocznie się rozprawa dotycząca sędziego, ale jego obecność na niej nie jest obowiązkowa. W piśmie popełniono błąd - nazwano Juszczyszyna prezesem Sądu Rejonowego w Olsztynie (w rzeczywistości jest nim sędzia Maciej Nawacki). Juszczyszyn zapowiedział, że nie zjawi się na rozprawie, a w rozmowie z wp.pl skomentował ją słowami: "mogą mnie zawiesić". Sędzia nie pojechał do Sądu Najwyższego też w ubiegłym roku, gdy Izba decydowała o jego odwieszeniu. Mecenas Mikołaj Pietrzak, reprezentujący Juszczyszyna, tłumaczył wówczas, że wraz z sędzią nie chcą "legitymizować swoją obecnością udziału w posiedzeniu Izby Dyscyplinarnej". - Spotkanie, które się odbywa, nie jest posiedzeniem sądu, nie jest rozprawą, ponieważ to gremium nie jest niezależne od władzy wykonawczej, a skoro nie jest niezależne od władzy wykonawczej, sądem niezależnym w rozumieniu konstytucji nie jest - mówił w rozmowie z TVN 24.
>>> Po co PiS-owi wojna o sądy? Gdula: chcieliby już nie mówić o sądach, ale muszą: | Nie zapadło żadne orzeczenie, bo Izba Dyscyplinarna nie jest sądem. Juszczyszyn jest sędzią, który ma obowiązek orzekać i będzie orzekał - powiedział po uchwale SN dziennikarzom jeden z obrońców Juszczyszyna mec. Mikołaj Pietrzak. Jak dodał, każdy, kto mu to utrudni, np. prezes sądu - "utrudniał będzie wykonywanie obowiązków sędziowskich".
Reklama
Drugi z obrońców mec. Wawrykiewicz powiedział zaś, że "sytuacja prawnie jest jednoznaczna". - Izba Dyscyplinarna nie istnieje, nie jest sądem, więc nie może wydać wiążącego prawnie orzeczenia - zaznaczył. Zapewnił, że Juszczyszyn "od jutra będzie w sądzie zasiadał". - Nasz klient wraca do pracy - powiedział.
Zdaniem obrony w sprawie "mamy do czynienia z nielegalnym orzeczeniem nieistniejącym w obrocie prawnym". Obrońcy, mimo obecności w SN, nie weszli na salę Izby Dyscyplinarnej.
Z kolei zastępca sędziowskiego rzecznika dyscyplinarnego sędzia Radzik odnosząc się do tej deklaracji obrońców powiedział dziennikarzom, że sędzia Juszczyszyn, gdy obecnie będzie próbował orzekać, to "tym samym narazi się na odpowiedzialność dyscyplinarną i kolejne zarzuty". - Jeśli wbrew zawieszeniu będzie przychodził do pracy, to z całą pewnością będzie się to kwalifikowało na delikt dyscyplinarny - podkreślił.
Prezes Sądu Rejonowego w Olsztynie Maciej Nawacki, odnosząc się do orzeczenia Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego w II instancji, która zawiesiła sędziego Pawła Juszczyszyna, zaznaczył, że jest to informacja dobra, która porządkuje wymiar sprawiedliwości oraz daje gwarancję obywatelom, że z racji sporu, który zaistniał na szczytach władzy sądowniczej, wykonawczej i ustawodawczej, "nie będą w jakikolwiek sposób zawieszane, sabotowane sprawy. Mamy do czynienia z kilkuset sędziami w Polsce, których prawo do orzekania zostało zakwestionowane m.in. przez pana sędziego Juszczyszyna. Z jednej strony jest to dobra wiadomość, że tego rodzaju zachowania spotykają się z reakcją zarówno rzeczników dyscyplinarnych jak i Izby Dyscyplinarnej. Z drugiej strony jest to o tyle smutna wiadomość, że pan sędzia - mimo jednoznacznej treści rozstrzygnięcia z 23 grudnia 2019 roku - nie zdobył się na refleksję i nie przeczytał tego co było tam napisane, że tego rodzaju jego zachowanie po prostu jest niedopuszczalne - powiedział prezes Nawacki.
Reklama
Na pytanie o argumentację, że decyzja Izby Dyscyplinarnej jest bezprawna, bo nie jest ona sądem w rozumieniu prawa europejskiego i uchwały Sądu Najwyższego, odpowiedział, że wykonuje on czynności o charakterze administracyjnym i nie rozstrzyga kwestii sporu kompetencyjnego. Oczywiście jest uchwała Sądu Najwyższego, jak również jest jednoznaczne postanowienie Trybunału Konstytucyjnego, który wstrzymuje wykonanie tej uchwały i stwierdza, że istnieje określony spór kompetencyjny. Oczywiście w polskim systemie prawa do Trybunału Konstytucyjnego należy ostatnie słowo - ocenił.
Juszczyszyn zawieszony
Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego orzekając w II instancji zawiesiła we wtorek w czynnościach olsztyńskiego sędziego Pawła Juszczyszyna oraz obniżyła o 40 proc. jego wynagrodzenie na czas trwania tego zawieszenia, czyli prowadzenia postępowania dyscyplinarnego wobec tego sędziego. Wtorkowa decyzja SN jest prawomocna.
W uzasadnieniu wtorkowej decyzji Izby Dyscyplinarnej sędzia Adam Tomczyński powiedział, że żaden sędzia nie może przekraczać granicy prawa. Jak podkreślił, sędziowie nie mogą podważać prerogatyw i osobistych uprawnień prezydenta. "Sędzia jest związany ustawą i jest związany konstytucja i w tym jarzmie prawnym musi się poruszać" - zaznaczył sędzia Tomczyński.
Sędzia Juszczyszyn z Olsztyna, rozpatrując w listopadzie ub.r. apelację w sprawie cywilnej, uznał za konieczne rozstrzygnięcie, czy sędzia nominowany przez obecną KRS był uprawniony do orzekania w pierwszej instancji. W wydanym postanowieniu nakazał Kancelarii Sejmu przedstawienie m.in. list poparcia kandydatów do Krajowej Rady Sądownictwa. Skutkowało to m.in. decyzją prezesa olsztyńskiego sądu rejonowego - a także członka KRS - Macieja Nawackiego o odsunięciu Juszczyszyna od orzekania. Juszczyszyn został odsunięty od orzekania na miesiąc, bo na taki okres może "zawiesić" sędziego prezes sądu. O ewentualnym przedłużeniu tego okresu decyduje już SN, który w I instancji na zawieszenie się nie zgodził.
"Występuje jako celebryta, właściwe wypowiada wojnę swojemu państwu"
Zastępca rzecznika dyscyplinarnego sędziów Przemysław Radzik wniósł o zawieszenie Juszczyszyna. Jego zdaniem, orzeczenie sądu I instancji było dotknięte szeregiem błędów logicznych, a tamta decyzja stanowiła dla niektórych sędziów zachętę do podobnych działań. - Takie działania odnotowaliśmy i są przedmiotem postępowań wyjaśniających i dyscyplinarnych - dodał.
Podkreślił jednocześnie, że sędziowski rzecznik dyscyplinarny musi stać po stronie poniżanych obywateli. - Rzecznik dyscyplinarny sędziów nie jest organem korporacyjnym. Naszym zadaniem nie jest obrona interesu sędziów jako grupy zawodowej, nie chcę użyć słowa - jako "kasty" - mówił Radzik.
Zastępca rzecznika dyscyplinarnego zauważył, że sędzia Juszczyszyn dostał od sądu I instancji ostrzeżenie. Według Radzika, olsztyński sędzia "absolutnie nie przejął się tym orzeczeniem".
Brnie w to samo, popełnia kolejne delikty, występuje jako celebryta, właściwe wypowiada wojnę swojemu państwu - powiedział Radzik.
Jego zdaniem, sędzia Juszczyszyn miał jedynie rozpoznać prostą apelację w sprawie cywilnej. - Tymczasem strony nie mogą doczekać się rozstrzygnięcia, bo pan sędzia zawiesza postępowanie, podważając legalność powołania swojego kolegi z sądu rejonowego - mówił sędzia Radzik. | 4 |
Nowe przypadki zakażeń dotyczą 9 osób z woj. śląskiego, 4 osób z woj. wielkopolskiego i lubelskiego, 3 osób z woj. zachodniopomorskiego i woj. warmińsko-mazurskiego, 2 osób z woj. podkarpackiego i 1 osoby z woj. małopolskiego.
Tej nocy zmarło dwóch pacjentów zarażonych koronawirusem. 41-latek i 71-latek byli pacjentami w szpitalu we Wrocławiu. Obaj mieli choroby towarzyszące.
Obydwaj pacjenci trafili do szpitala w stanie ciężkim. U jednego z nich potwierdzono zarażenie koronawirusem. U drugiego, który dotarł do szpitala wczoraj wieczorem i wkrótce zmarł, test zrobiono tuż po przyjęciu do placówki. Jego wynik nie jest jeszcze znany.
W sumie w Polsce zarażonych jest obecnie 927 osób. Zmarło 12. | Wiele firm czeka restrukturyzacja nie tylko ekonomiczna, ale prawna i sądowa. Czas już teraz ją poznać, by mieć w razie potrzeby pod ręką tę szalupę ratunkową.
Naturalne w tym ekstremalnym okresie wskazanie, abyśmy zostali w domu, to chyba za mało, zwłaszcza dla ludzi biznesu średniej wielkości, bo ci więksi zapewne zaangażowali już finansistów i prawników, także od restrukturyzacji. Poniżej dalsza część artykułu
Jak przypuszczam, wiele firm walczy teraz na kilku frontach: jak sprzedawać produkty, nie utracić rynku, gdzie szukać wsparcia finansowego – i tego ze strony państwa (tarcza 1 i 2), ale również jak radzić sobie z kontrahentami, także tymi, z którymi są w sporach, w tym sądowych. Wreszcie muszą mieć przed oczami ewentualne zaangażowanie się w postępowanie restrukturyzacyjno-upadłościwe.
Skupię się na sprawach sądowych.
Czytaj też:
Tarcze 1 i 2 przyhamowały nieco niektóre najpilniejsze terminy. Ta pierwsza stanowi, że okresu stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii nie wlicza się do biegu terminów sądowych. Podsądny nie musi więc biec z apelacją na pocztę czy do sądu w trakcie epidemii, ale jeśli przygotował pismo, może je oczywiście złożyć. Kolejna zmiana (w tarczy 2) dotyczy nieodebranych pism sądowych doręczanych za potwierdzeniem przez pocztę np. pozwy czy nakazu zapłaty. Jeśli ich termin odbioru określony w awizie przypadał w okresie stanu epidemii, to nie można uznać ich za doręczone w czasie oraz ciągu 14 dni od jej zniesienia. Ta druga ustawa przesuwa też obowiązek zgłaszania upadłości przez przedsiębiorców, za którego niedochowanie grożą przedsiębiorcy sankcje odszkodowawcze i karne.
Otóż w okresie stanu zagrożenia epidemicznego i epidemii bieg terminu do złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości nie rozpoczyna się, a rozpoczęty ulega przerwaniu. A termin ten liczy się w praktyce jako cztery miesiące od zaprzestania regulowania długów (faktur).
Ale to nie upadłości, miejmy nadzieję, będą najważniejsze dla firm, ale postępowania restrukturyzacyjne, te pod kontrolą sądu. Nie należy ich mylić ze wsparciem rządowym z tarczy, w którym są elementy restrukturyzacji, ale finansowej, pośrednio, owszem, mogące mieć znaczenie dla restrukturyzacji sądowej.
Restrukturyzacja sądowa ma doprowadzić do porozumienia przedsiębiorcy z wierzycielami, które polega głównie na redukcji długów, rozłożeniu na raty ich spłaty itp. Są jednak aż cztery rodzaje postępowań restrukturyzacyjnych i bez doradcy restrukturyzacyjnego, a zapewne też stosownej wiedzy, ciężko szefowi firmy poruszać się w tej procedurze, gdyż obecnie najprostsza sprawa sądowa jest poważnie sformalizowana. | 1 |
.pl
wiadomości z Polski i ze świata | .pl
wiadomości z Polski i ze świata | 2 |
Senackie komisje zarekomendowały w czwartek rano kolejne poprawki do ustawy o dodatku solidarnościowym. Zmiany zaproponowane przez marszałka Tomasza Grodzkiego przewidują podwyższenie dodatku solidarnościowego z 1400 zł do 1500 zł. Wyższy miałby być również zasiłek dla bezrobotnych.
Reklama
W czwartek połączone komisje senackie: Komisja Rodziny, Polityki Senioralnej i Społecznej oraz Komisja Budżetu i Finansów Publicznych rozpatrywały poprawki do ustawy o dodatku solidarnościowym przyznawanym w celu przeciwdziałania negatywnym skutkom COVID-19.
Reklama
Jedną z nich zgłosił marszałek Senatu. Przewidywała podniesienie dodatku solidarnościowego o 100 zł – do 1500 zł. Grodzki zaproponował również podwyższenie zasiłku dla bezrobotnych, wypłacanego przez pierwsze 90 dni, do 1500 zł, a nie – jak przewiduje ustawa – do 1200 zł.
Jak tłumaczył Grodzki, "czy nam się to podoba, czy nie, w okresie koronawirusa liczba bezrobotnych, i starych, i nowych, zaczęła rosnąć". "Mam nadzieję, że przejściowo, natomiast zgłaszało się sporo zarówno osób indywidualnych, jak i środowisk, gdzie bezrobocie dotknęło szersze grupy, jak np. w turystyce, prosząc, aby nie dzielić narodu, że +moje bezrobocie jest lepsze lub gorsze niż twoje+" – mówił.
Jego zdaniem z ustawy wynika, że "jedni bezrobotni mają dostać 1200 zł, a inni 1400 zł". "To 1400 zł, zwiększone o 100 zł, to procentowo daje niewiele ponad 6 proc. i taki też jest skutek budżetowy" – powiedział marszałek Senatu. Dodał, że zgłosił tę poprawkę w uzgodnieniu ze środowiskami PSL, Lewicy i Koalicji Obywatelskiej.
Reklama
Grodzki mówił, że kwota dla każdego bezrobotnego powinna być równa. Wskazywał również, że "1500 zł w stosunku do średniej krajowej płacy w analizie porównawczej do innych krajów Unii Europejskiej ciągle plasuje nas w strefie stanów niskich". Jego zdaniem zasiłki dla bezrobotnych w innych krajach UE są wyższe.
W odpowiedzi wiceszef Kancelarii Prezydenta Paweł Mucha podkreślił, że przy dodatku solidarnościowym nie ma żadnego różnicowania bezrobotnych. "Nie ma żadnych różnych kwot, więc to 1400 zł trafia w równej kwocie do każdego, kto jest uprawniony, niezależnie od statusu bezrobotnego i niezależnie od wysokości zasiłku".
Z kolei wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Stanisław Szwed stwierdził, że rząd nie może zgodzić się na taką propozycję, nie znając ostatecznych kosztów. Zaznaczył, że zaproponowane rozwiązanie może dotyczyć około 0,5 mln osób, a jego koszt to około o 1,5 mld zł więcej "oprócz tych działań, które są przy zasiłku dla bezrobotnych".
Ostatecznie komisja poparła wszystkie procedowane poprawki. Teraz ustawa trafi pod głosowanie izby.
Dodatek solidarnościowy ma być świadczeniem przyznawanym od 1 czerwca do 31 sierpnia 2020 r. Jego wysokość ma wynosić 1400 zł miesięcznie. Dodatek ma przysługiwać osobom, z którymi po 15 marca 2020 r. rozwiązano umowę o pracę za wypowiedzeniem i osobom, których umowa po tej dacie uległa rozwiązaniu z upływem czasu, na który była zawarta. Warunkiem uzyskania praw do dodatku będzie posiadanie okresu podlegania w 2020 r. ubezpieczeniom społecznym z tytułu stosunku pracy przez co najmniej 60 dni.
Świadczenie będzie nieopodatkowane, a składki na ubezpieczenia społeczne (emerytalno-rentowe i zdrowotne) nie pomniejszają wysokości świadczenia; opłaca je budżet państwa. Z dodatku solidarnościowego nie dokonuje się potrąceń i egzekucji.
Aby otrzymać świadczenie, trzeba będzie złożyć wniosek w systemie teleinformatycznym. Wniosek miałby formę dokumentu elektronicznego, za pośrednictwem profilu utworzonego w ZUS.
Dodatek nie zostanie wypłacony osobom pracującym na umowach-zleceniach lub na własny rachunek, które mogą skorzystać ze świadczenia postojowego. Okres pobierania dodatku solidarnościowego nie będzie wliczany do okresu pobierania zasiłku dla bezrobotnych oraz stypendium, o których mowa w ustawie o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy, to znaczny nie będzie skracał okresu pobierania zasiłku bądź stypendium, ale wlicza się do niektórych uprawnień pracowniczych.
Ustawa zakłada także m.in. podwyższenie zasiłku dla bezrobotnych do 1200 zł w okresie pierwszych 90 dni posiadania praw do zasiłku. Później kwota ta wyniesie 942,30 zł. Zasiłek ma wzrosnąć od 1 września 2020 r. Podwyższoną kwotę zasiłku otrzymają wszyscy bezrobotni, zarówno nowo rejestrujący się, jak też bezrobotni, którzy już pobierają zasiłek. | Z dodatku solidarnościowego mogą skorzystać osoby, które po 15 marca 2020 roku, w następstwie COVID-19, straciły pracę lub ich umowa wygasła. Dodatek solidarnościowy w wysokości 1400 zł może być pobierany maksymalnie przez 3 miesiące – poinformował w sobotę ZUS.
O dodatek solidarnościowy mogą wnioskować osoby, które po 15 marca 2020 r. straciły pracę albo ich umowa wygasła z powodu COVID-19 – poinformował w sobotę ZUS. Świadczenie wynosi 1400 zł. Można je pobierać maksymalnie przez 3 miesiące.
Podkreślono, że o nowe świadczenie mogą wnioskować osoby, z którymi po 15 marca 2020 r. pracodawca rozwiązał umowę o pracę za wypowiedzeniem lub ich umowa o pracę na czas określony, po tym terminie, wygasła. Warunkiem otrzymania dodatku solidarnościowego jest też podleganie ubezpieczeniom społecznym z tytułu umowy o pracę przez łączny okres co najmniej 60 dni w 2020 roku.
Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda. Przekaż 50 zł Zwalczaj propagandę.
„Dodatek solidarnościowy wynosi 1400 zł miesięcznie i przysługuje od 1 czerwca do 31 sierpnia 2020 r. Można go otrzymać najwcześniej za miesiąc, w którym osoba uprawniona złożyła wniosek” – czytamy.
Świadczenie przysługuje też bezrobotnym, którzy już są zarejestrowani w urzędzie pracy. W takiej sytuacji urząd pracy zawiesi wypłacany dotychczas zasiłek dla bezrobotnych lub stypendium wypłacane na szkolenia oraz podnoszenie kwalifikacji.
Zaznaczono, że termin składania wniosków upływa 31 sierpnia 2020 r. Wniosek można złożyć jedynie elektronicznie przez portal Platforma Usług Elektronicznych ZUS (wniosek EDS). „Dokument musi być podpisany kwalifikowanym podpisem elektronicznym, podpisem zaufanym, podpisem osobistym (e-dowód) lub profilem PUE” – podkreśla ZUS.
Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda. Przekaż 50 zł Zwalczaj propagandę.
Ustawa o dodatku solidarnościowym przyznawanym w celu przeciwdziałania negatywnym skutkom COVID-19 została podpisana w sobotę przez prezydenta Andrzeja Dudę.
Zobacz także: Niemiecka „tarcza antykryzysowa” 20 razy większa niż polska
zus.pl / kresy.pl | 3 |
Pożar w tzw. basenie środkowym Biebrzańskiego Parku Narodowego trwa - z przerwami - od niedzielnego wieczora. Szacunki strażaków i parku narodowego mówią o powierzchni ok. 6 tys. ha, które dotąd objął. W działaniach bierze udział kilkaset osób, w tym blisko 360 strażaków zawodowych i OSP oraz 50 żołnierzy WOT, służby parku narodowego i leśnicy, wspierani m.in. przez policję, SG czy okolicznych mieszkańców.
W nocy z czwartku na piątek teren w newralgicznych miejscach, przede wszystkim tam, gdzie ogień mógłby zagrozić okolicznym miejscowościom, był dozorowany z ziemi przez strażaków, ale też monitorowany z powietrza z użyciem helikopterów i dronów FlyEye. Wyprodukowała je polska firma WB Electronics.
- Bezzałogowce są opracowane i produkowane przez spółki Grupy WB, której współudziałowcem jest Skarb Państwa w postaci Polskiego Funduszu Rozwoju. FlyEye są wykorzystywane przez Gwardię Narodową Ukrainy w całodobowej obserwacji Strefy Wykluczenia wokół Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej. Wcześniej używano ich także do lokalizowania ognisk pożarów w obszarze przy nieczynnej siłowni atomowej, obecnie monitorują teren - czytamy w komunikacie prasowym.
"Chodzi o to, by pożar nie objął nowych terenów"
- W sumie cały czas w takim dozorze, ale i w akcji gaśniczej tam, gdzie było to możliwe w warunkach nocnych, działało ok. 150 strażaków - poinformował oficer prasowy KW PSP w Białymstoku Marcin Janowski. - W nocy wycofaliśmy część sił i środków, ale działania gaśnicze w żaden sposób nie zostało przerwane, a jedynie ograniczone do tych stref bezpiecznych. Chodziło głównie o to, by pożar nie objął nowych terenów - dodał. Ocenił, że to się udało.
ZOBACZ: Dobre wiadomości z Biebrzańskiego Parku Narodowego. "Obszar objęty pożarem nie powiększa się"
Loty drona z termowizją i patrolowych śmigłowców wskazały, że pożar jest punktowo np. w lesie wroceńskim. W pobliżu miejscowości Grzędy i przy Kanale Woźnawiejskim, ale ta sytuacja nie pogorszyła się w nocy.
Po pełnym porannym rozpoznaniu lotniczym, w piątek ma być kontynuowana taktyka działań, która sprawdziła się dzień wcześniej. Chodzi o dużą częstotliwość zrzutów wody przez samoloty gaśnicze i śmigłowiec. Jak podał Janowski, w czwartek samoloty zrobiły ponad 60 takich zrzutów; śmigłowiec, który bez lądowania nabierał wodę na miejscu - ok. 200.
"Sytuacja zmieniła się na lepsze"
W miejscach takich zrzutów potem prowadzone jest dogaszanie przy użyciu podręcznego sprzętu przez strażaków, którzy są na ziemi.
- Widzimy tego efekty, dzisiejszy poranek wygląda całkowicie inaczej, niż wczorajszy, nawet optycznie sytuacja zmieniła się na lepsze - mówił Janowski.
ZOBACZ: Pożar w Biebrzańskim Parku Narodowym. "Sytuacja jest poważna, ale opanujemy ten żywioł"
Wiosenne pożary suchych traw i trzcinowisk są nad Biebrzą co roku, ale trwający obecnie jest największym w historii działalności tego parku. W dużej części objął obszary torfowe i tam ogień może bardzo długo tlić się pod powierzchnią gruntu i wzniecać się wskutek porywów wiatrów. W minionych latach jedynym sposobem na takie pożary były obfite opady deszczu.
Biebrzański Park Narodowy jest największym w Polsce, zajmuje ok. 59 tys. ha. Chroni cenne przyrodniczo obszary bagienne. Jest ostoją wielu rzadkich gatunków, zwłaszcza ptaków wodno-błotnych i łosi. | Udaje nam się kontrolować obszar pożaru w Biebrzańskim Parku Narodowym, ta kontrola jest skuteczna, jesteśmy pełni optymizmu, liczymy na to, że zmierzamy do ugaszenia pożaru – powiedział w czwartek dziennikarzom Marcin Janowski z białostockiej komendy wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej.
Pożar w tzw. basenie środkowym Biebrzańskiego Parku Narodowego według danych na środę objął ok. 6 tys. ha bagiennych łąk i lasów. Według ocen służb parkowych i strażaków prawie pewne jest, że pożar powstał wskutek wypalania traw.
Janowski powiedział w czwartek po południu dziennikarzom, że z posiadanych informacji wynika, że obszar dziś objęty pożarem stanowi około 5 proc. tego, który do tej pory był spalony. Jak zaznaczył, w większości płonie obszar, który już wcześniej był objęty ogniem.
„W tej chwili zaangażowane w gaszenie pożaru są 74 zastępy gaśnicze w większości z odwodów operacyjnych (…) jest to ponad 300 strażaków działających w tym momencie na froncie pożaru, około 50 ochotników z lokalnych jednostek, wspierają nas na miejscu także żołnierze z WOT, 50 żołnierzy” – poinformował. Jak dodał, „dużym wsparciem jest zrzut wody z powietrza” realizowany przez sześć samolotów i śmigłowiec gaśniczy, zaś dwa dodatkowe śmigłowce policyjne patrolują teren.
Jak powiedział Janowski, obecne środki i siły zaangażowane do gaszenia pożaru powinny być wykorzystywane w sposób optymalny i sięganie po dodatkowe siły „nie wygeneruje bardziej optymalnego działania”.
Wiosenne pożary suchych traw i trzcinowisk są nad Biebrzą co roku, ale trwający obecnie jest największym w historii działalności tego parku. W dużej części objął obszary torfowe. Tam ogień może bardzo długo tlić się pod powierzchnią gruntu i wzniecać się wskutek porywów wiatrów. W minionych latach jedynym sposobem na takie pożary były obfite opady deszczu.
Biebrzański Park Narodowy jest największym w Polsce. Zajmuje ok. 59 tys. ha. Chroni cenne przyrodniczo obszary bagienne. Jest ostoją wielu rzadkich gatunków, zwłaszcza ptaków wodno-błotnych i łosi. (PAP) | 4 |
Rysie wypuszczone niedawno w lasach Nadleśnictwa Dobrzany zadomowiły się tu tak dobrze, że właśnie na świat przyszło ich potomstwo. To dobry znak dla odrodzenia się populacji tego pięknego kota w zachodniopomorskich lasach.
Rysie zostały wypuszczone na wolność do lasów Nadleśnictwa Dobrzany w 2019 roku w ramach projektu pn. "Powrót rysia w północno-zachodniej Polsce". Projekt jest prowadzony przez Zachodniopomorskie Towarzystwo Przyrodnicze wraz z partnerami od 2016 i współfinansowany ze środków Funduszu Spójności, w ramach Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko 2014-2020.
Celem tych działań jest odtworzenie licznej i samodzielnej populacji rysi na Pomorzu Zachodnim. Zwierzęta są sukcesywnie wypuszczane od 2019 r., z dziewięciu rysi wypuszczonych na wolność – część znalazła dobre warunki na terenie Nadleśnictwa Dobrzany. Tak dobre, że pojawiły się w bieżącym roku młode osobniki. Prezentowane zdjęcia zostały zrobione przez leśników na terenie leśnictw: Kozia Góra i Lubino. Lasy Nadleśnictwa Dobrzany polubiły również, m.in. żubry, łosie i wilki.
Ryś to największy kot europejski, w Polsce jest pod ochroną. Do bytowania potrzebuje rozległych obszarów leśnych, na mokradłach, bagnach i obszarach poprzecinanych rzekami i jeziorami, gdzie może odpocząć (jeden osobnik wymaga około 250 km kw.). Dorosłe rysie to samotniki. Młode rodzą się w maju/czerwcu i pozostają z matką aż do pełnej samodzielności. Pokarm rysia stanowią głównie sarny, jelenie, młodociane łosie, dziki ale także mniejsze ssaki: zające, bobry, myszy oraz ptaki.
(ip)
Fot. RDLP | Minister edukacji narodowej podał przybliżony termin matur i egzaminów ósmoklasisty. Minister Edukacji Narodowej mówił też o przygotowaniu arkuszy egzaminacyjnych, wyjaśnił także kwestię wakacji, a także mówił o tym, kiedy dzieci wrócą do szkoły.
Środa to dzień informacji, które zaciekawią tegorocznych maturzystów, ósmoklasistów i uczniów, których czeka egzamin zawodowy.
Matura 2020. Dariusz Piontkowski podał przybliżony termin egzaminów
Co prawda, dokładny terminarz nie jest jeszcze znany, jednak Dariusz Piontkowski zapewnia, że o maturach i egzaminach ósmoklasisty poinformuje na najbliższej konferencji prasowej. Weźmie w niej udział także premier Mateusz Morawiecki.
Pewne jest jedno. Egzaminy zostaną ponownie przesunięte w czasie. "Wiemy już, że w maju nie odbędą się egzaminy: egzamin ósmoklasisty i egzamin maturalny, który planowane były odpowiednio w kwietniu i maju tego roku" - tłumaczy Piontkowski w nagraniu na Twitterze.
Zobacz też: Wybory 2020. Obóz rządzący poróżniony. "Rozpad rządu możliwy"
Matura 2020. Dariusz Piontkowski: Matura i egzamin ósmoklasisty w trakcie roku szkolnego
Co ważne MEN zakłada, że matura, jak i inne egzaminy, odbędzie się jeszcze w trakcie roku szkolnego. "Jeżeli sytuacja epidemiczna na to pozwoli, będziemy starali się zorganizować je prawdopodobnie w czerwcu. Chcemy też zorganizować egzaminy zawodowe" - podkreśla minister Piontkowski.
Polityk zapewnił równocześnie o gotowości do przeprowadzenia matur i egzaminu ósmoklasisty. Arkusze maturalne i egzaminacyjne zostały już wydrukowane. "Teraz jest tylko kwestia dystrybucji i dania wyraźnego sygnału, kiedy te egzaminy mają się odbyć" - dodał minister.
Kiedy dzieci wrócą do szkoły? Dariusz Piontkowski: Wakacje nie będą skrócone
Na nagraniu pojawiła się także informacja dotycząca wakacji. Ta ucieszy zapewne wszystkich uczniów, za wyjątkiem tych, których czeka matura. "Wakacji nie mamy zamiaru skracać, uczniowie, nauczyciele, rodzice potrzebują odpoczynku. Tym razem nie od tradycyjnej nauki, tylko od tej formy kształcenia na odległość" - mówi o wakacjach Piontkowski.
Przypomnijmy, że w środę rano minister edukacji narodowej poruszył też kwestię tego, kiedy dzieci wrócą do szkoły. Jak mówił Piontkowski, na ten moment trudno przedstawić dokładną datę. To, kiedy dzieci wrócą do szkoły, zależy od tego, jak będzie rozwijała się sytuacja epidemiczna w Polsce. Możliwe, że aż do wakacji do szkół nie wrócą ani uczniowie, ani nauczyciele.
Pewne jest jedno, niezależnie od tego, kiedy dzieci wrócą do szkoły, w pierwszej fali będą to najmłodsi uczniowie. - Będziemy o tym informowali za kilka dni. Trwają rozmowy z premierem i ministrem zdrowia. Myślimy głównie o klasach początkowych, bo tu opieka ze strony rodziców jest największa - mówił Piontkowski w "Sygnałach Dnia". | 1 |
Zobaczcie memy na dzien teściowejZobacz kolejne zdjęcia. Przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE
Dzień Teściowej przypada 5 marca. Memy o teściowej wzbudzają śmiech, a życzenia na Dzień Teściowej są specyficzne. Wszystkim teściowym składamy najlepsze życzenia. Żeby były zdrowe, szczęśliwe i miały doskonałe relacje z zięciami i synowymi. Zupełnie przeciwne od tych, które pojawiają się w memach na ich temat.
ZOBACZCIE NAJLEPSZE MEMY NA DZIEŃ TEŚCIOWEJ
Teściowe, zwykle bardzo niesprawiedliwe, stały się synonimami złośnic wtrącających się i psujących relacje między małżonkami. pamiętając, że to mi, warto zacząć świętowania Dnia Teściowej serdecznymi życzeniami. Na przykład takimi: W Dzień Teściowej idę raźnie,
Pozabliźniać wszystkie waśnie.
Dla mej żony drogiej mamy,
Wielki bukiet kwiatów mamy Albo takimi: W marcu święto ma teściowa,
To okazja wyjątkowa
Na życzenia, miłe słowa.
Niech więc zdrowie dopisuje,
Kasy nigdy nie brakuje. Dzień Teściowej 2020. Śmieszne życzenia Dziś dla Mamy kwiaty mamy
i uśmiechy z życzeniami:
zdrowia konia, siły byka,
Kiedy wnuczek z wnuczką bryka,
A gdy już się zmęczysz nami,
To urlopu pod palmami!
Moja teściowa raz do roku,
W Dzień Teściowej nabiera uroku.
Droga mamo, Ty wiesz przecież,
Kocham Cię jak nikt na świecie! Niech teściowa w dniu jej święta
Będzie zdrowa, uśmiechnięta,
A listonosz z życzeniami
Pędzi szybciej niż tsunami. Droga Teściowo,
Przyjmij życzenia,
Ze swego zięcia (Ze swej synowej) - zadowolenia.
Mojej Teściowej dziś kwiaty niosę,
Dla Ciebie mamo nawet żonę (męża) zniosę!
Dzień Teściowej 2020. Poważne życzenia Droga Teściowo,
w dniu Twojego święta
życzę Ci dużo zdrowia, pomyślności,
uśmiechu na co dzień i optymizmu. Życzę Ci najszybszej kolejki w sklepie,
ulubionej piosenki w radio,
twoich kluczy dokładnie tam gdzie ich szukasz.
Życzę Ci dnia pełnego szczęścia w perfekcyjnych dawkach,
które dadzą Ci radosne poczucie,
że życie uśmiecha się do Ciebie,
obejmuje Cię i przygarnia
ponieważ jesteś kimś specjalnym.
Każdej synowej życzę takiej teściowej jak Ty.
Wszystkiego najlepszego w dniu Twego święta. Z okazji Dnia Teściowej
pragnę złożyć Ci najserdeczniejsze życzenia
wielu chwil radości,
aby każdy dzień był dla Ciebie
przygodą i powodem do dumy. Dzień Teściowej 2020. Wierszyki dla teściowej Życzę Ci Teściowo
stu lat życia w uśmiechu
i radosnych oddechów
milion chwil bez złości
i wszelkiej pomyślności! Droga Teściowo
w dniu Twojego święta,
Twoja Synowa o Tobie pamięta.
Serdeczne składam życzenia,
szczęścia, zdrowia i zadowolenia! W marcu święto ma Teściowa,
to okazja wyjątkowa
na życzenia, miłe słowa.
Niech więc zdrowie dopisuje,
kasy nigdy nie brakuje,
by marzenia się spełniały
od tej chwili przez rok cały.
Ponieważ wierzymy, że teściowe są super i mają dystans do krzywdzących je stereotypów, zamieszczamy memy na ten temat. Memy są oczywiście z definicji złośliwe, szydercze i kąśliwe. Drogie Teściowe, nie bierzcie ich sobie do serca. Bo prawda jest taka, że jesteście ostoją i opoką. Bez Was synowe nie miałyby fantastycznych mężów, a zięciowie cudownych żon. No i przede wszystkim - bez Was wnukowie i wnuczki nie miałyby babć na medal! Pośmiejcie się z poniższych memów i nie przejmujcie się - to nie o Was! Zobaczcie memy:
FACEBOOK Dołącz do nas na Facebooku! Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy! Polub nas na Facebooku! KONTAKT Kontakt z redakcją Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo? Napisz do nas!
Spora przewaga PiS nad KO - sondaż | Dzień Teściowej obchodzony jest w Polsce od około 30 lat. To święto pochodzi z Francji i jest formą podziękowań za pomoc w wychowywaniu dzieci.
Dzień Teściowej to nie jest wprawdzie tak popularne święto jak Dzień Matki, ale bardzo miłym gestem będzie, jeśli teściowa usłyszy w tym dniu życzenia od zięcia lub synowej.
Jakie wybrać życzenia dla teściowej?
W naszym zestawieniu znajdziecie:
wierszyki dla teściowej
śmieszne życzenia dla teściowej
poważne życzenia dla teściowej
życzenia dla teściowej na Facebooka i Messengera
Dzień Teściowej 2021. Śmieszne życzenia
Dziś dla Mamy kwiaty mamy
i uśmiechy z życzeniami:
zdrowia konia, siły byka,
Kiedy wnuczek z wnuczką bryka,
A gdy już się zmęczysz nami,
To urlopu pod palmami!
Moja teściowa raz do roku,
W Dzień Teściowej nabiera uroku.
Droga mamo, Ty wiesz przecież,
Kocham Cię jak nikt na świecie! | 3 |
W sprawie zatrzymano dwóch dwudziestolatków. Tłumaczyli, że w ten sposób chcieli wymusić spłatę zaciągniętego wcześniej długu.
Policjanci o zdarzeniu zostali poinformowani w ubiegłym tygodniu. Według relacji pokrzywdzonego dzień wcześniej do jego domu w Damasławku wdarło się dwóch dwudziestolatków. Zaatakowali go domagając się oddania kilkuset złotych, jakie wcześniej pożyczył. Pokrzywdzony szesnastolatek miał zostać zastraszony groźbami pobicia, jak nie spłaci wcześniejszej zaciągniętej pożyczki. Dodatkowo jeden z mężczyzn miał uderzyć w twarz zastraszonego chłopaka. Na koniec na poczet długu przywłaszczyli sobie dwa telefony komórkowe.
Funkcjonariusze jeszcze w dniu zgłoszenia zatrzymali obydwu podejrzanych. Zaczęto ustalać przebieg i rolę poszczególnych mężczyzn w zdarzeniu. Zatrzymani nie przyznawali się do zarzucanych czynów, a składane przez nich wyjaśnienia były niespójne, niekiedy sprzeczne z dowodami, jakie zostały zgromadzone w dotychczasowej pracy śledczych - relacjonuje sierż. sztab. Dominik Zieliński, oficer prasowy policji w Wągrowcu.
Mężczyźni usłyszeli zarzut kradzieży, a także stosowania przemocy i groźby w celu wymuszenia zwrotu wierzytelności. Policjanci którzy pracowali nad sprawą, przekazali Prokuratorowi Rejonowemu informacje o dotychczasowych ustaleniach. Sąd oceniając zgromadzony materiał dowodowy, na wniosek prokuratora zastosował wobec jednego z zatrzymanych areszt, drugi mężczyzna został poddany dozorowi policji - dodaje.
Za popełnione przestępstwo grozi kara nawet do 5 lat więzienia.
Autor: j | Mężczyzna został zatrzymany.
Do zdarzenia o jakim informuje portal wagrowiec.naszemiasto.pl doszło w poniedziałek w Przysieczynie. Mężczyzna wyrzucił psa przez okno.
Zwierzę z połamanymi przednimi łapami trafiło pod opiekę weterynaryjną w schronisku. Podejrzany o znęcanie się nad zwierzęciem mężczyzna został zatrzymany. W takim przypadku osoby które krzywdzą zwierzęta, odpowiadają z przepisów ustawy o ochronie zwierząt. Ta konkretna sprawa jest przez nas wyjaśniana - informuje w rozmowie z lokalnym portalem sierż. sztab. Dominik Zieliński z policji w Wągrowcu.
Mężczyźnie grozi do 3 lat więzienia.
Autor: j | 1 |
Wystąpienie Andrzeja Dudy w Lęborku (woj. pomorskie) zostało przerwane, ponieważ jedna z uczestniczek zasłabła. Prezydent udał się do kobiety, aby jej pomóc. W sieci pojawiło się nagranie zdarzenia.
Prezydent Andrzej Duda odwiedził Lębork w poniedziałek, 8 czerwca. Po kilku dniach od wizyty głowy państwa dowiedzieliśmy się, że podczas wystąpienia doszło do niepokojącego zdarzenia. Jedna z uczestniczek gorzej się poczuła.
Uczestniczka spotkania zasłabła. Prezydent przerwał wystąpienie
Kiedy Duda zauważył, że kobieta straciła przytomność natychmiast przerwał swoje wystąpienie i udał się na miejsce ocenić sytuację. Z relacji dziennikarzy „Super Expressu” wynika, że prezydent usiadł obok kobiety i rozmawiał z nią, podczas gdy przybyli na miejsce ratownicy sprawdzali stan zdrowia. Następnie Duda odprowadził mieszkankę miasta do karetki.
Zachowaniem prezydenta zbudowani byli inni uczestnicy. Na nagraniu słychać, jak tłum skanduje głośno nazwisko prezydenta.
Andrzej Duda w Lęborku: Konsekwentnie realizujemy w naszym kraju te zmiany
Podczas poniedziałkowego wystąpienia prezydent tłumaczył mieszkańcom, że zadaniem władzy jest sprawiedliwe dzielenie dóbr pomiędzy obywateli. – To jest właśnie sprawiedliwa Polska. Polska, w której dobra są sprawiedliwie dzielone. A nie gdzie tylko jakaś elita przejmuje pieniądze i pozwala je rozkradać złodziejom. 50 mld zł rocznie było kradzionych przez złodziei VAT – stwierdził.
– To właśnie z tych pieniędzy wypłacamy dzisiaj program 500 plus, to właśnie z tych pieniędzy wypłacamy dzisiaj 13. emerytury. To te pieniądze wyznaczają, że wreszcie mamy prawdziwie społeczną gospodarkę rynkową – dodał.
Prezydent zapowiedział, że będzie nakłaniał władze do przeznaczania większych środków na rzecz marynarki wojennej. Jak przekonuje, Polska potrzebuje jej odbudowy. – Chciałbym, żeby z tej kwoty 2,5% PKB, które mają być wydawane na obronność i modernizację polskiej armii, była dedykowana część zapisana w ustawie na polską Marynarkę Wojenną – mówił.
Duda zapowiadał również kontynuowanie reformy wymiaru sprawiedliwości przez władze. – Te zmiany następują. One są bardzo trudne, bo jak państwo widzicie są elity, które swoich przywilejów bronią pazurami – podkreślił. – My spokojnie i konsekwentnie realizujemy w naszym kraju te zmiany, które służą polskiemu społeczeństwu. Przeważającej jego części – dodał.
Źródło: TVP Info, Twitter, prezydent.pl | .pl
wiadomości z Polski i ze świata | 2 |
Choć oficjalnie opozycja sprzeciwia się wyborom prezydenckim w maju, to dla PSL lepszego terminu może nie być. Kandydat tej partii Władysław Kosiniak-Kamysz zwiększa przewagę nad rywalami z opozycji. Ludowcy zmienią zdanie? – Taka pokusa może się ze strony PSL-u pojawić. Tę pokusę należy jednak odrzucić, ponieważ dla nas na pierwszym miejscu liczy się zdrowie i bezpieczeństwo Polaków, a nie własny wynik wyborczy. To nie oznacza, że gdyby te wybory miały się odbyć w maju, to my się wycofujemy. Nie – powiedział portalowi tvp.info senator PSL Jan Filip Libicki.
CZYTAJ WIĘCEJ W RAPORCIE
Aby głosowanie w maju było możliwe, Sejm musi odrzucić prawdopodobną uniemożliwiającą je poprawkę Senatu. Kluczowe będzie tutaj zachowanie posłów Porozumienia Jarosława Gowina. Jeśli ponownie większość z nich zagłosuje z Prawem i Sprawiedliwością, to głosowanie w maju się odbędzie. Jeśli były wicepremier przekona dodatkowych posłów, aby sprzeciwili się głosowaniu majowemu, to PiS-owi może zabraknąć głosów.
Chyba, że za majowym terminem opowie się część ludowców. Mają ku temu powody. Prezes PSL ma duże szanse na wejście do drugiej tury. To byłby dla tej partii historyczny sukces. W 2010 roku ówczesny kandydat PSL Waldemar Pawlak zdobył w wyborach prezydenckich zaledwie 1,75 proc. głosów. Za rok PO może mieć już innego kandydata i PSL straci szansę na sukces.
Politycy Prawa i Sprawiedliwości odrzucają alternatywę wobec majowych wyborów, czyli propozycję przewodniczącego Platformy Obywatelskiej Borysa Budki, który chce wprowadzenia stanu klęski żywiołowej i przeprowadzania wyborów prezydenckich za rok. – Wybory prezydenckie to nie wizyta w restauracji, gdzie z karty, menu wybiera się danie, a w tym wypadku datę. Tam można wybrać zupę czy schabowego. Tutaj o datach decyduje konstytucja, której prawnik Borys Budka zawsze ma pełne usta – powiedział nam eurodeputowany PiS Ryszard Czarnecki.
– Platforma Obywatelska poszukuje za wszelką cenę możliwości przełożenia tych wyborów. Chociażby poprzez te propozycje Borysa Budki. Wszystko po to, żeby podreperować upadające notowania i wizerunek PO i znaleźć kandydata, który zastąpi Małgorzatę Kidawę-Błońską, która nie potrafi przebić sufitu kilkunastu procent poparcia. Powoduje polityczny ból głowy liderów Platformy Obywatelskiej – mówił poseł PiS Jan Mosiński.
#wieszwiecej Polub nas
Także Lewica sceptycznie patrzy na pomysł Budki. – Nie wiem, kto doradza panu przewodniczącemu Budce, ale po pierwsze, takiej możliwości formalnej nie ma. Po drugie, żeby taka możliwość była, to musiałby Borys Budka zawrzeć pakt z Jarosławem Kaczyńskim. Dla nas, dla Lewicy, paktowanie z takim politycznym diabłem, jakim jest Jarosław Kaczyński, jest niedopuszczalne. Mówienie o wyborach 16 maja 2021 roku to wróżenie z fusów. A dlaczego nie 21 września 2021 albo 15 października 2021? Przecież to skrajnie nieodpowiedzialne, nieprzemyślane – stwierdził Tomasz Trela, szef sztabu Roberta Biedronia.
Koalicja Obywatelska nie chce jednak ustąpić. – Polska nie jest republiką bananową, w której wybory mogą przeprowadzić ministrowie rządu, a zorganizować de facto Poczta Polska. Nie będzie wyborów, więc nie ma co bojkotować. Jeżeli będzie jakieś głosowanie, to na pewno nie będą to wybory, tylko będzie jakiś sondaż. Ja się dziwię, że niektórzy przedstawiciele opozycji chcą brać udział w takim tańcu Jarosława Kaczyńskiego – powiedział poseł KO Mirosław Suchoń.
Zjednoczona Prawica ostrzega przed paraliżem i chaosem związanym z brakiem wyborów prezydenckich. – Niewątpliwie jest zagrożenie kontynuacji i ciągłości naczelnych organów państwa polskiego. Zwłaszcza w momencie, kiedy mamy pandemię wirusa i mamy sytuację kryzysową, ważne jest, aby była stabilizacja ośrodków władzy – mówił senator PiS Jan Maria Jackowski. | Przez 50 sekund rzecznik PO Jan Grabiec nie pozwalał nam zadać niewygodnego pytania szefowi tej partii Borysowi Budce. Marszałek Senatu Tomasz Grodzki mówił w zeszłym tygodniu o „zabójczych kopertach” w kontekście głosowania korespondencyjnego w maju. Czy śmiercionośne są też dania na wynos i korzystanie z paczkomatów? – Myślę, że w kwestii porad kulinarnych lepiej zwrócić się do osób bardziej kompetentnych niż ja – odpowiedział Borys Budka. Szefa PO próbowaliśmy dopytywać także po konferencji. – Do konkurencyjnej stacji do pani Gessler idźcie – odparł.
CZYTAJ WIĘCEJ W RAPORCIE
– Generalnie w całej Bawarii po pierwszej turze liczba zakażeń wystrzeliła w górę, więc powiedzenie „zabójcza koperta” czy powiedzenie, że idąc czy próbując głosować, czy pracując w komisjach wyborczych, czy pełniąc zaszczytną rolę listonosza, narażamy swoje zdrowie i życie, nie jest twierdzeniem bezpodstawnym – mówił w zeszłym tygodniu marszałek Senatu na temat wyborów w Bawarii.
– Proszę, panie redaktorze, żebyśmy nie monopolizowali tej konferencji. Widzę, że jest kolejna osoba. Może będzie jeszcze czas po kolejnych pytaniach. Proszę nie monopolizować spotkania – tak rzecznik Platformy Obywatelskiej Jan Grabiec próbował nie dopuścić do tego, żeby jego szef zabrał głos na temat niebezpiecznego, zdaniem tej partii, głosowania korespondencyjnego. Być może dlatego, że dla wielu innych polityków argumentacja o „zabójczych kopertach” jest niezrozumiała.
– Borys Budka straszy Polaków, że wybory drogą korespondencyjną, jakie chcemy przeprowadzić, są zagrożeniem dla zdrowia i życia. To jest nieprawda. To tak samo, jakbyśmy odradzali Polakom korzystania z paczkomatów, robienia zakupów za pośrednictwem kurierów czy też ewentualnie korzystania z posiłków, które oferują restauracje, na wynos – skomentował narrację Koalicji Obywatelskiej poseł Prawa i Sprawiedliwości Jan Mosiński.
„Kopertami” nie chce też straszyć szef sztabu wyborczego Roberta Biedronia. – Ja tego nie demonizowałbym. Też mi się nie podoba, że te wybory mają być w maju, że te wybory mają być dopychane kolanem za sprawą głosowania korespondencyjnego. Nie mówmy jednak, że jakieś koperty są zabójcze. Ludzie każdego dnia robią zakupy, chodzą do pracy – mówił poseł Lewicy Tomasz Trela.
#wieszwiecej Polub nas
Pewne obawy ma jednak polityk Polskiego Stronnictwa Ludowego. – Pan się domaga, aby jednego dnia kilka milionów Polaków dokonało jednej czynności. Nawet, jeśli jest tak, że dzisiaj Polacy odbierają jakieś przesyłki, to robi to promil czy procent społeczeństwa. W momencie, kiedy przeprowadzamy wybory korespondencyjne, to zmuszamy ileś milionów Polaków do wyjścia z domu, wrzucenia tego do skrzynki – stwierdził senator PSL Jan Filip Libicki.
– Ludzie odbierają rachunki za opłaty abonamentowe, jak listonosz przynosi, odbierają różne przesyłki i nie ma z tym problemu. Teraz też normalnie odbiorą kopertę ze skrzynki, jak ją listonosz przyniesie. To jest po prostu absurd. To jest szukanie na siłę, nie chce powiedzieć, że na chama, wszelkich okoliczności, żeby te wybory nie poszły. To jest absurd – argumentował eurodeputowany PiS Ryszard Czarnecki.
Zdaniem senatora Jana Marii Jackowskiego największa partia opozycyjna jest jednak zdeterminowana, aby osiągnąć cel. – Są dramatyczne niskie notowania kandydata Platformy Obywatelskiej i cały aparat polityczny, propagandowy jest nastawiony na to, żeby nie dopuścić do wyborów w maju, tylko doprowadzić do ich przesunięcia, w ten sposób ratując swoją przyszłość – ocenił ł polityk PiS. | 3 |
.pl
wiadomości z Polski i ze świata | Do trzech wzrosła liczba ofiar śmiertelnych wypadku samolotu pasażerskiego na lotnisku w Stambule - poinformował w nocy ze środy na czwartek turecki minister zdrowia Fahrettin Koca. Boeing 737 po wylądowaniu wypadł z pasa i rozpadł się na trzy części.
Minister powiedział, że liczba rannych wzrosła do 179. Na pokładzie maszyny było w sumie 183 pasażerów i członków załogi.
Samolot linii Pegasus Airlines leciał z Izmiru do Stambułu.
ZOBACZ: Katastrofa samolotu w Kazachstanie. Policjant uratował niemowlę
Gubernator Stambułu Ali Yerlikaya poinformował wcześniej, że samolot nie utrzymał się na pasie startowym z powodu złych warunków pogodowych i po opuszczeniu pasa przemieszczał się jeszcze ok. 50-60 metrów, po czym stoczył się 30-40 metrów po zboczu wzgórza, na którym usytuowane jest lotnisko.
Turecka prasa podała, że wśród pasażerów było 12 dzieci.
WIDEO - Strzelanina w Niemczech. Sześciu zabitych to członkowie jednej rodziny Twoja przeglądarka nie wspiera odtwarzacza wideo...
pgo/ PAP | 4 |
W czasie pandemii dzieci się nudzą – i mają wiele potrzeb, które mogą zaspokoić tylko przez internet. Większe zakupy robią rodzice, ale te mniejsze dzieci mogą robić same. Wystarczy, że mają do dyspozycji własne konto, serwis internetowy, kartę debetową. Niemożliwe? Niebezpieczne? Niepotrzebne? Wręcz przeciwnie.
Artykuł powstał we współpracy z PKO Bankiem Polskim.
Czas, w którym wszyscy starają się ograniczyć wyjścia z domu, to rozkwit handlu i usług internetowych. Świat dziecka nie jest tu wyjątkiem – jego potrzeby w tym względzie też rosną. I jest to świetny moment, by nauczyć je świadomego zarządzania pieniędzmi.
Kiedyś rodzice kupowali dzieciom skarbonki, by wyrobić w nich systematyczność i nawyk oszczędzania. W wielu domach ten zwyczaj ma się dobrze także i dzisiaj – wg badania przeprowadzonego przez SW Research, aż 63 procent rodziców deklaruje, że zachęcają dzieci, by odkładały oszczędności w skarbonce.
I chociaż to warte pochwały – dobrze pójść krok dalej. Dzisiaj większość z nas – rodziców – ma konto w banku, płaci kartą i korzysta z bankowości internetowej oraz mobilnej. Dlaczego więc nie nauczyć dziecka korzystać z tych narzędzi?
Konto od urodzenia
Bezpłatne konta dla dziecka można założyć tuż po narodzinach. Żeby wyjaśnić jak to działa, posłużymy się PKO Kontem Dziecka z oferty PKO Junior, którą największy polski bank wdrożył w 2013 r.
Klienci największego polskiego banku mogą założyć rachunek przez stronę internetową PKO Junior – logując się do własnego konta bankowego.
Oferta przeznaczona jest dla dzieci do 13. roku życia. Oczywiście nie chodzi o to, by niemowlę robiło przelewy, ale o możliwość oddzielenia jego pieniędzy od pieniędzy rodziców.
Dzięki posiadaniu konta dziecko może odkładać np. gotówkę otrzymaną od rodziny przy okazji różnych uroczystości, jak komunia, urodziny czy dzień dziecka. Z czasem będzie gotowe do samodzielnego zarządzania kontem, oczywiście pod kontrolą rodziców, co umożliwia m.in. serwis internetowy PKO Junior i aplikacja mobilna tego banku.
Mit pierwszy – dziecko nie poradzi sobie z obsługą bankowości
Gdybyśmy dali 10-latkowi dostęp do pełnej, "dorosłej" wersji serwisu, prawdopodobnie miałby problem. Ale dzieci do 13. roku życia mogą korzystać ze specjalnie dla nich przygotowanej strony – www.junior.pkobp.pl - na której sprawdzą stan swojego konta, ustawią swoje cele oszczędzania, przeanalizują historię wydatków i obliczą, ile zyskają na oprocentowaniu w określonym czasie, na przykład do dnia następnych urodzin. Serwis można też dostosować do własnego gustu, zmieniając obrazek tła na jeden z dostępnych w galerii lub wgrywając inny z komputera. Poza tym dostępne są dodatkowe materiały edukacyjne i wiele innych przydatnych narzędzi.
Można powiedzieć, że z obsługą serwisu PKO Junior poradzi sobie nawet dziecko…
Mit drugi – dziecko od razu wyda wszystkie pieniądze
Na PKO Koncie Dziecka można trzymać każdą kwotę, może to być nawet kilka złotych czy kilka tysięcy złotych. W każdym przypadku dzieci mogą mieć pokusę szybkiego wydania ich na jakieś bieżące, nieprzemyślane potrzeby. Takim impulsywnym decyzjom zapobiega funkcjonalność serwisu PKO Junior. Każdy przelew, który dziecko zainicjowało w serwisie, rodzic musi potwierdzić. Dzięki temu zachowujemy pełną kontrolę nad jego poczynaniami, ale jednocześnie uczymy, jak się wykonuje płatności w sieci i dlaczego trzeba je dobrze planować.
Oprócz bankowości internetowej dziecko ma do dyspozycji aplikację mobilną, w której może dokonać tych samych operacji. Rodzic je akceptuje – lub nie – w serwisie iPKO. Przy okazji – to dobra chwila, żeby rozmawiać z dzieckiem na temat jego rzeczywistych potrzeb, uczyć trudnej sztuki wyboru i planowania.
Jeszcze nie wspomnieliśmy o karcie bankowej. W PKO BP można zamówić kartę debetową PKO Junior. Dzięki niej dziecko może płacić zbliżeniowo do 30 zł bez kodu PIN, płacić w internecie i wypłacać pieniądze z bankomatu. Jest to zatem zupełnie normalna karta, z jednym wyjątkiem – nie jest bezpośrednio podpięta pod PKO Konto Dziecka. Ma specjalny kontrolowany przez rodzica rachunek, który można zasilić wybraną kwotą i dziecko może dokonywać zakupów tylko w ramach tej puli. Karta może mieć też formę naklejki zbliżeniowej zamiast tradycyjnego plastiku. Rodzic ma pełen wgląd w historię płatności i może zarządzać kartą online – zmieniając na przykład dzienne limity i zasilając ją przelewami z dowolnego banku. To zasilenie odbywa się w czasie rzeczywistym, czyli dziecko otrzymuje pieniądze od rodzica natychmiast.
Jest to w pełni funkcjonalne narzędzie, które można wykorzystać na przykład do płacenia za aplikacje czy do dokonywania mikropłatności w grach – bez konieczności podpinania karty rodzica do serwisów, które to oferują.
Mit trzeci – to niepotrzebne koszty
Rozwiać ten mit jest najłatwiej – wystarczy spojrzeć na tabelę opłat i prowizji. Prowadzenie PKO Konta Dziecka, korzystanie z aplikacji i bankowości internetowej są zupełnie bezpłatne. W przypadku karty, która ważna jest 2 lata, klient za jej wydanie ponosi jednorazową opłatę w wysokości 15 złotych.
A kiedy dziecko ma więcej niż 13 lat? Możesz mu założyć PKO Konto Pierwsze przeznaczone dla młodzieży między 13. a 17. rokiem życia. Jest ono również bezpłatne i działa jak „dorosłe” konto.
Tutaj już rodzic nie ma żadnej kontroli nad wydatkami nastolatka poza tym, że prawdopodobnie będzie musiał je co jakiś czas zasilić. W tym przypadku bardzo przydadzą się wcześniejsze doświadczenia z PKO Junior i nauka planowania wydatków, co jest kolejnym argumentem za tym, żeby bankowanie zacząć jak najwcześniej. | PKO BP ostrzega przed oszustami. Przypomina, by nie klikać w podejrzane linki
Uwaga na fałszywe maile, które rzekomo mają służyć potwierdzaniu transakcji. Ktoś podszywa się pod PKO BP, by wykraść dane logowania do serwisu transakcyjnego i numerów kart płatniczych.
Głosuj Głosuj Podziel się Opinie
Oszuści podszywają się pod różne firmy i wysyłają klientom smsy i maile. Sprawdzajmy, od kogo tak naprawdę pochodzi wiadomość (Pixabay.com)
Przestępcy rozsyłają fałszywe maile udające "Potwierdzenia transakcji". Treść maila nakłania do otwarcia załącznika, a jego uruchomienie instaluje złośliwe oprogramowanie – ostrzega na stronie internetowej największy polski bank.
PKO BP przypomina podstawowe zasady bezpieczeństwa, o których powinniśmy pamiętać za każdym razem, gdy przychodzi do nas sms od banku.
Zachowaj ostrożność i ograniczone zaufanie w stosunku do wiadomości od nieznanych nadawców, w których znajduje się prośba o podanie poufnych danych lub skorzystanie z linku – nie odpowiadaj na nie i nie ujawniaj swoich danych. Logując się do serwisu internetowego banku, zawsze wprowadzaj adres strony ręcznie – nie korzystaj z linków! Sprawdzaj poprawność adresu strony, widniejącego w przeglądarce internetowej. Zanim potwierdzisz operację w serwisie iPKO kodem SMS przeczytaj uważnie treść otrzymanego SMS-a i upewnij się, że dotyczy on właściwej operacji. Zwróć uwagę na rodzaj dyspozycji, poprawność numeru rachunku odbiorcy, kwotę transakcji.
PKO BP pros klientów, którzy dostali sms z podejrzanym linkiem, by pilnie skontaktowali się z infolinią pod numerem 800 302 302 lub +48 81 535 60 60.
Obejrzyj: Koronawirus w Polsce. "Wraca temat bezpieczeństwa lekowego" | 1 |
Reklama
W szpitalu w stolicy kraju od wtorku leczone było starsze małżeństwo - 66-letnia kobieta zmarła, a stan jej męża określany jest jako ciężki i lekarze walczą o jego życie. Dyrekcja szpitala poinformowała, że oboje byli w oddzielnym budynku i placówka funkcjonuje normalnie, a zmarła cierpiała na wiele schorzeń.
Reklama
W rejonie trzech miast – Sofii, Plewena i Gabrowa, w których stwierdzono przypadki zakażeń, zajęcia szkolne są wstrzymane do najbliższego poniedziałku, ale jeżeli w danej szkole pojawi się osoba zakażona, placówka ma być zamknięta na 14 dni.
Zakazane są szkolne zabawy i wycieczki. Zawieszono też imprezy sportowe, a te, których nie można odłożyć, odbywają się bez publiczności. Nie będą się też odbywać kongresy i konferencje naukowe. Analogiczne działania zapobiegawcze mają być wprowadzone w regionach, w których nie stwierdzono koronawirusa.
Dezynfekcja ma być przeprowadzana trzy razy dziennie w szkołach, budynkach publicznych i w środkach komunikacji miejskiej. Niektóre urzędy publiczne zostały zamknięte dla klientów, o miesiąc odłożono też otwarte posiedzenia sofijskiego sądu miejskiego.
Do 250 należy ograniczać liczbę osób, które mogą przebywać jednocześnie w zamkniętym pomieszczeniu, i muszą one zachowywać między sobą odstęp co najmniej metra. W teatrach i kinach między widzami powinno być puste miejsca. Po każdej projekcji i spektaklu sale mają być dezynfekowane.
Podczas posiedzenia rządowej Krajowej Rady Bezpieczeństwa Narodowego przedstawiono prognozę, zgodnie z którą szczyt liczby zachorowań nastąpi we wrześniu. Premier Bojko Borisow przestrzegł przed paniką. Zapewnił, że wystarczy żywności w kraju i nie należy robić zbyt dużych zapasów. Podkreślił też, że „panika i szkody dla gospodarki są najbardziej niebezpieczne".
Agencja AlphaResearch opublikowała pierwszy sondaż na temat koronawirusa. 66,8 proc. badanych pozytywnie ocenia działania podjęte przez rząd w walce z wirusem, 75 proc. śledzi wiadomości na ten temat, 55 proc. deklaruje, że odczuwa niepokój, a tylko 11 proc. badanych jest poważnie zaniepokojonych. Jednocześnie tylko 22 proc. respondentów oświadczyło, że ze względów bezpieczeństwa zamierza ograniczyć kontakty z innymi ludźmi.
Badanie przeprowadzono w pierwszym tygodniu marca, czyli przed zdiagnozowaniem pierwszego przypadku koronawirusa w Bułgarii. | Reklama
Ananiew powiedział, że po 9 czerwca liczba nosicieli koronawirusa zaczęła znacząco rosnąć. Przeciętnie dobowy przyrost liczby infekcji wynosił 84, co oznacza ponad trzykrotny wzrost w porównaniu z poprzednim okresem, liczonym od początku epidemii w marcu.
Reklama
Według decyzji rządu nie zostaną wprowadzone nowe środki do walki z epidemią, w mocy pozostają restrykcje obowiązujące do tej pory – zakaz wjazdu na terytorium Bułgarii podróżnych z określonych krajów lub objęcie ich wymogiem poddania się kwarantannie po przyjeździe; nakaz noszenia maseczek w pomieszczeniach zamkniętych; przestrzeganie zasad higieny osobistej i dezynfekcja; konieczność zachowania dystansu co najmniej 1,5 metra od innych osób. Resort zdrowia zaleca też, by w miarę możliwości pracować z domu.
Premier Bojko Borisow wyraził oburzenie sytuacją na stadionach w kraju podczas meczów piłkarskich, gdzie masowo nie przestrzega się epidemicznych obostrzeń. Przestrzegł, że jeżeli sytuacja nie ulegnie poprawie, stadiony zostaną zamknięte.
Jednocześnie resort zdrowia poinformował o 130 nowych przypadkach zakażenia koronawirusem w ciągu ostatniej doby. Łącznie osób zainfekowanych w kraju jest 4114. Stwierdzono też dotąd 208 zgonów wśród osób z koronawirusem, w tym jeden w ciągu ostatnich 24 godzin. Nadal największą liczbę nowych przypadków odnotowano w Sofii i regionie sofijskim - 42, na drugim miejscu jest Warna z 12 zakażonymi.
Ewgenia Manołowa (PAP) | 2 |
Niech lekarze udzielają błogosławieństwa umierającym - taki apel wystosował w sobotę biskup Bergamo na północy Włoch Francesco Beschi. To w tym mieście jest epicentrum epidemii koronawirusa. Zmarło tam ponad 500 zakażonych osób.
Na łamach dziennika "Corriere della Sera" biskup Beschi powiedział: "Naszym zadaniem jest to, by uczynić wszystko dla chorych, poszukiwać wszelkiego możliwego rozwiązania, by ich nie porzucać".
- Poprosiłem rodziny, by błogosławiły umierających rodziców i dziadków w domu, ochrzczony może błogosławić - wyjaśnił ordynariusz diecezji.
ZOBACZ: Trzy tygodnie może nas dzielić od tego obrazu. Zastanów się, czy musisz wyjść z domu
- Kiedyś to ojciec udzielał błogosławieństwa dzieciom w chwili pożegnania. Teraz mogą robić to dzieci, a na oddziałach intensywnej terapii także lekarze i personel pielęgniarski. Nic wam nie narzucamy, ale kiedy wyczujecie, że chory ma ten rodzaj wrażliwości, sami możecie być przekazicielami znaku , błogosławieństwa, krótkiej modlitwy - podkreślił biskup Bergamo.
Wspólna ceremonia żałobna
Dodał też: "Nie możemy uciec od bolesnych doświadczeń tych, którzy widzą, jak ich bliscy znikają. Znam wiele osób, także naszych księży, którzy stracili ojca lub matkę, nie mogąc pożegnać się z nimi".
Biskup miasta zaatakowanego przez wirusa poinformował, że chciałby zorganizować jedną wspólną ceremonię żałobną za wszystkich tam zmarłych.
Sytuacja w tym mieście w Lombardii jest dramatyczna zarówno na przepełnionych oddziałach szpitalnych, gdzie przebywają setki osób, jak i w kostnicach oraz zakładach pogrzebowych. Tam także brakuje miejsc. Wojskowe ciężarówki wywiozły dotąd około 140 trumien z ciałami zmarłych do innych rejonów kraju, gdzie zostaną poddane kremacji.
WIDEO - Brodnicka pocałowała rywalkę. Doszło do starcia Twoja przeglądarka nie wspiera odtwarzacza wideo...
bas/ PAP | 71-letni zakażony koronawirusem mężczyzna uciekł z izolatki w szpitalu w Como na północy Włoch i wrócił taksówką do domu w rejonie miasta Bergamo - podały we wtorek media z Lombardii. Uciekinierowi postawiono zarzuty.
Mężczyzna, u którego stwierdzono obecność koronawirusa, został w ostatnich dniach przewieziony z okolic Bergamo do szpitala w Como, gdzie umieszczono go izolatce na oddziale chorób zakaźnych.
Ponieważ czuł się dobrze, po porannym obchodzie spakował swoje rzeczy, wezwał taksówkę i uciekł. Pojechał do domu w miejscowości Casnigo.
Usłyszał zarzut
Kiedy personel szpitalny zorientował się, że pacjent zniknął, zawiadomił karabinierów. Udali się oni do jego domu, gdzie go znaleźli.
Mężczyzna usłyszał zarzut nieprzestrzegania rozporządzenia wydanego przez władze.
ZOBACZ: Kwarantanna w internatach w Policach. Uczennice były we Włoszech
Taksówkarz, który wiózł pasażera do domu, nie wiedząc o tym, że ma koronawirusa, poddał się kwarantannie i rozważa możliwość wystąpienia na drogę sądową przeciwko 71-latkowi.
WIDEO - Polacy dają pracę Amerykanom. W Nevadzie działa kopalnia KGHM Twoja przeglądarka nie wspiera odtwarzacza wideo...
dk/ PAP | 1 |
W niedzielę w Polsce występowały gwałtowne zjawiska atmosferyczne. Na Śląsku przeszła trąba powietrzna, w innych regionach kraju padał obfity grad. Jak mówiła synoptyk Arleta Unton-Pyziołek, rozpoczęliśmy typowy sezon letni z burzami, a do kraju napłynęło zwrotnikowe powietrze.
W niedzielę przez Polskę przechodziły gwałtowne burze, miejscami padał obfity grad. Na Śląsku we wsi Kaniów przeszła trąba powietrzna, która uszkodziła dachy na ponad 20 budynkach. Czytaj więcej >.
Trąba powietrzna w Polsce
Co odpowiada za taką pogodę?
- Nad Polską sytuacja jest bardzo ciekawa, ale i trudna, niebezpieczna. Rozpoczęliśmy taki typowy letni sezon z burzami. Napłynęło nad południową i wschodnią część kraju powietrze zwrotnikowe, bardzo gorące. Temperatura w Tarnowie dobiła do 30 stopni Celsjusza. Taki napływ niesie ze sobą gwałtowne zjawiska. One występowały na południu kraju i na Ziemi Łódzkiej - mówiła w niedzielę na antenie TVN24 synoptyk tvnmeteo.pl Arleta Unton-Pyziołek.
Arleta Unton-Pyziołek o załamaniu pogody w niedzielę tvn24
Wiedza meteorologiczna i służby na wagę złota
Zdaniem geografa i meteorologa Michała Brenneka, musimy być przygotowani na takie zjawiska coraz częściej. Potrzebne są też specjalne narzędzia, aby je monitorować i wcześniej przepowiadać.
- Im te zjawiska będą częstsze, a w naszym nowym klimacie takie będą, tym lepiej powinniśmy być przygotowani do reagowania na takie zdarzenia - mówił na antenie TVN24 Brennek. Jego zdaniem powinniśmy być też przygotowani na to, by móc te zjawiska prognozować. - Tutaj wiedza meteorologiczna i służby, które muszą mieć do tego narzędzia, są na wagę złota - dodał.
Trąba powietrzna w województwie śląskim Kontakt 24
Autor: dd/aw / Źródło: tvn24 | Burz z każdą godziną będzie przybywać. Towarzyszą im intensywne, lokalnie nawet nawalne opady deszczu do około 10-15 mm/10 min na metr kwadratowy. Miejscami także opad gradu i silniejsze porywy wiatru" - ostrzega Instytut Gospodarki i Meteorologii Wodnej, który wydał ostrzeżenia 1 i 2 stopnia, które dotyczą prawie całego kraju i obowiązują do godzin późnowieczornych i nocnych.
REKLAMA
Zobacz wideo Kamery ISS zarejstrowały kosmiczne burze
Burze przechodzą nad Polską. W Zgierzu ulice zamieniły się w rzeki. Podtopione samochody i domy
Burze przeszły niemal przez całą Polskę i spowodowały dużo zniszczeń oraz lokalne podtopienia. Po godzinie 15 dyrektor Rządowego Centrum Bezpieczeństwa Grzegorz Świszcz poinformował, że z powodu gwałtownych burz prawie 13 tys. odbiorców w Polsce zostało pozbawionych prądu. Najpoważniejsze w skutkach awarie energetyczne dotknęły województwa mazowieckiego - prądu nie ma tam 8386 odbiorców. W województwie ĹĂłdzkim bez dostępu do energii elektrycznej zostało prawie 3 tysiące odbiorców.
Poważna jest sytuacja m.in. w Zgierzu w województwie łódzkim, nad którym po południu skumulowały się aż trzy burze, nadchodzące znad Piotrkowa Trybunalskiego, od strony Skierniewic oraz od strony Poddębic. Ulice dosłownie zamieniły się tam w rzeki - doszło do zalania m.in. piwnic i samochodów, co widać na zdjęciach i nagraniach zamieszczonych np. na Twitterze:
Potężna nawałnica przeszła także nad Bytomiem (woj. ĹlÄ skie), gdzie - jak podaje Polsat News - podtopione zostało m.in. jedno z kluczowych w mieście skrzyżowań oraz fragment przelotowej ulicy.
Do podtopień doszło także w Łodzi, w Warszawie oraz w miejscowościach na obrzeżu stolicy, m.in. w Łomiankach:
Nie ma informacji o osobach poszkodowanych. | 2 |
Tomasz Rożek – numer 1 wśród polskich popularyzatorów wiedzy! Kosmos – książka familijna przybliżająca młodym czytelnikom najciekawsze zagadnienia ze świata nauki. Autor skupia się na obiektach, których wielkość jest z perspektywy człowieka często nie do wyobrażenia. Jakie tajemnice kryje przed nami kosmos? Jaki obiekt porusza się najszybciej we wszechświecie? Czy czarna dziura ma dno? Człowiek to nie jest atlas anatomiczny, czy typowe kompendium wiedzy. To raczej próba odpowiedzenia na pytanie, skąd jesteśmy, kim jesteśmy i gdzie zmierzamy? Wywiady o ewolucji człowieka, o tym, kim jesteśmy teraz, oraz o biocybernetyce, a więc o naszej przyszłości. Oprócz wywiadów, jak zawsze w pozycjach Tomasza Rożka, dużo ilustracji, infografik tłumaczących najbardziej skomplikowane zagadnienia oraz przykładów, analogii i ciekawostek. | Wyłącz AdBlocka/uBlocka
Aby czytać nasze artykuły wyłącz AdBlocka/uBlocka lub dodaj wyjątek dla naszej domeny.
Spokojnie, dodanie wyjątku nie wyłączy blokowania reklam. | 1 |
Chorwacja, która przejęła właśnie przewodnictwo w UE, chce w najbliższym półroczu spróbować znaleźć równowagę w sprawie budżetu UE na kolejne siedem lat. Premier Andrej Plenković podkreśla, że jego kraj powinien mieć możliwość nadrobienia zaległości w stosunku do innych państw Europy Środkowo-Wschodniej.
Zdjęcie Premier Andrej Plenković /AFP
Chorwacja, która przystąpiła do UE w 2013 r., jest najmłodszym krajem członkowskim, debiutującym w roli kierującego pracami Rady UE. Zagrzeb podobnie jak Warszawa należy do grupy przyjaciół polityki spójności, opowiadających się za zwiększeniem unijnych wydatków.
"Wieloletnie ramy finansowe są bez wątpienia najważniejszą politycznie sprawą dla przyszłości UE z perspektywy finansowej. Biorąc pod uwagę okoliczności, to, że jeden duży kraj członkowski, którego wkład (do budżetu - PAP) był znaczny, opuszcza UE, prawdziwym wyzwaniem jest znalezienie równowagi" - powiedział w poniedziałek w Zagrzebiu na spotkaniu z unijnymi korespondentami Plenković.
Reklama
Poprzednia, fińska prezydencja wprawdzie przygotowała tzw. schemat negocjacyjny, na podstawie którego prace dalej ma prowadzić szef Rady Europejskiej Charles Michel, jednak Chorwacja też chce odgrywać rolę w tym procesie, choćby na poziomie ministrów ds. europejskich.
Plenković zaznaczył, że obecnie są cztery podejścia do kształtu unijnej kasy: pierwsze to propozycja KE z 2018 r. przewidująca wydatki na poziomie 1,11 proc. dochodu narodowego brutto (DNB) UE-27, drugie zakłada cięcia w stosunku do tego projektu i forsowane jest głównie przez kraje płatników netto, jak Niemcy czy Holandia. Trzecie podejście reprezentują tzw. kraje przyjaciele polityki spójności, chcące wyższych wydatków, oraz czwarte, najbardziej ambitne, to stanowisko Parlamentu Europejskiego, który chciałby budżetu odpowiadającego 1,3 proc. DNB UE-27.
Oddanie koordynacji nad negocjacjami szefowi Rady Europejskiej na ostatniej prostej ma zapewnić większą bezstronność. "On jest bardziej neutralny niż ktokolwiek z nas - przyznał premier Chorwacji. - Nasza rola będzie bardzo widoczna na poziomie Rady ds. Ogólnych, bo projekt będzie omawiany nie tylko na najwyższym poziomie. W tych negocjacjach Chorwacja jako uczciwy pośrednik będzie pracować, żeby znaleźć rozwiązanie".
Finowie zaproponowali limit zobowiązań na poziomie 1,07 proc. DNB. "Ta propozycja była niezadowalająca dla wielu państw członkowskich" - mówił Plenković.
Jak tłumaczył, jego kraj w przeciwieństwie do państw Europy Środkowo-Wschodniej, które dołączyły do UE wcześniej, nie otrzymywał wsparcia przedakcesyjnego, a przez fakt, że jest w UE zaledwie od siedmiu lat, musi jeszcze sporo nadrobić. "Nasza sytuacja jest unikalna" - tłumaczył, zapewniając, że Chorwacja nie chce poprawiać swojej pozycji kosztem krajów Europy Środkowo-Wschodniej.
Obecna perspektywa finansowa kończy się 31 grudnia tego roku, ale UE powinna sporo wcześniej wypracować porozumienie, żeby opóźnienie w realizacji programów finansowanych ze środków unijnych było jak najmniejsze. Do tej pory różnice między państwami członkowskimi były jednak tak duże, że pertraktacje praktycznie nie posunęły się do przodu. | Reklama
Chociaż na unijne ramy finansowe składają się składki członkowskie państw, obliczane proporcjonalnie do ich dochodu narodowego brutto, to obecnie pięć krajów płaci mniej, niż wynikałoby z tego mechanizmu, bo wywalczyło sobie rabat. Są to: Holandia, Szwecja, Dania, Niemcy i Austria.
Reklama
Poprzednia Komisja Europejska pod przewodnictwem Jean-Claude'a Junckera prezentując projekt budżetu zakładała, że rabaty będą stopniowo likwidowane. Zniesienie wszystkich rabatów i innych mechanizmów korygujących w przyszłym budżecie poparł też Parlament Europejski.
W tym kierunku szła ostatnia, tegoroczna propozycja szefa Rady Europejskiej Charles'a Michela, która zakładała, że rabaty będą stopniowo wygaszane w okresie siedmiu lat. Nie udało się jednak znaleźć kompromisu w sprawie budżetu i tego złożenia na lutowym szczycie w Brukseli.
Nieoficjalnie źródła dyplomatyczne informowały, że ponad 20 państw członkowskich jest za zniesieniem rabatów. Na to nie chciało się jednak zgodzić pięć krajów z upustem w składce do unijnej kasy.
W najnowszej propozycji KE informuje, że zmienia podejście do tej sprawy. W 2018 r. zakładała wycofywanie się z rabatów przez pięć lat. W najnowszej propozycji wskazuje, że zajmie to "znacznie więcej czasu".
Z dokumentów Komisji wynika, że nadal uważa ona, że wycofanie wszystkich rabatów przełoży się na bardziej zrównoważony budżet. Jednak w obecnej sytuacji, biorąc pod uwagę skutki gospodarcze pandemii koronawirusa, wycofanie rabatów pociągałoby za sobą "nieproporcjonalne zwiększenie składek dla niektórych państw członkowskich w następnym budżecie długoterminowym" - informują autorzy projektu. Aby tego uniknąć, obecne rabaty mogłyby zostać stopniowo zniesione "w znacznie dłuższym okresie", niż przewidziano w propozycji z 2018 r.
"Komisja mówi o likwidacji rabatów, ale na samym końcu negocjacji budżetowych płatnicy netto będą musieli coś dostać. Będą musieli wrócić do swoich stolic i pokazać, że osiągnęli sukces. Politycznie taki rabat mógłby być takim narzędziem" - powiedział dziennikarzom w Brukseli jeden z unijnych dyplomatów.
Najbardziej znanym rabatem był rabat brytyjski. Wielka Brytania otrzymywała zwrot 66 proc. różnicy między jej składką do budżetu UE a kwotą otrzymywaną z budżetu. Pozostałe państwa członkowskie dzieliły między siebie koszty rabatu brytyjskiego proporcjonalnie do swojego udziału w unijnym DNB.
Finansowanie rabatu brytyjskiego z czasem jednak się zmieniało. Kraje, które tradycyjnie są największymi płatnikami netto do budżetu UE, otrzymały tzw. rabaty od rabatu. Od 2002 roku Niemcy, Austria, Holandia i Szwecja płaciły jedynie 25 proc. swojej części na finansowanie korekty brytyjskiej.
Dania, Holandia, Szwecja i Austria mają też korekty ryczałtowe, czyli obniżone roczne składki oparte na DNB w okresie 2014–2020.
Budżet UE na lata 2021-2027 ma wynosić 1,1 biliona euro; dodatkowo państwa członkowskie powinny mieć do dyspozycji 750 mld euro w grantach i pożyczkach w ramach instrumentu ożywienia gospodarczego - wynika z propozycji przedstawionych w środę przez KE.
Projekt proponuje kilka nowych źródeł finansowania wydatków UE, w tym zasoby oparte na systemie handlu pozwoleniami na emisję gazów cieplarnianych ETS, podatku cyfrowym, podatku od dużych firm, a także węglowej opłacie granicznej.
Z Brukseli Łukasz Osiński (PAP) | 2 |
- Wiosenny deficyt wody jest praktycznie pewny - tak ocenia obecną sytuację hydrologiczną dr Mariusz Głowacki z Katedry Ochrony Powierzchni Ziemi Uniwersytetu Opolskiego.
Hydrologiczne obserwacje są prowadzone od listopada do listopada, więc na razie trudno o szczegółowe dane. Faktem jest jednak mała ilość opadów i wysoka, jak na zimę, temperatura - to skutkuje parowaniem wody, zamiast jej wsiąkaniem w ziemię.- Woda nie jest zatrzymywana w postaci śniegu, którego ilość spadła w skali mikro. Ona nie wsiąka, nie przemieszcza się, tylko odparowuje lub sublimuje. Był przecież moment minimalnego opadu śniegu, ale on zniknął w momencie - nie topniał, tylko uciekł do powietrza.Z kolei woda znajdująca się pod ziemią będzie obniżać się i przemieszczać do rzeki, czy strumienia.- Rodzaj gruntu przesądza, z jakiej głębokości roślina da radę sięgnąć po wodę - dodaje dr Głowacki.- Przy lekkich gruntach piaszczystych woda łatwo przechodzi od góry, a podnosi się bardzo słabo - od kilkunastu do kilkudziesięciu centymetrów. Na gruntach, gdzie woda wchłania się powoli, ona może być podnoszona przez rośliny z większych głębokości - nawet do 8 metrów.Zdaniem dr. Głowackiego, nadzwyczaj trudno przewidzieć pogodę oraz ilość wody opadowej w lutym. | Piękny gest Quebonafide. Chłopak Natalii Szroeder rozpoczął współpracę z portalem aukcyjnym Allegro. W sieci pojawił się specjalny film z tej okazji.
Piękny gest Quebonafide. Raper nawiązał współpracę z Allegro, o czym poinformował na specjalnym filmie opublikowanym w internecie.
Czujni fani spostrzegli jednak coś ciekawego. Otóż muzyk miał otrzymać za nagranie honorarium w wysokości miliona złotych. Zdecydował jednak, że przekaże tę sumę na rzecz potrzebujących.
– Za udział w tym filmie dostanę od Allegro milion złotych. Całość pieniędzy pójdzie na cele charytatywne – taki przekaz ukryty w nagraniu odczytali fani.
To niepierwszy raz, kiedy Quebonafide angażuje się w akcję charytatywną. W lutym dochód ze sprzedaży swoich ubrań przeznaczył bowiem na zagraniczne wakacje dla podopiecznych Placówki Wsparcia Dziennego w Ciechanowie. | 1 |
Liczba wyświetleń: 1037
W stylu amerykańskich demokratów najczęściej wykorzystanym motywem zamieszek jest brutalność policji wobec kolorowej ludności, czyli Afroamerykanów. W sobotnich serwisach informacyjnych dominowało doniesienie o zamieszkach jakie objęły Stany Zjednoczone po interwencji policji, w wyniku której zmarł człowiek.
Zamieszczony w internecie film pokazuje leżącego na ziemi skutego kajdankami człowieka (George Floyd) powtarzającego rozpaczliwie słowa „duszę się, duszę się”. Obezwładniający go policjant kolanem uciska szyję leżącego. W pobliżu są świadkowie, filmujący, inni oficerowie i choć scena trwa kilka minut, nikt nie powstrzymuje policjanta by zapobiec nieszczęściu. Zdaniem emerytowanego policjanta utrwalane latami nadużycia władzy skutkują taką właśnie postawą.
Rozmiary kryzysu gospodarczego i wprowadzonych restrykcji sanitarnych dają wystarczająco wybuchową mieszankę, w której pozornie odosobnione zdarzenie podchwycone medialnie może przeistoczyć najlepiej zorganizowane państwo z najbardziej pewnymi siebie obywatelami w pochodnię, jeśli taka jest intencja polityków. Dla nich wojna domowa jest najlepszą redukcją problemów. Media nadały bieg wydarzeniu opisując je jako rasistowskie, co skierowało oburzenie przeciwko policji i białym mieszkańcom państwa tygla.
Mieszkańcy największych ośrodków jak Los Angeles, Denver, Phoenix, Minneapolis, Baltimore ogarnięci wściekłością demolują, podpalają i plądrują centra miast od wschodniego po zachodnie wybrzeże. Obserwowane pół roku wcześniej zachowania protestujących w Hong Kongu powielane są dziś w Ameryce. Niszczone jest mienie, atakowani są policjanci, a wszystko pod hasłem wolności i sprawiedliwości.
Póki zamieszki ogarniały Hong Kong, rząd amerykański odnosił się do ich uczestników jako wojowników o wolność i demokrację, ale podobne zdarzenia na rodzimym gruncie, to już tylko bandy zbirów i podpalaczy, co zakomunikował tweetem Biały Dom. O ile chińskie władze ograniczyły się do interwencji policji, to Biały Dom zapowiada, że do stłumienia zamieszek mogą okazać się nieodzowne jednostki wojska. Odrobina wyobraźni wystarczy, by świat skomentował uliczne zamieszki w amerykańskich miastach pacyfikowane przez wojsko, albo przyjął jako wzorzec.
Podczas akcji policji dodatkowym akcentem skali nadużycia kompetencji władzy jest scenka aresztowania reportera CNN bez jakichkolwiek wyjaśnień mimo, że jedynie rejestrował zdarzenie. Co przesądza, że jeden protest zasługuje na miano patriotycznego, zaś inny jest uliczną burdą? Jaką wagę ma głos obywatelski w porównaniu z gniewem obywatelskim. Politycy, bo to oni podejmują decyzje i wydają rozkazy w przeświadczeniu, że nie ponoszą odpowiedzialności relatywizują oceny podporządkowując je własnym celom. Efekt jest taki, że młody człowiek nie żyje, policjant został aresztowany pod zarzutem morderstwa.
Media mają o czym pisać, a wściekłość popycha jednych do odwetu i porachunków, gdy inni wystraszeni czekają końca.
Opracowanie: Jola
Na podstawie: YouTube.com | W Minneapolis z rąk białego policjanta zginął czarnoskóry George Floyd. Trwają burzliwe zamieszki, szerzące się na cały kraj. Afroamerykanie mówią o linczu.
To never-ending story, historia, która zdarza się w USA co jakiś czas. To właśnie stanowi najważniejszy problem: dlaczego coś, co tak bardzo nie przynosi chluby Ameryce, uporczywie powraca? W Minneapolis w stanie Minnesota z rąk białego policjanta zginął podczas aresztowania 45-letni czarnoskóry George Floyd. Od wtorku w mieście trwają burzliwe zamieszki, szerzące się na cały kraj. Afroamerykanie mówią o linczu.
Stan wyjątkowy w Minneapolis
Policję wezwano w poniedziałek wieczorem, kiedy w miejscowej jadłodajni doszło do kłótni przy płaceniu rachunku. Floyd został aresztowany jako podejrzany o legitymowanie się, według niepotwierdzonych doniesień, fałszywym czekiem lub dowodem tożsamości. Funkcjonariusze powalili go na ziemię, jeden z nich uklęknął na jego szyi. Mężczyzna zaczął się dusić, błagał o litość, ale bez skutku – policjant nadal go przygniatał. Po kilku minutach Floyd nie żył. Policja twierdzi, że stawiał opór, ale przeczy temu nagranie wideo opublikowane przez telewizję CBS News.
Funkcjonariusze aresztujący Floyda, w tym Derek Chauvin, który udusił go kolanem, zostali zwolnieni, a władze przeprosiły rodzinę ofiary. W Minneapolis zaczęły się jednak pokojowe protesty. Po paru dniach wybuchły rozruchy – zaatakowano posterunek policji, plądrowane są sklepy, płoną samochody. Podpalono m.in. stawiany właśnie dom z tanimi mieszkaniami. Zginął jeden z czarnych uczestników zamieszek, zastrzelony przez właściciela napadniętego sklepu. Rozruchy przeniosły się do sąsiedniego, bliźniaczego miasta St. Paul. Burmistrz Minneapolis wprowadził stan wyjątkowy i wezwał na pomoc stanową gwardię narodową. Odezwał się Donald Trump, określając demonstrantów „zbirami” i grożąc użyciem broni. „Tam, gdzie jest plądrowanie, tam jest strzelanie” – zatweetował.
Czytaj też: Richard Spencer, nowa twarz rasizmu
Policjanci brutalni i bezkarni
Protesty rozgorzały w innych miastach – Los Angeles, Nowym Jorku, Denver, Columbus w stanie Ohio. Afroamerykanie wszędzie mają podobne tragiczne doświadczenia. Przypomina się zabójstwo Michaela Browna w Ferguson w stanie Missouri w 2014 r., Freddie′go Greya w Baltimore w 2015, Keitha Lamonta Scotta w Charlotte rok później. I wielu innych, nieuzbrojonych albo zupełnie niewinnych Afroamerykanów, zabitych tylko dlatego, że białym funkcjonariuszom wydawali się groźni, podejrzani o rozmaite wyimaginowane przestępstwa. Scenariusz się powtarzał – po zabójstwie pokojowe demonstracje, potem uliczne burdy z atakowaniem lokali publicznych, podpalaniem samochodów i plądrowaniem sklepów. Czarni niszczą mienie we własnych dzielnicach. Ich destrukcyjne działania dają pretekst władzom do tłumienia protestów.
Afroamerykanie są zdesperowani, bo w sprawie brutalności policji od lat nic się nie zmienia – mimo oczywistych dowodów, że funkcjonariusze nadużywają siły bez uzasadnienia. Remedium na to miały być m.in. kamery wideo na radiowozach. Była taka również fatalnego dnia w Minneapolis, zamontowana na samochodzie patrolu, który aresztował George′a Floyda. Ale policjanci albo o tym zapominają, albo – co bardziej prawdopodobne – wcale się tym nie przejmują. Czują się bowiem bezkarni. Jak pokazują poprzednie tragiczne incydenty, grozi im najczęściej tylko utrata pracy. Rzadko zdarza się odpowiedzialność karna. Amerykański system sprawiedliwości chroni, niestety, brutalnych policjantów – najpewniej w przekonaniu, że jeśli będzie się ich surowo karać za nadużywanie siły albo używanie broni, staną się zbyt pasywni wobec podejrzanych o naruszanie prawa. A na ulicach zacznie się szerzyć anarchia.
Czytaj też: Reżyser Spike Lee o rasizmie w USA
Największy problem: rasizm
Rzecz w tym, że ogromna część Amerykanów – jaka dokładnie, trudno to ustalić – postrzega swoich czarnoskórych rodaków jako potencjalnych przestępców, bardziej niż biali skłonnych do użycia przemocy. Wygląda na to, że przekonanie to podziela większość policjantów. Uprzedzenia są wciąż żywe. Podsyca je społeczny podział Ameryki, wtórna segregacja terytorialna: większość Afroamerykanów mieszka w osobnych dzielnicach, z reguły biedniejszych i obciążonych bagażem patologii społecznych. Przyczyny tej sytuacji są ekonomiczne, ale dyskryminacja rasowa – ukryta, bo jawna jest zabroniona – przyczynia się do utrwalania tego podziału, dodatkowo hamując awans etniczno-rasowych gett.
W 1835 r. Alexis de Tocqueville pisał w „Demokracji w Ameryce”, że Stany Zjednoczone czeka wielka przyszłość, będą najpotężniejszym obok Rosji krajem na świecie. Ale ostrzegł, że jego największym problemem pozostaje rasizm. Po 185 latach – jak powiedział po zabójstwie w Minneapolis wnikliwy komentator społeczny wydarzeń w USA David Brooks – słowa te nie straciły wcale aktualności.
Czytaj też: Niespełnione marzenie Martina Luthera Kinga | 3 |
Trzynasta emerytura dla wielu osób jest zbawienna. Jednak jest jeden szczegół, na który warto uważać, ponieważ może wpłynąć na nieprzyznanie świadczenia. To może dotyczyć tysięcy emerytów.
Emerytura to upragniony czas dla wielu osób. Po latach ciężkiej pracy każdemu należy się zasłużony odpoczynek. Nie da się ukryć, że istotny w tym okresie jest również aspekt finansowy. Wielu seniorów ucieszyła się na wieść, że trzynasta emerytura stała się faktem. Jednak jest jedna rzecz, przez którą świadczenie może przejść koło nosa.
Trzynasta emerytura pod znakiem zapytania
Nie da się ukryć, że dla wielu osób trzynasta emerytura była prawdziwym zbawieniem. Niestety często się zdarza, że podstawa świadczenia emerytalnego nie jest zbyt wysoka, a jakoś trzeba żyć. Niezwykle przydatny jest wtedy każdy dodatek. "Trzynastka" z pewnością przyczyniła się do poprawienia sytuacji seniorów.
Niestety istnieje możliwość, w której trzynasta emerytura zostanie znacząco pomniejszona lub całkowicie anulowana. Warto o tym wiedzieć, żeby zaoszczędzić sobie ewentualnego rozczarowania.
DALSZA CZEŚĆ TEKSTU POD GALERIĄ
Jak się zabezpieczyć przed utratą świadczenia?
Nierzadko się zdarza, że osoby na emeryturach mimo wszystko chcą dorobić, ponieważ sama emerytura jest niewystarczająca. Po latach ciężkiej pracy seniorzy ponoszą dodatkowy trud w celu zapewnienia sobie godnego życia, które przy zbyt małych funduszach może zostać skutecznie zachwiane.
W przypadku przejścia na wcześniejszą emeryturę lub rentę "trzynastka" może stanąć pod znakiem zapytania. Powodem może być dodatkowy dochód. ZUS ustanowił limity przychodów poza świadczeniem. Wynika z nich, że przy ich przekroczeniu zakład może zawiesić wypłatę emerytury i nie przyznać "trzynastki".
Dzisiaj grzeje: 1. Para w ogóle nie krępowała się w samolocie. "Czy ona nie ma spodni?"
2. 5-latek złapał za rękę 2-letnią siostrę i wyskoczył przez okno. Porażający powód, dramatyczne sceny wstrząsnęły mieszkańcami
Zgodnie z informacjami wskazanymi przez ZUS w przypadku osób na wcześniejszych emeryturach, jeśli dodatkowy przychód wyniesie 3639 zł brutto, trzynasta emerytura zostanie pomniejszona. Zawieszenie "trzynastki" nastąpi przy przekroczeniu dodatkowego wpływu w kwocie 6758,20 zł brutto. W przypadku osób, które otrzymują świadczenie przedemerytalne przekroczenie kwoty 3442,80 zł brutto będzie wiązało się z z jego zawieszeniem i brakiem wypłaty "trzynastki".
Najlepsze newsy dnia:
Źródło: MoneyPL
Nie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj pikio.pl na:
Google News | Rodzice już wiedzą, że dziewczynka nie wróci do domu. Policja zakończyła poszukiwania 6-latki i potwierdziła śmierć dziecka.
Dziewczynka zaginęła w poniedziałkowe popołudnie. Do niedawna jeszcze rodzice mieli nadzieję na odnalezienie dziecka. Niestety, policja przekazała im smutne informacje.
Cała Południowa Karolina wspierała rodzinę, która w poniedziałek poinformowała o tym, że ich mała dziewczynka zaginęła. Po tym, jak zniknęła Faye Swietlik, policja oraz rodzina zaczęły poszukiwania dziecka. Niestety potwierdził się najczarniejszy scenariusz. Policja potwierdziła, ze 6-latka nie żyje.
Dziewczynka znaleziona niedaleko miejsca zamieszkania
Dziewczynka jak co dzień bawiła się przed swoim domem po południu. O 17:00 rodzice zawiadomili policję o zaginięciu dziecka. Wcześniej przez godzinę jeździli samochodem po okolicy i szukali 6-latki. Służby zaczęły poszukiwania jeszcze tego samego dnia. Niestety akcja policji skończyła się w przeciągu doby - ciało dziewczynki zostało znalezione niedaleko jej miejsca zamieszkania.
Po ogłoszeniu, że dziewczynka nie żyje, policja potwierdziła, że w jej śmierć zaangażowane były osoby trzecie. Informacja ta wywołała duży niepokój wśród lokalnej społeczności. Mieszkańcy byli zaniepokojeni tym, że do zbrodni doszło w biały dzień, w okolicy, która do tej pory uchodziła za bardzo bezpieczną. Przedstawiciele władz nie odpowiedzieli jednak na żadne pytania, ale widać było, że ich również ta sprawa bardzo poruszyła.
DALSZA CZĘŚĆ TEKSTU POD GALERIĄ
Tego samego dnia, którego zaginęła dziewczynka, służby znalazły zwłoki dorosłego mężczyzny. Policjanci nie udzielą jednak żadnych informacji, dopóki nie ustalą, czy obie sprawy są ze sobą związane. Wydział bezpieczeństwa Południowej Karoliny zobowiązał się do informowania mieszkańców na bieżąco.
Dzisiaj grzeje; 1. Tragiczna wiadomość, nie żyje wspaniały Polak. Uratował dziesiątki istnień, GOPR w żałobie
2. Polacy trzymali kciuki, niestety choroba okazała się silniejsza. Media obiegła właśnie wiadomość o bolesnej śmierci Karoliny
3. Na wakacjach schudła -17kg! Odchudziła ją TA roślina… Sprawdź
Ujawniono również, że śmierć, którą poniosła dziewczynka, może mieć związek z kierowcą srebrnego sedana. Mężczyzna był widziany w okolicy, kiedy zniknęła dziewczynka.
Najlepsze newsy dnia:
źródło: Parenting.pl
Nie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj pikio.pl na:
Google News | 1 |
O śmierci Ryszarda Stachowicza poinformowała jego rodzina. - Człowiek szlachetny, uczciwy i przestrzegający zasad etycznego prowadzenia biznesu. Odszedł wizjoner, który do końca swych dni projektował i wdrażał nowe produkty, a przez całe życie zapisywał karty historii polskiego kreślarstwa i piśmiennictwa.
Ryszard Stachowicz urodził się w 1941 roku. Firmę Rystor założył w 1968 roku w Bydgoszczy. Jako pierwsza i jedyna w Polsce zaczęła produkować pisaki kreślarskie, dzięki czemu osiągnęła znaczącą pozycję na rynku oraz zbudowała swoją markę.
Rystor ma siedzibę w Osielsku - to obecnie jeden z największych w Polsce producentów branży piśmiennej. Współpracuje z największymi sieciami hurtowymi, a także z większością hipermarketów. | - To już druga taka wystawa międzynarodowa w Bydgoszczy, ale licząc wszystkie - prawdopodobnie około setna - tłumaczy Małgorzata Lorenc ze Związku Kynologicznego w Polsce (oddział w Bydgoszczy). - Zgromadziła rekordową liczbę psów. Jeśli chodzi o rasy, to jest ich 328 na ogólną liczbę ponad 400, więc bardzo duży odsetek - komentuje.
Wystawa jak zwykle cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem zarówno odwiedzających, jak i wystawców. To jedyne tak duże wydarzenie w skali Bydgoszczy. - Na międzynarodowej wystawie mamy prawie 3,2 tys. psów, ale oprócz tego odbywają się wystawy towarzyszące. Na wystawie psów ozdobnych i do towarzystwa jest prawie 450 zwierzaków, jutro odbędzie się pokaz spanieli i psów dowodnych, jak również wschodzącej rasy polskiej - polskiego spaniela myśliwskiego. Jest ich u nas 36, co może nie wydawać się imponującym wynikiem, ale jak na tę rasę to duża liczba - mówi Lorenc. | 1 |
Reklama
Od ogłoszenia poprzedniego raportu dzień wcześniej do szpitali przyjęto 392 pacjentów, a 477 osób mogło zostać wypisanych. W sumie w Belgii hospitalizowanych z powodu Covid-19 jest 5353 osób - o 282 mniej niż w sobotę. Całkowita liczba potwierdzonych przypadków wynosi 29 647.
Reklama
1223 pacjentów jest obecnie na oddziale intensywnej terapii - o 39 mniej niż w sobotę.
"Le Soir" wskazuje, że liczba hospitalizacji i osób leczonych na intensywnej terapii stabilizuje się i prawdopodobnie szczyt epidemii został osiągnięty. Wskazuje jednak, że liczba zgonów nadal rośnie bardzo szybko. W ciągu ostatnich 24 godzin zgłoszono 268 dodatkowych zgonów, w efekcie czego łączna liczba ofiar śmiertelnych wzrosła do ponad 3600.
Cytowany przez publicznego nadawcę wirusolog Steven Van Gucht uważa, że Belgia mogła przejść już przez szczyt zakażeń. "Możliwe, że minęliśmy szczyt epidemii, ale wskaźniki śmiertelności są nadal wysokie. Trzeba też rozróżniać szpitale i domy opieki. W szpitalach wskaźniki śmiertelności utrzymują się na stałym poziomie od dwóch tygodni. W domach opieki obserwujemy stały wzrost od początku kwietnia" - powiedział w sobotę. | Drogi Użytkowniku!
W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych możemy przetwarzać Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane dodatkowo jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).
Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.
Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).
Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.
Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do odwołania zgody oraz prawo sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl. Wycofanie zgody nie wpływa na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego przed jej wycofaniem.
W dowolnym czasie możesz określić warunki przechowywania i dostępu do plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej.
Jeśli zgadzasz się na wykorzystanie technologii plików cookies wystarczy kliknąć poniższy przycisk „Przejdź do serwisu”.
Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o. | 3 |
Azyl dla zwierząt był marzeniem 16-latka. Kiedy w końcu udało mu się je spełnić, nieznany sprawca włamał się i pozbawił zwierzaki życia w bestialski sposób.
Azyl dla zwierząt w Miastku w województwie pomorskim został zaatakowany przez nieznanego sprawcę, który w bestialski sposób pozbawił wszystkie zwierzaki życia. Ośrodek otworzył 16-letni Nikodem. Trudno uwierzyć w to, co spotkało jego małych podopiecznych.
Azyl dla zwierząt w Miastku został zniszczony. Ktoś brutalnie zabił zwierzęta
Azyl był spełnieniem jego marzeń, Nikodem otworzył go w szopie, którą podarowali mu na ten cel sąsiedzi. Nastolatek uczy się na fryzjera, a wszystkie swoje oszczędności, które odkładał z praktyk, zainwestował w schronisko. Była tam m.in. zagroda dla owieczki, gołębnik oraz klatki dla królików. Niestety, nieznany sprawca włamał się do azylu i pozbawił życia małych podopiecznych 16-latka.
- Świnkę morską przebito śrubokrętem, a szpak ze skręconym karkiem powieszony na gwoździu pod sufitem. Szopka, która była dla nich schronieniem, została całkowicie zdemolowana - przekazał portal WP.
DALSZA CZĘŚĆ TEKSTU POD GALERIĄ
Azyl był dla nastolatka spełnieniem marzenia. Chłopak jest załamany
Zabitych zostało 6 królików, świnka morska oraz szpak. Podopieczni Nikodema pochodzili z miejsc, w których właściciele chcieli się ich pozbyć. Nastolatek bezinteresownie przygarniał niechciane zwierzęta i dawał im bezpieczne schronienie. Jest załamany tym, co go spotkało.
Dzisiaj grzeje: 1. Widzieliśmy na własne oczy. Grób Królikowskiego po 4 miesiącach od śmierci jest w porażającym stanie
2. Nie żyje 22-latek. Nie pomógł nawet szybki transport śmigłowcem do szpitala
Wstrząsającą sprawą zajmuje się lokalna policja w Miastku. W internecie powstała również inicjatywa zbiórki funduszy na odbudowę azylu. Pieniądze mają zostać przeznaczone na zakup profesjonalnej zagrody dla zwierząt oraz monitoring obiektu, który miałby zapewnić bezpieczeństwo małym podopiecznym 16-letniego Nikodema.
Najlepsze newsy dnia:
Źródło: WP
Nie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj pikio.pl na:
Google News | Nikodem - jak czytamy na portalu ratujemyzwierzaki.pl - wszystkie swoje pieniądze z praktyk fryzjerskich przeznaczał na budowę małego azylu dla zwierząt w Miastku. Od sąsiadów dostał szopę, zbudował więc w niej zagrodę dla owieczki, gołębnik czy klatki dla królików. Zwierzęta dostał od ludzi, którzy mieć ich już nie chcieli. Niestety, ktoś włamał się do jego azylu i w bestialski sposób zabił wszystkie zwierzęta - świnkę morską przebito śrubokrętem, a szpakowi skręcono głowę. Samą szopkę zaśzdemolowano
Reklama
Dlatego też postanowiono założyć internetową zbiórkę, by zbudować porządny azyl, z odpowiednimi budkami, zagrodami, oświetleniem i porządnym monitoringiem. Choć cała suma została już zebrana, to ludzie dalej wpłacają pieniądze - obecny stan zbiórki to już ponad 29 tysięcy złotych. | 4 |
W ubiegłym tygodniu szerokim echem odbiła się w mediach sprawa znieważenia obywatela Ukrainy pracującego jako kelner w zielonogórskiej restauracji Winiarnia Bachus, w centrum Zielonej Góry. W mediach społecznościowych pojawił się również film, na którym widać pistolet, a w tle słychać głos mężczyzny, który grozi zarówno kelnerowi jak i całej obsłudze restauracji.
Mężczyznę zatrzymano w Gdańsku
- Zielonogórscy policjanci natychmiast po otrzymaniu informacji o incydencie przystąpili do działania. Dzięki szybkiej pracy dochodzeniowej i operacyjnej policjanci ustalili w piątek rano, że mężczyzna przebywa w Gdańsku. Na jego koncie w mediach społecznościowych pojawił się kolejny film z pistoletem nakręcony w jednej z gdańskich kawiarni. Tam mężczyzna został zatrzymany. Spędził noc w policyjnym areszcie i w sobotę policyjny konwój przewiózł go do KMP w Zielonej Górze – informuje podinsp. Małgorzata Barska z zespołu prasowego Komendy Miejskiej Policji w Zielonej Górze. | Do znieważenia obywatela Ukrainy doszło w ub. tygodniu. Po przyjęciu zgłoszenia, policjanci szybko ustalili miejsce pobytu agresywnego klienta restauracji. Został namierzony w Gdańsku i zatrzymany przez tamtejszych policjantów.
Reklama
Po przewiezieniu do Zielonej Góry, w sobotę usłyszał w prokuraturze zarzut z art. 257 Kodeksu karnego. Nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień – powiedziała Barska.
Dodała, że po przesłuchaniu został objęty dozorem policji i ma zakaz zbliżania i kontaktowania się z pokrzywdzonym obywatelem Ukrainy.
53-latek jest mieszkańcem Warszawy, który od pewnego czasu przebywa w Zielonej Górze. Zgodnie z przedstawionym zarzutem mężczyźnie grozi do trzech lat więzienia. | 4 |
Szefowie dyplomacji państw G7 wezwali we wspólnym komunikacie Chiny, by wycofały się z narzucenia kontrowersyjnego prawa o bezpieczeństwie narodowym w Hongkongu. Według nich prawo to zagraża autonomii pozwalającej na rozwój tego terytorium.
Strategia salami Dżammu i Kaszmir to ponury górzysty region w Azji, do którego prawa roszczą sobie aż trzy państwa dysponujące bronią jądrową. Regularnie staje się... zobacz więcej
Ministrowie spraw zagranicznych grupy skupiającej siedem spośród najlepiej rozwiniętych krajów świata: USA, Kanady, Japonii, Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch i Niemiec wyrazili „wielkie zaniepokojenie” tą kwestią.
„Prawo to zagraża systemowi, który umożliwił Hongkongowi rozkwit i który był kluczem do jego sukcesu przez tyle lat. Jesteśmy również bardzo zaniepokojeni ewentualnością, że ograniczy ono podstawowe prawa i wolności całej tamtejszej ludności” podkreślili w oświadczeniu.
Chiński parlament zatwierdził niedawno decyzję o narzuceniu Hongkongowi przepisów dotyczących zwalczania działalności wywrotowej, separatystycznej, terrorystycznej i zagranicznych ingerencji. Decyzja ta przewiduje również po raz pierwszy możliwość działania w Hongkongu agencji bezpieczeństwa państwowego ChRL.
Społeczność międzynarodowa zaangażowała się w naciski na Pekin w sprawie nowego prawa – Waszyngton zaczął stopniowo kwestionować preferencyjny status przyznany dawnej kolonii brytyjskiej, a Londyn ogłosił, że chce ułatwić mieszkańcom Hongkongu otrzymanie obywatelstwa brytyjskiego.
#wieszwiecej Polub nas
źródło: pap
Szef dyplomacji amerykańskiej Mike Pompeo, którego kraj przewodniczy w tym roku G7, spotyka się w środę na Hawajach z wysokim dygnitarzem Komunistycznej Partii Chin (KPCh) ds. polityki zagranicznej Yangiem Jiechi w sprawie napięć między Pekinem a Waszyngtonem. | Chiny zastrzegają sobie prawo do odwetu, jeśli Wielka Brytania zaoferuje posiadaczom brytyjskich paszportów zamorskich w Hongkongu drogę do pełnego obywatelstwa. Oświadczenie rzecznika chińskiego MSZ Zhao Lijian jest reakcją na zapowiedzi płynące z Londynu.
Protesty w Hong Kongu / JEROME FAVRE / PAP/EPA
Zhao odrzucił krytykę Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Kanady i Australii w sprawie planów narzucenia Hongkongowi prawa o bezpieczeństwie narodowym. Prawo to ma zabronić między innymi podważania władzy komunistycznego rządu w Pekinie.
Chiny sprzeciwiają się ingerencjom w ich wewnętrzne sprawy i przekazały czterem krajom stanowczy protest - powiedział rzecznik na briefingu prasowym w odpowiedzi na wspólne oświadczenie szefów brytyjskiej, amerykańskiej, kanadyjskiej i australijskiej dyplomacji.
W oświadczeniu ministrowie wyrazili "głębokie zaniepokojenie decyzją Pekinu" i ocenili, że nowe przepisy "ograniczą wolności mieszkańców Hongkongu, a tym samym dramatycznie podważą autonomię Hongkongu i system, dzięki któremu jest on tak zamożny".
Narzucenie Hongkongowi tego prawa naruszy międzynarodowe zobowiązania Chin wynikające z chińsko-brytyjskiej deklaracji w sprawie zarządzania tym terytorium po jego przekazaniu ChRL - napisali, podkreślając, że zawarta w 1984 roku umowa jest prawnie wiążąca i zarejestrowana w ONZ.
Szef brytyjskiego MSZ Dominic Raab ogłosił, że jeśli Pekin nie wycofa się z tego planu, to Londyn zmieni status około 300 tys. posiadaczy brytyjskich paszportów zamorskich (BNO) w Hongkongu. Uzyskaliby oni prawo do dłuższych pobytów w Wielkiej Brytanii, co "otwiera drogę do obywatelstwa w przyszłości" - powiedział minister, cytowany przez BBC.
Chiński parlament zatwierdził w czwartek decyzję, zgodnie z którą prawo o bezpieczeństwie narodowym ma zostać opracowane w Pekinie i nadane Hongkongowi z pominięciem lokalnych organów ustawodawczych. Według hongkońskiej opozycji i wielu zagranicznych komentatorów jest to wyraźne naruszenie zasady "jednego kraju, dwóch systemów", która przewiduje szeroką autonomię tego regionu. | 3 |
Czy wiesz, że korzystasz z adblocka?
Reklamy nie są takie złe
To dzięki nim możemy udostępniać
Ci nasze treści. | W nawiązaniu do raportu bieżącego ESPI nr 9/2020 z dnia 11 lutego 2020 roku, Zarząd No Gravity Games S.A. z siedzibą w Warszawie („Emitent”) informuje, że w dniu 13 lutego 2020 roku zakończona została kampania crowdfundingowa spółki zależnej Emitenta, tj. No Gravity Development sp. z o.o., prowadzona na portalu FindFunds.pl.
W wyniku kampanii No Gravity Development pozyskała 300.000 zł, co oznacza dwukrotne przekroczenie minimalnego celu kampanii i jednocześnie osiągniecie maksymalnego celu kampanii. Powyższa kwota została pozyskana w zamian za udziały reprezentujące 5,69 proc. kapitału zakładowego No Gravity Development.
No Gravity Development jest studiem deweloperskim i porting housem. Działalność spółki polega na tworzeniu i portowaniu gier na konsole Nintendo Switch, Xbox One i PS4. Środki pozyskane w wyniku kampanii crowdfundingowej zostaną przeznaczone na produkcję kolejnych gier oraz pokrycie kosztów wprowadzenia No Gravity Development na rynek NewConnect.
Emitent zwraca uwagę, że wycena pre-money No Gravity Development, ustalona na potrzeby kampanii crowdfundingowej, wynosiła 4.975.200 zł. Sukces kampanii oznacza jednocześnie potwierdzenie prawidłowości tej wyceny, co oznacza że w najbliższej przyszłości może powstać podstawa do dokonania istotnego przeszacowania (podwyższenia) wartości udziałów No Gravity Development w księgach Emitenta. Wynika to z faktu, że w chwili obecnej w księgach Emitenta wartość udziałów No Gravity Development, posiadanych przez Emitenta, reprezentujących - już po uwzględnieniu nowych udziałów, wyemitowanych dla uczestników kampanii crowdfundingowej - 67,50 proc. kapitału zakładowego No Gravity Development, wynosi jedynie ok. 80 tys. zł.
Szczegółowe informacje o kampanii i spółce No Gravity Development można znaleźć pod adresem https://findfunds.pl/kampania/?id=91 i http://www.nogravitydevs.com/.
Emitent informuje, że przystąpił już do działań mających na celu wprowadzenie No Gravity Development do obrotu na rynku NewConnect. | 1 |
Wyłącz AdBlocka/uBlocka
Aby czytać nasze artykuły wyłącz AdBlocka/uBlocka lub dodaj wyjątek dla naszej domeny.
Spokojnie, dodanie wyjątku nie wyłączy blokowania reklam. | Wyłącz AdBlocka/uBlocka
Aby czytać nasze artykuły wyłącz AdBlocka/uBlocka lub dodaj wyjątek dla naszej domeny.
Spokojnie, dodanie wyjątku nie wyłączy blokowania reklam. | 2 |
Marsz CD Projektu na fotel lidera Giełdy Papierów Wartościowych zakończony. W czasach pandemii koronawirusa i związanych z tym konsekwencji dla światowych rynków producent gier traci mniej, niż inne czołowe spółki. Coś, co wydawało się nieuniknione, w końcu stało się faktem. Warszawskie studio wyprzedziło PKO BP i PZU.
Jeszcze niedawno, tuż przed rozpoczęciem wielkich spadków po dotarciu koronawirusa do Europy, informowaliśmy o tym, że CD Projekt stał się trzecią siłą warszawskiej giełdy. Wczorajsze zamknięcie będzie jednak dla firmy historyczne. Po raz pierwszy szefowie CD Projektu kładli się spać w nowej rzeczywistości.
Kapitalizacja firmy wyniosła 27,6 mld złotych, czyli o 400 mln więcej niż drugie PKO BP, które obecnie wyceniane jest na 27,2 mld. Na trzecim miejscu jest PZU, które warte jest 25,9 mld. Dalej plasuje się PKN Orlen (25,7 mld zł) i PGNiG, które traci do pierwszej czwórki. Firma kierowana przez Jerzego Kwiecińskiego warta jest obecnie 18,9 mld zł.
Warto pamiętać, że gdyby nie kryzys to CD Projekt dalej znajdowałby się na fali wzrostowej. Inwestorzy wiedzą, że przed firmą ważna premiera gry Cyberpunk 2077, które jest mocno wyczekiwana nie tylko przez graczy, ale także przez inwestorów.
Czytaj też:
Giełda Papierów Wartościowych włącza się do walki z koronawirusem. 1 mln zł dla stacji sanitarnych | Akcje CD Projekt znów podrożały. Za jedną w momencie zamknięcia dzisiejszych notowań, trzeba było zapłacić 330,8 zł (wzrost o 0,55 proc.). Tym samym spółka produkująca gry zrobiła to, na co od dłuższego czasu czekano - weszła na podium Giełdy Papierów Wartościowych.
Lepiej niż Orlen, o krok od PZU
Kapitalizacja CD Projektu wyniosła w momencie zamknięcia notowań 31,8 mld zł. W tym momencie firma ustępuje wartością wyłącznie państwowym gigantom, takim jak PKO BP i PZU. Ubezpieczyciel czuje już jednak oddech warszawskiego studia na plecach. Zajmujące drugie miejsce PZU było dziś wyceniane na 34,14 mld zł. Jeśli więc CD Projekt pozostanie na fali wzrostowej, a nic nie zapowiada zmiany, już niedługo może wskoczyć na drugie miejsce. O dogonieniu PKO BP nie ma na razie co marzyć. Kapitalizacja banku to 43,59 mld złotych.
PKN Orlen zamknął dzisiejszy dzień z wartością 31,4 mld zł. Spółka może jednak zyskiwać ze względu na swoje zaangażowanie sponsoring tytularny zespołu Formuły 1 Alfa Romeo Racing Orlen. Wszystko zależy od wyników zespołu w rozpoczynającym się niebawem sezonie 2020.
Czytaj także:
Skarbówka zgodziła się na preferencyjny podatek dla CD Projektu | 3 |
Policja zatrzymała mężczyznę, który w środę zaatakował kierowcę rejsowego busa w Krośnie. 34-latek usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa.
Mężczyzna został zatrzymany w sobotę ok. godz. 22 na terenie jednej z prywatnych posesji w Krośnie. Był kompletnie zaskoczony. Nie spodziewał się, że funkcjonariusze wpadną na jego trop - poinformował aspirant sztabowy Paweł Buczyński - rzecznik krośnieńskiej policji.
Mężczyzna został przesłuchany i usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa. Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Okręgowa w Krośnie. Wystąpiła już z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie 34-latka.
Do ataku doszło na dworcu autobusowym w Krośnie. W środę wieczorem kierowca busa relacji Kraków - Krosno podszedł do mężczyzny, żeby go obudzić na końcowym przystanku. Wtedy otrzymał kilka ciosów nożem. Napastnik uciekł.
Czekałyśmy na busa, gdy to się stało. Ludzie wysiedli i nagle usłyszałyśmy krzyki. Z pojazdu wybiegł wysoki, napakowany mężczyzna w jasnozielonej kurtce, spodniach moro z czarną czapką kaszkietówką i czarnym plecakiem. Miał krótkie, ciemne włosy. Wydał dziwny okrzyk i uciekł - mówił jeden ze świadków cytowany przez portal krosno24.pl
Kierowca busa trafił do szpitala z poważnymi obrażeniami. Wciąż jest pod opieką lekarzy, ale na szczęście jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. | Policjanci zatrzymali 34-latka, który podejrzany jest o atak na kierowcę kursowego busa w Krośnie. Został już przesłuchany i usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa. Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Okręgowa w Krośnie.
W środę, około godz. 19.40, policjanci zostali zaalarmowani o ataku agresywnego mężczyzny na kierowcę kursowego busa. Do zdarzenia doszło na krośnieńskim dworcu autobusowym.
Chwilę po zakończeniu kursu relacji Kraków – Krosno, kierowca zauważył, że we wnętrzu pojazdu znajduje się śpiący pasażer. Podczas próby obudzenia go podróżny nagle zaatakował kierowcę, zadając mu kilka ciosów ostrym narzędziem, po czym uciekł. Poszkodowany doznał poważnych obrażeń i został przetransportowany do szpitala.
Obława w mieście
Na terenie miasta zaczęła się policyjna obława za napastnikiem. Policjanci określili kierunek, w którym sprawca się oddalił i szczegółowo przeczesywali okolicę w jego poszukiwaniu. Mundurowi oraz funkcjonariusze w nieoznakowanych radiowozach sprawdzali osiedlowe zakamarki, mogące stanowić alternatywę ucieczki dla przestępcy. W tym czasie funkcjonariusze operacyjni rozpoczęli przeglądanie zapisu monitoringu miejskiego i typowanie sprawcy.
W akcję zaangażowano policjantów prewencji, wydziału ruchu drogowego, kryminalnego, dochodzeniowo-śledczego oraz z komisariatów. W stan gotowości postawiono również funkcjonariuszy z sąsiednich powiatów. Prowadzone przez całą noc działania nie przyczyniły się jednak do zatrzymania sprawcy.
W czasie gdy na terenie miasta trwała policyjna obława, policjanci służby kryminalnej i dochodzeniowo-śledczej prowadzili intensywne działania ukierunkowane na jak najszybsze ustalenie personaliów przestępcy. Wytypowali kilka osób, które mogą mieć związek z tym zdarzeniem.
Zatrzymanie i zarzut usiłowania zabójstwa
W wyniku intensywnych działań operacyjnych policjanci ustalili, że sprawcą może być 34-letni krośnianin. Mężczyzna został zatrzymany w sobotę około godz. 22, na terenie jednej z prywatnych posesji w Krośnie. Był kompletnie zaskoczony, nie spodziewał się, że funkcjonariusze wpadną na jego trop.
Mężczyzna trafił do policyjnego aresztu. Wczoraj został przesłuchany przez prokuratora i usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa. Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Okręgowa w Krośnie.
Pasażer zaatakował kierowcę na dworcu w Krośnie Google Maps, tvn24.pl
Autor:wini/gp
Źródło: TVN24/podkarpacka policja | 4 |
Ratownicy medyczni z Kalisza (woj. wielkopolskie) nie zdążyli dojechać na czas do szpitala z rodzącą kobietą. Dziecko przyszło na świat w karetce. Zarówno mama jak i dziewczynka czują się dobrze. Doświadczeni ratownicy podkreślają, że był to dla nich "wyjątkowy dyżur".
W poniedziałek 6 stycznia ratownicy medyczni ze szpitala w Kaliszu zostali wezwani do ciężarnej kobiety, która zaczęła rodzić.
Akcja porodowa postępowała tak dynamicznie, że karetka nie zdążyła dojechać do szpitala przed narodzinami dziecka. Poród odbył się w karetce, na parkingu przed remizą Ochotniczej Straży Pożarnej w Borku.
Dziewczynkę na świecie powitał ratownik medyczny w asyście kierowcy ambulansu. Poród przebiegł sprawnie i bez komplikacji. Po wszystkim mama i córka trafiły pod opiekę położnych i lekarzy położników w szpitalu w Kaliszu.
Załoga karetki podkreśla, że był to wyjątkowy dyżur, bo choć obaj ratownicy pracują w zawodzie kilkanaście lat, to poród w ambulansie odbierali po raz pierwszy.
Świeżo upieczona mama nie zdecydowała jeszcze, jak będzie miało na imię dziecko. Ponieważ poród odbył się w święto Trzech Króli, pracownicy szpitala w Kaliszu "ochrzcili" dziewczynkę "małą królewną".
WIDEO - Czaputowicz o spotkaniu Grodzkiego z ambasadorem Rosji: to było przed wystąpieniem Putina Twoja przeglądarka nie wspiera odtwarzacza wideo...
dk/hlk/ polsatnews.pl | Urodziny podczas kwarantanny też można świętować hucznie - przekonało się o tym dwóch mieszkańców Kalisza (woj. wielkopolskie) przebywających w przymusowej izolacji. Policjantki przygotowały dla nich transparent z życzeniami i odśpiewały "sto lat", chcąc choć trochę umilić im ten wyjątkowy dla nich dzień.
Nagranie z akcji "urodziny" zostało opublikowane w mediach społecznościowych. Policjantki włączyły podkład muzyczny i rozwinęły pod oknami jubilatów transparent z życzeniami "dużo zdrowia". Po odśpiewanym "sto lat" na ulicy rozległy się brawa zaskoczonej widowni.
- To byłam ja z koleżanką z zespołu profilaktyki społecznej, podkom. Moniką Rataj - przyznała w rozmowie z polsatnews.pl asp. Anna Jaworska-Wojnicz, oficer prasowa Komndy Powiatowej Policji w Kaliszu.
- To była nasza spontaniczna inicjatywa. Dowiedziałyśmy się, że dwóch panów objętych kwarantanną na terenie Kalisza ma w tym dniu urodziny. Przygotowałyśmy transparent i muzykę, pojechałyśmy złożyć życzenia. To wyszło zupełnie spontanicznie - wyjawiła funkcjonariuszka.
Oficer prasowa przyznała też, że jeden z jubilatów podziękował policjantkom za ich gest za pośrednictwem lokalnego radia.
Nagranie z "akcji" spotkało się z entuzjastycznymi reakcjami internautów.
WIDEO - Kiedy skończy się epidemia koronawirusa? Ważne słowa ministra zdrowia Twoja przeglądarka nie wspiera odtwarzacza wideo...
bia/hlk/ polsatnews.pl | 1 |
Łącznie od początku epidemii zakaziło się w Szwecji ponad 37 tys. osób. Zmarło 4403 pacjentów, a w ciągu ostatniej doby odnotowano siedem kolejnych zgonów.
Reklama
W Szwecji z reguły zgłaszano w poniedziałki mniej zgonów i zakażeń, ponieważ przez weekend później docierały raporty, jednak dzisiejsze liczby wskazują, że nastąpił w kraju spadek infekcji.
Władze Szwecji nie zdecydowały się na wprowadzenie rygorystycznych obostrzeń. Takie przepisy obowiązywały w pozostałych państwach Europy.
Podejście to opiera się głównie na dobrowolnym zachowaniu dystansu społecznego i podstawowej higieny. Było to przez niektórych krytykowane jako niebezpieczny eksperyment, ale także traktowane przez Światową Organizację Zdrowia jako rodzaj reagowania na wybuch epidemii.
Szwecja w ostatnich dniach znalazła się na pierwszym miejscu na świecie, jeśli chodzi o liczbę zgonów w ciągu ostatnich siedmiu dni, spowodowanych koronawirusem w przeliczeniu na milion mieszkańców. Wczoraj w przypadku Szwecji współczynnik ten wynosi 6,25, w drugim kraju, Wielkiej Brytanii - 5,75.
Reklama
W ubiegłym tygodniu dwie największe szwedzkie partie opozycyjne wezwały do powołania w ciągu kilku najbliższych tygodni niezależnej komisji, która zbadałaby reakcję kraju na epidemię. | W tym trudnym okresie nie tylko dzieci mają problem ze znalezieniem sobie zajęcia – również pracownicy urzędów skarbowych. Bo jak inaczej wyjaśnić wezwania, jakie mimo epidemii wciąż wysyłają do podatników?
Rodzice, którzy pracują zdalnie, mając w domu swoje dzieci, wiedzą, że zapewnienie im ciekawych zajęć jest wyzwaniem. Zwłaszcza takich, które pozwoliłyby opiekunom w spokoju pracować. Bo dzieci się nudzą. Nudzą się też, zdaje się, urzędnicy. Wymyślają więc, jakby tu podatnikom życie uprzykrzyć. Czytelnicy informują „Rzeczpospolitą", że otrzymują wezwania z urzędów skarbowych do złożenia dokumentów lub wyjaśnień. Z wezwań tych wynika, że można to zrobić osobiście w konkretne dni w określonych godzinach. Jakby urzędnicy nie zauważali tego, co wokół nas się dzieje. Nie tylko w kraju, ale i za granicą. Poniżej dalsza część artykułu
Pomijam już, że takie wezwanie z urzędu, przesłane listem poleconym, trzeba odebrać. Czyli pójść na pocztę. Często stać w kolejce. Wśród ludzi. Pół biedy, gdy jesteśmy zdrowi i nie objęto nas kwarantanną. Gorzej, gdy po list pójść nie możemy. A przesyłka awizowana i nieodebrana uważana jest za doręczoną ze wszystkimi wynikającymi z tego konsekwencjami. Fiskus uzna więc, że list przeczytaliśmy, ale... zignorowaliśmy. I nie będzie dociekał dlaczego. Wyda decyzję.
Odebranie listu nie stawia nas jednak w dużo lepszej pozycji. Jak bowiem spełnić żądanie fiskusa, który wzywa nas przed swe oblicze? Przecież urzędy są dla podatników zamknięte – na razie do 27 marca. A jeśli żądania nie spełnimy, ryzykujemy karę. I to niemałą.
Rozumiem, że urzędy skarbowe nie mają przygotowanych procedur na tak wyjątkowe sytuacje. Ale jest przecież rozsądek. I zdolność logicznego myślenia. Warto po nie sięgnąć. Do wielu podatników można się przecież dodzwonić. Wysłać e-maila. Albo przesunąć w czasie te rzekomo niecierpiące zwłoki czynności. | 1 |
Kultura
Pożytki z klasyki w czasach pandemii
Dlaczego warto wracać teraz do dzieł Alberta Camusa, Daniela Defoe czy Giovanniego Boccaccia? Dlatego, że przywracają poczucie wspólnoty i dają oparcie, gdy uświadomimy sobie, że z zarazą ludzkość żyje od wieków. | Zdaniem TVP mieszkaniec Milanówka Krzysztof Umiastowski, pogryziony do krwi przez szefową kampanii Andrzeja Dudy, został skazany prawomocnym wyrokiem sądu. To nieprawda.
„Szybko okazało się, że mężczyzna, który zaatakował Turczynowicz-Kieryłło, to jej hejter skazany prawomocnym wyrokiem sądu” – oświadczył reporter w sobotnich „Wiadomościach”. Tyle że Umiastowski nie ma na koncie żadnego wyroku. W poniedziałek 24 lutego uzyskał na to zaświadczenie: „Nie figuruje w kartotece karnej krajowego rejestru karnego”. Na dokumencie widać pieczątkę resortu sprawiedliwości. Reporter „Wiadomości” twierdził, że rewelacje „GW” na temat szefowej sztabu Dudy wyglądają na klasyczny fake news. A chwilę później sam mówił nieprawdę, dyskredytując Umiastowskiego.
W sobotę 22 lutego „Gazeta Wyborcza” ujawniła, że Jolanta Turczynowicz-Kieryłło, adwokatka i szefowa kampanii Andrzeja Dudy, ugryzła w rękę Krzysztofa Umiastowskiego z Milanówka. Do zdarzenia doszło w nocy z 2 na 3 listopada 2018 r., tuż przed drugą turą wyborów samorządowych. Jak zwykle gdy wybucha afera w PiS, TVP spieszy na ratunek .
„Wiadomości” i PiS próbują wykreować rzeczywistość, w której Turczynowicz-Kieryłło stała się ofiarą damskiego boksera, ugryzionego w obronie jej dziecka. Pogryzienie człowieka samo w sobie szokuje, ale istotne w tej sprawie jest i to, że dzisiejsza szefowa sztabu prezydenta w ciszę wyborczą roznosiła ulotki szkalujące kandydata na burmistrza Milanówka. Jako adwokatka powinna wiedzieć, że to zakazana agitacja.
Agitacja Turczynowicz-Kieryłło
Fakty stoją za Krzysztofem Umiastowskim. W noc przedwyborczą zauważył kobietę z dwoma mężczyznami, którzy wkładali broszury do skrzynek pocztowych. Trwała cisza wyborcza, więc zawiadomił straż miejską. Potwierdzeniem jego wersji zdarzeń jest nagranie rozmowy z funkcjonariuszami (tłumaczy im, że widzi osoby, które „roznoszą, agitują propagandę wyborczą, są od burmistrz Kwiatkowskiej”), a także zabezpieczony dysk prywatnego monitoringu ulicy. Kiedy na horyzoncie pojawił się patrol straży miejskiej, Turczynowicz-Kieryłło zaczęła krzyczeć, że została napadnięta, i ugryzła Umiastowskiego do krwi.
Szefowa sztabu Dudy wezwana przed sąd
PiS i Jacek Kurski chyba zdają sobie sprawę, że Turczynowicz-Kieryłło 20 minut przed drugą w nocy nie spacerowała po mieście ot tak. Dlatego próbują zdeprecjonować mieszkańca Milanówka. Prawniczka tłumaczy się niejasno: raz mówi, że nie miała ze sobą ulotek, innym razem – że jedną znalazł na ulicy jej 15-letni syn.
Politycy władzy twierdzą, że sprawa jest wyjaśniona i szybko o niej zapomnimy. Ale szefowa sztabu Dudy na ostatni dzień marca została wezwana przed Sąd Rejonowy w Grodzisku Mazowieckim. Będzie musiała wyjaśnić sprawę ulotek. Zdaniem Umiastowskiego są na nich jej odciski palców. Ciekawe, czy mecenas Turczynowicz-Kieryłło odważy się w szczycie kampanii stanąć przed sądem i wytłumaczyć z ewentualnego łamania ciszy wyborczej, a także opowiedzieć, jaką rolę miała do odegrania w kampanii urzędującej wówczas burmistrz Milanówka.
Daniel Passent: Prezydent marzeń?
Miała podgryzać Kidawę-Błońską
Turczynowicz-Kieryłło jest przewodniczącą Konwent Collegium Humanum Szkoły Głównej Menedżerskiej w Warszawie, czyli organu doradczego rektora Pawła Czarneckiego. O tej uczelni pisaliśmy w „Polityce”, bo wielu ludzi z otoczenia Jacka Sasina zaliczyło w uczelniach, w których rektorem był właśnie Czarnecki, studia MBA (trwają 200 godzin i kosztują 10 tys. zł, 40 tys. zł mniej niż nauka w innych polskich uczelniach). Otworzyło im to drogę do rad nadzorczych w państwowych spółkach. Turczynowicz doradza rektorowi. Jak pisał „Wprost” w 2015 r.: „Czarnecki udowodnił, że w ciągu dziesięciu lat można bez przeszkód zrobić karierę od doktora do profesora”, zdobywając tytuły głównie na słowackich uczelniach, zanim w Polsce uszczelniono tę drogę.
Osoba dobrze zorientowana kulisach kampanijnych PiS mówi, że Turczynowicz-Kieryłło została szefową sztabu, by być przeciwwagą dla dystyngowanej Kidawy-Błońskiej: – Opanowana adwokatka w czerwonym żakiecie, profesjonalna, z dobrą prezencją. Potrzebowaliśmy kobiety w sztabie, która może podgryzać kandydatkę Koalicji Obywatelskiej, kiedy mężczyznom nie bardzo wypada. Nikt nie wiedział, że potrafiła dosłownie ugryźć mężczyznę.
Sondaż „Polityki”: Co działa na wyborcę? | 3 |
Aktualny szef tworu syjonistycznego Netanjahu powiedział w niedzielę, że jest „pewny”, iż, przy wsparciu USA będzie w stanie zaanektować dużą część okupowanego Zachodniego Brzegu Jordanu już za kilka miesięcy
W trakcie rozmowy internetowej z grupą protestanckich heretyków, Netanjahu powiedział, że tzw. plan pokojowy Trumpa przewiduje inkorporację przez twór syjonistyczny żydowskich osiedli i Doliny Jordanu.
„Jestem przekonany, że za kilka miesięcy te zapowiedzi zostaną spełnione i będziemy mogli świętować kolejny historyczny moment w historii syjonizmu”, powiedział Netanjahu.
Od 1967 r. trwa syjonistyczna okupacja Zachodniego Brzegu rzeki Jordan i nielegalna żydowska kolonizacja tych terenów.
Syjoniści dążą do zrealizowania swoich agresywnych planów przed wyborami prezydenckimi w USA, dopóki prezydentem Stanów Zjednoczonych pozostaje Donald Trump.
Tydzień temu Netanjahu osiągnął porozumienie koalicyjne ze swoim głównym rywalem Bennym Gantzem. Pozwala ono Netanjahu przedstawić plan aneksji rządowi i parlamentowi w celu szybkiego zatwierdzenia.
(na podst. AP/opr. Eugeniusz Onufryjuk) | "Miliony kart do głosowania będzie drukowanych przez zagraniczne kraje i innych. To będzie skandal wszech czasów" - pisze na Twitterze prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump.
Przypomnijmy, że ostatni wiec wyborczy Trumpa w Tulsie spowodował falę krytyki, ponieważ w ostatnich dniach w tym mieście stwierdzono wzrost liczby zakażeń koronawirusem do najwyższego poziomu od początku epidemii. Okazało się też, że zakażonych jest kilka osób, które przygotowywały spotkanie.
Pandemia koronawirusa nie ustępuje, a wielu ekspertów spodziewa się jesienią drugiej fali. To stawia pod znakiem zapytania możliwość tradycyjnego wyboru prezydenta, bowiem tegoroczne wybory w Stanach Zjednoczonych zaplanowano na 3 listopada.
ZOBACZ: Prezydent o tematach spotkania z Donaldem Trumpem
Donald Trump już wcześniej krytykował pomysł, by głosowanie odbyło się korespondencyjnie. Zdaniem prezydenta Stanów Zjednoczonych to pole do nadużyć i oszustw, co wydaje się potwierdzać jego ostatni wpis na Twitterze. | 1 |
Strażacy są nieocenieni w ratowaniu ludzkiego życia. Ratują ofiary wypadków , gaszą pożary, usuwają skutki anomalii pogodowych - są wszędzie tam, gdzie potrzebna jest pomoc. "Bogu na chwałę, ludziom na ratunek!" brzmi ich hasło.
Patronem strażaków jest św. Florian, męczennik, któremu mu obok funkcji wojskowych przypisywano dowodzenie oddziałem gaśniczym. Według legendy, ocalił płonącą wioskę jednym wiadrem wody. Wspomnienie świętego Floriana przypada 4 maja, dlatego właśnie w tym dniu obchodzony jest Dzień Strażaka.
Jaki wizerunek strażaka dominuje w internecie? Zobaczcie memy i obrazki w sieci dotyczące strażaków! | Jechała o 53 km/h za szybko – straciła prawo jazdy Data publikacji 04.05.2020 Suwalscy policjanci zatrzymali prawo jazdy kierującemu oplem, który w obszarze zabudowanym przekroczył dozwoloną prędkość o 53 km/h. 42-latek stracił prawo jazdy. Mundurowi apelują o ostrożną i rozważną jazdę.
W miniony piątek, w miejscowości Bakaniuk gmina Raczki, policjanci z suwalskiej „drogówki” zatrzymali do kontroli drogowej kierującego oplem. 42-latek jechał w obszarze zabudowanym z prędkością 103 km/h, przekraczając tym samym dozwoloną prędkość o 53 km/h. Policjanci zatrzymali mężczyźnie prawo jazdy. Miejsce, w którym przeprowadzono kontrolę drogową zostało wskazane przez internautów na Krajowej Mapie Zagrożeń Bezpieczeństwa.
Mundurowi apelują o ostrożną i rozważną jazdę. Przypominają, że nadmierna prędkość jest jedną z głównych przyczyn tragicznych w skutkach wypadków drogowych.
Źródło: Policja Podlaska | 1 |
.pl
wiadomości z Polski i ze świata | Zakrywanie twarzy obowiązkowe jest wtedy, kiedy ktoś przebywa w środkach publicznego transportu zbiorowego, w samochodach; we wszystkich miejscach ogólnodostępnych, czyli na drogach i placach, kościołach, w galeriach handlowych i na targowiskach; na terenach zieleni; na plaży, a także na terenach leśnych. | 2 |
Prawo i Sprawiedliwość rozważa dymisję prezydenta Andrzeja Dudy, co miałoby umożliwić rozpisanie wyborów prezydenckich w dowolnym terminie do połowy lipca. Taki scenariusz jest możliwy według źródeł, na które powołuje się Onet.
Jak informuje Onet, powołując się na trzy niezależne źródła, w obozie władzy rozważana jest dymisja prezydenta Andrzeja Dudy, która miałaby umożliwić rozpisanie wyborów w późniejszym terminie w zgodzie z obowiązującą konstytucją. Według rozmówców portalu, podanie się do dymisji przez głowę państwa to wariant ostateczny, ale w świetle problemów z głosowaniem korespondencyjnym i nieubłagalnie zbliżającego się terminu 10 maja, takie rozwiązanie jest obecnie poważnie brane pod uwagę. Partia rządząca analizowała już taki scenariusz z prawnikami.
Jak wyjaśnia Onet, jeśli prezydent Andrzej Duda dobrowolnie podałby się do dymisji, to głową państwa automatycznie zostanie marszałek Sejmu i to on zarządzi przeprowadzenie nowych wyborów „nie później niż w czternastym dniu po opróżnieniu urzędu, wyznaczając datę wyborów na dzień wolny od pracy przypadający w ciągu 60 dni od dnia zarządzenia wyborów”. Oznacza to, że wybory prezydenckie mogłyby się wówczas odbyć nawet w ciągu 2,5 miesiąca od ogłoszenia dymisji.
Przygotowany przez PiS projekt ustawy o głosowaniu korespondencyjnym w tegorocznych wyborach prezydenckich nadal znajduje się w Senacie, ale nawet jeśli na czas trafi ponownie do Sejmu, to jest duża szansa, że Sejm go odrzuci. Przyjęciu projektu przeszkodzą posłowie Porozumienia Jarosława Gowina, który sprzeciwia się przeprowadzeniu wyborów w formie korespondencyjnej 10 maja.
Jak zapewnia Onet, powołując się na swoje źródła, jeśli prezes PiS Jarosław Kaczyński nie będzie pewien, że projekt zostanie przyjęty przez sejmową większość, to w ogóle nie dopuści do poddania go pod głosowanie.
Sasin dementuje: Dymisja nie jest brana pod uwagę
Wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin oświadczył na antenie Radia Zet, że dymisja prezydenta Dudy nie jest w PiS brana pod uwagę, a jedynym rozpatrywanym wariantem w kwestii wyborów prezydenckich jest forma korespondencyjna.
„(Dymisja prezydenta - red.) Nie jest brana pod uwagę. Dzisiaj jedynym scenariuszem, który bierzemy od uwagę, jest ustawa o głosowaniu korespondencyjnym i wybory w trybie korespondencyjnym na podstawie tej ustawy” - powiedział Jacek Sasin.
Do doniesień Onetu odniósł się także na Twitterze sam Andrzej Duda.
„Onet.pl podobno rozważa moją dymisję. W redakcji już głosowali i zdecydowali. Inne redakcje podchodzą do tego z pełną powagą. Klamka zapadła” - napisał prezydent na swoim koncie w Twitterze. | Zależy, co dla kogo jest wiadomością dnia. Dla mnie to jest fejk dnia – takimi słowami prezydent Andrzej Duda odniósł się do plotki o swojej rzekomej dymisji.
O tym, że Prawo i Sprawiedliwość rozważa dymisję prezydenta Andrzeja Dudy, która miałaby umożliwić rozpisanie wyborów prezydenckich w dowolnym terminie do połowy lipca, informował wczoraj Onet, powołując się na trzy niezależne źródła w obozie władzy.
Według rozmówców portalu, podanie się do dymisji przez głowę państwa to wariant ostateczny, ale w świetle problemów z głosowaniem korespondencyjnym i nieubłagalnie zbliżającego się terminu 10 maja, takie rozwiązanie miało być brane pod uwagę. Jak podał Onet, partia rządząca taki scenariusz analizowała już z prawnikami.
– Dla mnie wiadomością dnia jest to, że został zawarty kontrakt na budowę Baltic Pipe, tej części, która biegnie po dnie Morza Bałtyckiego i dzisiaj to zostało ogłoszone, bo czekaliśmy na to od wielu lat. Mam nadzieję, że będziemy hubem dostarczającym energię do naszej części Europy – wyjaśniał Duda. Podkreślił, że dla niego informacja o rzekomej dymisji jest fejkiem dnia.
Jak dodał prezydent, organizacja wyborów prezydenckich należy do kompetencji marszałka Sejmu.
– Zarządzanie wyborów, to nie jest kompetencja prezydenta. To jest kompetencja marszałka Sejmu. Jeżeli chodzi o termin, są określone pewne widełki konstytucyjne, pomiędzy 100. a 75. dniem przed zakończeniem kadencji prezydenta. Konstytucja jest tu jednoznaczna. Natomiast decyzja należy do marszałka Sejmu i ewentualnie do Sejmu. Oni muszą tę sprawę jakoś rozwiązać i to jest ich zadanie – ocenił Andrzej Duda.
Prezydent przypomniał również, że „od samego początku mówi, że wybory trzeba zrobić tak, żeby one były bezpieczne”.
Do rewelacji Onetu prezydent odniósł się także w mediach społecznościowych.
„Onet.pl podobno rozważa moją dymisję. W redakcji już głosowali i zdecydowali. Inne redakcje podchodzą do tego z pełną powagą. Klamka zapadła” – napisał prezydent na Twitterze.
https://t.co/fHhhnRiFmf podobno rozważa moją dymisję. W redakcji już głosowali i zdecydowali. Inne redakcje podchodzą do tego z pełną powagą. Klamka zapadła. 😂😂😂 — Andrzej Duda (@AndrzejDuda) May 4, 2020
Dymisja nie jest brana pod uwagę
Wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin oświadczył na antenie Radia Zet, że dymisja prezydenta Dudy nie jest w PiS brana pod uwagę, a jedynym rozpatrywanym wariantem w kwestii wyborów prezydenckich jest forma korespondencyjna.
„(Dymisja prezydenta – red.) Nie jest brana pod uwagę. Dzisiaj jedynym scenariuszem, który bierzemy pod uwagę, jest ustawa o głosowaniu korespondencyjnym i wybory w trybie korespondencyjnym na podstawie tej ustawy” – powiedział Jacek Sasin. | 4 |
.pl
wiadomości z Polski i ze świata | Jeżeli zostanę prezydentem, będę walczył o reformę sądownictwa – to pana słowa. Pan też chce reformować sądy?
Chaos w sądownictwie się pogłębia. Decyzja prezydenta Dudy w sprawie ustawy kagańcowej powoduje, że upolitycznienie wymiaru sprawiedliwości jest już takie jak w PRL. Na dodatek entuzjazm pana prezydenta do podpisania tej ustawy był ogromny. Wydaje mi się, że Andrzej Duda uwierzył, iż minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro próbuje zreformować wymiar sprawiedliwości, a tak naprawdę chodzi mu tylko i wyłącznie o wprowadzenie samych swoich. A pilnie potrzebna jest prawdziwa reforma, to też nie może być jedynie powrót do przeszłości. Punkt pierwszy to zatrzymanie chaosu, potem wprowadzenie sędziów pokoju – to pozwoli przyspieszyć postępowania, obniżenie kosztów sądowych, a także uspołecznienie wyboru członków Krajowej Rady Sądownictwa. Chciałbym także, aby kolejne wybory prezydenckie były połączone z powszechnym wyborem prokuratora generalnego. Nie mamy w Polsce urzędu wiceprezydenta, ale prokurator generalny pochodzący z wyborów powszechnych miałby niezwykle silny mandat, choć też oczywiście ogromną odpowiedzialność za bezpieczeństwo prawne Polek i Polaków.
Prezydent wierzy w reformę ministra Ziobry, a opozycji wypomina, że gdy sama rządziła, to do żadnej reformy sądownictwa nie doprowadziła.
Nie byłem ministrem sprawiedliwości, zatem te pretensje nie są do mnie. To pan prezydent był wiceministrem sprawiedliwości i jaką reformę w tym czasie przeprowadził? Żadnej. Kto pełni najdłużej funkcję ministra sprawiedliwości? Zbigniew Ziobro. Zarzucanie mi, że jako minister pracy, niebędący nawet szefem partii, miałem reformować wymiar sprawiedliwości, jest obłudne ze strony pana prezydenta.
Gdy pan był ministrem pracy, pana kolega z rządu Jarosław Gowin, wówczas minister sprawiedliwości, próbował zrealizować małą reformę dotyczącą sądów rejonowych. PSL wespół z sędziami ją zablokowało.
Bo to nie była żadna reforma. Likwidacja sądów rejonowych to było zwijanie Polski. Pomysł upokarzający dla społeczności z mniejszych miejscowości, próba zaorania Polski lokalnej.
Pamięta pan, jak Donald Tusk mówił w Sejmie, że jeżeli tej małej reformy nie podejmiecie, to nigdy już nie przeprowadzicie żadnej zmiany w sądownictwie?
Jeżeli to była taka cudowna zmiana, to dlaczego PiS do tego nie powróciło, kiedy rządzi samodzielnie? Dlaczego pan prezydent Duda o tym nie mówi?
Mają swoje pomysły.
Ani w tamtym pomyśle, ani w obecnych nie ma obywatela na pierwszym miejscu. Jest tylko intencja związana z większym upolitycznianiem sądów. Jeżeli dzisiaj grzechy PiS i zaniedbania poprzednich rządów złożymy na karb tego, że PSL zablokowało jeden pomysł, to moim zdaniem jest to mało wiarygodna opowieść. Powtarzam: tamta zmiana nie była dobra dla obywateli. Nie widziałem w propozycji ministra Gowina nic, co by było dobre dla społeczności lokalnej. Była to próba pseudoreformy, którą zablokowaliśmy, bo „pseudo” niczego naprawdę na dobre nie zmienia.
Kto wejdzie do II tury wyborów prezydenckich: Małgorzata Kidawa-Błońska czy pan?
Głęboko wierzę w to, że będę to ja. Jako jedyny z kandydatów opozycji jestem w stanie pokonać Andrzeja Dudę w II rundzie. Jeśli ktoś naprawdę chce zmiany w Pałacu Prezydenckim, powinien poprzeć mnie. Jako pierwszy rozpocząłem kampanię i mam w sobie dość determinacji, żeby wygrać. Poza tym, w odróżnieniu do Andrzeja Dudy i Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, jestem politykiem samodzielnym. Nie wyznaczył mnie żaden prezes czy przewodniczący. | 2 |
Zysk niemieckiego koncernu motoryzacyjnego Daimler AG w 2019 roku wyniósł 2,7 mld euro. To 64 proc. mniej niż rok wcześniej, kiedy przedsiębiorstwo osiągnęło 7,6 mld euro zysku. Nowa strategia kierownictwa nie wyklucza redukcji zatrudnienia.
W minionym roku koncern sprzedał 3,34 miliona pojazdów (samochodów osobowych, autobusów i ciężarówek) – tyle samo co w 2018 roku. Odnotowano też wzrost obrotów o trzy procent z 167,4 do 172,7 mld euro.
– Mimo że wyniki za 2019 są wciąż odbiciem dużego zapotrzebowania na nasze atrakcyjne produkty, nie jesteśmy zadowoleni z zysków – oświadczył szef zarządu Daimlera Ola Källnius. Jak podkreślił, „wpływ na takie wyniki finansowe miały znaczące obciążenia w ubiegłym roku”. Media wskazują, że do tych obciążeń należy między innymi afera spalinowa.
Aby podołać zmianom w przemyśle motoryzacyjnym, Daimler zamierza wprowadzić „strategię zrównoważonego biznesu”. Telewizja Deutsche Welle informuje, że aby osiągnąć cele dotyczące emisji CO2 oraz finansowania ważnych dziedzin elektromobilności, konieczne są ogromne nakłady techniczne i finansowe, w tym podniesienie wydajności, przy jednoczesnym odchudzeniu przedsiębiorstwa.
Już w listopadzie ubiegłego roku koncern zapowiedział likwidację około 10-15 tysięcy miejsc pracy. Po koniec roku dla Daimlera pracowało niemal 300 tys. osób na całym świecie.
#wieszwiecej Polub nas | Afera spalinowa tylko nieznacznie wpłynęła na wizerunek koncernu Volkswagen. Niemiecki gigant motoryzacyjny w 2019 roku ponownie osiągnął rekordowe obroty.
Volkswagen Poznań z rekordem liczby wyprodukowanych samochodów Spółka Volkswagen Poznań (VWP) poinformowała, że w minionym roku z jej fabryk wyjechała rekordowa liczba blisko 267 tys. pojazdów. VWP podkreślił,... zobacz więcej
Członek zarządu Volkswagena Jürgen Stackmann powiedział w rozmowie z niemieckim dziennikiem ekonomicznym „Handelsblatt”, że w 2019 roku koncern sprzedał o 10 tys. pojazdów więcej niż rok wcześniej, i to mimo słabszego globalnego popytu na samochody.
Telewizja Deutsche Welle przypomniała, że w 2018 roku na całym świecie sprzedano 6,2 mln volkswagenów, najwięcej w Chinach – 3,16 mln.
Wzrost sprzedaży zanotowały również spółki-córki Audi i Seat. Porsche sprzedał aż o 10 proc. więcej samochodów tej marki niż rok wcześniej.
Według Stackmann udział VW w światowym rynku motoryzacyjnym wynosi około 8 proc.
#wieszwiecej Polub nas | 2 |
Wierzę, że nie tylko Porozumienie, lecz także wszyscy w obozie Zjednoczonej Prawicy zrobimy, co w naszej mocy, aby rząd Mateusza Morawieckiego przetrwał do końca kadencji - podkreślił lider Porozumienia Jarosław Gowin w rozmowie z "Gazetą Polską Codziennie".
Zdjęcie Jarosław Gowin /fot. Andrzej Iwanczuk/REPORTER /Reporter
Gowin w rozmowie z dziennikiem był pytany z czym mieliśmy do czynienia w Zjednoczonej Prawicy na linii Porozumienie-PiS, czy była to mała różnica zdań, czy otwarty konflikt. "Nazwałbym to poważną różnicą zdań w jednej z kluczowych dzisiaj spraw, jaką jest znalezienie wyjścia z impasu konstytucyjnego co do terminu wyborów".
Reklama
"Jednak obie strony przez cały czas miały wolę kontynuowania współpracy. Rządy Zjednoczonej Prawicy dobrze przysłużyły się Polsce. Warto je kontynuować" - podkreślił lider Porozumienia.
Na pytanie czy w tym momencie jedność Zjednoczonej Prawicy nie jest w żaden sposób zagrożona i jak widzi jej przyszłość, odpowiedział: "Wierzę, że nie tylko Porozumienie, lecz także wszyscy w naszym obozie zrobimy, co w naszej mocy, aby rząd Mateusza Morawieckiego przetrwał do końca kadencji. Oczywiście, epidemia na całym świecie głęboko zmienia politykę. My też powinniśmy wyciągnąć z tego wnioski. Być może warto przygotować nową umowę koalicyjną, w której zawrzemy program działania na następne trzy lata". | diki 7.4.20 21:21
to nie w tym problem , kogo obchodzi jego honor wobec możliwości kolejnego "ciamajdanu" gdzie faktycznie szybkie i skuteczne zarządzanie jest nadzwyczaj potrzebne..
propozycja był głupia z dwóch powodów ...
po pierwsze :
dlaczego obecnemu prezydentowi drugą kadencje skrócić o 3 lata ?
jeżeli już coś "majstrować" to powinna być zasada : o tyle Prezydentowi (Dudzie co wygra druga kadencje) skrócić drugą kadencje o tyle o ile wydłuży się mu pierwszą aby łącznie dwie kadencje nie przekraczały 10 lat... aby nie naruszać powszechnego statusu.. konsensusu...
po drugie :
opozycja na nic się nie zgodzi ...i dlatego pragmatyczny Prezes ma racje ..a nagrzany wiec-premier szedł na zderzenie ze ściana.. i po co ? to nie wiem ...
co mnie obchodzi jego honor ? ja chce mieć zgraną PiS-drużynę co sprawnie zarządza a nie świrów z ciamajdanu ...
bo problem jest taki ze ty Panie Gowin sam nie wiesz o co ci chodzi ...? o ile dla kobiet często jest to stan permanentny o tyle facetom nie przystoi...
proponuje kubeł zimnej wody na głowę i bieg przez 3 km, ewentualnie klub morsów ... na otrzeźwienie | 2 |
Dodatkowy zasiłek opiekuńczy został przedłużony o kolejny tydzień – przynajmniej do 4 maja. Co dalej? Zapytaliśmy premiera Mateusza Morawieckiego.
Zdjęcie Premier Mateusz Morawiecki: Podjąłem decyzję o przedłużeniu zasiłku opiekuńczego / Radek Pietruszka /PAP
W piątek rząd podjął decyzję o przedłużeniu zamknięcia szkół do 24 maja. Na konferencji prasowej nie pojawił się jednak temat dodatkowych zasiłków opiekuńczych, które od czasu pandemii koronawirusa bywają dla rodziców jedyną możliwością, by sprawować opiekę nad dzieckiem. Dopiero w piątek wieczorem Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zapewniło, że taki zasiłek będzie przedłużony na najbliższy tydzień, czyli od poniedziałku do 4 maja.
Reklama
Co jednak dalej, wciąż nie wiadomo. Na sobotniej konferencji prasowej zadaliśmy pytanie premierowi Mateuszowi Morawieckiemu, czy zasiłek zostanie utrzymany również po 4 maja, aż do czasu otwarcia szkół.
- Wraz z podjęciem decyzji o przedłużeniu zamknięcia szkół do 24 maja, będziemy dwutorowo starali się ulżyć i pomóc tym rodzicom, którzy są w najtrudniejszej sytuacji. Nie ma co ukrywać, że jest to duży problem społeczny i dylemat, który ciężko rozwiązać. Zostałby on rozwiązany wtedy, kiedy dopuścilibyśmy uczęszczanie dzieci do szkół i przedszkoli. Ze względu na decyzję epidemiologów i Ministerstwa Zdrowia ten etap został przesunięty - przyznał Morawiecki.
- Dlatego już na początku przyszłego tygodnia przedstawimy to, co już sugerowaliśmy, czyli sposób przygotowania i sposób umożliwienia sprawowania opieki nad dziećmi w wieku przedszkolnym oraz klas I-III. Z drugiej strony, dla tych rodziców, którzy nie będą mogli skorzystać z tej opieki lub z różnych względów ta opieka nie będzie mogła być sprawowana, podjąłem decyzję o przedłużeniu zasiłku opiekuńczego - powiedział premier.
Przywrócenie częściowej opieki nad dziećmi znalazło się w III etapie powrotu do "nowej normalności", jak nazwał to rząd. Od 20 kwietnia zaczął obowiązywać I etap. Wciąż nie wiadomo, kiedy nastąpi przejście do II etapu.
Łukasz Szpyrka | Rządowy zespół zarządzania kryzysowego zakończył posiedzenie, na którym zajmował się ewentualnym rozpoczęciem II etapu poluzowania obostrzeń i regulacji wprowadzonych w wyniku epidemii koronawirusa. Co po nim wiemy?
Rzecznik rządu Piotr Mueller poinformował, że ustalono już zasady związane ze znoszeniem restrykcji w II etapie. Do dopracowania pozostają jeszcze drobne szczegóły.
Informacje do wiadomości publicznej zostaną podane przez premiera Mateusza Morawieckiego w środę. Wcześniej spekulowano, że być może wydarzy się to już we wtorek.
Najprawdopodobniej poluzowanie restrykcji nastąpi od poniedziałku, 4 maja.
Modyfikowanie czterech etapów?
Pierwsze – symboliczne – znoszenie obostrzeń nastąpiło 20 kwietnia. Od tego dnia można m.in. przemieszczać się w celach rekreacyjnych, umożliwiony został wstęp do lasów i parków, zwiększono dopuszczalną liczbę klientów w sklepach oraz wiernych w miejscach kultu religijnego.
W drugim etapie mają być otwarte hotele i inne miejsca noclegowe (z ograniczeniami), sklepy budowlane w weekendy i niektóre instytucje kultury, w tym muzea, biblioteki i galerie sztuki.
Zgodnie z przedstawionym harmonogramem, trzeci etap dotyczyć ma gastronomii – część zakładów mogłaby zostać otwarta stacjonarnie z ograniczeniami. Mają wówczas zostać otwarte zakłady fryzjerskie, salony kosmetyczne, a także sklepy w galeriach handlowych.
W trzecim etapie możliwa będzie organizacja wydarzeń sportowych do 50 osób (w otwartej przestrzeni, bez udziału publiczności). Ruszyć ma też organizacja opieki nad dziećmi w żłobkach, przedszkolach i w klasach szkolnych 1-3, ustalona ma być maksymalna liczba dzieci w salach.
Czwarty etap przewiduje otwarcie salonów masażu i solariów, a także umożliwienie działalności siłowni i klubów fitness. Otwarte zostaną też teatry i kina, ale w nowym reżimie sanitarnym.
Nieoficjalnie mówi się, że cztery etapy odmrażania gospodarki będą modyfikowane. Niektóre z rygorów przewidziane do zniesienia w trzecim etapie, mają zostać przesunięte do drugiego etapu. Podobnie może być w drugą stronę. Wiadomo też, że szkoły, niezależnie od terminu uruchamiania III etapu, będą zamknięte co najmniej do 24 maja. | 3 |
Około 2 tysięcy osób wzięło udział w demonstracji przed gmachem ambasady USA w Berlinie. Demonstranci protestowali przeciwko rasizmowi i brutalności policji, której symbolem stała się śmierć Afroamerykanina George'a Floyda w Minneapolis.
Uczestnicy protestu / Michele Tantussi / PAP/EPA
Jak przyznała rzeczniczka niemieckiej policji, liczebność zgromadzenia zorganizowanego poprzez media społecznościowe zaskoczyła służby. Manifestacja przebiegła jednak spokojnie, a demonstranci w maskach ochronnych z powodu pandemii koronawirusa wznosili hasła z żądaniem ukarania winnych śmierci Floyda.
Wiele osób przyniosło też transparenty z napisem "Nie mogę oddychać". To nawiązanie do ostatnich słów Floyda, który zmarł w poniedziałek w Minneapolis po brutalnej interwencji policji. Nagranie ukazujące policjanta klęczącego na szyi mężczyzny, który błagał o pomoc stało się zarzewiem gwałtownych protestów i zamieszek w Minneapolis, a potem też w innych amerykańskich miastach.
Zgromadzenie przed ambasadą USA było najliczniejszą spośród kilku demonstracji organizowanych w sobotę w niemieckiej stolicy w sprawie śmierci Floyda. | Obecnie brak informacji na temat osób poszkodowanych w tym wydarzeniu.
Całe zdarzenie wyłapały telewizyjne kamery. Na nagraniu widać, jak tłum protestujących blokujący autostradę w Minneapolis nagle zaczyna uciekać. Po chwili na nagraniu pojawia się cysterna:
Na Twitterze znajduje się również nagranie, na którym widać jak protestujący ruszają w pościg za kierowcą samochodu.
Według oficjalnych informacji kierowca ciężarówki został ranny i przewieziony do szpitala z obrażeniami niezagrażającymi życiu. Jest aresztowany. Wygląda na to, że ciężarówka nie uderzyła w protestujących.
Zabójstwo w Minneapolis
W poniedziałek do internetu trafiło nagranie z incydentu, na którym widać, jak jeden z policjantów brutalnie przyciska mężczyźnie kolanem szyję do ziemi, nie reagując na jego krzyki, że nie może oddychać. Wkrótce mężczyzna zmarł. Słowa przyciskanego do ziemi Floyda o tym, że nie może oddychać, stały się głównym hasłem protestów.
Śmierć Floyda wywołała gwałtowne protesty i zamieszki nie tylko w Minneapolis, a także w wielu innych amerykańskich miastach. | 3 |
Trybunał Konstytucyjny jest sądem ostatniego słowa. I to powiedział sam TK ustami sędziego Rzeplińskiego w 2010 r., gdy zastanawiał się nad ewentualnym konfliktem prawa unijnego z prawem krajowym. I tutaj mamy właśnie do czynienia z realizacją tamtego orzeczenia – powiedział w programie „Twój Wybór” w TVP3 Warszawa wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł.
Trybunał Konstytucyjny rozstrzygnął we wtorek spór kompetencyjny. Orzekł m.in., że powołania sędziów są wyłączną kompetencją Prezydenta RP, a Sąd Najwyższy nie ma prawa nadzoru nad tymi powołaniami.
Komentujący to orzeczenie Marcin Warchoł podkreślił, że jest ono istotne dla obywateli. – Dużo miejsca w swojej argumentacji Trybunał poświęcił właśnie temu; wskazał, że człowiek, który idzie do sądu, idzie po sprawiedliwy i szybki wyrok – powiedział.
Gość programu przypomniał także, że sędziowie powołani przez prezydenta mają pozycję niewzruszalną. Polityk podkreślił, że takie stanowisko przedstawił również sam Trybunał Sprawiedliwości UE w wyroku z 19 listopada ub. r.
#wieszwiecej Polub nas | Orzeczenie TK stanowiące, że styczniowa uchwała trzech izb SN narusza konstytucję, traktat o UE oraz europejską Konwencję Praw Człowieka, jest zgodne ze stanowiskiem, jakie od początku przedstawiało w tej sprawie ministerstwo sprawiedliwości - przekazał w poniedziałek resort.
Reklama
Styczniowa uchwała trzech Izb Sądu Najwyższego jest niezgodna z konstytucją, traktatem o Unii Europejskiej i europejską Konwencją Praw Człowieka - orzekł w poniedziałek Trybunał Konstytucyjny. Wniosek w tej sprawie złożył do TK w lutym premier Mateusz Morawiecki. Trybunał rozpoznał sprawę w pełnym składzie. Wyrok TK jest ostateczny.
Reklama
Jak poinformowało w komunikacie Ministerstwo Sprawiedliwości, od momentu podjęcia przez Sąd Najwyższy uchwały z 23 stycznia br., kwestionującej status sędziów, MS nie miało wątpliwości, że uchwała ta z mocy prawa jest nieważna. "Została bowiem wydana z rażącym naruszeniem obowiązujących przepisów, w tym art. 179, art. 180 ust. 1 oraz art. 10 Konstytucji RP" - przekazał resort.
MS przypomniało przy tym, że przepisy te wyraźnie stanowią, że sędziowie są powoływani przez prezydenta na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa na czas nieoznaczony. "Sędziowie są nieusuwalni, a ustrój Rzeczypospolitej Polskiej opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, władzy wykonawczej i władzy sądowniczej" - wskazano.
W ocenie ministerstwa, żaden sąd nie może więc badać, a tym bardziej kwestionować nominacji sędziowskich, ani ustaw regulujących status sędziów i sposób wyboru kandydatów. "Sąd Najwyższy nie może zatem wkraczać w kompetencje Krajowej Rady Sądownictwa, Prezydenta RP ani Sejmu" - podkreśliło MS.
Trybunał Konstytucyjny stanął po stronie prawa do sądu każdego obywatela, po stronie państwa prawa, a przeciwko uzurpacji władzy – powiedział PAP wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł. W ten sposób skomentował orzeczenie TK ws. uchwały trzech Izb Sądu Najwyższego.
"Tym orzeczeniem Trybunał Konstytucyjny stanął po stronie prawa do sądu każdego obywatela, po stronie państwa prawa, a przeciwko uzurpacji władzy" – podkreślił Marcin Warchoł. Ocenił, że styczniową uchwałą "grupka sędziów (trzech Izb SN - PAP) z powodów czysto politycznych dokonała uzurpacji władzy, przyznała sobie kompetencje, których nie przyznaje Sądowi Najwyższemu ani konstytucja, ani ustawy". | 4 |
Wraz z początkiem roku dodatek stażowy nie jest uwzględniany w ustalaniu wynagrodzenia minimalnego. Dzięki temu nisko opłacani pracownicy, głównie strefy publicznej, mogli liczyć na podwyżkę w związku z podniesieniem najniższej pensji do 2,6 tys. zł - przypomina "Dziennik Gazeta Prawna".
Europejska płaca minimalna. KE określa jej minimalną wysokość
Okazuje się jednak, że wzrost płacy minimalnej o 350 zł nie przełożył się na wyższe pensje dla wielu pracujących. Nie przewidziano bowiem wpływu innych dodatków do pensji, które jednak wliczane są do wynagrodzenia.
Pensja minimalna. "Dużo trudnych decyzji przed przedsiębiorcami"
"Do minimalnej pensji wciąż bowiem wliczane są inne dodatki, które są często stosowane w sektorze publicznym, np. funkcyjny lub za pracę w szczególnych warunkach" - pisze "GDP".
Wyższa płaca minimalna, czyli fikcja. Pracodawcy wliczają dodatki do ustawowej podwyżki
Związkowcy z OPZZ już zapowiadają, że będą domagać się wyłączenia z płacy minimalnej wszystkich dodatków. W obecnej sytuacji, jak pisze dziennik, "np. sprzątaczka lub dozorca z odpowiednim stażem zarobią więcej niż niejeden urzędnik lub nauczyciel".
Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przezdziejesie.wp.pl
komentarze +1 +1 ważne smutne ciekawe irytujące | Jeśli czwarta tarcza antykryzysowa zostanie przyjęta w postaci, o jakiej dowiedziały się media, to mamy do czynienia z kolejnym przerzuceniem ciężaru kryzysu na pracowników.
Rząd nie kryje się nawet specjalnie z tym, że jego celem jest ratowanie firm, a tylko przy okazji – ludzi. Równocześnie organizacje pracodawców nieustannie sugerują mu dalsze „uelastycznianie” (czytaj: demontaż) kodeksu pracy. Do tego w czwartej „tarczy” na razie nie dochodzi, ale zapisów znacząco zabezpieczających pracowników czy bezrobotnych również nie widać.
Związki zawodowe oburza zwłaszcza rozważane odebranie pracownikom możliwości samodzielnego decydowania o terminie wykorzystania zaległego urlopu. To pracodawca miałby zdecydować, kiedy zatrudniane przez niego osoby skorzystają z urlopu.
Nowe prerogatywy pracodawców
Jeśli projekt zostanie przyjęty, pracodawcy będą mogli pomijać postanowienia układów zbiorowych lub regulaminów wynagrodzeń, jeśli te przewidują wyższą wysokość odpisu na zakładowy fundusz socjalny niż wymagane ustawowo minimum. Inne obowiązki związane z prowadzeniem zakładowego funduszu socjalnego również będą mogły zostać anulowane, ale tutaj pracodawca będzie już musiał uzyskać akceptację ze strony związków zawodowych. Dodatkowo tarcza nr 4 narzuca maksymalną wysokość odprawy: dziesięciokrotność pensji minimalnej. Z tym, że większość pracowników i tak nie może liczyć na taką kwotę.
Mamy dość!
OPZZ komentuje projektowane zapisy tarczy bardzo krótko. – Mamy dość antypracowniczych rozwiązań – czytamy na stronie centrali związkowej. OPZZ negatywnie odnosił się również do poprzednich zapisów tarcz, w których deklarowano wsparcie dla pracodawców, a od pracowników żądano zaciskania pasa. Rząd puścił jednak te zastrzeżenia mimo uszu. | 1 |
Jak informują łódzka "Gazeta Wyborcza" i lokalny portal EBR24, w poniedziałek w Opocznie policjant zauważył pojazd, który poruszał się tzw. wężykiem. Funkcjonariusz pojechał za nim, a gdy osobowy hyundai zjechał na pobocze, policjant podszedł do auta.
REKLAMA
Okazało się, że samochodem kierowała 31-letnia mieszkanka powiatu piotrkowskiego. Kobieta twierdziła, że się źle poczuła, jednak policjant wyczuł od niej alkohol.
W alkomacie zabrakło skali
Kiedy policjanci chcieli sprawdzić alkomatem, czy kobieta jest pijana, w urządzeniu zabrakło skali. Alkomat wskazał maksymalne cztery promile. 31-latka straciła prawo jazdy. Grozi jej także kara do dwóch lat pozbawienia wolności. | We wtorek (16.06.2020) w powiecie działdowskim nieznany sprawca dzwoniąc z zastrzeżonego numeru telefonu na numer stacjonarny, należący do mieszkańca powiatu działdowskiego, oszukał go podając się za policjanta, a następnie namówił mężczyznę do udziału w „akcji policyjnej” polegającej na prowokacji wymierzonej w przestępców ujawniających dane bankowe.
Aby osiągnąć swój cel, namówił seniora do założenia konta internetowego w banku, gdzie wymieniony posiadał już rachunek bankowy, a następnie po uzyskaniu loginu dostał się na konto mężczyzny, z którego dokonał przelewu pieniędzy. Pokrzywdzony stracił ponad 160 tys. zł.
Do kolejna modyfikacja działań przestępców posługujących się tzw. „metodą na policjanta”. W tym przypadku sprawca podając się za policjanta, wmówił swojej ofierze, że prowadzi prowokację policyjną wymierzoną przeciwko oszustom kradnącym bankowe dane dostępowe, uzyskując w ten sposób dane do konta osoby pokrzywdzonej.
/policja.pl/
Wspieraj Fundację Magna Polonia! 🇵🇱 Niestety, nasza potrzeba finansowa wciąż się pogłębia!. W mahu potrzebujemy 21 996, 60 zł, Udało nam się zebrać jedynie: 7118,08 zł Pomóż przetrwać Fundacji Magna Polonia. Czas ucieka... Nie bądź bierny, wspieraj polskie media. 30 zł 50 zł 100 zł Inna kwota
Dziękujemy za pomoc prawną Kancelarii Prawnej Litwin: https://kancelaria-litwin.pl | 1 |
W najnowszym numerze tygodnika SIECI możemy przeczytać o groźnym w skutkach planie opozycji. Chodzi oczywiście o wywołanie chaosu społecznego, czego celem miałoby być oczywiście doprowadzenie do tego, żeby wybory prezydenckie w maju jednak się nie odbyły.
Michał Karnowski w artykule „Cel: spalić wybory” pisze między innymi:
- wybory w maju, choć trudne i wymagające, są ceną wartą zapłacenia za kontynuowanie rozwoju Polski, za niezmarnowanie tego, co osiągnęliśmy w ostatnich latach. Pozornie atrakcyjne i proste ich przesunięcie oznaczałoby zaś piekło anarchii, a w konsekwencji trwałe zejście na znacząco niższy szczebel rozwoju. Narody i państwa, które sprawnie z tego zamrożenia wyjdą, mogą na tym nawet w rywalizacji zyskać. Te, które zatracą się w wojnie politycznej, mogą bardzo dużo stracić. […] Odsuwanie wyborów prezydenckich jest nie tylko niemożliwe, ale oznacza także wielopiętrowe konsekwencje, które odebrałyby Polsce kluczowy atut: stabilność polityczną. To był i jest wybór zero-jedynkowy: głosowanie w maju, a potem stabilność i skupienie na walce z kryzysem albo histeryczna, piekielna, pewnie trwająca rok, kampania.
Z kolei inny publicysta Marek Pyza w tekście „Korespondencyjnie, czyli bezpiecznie” wyjaśnia, co będzie znajdowało się w kopercie do głosowania korespondencyjnego :
- znajdować się będzie następujący zestaw: instrukcja, karta do głosowania, oświadczenie o osobistym i tajnym oddaniu głosu z danymi osobowymi, m.in. numerem PESEL (ma zastąpić legitymowanie się przed komisją) oraz dwie koperty – jedna tylko na kartę do głosowania (nazwijmy ją „wewnętrzną”) oraz druga („zewnętrzna”), do której włożymy oświadczenie oraz kopertę z głosem.
Na temat rzekomych zarzutów ryzyka zakażenia podczas wyborów korespondencyjnych pisze:
= Czym różni się rzekome niebezpieczeństwo związane z wyciągnięciem ze skrzynki pakietu wyborczego od towarzyszącego wyjmowaniu zwykłego listu, reklamy czy awiza? Dlaczego ewentualne stanie w kolejce do skrzyni wyborczej ma być ryzykowne, a identyczne stanie w kolejce do sklepu (przy zachowaniu odpowiednich odstępów) już nie? Przy zachowaniu podstawowych środków ostrożności, jakie stały się nieodłącznym elementem naszej codzienności, głosowanie korespondencyjne jest najbezpieczniejszym, jakie dziś można przeprowadzić.
Z kolei Marek Budzisz pisze na temat sposobów przekazywania informacji podczas pandemii koronawirusa. Pisze:
- Jeremiady obrońców wolności wypowiedzi nie są jednak w stanie przysłonić dwóch kwestii. A mianowicie pytania o to, w jaki sposób władze powinny reagować na falę zapełniających internet fake newsów oraz jak traktować wpisy osób cieszących się z racji sprawowanych funkcji lub profesji społecznym zaufaniem, które bez żadnych argumentów, a nieraz z pobudek politycznych tworzą, nagłaśniają i dystrybuują informacje, które często okazują się nieprawdą albo w najlepszym wypadku półprawdą. Dylemat ten w czasach pandemii jest o tyle bolesny, że tego rodzaju dezinformacja może kosztować w rezultacie życie wielu ludzi.
mp/tygodnik sieci | Wypoczynek w spa. Atrakcyjne oferty w górach i nad morzem
Wymarzony urlop to nie tylko okazja do zwiedzania, ale również odpoczynku. Trudno wyobrazić sobie lepszy sposób na naładowanie baterii na cały rok niż ucieczka z zatłoczonego miasta i wypoczynek w hotelu spa.
Głosuj Głosuj Podziel się Opinie
Postaw na pełną regenerację w nowym roku (123RF)
W Polsce znajdziesz wiele miejsc o bardzo wysokim standardzie, które zaskoczą cię niską ceną. Zima to idealny czas na to, by je odwiedzić.
Nadmorski wypoczynek
Weekendowe wypady czy dłuższe wyjazdy – nawet krótki czas spędzony w centrum spa może znacznie poprawić samopoczucie. Jeśli zimą brakuje ci morskiej atmosfery, możesz postawić na gabinety odnowy biologicznej wykorzystujące w swoich zabiegach sól morską i algi. Stworzenie morskiego mikroklimatu nie tylko wzmocni odporność, ale również przyniesie ukojenie i da ci poczucie pełnego rozluźnienia.
Hotel spa z krytym basenem to również doskonała alternatywa dla tych, którzy tęsknią za pływaniem i wylegiwaniem się na plaży. Baseny, sauny i jacuzzi, a nawet łaźnie i groty aromatyczne przyciągają wielu odwiedzających, a zimą możesz liczyć na to, że wokół nie będzie tłoku. Dodatkowo możesz liczyć na szereg różnych atrakcji, nie tylko tych dla najmłodszych.
Już teraz warto pomyśleć o letnim wypoczynku. Planując urlop odpowiednio wcześnie, będziesz mieć większe pole do manewru. Możesz wybrać obiekt, który będzie położony pięć minut spacerem od plaży lub luksusowe apartamenty dla większej liczby osób w sąsiednich pokojach.
Spa z widokiem na góry
Zima to doskonały czas na to, by udać się na wypoczynek spa w górach. Entuzjaści zimowych sportów i śniegu znajdą na południu Polski wszystko, czego potrzebują, a po całym dniu na stoku nie ma nic lepszego, niż regeneracja sił w strefie spa i wellness.
Przykładowo Hotel Czarny Potok oddaje gościom do dyspozycji centrum wodno-termalne, które pozwoli zregenerować siły. W centrum spa można natomiast skorzystać z szeregu zabiegów oczyszczających w oparciu o najlepsze kosmetyki.
Shutterstock.com Podziel się
Postaw na specjalne zabiegi
Przy wyborze miejsca do spędzenia wypoczynku zwróć uwagę na to, jakie zabiegi oferuje wybrany przez ciebie ośrodek. Wiele z nich, takie jak choćby okłady borowinowe czy masaże znajdziesz w prawie wszystkich ośrodkach. Bardziej specjalistyczne i wymagające odpowiedniego podejścia zabiegi oferowane są jedynie przez nielicznych. | 1 |
Premier Mateusz Morawiecki został uhonorowany nagrodą „Człowieka Wolności”. To nagroda przyznawana przyznawana przez tygodnik „Sieci”. Podczas gali premier powiedział, że „gwarantem ciągłości walki o wolność jest prezydent Andrzej Duda”.
Szef rządu odebrał symboliczną statuetkę podczas gali w Warszawie. Dziękował organizatorom za wyróżnienie i podkreślał, że wolność jest nie tylko darem, ale i zobowiązaniem. Mówił o znaczeniu wolności w polskiej historii. Podsumował, że jest ona wartością, o którą trzeba zabiegać i ją pielęgnować
Premier podkreślał, że wolność to dla niego pewne wspólne doświadczenie, „wspólnota idei, ideałów, ludzi, którzy dążą do lepszego świata, lepszej Polski”. Zwrócił uwagę, że w XX wieku wolność była „naznaczona bardzo charakterystycznym polskim losem”.
– Odzyskana z trudem w 1918 roku, później tak szybko utracona w momencie, kiedy stawiliśmy czoła niemieckiej nawałnicy, a potem sowieckiej nawale. Później przez lata odzyskiwana właściwie w czasie beznadziei, aż w końcu erupcja Solidarności, która dała nam tą wielką nadzieję republikańskiej solidarnościowej wolności – przypomniał Morawiecki.
Szef rządu wskazał, że siłę naszej wolności musimy czerpać nie tylko z tradycji i przeszłości, ale też z woli budowy silnej, nowej przyszłości, „z łapania tego byka nowoczesności za rogi”. – Nie możemy z sentymentem patrzeć tylko na przeszłość, musimy z odwagą popatrzeć w przyszłość – przekonywał Morawiecki.
#wieszwiecej Polub nas
Podkreślił, że podczas niedawnego Światowego Forum Ekonomicznego w Davos miał okazję rozmawiać na temat sztucznej inteligencji.– Ona rodzi oczywiście wielkie wyzwania – regulacyjne, nie tylko, wielkie wątpliwości, ale jednocześnie nie możemy się ich bać, musimy je okiełznać. Gdyż jeśli tego nie zrobimy, inni podejmą to wyzwanie i wygrają z nami wyścig o lepszą przyszłość, wygrają z nami tak, jak muszkiet i karabin wygrał z szablą – wskazał premier.
Morawiecki mówił, że ostatnie 30 lata to dla Polski maraton w kilku obszarach, m.in. w gospodarce.
– Ten wyścig znaczony jest rewolucją cyfrową, klimatyczną, rewolucją w tych obszarach, w których konkurują najlepsi – w najnowszych technologiach, sztucznej inteligencji, zarządzania wielkimi zbiorami danych, uczącymi się maszynami czy technologiami kwantowymi, które jawią się jako najbardziej obiecujące technologie najbliższych dekad. I my musimy i od strony regulacyjnej, finansowej, intelektualnej i kulturowej zmierzyć się z ta przyszłością – przekonywał premier.
– Musimy czerpiąc z naszej siły historii i wspaniałej tradycji polskiej kultury zmierzyć się z tą przyszłością, wejść w tą przyszłość w sposób odważny, bo naród to nie tylko historia, język, kultura, to również wola trwania w przyszłości, wola prezentowania naszych osiągnięć, naszych sukcesów, naszej wspaniałej pamięci i historii i prezentowania jej innym narodom i wygrywania wśród nich – dodał.
– Gwarantem ciągłości walki o wolność jest prezydent Andrzej Duda – mówił premier Morawiecki. – Już w maju odpowiemy na bardzo ważne pytania wyborcze i takim gwarantem ciągłości walki o wolność w coraz to bardziej nowoczesnym wydaniu, ale jednocześnie jak najbardziej arcypolskim, gwarantem jest prezydent Andrzej Duda – powiedział premier.
Laudację na cześć Morawieckiego wygłosił publicysta Bronisław Wildstein. Wcześniej odczytany został list od prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. | „Nie możemy dać się uśpić, wcisnąć w koleiny bezczynności. Wrogowie wolności kochają bezczynność, chcą marazmu. Nie możemy na nią pozwolić. Tu i teraz odbywa się walka o wolność” – podkreślił premier Mateusz Morawiecki, który podczas ubiegłotygodniowej uroczystej gali odebrał statuetkę Człowiek Wolności 2019 tygodnika „Sieci”.
W relacji z uroczystej gali Adam Kacprzak zauważa, że Człowieka Wolności redakcja tygodnika „Sieci” wybrała już po raz siódmy. Nagrodę otrzymują co roku ludzie, dla których wolność jest wartością najważniejszą, a jej obrona i szerzenie – codzienną powinnością. List do uczestników uroczystości przekazał Jarosław Kaczyński, również laureat nagrody Człowiek Wolności. Podkreślił w nim, że Mateusz Morawiecki jest osobą „o ogromnych zasługach dla krzewienia rzeczywistej polskiej wolności”.
Adam Kacprzak cytuje słowa premiera Mateusza Morawieckiego, który… dziękując za przyznaną nagrodę, mówił jednocześnie, że jest ona wielkim zobowiązaniem „do refleksji nad wolnością”. W swoim przemówieniu podkreślał, że wolność to dla niego „wspólne doświadczenie”, a także „wspólnota idei, ideałów i ludzi, którzy dążą do lepszego świata, lepszej Polski”. Przypomniał też o różnych formach wolności w polskiej historii – pracy pozytywistycznej, wysiłkach powstańczych, ale także destrukcyjnej wolności anarchicznej. „Wielkie akty wolnościowe Polaków pokazywały, że rozumiemy wolność w sposób bardzo specyficzny. Jako pewnego rodzaju więź, która jest składnikiem budującym naród, czerpiącym soki żywotne z przeszłości, ale jednocześnie sięgając w przyszłość” – wskazywał. Jak zauważył, „nie możemy tylko z sentymentem patrzeć w przeszłość, musimy z odwagą spojrzeć w przyszłość”. […]
Szef rządu pytał również, czy będziemy w stanie zmierzyć się z wyzwaniami przyszłości.
„Już w maju odpowiemy na bardzo ważne pytanie wyborcze. Takim gwarantem ciągłości walki o wolność w coraz to bardziej nowoczesnym wydaniu, ale jednocześnie jak najbardziej polskim, jest prezydent Andrzej Duda. I to jest pytanie, na które Polacy muszą już wkrótce odpowiedzieć, czy chcą takiej gwarancji, kontynuacji takiej wolności, które realizuje hasło republikańskie i hasło Solidarności, że nie ma wolności bez solidarności”.
Podczas uroczystej gali laudację na cześć laureata nagrody, zatytułowaną „Strażnik etosu republikańskiego” wygłosił publicysta tygodnika Bronisław Wildstein, który o premierze Morawieckim powiedział:
To przede wszystkim autor kompetentnej i odpowiedzialnej polityki ekonomicznej, która przynosi konkretne efekty […]. To także przywódca prowadzący do wzrostu znaczenia Polski w relacjach międzynarodowych, zwłaszcza w Unii Europejskiej […]. Premier wie, że dobrobyt swój musimy wypracować sami i nie zastąpią go sztuczki z budżetem państwowym oraz programy społeczne. Ma jednak świadomość, że zdrowa gospodarka wyrosnąć może wyłącznie w państwie sprawiedliwym, w którym prawo nie jest instrumentem w rękach silniejszych i nie stanowi własności prawników; we wspólnocie, która ma poczucie swojej współzależności i jest wobec siebie lojalna […]. Premier Morawiecki rozumie, że nie jesteśmy samotną wyspą, funkcjonujemy w europejskim i globalnym kontekście, co nie oznacza, że mamy podporządkować się mocy silniejszych, ale układ ten otwiera dla nas przestrzeń gry na międzynarodowej szachownicy. Mateusz Morawiecki często odwołuje się do republikańskiego fundamentu naszej wolności, wskazuje, że nawet osobnicza swoboda wyrasta ze wspólnotowego środowiska. Rozumie, co to znaczy prawdziwa wolność. Premier Morawiecki – człowiek wolności.
Więcej w najnowszym numerze „Sieci”, w sprzedaży od 10 lutego br., także w formie e-wydania na http://www.wsieciprawdy.pl/e-wydanie.html.
Zapraszamy też do subskrypcji tygodnika w Sieci Przyjaciół – www.siecprzyjaciol.pl i oglądania ciekawych audycji telewizji wPolsce.pl. | 4 |
Ochrona klimatu jest bardzo ważna, ale trzeba działać chroniąc też stabilność polskiej gospodarki - powiedział prezydent Andrzej Duda we wtorek w Davos. Pilną sprawą jest ochrona powietrza przed pyłami ze względów zdrowotnych – zaznaczył.
Reklama
Prezydent, który we wtorek rozpoczął wizytę na 50. światowym forum ekonomicznym w Davos, był pytany przez polskich dziennikarzy o wypowiedzi na temat klimatu prezydenta USA Donalda Trumpa i młodej szwedzkiej aktywistki Grety Thunberg. Zapytano prezydenta, czy bliższe są mu słowa przywódcy Stanów Zjednoczonych, który przekonywał, że nie należy słuchać tych, którzy wieszczą zagładę; czy też może Grety Thunberg, która wzywała w Davos do działań na rzecz ochrony klimatu mówiąc, że świat płonie.
Reklama
"Świat prędzej czy później się skończy mówiąc tak bardzo szeroko a nawet nieco metafizycznie. Natomiast ja patrzę na to przede wszystkim z punktu widzenia polskiej sytuacji i polskiego interesu - polskiego obywatela i pracownika, przedsiębiorcy" - odparł Andrzej Duda.
"Nie mam żadnych wątpliwości, że musimy być w nurcie światowej ochrony klimatu, to jest bardzo ważne, ale musimy to robić w taki sposób, żeby działając ku ochronie klimatu, chronić także stabilność funkcjonowania polskiej gospodarki, polskiej rodziny, chronić miejsca pracy" – powiedział Duda.
Dodał, że proces odchodzenia od paliw kopalnych będzie kosztowny, dlatego musi zostać rozłożony w czasie. "Ale my go będziemy realizowali" - zapewnił. "To, co jest ważne teraz, zaraz, z czym musimy się uporać natychmiast, to nieco inna kwestia, nie tyle związana z samą ochroną klimatu (...) jest ochrona powietrza przed pyłami zawieszonymi. To jest niezwykle istotne z punktu widzenia bieżącego zdrowia Polaków i ich dobrego samopoczucia" - powiedział.
Reklama
Zaznaczył, że jest to problem nie tylko dużych miast, ale i kilku polskich kurortów. "Cieszę się, że powstają w tym zakresie różne programy rządowe, bo chciałbym, żebyśmy na to właśnie, na ochronę powietrza, żeby to powietrze było mniej zapylone, żeby było czystsze, zwłaszcza w okresie zimowym, położyli ogromny nacisk" – powiedział. Dziękował tym, którzy stosują się do zaostrzonych przepisów, dodając, że w jego rodzinnym Krakowie "sytuacja bardzo znacząco się poprawiła, gorzej jest w gminach ościennych".
Odnosząc się do swej aktywności na Forum, Duda mówił dziennikarzom, że odbył już spotkanie z liderami biznesu inwestującymi w Polsce, z którymi rozmawiał na temat perspektyw rozwoju Polski. Wziął też udział w panelu poświęcony Europie Środkowo-Wschodniej, na którym - jak mówił prezydent - byli też obecni prezydenci Łotwy, Litwy i Serbii, premier Chorwacji a także szef Parlamentu Europejskiego. Zaznaczył, ze dyskusja dotyczyła między innymi Inicjatywy Trójmorza.
"Ten dzień dziś jest dniem sensu stricto ekonomicznym. Oczywiście my patrzymy na ekonomię z punktu widzenia polityki, ale generalnie mówiliśmy o perspektywach rozwoju" - powiedział Duda. Wyraził satysfakcję, że "Polska była wielokrotnie wymieniana jako kraj, który jest liderem w naszej części Europy, który bardzo dynamicznie się rozwija i w tym zakresie stanowi także przykład dla innych". "To było dzisiaj podkreślane" - powiedział prezydent.
Jak dodał, mówiono też bardzo wiele o spowolnieniu gospodarczym w Niemczech. "Wiele było o to pytań, jaki jest wpływ tego zjawiska na nasze gospodarki" - dodał Andrzej Duda.
Duda wskazywał, że Polska rozwija się dynamicznie także jeśli chodzi o duże inwestycje. Wymienił m.in. rozwój sieci drogowej, kolejowej, czy planowaną budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego. Jak mówił, zarówno nasi sąsiedzi, Europa Środkowa, ale też państwa Europy Zachodniej "dostrzegają jak dużą mamy ambicję". "To nie jest tylko ambicja sprowadzająca się do słów, tylko od słów przechodzi się u nas konkretnie do czynów" - stwierdził prezydent.
Prezydent nawiązał też do otwarcia Domu Polskiego w Davos, które oficjalnie będzie miało miejsce we wtorek popołudniu. W Domu Polskim zorganizowanym prze PZU i Bank Pekao będą się odbywać prezentacje, konferencje oraz debaty dotyczące globalnej i polskiej gospodarki z udziałem szerokiego grona ekspertów, jak również przedstawicieli polityki oraz biznesu.
Prezydent podkreślił, że cieszy go ta inicjatywa, która w Davos ma miejsce już po raz drugi. "Jest to miejsce, gdzie polski biznes, który jest tutaj, może się spotkać; to jest miejsce, gdzie można porozmawiać o inwestowaniu w Polsce, jest to także miejsce, gdzie właśnie zagraniczny inwestor może się spotkać z przedstawicielem Rzeczypospolitej, spotkać z przedstawicielami polskiego biznesu" - powiedział.
"Bardzo się cieszę, że jesteśmy tutaj w taki wyraźnie widoczny sposób obecni, bo to także pokazuje naszą aktywność, ale przede wszystkim, co dla mnie bardzo ważne, pokazuje naszą ambicję, że chcemy się liczyć, chcemy być widoczni, zapraszamy do siebie, jesteśmy otwarci, zachęcamy" - dodał prezydent.
Duda powiedział, że jeśli do tego doda się "ten efekt mówienia tutaj o Polsce, przedstawiania polskiej sytuacji gospodarczej" i to, co inwestorzy i politycy oraz uczestniczy różnych paneli WEF już o Polsce wiedzą i jaką mają opinię, to on może tylko zachęcać do takiego działania. Jak ocenił, jego efekt "jest co najmniej zadowalający".
We wtorek wieczorem Duda weźmie udział w obiedzie wydawanym przez założyciela i prezesa WEF Klausa Schwaba dla uczestników Forum. | Pierwszy dzień Światowego Szczytu Ekonomicznego w Davos był zdominowany przez zagrożenia klimatyczne. Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump przekonywał, że nie należy słuchać tych, którzy wieszczą zagładę. Na przeciwnym biegunie jest Greta Thunberg, która uważa, że świat płonie i wzywała w Davos do zdecydowanych działań na rzecz ochrony klimatu. Polski prezydent również był pytany o stanowisko w tej sprawie.
Donald Trump, Angela Merkel i Andrzej Duda. Davos gotowe na światowych przywódców i trudne tematy
- Świat prędzej czy później się skończy, mówiąc tak bardzo szeroko, a nawet nieco metafizycznie. Natomiast ja patrzę na to przede wszystkim z punktu widzenia polskiej sytuacji i polskiego interesu. Polskiego obywatela i pracownika, przedsiębiorcy - mówił Andrzej Duda, cytowany przez PAP.
Zobacz też: Davos a raport o nierównościach płacowych. "Temat do rozmów, ale nic więcej"
- Nie mam żadnych wątpliwości, że musimy być w światowym nurcie, jeśli chodzi o ochronę klimatu, to jest bardzo ważne, ale musimy to robić w taki sposób, żeby działając ku ochronie klimatu, chronić także stabilność funkcjonowania polskiej gospodarki - dodał.
Uspokoił jednak, że proces odchodzenia od paliw kopalnych będzie realizowany, choć musi być rozłożony w czasie. Zwrócił też uwagę na smog - jako problem, z którym trzeba się zmierzyć.
Biznes to biznes. Świat pompuje miliardy w paliwa kopalne
Prezydent poinformował także, że spotkał się z przedsiębiorcami inwestującymi w Polsce, z którymi rozmawiał na temat perspektyw rozwoju naszego kraju. Uczestniczył w panelu poświęconym Europie Środkowo-Wschodniej, razem z prezydentami Łotwy, Litwy i Serbii, premier Chorwacji i szefem Parlamentu Europejskiego.
Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
komentarze +1 +1 ważne smutne ciekawe irytujące | 4 |
Reklama
"Ten projekt ustawy, który nowelizuje Kodeks karny, zawiera nowelizacje kilku przepisów, ale łączy je wspólny mianownik - chodzi o wolność słowa i wolność ekspresji - rozumianych w świetle najbardziej cywilizowanych norm dotyczących standardów praw człowieka" - zaznaczył Śmiszek.
Reklama
Projekt zakłada usunięcie z Kodeksu karnego art. 135 par. 2, który brzmi: "Kto publicznie znieważa Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3", a także art. 212 dotyczący zniesławienia: "Kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności".
Jak zaznaczył Śmiszek, zmiany są odpowiedzią na postulaty organizacji pozarządowych, ekspertów czy dziennikarzy. "Ale także wynika to z wieloletniego, ugruntowanego orzecznictwa europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu" - dodał. "Nam przyświeca jedna rzecz: za słowa nie powinno się iść do więzienia" - podkreślił.
"Prawo karne powinno być używane w demokratycznym państwie prawa tylko i wyłącznie jako środek ostateczny. To oznacza, że jeśli nie ma innych możliwości dochodzenia swoich praw, wtedy powinno zostać zaangażowane to władztwo państwa, jakim jest możliwość pozbawienia kogoś wolności, ograniczenia wolności czy nałożenie grzywny" - stwierdził Śmiszek. "Jesteśmy przekonani, że zarówno w kontekście art. 212, jak i 135 par. 2, istnieją inne efektywne środki prawne, czyli prawo cywilne, czyli np. możliwość dochodzenia swoich roszczeń na gruncie przepisów o ochronie dóbr osobistych" - dodał.
Wiceszef klubu Lewicy zaznaczył, że zarówno prezydent - ponieważ jest obywatelem - jak i każdy inny obywatel może posługiwać się przepisami kodeksu cywilnego. "Mamy ugruntowane od kilkudziesięciu lat orzecznictwo dotyczące ochrony dóbr osobistych i spokojnie można te roszczenia na nich opierać" - podkreślił.
Projekt Lewicy wprowadza także zmiany w art. 256 Kk par. 1 (Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2) i art. 257 Kk par. 1 ("Kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3).
Śmiszek powiedział, że projekt do katalogu osób narażonych na przestępstwa z nienawiści dodaje: orientacje seksualną, wiek, niepełnosprawność, płeć i tożsamość płciową. "To są standardy XXI wieku w większości państw i to nie są przepisy obowiązujące tylko w Szwecji czy Holandii, ale to są przepisy, które obowiązują też np. na Litwie, na Węgrzech czy w Chorwacji, więc nie są to jakieś nowinki, tylko o tym cywilizowany świat mówi już od kilkudziesięciu lat" - dodał.
"Obecnie mamy w Polsce nasilenie retoryki homofobicznej, rasistowskiej, ksenofobicznej; uważamy, że akurat jeśli chodzi o grupy społecznie szczególnie narażone ze względu na swoją cechę osobowościową, to tutaj prawo karne powinno i może wkraczać, bo pamiętajmy, że przepisy zakazujące mowy nienawiści z powodu rasy czy pochodzenia, czy przestępstw z nienawiści, to jest pokłosie II wojny światowej, kiedy właśnie mowa nienawiści doprowadziła do zbrodni z nienawiści i skończyła się tragedią II wojny światowej, więc tutaj takie zmiany, takie ograniczenia w wolności wypowiedzi są uzasadnione z uwagi na wyższe dobro, jakim jest bezpieczeństwo grup narażonych na dyskryminację" - podkreślił Śmiszek. (PAP)
autor: Grzegorz Bruszewski | Resort zamieścił wykres, jak wypada nasz kraj na tle innych, na swoim profilu na Twitterze.
Reklama
Podano w nim, że na milion mieszkańców w Polsce przypada 31 zgonów spowodowanych koronawirusem. Dla porównania, w Belgii jest to 829 zgonów na milion mieszkańców, w Hiszpanii – 580, w Wielkiej Brytanii – 598, we Włoszech - 562, we Francji – 448, w Szwecji – 465, w Niemczech – 105, w Austrii – 75, w Rumunii – 70, na Węgrzech – 57, w Czechach – 31, na Litwie – 26, Chorwacji – 25, a w Grecji – 17.
W Polsce zakażenie koronawirusem potwierdzono dotąd u 27 tys. 365 osób, z których 1 tys. 172 zmarły. (PAP)
Autor: Katarzyna Lechowicz-Dyl | 1 |
Zbigniew Stonoga opuścił areszt po wpłaceniu poręczenia majątkowego w kwocie 200 tys. zł – dowiedziała się PAP. Przebywał w nim od 6 maja.
Postępowanie, którego dotyczył wniosek aresztowy, jest „odpryskiem” sprawy, w której główny proces toczy się już przed krakowskim sądem, ma chodzić m.in. o zarzut prania pieniędzy.
28 lutego br. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Pragi Północ nie uwzględnił wniosku o areszt. „Sąd uznał, że nie ma żadnych przesłanek do zastosowania aresztu, sąd nie zastosował także innych środków zapobiegawczych” – mówili wtedy obrońcy Stonogi.
Na tamto postanowienie prokuratura złożyła zażalenie, którym na początku maja zajmował się Sąd Okręgowy Warszawa-Praga. Ten orzekł wobec Stonogi warunkowy areszt. Przebywał w nim od 6 maja i jak dowiedziała się PAP w poniedziałek opuścił go po wpłaceniu poręczenia majątkowego w kwocie 200 tys. zł.
Rok temu przed sądem w Krakowie rozpoczął się proces dziewięciu osób – w tym Stonogi – odpowiadających za wyrządzenie szkody znacznej wartości w majątku krakowskiej spółki motoryzacyjnej Viamot. Według prokuratury, w wyniku działań tych osób spółka miała stracić ponad 42 mln zł.
W połowie maja Sąd Rejonowy Lublin-Zachód nie uwzględnił innego wniosku lubelskiej prokuratury o aresztowanie Zbigniewa Stonogi. O aresztowanie Stonogi wystąpiła po raz trzeci Prokuratura Regionalna w Lublinie, która zarzuciła mu oszustwa podczas prowadzenia działalności charytatywnej i pranie brudnych pieniędzy. Chodzi o ponad 900 tys. zł. (PAP) | Stonoga nie wpłacił poręczenia majątkowego, ale i tak sąd nie zastosował aresztu
Opublikowano dnia 03.06.2020 15:45
Sąd Okręgowy w Lublinie nie uwzględnił w środę zażalenia prokuratury i utrzymał w mocy decyzję tutejszego sądu rejonowego, który nie zastosował aresztu wobec Zbigniewa Stonogi. Stonoga nie wpłacił poręczenia majątkowego w wysokości 500 tys. zł.
Aresztowania Stonogi domagała się Prokuratura Regionalna w Lublinie, która zarzuciła mu oszustwa podczas prowadzenia działalności charytatywnej i pranie brudnych pieniędzy. Chodzi o ponad 900 tys. zł. Czyny te zagrożone są karą do 15 lat więzienia. Wniosek o areszt lubelska prokuratura w skierowała po raz trzeci. 13 maja Sąd Rejonowy Lublin-Zachód nie uwzględnił go. To postanowienie, zaskarżone przez prokuraturę, utrzymał w środę w mocy sąd drugiej instancji.
Sąd okręgowy uznał, że prokuratura nie wykazała realności obawy matactwa ze strony podejrzanego - powiedziała rzeczniczka Sądu Okręgowego w Lublinie Barbara Markowska. "Sąd wskazał, że istnienie obawy matactwa powinno wynikać z konkretnych okoliczności faktycznych, obawy matactwa nie można domniemywać" - dodała.
"Okoliczności obecnie nie uzasadniają, żeby obawa ucieczki bądź ukrycia się podejrzanego była uzasadniona. Skarżący nie wykazał, aby zaszły jakieś zmiany od czasu wydania decyzji przez sąd rejonowy. Nieuiszczenie pełnej kwoty poręczenia nie jest równoznaczne z utrudnianiem postępowania"
- cytowała Markowska uzasadnienie postanowienia sądu okręgowego.
Markowska zaznaczyła, że sąd odwoławczy podzielił stanowisko sądu pierwszej instancji, iż błędem było powoływanie się przez prokuraturę na artykuł 258a kpk. Przepis ten nakazuje prokuraturze i sądowi zastosowanie skuteczniejszego środka zapobiegawczego, gdy osoba podejrzana nie wywiązuje się z obowiązków nałożonych wcześniej na nią jako środek zapobiegawczy.
Przepis ten został dodany do Kodeksu postępowania karnego przez tzw. ustawę antycovidową 31 marca tego roku i nie ma zastosowania do postępowań wszczętych wcześniej. Stonoga wpłacił jedynie 53,9 tys. zł, podczas gdy poprzednio zastosowano wobec niego poręczenie w kwocie 500 tys. zł - informowała Markowska w maju.
W grudniu ubiegłego roku, gdy lubelska prokuratura po raz pierwszy wnioskowała o aresztowanie Zbigniewa Stonogi, sąd nie uwzględnił tego wniosku, natomiast zastosował wobec niego poręczenie majątkowe w wysokości 500 tys. zł, dozór policji oraz zakaz opuszczania kraju, połączony z zatrzymaniem paszportu. Zażalenie prokuratury zostało oddalone. Sąd wyznaczył Stonodze termin wpłacenia poręczenia na 24 stycznia.
W lutym tego roku prokurator skierował ponowny wniosek o aresztowanie Stonogi, wskazując, że podejrzany nie stosuje się do zastosowanego środka zapobiegawczego i lekceważy decyzję sądu. Sąd rejonowy oddalił ten wniosek, a zaskarżone przez prokuraturę orzeczenie utrzymał w mocy lubelski sąd okręgowy.
Barbara Markowska informowała wtedy, że w ocenie sądu, w tej sprawie wystarczające będą środki zapobiegawcze "o charakterze nie izolacyjnym".
"Nawet mimo niewpłacenia tego poręczenia sąd uznał, że areszt nie jest konieczny. Podejrzany regularnie stawia się na dozór, stosuje się do zakazu opuszczania kraju, ma stałe miejsce zamieszkania w kraju, nie podejmuje zachowań mających wpływ na treść zeznań i wyjaśnień przesłuchanych w sprawie osób"
- mówiła Markowska.
Sąd wskazał też, że tej sprawie zgromadzony został obszerny materiał dowodowy, przesłuchany został podejrzany oraz świadkowie. Postępowanie przygotowawcze opiera się w przeważającej części na analizie dowodów o charakterze nieosobowym, na które potencjalny wpływ podejrzanego jest minimalny - informowała Markowska.
6 maja po zażaleniu prokuratora warszawski sąd okręgowy orzekł warunkowy areszt wobec Stonogi, i tego samego dnia został on zatrzymany. Opuścił areszt po wpłaceniu 200 tys. zł poręczenia majątkowego. Postępowanie, którego dotyczył ten wniosek aresztowy, jest "odpryskiem" sprawy, w której główny proces toczy się już przed krakowskim sądem, ma chodzić m.in. o zarzut prania pieniędzy. 28 lutego br. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Pragi Północ nie uwzględnił wniosku o areszt. Na tamto postanowienie prokuratura złożyła zażalenie.
Stonoga jest znany organom ścigania od ponad 20 lat. Przeciwko niemu toczyły się postępowania dotyczące m.in. przestępstw gospodarczych, fałszowania dokumentów, oszustw, składania fałszywych zeznań i znieważania (w tym Prezydenta RP). Orzekające w jego sprawach sądy skazały go na kary w sumie kilkuletniego pozbawienia wolności.
Zbigniew Stonoga zgodził się na podawanie jego pełnego nazwiska.
Źródło: PAP
Autor: Zbigniew Kopeć
kop/ lena/ | 4 |
Drogi Użytkowniku!
W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych możemy przetwarzać Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane dodatkowo jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).
Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.
Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).
Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.
Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do odwołania zgody oraz prawo sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl. Wycofanie zgody nie wpływa na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego przed jej wycofaniem.
W dowolnym czasie możesz określić warunki przechowywania i dostępu do plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej.
Jeśli zgadzasz się na wykorzystanie technologii plików cookies wystarczy kliknąć poniższy przycisk „Przejdź do serwisu”.
Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o. | Drogi Użytkowniku!
W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych możemy przetwarzać Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane dodatkowo jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).
Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.
Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).
Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.
Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do odwołania zgody oraz prawo sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl. Wycofanie zgody nie wpływa na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego przed jej wycofaniem.
W dowolnym czasie możesz określić warunki przechowywania i dostępu do plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej.
Jeśli zgadzasz się na wykorzystanie technologii plików cookies wystarczy kliknąć poniższy przycisk „Przejdź do serwisu”.
Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o. | 3 |
Państwowa Komisja Wyborcza zarejestrowała wczoraj dwa pierwsze komitety wyborcze: Władysława Kosiniaka-Kamysza (PSL) i Krzysztofa Bosaka (Konfederacja). Co mają do powiedzenia poszczególni kandydaci na starcie kampanii wyborczej?
W majowych wyborach prezydenckich zamierzają wystartować także starający się o reelekcję prezydent Andrzej Duda, reprezentująca Platformę Obywatelską Małgorzata Kidawa-Błońska, Robert Biedroń (Lewica) oraz kandydat niezależny Szymon Hołownia. Ponadto w niedzielę swój akces zgłosił partii „Ruch Prawdziwa Europa – Europa Christi” Mirosław Piotrowski.
Donald Tusk nie wystartuje w wyborach prezydenckich Szef Rady Europejskiej Donald Tusk poinformował, że nie będzie kandydował w zbliżających się wyborach prezydenckich. Uciął w ten sposób ciągnące się od dłuższego czasu spekulacje dotyczące jego politycznej przyszłości. Może to oznaczać, że w KO odbędą się niebawem prawybory, choć zarząd, …
Komitety wyborcze muszą być utworzone do połowy marca
Komitet wyborczy kandydata na prezydenta może utworzyć co najmniej 15 obywateli mających prawa wyborcze. Konieczne są do tego: pisemna zgoda kandydata na kandydowanie oraz na utworzenie jego komitetu. Od kandydatów urodzonych przed 1 sierpnia 1972 r. wymagane jest ponadto oświadczenie lustracyjne. Do zgłoszenia muszą zostać dołączone podpisy tysiąca obywateli popierających danego kandydata. Na utworzenie komitetów wyborczych jest czas do 16 marca.
W ciągu trzech dni PKW powinna wydać postanowienie o przyjęciu zawiadomienia ws. utworzenia komitetu wyborczego (czyli na tzw. rejestrację komitetu) lub dać pełnomocnikowi trzy dni na usunięcie wad zgłoszenia. Dopiero po rejestracji komitetu przez Państwową Komisję Wyborczą, może on prowadzić agitację, a także pozyskiwać i wydatkować środki przeznaczone na kampanię.
Natomiast do rejestracji kandydata w wyborach prezydenckich, konieczne jest przedstawienie minimum 100 tys. podpisów obywateli wspierających taką kandydaturę. Czas na ich zebranie kończy się 26 marca. Najpóźniej 20 kwietnia PKW musi wydać obwieszczenie z listą kandydatów.
Wybory 10 maja
W zeszłym tygodniu marszałek Sejmu Elżbieta Witek ogłosiła datę wyborów prezydenckich i w czwartek (6 lutego) ruszyła – już formalnie – kampania wyborcza. Pierwsza tura wyborów prezydenckich odbędzie się 10 maja. Jeśli tego dnia żaden z kandydatów nie uzyska ponad połowy ważnie oddanych głosów, to 24 maja odbędzie się druga tura.
Marszałek Witek przyznała, że długo zastanawiała się nad datą. “Pierwotnie miałam na myśli zupełnie inną datę – 17 maja” – ujawniła. Zmieniła zdanie, bo prosiła o to ambasada polska w Rzymie. “To mi rzeczywiście umknęło wcześniej, kiedy na myśl wpadła mi ta data 17., że w Watykanie będą hucznie obchodzone uroczystości związane z setną rocznicą urodzin Jana Pawła II. Tam będą tysiące pielgrzymów, także z Polski” – wyjaśniła Witek.
Marszałek Sejmu odpowiedziała też opozycji, która zarzucała jej zwlekanie z ogłoszeniem terminu wyborów po to, żeby dać przewagę prezydentowi Dudzie, który prowadził swoją kampanię łącząc ją ze sprawowaniem obowiązków głowy państwa. Podkreśliła, że zmieściła się w czasie, bo ogłosiła termin wyborów na dzień przed upływem ostatecznego terminu.
Szłapka: Ruszamy, jesteśmy pewni, że te wybory będą wygrane
“Ruszamy, jesteśmy pewni, że te wybory będą wygrane, pani marszałek jest codziennie w różnych miejscach w Polsce” – przekonywał w poniedziałek (10 lutego) przed siedzibą PKW Adam Szłapka, rzecznik sztabu wyborczego Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Razem z posłanką Aleksandrą Gajewską poinformowali, że w poniedziałek złożone zostały dokumenty konieczne do rejestracji komitetu wyborczego kandydatki PO. ”Jesteśmy gotowi, zmotywowani i chcemy zmiany w Pałacu Prezydenckim, wierzymy, że tę zmianę może przeprowadzić właśnie Małgorzata Kidawa-Błońska” – powiedziała Gajewska.
Pod wnioskiem o zarejestrowanie komitetu wyborczego złożono trzy tysiące podpisów (wymagane minimum wynosi tysiąc). Ani Szłapka, ani Gajewska nie ujawnili, ile podpisów pod kandydaturą Kidawy-Błońskiej zamierzają zebrać, wobec deklaracji prezydenta Andrzeja Dudy o milionie podpisów pod jego kandydaturą. “My się ścigamy na głosy wyborców, nie będziemy się ścigać na listę zebranych podpisów” – zapewnił Szłapka. Przyznał jednak, że do zbierania podpisów chcą zaangażować jak największą liczbę osób.
Dwoje kandydatów PO w prawyborach prezydenckich Wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska i prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak, to dwoje kandydatów Platformy Obywatelskiej w prawyborach prezydenckich, których w piątek zatwierdził zarząd tego ugrupowania.
Hołownia też złożył dokumenty w PKW
Niezależny kandydat Szymon Hołownia wymagane dokumenty złożył w PKW w poniedziałek po południu. “To bardzo ważny dzień, już na starcie kampanii pierwsza bardzo oficjalna czynność” – powiedział. Przyznał przy tym, że do swojego komitetu wyborczego zaprosił bliskie mu osoby.
“To nie są ludzie z pierwszych stron polityki. To są lekarze, ludzie kultury, działacze społeczni” – wyliczał. Na konferencji wymienił m.in. europosłankę KE Janinę Ochojską, założycielkę Polskiej Akcji Humanitarnej, którą – jak powiedział – „niezwykle ceni”.
“Moja wizja prezydentury opiera się na czterech filarach: bezpieczeństwie narodowym, środowisku naturalnym, solidarnej Polsce oraz samorządach i działalności obywatelskiej” – podkreślił w piątek niezależny kandydat na prezydenta. Wczoraj zadeklarował natomiast, że “przede wszystkim przestrzegałby konstytucji”. Pytany w TVN24 czym różniłby się od obecnego prezydenta Hołownia dodał, że „żaden wywodzący się z partii prezydent nie będzie w stanie rozwiązać realnych problemów, które mamy”. “Zakleszczyliśmy się w takiej polsko-polskiej wojnie. Trzeba to odblokować poprzez doprowadzenie do sytuacji, w której strony znowu będą ze sobą rozmawiać” – oświadczył kandydat na prezydenta zastrzegając, że nie będzie to proste.
Nawiązując do sporu wokół wymiaru sprawiedliwości Hołownia podkreślił, że jego rozwiązanie wymaga decyzji politycznej. “Nie ma innej drogi niż polityczna. Musi się zmienić prezydent” – uznał. Opowiedział się także za debatą ws. stosowania metody in vitro i zachowaniem obecnych regulacji dotyczących aborcji.
Hołownia kolejnym kandydatem na prezydenta Polski Swój start w wyścigu do prezydenckiego fotela ogłosił wczoraj kolejny kandydat: Szymon Hołownia. Bezpartyjny dziennikarz, publicysta i pisarz swoją decyzję ogłosił w Gdańsku. W ten sposób na nieco więcej niż pół roku przed wyborami pewnych jest trzech kandydatów: obecny prezydent kandydat …
Kosiniak-Kamysz “nie odpuści” reformy służby zdrowia
Również w poniedziałek PKW zarejestrowała komitety wyborcze Władysława Kosiniaka-Kamysza (PSL) i Krzysztofa Bosaka (Konfederacja). Zawiadomienia o utworzeniu ich komitetów wyborczych wpłynęły do PKW już w piątek.
Kandydat PSL, który z zawodu jest lekarzem, zapowiedział w niedzielę (9 lutego), że jeśli zostanie prezydentem, to “nie odpuści” kwestii reformy służby zdrowia. “Daję nadzieję na reformę służby zdrowia i mówię o tym wprost: to będzie dla mnie zadanie numer jeden jako lekarza, jako polityka i jako pacjenta” – powiedział w TVN24. Kosiniak-Kamysz dodał, że zaangażuje “wszystkie siły polityczne” i nie będzie myślał o drugiej kadencji”. “Dlaczego nikt nie ryzykuje reformy zdrowia? Bo boi się, że przegra kolejne wybory. To ja mówię wprost: nie będę kalkulował” – zapewnił.
Kosiniak-Kamysz odniósł się także do 13. emerytury. W czwartek Senat wniósł poprawki do ustawy o dodatkowym rocznym świadczeniu pieniężnym dla emerytów i rencistów. Jedna z nich przewiduje wykreślenie zapisów wskazujących, że „trzynastki” będą wypłacane z Funduszu Solidarnościowego. Kandydat PSL na prezydenta tłumaczył, że senatorowie nie chcieli zabierać pieniędzy przeznaczonych dla osób niepełnosprawnych. “Nie można niepełnosprawnym zabierać, żeby dać emerytom, bo to jest okrucieństwo” – ocenił Kosiniak-Kamysz. Jego zdaniem dużo lepszym rozwiązaniem niż 13. emerytura “zależna od woli prezesa, byłaby emerytura bez podatku. “I to jest projekt, który już złożyliśmy jako obywatelski. Wywalczę go w końcu” – zapewnił.
Prezes PSL odniósł się również do sytuacji w polskim sądownictwie. Jego zdaniem, obecny rząd “nie przeprowadził żadnej reformy, tylko upolitycznia wymiar sprawiedliwości, który zagrozi bezpieczeństwu prawnemu, bezpieczeństwu sprawiedliwości, zablokuje rozwój Polski”. “Ja oczekuję dyscypliny od sędziów, ale w rzetelności i sprawności prowadzenia procesów, a nie będę ich dyscyplinował za to, że mają zdolność rozumowania” – oświadczył.
Kosiniak-Kamysz zapewnił także, że jeśli zostanie prezydentem, to tak samo będzie szanował tych, którzy na niego zagłosowali, jak i tych, którzy tego nie zrobią. “Tak samo będę dbał o wyborcę PiS-u, Platformy, innych ugrupowań. Będę dla wszystkich i będę wsłuchiwał się w głos wszystkich. To jest kluczowe, żeby od siebie zacząć. Jeżeli prezydent zacznie od siebie i pokaże swoim autorytetem, że to jest możliwe, to się przeniesie wszędzie” – przewiduje lider ludowców.
Kto zostanie prezydentem Polski? Kto obok Andrzeja Dudy będzie ubiegał się o urząd prezydenta RP? I dlaczego opozycja nie wystawi wspólnego kandydata? Największa niewiadoma prekampanii prezydenckiej została rozwiązana. Donald Tusk nie stanie w szranki w rywalizacji o urząd prezydenta. Jednak polityka nie znosi próżni. Decyzja przewodniczącego …
Bosak: Konfederacja rozpoczyna kontrrewolucję
„Konfederacja jest siłą, która dziś rozpoczyna kontrrewolucję” – oświadczył kandydat Konfederacji Wolność i Niepodległość inaugurując w piątek swoją kampanię wyborczą. Krzysztof Bosak zwrócił przy tym uwagę, że Konfederacja jest „siłą połączonych konserwatystów, nurtów wolnościowych, narodowych, tradycjonalistycznych, monarchistycznych, niezależnych grup społecznych”.
Przedstawiając wartości, do których zamierza przekonywać „miliony Polaków”, Bosak wskazał przede wszystkim na „wielki szacunek i wielkie przywiązanie do suwerenności” Polski, w tym przeciwdziałanie „dalszemu uszczuplaniu suwerenności” przez instytucje UE, które – jak ocenił – „mają stałą tendencję do rozszerzania swoich kompetencji”. Odnosząc się natomiast do zarzutów Brukseli dotyczących nieprzestrzegania zasad praworządności w Polsce, Bosak powiedział, że na podstawie „nikłych podstaw traktatowych, zaczyna nam się z zagranicy narzucać już nie tylko to, jakie wartości mamy wyznawać, ale – co więcej – jakie instytucje powołane ustawą państwa polskiego istnieją, a jakie nie istnieją”.
Wiceprezes Ruchu Narodowego mówił też o potrzebie utrzymania „suwerenności walutowej” kraju i o polityce obronnej. Zapowiedział, że będzie zwracał uwagę m.in. na „morale żołnierzy” i obronę terytorialną oraz przypomniał, że Konfederacja opowiada się za powszechnym dostępem do broni. Jako jego kolejne ważne zadanie wymienił „siłę gospodarczą” Polski i „troskę o przedsiębiorców” i wolność gospodarczą.
Sądownictwo w ocenie Bosaka „leży”, ale zapowiedział, że nie będzie opowiadał się po żadnej ze stron obecnego sporu, bo żadna z nich nie ma racji ani dobrej woli. Wśród kolejnych zadań prezydenta kandydat Konfederacji wymienił „racjonalny, zdrowy model ekologii”, co – jego zdaniem – wyklucza niektóre „lewackie pomysły”, jak np. przenoszenie części produkcji z Europy do np. Azji. Wiceprezes Ruchu Narodowego opowiedział się także za „zdrowym życiem” i oddaniem pacjentom możliwości zarządzania pieniędzmi, jakie przeznaczają na ochronę zdrowia.
Jakiej Europy chcą polscy politycy? – odpowiadają Radosław Sikorski, Konstanty Radziwiłł, Adrian Zandberg, Robert Gwiazdowski, Maciej Gdula, Władysław T. Bartoszewski, Krzysztof Bosak „Czy przyszłość Europy jest zagrożona?” – pod takim hasłem odbyła się na Uniwersytecie Warszawskim Wielka Debata Wyborcza portalu EURACTIV.pl. Kandydaci reprezentujący ogólnopolskie komitety wyborcze dyskutowali nie tylko o swoich programach, ale także o wizjach tego jak powinna wyglądać zjednoczona Europa.
Europa …
Piotrowski w kontrze do Dudy
“W odpowiedzi na oczekiwania wielu osób i środowisk katolickich oraz narodowych uprzejmie informuję, że będę kandydował na urząd Prezydenta RP” – oświadczył w sobotę (8 lutego) Mirosław Piotrowski. Swój start w tych wyborach zapowiadał jednak już wcześniej. Już w grudniu zeszłego roku z apelem o kandydowanie zwrócili się do niego bowiem członkowie partii „Ruch Prawdziwa Europa – Europa Christi”, której jest prezesem. W jego ocenie założone przez niego pod koniec 2018 r. ugrupowanie jest naprawdę jedyną katolicką, chrześcijańską i prawicową partią polityczną w Polsce.
Piotrowski nie kryje, że w kampanii wyborczej liczy na wsparcie Tadeusza Rydzyka (założyciela i dyrektora rozgłośni Radio Maryja oraz Telewizji Trwam) i deklaruje, że chce reprezentować środowisko katolicko-narodowe rozczarowane rządami obecnego prezydenta. W sobotę zapowiedział, że wkrótce przedstawi swój sztab wyborczy, natomiast program wyborczy ma przedstawić już w tym tygodniu.
53-letni Piotrowski jest profesorem nadzwyczajnym Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Przez trzy kadencje zasiadał w Parlamencie Europejskim, a w zeszłym roku chciał kandydować w wyborach parlamentarnych. Komisja wyborcza zakwestionowała jednak część zebranych przez jego komitet podpisów.
Ruch Prawdziwa Europa przygotowuje listy wyborcze do PE Ruch Prawdziwa Europa – Europa Christi został wpisany do ewidencji partii politycznych, a szef tego ugrupowania – związany z dyrektorem Radia Maryja o. Tadeuszem Rydzykiem europoseł PiS Mirosław Piotrowski zapowiedział szybkie decyzje ws. list wyborczych do Parlamentu Europejskiego.
Sondaże: Pierwszą turę wygrywa Duda, druga już mniej pewna
Prezydent Andrzej Duda uzyskał 43,7 proc. poparcia (-0,3 pkt proc.), a Małgorzata Kidawa-Błońska 29,2 proc. (+5,9 pkt proc.) w lutowym sondażu dotyczącym wyborów prezydenckich przeprowadzonym przez IBRiS dla „Rzeczpospolitej” i opublikowanym we wczorajszym wydaniu dziennika.
Na trzecim miejscu znalazł się Szymon Hołownia (niezależny) uzyskując 8,1 proc. poparcia (+2,4 pkt proc.), a za nim Robert Biedroń (Lewica) – 6,9 proc. (+0,3 pkt proc.). Kolejne miejsce zajął Władysław Kosiniak-Kamysz (PSL) – 4 proc. (-3 pkt proc.), a następne Krzysztof Bosak (Konfederacja) – 3,8 proc. (-1,3 pkt proc.).
W ewentualnej II turze wyborów prezydenckich, zarówno w starciu z Małgorzatą Kidawą-Błońską, jak i Robertem Biedroniem, wygrywa urzędujący prezydent, zyskując poparcie ok. połowy (ok. 50 proc.) badanych. „I tylko – paradoksalnie – w jednym wariancie ma mniej niż połowę głosów – w starciu z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem (49,6 proc. do 45,3 proc.)” – zwraca uwagę „Rz”. “Gra jest otwarta” – ocenia szef IBRiS Marcin Duma. “Przewaga Dudy w parach II tury jest faktem, ale to wyniki tylko nieznacznie powyżej 50 proc. (w przypadku starcia z Kidawą-Błońską i Biedroniem). To jeszcze nie jest rozstrzygnięcie” – dodał.
Natomiast w sondażu przeprowadzonym pod koniec zeszłego miesiąca przez Kantar dla „Faktów” TVN i TVN24, 44 procent ankietowanych zadeklarowało poparcie dla ubiegającego się o reelekcję Andrzeja Dudy. Na drugą Małgorzatę Kidawę-Błońską (PO) głosowałaby niespełna jedna czwarta (24 proc.) badanych. Kandydata niezależnego Szymona Hołownię wskazało dziewięć procent badanych, a Roberta Biedronia (Lewica) – osiem procent. Zamiar wsparcia kandydatury Władysława Kosiniaka-Kamysza (PSL) zadeklarowało cztery procent respondentów, a Krzysztofa Bosaka (Konfederacja) – trzy procent.
Gdyby natomiast doszło do drugiej tury i spotkaliby się w niej Andrzej Duda oraz Małgorzata Kidawa-Błońska, to 54 procent badanych swój głos oddałoby na obecnego prezydenta, a 42 procent – na wicemarszałek Sejmu. | W poniedziałek złożone zostały dokumenty konieczne do rejestracji komitetu wyborczego kandydatki PO na prezydenta Małgorzaty Kidawy-Błońskiej - poinformowali rzecznik sztabu wyborczego Adam Szłapka i posłanka Aleksandra Gajewska. Dokumenty złożył też niezależny kandydat Szymon Hołownia. PKW zarejestrowała również komitety wyborcze Władysława Kosiniaka-Kamysza (PSL) i Krzysztofa Bosaka (Konfederacja). Wybory odbędą się 10 maja.
- Ruszamy, jesteśmy pewni, że te wybory będą wygrane, pani marszałek jest codziennie w różnych miejscach w Polsce - powiedział rzecznik sztabu wyborczego Adam Szłapka przed siedzibą Państwowej Komisji Wyborczej. Razem z posłanką Aleksandrą Gajewską poinformowali, że w poniedziałek złożone zostały dokumenty konieczne do rejestracji komitetu wyborczego kandydatki PO na prezydenta Małgorzaty Kidawy-Błońskiej.
Małgorzata Kidawa-Błońska przemawia podczas Rady Krajowej PO w Warszawie PAP/Tomasz Gzell
- Jesteśmy gotowi, zmotywowani i chcemy zmiany w Pałacu Prezydenckim, wierzymy, że tę zmianę może przeprowadzić właśnie Małgorzata Kidawa-Błońska - powiedziała Aleksandra Gajewska.
Małgorzata Kidawa-Błońska zaprezentowała swój sztab wyborczy 06.02| Europoseł Bartosz Arłukowicz pokieruje kampanią kandydatki PO na prezydenta Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. W sztabie wyborczym pracować będą m.in. Izabela Leszczyna, Monika Wielichowska, Tomasz Siemoniak i Adam Szłapka. Operacyjnie sztabem na zarządzać Michał Gramatyka.
TVN24
Jak poinformowano, pod wnioskiem o zarejestrowanie komitetu wyborczego złożono 3 tys. podpisów (wymagane minimum to tysiąc podpisów). Szłapka i Gajewska nie chcieli powiedzieć, ile podpisów pod kandydaturą Kidawy-Błońskiej chcą zebrać, skoro np. prezydent Andrzej Duda ma zebrać milion.
- My się ścigamy na głosy wyborców, nie będziemy się ścigać na listę zebranych podpisów. Chcemy zaangażować jak największą liczbę osób, żeby te podpisy zebrać - powiedział Szłapka.
Władysław Kosiniak-Kamysz na ul. Piotrkowskiej w Łodzi PAP/Grzegorz Michałowski
Zarejestrowane komitety Kosiniaka-Kamysza i Bosaka
PKW zarejestrowała również w poniedziałek komitety wyborcze Władysława Kosiniaka-Kamysza (PSL) i Krzysztofa Bosaka (Konfederacja).
Zawiadomienia o utworzeniu komitetów wyborczych Kosiniaka-Kamysza i Bosaka wpłynęły do PKW w piątek.
Krzysztof Bosak i rzeczniczka jego kampanii wyborczej Anna Bryłka PAP/Wojciech Olkuśnik
Hołownia złożył dokumenty
Szymon Hołownia, kandydat niezależny, w poniedziałek po południu złożył w Państwowej Komisji Wyborczej wymagane dokumenty. - To bardzo ważny dzień, już na starcie kampanii pierwsza bardzo oficjalna czynność - powiedział.
Hołownia dodał, że do swojego komitetu wyborczego zaprosił bliskie mu osoby. - To nie są ludzie z pierwszych stron polityki. To są lekarze, ludzie kultury, działacze społeczni - powiedział. Na konferencji wymienił między innymi Janinę Ochojską, europosłankę Koalicji Europejskiej, założycielkę Polskiej Akcji Humanitarnej, którą - jak powiedział - "niezwykle ceni".
Szymon Hołownia przed Państwową Komisją Wyborczą PAP/Paweł Supernak
Kto może utworzyć komitet?
Komitet wyborczy kandydata na prezydenta może utworzyć co najmniej 15 obywateli mających prawo wybierania. Do utworzenia komitetu wymagane są: pisemna zgoda kandydata na kandydowanie oraz na utworzenie jego komitetu. Kandydaci urodzeni przed 1 sierpnia 1972 r. muszą dołączyć oświadczenie lustracyjne.
Ponadto, do zgłoszenia dołącza się podpisy 1000 obywateli popierających kandydata. Na utworzenie komitetu wyborczego jest czas do 16 marca.
PKW ma trzy dni na wydanie postanowienia o przyjęciu zawiadomienia ws. utworzenia komitetu wyborczego (czyli na tzw. rejestrację komitetu) albo daje pełnomocnikowi trzy dni na usunięcie wad zgłoszenia. Dopiero po rejestracji komitetu przez Państwową Komisję Wyborczą, może on prowadzić agitację, a także pozyskiwanie i wydatkowanie środków.
Przemówienie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej 08.02 |Totalna opozycja to nie jest dobre rozwiązanie; ja nie będę ani totalna, ani bojaźliwa - zadeklarowała w sobotę kandydatka PO na prezydenta Małgorzata Kidawa-Błońska podczas posiedzenia Rady Krajowej PO.
TVN24
Wybory 10 maja
Do PKW wpłynęły też już zawiadomienia o utworzeniu komitetów wyborczych kandydatów na prezydenta Krzysztofa Bosaka (Konfederacja) i Władysława Kosiniaka-Kamysza (PSL). Poza nimi i Kidawą-Błońską w wyborach zamierzają wystartować także m.in.: urzędujący prezydent Andrzej Duda, Robert Biedroń (Lewica) oraz Szymon Hołownia (kandydat niezależny).
Aby zarejestrować kandydata w wyborach prezydenckich, trzeba zebrać minimum 100 tys. podpisów; jest na to czas do 26 marca.
Wybory prezydenckie odbędą się 10 maja; jeśli żaden z kandydatów nie uzyska ponad połowy ważnie oddanych głosów, 24 maja odbędzie się druga tura wyborów.
Sondaż prezydencki dla "Faktów" TVN i TVN24
Jak wynika z najnowszego sondażu przeprowadzonego przez Kantar dla "Faktów" TVN i TVN24, 44 procent ankietowanych deklaruje, że w tegorocznych wyborach prezydenckich oddałoby swój głos na ubiegającego się o reelekcję Andrzeja Dudę. Na drugim miejscu znalazłaby się Małgorzata Kidawa-Błońska (PO) z 24-procentowym poparciem.
Kandydata niezależnego Szymona Hołownię wskazało 9 procent badanych, a na Roberta Biedronia (Lewica) - 8 procent. 4 procent respondentów twierdzi, że zagłosowałoby na Władysława Kosiniaka-Kamysza (PSL), a 3 procent badanych, że na Krzysztofa Bosaka (Konfederacja).
Gdyby doszło do drugiej tury i spotkałaby się w niej dwójka Andrzej Duda - Małgorzata Kidawa-Błońska, to 54 procent badanych swój głos oddałoby na obecnego prezydenta, a 42 procent - na wicemarszałek Sejmu.
mart\mtom
Źródło: PAP, TVN24 | 3 |
Służby prasowe Unii Europejskiej poinformowały, że szef unijnej dyplomacji Josep Borrell rozmawiał telefonicznie o potrzebie deeskalacji konfliktu w regionie Zatoki Perskiej z ministrem spraw zagranicznych Iranu Mohammadem Dżawadem Zarifem. - Irak nie może pogrążyć się w chaosie - powiedziała z kolei niemiecka minister obrony Annegret Kramp-Karrenbauer po konsultacjach z Angelą Merkel.
Josep Borrell rozmawiał z Mohammadem Dżawadem Zarifem o sytuacji w Iranie i Iraku, po tym jak w amerykańskim ataku rakietowym na międzynarodowe lotnisko w Bagdadzie zginął dowódca elitarnej irańskiej jednostki Al-Kuds, generał Kasem Sulejmani oraz jeden z dowódców proirańskiej milicji w Iraku Abu Mahdi al-Muhandis.
CZYTAJ WIĘCEJ O ATAKU, W KTÓRYM ZGINĄŁ SULEJMANI >>>
KIM BYŁ KASEM SULEJMANI >>>
Borrell zadeklarował poparcie dla działań na rzecz deeskalacji konfliktu w regionie Zatoki Perskiej i międzynarodowego porozumienia w sprawie irańskiego programu atomowego z 2015 roku, z którego w 2018 roku wycofały się Stany Zjednoczone.
Donald Trump: wybraliśmy 52 cele. Jeżeli Iran zaatakuje Amerykanów, uderzymy Jeśli Iran... czytaj dalej » Zdaniem szefa unijnej dyplomacji realizacja tego porozumienia, zainicjowanego przez Unię Europejską, stwarza szansę utrzymania pokoju i bezpieczeństwa w regionie. Zapewnił on także irańskiego ministra spraw zagranicznych, że Unia Europejska będzie nadal pełniła rolę mediatora.
"Każda prowokacja może prowadzić do niekontrolowanej spirali przemocy"
Mimo wzrostu napięcia po zabiciu w Bagdadzie Sulejmaniego, rząd Niemiec zamierza kontynuować walkę z tzw. Państwem Islamskim (IS) w Iraku - oświadczyła z kolei w sobotę wieczorem minister obrony Annegret Kramp-Karrenbauer.
- Irak nie może pogrążyć się w chaosie i znaleźć pod kontrolą ekstremistów - powiedziała Kramp-Karrenbauer po zakończeniu telefonicznej konsultacji ws. sytuacji w Iraku kanclerz Angeli Merkel z ministrami obrony, spraw zagranicznych i spraw wewnętrznych.
Podkreśliła, że Niemcy wspólnie ze swymi partnerami nadal będą walczyć z IS w Iraku, przyczyniając się w ten sposób do stabilizacji w regionie. W Iraku stacjonuje około 120 niemieckich żołnierzy.
Szef niemieckiej dyplomacji Heiko Maas uważa, że w obecnej sytuacji należy przede wszystkim zapobiec wojennej eskalacji, utrzymać integralność Iraku i nie dopuścić, by tzw. Państwo Islamskie odzyskało utracone tereny w tym kraju. W wywiadzie dla "Bild am Sonntag" zapowiedział, że w najbliższych dniach Niemcy podejmą wszelkie możliwe działania, w tym bezpośrednie rozmowy z Iranem, by po zabiciu irańskiego generała Kasema Sulejmaniego nie doszło do dalszej eskalacji napięcia.
- Wszyscy muszą mieć świadomość, że każda prowokacja może prowadzić do niekontrolowanej spirali przemocy, z trudnymi do przewidzenia konsekwencjami dla całego regionu, a także Europy - powiedział Heiko Maas.
Źródło: PAP/EPA/IRANIAN SUPREME LEADER'S OFFICE HANDOUT Irańczycy zapowiadają odwet za zabójstwo Kasema Sulejmaniego
Śmierć generała
Ataki rakietowe w pobliżu bazy i ambasady USA w Iraku Rakiety spadły w... czytaj dalej » Dowódca elitarnej jednostki Al-Kuds generał Kasem Sulejmani oraz jeden z dowódców proirańskiej milicji w Iraku Abu Mahdi al-Muhandis zginęli w nocy z czwartku na piątek na międzynarodowym lotnisku w Bagdadzie. Władze USA potwierdziły dokonanie tego ataku.
W reakcji lider drugiej co do wielkości frakcji w parlamencie Iraku al-Fatah i zarazem dowódca największej milicji szyickiej Hadi al-Amiri wezwał w piątek wszystkie irackie ugrupowania do zjednoczenia się i wyrzucenia z kraju sił USA.
Najważniejszy przywódca duchowy Iraku, wielki ajatollah Ali al-Sistani, potępił zabicie Sulejmaniego i Muhandisa, ale wezwał Irakijczyków do zachowania spokoju. Premier Iraku Adil Abd al-Mahdi nazwał wcześniej zabicie Sulejmaniego i Muhandisa "kolosalnym pogwałceniem suwerenności Iraku", które "uruchomi niszczycielską wojnę w Iraku, regionie i na świecie".
Źródło: PAP / Maciej Zieliński , Adam Ziemienowicz Potencjał militarny krajów Bliskiego Wschodu | W wielu częściach świata czuje się "straszliwy klimat napięć" - powiedział w niedzielę w czasie spotkania z wiernymi w Watykanie papież Franciszek. Wezwał do dialogu, samokontroli i przestrzegł przed wojną mówiąc, że przynosi ona tylko śmierć i zniszczenie.
Zwracając się do tysięcy wiernych zebranych na modlitwie Anioł Pański w południe na Placu Świętego Piotra papież nawiązał do napięć, do jakich doszło w rezultacie zabicia przez siły USA irańskiego generała Kasema Sulejmaniego.
CZYTAJ WIĘCEJ O ATAKU, W KTÓRYM ZGINĄŁ SULEJMANI >>>
"Każda prowokacja może prowadzić do niekontrolowanej spirali przemocy" Służby prasowe... czytaj dalej » Franciszek oświadczył, że "w wielu częściach świata czuje się straszliwy klimat napięć". - Wojna przynosi tylko śmierć i zniszczenie. Wzywam wszystkie strony do podtrzymania płomienia dialogu i samokontroli oraz uniknięcia cienia wrogości. Módlmy się w milczeniu, aby Pan obdarzył nas tą łaską - dodał. Następnie papież modlił się w ciszy.
- W tę pierwszą niedzielę roku ponownie składam wszystkim życzenia spokoju i pokoju w Panu. W momentach szczęśliwych i trudnych zawierzmy się jemu, który jest naszą nadzieją - podkreślił.
Śmierć "generała cienia"
Kasem Sulejmani był dowódcą sił Al Kuds, jednostki specjalnej w strukturach Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej odpowiedzialnej za operacje zagraniczne. Nazywany bywał często "generałem cieniem" i otoczony w Iranie uwielbieniem godnym celebrytów.
Associated Press podkreśliła, że śmierć Irańczyka może okazać się punktem zwrotnym w sytuacji na Bliskim Wschodzie i bez wątpienia spotka się ostrym odwetem ze strony Iranu i sił przez niego popieranych.
Źródło: PAP / Maciej Zieliński , Adam Ziemienowicz Potencjał militarny krajów Bliskiego Wschodu | 3 |
Za dwa dni w Brukseli, na specjalnie zwołanym szczycie Rady Europejskiej, spotkają się przywódcy krajów Wspólnoty, by spróbować porozumieć się w sprawie kształtu nowego unijnego budżetu. Zgodnie z propozycją nowego szefa RE Charles'a Michela, Polska może stracić nawet miliard euro, jeżeli rządzący nie zdecydują się na działania na rzecz osiągnięcia neutralności klimatycznej.
Już w najbliższy czwartek na szczycie w Brukseli unijni przywódcy spróbują znaleźć kompromis w sprawie budżetu UE na lata 2021-2027.
Swoją propozycję dotyczącą budżetu przygotował szef Rady Europejskiej Charles Michael. Zakłada ona, że w ramach Funduszu Sprawiedliwej Transformacji do Polski trafią dwa miliardy z siedmiu i pół miliarda euro przewidzianych na ten cel.
Jednak Michel chce jednak, by dostęp do tych pieniędzy - według źródeł - był uzależniony od tego, czy Polska zgodzi się na osiągnięcie celu neutralności energetycznej do 2050 roku. Jeśli się nie zgodzi - dostanie połowę tych środków.
Jak pisze portal euroactiv.pl, Polska jest największym beneficjentem środków z tego funduszu, drugie miejsce zajmują Niemcy, które mają dostać ponad 800 milionów euro.
Inna zmiana dotycząca wieloletnich ram finansowych odnosi się do reguły "pieniądze za praworządność". Michel osłabił ten instrument wskazując, że do podjęcia decyzji o zamrożeniu funduszy będzie potrzeba kwalifikowanej większości państw członkowskich. KE proponowała odwrócony mechanizm, to znaczy, żeby do zablokowania decyzji wymagana była taka większość. Ta kwestia - jak przewidują źródła - może wpłynąć na przedłużenie czwartkowych dyskusji na temat budżetu.
Porozumienie bez Polski
W grudniu przywódcy unijni porozumieli się na szczycie w Brukseli w sprawie osiągnięcia przez UE neutralności klimatycznej do 2050 roku. Polska, jak podkreślono we wnioskach, nie mogła "zobowiązać się do realizacji tego celu" na tym etapie. Szefowie państw i rządów mają wrócić do tej sprawy w czerwcu 2020 roku.
- Prowadzimy bardzo ambitną, ale jednocześnie racjonalną ekonomicznie politykę klimatyczną, politykę energetyczną - mówił po zakończeniu szczytu Morawiecki.
- Musimy jednak zapewnić takie tempo zmian, jakie będzie dostosowane do potrzeb polskiej gospodarki, do potrzeb polskiego społeczeństwa - zaznaczył szef rządu.
Prezydent Francji Emmanuel Macron stwierdził wtedy, że choć szczyt przyjął cel neutralności klimatycznej do 2050 roku, to jednak jeden kraj uzyskał "tymczasowe wyłączenie", mając na myśli Polskę. Wskazał, że ten fakt "nie spowolni wdrażania Europejskiego Zielonego Ładu". - Pierwsze regulacje zostaną przyjęte większością kwalifikowaną. Jeśli Polska nie potwierdzi swojego udziału w tym celu (neutralności klimatycznej do 2050 roku - red.), będzie poza europejskim mechanizmem, w tym w zakresie finansowej solidarności - powiedział Macron. | Chcemy wynegocjować dobry budżet UE dla Polski, ta debata będzie się jeszcze toczyła kilka miesięcy; na pewno w najbliższy czwartek i piątek na szczycie w Brukseli nie zapadną ostateczne rozstrzygnięcia - mówił we wtorek szef KPRM Michał Dworczyk.
Reklama
Premier Mateusz Morawiecki uda się w czwartek do Brukseli, gdzie będzie reprezentował Polskę w nadzwyczajnym posiedzeniu Rady Europejskiej, które będzie poświęcone wieloletniemu budżetowi UE na lata 2021-2027.
Reklama
Dworczyk podczas wtorkowej rozmowy w TVN24 w kontekście unijnego szczytu został zapytany o plan maksimum, jeśli chodzi o negocjacje budżetowe. "Chcemy wynegocjować dobry budżet dla Polski, wiemy że bardzo ważne są zabiegi o fundusze związane z rolnictwem" - odparł szef KPRM wskazując, że w tej kwestii strona polska ma wsparcie partnerów, m.in. Francji.
Jak dodał, w tej chwili trwa debata na temat nowego budżetu UE. "Ta debata będzie jeszcze toczyła się kilka miesięcy. Na pewno w najbliższy czwartek i piątek, kiedy będzie miał miejsce szczyt w Brukseli nie zapadną rozstrzygnięcia ostateczne" - ocenił minister. Jak tłumaczył, to skutek tego, że "cały czas są duże rozbieżności, nad którymi trzeba pracować".
"Dzisiaj mówienie o konkretnych kwotach byłoby przedwczesne" - dodał.
Szef KPRM został też zapytany czy polski rząd próbuje doprowadzić do tego, aby nie został wprowadzony mechanizm powiązania wypłaty unijnych środków z praworządnością. "Taki mechanizm byłby niezgodny z traktatami unijnymi. Mówili o tym sami prawnicy unijni" - zwrócił uwagę Dworczyk. Jak tłumaczył, wprowadzenie takiego powiązania oznaczałoby "pewną uznaniowość". "W związku z tym jestem przekonany, że tego rodzaju pomysły - które niestety są wspierane przez polityków opozycji - a mogłyby być szkodliwe dla Polski, nie zostaną wprowadzone" - powiedział Dworczyk.
Przedstawiony w piątek w Brukseli przez źródła unijne nowy schemat negocjacyjny - czyli dokument, na podstawie którego będą toczyły się negocjacje na czwartkowym szczycie - zakłada, że wydatki UE w latach 2021-2027 będą odpowiadały 1,074 proc. połączonego Dochodu Narodowego Brutto (DNB) 27 państw członkowskich.
Minister ds. europejskich Konrad Szymański w rozmowie z PAP poinformował, że Polska zgodnie z nową propozycją miałaby otrzymać dodatkowo ponad 3 mld euro na politykę spójności.
"Otrzymamy na pewno więcej niż chciała Komisja Europejska. Polska od początku tych negocjacji poprawia swoją pozycję budżetową na tle wstępnych niezrównoważonych propozycji KE. Na dziś poprawiliśmy naszą pozycję w polityce spójności - licząc razem z naszym udziałem w instrumencie wspierania reform - o ponad 3 mld euro" - podkreślił Szymański.
Poza dodatkowymi środkami na spójność, do Polski ma trafić też około 2 mld euro z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji. Jednak szef Rady Europejskiej Charles Michel chce, by dostęp do połowy tych pieniędzy - według źródeł - był uzależniony od tego, czy Polska zgodzi się na osiągnięcie celu neutralności energetycznej do 2050 roku.
Inna zmiana dotycząca wieloletnich ram finansowych odnosi się do reguły "pieniądze za praworządność". Michel osłabił ten instrument wskazując, że do podjęcia decyzji o zamrożeniu funduszy będzie potrzeba kwalifikowanej większości państw członkowskich. KE proponowała odwrócony mechanizm, to znaczy, żeby do zablokowania decyzji wymagana była taka większość. Ta kwestia - jak przewidują źródła - może wpłynąć na przedłużenie czwartkowych dyskusji na temat budżetu. | 4 |
Polski Instytut Ekonomiczny i Polski Fundusz Rozwoju przeprowadziły czwartą edycję badania nastrojów wśród przedsiębiorców w związku z koronawirusem. W porównaniu do danych z końca marca widać wyraźnie, że firmy zredukowały swoje zapowiedzi dotyczące przede wszystkim zwolnień i redukcji wynagrodzeń. Ma to związek między innymi z wyhamowaniem spadku sprzedaży oraz pomocą ze strony państwa.
W trakcie pierwszego sondażu przeprowadzonego na koniec marca blisko 28 proc. przedsiębiorstw deklarowało, że w związku z ograniczeniami związanymi z COVID-19 będzie chciało zredukować liczbę zatrudnionych pracowników. Obecnie już tylko 8 proc. pracodawców zadeklarowało zmniejszenie zatrudnienia, natomiast więcej firm deklaruje chęć zatrudnienia nowych pracowników. Jeszcze w marcu rekrutację zapowiadało tylko 2 proc. respondentów, zaś obecnie jest to już 7 proc.
Mniejsza liczba przedstawicieli biznesu jest też obecnie skłonna obniżać wynagrodzenia. Pod koniec marca odsetek takich deklaracji wynosił 50 proc., z kolei teraz redukcję pensji planuje 21 proc. przedsiębiorców. Jednocześnie 19 proc. zamierza zmniejszać wynagrodzenia całej załogi, a tylko 2 proc. ograniczy się jedynie do kadry kierowniczej. Najważniejsze, że 66 proc. firm nie planuje już obniżek, gdy tymczasem pod koniec marca taką deklarację składało tylko 36 proc. ankietowanych. Nie we wszystkich przedsiębiorstwach dane są pozytywnie, bo o 10 pkt. proc. zwiększyła się liczba małych firm chcących obniżać pensje.
Dużo lepsze nastroje przedsiębiorców są w dużej mierze związane z wyhamowaniem spadku sprzedaży. Jeszcze pod koniec kwietnia zmniejszone obroty odczuwało blisko 67 proc., natomiast na początku maja było to już 49 proc. respondentów. Widoczna jest zwłaszcza poprawa sytuacji wśród mikroprzedsiębiorstw i małych przedsiębiorstw – w stosunku do danych z końca marca odsetek odczuwających ten problem zmniejszył się odpowiednio o 28 pkt. proc. oraz o 9 pkt. proc.
Większość firm postanowiło wyciągnąć rękę po państwową pomoc. Przynajmniej z jednego instrumentu rządowej „Tarczy antykryzysowej” miało skorzystać blisko 61 proc. przedsiębiorstw. Najczęściej były to najmniejsze podmioty – na publiczne pieniądze skusiło się 80 proc. badanych mikroprzedsiębiorstw oraz 76 proc. małych podmiotów działających na polskim rynku. Po raz kolejny potwierdziło się więc, że najmniej odporne na wszelkiego rodzaju kryzysy jest właśnie sektor małych i średnich przedsiębiorstw (MSP), tak bardzo bronionych przez polskich neoliberałów.
Na razie nie widać, aby szczególnie dużym problemem było dla firm regulowanie swoich własnych zobowiązań. Dotyczy to jedynie 25 proc. firm, natomiast aż 74 proc. nie zgłosiło w trakcie badania podobnych trudności.
Na podstawie: pie.net.pl.
Zobacz również: | Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział podczas niedawnej konferencji dotyczącej odmrażania gospodarki, że działalność restauracji i kawiarni możliwa będzie w trzecim etapie znoszenia ograniczeń. Nie chciał jednak mówić o szczegółach. Jeżeli sytuacja epidemiologiczna w Polsce nie pogorszyłaby się, rząd planował ten etap wdrożyć w życie w połowie maja.
/ Darek Delmanowicz / PAP
Od połowy marca restauracje, bary i kawiarnie mogą prowadzić tylko działalność na dowóz i na wynos. Jak się jednak dowiedzieliśmy, rząd chce zezwolić na otwarcie restauracji 18 maja. Z pewnymi ograniczeniami.
Otworzą tylko restauracje z ogródkiem
Od 18 maja bary i restauracje mogłyby przyjmować klientów tylko w ogródkach. Punkty, które ich nie mają, pozostaną zamknięte.
Co ważne, stoliki w ogródkach będą musiały być oddalone od siebie o dwa metry. Ten wymóg - jak informuje nasz dziennikarz - ma być rygorystycznie przestrzegany.
Działalność będą mogły też wznowić te bary i restauracje, które mają obsługę kelnerską. Klient nie będzie mógł sam podejść do baru, by złożyć zamówienie, ani do okienka, gdzie np. wydawane są posiłki. To oznacza, że bary samoobsługowe nie będą mogły działać.
Klient restauracji będzie mógł siedzieć wyłącznie przy stoliku, ewentualnie pójść do łazienki.
Co ważne - nie będzie musiał mieć maseczki i rękawiczek. Nie będzie też konieczności badania temperatury.
Zobacz również: Koronawirus wstrzymuje udzielanie kredytów
Na szersze otwarcie barów i restauracji trzeba będzie poczekać kolejne tygodnie. Taki na razie jest plan rządu. Rozwój sytuacji związanej z koronawirusem może to zmienić.
W najbliższych dniach można się jednak spodziewać lawiny wniosków do urzędów miejskich z prośbami o zezwolenie na otwarcie ogródka.
Restauratorzy komentują rządowe plany
Nowe wytyczne rządu pomogą tylko dużym restauracjom. Większość branży nie odczuje wsparcia - tak restauratorzy z Krakowa komentują plany ujawnione przez dziennikarzy RMF FM. Jak podkreślają, jeżeli restauracja nie ma ogródka, to i tak pozostanie zamknięta. Więc odmrażanie gospodarki z naciskiem na gastronomię jest niewielkie.
Samo ich otwarcie restauracji nie oznacz, że zacznie się to opłacać - mówi Tomasz Górzyński z sieci Rodzinne Restauracje.
Mniej niż połowa restauracji posiada ogródki. Otwarcie lokali z trzema, czterema stolikami, dalej powoduje to, że straty są kolosalne - zaznacza.
Przy samych ogródkach kosztów często nie da się zbilansować. Skoro otwarte są galerie, dlaczego nie mogą być otwarte całe restauracje - pyta z kolei Michał Kościuszko.
Galeria handlowa może przyjąć ogromną ilość ludzi. Obieg powietrza jest tam zamknięty, przecież to bardziej niebezpieczne miejsce niż restauracje - zaznacza.
Co ósma firma zwolniła pracowników, a 18 proc. obniżyło płace
Na przełomie kwietnia i maja 67 proc. firm odczuwa spadki przychodów wobec sytuacji z marca - wynika z badania kondycji przedsiębiorstw, przeprowadzonego przez Polski Instytut Ekonomiczny i Polski Fundusz Rozwoju. 12 proc. przedsiębiorstw zredukowało zatrudnienie, a 18 proc. - obniżyło płace.
Jak zaznaczyli autorzy badania "Sytuacja polskich przedsiębiorstw i rynku pracy po lockdownie", sytuacja polskich firm pozostaje niepewna, ale coraz mniej zamierza stosować "radykalne strategie przetrwania".
Najwięcej pracowników zwolniły firmy z sektora handlu oraz duże i średnie przedsiębiorstwa - przy czym 60 proc. redukcji objęło 1-25 proc. załóg. Z kolei w sektorze usługowym oraz w mikrofirmach dominuje strategia obniżania wynagrodzeń całych załóg. W przyszłości pensje planuje ciąć 21 proc. przedsiębiorstw - głównie mikrofirm i przedsiębiorstw usługowych. "W porównaniu z deklaracjami z marca i kwietnia, jest to wynik odpowiednio o 25 pp. i 11 pp. niższy" - wyliczono. | 1 |
Reklama
Kanthak na antenie PR24 podkreślił, że Juszczyszyn "kosztem obywatela" dodawał obie kompetencję, której nie posiada ani z mocy ustawy, ani z mocy konstytucji do tego, "by badać legalność powołania sędziego przez prezydenta Rzeczypospolitej".
Reklama
Według Kanthaka sędzia Juszczyszyn stał się celebrytą i tak siebie traktuje. "Stał się symbolem opozycji i walki z przeprowadzoną reformą wymiaru sprawiedliwości" - powiedział.
Kanthak mówił, że ta "niebezpieczna zabawa" spotkała się z reakcją sędziów. "To nie politycy ukarali sędziego Juszczyszyna, tylko sędziowie. Od tego są sędziowie, aby oceniać działania podejmowane przez innych sędziów" - podkreślił. Dodał, że w tym przypadku uznano, że to postępowanie w ogóle nie powinno mieć miejsca. "Uznano to jako delikt dyscyplinarny, który spotkał się, według mnie, ze słuszną karą" - wskazał.
Olsztyński sędzia Paweł Juszczyszyn został we wtorek zawieszony w czynnościach przez Izbę Dyscyplinarną SN. Jesienią rozpatrując apelację w sprawie cywilnej, Juszczyszyn uznał za konieczne rozstrzygnięcie, czy sędzia nominowany przez obecną KRS był uprawniony do orzekania w pierwszej instancji. Dlatego nakazał Kancelarii Sejmu przedstawienie m.in. list poparcia sędziów - kandydatów do KRS.
Pytany o zapowiadaną na sobotę konwencję Solidarnej Polski odpowiedział, że będzie się odbywać pod hasłem "Sprawiedliwa Polska" i poświęcona będzie przede wszystkim reformie wymiaru sprawiedliwości. "Możliwe jest, że minister Zbigniew Ziobro uchyli rąbka tajemnicy, jakie są kolejne plany i dalsze kroki tej reformy wymiaru sprawiedliwości" - powiedział.
W ocenie Kanthaka prezydent podpisał nowelizację ustaw sądowych "na całe szczęście". "Wiele osób odetchnęło" - wskazał polityk Solidarnej Polski.
Odnosząc się do komentarza kandydatki PO na prezydenta Małgorzaty Kidawy-Błońskiej dot. podpisania przez Andrzeja Dudę nowelizacji ustaw sądowych, która m.in. rozszerza odpowiedzialność dyscyplinarną sędziów, ocenił, że była to "skandaliczna wypowiedź, która w swoim kontekście podważała w ogóle pełnienie funkcji przez prezydenta".
We wtorek Kidawa-Błońska powiedziała, że prezydent "swoim podpisem zatwierdził zamach stanu na polską praworządność. To jest dzień hańby i prezydent nie jest godny tego, żebyśmy traktowali go jako prezydenta naszego kraju, bo nas po prostu zdradził". | W mojej ocenie, uchwała wydana z udziałem sędziego zawieszonego w czynnościach urzędowych nie ma mocy - powiedział prezes Sądu Rejonowego w Olsztynie Maciej Nawacki, odnosząc się do uczestnictwa sędziego Pawła Juszczyszyna w Kolegium Sądu Okręgowego w Olsztynie.
Reklama
Kolegium Sądu Okręgowego w Olsztynie podjęło w poniedziałek uchwałę o skierowaniu do zastępcy rzecznika dyscyplinarnego przy Sądzie Apelacyjnym w Białymstoku sprawy prezesa Sądu Rejonowego Macieja Nawackiego. Chodzi o podarcie przez niego projektów uchwał zgłoszonych na piątkowym zebraniu sędziów.
Reklama
Jak poinformował rzecznik olsztyńskiego sądu okręgowego Olgierd Dąbrowski-Żegalski, za podjęciem uchwały zagłosowało 11 osób, w tym sędzia Paweł Juszczyszyn.
"Wyrażam ubolewanie, że doszło do sytuacji, którą należy określić mianem kuriozalnej, że sędzia, który został zawieszony w czynnościach urzędowych przez Izbę Dyscyplinarną Sądu Najwyższego, został dopuszczony do udziału w czynnościach organu sądu, a konkretnie Kolegium Sądu Okręgowego w Olsztynie" - powiedział dziennikarzom prezes Nawacki.
Jego zdaniem, taka osoba nie może wykonywać czynności urzędowych i uczestniczyć w jakichkolwiek pracach organu sądu. "W mojej ocenie, uchwała wydana z udziałem sędziego zawieszonego w czynnościach urzędowych mocą orzeczenia Izby Dyscyplinarnej SN, nie ma mocy" - dodał.
Prezes Nawacki deklarował, że działa starannie i zgodnie z prawem, by wykonać uchwałę Izby Dyscyplinarnej SN. "I oczywiście, jestem gotów ponosić wszelkie konsekwencje z tym związane, włącznie z tym, że jestem w taki czy inny sposób oskarżany przez osoby prywatne, że kierowane są określone doniesienia do prokuratury czy rzeczników dyscyplinarnych" - mówił.
Odnosząc się do piątkowego zebrania sędziów, podczas którego przedarł projekty uchwał i zamknął obrady, Nawacki powiedział, że tego nie żałuje.
"Nie sądzę, żeby jakikolwiek gest z mojej strony mógł jeszcze bardziej podkręcić atmosferę. (...) Mam nadzieję, że moje stanowcze w tym zakresie podejście przekonało już oponentów, że w żaden sposób nie wycofam się i uchwała będzie w pełni realizowana" - powiedział.
Jak mówił, spotyka się z tego powodu zarówno z falą krytyki jak i wyrazami wsparcia. "Szczególnie dziękuję w tym miejscu przedstawicielom Polonii amerykańskiej, którzy również zajmowali stanowisko w tej kwestii, za wsparcie (...)" - stwierdził.
Sędzia Paweł Juszczyszyn z olsztyńskiego sądu rejonowego, który jako sędzia delegowany orzekał także w SO, został w zeszłym tygodniu zawieszony w czynnościach przez Izbę Dyscyplinarną SN w związku z prowadzonym wobec niego postępowaniem dyscyplinarnym. Ma ono związek z rozstrzygnięciem, które Juszczyszyn podjął rozpatrując w listopadzie ub.r. apelację w sprawie cywilnej. Olsztyński sędzia uznał wtedy za konieczne zbadanie, czy sędzia nominowany przez obecną KRS był uprawniony do orzekania w pierwszej instancji. W wydanym postanowieniu nakazał Kancelarii Sejmu przedstawienie m.in. list poparcia kandydatów do KRS. Skutkowało to decyzją prezesa olsztyńskiego sądu rejonowego - a także członka KRS - Macieja Nawackiego o odsunięciu sędziego od orzekania na miesiąc, zaś Izba Dyscyplinarna SN orzekła następnie o zawieszeniu Juszczyszyna. | 3 |
Autorka włączyła wtedy drugi bieg, a jej literatura znalazła się na takim poziomie, że według mego rozeznania wszystko, co publikuje, godne jest uwagi. Pierwsze trzy opowiadania zbioru połączone są ciekawym zabiegiem artystycznym: oto bohaterowie znający się w młodości przeżywają albo wspominają historie z tamtego czasu. Uznana autorka fantasy, która na fabułach do gier zarobiła „pierdyliony dolarów", straciła właśnie męża, ten jednak nadal opiekuje się nią zza grobu. Mrze nagle na wylew uznany poeta z tego kręgu i rozpoczyna się spór o to, kto naprawdę był jego muzą. Ciekawe są zarówno intrygi sprzed lat, jak i obraz kanadyjskiej cyganerii artystycznej z epoki hipisowskiej.
Pomysł ze wspólnymi bohaterami nie utrzymał się w następnych tekstach; z podobnej parafii pochodzi jeszcze historia o studencie, który napisał jedyny w życiu bestseller z dziedziny horroru, ale dolarami musi się dzielić z ówczesnymi współlokatorami, bo zawarł z nimi umowę na piśmie. Jakaś kobieta mści się po latach na swym gwałcicielu, wysyłając go na łono Abrahama. Ktoś uprawia seks z morderczynią własnego męża, doznając przy tym stosownej ekscytacji. Są to więc opowieści z życia, dziwaczne, intrygujące, podszyte nienachalnym humorem.
Osobliwą atrakcją okazało się opowiadanie „Wypalanie kotów z kurzu". Demonstracja prawych obywateli nie spocznie, póki nie puści z dymem domu starców wraz z lokatorami. W dobie koronawirusa tekst ten zyskał nowy kontekst: oto w domach pomocy społecznej w Szwajcarii i Szwecji odnotowano najwyższą śmiertelność na Covid-19. I jak tu nie wierzyć w predykcyjną moc takiej fantastyki? | Nowe przypadki zakażeń dotyczą 9 osób z woj. śląskiego, 4 osób z woj. wielkopolskiego i lubelskiego, 3 osób z woj. zachodniopomorskiego i woj. warmińsko-mazurskiego, 2 osób z woj. podkarpackiego i 1 osoby z woj. małopolskiego.
Tej nocy zmarło dwóch pacjentów zarażonych koronawirusem. 41-latek i 71-latek byli pacjentami w szpitalu we Wrocławiu. Obaj mieli choroby towarzyszące.
Obydwaj pacjenci trafili do szpitala w stanie ciężkim. U jednego z nich potwierdzono zarażenie koronawirusem. U drugiego, który dotarł do szpitala wczoraj wieczorem i wkrótce zmarł, test zrobiono tuż po przyjęciu do placówki. Jego wynik nie jest jeszcze znany.
W sumie w Polsce zarażonych jest obecnie 927 osób. Zmarło 12. | 1 |
Przyjęcie projektu ustawy było niezbędne do uporządkowanego brexitu 31 stycznia. Za przyjęciem głosowało 330 posłów, a przeciwnych było 231. Teraz projekt trafi do Izby Lordów, która może wprowadzić do niego poprawki. Izba Gmin będzie mogła je przyjąć lub odrzucić.
Co zawiera umowa?
To, że Wielka Brytania opuści Unię Europejską 31 stycznia 2020 roku jest już niemal pewne. W grudniu 2019 roku Izba Gmin poparła forsowaną przez premiera Borisa Johnsona umowę, która została wynegocjowana z UE.
Kwestie sporne stanowiły ustalenia związane z Irlandią i Irlandią Północną. Co jest zapisane w umowie? Negocjatorzy wypracowali porozumienie, które utrzymuje Irlandię Północną na obszarze celnym Zjednoczonego Królestwa, a także pozwala uniknąć potrzeby utworzenia granicy celnej między Irlandią a Irlandią Północną. Michel Barnier, główny negocjator ds. brexitu przyznał, że negocjacje w sprawie granicy z Irlandią były czasami „intensywne” i „trudne”. W ramach „złożonego planu dwutorowego przepisy UE będą miały zastosowanie do wszystkich towarów w Irlandii Północnej, co oznacza, że nie będzie konieczności przeprowadzania kontroli na granicy". – Od pierwszego dnia tak naprawdę liczą się mieszkańcy Irlandii i Irlandii Północnej – powiedział Barnier. – Najważniejszy jest pokój – dodał.
Czytaj także:
Rok 2020 będzie pełny historycznych sporów i dyskusji. Przed nami wiele okrągłych rocznic | O decyzji monarchini poinformował na Twitterze minister ds. brexitu Steve Barclay. Polityk potwierdził, że Elżbieta II wyraziła zgodę na brexit, co tym samym umożliwia opuszczenie Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię już 31 stycznia. Wtedy też rozpocznie się 11-miesięczny okres przejściowy, w trakcie którego Zjednoczone Królestwo ma negocjować z UE przyszłe relacje handlowe.
Przypomnijmy, dzień wcześniej brytyjski parlament ostatecznie przyjął projekt ustawy w sprawie porozumienia o wystąpieniu z UE. Po tym, jak Izba Lordów zdecydowała, że nie będzie dalej forsować swoich poprawek, projekt ustawy czekał na akceptację królowej, a w przyszłym tygodniu ma zostać zatwierdzony przez Parlament Europejski, o czym informowało BBC.
Droga legislacyjna
W czwartek 9 stycznia brytyjska Izba Gmin poparła w głosowaniu projekt ustawy o porozumieniu ws. wystąpienia z Unii Europejskiej. Ta decyzja utorowała drogę do opuszczenia przez ten kraj UE po ponad 40 latach członkostwa. Za przyjęciem głosowało 330 posłów, a przeciwnych było 231. W grudniu 2019 roku Izba Gmin poparła forsowaną przez premiera Borisa Johnsona umowę, która została wynegocjowana z UE. Kwestie sporne stanowiły ustalenia związane z Irlandią i Irlandią Północną. Michel Barnier, główny negocjator ds. brexitu przyznał, że negocjacje w sprawie granicy z Irlandią były czasami „intensywne” i „trudne”. – Najważniejszy jest pokój – zaznaczył.
Czytaj także:
Brexit. 900 tys. obywateli UE wciąż nie złożyło wniosku o status osoby osiedlonej | 3 |
.pl
wiadomości z Polski i ze świata | Grill przy aktualnej pogodzie dla wielu nie ma racji bycia. Wszyscy czekają na lepszą aurę, ale ci najbardziej zapalczywi, którzy nie mogą się już doczekać, grillują nawet w kurtkach. Macie już za sobą tegoroczne pieczenie mięs?
Grill w maju to dla wielu Polaków wręcz świętość. Pogoda w tym miesiącu skutecznie krzyżuje plany milionom osób. Ciężko trafić w dobrą pogodę - wahania temperatury, zimne wieczory, nagłe opady deszczu to wszystko przekreśla sens zdrowego relaksu samemu lub z rodziną. Mamy nadzieję, że wielu czytelnikom udało się rozłożyć sprzęt w przydomowym ogródku lub na działce i trafić w piękną słoneczną pogodę.
Nie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj pikio.pl na:
Google News | 1 |
"Na terenie Osiedla Głębocka - kolejnej naszej inwestycji w tej części miasta - zaplanowaliśmy szereg rozwiązań proekologicznych i minimalizujących zużycie energii, co przełoży się na budżet domowy mieszkańców. Projekt ten wpisuje się także w aktualne trendy zakupowe Polaków, którzy w ostatnim okresie chętniej poszukują mieszkań z dużymi balkonami lub przydomowymi ogródkami. Warto zaznaczyć, że w czasach zwiększonej niepewności klienci zwracają szczególną uwagę na wiarygodność, stabilność finansową i terminowość przekazań dewelopera. Dom Development spełnia te wymagania. Dodatkowym atutem w przypadku Osiedla Głębocka jest własne generalne wykonawstwo, czyli firma Dom Construction z Grupy Dom Development, gwarantująca bezpieczeństwo realizacji inwestycji" - powiedział dyrektor sprzedaży w Dom Development Grzegorz Smoliński, cytowany w komunikacie. | "Na inwestycję składają się dwa wyjątkowe, kameralne budynki, oferujące w sumie 9 apartamentów o metrażach od 22 do 97 m2. Pierwszy z nich, pod numerem 58, odwzorowuje architekturę głównej bryły zabytkowego, popularnego przed II wojną światową hotelu z restauracją i kawiarnią Weißes Lamm (Białe Jagnię). Drugi - o charakterze willowym w nowoczesnej formie - powstał w miejscu gospodarczego budynku numer 57. Mieszkańcy lokali na parterach będą mogli cieszyć się własnymi tarasami, a właściciele apartamentów na wyższych kondygnacjach w budynku numer 58 będą mieli do dyspozycji komfortowe balkony" - czytamy w komunikacie. | 2 |
Pieczywo wytwarzane przez piekarnie jest bezpieczne – zapewnia Stowarzyszenie Producentów Pieczywa w przysłanym do PAP oświadczeniu odnosząc się do możliwości zarażenia koronowirusem.
Jak informuje Stowarzyszenie, ze względu na obawy klientów kupujących pieczywo luzem Główny Inspektor Sanitarny wydał oświadczenie w sprawie wyrobów piekarniczych, w którym przypomina, że nie ma żadnych doniesień naukowych wskazujących na zakażenie koronawirusem drogą pokarmową. Dostępne źródła naukowe wskazują, że wirusy ulegają inaktywacji w temperaturze ok. 60-70 stopni C.
Pieczywo dostępne na sklepowych półkach jest wypiekane, a następnie dopiekane w bardzo wysokich temperaturach. Uformowane z ciasta pieczywo trafia do pieca, gdzie w temperaturze od 190°C do 260°C (temperatura zależy od tego czy są to np. bułki, czy duży bochen chleba) wypiekane jest do 80 proc. tradycyjnego czasu wypieku.
Na tym etapie zostaje wystudzone oraz zamrożone (poddane jednej z najstarszych i najbezpieczniejszych metod przechowywania żywności) metodą owiewową, czyli zwykłym zimnym powietrzem do temperatury – 10 °C. Następnie zostaje zapakowane w szczelny worek (foliowy) oraz kartony i przewożone w nieprzerwanym ciągu chłodniczym wynoszącym średnio – 18°C.
Po dowiezieniu do sklepu zostaje finalnie dopieczone w średniej temperaturze 190°C przez maksymalnie 20 minut, aż trafi na sklepową półkę.
„W ślad za oświadczeniem Głównego Inspektoratu Sanitarnego przypominamy o konieczności zachowania podstawowych zasad bezpieczeństwa i higieny polegających na używaniu w punktach sprzedaży pieczywa rękawiczek lub torebek jednorazowych” – napisano.
Jednocześnie Główny Inspektorat Sanitarny podkreśla, że w przypadku jakichkolwiek wątpliwości bądź obaw, wystarczy umieścić zakupione pieczywo na około 2 minuty w piekarniku nagrzanym wcześniej do temperatury 180-200°C.
Więcej informacji dotyczących pieczywa do wypieku można znaleźć na stronie http://swiezowypieczone.pl/. (PAP) | Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji złożyło wniosek o zamieszczenie nowych kar w taryfikatorze. Jedna z nich ma dotyczyć mandatu opiekunów niebezpiecznych zwierząt. Grzywna będzie grozić również za "naruszenie obowiązku utrzymania czystości i porządku".
MSWiA opublikowało projekt zmian w rozporządzeniu o mandatach karnych za niektóre wykroczenia. Znalazły się w nim m.in. kary dla opiekunów niebezpiecznych zwierząt oraz przewoźników nieutrzymujących odpowiednich standardów czystości pojazdów.
Projekt ws. nowelizacji taryfikatora został już przekazany do konsultacji międzyresortowych. Wiadomość o nowych mandatach jest szczególnie ważna dla przewoźników. Jeśli stan w pojazdach będzie naruszał obowiązujące zasady sanitarne, firmy transportowe mogą zapłacić grzywnę w wysokości do 100 zł.
Wytyczne Głównego Inspektoratu Sanitarnego mówią o tym, że kierowca nie może dopuścić do tego, by został przekroczony limit miejsc dla pasażerów.
W pojazdach powinien być także dostęp do środków antybakteryjnych dla podróżujących. Dodatkowo przewoźnik powinien dezynfekować miejsca, które są często dotykane przez pasażerów, czyli podłokietniki, uchwyty oraz klamki.
Ważna informacja dla posiadaczy zwierząt
Nowe przepisy mają dotyczyć również dotyczyć wszystkich zwierząt, które są niewłaściwie trzymane i swoim zachowaniem stwarzają niebezpieczeństwo dla życia i zdrowia człowieka. Bez względu na to, czy znajdują się np. w wykazie psów groźnych ras.
ZOBACZ: Powinniśmy karać bardzo dotkliwie za znęcanie się nad zwierzętami - Rozenek w "Debacie Dnia"
Sankcjonowanie właścicieli za wykroczenia związane z posiadaniem niebezpiecznych zwierząt zmieniła już w 2018 r. nowelizacja ustawy o kodeksie wykroczeń oraz niektórych innych ustaw (Dz. U. poz. 2077). W art. 77 k.w. wprowadziła typ podstawowy (par.1), czyli niezachowanie zwykłych lub nakazanych środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia oraz kwalifikowany (par.2), polegający na dopuszczeniu się czynu z par.1 przy trzymaniu zwierzęcia, które swoim zachowaniem stwarza niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia człowieka.
Za złamanie zasad w kwestii niewłaściwego trzymania zwierząt, ich opiekunowie będą musieli zapłacić od 50 do 250 złotych kary. Dodatkowo, jeśli ich podopieczni będą stanowić niebezpieczeństwo dla zdrowia lub życia człowieka, kwota mandatu może wzrosnąć do 500 zł. Policja może również skierować wniosek o ukaranie do sądu, który może orzec ograniczenie wolności, a także grzywnę do 5 tys. zł lub naganę.
WIDEO - "Szokujące słowa i rozpaczliwy gest Łukaszenki". Ociepa o rozmowach z Putinem Twoja przeglądarka nie wspiera odtwarzacza wideo...
ms/zdr/ rmf24.pl, PAP | 1 |
Mężczyzna zginął podczas burzy w Zgierzu. Jak podaje miejscowa straż, jego ciało znaleziono podczas akcji wypompowywania wody.
Skutki nawałnicy w Zgierzu Małgorzata Grajnert / RMF FM
Mimo podjętej akcji ratowniczej - nie udało się ocalić życia mężczyzny w średnim wieku - mówi rzecznik komendy powiatowej straży pożarnej w Zgierzu Michał Mirowski.
Lekarz stwierdził zgon mężczyzny. Osobiście brałem udział w akcji. Przyczyną śmierci jest najprawdopodobniej ulewa, ciało zostało znalezione w garażu, w budynku mieszkalnym przez współmałżonkę - dodaje Mirowski.
W Łódzkiem przez kilka godzin grzmiało i padało.
Największe szkody nawałnica wyrządziła w powiecie zgierskim, gdzie straż interweniowała ponad 50 razy. W całym województwie interwencji straży było kilkaset.
W samym Zgierzu woda zalała m.in. jednoimienny szpital zakaźny, gdzie obecnie leczeni są chorzy na Covid-19.
Zalana została apteka, izba przyjęć i jeden z oddziałów. Wypompowywaliśmy już wodę w laboratorium szpitalnego, teraz udrażniamy studzienki kanalizacyjne i wypompowujemy wodę z ulic - powiedział rzecznik komendy powiatowej straży pożarnej w Zgierzu.
Skutki nawałnicy w Zgierzu Małgorzata Grajnert / RMF FM
W czwartek po południu IMGW wydało ostrzeżenie drugiego stopnia przed burzami z gradem, które obowiązuje na południu woj. dolnośląskiego, śląskiego, małopolskiego, podkarpackiego, lubelskiego, łódzkiego, mazowieckiego, świętokrzyskiego, opolskiego, zachodzie woj. warmińsko-mazurskiego. RCB wydało także specjalny alert dla mieszkańców woj. dolnośląskiego.
W czwartek i w nocy z czwartku na piątek możliwe gwałtowne wezbrania rzek oraz podtopienia - ostrzegło RCB mieszkańców kilku powiatów w woj. dolnośląskim: zgorzeleckiego, lubańskiego, lwóweckiego, jeleniogórskiego, kamiennogórskiego, wałbrzyskiego, kłodzkiego oraz ząbkowickiego. | 31.3.20 15:12
Leczyć,
leczyć tym, co już jest praktycznie sprawdzone, choć może i oficjalnie niedopuszczone przez lichwiarską Big Pharmę!
Ale to jest zrozumiałe, to narusza ich interes?
Koronawirus POKONANY?
Pacjenci WRACAJĄ DO ZDROWIA po 6-ciu dniach leczenia | dr W. Golonka
youtube.com/watch?v=AcRNBApiTPA
Nowojorskie szpitale leczące pacjentów z koronawirusem witaminą C.
Dr Andrew G. Weber, specjalista od pulmonologii i opieki krytycznej związany z dwoma ośrodkami Northwell Health na Long Island, powiedział, że jego pacjenci intensywnej terapii z koronawirusem natychmiast otrzymują 1500 miligramów dożylnej witaminy C.
https://nypost.com/2020/03/24/new-york-hospitals-treating-coronavirus-patients-with-vitamin-c/
komentarz RAM,
„Kto zna włoski niech sobie oglądnie VIDEO pod adresem podanym poniżej:
Opowiada o tym (21 marzec 2020), że w Japonii stosują przeciwko koronawirusowi Avigan (Fapiravir), którego skuteczność wynosi 90 procent... wcześniej Japończycy byli przestraszeni, dziś zdejmują maski i łażą po świeżym powietrzu... video zostało zrealizowane przez Włocha, który widząc sytuację w Lombardii porównał ją z Japonią i dociekł przyczyn normalnego zachowywania się Japończyków... Cristiano Aresu stwierdza na koniec, że prawda na temat leczenia jest we Włoszech ukrywana...”
https://www.nextquotidiano.it/avigan-cura-coronavirus-giappone-come-stanno-le-cose/
dzięki interwencji Cristiana Aresu, choć z oporami, ruszyła dooooopę AIFA, włoska agencja ds. lekarstw i rozpocznie się wkrótce testowanie tegoż leku, który zresztą zatwierdzony jest we Włoszech do leczenia grypy...
https://www.iltempo.it/cronache/2020/03/22/news/coronavirus-farmaco-antivirale-avigan-giappone-covid19-aifa-sperimentazione-lombardia-veneto-video-facebook-farmacista-cristiano-aresu-1300267/
za nakręcenie i opublikowanie filmiku w Sieci, Aresu obsrywany jest w oficjalnych mass mediach ponad wszelką miarę..
Źródło: neoan24.pl
........
Deklaracja Helsińska Światowego Stowarzyszenia Lekarzy (WMA) – Etyczne zasady prowadzenia badań medycznych z udziałem ludzi.
INTERWENCJE O NIEUDOWODNIONEJ SKUTECZNOŚCI W PRAKTYCE KLINICZNEJ
37. Podczas leczenia pacjenta tam, gdzie sprawdzone interwencje nie istnieją lub też okazały się nieskuteczne, lekarz, po zasięgnięciu porady eksperta i uzyskaniu świadomej zgody pacjenta lub jego przedstawiciela ustawowego, może zastosować interwencję o nieudowodnionej skuteczności, jeżeli w ocenie lekarza daje ona nadzieję na ratowanie życia, przywrócenie zdrowia lub przyniesienia ulgi w cierpieniu. | 1 |
Thomas Piketty / wiki
Wyprowadzany z Polski kapitał przewyższa środki finansowe przyznawane naszemu państwu przez Unię Europejską – pisze w swojej nowej książce „Capital and Ideology” słynny ekonomista Thomas Piketty.
Na podstawie dokładnej analizy danych obrazujących procesy gospodarcze, Pikietty wysuwa tezę, która stawia pod poważnym znakiem zapytania model relacji ekonomicznych Polski z Unią Europejską i Stanami Zjednoczonymi. Nasz kraj w latach 2010-16 otrzymał z UE środki stanowiące 2,7 PKB. To dużo, jednak jeszcze większe bogactwo, bo równowartość 4,7 proc. PKB zostało w tym samym okresie z Polski zassane przez zachodni kapitał.
Według Pikietty’ego przyczyną takiego zjawiska nie jest wyłącznie akcesja Polski do Unii Europejskiej, bo inwestorzy przejmowali polski majątek produkcyjny już znacznie wcześniej – od początku transformacji ustrojowej. Jak podaje ekonomista, po 1989 roku zachodni kapitaliści znaleźli się w posiadaniu 50 proc. majątku przedsiębiorstw w Polsce.
Dzięki przewadze przetargowej i ideologicznej ofensywie przeciwko związkom zawodowym i prawom pracowniczym, udało się w Polsce ustanowić wysoką stopę wyzysku. Świadczy o tym bardzo niski udział płac w PKB, utrzymywany od 30 lat. Piketty wskazuje, że płace w Polsce nie rosną tak szybko jak mogłyby, a na pewno nie tak szybko jak zyski zachodnich inwestorów.
Ekonomista zwrócił też uwagę, że państwo polskie nie podejmuje działań, które mogłyby zmienić niekorzystny bilans w relacjach pomiędzy pracą, a kapitałem. Wśród narzędzi, które mogłyby być użyte wymienia: podwyżkę podatków czy wzmocnienie roli związków zawodowych. Piketty uważa, że kapitał sprawuje realną władzę nad polskimi rządami, które obawiają się obniżyć jego zyski w obawie przed odpływem inwestycji. | Jak sprawdzić wiarygodność obozu
Wysyłacie swoje dzieci na obóz w Polsce? Pierwszy ruch jaki powinni wykonać rodzice to sprawdzenie, czy organizator takiego wyjazdu jest wiarygodny. Można to zrobić przez internet, korzystając z bazy wypoczynku. Jeśli wybrany przez Was organizator widnieje w bazie - możecie mieć pewność, że dostał zgodę na prowadzenie kolonii albo obozu. Taka wycieczka jest nadzorowana przez kuratora oświaty, służby sanitarne oraz straż pożarną.
Jak sprawdzić bezpieczeństwo autobusu
Udane ferie, to również bezpieczna podróż, a „bezpieczny autobus” to e-usługa, która pozwala rodzicom upewnić się, że autokar, którym będzie podróżowało ich dziecko jest w dobrym stanie technicznym i nie stwarza zagrożenia dla pasażerów oraz innych uczestników ruchu. Wystarczy mieć numer rejestracyjny pojazdu (rodzic może o niego poprosić na kilka dni lub tuż przed wyjazdem dziecka), by móc skorzystać z e-usługi. Jak to zrobić:
Krok 1: Wejdźcie na stronę bezpiecznyautobus.gov.pl.
Krok 2: Wpiszcie numer rejestracyjny autobusu i kliknijcie Sprawdź autobus.
Informacje, których szukacie są darmowe i pochodzą z Centralnej Ewidencji Pojazdów.
Czego dowiecie się korzystając z tej e-usługi:
czy autokar ma ważne obowiązkowe badanie techniczne,
czy autokar ma ważne obowiązkowe ubezpieczenie OC,
czy nie jest wyrejestrowany lub kradziony,
dane techniczne autobusu, np. liczbę miejsc,
stany licznika z badań technicznych.
Gdzie wyrobisz online dowód osobisty dla dziecka
Przed feriami warto upewnić się, że wszystkie dokumenty dziecka są aktualne. W przypadku wyjazdu za granicę, do innego kraju Unii Europejskiej, warto wyrobić dziecku dowód osobisty. Można to zrobić online. Pamiętajcie, aby wcześniej przygotować odpowiednie zdjęcie w wersji elektronicznej. Następnie należy wejść na portal www.GOV.PL, profilem zaufanym zalogować się do konta Mój Gov i tam wybrać usługę Uzyskaj dowód osobisty dla dziecka lub podopiecznego. Po kliknięciu przycisku Złóż wniosek system przeprowadzi użytkownika przez dalszą procedurę krok po kroku.
Natomiast na terenie Polski istotnym dokumentem dla dziecka, jest jego legitymacja szkolna i to w jakim jest stanie. Niektóre polskie szkoły przystąpiły do projektu mLegitymacja szkolna, tym samym umożliwiając swoim uczniom rezygnację z papierowej wersji legitymacji. Dokument w wersji elektronicznej można okazać za pomocą urządzenia mobilnego i jest on tak samo ważny jak klasyczna jego wersja.
Co zrobić, aby Twoje dziecko też miało mLegitymację?
Szkoła, a konkretnie dyrektor lub wyznaczona przez niego osoba, musi wyrazić chęć przystąpienia do programu, poprzez złożenie odpowiedniego wniosku. Lista szkół oraz formularz do złożenia znajduje się stronie ose.gov.pl. Szkoły nie ponoszą żadnych kosztów - usługa jest w pełni bezpłatna. Z mLegitymacji korzystają uczniowie z prawie czterech tysięcy polskich szkół. | 1 |
Według 38 North, amerykańskiego think tanku monitorującego reżim w Pjongjangu, 250-metrowy pociąg stał na stacji obsługującej rządowy kompleks wypoczynkowy co najmniej od 21 kwietnia. Nie było go tam natomiast na zdjęciach z 15 kwietnia.
Reklama
Obecność pociągu nie dowodzi, gdzie znajduje się północnokoreański przywódca, ani nie daje żadnych wskazówek na temat stanu jego zdrowia, ale zwiększa prawdopodobieństwo doniesień, że Kim zatrzymał się w elitarnej strefie na wschodnim wybrzeżu kraju - zaznaczono na stronie internetowej grupy 38 North.
Spekulacje dotyczące stanu zdrowia Kima zaczęły się, gdy 36-letni przywódca po raz pierwszy od objęcia władzy w 2011 roku nie pojawił się publicznie 15 kwietnia przy okazji rocznicy urodzin swojego dziadka, założyciela KRLD Kim Ir Sena.
Stacja CNN podała w poniedziałek, powołując się na anonimowe źródła w amerykańskiej administracji, że dyktator przeszedł operację chirurgiczną, a jego życie jest poważnie zagrożone. W piątek agencja Reutera poinformowała, że władze Chin wysłały do Korei Północnej grupę ekspertów mających pomóc w leczeniu Kima. Według japońskiego tygodnika "Shukan Gendai" przywódca jest natomiast "w stanie wegetatywnym" po operacji serca.
Reklama
Oficjalna północnokoreańska prasa nie odniosła się do pogłosek o zdrowiu Kima. Nie potwierdzili ich również urzędnicy z Korei Płd., którzy przekazali, że nie zaobserwowali żadnych nadzwyczajnych sygnałów z Północy. W czwartek prezydent USA Donald Trump powiedział, że według posiadanych przez niego informacji spekulacje na temat pogarszającego się stanu zdrowia Kima nie mają faktycznych podstaw.
Reklama
Południowokoreańska agencja prasowa Yonhap podkreśla, że Kim znikał już wcześniej z przestrzeni publicznej i za każdym razem rodziło to plotki związane z jego zdrowiem, które najczęściej okazywały się nieprawdziwe.
Kim Dzong Un jest jednym z najmłodszych przywódców świata i najmłodszym, który dysponuje arsenałem nuklearnym. Komentatorzy podkreślają, że jest nałogowym palaczem i ma nadwagę. Objął władzę pod koniec 2011 roku, gdy jego ojciec Kim Dzong Il zmarł na atak serca. | Stan Kim Dzong Una jest nieznany. Do informacji publicznej trafiają sprzeczne doniesienia
Donald Trump podkreślił wielokrotnie, że życzy przywódcy Korei Północnej powrotu do zdrowia
Prezydent USA podkreślił wzajemnie dobre stosunki i zasugerował, że z innym przywódcą oba kraje mogłyby być już w stanie wojny
Trump skrytykował też telewizję CNN, która jako pierwsza poinformowała o potencjalnie złym stanie zdrowia lidera Korei Północnej
- To są doniesienie, które się pojawiły nagle i nie wiemy, czy są prawdziwe - powiedział prezydent Trump na konferencji prasowej w Białym Domu, gdy zapytano go, co wie o stanie Kim Dzong Una.
-Miałem z nim bardzo dobre relacje. Mogę tylko to powiedzieć, że życzę mu powodzenia, ponieważ jeśli jest w takim stanie, na jaki wskazują raporty, jest to bardzo poważny stan - powiedział Trump.
Prezydent USA podkreślił również, że jego dobre kontakty z północnokoreańskim dyktatorem umożliwiły zachowanie pokoju pomiędzy państwami: - Powiedziałem to raz i powiem wiele razy, że gdyby ktoś inny był teraz na tym stanowisku, prowadzilibyśmy wojnę z Koreą Północną. Muszę więc powiedzieć Kim Dzong Unowi, że życzę mu powodzenia - przekazał prezydent.
Podczas konferencji prasowej Trump powiedział, że "nikt nie potwierdził bardzo poważnych" doniesień o zdrowiu lidera Korei Północnej. Prezydent podkreślił jednocześnie, że ich wzajemnie dobre relacje przyniosły korzyść USA.
Prezydent Trump zaatakował jednocześnie telewizję CNN, którą już wielokrotnie w przeszłości krytykował. To właśnie dziennikarze CNN jako pierwsi przekazali informację o tym, że koreański przywódca znajduje się w stanie ciężkim po niedawno przebytej operacji serca. Trump podkreślił, że w jego przekonaniu stacja bardzo często się myli i tak mogło być i tym razem.
W jakim stanie jest dyktator z Korei Północnej?
Kim Dzong Un niedawno był nieobecny na obchodach urodzin swojego dziadka, które miały miejsce 15 kwietnia, co wywołało spekulacje na temat jego potencjalnie złego samopoczucia. Północnokoreański dyktator był widziany cztery dni wcześniej na spotkaniu rządowym.
Inny amerykański urzędnik powiedział stacji CNN, że obawy o zdrowie Kima są wiarygodne, ale określenie tego w jak ciężkim stanie znajduje się przywódca Korei Północnej, jest trudne do dokładnego oszacowania.
Południowokoreańska agencja informacyjna Yonhap, cytując źródła rządowe, twierdzi że stan Kim Dzong Una jest dobry. | 3 |
Kobieta postanowiła wyjść na spacer ze swoim zwierzakiem. Policjanci uznali, że to nie był powód do opuszczenia domu i wlepili jej mandat. Mieszkanka Rzymu mocno się zdziwiła.
Kobieta podczas kwarantanny, która obowiązuje niemal na całym świecie, postanowiła wyprowadzić swojego pupila na dwór. Całe zdarzenie miało miejsce w stolicy Włoch, Rzymie. Karabinierzy, gdy zobaczyli kobietę, szybko zainterweniowali. Spytali się dlaczego opuściła swoje mieszkanie.
Niemal wszystkie osoby, które zdecydują się opuścić mieszkanie są poddawane kontroli przez funkcjonariuszy policji lub wojsko. Karabinierzy patrolowali osiedle wiecznego miasta i zauważyli kobietę, która prowadziła swojego zwierzaka na smyczy. Wydaje się, że nie ma w tym nic dziwnego - przecież można wyjść ze swoim psem na dwór. Jednak kobieta nie wyprowadzała ani psa, ani kota.
Kobieta zaszokowała włoskich funkcjonariuszy
Wojskowi zatrzymali kobietę. Byli bardzo zdziwieni kiedy poznali powód opuszczenia mieszkania przez kobietę. Mimo wszystko nie można odmówić pomysłowość tej Włoszce, która najwidoczniej miała dość siedzenia w czterech ścianach i postanowiła wymyślić jakiś sposób, aby wyrwać się choć na chwilę na zewnątrz. Nie spodziewała się jednak, że dość słono zapłaci za te rozrywkę.
DALSZA CZĘŚĆ TEKSTU POD GALERIĄ
Kobieta za tę przyjemność zapłaciła mandat w wysokości 206 euro. Przeliczając na złotówki jest to ponad 900 zł! Sroga kara jak za zwykłe wyjście na spacer z pupilem, lecz to nie był zwykły czworonóg. Okazało się, że obywatelka Włoch prowadziła na swojej smyczy... żółwia.
Dzisiaj grzeje: 1. Ministerstwo Zdrowia przekazało krytyczne informacje dla wszystkich seniorów. Każdy powinien się podporządkować
2. Koronawirus niebezpiecznie mutacje. Ma aż 3 szczepy, dotarły do różnych regionów świata
Dlatego żandarmi tak surowo ukarali kobietę. Po interwencji zażądali, by jak najszybciej udała się do domu. Dodali również, by wzięła żółwia na ręce i nie przedłużała całego spaceru. Ludzka wyobraźnia nie zna granic. Zawsze znajdziemy sposób, by poradzić sobie w trudnych sytuacjach, nawet jeśli przyjdzie nam później ponieść tego konsekwencje.
Najnowsze newsy dnia:
Galeria Panna młoda podeszła na ślubie do męża, który jeździ na wózku. Wtedy wydarzyło się niemożliwe, chce się płakać
Źródło: TVP info
Nie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj pikio.pl na:
Google News | W ostatnich dniach na ulicach Rzymu głównym towarem oferowanym przez ulicznych sprzedawców stały się jednorazowe maseczki antysmogowe. Jak informuje PAP, handlarze zachęcają do zakupu już przy samym największym dworcu w stolicy Włoch - Termini.
Podróżni słyszą zapewnienia, że te maseczki są "niezbędne" w związku z epidemią koronawirusa w Chinach. Sprzedawane są po 2 euro za sztukę i najczęściej handlarze trzymają w rękach - nierzadko bez opakowania.
Zdaniem włoskich specjalistów, maseczki te są bezużyteczne, jeżeli chodzi o ochronę przed koronawirusem. Sam proceder nazywają "paniką" i apelują o zachowanie spokoju, gdyż nerwowy nastrój wywołują sami handlarze, którzy na nim mogą zarobić.
Zdaniem włoskich mediów, oferowane przez sprzedawców maseczki antysmogowe są tymi samymi, które zostały wykupione przed kilkoma dniami w lokalnych aptekach.
Zobacz też: Koronawirus szaleje. Co z przesyłkami z Chin?
Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
komentarze +1 +1 ważne smutne ciekawe irytujące | 1 |
39-letni mieszkaniec Chęcin w woj. świętokrzyskim podczas zakupów w jednej z aptek zagroził, że zarazi inne osoby koronawirusem. Za swoje zachowanie został ukarany mandatem.
Groźna, a ostatecznie niepotrzebna interwencja policjantów miała miejsce wczoraj, po godzinie 10. Pracownicy jednej z aptek na terenie Chęcin powiadomili mundurowych o nieznanym mężczyźnie, który przyszedł do lokalu, nie chciał się dostosować do obecnych przepisów i zagroził, że pozaraża wszystkie osoby, bo właśnie wrócił z zagranicy.
Gdy na miejscu zjawili się funkcjonariusze z Komisariatu Policji w Chęcinach, awanturnika już nie było. Stróże prawa szybko ustalili jednak, że mężczyzną był 39- letni mieszkaniec gminy. Mundurowi z zachowaniem środków ostrożności złożyli mu wizytę. Wówczas wyszło, że mężczyzna do kraju powrócił ponad 1,5 miesiąca temu i nie ma żadnych objawów zakażenia. 39- latek szczerze przyznał, że zdenerwował się sposobem obsługi, długim oczekiwaniem.
W aptece obowiązywały specjalnie wprowadzone procedury, ograniczające przebywanie wewnątrz do 2 osób i konieczność oczekiwania na swoją kolej poza budynkiem również była jednym z powodów takiego zachowania mężczyzny. 39- latek, w związku z zakłóceniem ładu i porządku, został ukarany mandatem.
Powyższy przykład jest przestrogą i kolejnym apelem o rozsądne zachowanie. Pamiętajmy, że wprowadzone ograniczenia spowodowane są tylko i wyłącznie troską o nasze zdrowie. Stosując się do nich znacznie obniżamy ryzyko zakażenia. Traktujmy zalecenia poważnie i nie wykorzystujmy jako bazy do „głupich żartów”, gdyż na powyższym przykładzie, jest to zagrożone karą.
/swietokrzyska.policja.gov.pl/
Stanisław Michalkiewicz! Stanisław Krajski! Ewa Kurek! Radosław Sikora i inni autorzy w Nowym numerze Magna Polonia! Sprawdź już teraz!! Kupując wpierasz wolne media! Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia! | W ciągu ostatnich 24 godzin we Francji potwierdzono 1,1 tys. nowych przypadków zarażenia koronawirusem oraz 27 kolejnych zgonów tym spowodowanych. Łącznie we Francji potwierdzono dotychczas 7.730 zakażeń koronawirusem oraz 175 zgonów.
Gdy chodzi o osoby, u których potwierdzono zakażenie koronawirusem, obecnie 2.579 jest hospitalizowanych, a około 5.000 osób wraca do zdrowia w swoich domach. 699 osób przebywa na oddziałach intensywnej terapii.
CARTE – Coronavirus : quelles sont les régions les plus touchées en France ? https://t.co/ElJH2X91iF pic.twitter.com/4ppcL21BtA — LCI (@LCI) March 17, 2020
/lci.fr/ | 1 |
W najbliższą niedzielę, 31 maja otwarty zostanie popularny szlak prowadzący przez geotermalną dolinę Reykjadalur. Niedawno szlak został naprawiony i wprowadzono nowe ulepszenia, a nad rzeką Hengladalaá zainstalowano nowy most.
Dolina Reykjadalur, została zamknięta 15 kwietnia ze względów bezpieczeństwa i w celu ochrony roślinności. Szlak do gorącej rzeki, która znajduje się w dolinie jest bardzo popularny nie tylko wśród turystów odwiedzających kraj, ale także wśród Islandczyków i z powodu dużej liczby odwiedzających wymagał odnowienia.
Zamknięcie szlaku wykorzystano do tego aby go ulepszyć i zabezpieczyć. Część trasy uległa zmianie, między innymi dlatego, że został on przekierowany z dala od kilku gorących źródeł znajdujących się na zboczu, ze względu na niebezpieczne warunki wokół nich.
Jedną z większych zmian jest przeniesienie mostu w bezpieczniejsze miejsce, wcześniejszy znajdował się w bliskiej odległości od jednego z gorących źródeł. Turystów zachęca się do zachowania czujności podczas wędrowania w tej okolicy i zwracania uwagi na potencjalnie niebezpieczne warunki.
Na trasie nie ma toalet ani kubłów na śmieci, także turyści są proszeni o utrzymanie czystości na szlaku oraz w miejscach gdzie można się kąpać. Wszyscy są proszeni o nie pozostawianie ręczników oraz kostiumów kąpielowych czy innych śmieci, które należy zabierać ze sobą wracając do miasta. | Do 15 kwietnia przebywanie na cmentarzach nie było zakazane. Zakaz obowiązujący do tej pory dotyczył bowiem „pełniących funkcje publiczne i pokrytych roślinnością terenów zieleni, w szczególności: parków, zieleńców, promenad, bulwarów, ogrodów botanicznych, zoologicznych, jordanowskich i zabytkowych, a także plaż”.
Zakaz był podobny do wyliczenia z definicji „terenów zieleni”, który jest w ustawie o ochrony przyrody, ale nie obejmował m.in. cmentarzy, a także „zieleni towarzyszącej drogom na terenie zabudowy, placom czy lotniskom”, które są wyliczone w tej ustawie. Można było zatem bez problemu np. wejść na trawę między drogą a chodnikiem. | 1 |
Rząd zamknął granice kraju, wprowadzając stan zagrożenia epidemicznego. Linie lotnicze odwołują rejsy z i do Polski. Na sobotniej konferencji premier Morawiecki razem z szefem LOT-u Pawłem Milczarskim przedstawili plan powrotów obywateli z zagranicy.
Państwo polskie dopomoże w powrocie obywatelom na terytorium Rzeczpospolitej - mówił w sobotę premier Mateusz Morawiecki. Poinformował, że odbędą się zaplanowane loty czarterowe do kraju oraz zostaną zorganizowane dodatkowe loty PLL LOT z niektórych państw, na które będzie można się zapisać, a cena biletu będzie zryczałtowana.
Jak i za ile można wrócić do Polski?
"Jej (ceny biletu powrotnego - red.) wysokość będzie zależała od kierunku, z którego realizowany będzie przelot: 400-800 zł w granicach Europy i 1600-2400 zł za przelot dalekiego zasięgu. Pozostałą kwotę dopłaci polski rząd" - informuje PLL LOT.
Morawiecki podkreślał, że Polska zamyka swoje granice "dla wirusa", ale chce umożliwić powrót do kraju obywateli polskich oraz niektórych cudzoziemców, zwłaszcza z miejsc, z których trudno wrócić transportem kołowym, w tym z: Wielkiej Brytanii, Irlandii, Cypru, Malty, USA i Kanady.
Zamknięte granice. 3 opcje powrotu samolotem do Polski: (1) Zaplanowane loty czarterowe Wrócą nimi osoby, które znalazły się za granicą w ramach zorganizowanych wyjazdów turystycznych z opłaconymi wcześniej lotami czarterowymi w obydwie strony. Razem z Polakami do kraju będą mogli wrócić także uprawieni do tego cudzoziemcy: małżonkowie obywateli polskich,
dzieci obywateli polskich,
osoby posiadające Kartę Polaka,
osoby posiadające prawo stałego lub czasowego pobytu na terenie RP lub pozwolenie na pracę. (2) Specjalne czartery LOT-u Narodowy przewoźnik, Polskie Linie Lotnicze LOT, zorganizują specjalne loty czarterowe do wybranych krajów świata. W ten sposób będą mogli wrócić do kraju ci Polacy, którzy zawnioskują o to przez specjalną stronę lotdodomu.com oraz cudzoziemcy, którzy na stałe są związani z Polską (wykaz powyżej). Dodatkowe loty zostaną zorganizowane m.in. do: Wielkiej Brytanii, Irlandii, na Cypr, na Maltę i do USA. (3) Loty wg specjalnego zapotrzebowania Polacy przebywający w pozostałych częściach świata również będą mieli możliwość powrotu na pokładzie samolotów specjalnie wysłanych za granicę. Będą jednak musieli zgłosić takie zapotrzebowanie (na stronie lotdodomu.com, od godz. 22:00 w sobotę 14 marca). Władze będą analizowały napływające zgłoszenia na bieżąco, decydując o ewentualnym wysłaniu samolotu. Za bilety powracający będą musieli zapłacić sami. Cena będzie zryczałtowana i uzależniona od kraju, z którego chcą przylecieć do Polski. Pozostałą część kosztów pokryje rząd RP.
Obcokrajowcy, którzy będą mogli przyjechać do Polski, to:
małżonkowie obywateli polskich,
dzieci obywateli polskich,
osoby posiadające Kartę Polaka,
osoby posiadające prawo stałego lub czasowego pobytu na terenie RP lub pozwolenie na pracę.
Szef rządu poinformował, że loty czarterowe do Polski, które już były zaplanowane, odbędą się zgodnie z harmonogramem. Jak dodał wobec obywateli, którzy chcą wrócić do Polski, a nie mają wykupionych biletów na zorganizowane już loty czarterowe, zostaną przeznaczone specjalne loty Polskich Linii Lotniczych LOT, w tym z m.in. Wielkiej Brytanii, Irlandii, Cypru, Malty czy USA.
"Wobec Polaków, którzy, można powiedzieć, utknęli albo po prostu znaleźli się lub przebywają w innych częściach świata, rzadziej odwiedzanych chcemy zaoferować na specjalnie przygotowanej stronie PLL LOT możliwość zapisywania się na powroty do kraju i zarówno te powroty z Wielkiej Brytanii, USA, Irlandii, Cypru lub Malty, jak również dalszych krajów, jak Jordania - wiemy, że jest tam grupa Polaków - czy państw na Bliskim Wschodzie bądź w północnej Afryce loty będą się odbywały po dokonaniu odpowiednich zapisów na specjalnie do tego przygotowanych stronach" - powiedział premier.
"Cena tych biletów będzie zryczałtowana, będzie jednakowa dla wszystkich. Nie będzie tak, że ten, kto pierwszy się zapisze, ten będzie miał niższą cenę, a ten, kto ostatni będzie wysoką cenę płacił. Będzie jednakowa cena, a dodatkowa opłatę, dodatkowy koszt poniesie państwo polskie. Państwo polskie dopomoże w powrocie naszym obywatelom na terytorium Rzeczpospolitej" - dodał Morawiecki.
"Lot do domu" od 16 marca
Prezes PLL LOT Rafał Milczarski ocenił, że prowadzona przez polski rząd koordynacja działań oraz decyzja o zatrzymaniu komercyjnych lotów w szerszym obszarze geograficznym jest odważna i słuszna. Według niego podobne działania rozważają obecnie także liderzy innych państw oraz szefowie linii lotniczych.
Oświadczył, że Polskie Linie Lotnicze LOT stoją w pełnej gotowości, aby realizować zadania związane z programem "Lot do domu". "To jest program, który ma na celu pomóc Polakom w powrocie do kraju. Będziemy ten program realizować z całą pewnością już od poniedziałku" - zapowiedział. "Mamy nadzieję, że pierwsze loty czarterowe, zorganizowane w tej formule odbędą się już jutro" - dodał Milczarski.
Prezes PLL LOT zapewnił, że Polacy chcący wrócić do kraju będą mogli skorzystać w sobotę po godz. 22 ze stron internetowych: lotdodomu.pl lub lotdodomu.com.
"Tam będzie można zgłaszać zainteresowanie rejsami z różnych kierunków i my po przeanalizowaniu zainteresowania i uzgodnieniu z Kancelarią Prezesa Rady Ministrów będziemy decydować o uruchamianiu kolejnych rejsów w kolejnych możliwych kierunkach" - powiedział Milczarski.
Zapewnił też, że wszyscy pasażerowie, którzy posiadają bilety na trasach, które są i będą objęte programem lotododomu.pl jeszcze dzisiaj mogą liczyć na kontakt w tej sprawie. "My będziemy się z Państwem już dzisiaj wieczorem kontaktować i starać się zaoferować przelot" - zaznaczył Milczarski.
Dodał też, że każdemu pasażerowi w ramach ogólnych warunków przewozu przysługuje prawo zwrotu takiego biletu, jeżeli nie chce z niego skorzystać lub jego przebukowanie na inny, dogodny termin.
"My jako narodowy przewoźnik musimy się zachowywać odpowiedzialnie, solidnie i zapewniać bezpieczeństwo zarówno wszystkim pasażerom, jak i obsłudze, dlatego potrzebna była chwila czasu, żeby wszystko to przygotować, ale zapewniam, że nikt nie pozostanie bez pomocy i kontaktu z nami" - powiedział Milczarski.
mro/ mhr/ mzd/ | Wyłącz AdBlocka/uBlocka
Aby czytać nasze artykuły wyłącz AdBlocka/uBlocka lub dodaj wyjątek dla naszej domeny.
Spokojnie, dodanie wyjątku nie wyłączy blokowania reklam. | 4 |
Jeżeli wybory odbędą się przy absencji wielu obywateli i naruszeniu standardów, nad Polską zawiśnie wielkie niebezpieczeństwo – przekonuje socjolog Jacek Raciborski.
W debacie publicznej ostatnich dni wypowiedziane zostały chyba wszystkie argumenty przeciwko głosowaniu w wyborach prezydenckich 10 maja. Wśród nich najmocniej wybrzmiał argument, że głosowanie zwiększy zagrożenie epidemiczne wyborców i kilkusetysięcznej rzeszy ludzi tworzących aparat wyborczy i że byłoby to igranie z ich zdrowiem, a nawet życiem. Poniżej dalsza część artykułu
Jednak ja chciałbym wyeksponować inne niebezpieczeństwo: wybrania prezydenta pozbawionego od początku rzeczywistego społecznego mandatu, nieprawomocnego – w socjologicznym sensie pojęcia prawomocności. Taki wybór może wstrząsnąć podstawami systemu politycznego i prowadzić do rewolty.
Deficyt potrójny Wpierw muszę wyłożyć skrótowo problem legitymizacji władzy. Władza jest legitymizowana, czyli społecznie uprawomocniona, jeżeli, po pierwsze, została nabyta i jest sprawowana zgodnie z ustalonymi regułami. Po drugie, te reguły muszą znajdować oparcie w przekonaniach stron związanych stosunkiem władczym, muszą być w jakiś sposób usprawiedliwione, musi istnieć między rządzonymi a rządzącymi choćby niewielki zasób wspólnych wartości. Po trzecie, władza jest legitymizowana, jeżeli obywatele swoimi zachowaniami potwierdzają istniejące zależności władcze, wyrażają uznanie dla reguł nabywania władzy, wypełniają obywatelskie obowiązki i aktywnie korzystają ze swoich praw obywatelskich.
Uprawomocnienie władzy dokonuje się więc na trzech poziomach: a) reguł, b) wartości i przekonań, c) zachowań. Na każdym z tych poziomów może pojawić się brak prawomocności. Przykład oczywistego deficytu na poziomie reguł to zdobycie władzy poprzez zamach stanu. Na poziomie wartości za deficyt będzie uznane, że reguła jest niesprawiedliwa, np. dziedziczenie urzędu głowy państwa zamiast wyborów powszechnych, a na poziomie zachowań przykład deficytu to całkowita pasywność obywateli, podporządkowywanie się władzy pod przymusem.
A teraz skonkretyzuję te rozważania, odnosząc się do wyborów prezydenckich w Polsce, które właśnie trwają. Jaką szansę na prawomocność będzie miał kandydat, który uzyska mandat 10 maja lub dwa tygodnie później w II turze? Znikomą. Prezydenta RP wybiera się w wyborach powszechnych, równych, bezpośrednich i w głosowaniu tajnym. To formuła prawna, której politologiczne rozwinięcie znajduje w postulacie wolnych wyborów. A wybory wolne są konkurencyjne, czyli muszą istnieć realne alternatywy wyboru.
Jeśli prezydent Duda będzie konkurował jedynie z jakimś figurantem, wcześniej szerzej nieznanym, jeżeli inni kandydaci nie mają szansy na popularyzację swojej osoby i programu, bo epidemia jest oczywistą przeszkodą, to trudno uznawać te wybory za konkurencyjne.
Majdan i Milošević Wolne wybory muszą odbywać się bez ograniczeń czynnego prawa wyborczego, bez stosowania form przymusu w stosunku do wyborców i kandydatów, w szczególności przymusu administracyjnego. Czyż kwarantanna obejmująca setki tysięcy osób nie jest przymusem administracyjnym, czy presja administracyjna nie pojawi się w formowaniu aparatów wyborczych? A czyż powszechności wyborów nie zagrozi absencja z powodu uzasadnionej obawy przed zarażeniem koronawirusem?
Następny warunek to takie samo prawo wyborcze dla wszystkich, czyli nieuprzywilejowujące żadnego kandydata. Tu formalnie wszystko w porządku. Ale brak prawnego uprzywilejowania to m.in. równy dostęp do mediów publicznych wszystkich zarejestrowanych komitetów i ich kandydatów. On jest drastycznie nierówny. Wreszcie ostatni podstawowy warunek wolnych wyborów to uczciwe policzenie wyników. Wielkim osiągnięciem 30 lat polskiej demokracji jest, że nigdy nie doszło do fałszowania wyników wyborów w masowej skali. Podejrzenia jednak rzucano i niezasadnie czyniła to formacja stojąca za Andrzejem Dudą. A o podejrzenia nie będzie trudno w warunkach zdekompletowanych komisji obwodowych z powodu obaw przed zarażeniem, w warunkach przejęcia kontroli przez PiS nad prawie całym aparatem wyborczym.
Wiosną 2020 r. wytworzyły się warunki, które uniemożliwiają odbycie wolnych wyborów prezydenckich w Polsce. Jeżeli jednak wybory się odbędą, przy absencji zdecydowanej większości obywateli, przy naruszeniu tych wszystkich wymienionych standardów wolnych wyborów i Andrzej Duda zostanie ogłoszony ich zwycięzcą, to wielkie niebezpieczeństwo zawiśnie nad Polską: będzie miała prezydenta w masowej skali kontestowanego, uważanego za nieprawowitego, wybranego nieuczciwie.
Nie sądzę, aby doprowadziło to natychmiast do społecznego buntu w tej skali co na Ukrainie w 2004 r., gdy kontestowano wybór Janukowycza, czy gdy w Serbii w 2000 r. obalano Miloševicia. Wszystko to były właśnie wydarzenia powiązane z prezydenckimi wyborami. Niebezpieczeństwo buntu, rewolty jednak będzie poważne. A każdy taki bunt to regres demokracji. Uparte podążanie obozu władzy w stronę głosowania w maju jest tym dziwniejsze, że Andrzej Duda nie jest skazany na porażkę w wyborach, które odbyłyby się jesienią czy nawet wiosną 2021 r. | Jeśli wybory odbędą się w przewidzianym, wiosennym terminie, to wygra je pandemia, nie Andrzej Duda. A jej skutki i tak uderzą ?w obóz Zjednoczonej Prawicy.
Na pierwszy rzut oka sytuacja wydaje się być łatwa dla obecnego prezydenta, a trudna dla opozycji. Ponieważ dystans między prowadzącym w rankingach Andrzejem Dudą a następną w wyścigu Małgorzatą Kidawą-Błońską powiększa się – wszelkie próby przeniesienia terminu wyborów podejmowane przez opozycję wydają się żałosną próbą odwrócenia werdyktu historii, który już zapadł. Poniżej dalsza część artykułu
Faktem jest, że trudno byłoby znaleźć polityka, który mając największe szanse na wybór, dobrowolnie odraczałby rozstrzygnięcie. Mam podejrzenie graniczące z pewnością, że gdyby liderem sondaży była kandydatka KO albo kandydat PSL czy Lewicy – ich upór w dążeniu do późniejszego terminu głosowania byłby znacznie mniejszy.
Co więc powinien zrobić Andrzej Duda? Jak najszybciej, w sposób jak najbardziej transparentny i umotywowany konstytucyjnie, przełożyć wybory na jesień. Nie chodzi bowiem o to, by mieć jak najlepszy wynik, tylko o to, by wygrać w pierwszej turze. Wbrew nadziejom propagandystów PiS – epidemia nie gwarantuje takiego sukcesu. Wezwania opozycji nie mają tu nic do rzeczy (zresztą i tak prezydent do tej pory niespecjalnie się nimi przejmował) – politycy działają w zgodzie z własnym interesem, tak było, jest i pewnie będzie. I właśnie dlatego prezydent powinien – zgodnie z własnym interesem – zrezygnować z majowej daty.
Nie wierzę w to, żeby będąc wciąż młodym politykiem, Andrzej Duda chciał zapracować sobie na przydomek „prezydenta wybranego przez koronawirus". A w tych dniach stało się tak oczywiste, że to pandemia rozdaje karty, także w polityce, a przede wszystkim w ekonomii, że nawet gdyby Andrzej Duda miał wyłącznie szlachetne zamiary i pokazywał się w telewizorach ze szczerego altruizmu, i tak nikt w to nie uwierzy.
Nie wiadomo zresztą jeszcze, jakie skutki społeczne i ekonomiczne przyniesie Polsce zdrowotna plaga. Jeśli jednak prezydent liczy na to, że do 10 maja nikt ich nie zauważy, a koledzy z rządu nie dadzą rady niczego zepsuć ?– bardzo się myli. Skutki ewentualnych upadłości, braku regularnej opieki medycznej, zdalnej edukacji i braków w zaopatrzeniu właśnie wtedy mogą dać znać o sobie w całej pełni. Bo nasze zasoby są niewielkie, wystarczają na miesiąc–dwa sytuacji awaryjnej. Nie jesteśmy przecież imperium, tylko państwem na dorobku. Trzeba dać nam czas na wyleczenie z wirusa i nadrobienie strat. Prezydent może w tym pomóc, bo wśród ludzi, którym nagle sufit zwalił się na głowy, łatwo zabłysnąć dobrą wolą – i wtedy stanąć do kolejnej walki wyborczej. | 3 |
Subsets and Splits
No community queries yet
The top public SQL queries from the community will appear here once available.