sentence1
stringlengths
0
100k
sentence2
stringlengths
0
100k
score
float64
0
5
Samochód osobowy wypadł z drogi i zatrzymał się na drzewach. Do zdarzenia doszło dzisiaj (tj. 17 stycznia 2020 roku) ok. godz. 18 na trasie z Brzegu Dolnego w kierunku miejscowości Wały. Obecnie trwają czynności Straży Pożarnej i Policji. Ustalane są przyczyny zdarzenia. Droga jest częściowo zablokowana.
Samorząd województwa podzielił pieniądze na ratowanie zabytków na Dolnym Śląsku. Ich właściciele złożyli 302 wnioski na łączną kwotę 34 mln zł. Tyle jednak nie dostaną. Na ten cel przeznaczono zaledwie 4,5 mln zł na 140 zadań. Najniższa kwota dotacji to 10, a najwyższa 100 tys. zł. Ratują zabytki Tyle otrzymało Uzdrowisko "Szczawno-Zdrój" na remont elewacji razem z izolacją budynku sanatorium "Dąbrówka". Fundacja Lubiąż, która ratuje, jak może opactwo cysterskie leżące w gminie Wołów, dostało 50 tys. zł na na konserwację fragmentu elewacji z dekoracjami rzeźbiarskimi z lat 1691-1699. Twierdzy Srebrna Góra przypadło 80 tys. zł na remont muru.
1
W stosunku do sondażu z grudnia odsetek Amerykanów chcących usunięcia Trumpa z urzędu zmniejszył się o 2 punkty procentowe. Odsetek tych, którzy uważają, że Trump powinien pozostać na stanowisku zwiększył się o 1 punkt procentowy. Jednocześnie 52 proc. ankietowanych uważa, że Trump nadużył władzy, jaką daje mu urząd, prosząc obcy rząd (chodzi o władze Ukrainy - red.), by ten doprowadził do wszczęcia śledztwa przeciwko jego politycznemu przeciwnikowi, Joe Bidenowi, co mogło wywrzeć wpływ na wynik nadchodzących wyborów prezydenckich. Trump miał uzależniać pomoc wojskową dla Ukrainy od wszczęcia śledztwa przeciwko Bidenowi i jego synowi Hunterowi, w związku z interesami tego ostatniego na Ukrainie. Biden to faworyt prawyborów w Partii Demokratycznej, prawdopodobny rywal Trumpa w wyborach prezydenckcih. Ze stwierdzeniem, że Trump nie nadużył władzy w tej sprawie, zgadza się 41 proc. ankietowanych. 53 proc. Amerykanów jest też zdania, że Trump dopuścił się próby obstrukcji działań Kongresu nie współpracując z nim w związku ze śledztwem toczącym się ws. impeachmentu. 37 proc. jest zdania, że Trump nie dopuścił się takiej obstrukcji. Spośród wyborców Demokratów usunięcia Trumpa z urzędu chce 84 proc. Jednocześnie aż 91 proc. wyborców Republikanów uważa, że Trump powinien pozostać na stanowisku. Wśród wyborców niezależnych 45 proc. chce usunięcia Trumpa z urzędu, a 50 proc. uważa, że powinien pozostać na stanowisku. W sondażu sprawdzono też poziom poparcia dla Trumpa i Bidena w całym kraju. Gdyby to Biden zmierzył się z Trumpem w wyborach, które odbędą się w listopadzie 2020 roku, kandydat Demokratów zdobyłby 50 proc. głosów, podczas gdy Trump - 44 procent. Z Trumpem wygrałby też inny pretendent do nominacji Partii Demokratycznej w wyborach prezydenckich, Bernie Sanders. Sanders wygrałby z Trumpem w stosunku 49 do 45 proc. Kolejna kandydatka do nominacji prezydenckiej Demokratów, Elizabeth Warren, wygrałaby z Trumpem w stosunku 48 do 45 proc. Margines błędu w sondażu wynosił 3,1 pkt. procentowego. W sondażu spytano też Amerykanów o ich stosunek do kapitalizmu i socjalizmu (mianem demokratycznego socjalisty określa się Bernie Sanders, również Elizabeth Warren jest przedstawicielką lewego skrzydła Partii Demokratycznej). Z badania wynika, że 52 proc. wyborców w USA ma pozytywny stosunek do kapitalizmu, podczas gdy negatywnie ocenia go 18 proc. W przypadku socjalizmu jest odwrotnie - 19 proc. ma pozytywny stosunek do socjalizmu, 53 proc. - negatywny. Socjalizm wyjątkowo pozytywnie oceniają wyborcy Demokratów w wieku 18-34 lat (51 proc. myśli o nim pozytywnie). Socjalizm pozytywnie ocenia też 40 proc. wyborców, którzy wezmą udział w prawyborach prezydenckich w Partii Demokratycznej (23 proc. z nich ocenia socjalizm negatywnie).
Drogi Użytkowniku! W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych możemy przetwarzać Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane dodatkowo jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO). Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki). Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do odwołania zgody oraz prawo sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl. Wycofanie zgody nie wpływa na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego przed jej wycofaniem. W dowolnym czasie możesz określić warunki przechowywania i dostępu do plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej. Jeśli zgadzasz się na wykorzystanie technologii plików cookies wystarczy kliknąć poniższy przycisk „Przejdź do serwisu”. Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.
2
Do długiej listy problemów, z jakimi ostatnio boryka się minister aktywów państwowych Jacek Sasin, rzeczywistość dopisała kolejny – ceny prądu. Przyszłoroczne dopłaty do rachunków za energię elektryczną mogą zostać obniżone lub zawieszone – poinformowało RMF FM, powołując się na wypowiedź wicepremiera. Powodem jest epidemia i napięta sytuacja budżetu. „Musimy wyważyć dwie rzeczy. Z jednej strony te ogromne potrzeby budżetu państwa na wsparcie kredytobiorców i zapobieżenie kryzysowi. Z drugiej strony mamy sytuację gospodarstw domowych” – mówił Jacek Sasin. Według rozgłośni ostateczna decyzja w tej sprawie ma zapaść między czerwcem a lipcem, gdy ruszą prace nad budżetem na 2021 r. Już teraz można jednak spokojnie założyć, że przepisy trafią do kosza. Bubel dla Dudy Projekt ustawy o rekompensatach Ministerstwo Aktywów Państwowych opublikowało 24 lutego, ale do dziś nie został on przyjęty przez rząd. Czemu? Prawdopodobnie dlatego, że jeszcze przed pandemią część gabinetu Mateusza Morawieckiego (w tym minister rozwoju Jadwiga Emilewicz) miała uzasadnione obawy, że proponowane zmiany są zwykłym bublem prawnym. Pisano je głównie z troski rządzących o dobry wynik prezydenta Andrzeja Dudy. Co zakładały przepisy? Przypomnijmy. Projekt obejmował wypłatę rekompensat za wzrost cen energii elektrycznej odbiorcom, którzy w 2019 r. rozliczyli się w pierwszym progu podatkowym, czyli zarobili mniej niż 85 528 zł, a w 2020 zużyli więcej niż 63 kWh energii elektrycznej (drugie kryterium jest dość proste do spełnienia – średnie zużycie prądu w gospodarstwach domowych w Polsce to 2000–2500 kWh w ciągu roku). W praktyce dopłaty miały dostać osoby zarabiające miesięcznie mniej niż 5 tys. zł netto, czyli jakieś 15,1 mln Polaków. Wysokość rekompensat miała być zróżnicowana w zależności od wielkości zużycia. W skrócie: im więcej prądu konsumujesz, tym więcej kasy dostajesz. Statystyczny Polak miał zaoszczędzić na energii od 34 do 306 zł rocznie. Na czym polega problem z ustawą? Pieniądze mieli dostawać po równo biedni i bogaci, co potencjalnie tworzy pole do nadużyć. Jak zauważyło „Forum Energii”, wystarczy mieć zarejestrowany licznik energetyczny na osobę uzyskującą dochód w pierwszym progu podatkowym, żeby ubiegać się o wsparcie. Ustawa nie pomagała rozwiązać rzeczywistego problemu, jakim jest ubóstwo energetyczne, gdy koszty energii przekraczają 10 proc. wydatków gospodarstwa domowego. Według Instytutu Badań Strukturalnych tego rodzaju zjawisko dotyka ok. 12 proc. Polaków, czyli blisko 4 mln osób. MAP zamiast skoncentrować się na pomocy zagrożonym ubóstwem (np. emerytom czy rencistom), chciał rozdać wszystkim po równo. To nie wszystko. Koszt rekompensat (szacowany przez MAP na 2,5 mld zł) miał zostać opłacony ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2. To przychody budżetu państwa, które w teorii powinny trafiać na transformację gospodarki i ograniczanie jej emisji, czyli inwestycje w OZE, efektywność energetyczną, sieci itd. Zamiast tego zostałyby przez Polaków skonsumowane, co w kontekście gigantycznych nakładów związanych z przeprowadzeniem transformacji energetycznej kraju i odejściem od węgla jest zwykłym marnotrawstwem. Czytaj także: Czego Polska chce za neutralność klimatyczną Co zrobi Sasin, co zrobi URE? Co dalej? Projekt ustawy został oficjalnie przejęty przez Ministerstwo Klimatu, do którego emigrowały z MAP departamenty odpowiedzialne za politykę energetyczną. Resort Kurtyki nie ogłosił jeszcze, co z nim zrobi. Wycofanie się z obietnicy byłoby dość niewygodne dla PiS, szczególnie w czasie przedłużającej się kampanii, pandemii i rozpoczynającej się recesji. Dlatego rząd będzie raczej unikał oficjalnej deklaracji w tej sprawie. Aby ograniczyć straty polityczne, Sasin może zwiększyć nacisk na podlegające mu zarządy państwowych firm energetycznych, by wycofały wnioski do prezesa URE ws. podniesienia cen energii. W grudniu regulator zgodził się co prawda podnieść tegoroczne taryfy dla gospodarstw domowych za energię elektryczną średnio o 12 proc, jednak PGE, Tauron, Enea i Energa uznały – a miały tu sporo racji – że wzrost ten jest niewystarczający, i w marcu gremialnie zawnioskowały o podwyżki. Zgoda URE na wzrost w obecnych warunkach jest mało realna z dwóch powodów. Po pierwsze, przez pandemię ceny energii w hurcie mocno spadły – co oznacza, że spółki energetyczne (a przynajmniej te o krótszych pozycjach zakupowych) mogą dokupić więcej taniej energii na giełdzie i teoretycznie ograniczyć straty na sprzedaży prądu gospodarstwom domowym – w praktyce cała energetyka traci przez koronawirusa, bo rośnie liczba klientów, którzy nie regulują rachunków, a wytwarzanie energii przy niższych jej cenach w hurcie jest mniej opłacalne. Po drugie, od października na naszych rachunkach za prąd pojawi się tzw. opłata mocowa, która podbije je o ok. 10 zł na miesiąc. W tej sytuacji URE raczej nie zarządzi podwyżek, bo i tak nadejdą. Marne to pocieszenie dla wicepremiera Sasina.
Mamy droższą energię, ale mamy też wybory. By prezydent Duda nie musiał świecić oczami za drogi prąd, minister Sasin zapowiedział rekompensaty. Wiadomo wreszcie, ile wyniosą i kto skorzysta. Sytuacja w energetyce robi się coraz poważniejsza. Lista przyczyn tego stanu jest długa – zaczynając od polskiego miksu energetycznego, w którym dominuje węgiel, i górników, których politycy panicznie się boją, przez unijną politykę energetyczno-klimatyczną, która zakłada forsowną dekarbonizację, kończąc na wysłużonych blokach w elektrowniach i braku pomysłu, co z tym wszystkim zrobić. Efektem jest wzrost cen prądu, do którego doszło raptownie już w 2018 r. To było spore zaskoczenie dla polityków PiS, przekonanych, że ręczne sterowanie branżą należącą do państwa będzie dziecinnie proste. Można przecież nakazać, by elektrownie przejęły kopalnie i ze swoich zysków pokryły straty górnictwa, można jednocześnie zakazać podnoszenia cen, bo podwyżki staną się paliwem dla konkurentów i dowodem na nieudolność rządzących. W 2019, roku wyborczym, nie można sobie było na to pozwolić, więc uchwalono ustawę prądową, która miała tworzyć złudzenie, że mimo drożejącego prądu nic się nie zmieni. Inaczej mówiąc, nakazano spółkom energetycznym sprzedawać energię ze stratą. Czytaj także: Czego Polska chce za neutralność klimatyczną Zwycięstwo wyborcze zamiast transformacji energetycznej Ale cudów nie ma. Koncerny energetyczne, nawet państwowe, a może właśnie one, z czegoś żyć muszą, bo z ich zysków trzeba utrzymywać kopalnie i budować nowe elektrownie węglowe. Tak narodziła się tzw. ustawa prądowa, która miała służyć dotowaniu cen energii sprzedawanej domowym odbiorcom. Trzeba się było nieźle nagłowić, jak to zorganizować, by Bruksela nie uznała tego za niedozwoloną pomoc publiczną. Jakoś się udało wmówić Komisji Europejskiej, że to nie jest subsydiowanie firm, ale wspieranie konsumentów. Jaki był tego koszt? Forum Energii szacowało, że poszło 9 mld zł. „To równowartość rocznych wydatków na szkolnictwo w Polsce. Za tę kwotę można wymienić ok. 30 proc. »kopciuchów«, które są przyczyną złej jakości powietrza. Rząd jednak zdecydował się dopłacić do konsumpcji energii” – oburzali się eksperci. Ale zwycięstwo wyborcze to rzecz bezcenna, więc politycznie wydatek się opłacił. Zwłaszcza że został sfinansowany z pieniędzy, jakie rząd inkasuje za sprzedaż uprawnień do emisji CO2. Teoretycznie mają być one wykorzystywane na transformację energetyczną, w Polsce jednak od dawna stanowią rodzaj wpływu podatkowego płaconego przez gospodarkę, a trafiającego do budżetu. I teraz pieniądze się przydały, bo posłużyły na dofinansowanie energetyki węglowej. To trochę absurdalne, ale nie do takich absurdów przyzwyczailiśmy się w energetyce. Czytaj także: Energetyka próbuje odkleić się od węgla Kolejne wybory, kolejne rekompensaty Ustawa prądowa była aktem epizodycznym i zakończyła żywot wraz z końcem ubiegłego roku. Była dziełem Krzysztofa Tchórzewskiego, byłego ministra byłego Ministerstwa Energii, i miała na celu ukrycie problemów, do których ten polityk doprowadził. Teraz jego obowiązki przejął minister aktywów państwowych Jacek Sasin, który nie chce zacząć urzędowania od podwyżki, bo wyjdzie, że za Tchórzewskiego było dobrze, a ledwo on wziął stery w swoje ręce, a już ceny idą w górę. A podwyżki mamy, bo spółki energetyczne wywojowały u prezesa URE wzrost taryf dla odbiorców domowych. Nic nie pomogły ostrzeżenia Sasina kierowane do prezesów spółek energetycznych, by nie podnosić cen. Prezes URE długo się targował, ale podwyżki zaakceptował, choć dużo niższe niż te, których domagały się spółki. Więc natychmiast zaczęło się tłumaczenie, że również w tym roku będą rekompensaty. No bo znów mamy wybory i chodzi o to, żeby prezydent Duda nie musiał świecić oczami za drogi prąd. Dla kogo rekompensaty za wyższe ceny prądu Projekt firmowany przez ministra Sasina – do którego dotarł „Dziennik Gazeta Prawna” – jest jednak inny niż Tchórzewskiego. O ile w 2019 r. ceny prądu były zamrożone, o tyle w 2020 już je odmrożono i odbiorcy domowi dostaną zryczałtowane rekompensaty, ale dopiero na początku przyszłego roku. I to nie wszyscy, a tylko ci, którzy o to poproszą i udowodnią, że im się nie przelewa, czyli mieszczą się w pierwszym progu podatkowym. A mieści się – czyli zarabia maksymalnie 7 tys. zł brutto miesięcznie – 95 proc. podatników PIT. Pytanie tylko, jak to zostanie wyliczone w przypadku rolników, którzy PIT nie płacą. Oczywiście nikt pieniędzy do ręki nie dostanie – rekompensata zostanie odliczona od pierwszego rachunku za prąd w 2021 r. Przewidziano cztery stawki ryczałtu: 34,08; 82,80; 190,86 i 306,75 zł – w zależności od rocznego zużycia energii. Maksymalna rekompensata dotyczy zużycia 2800 kWh rocznie. Minister Sasin przewiduje, że z rekompensaty skorzysta 15 mln gospodarstw, a państwo wyda na ten cel 2,4 mld zł (nie wiadomo, jaki będzie koszt obsługi tego systemu). Czas podwyżek. Nie tylko prąd w górę To oczywiście wielkość teoretyczna, bo tym razem operacja jest zorganizowana tak, by zniechęcić do dochodzenia rekompensaty. Zapewne wiele osób nie będzie miało cierpliwości do składania wniosku i udowadniania dochodów dla kilkudziesięciu złotych oszczędności. W końcu dziś musimy stawiać czoła dużo wyższym podwyżkom, których nikt nawet nie myśli rekompensować. No bo czy ktoś nam rekompensował wzrost cen masła albo pietruszki? Czytaj także: W 2020 r. będzie drożej. Dlaczego?
3
- Podjąłem decyzję, że podpiszę ustawę dot. rekompensaty dla mediów publicznych, na pewnych warunkach - ogłosił w piątek późnym wieczorem prezydent Andrzej Duda. Jednocześnie premier Mateusz Morawiecki ogłosił zwiększenie wydatków na onkologię. Z funkcji prezesa TVP odwołany zostanie Jacek Kurski. - Jak wiecie, ostatnio świat polityki, mediów i społeczeństwo rozważało kwestię tego, jaką decyzję podejmę, jeśli chodzi o dalszy los ustawy dot. rekompensaty. Sprawę od początku potraktowałem bardzo poważnie. Miała dla mnie zasadnicze znaczenie. Spotkałem się m.in. z prezesem TVP i Polskiego Radia. Pytałem, jak zamierzają dysponować tymi finansami - mówił prezydent w piątek późnym wieczorem podczas briefingu w Pałacu Prezydenckim. Trwa głosowanie... Jak oceniasz decyzję prezydenta o podpisaniu ustawy dot. rekompensaty? To dobra decyzja To zła decyzja Nie mam zdania - Nie miałem żadnych wątpliwości, że pieniądze są niezbędne do funkcjonowania mediów publicznych, szczególnie ich regionalnych oddziałów. Ale miałem dwie poważne wątpliwości - co do tego, czy te środki są dzielone w sposób właściwy oraz co do tego, czy nie powinny być nieco zmienione paradygmaty finansowania w przestrzeni pomiędzy radiem, a telewizją - powiedział. - Podjąłem decyzję, że podpiszę tę ustawę, na pewnych warunkach - oświadczył prezydent. Jacek Kurski odwołany ze stanowiska prezesa TVP Z kolei szef Rady Mediów Narodowych Krzysztof Czabański poinformował, że ogłosił korespondencyjne głosowanie nad odwołaniem Kurskiego. Głosowanie potrwa do poniedziałku, ale już w piątek wieczorem 4 na 5 członków Rady zagłosowało za odwołaniem Jacka Kurskiego. To oznacza, że Kurski zostanie odwołany ze stanowiska prezesa TVP. W ostatnich dniach w mediach głośno było o ultimatum, jakie prezydent postawił Prawu i Sprawiedliwości. Podpis, za usunięcie Jacka Kurskiego ze stanowiska prezesa TVP - tak brzmiało ponoć żądanie Andrzeja Dudy. Informacja o tym pojawiła się po poniedziałkowym spotkaniu prezydenta z szefem Rady Mediów Narodowych, Krzysztofem Czabańskim. Prezydent wezwał Czabańskiego do Pałacu Prezydenckiego i przedstawił mu swoje oczekiwanie, podczas rozmowy o ustawie dot. rekompensaty dla mediów publicznych - podała Wirtualna Polska. Czytaj także Dylemat prezydenta Dudy We wtorek późnym wieczorem do Pałacu Prezydenckiego udał się Jarosław Kaczyński, by porozmawiać z prezydentem właśnie na ten temat. Prezes Prawa i Sprawiedliwości miał stanąć murem za Jackiem Kurskim i oświadczyć, że o żadnej dymisji nie ma mowy. Zapewnił telefonicznie szefa TVP, że na odwołanie się nie zgodzi. Prezydent zawetuje rekompensatę dla TVP? Żadnego oświadczenia po spotkaniu Jarosława Kaczyńskiego z prezydentem nie było, ale z wypowiedzi osób związanych z jednym i drugim politykiem wynika, że do porozumienia nie doszło. Współpracownicy prezydenta podkreślali przez cały tydzień, że nie wiedzą, jaka będzie decyzja Andrzeja Dudy, natomiast politycy PiS dawali do zrozumienia, że liczą się z zawetowaniem ustawy. - Jeżeli chodzi o kwestię abonamentu, to powiem tak: prezydent ma 21 dni na podpisanie ustawy lub podjęcie innej decyzji co do ustawy. Może skierować ją do Trybunału Konstytucyjnego, do ponownego rozpatrzenia przez Sejm, czyli jak to mówią popularnie zawetować i mam jeszcze ten czas, żeby tę decyzję podjąć i podejmę ją w konstytucyjnym terminie – mówił prezydent Andrzej Duda w TV Trwam i Radiu Maryja w czwartek. Jacek Kurski: Oddaję się do dyspozycji pana prezydenta W piątek wieczorem, tuż przed ogłoszeniem przez prezydenta jego decyzji, prezes TVP opublikował w mediach społecznościowych list, który napisał do Andrzeja Dudy. "W związku z wątpliwościami prezydenta co do złożenia podpisu pod ustawą przyznającą mediom publicznym rekompensatę abonamentową oraz w związku z pojawiającymi się w domenie publicznej odniesieniami do mnie jako prezesa TVP, oświadczam iż w imię dobra Telewizji Publicznej, interesu publicznego, a także w zgodzie z wartościami, którym służyłem przez całe swoje życie – oddaję się do dyspozycji pana prezydenta" - czytamy w liście. "Chcę pana zapewnić, że moja osoba nie jest i nie będzie przeszkodą w zapewnieniu TVP stabilnych podstaw finansowania uzależnionych od pana decyzji" - dodał prezes TVP. Opozycja apeluje o weto Właściwie odkąd ustawa dot. rekompensaty dla mediów publicznych została uchwalona - czyli od słynnego już "palca Lichockiej" - opozycja apeluje do prezydenta o zawetowanie projektu. - Po raz ostatni wzywam do zawetowania ustawy. Nad czym się pan zastanawia? Dlaczego potrzebuje pan tak wiele czasu, żeby podjąć decyzję, którąkolwiek każdy Polak podejmuje w ciągu kilku minut. Co jest ważniejsze? Życie czy propaganda? - apelowała w piątek Małgorzata Kidawa-Błońska, nawiązując do pomysłu opozycji, która chciała, by 2 mld na media publiczne zostały przekazane na onkologię. - Gdyby prezydent chciał przekazać te dwa miliardy na leczenie chorych na choroby onkologiczne, nowotworowe, to zrobiłby to od razu. Dzisiaj to już jest tylko kalkulacja, co się PiS-owi opłaca, a co się nie opłaca - mówił z kolei Władysław Kosiniak-Kamysz.
Jacek Kurski najprawdopodobniej nie będzie dobrze spał tej nocy. Pojawiły się bowiem wycieki ze środowiska Prawa i Sprawiedliwości, które nie pozostawiają złudzeń. Prezes TVP wydawał się być człowiekiem „nie do ruszenia”. Czy aby na pewno? Jarosław Kaczyński ma nie lada zagwozdkę tuż przed wyborami prezydenckimi. Jak udało się dowiedzieć dziennikarzom Wirtualnej Polski, w obozie władzy szykuje się istny rozłam. Wszystko to ze względu na fakt, iż istotnej części ekipy rządzącej nie podoba się osoba prezesa TVP. Czym może to skutkować? Każde wybory to coś na wzór szachowej rozgrywki. Nie zawsze jednak szachują się polityczni przeciwnicy. Podobne działania mogą toczyć się również w ramach jednego obozu politycznego. Bardzo boleśnie może przekonać się o tym szef Telewizji Publicznej – Jacek Kurski. Choć sam zjadł zęby na politycznych przetasowaniach i intrygach, to tutaj może być bezbronny. Albowiem sprawa jest znacznie poważniejsza, niż kiedykolwiek. Głowa prezesa TVP zależy tylko od tego, jak twardy wobec prezydenta Andrzeja Dudy okaże się być lider Prawa i Sprawiedliwości. Duże media informują już o wyciekach, z których jasno wynika, że Kaczyński tylko w jeden sposób może uniknąć rozłamu w obozie rządzącym na finiszu walki o prezydenturę. Czy Jacek Kurski przetrwa tę nawałnicę? Będzie mu bardzo trudno. WP.pl opublikowała bowiem wycieki z Pałacu Prezydenckiego, do których udało im się dotrzeć. Co z nich wynika? Otóż prezydent Andrzej Duda miał postawić ultimatum Krzysztofowi Czabańskiemu – szefowi Rady Mediów Narodowych. Miało do tego dojść podczas dzisiejszej rozmowy Czabańskiego z głową państwa. Jacek Kurski na celowniku – nowe wycieki Na spotkaniu mieli ogniście dyskutować głównie o planowanym przekazaniu niemal 2 miliardów zł wsparcia na rzecz mediów publicznych „w ramach rekompensaty za straty z abonamentu”. Andrzej Duda wciąż waha się nad podpisaniem tej ustawy. Rzecz jasna bardzo zależy na tym partii rządzącej, która jest bezgranicznie wspierana m.in. TVP. Stąd też prezydent chce rzekomo wykorzystać sytuację, w której sam „rozdaje karty”. DZISIAJ GRZEJE: Dziennikarze WP ze swoich źródeł Pałacu Prezydenckim dowiedzieli się, Andrzej Duda zażądał od przewodniczącego Czabańskiego zwolnienia Jacka Kurskiego z funkcji prezesa TVP. W zamian prezydent obiecał podpisać ustawę o mediach publicznych uchwaloną. Ta czeka już na prezydenckim biurku. Takiego obrotu spraw mało kto mógł się spodziewać. Potwierdzają się jednak pogłoski o tym, że prezes Jacek Kurski wcale nie cieszy się wśród byłych partyjnych kolegów szczególną estymą. Wielu chce za to wykorzystać pierwszą nadarzającą się okazję ku temu, by na dobre pozbyć się go z życia publicznego. Jedno jest pewne: Kurski tanio skóry nie sprzeda.
3
Miały być bite, szarpane, popychane. Dla jednej z 5-letnich bliźniaczek znęcanie się konkubenta jej matki mogło skończyć się tragicznie. W niedzielę (24.05) Sąd Rejonowy w Lęborku przychylił się do wniosku prokuratora i zastosował wobec 24-letniej Klaudii K. i jej trzy lata starszego konkubenta Daniela P. tymczasowe aresztowanie. Mężczyzna usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa, grozi mu nawet dożywocie. To był piątek, 22 maja. Osiedle kilkunastu bloków „wojskowych”. W jednym z nich na parterze mieszka matka, jej dwie córki bliźniaczki Maja i Pola, starszy od nich syn, wszyscy z poprzedniego związku Klaudii K. oraz najmłodszy w tym gronie, dwuletni chłopczyk. 27-letni Daniel P. matki miał popychać, szarpać oraz bić po głowie i ciele obie dziewczynki. Nieoficjalnie, obrażenia jednej z bliźniaczek wskazują, że to znęcanie mogło trwać przez dłuższy czas. Istnieje hipoteza, że sprawa znęcania się nad dziećmi ujrzałaby wcześniej światło dzienne, gdyby nie epidemia koronawirusa i zamknięcie rodziny w domu. A tak skończyło się w ostatni piątek. To dziadek dzieci miał wezwać pogotowie, a po tym, jak lekarz w szpitalu w Lęborku zobaczył, w jakim stanie jest Maja, została przewieziona do Oddziału Chirurgii i Urologii Dzieci i Młodzieży GUMed w Szpitalu im. Kopernika w Gdańsku. - Nie udzielę informacji o stanie zdrowia. To jest objęte tajemnicą zawodową - zastrzega Marta Frankowska, dyrektor SPS ZOZ w Lęborku. - Po wstępnej diagnostyce dziecko zostało zaopatrzone w naszym szpitalu, żeby było bezpieczne podczas przewiezienia do ośrodka specjalistycznego. - Biologiczny ojciec dziewczynki nie wyraził zgody, by lekarze informowali media o jej stanie - mówi Katarzyna Brożek, rzeczniczka spółki Copernicus. Karetka ze szpitala w Lęborku została wysłana także po drugą z bliźniaczek, bo ona także miała obrażenia ciała. Nad nią również miał znęcać się konkubent jej matki. Z kolei policję zawiadomił zaniepokojony lekarz. - Funkcjonariusze niezwłocznie ustalili, gdzie znajduje się matka dziewczynek i jej partner i zatrzymali oboje. Jak ustalili policjanci, obrażenia ciała miała także druga z sióstr bliźniaczek - mówi sierż. sztab. Marta Bąciaszek z Komendy Powiatowej Policji w Lęborku. Dzień później matka i jej konkubent zostali przesłuchani w Prokuraturze Rejonowej w Lęborku. - Danielowi P. został postawiony zarzut znęcania w związku z usiłowaniem zabójstwa i spowodowania obrażeń ciała, które mogły spowodować realną groźbę dla utraty życia - powiedział prokurator Patryk Wegner, szef Prokuratury Rejonowej w Lęborku. Mężczyzna nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Podobnie 24-letnia Klaudia K., matka 5-letnich dziewczynek. - Został jej przedstawiony zarzut znęcania w ten sposób, że nie reagowała na sytuację, w której partner znęcał się nad dziewczynkami - informuje prokurator Wegner. - Ponadto naraziła je na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, również w ten sam sposób nie reagując na poczynania partnera. W niedzielę oboje podejrzani zostali aresztowani tymczasowo na 3 miesiące. Mężczyźnie za usiłowanie zabójstwa grozi nawet dożywocie. Matka dziewczynek może spędzić za kratami do 8 lat. Czytaj także Dziecięca pornografia w sieci! Policja z Kielc w akcji Pomoc społeczna nie miała żadnych sygnałów. Sąsiedzi nic nie wiedzieli, nic nie słyszeli... Przy takich zdarzeniach często pada pytanie, gdzie były służby, dlaczego nie reagowały. W ośrodku pomocy Społecznej zajmowano się sprawą tej rodziny, ale dotyczyło to ograniczania kontaktów ojcu biologicznemu z dziećmi przez ich matkę. - Nigdy do nas żadne sygnały nie wpłynęły ani ze strony środowiska, ani ojciec nigdy nie zgłaszał, żeby miał jakieś podejrzenie, że dzieciom dzieje się krzywda w postaci przemocy fizycznej, czy psychicznej - mówi Ewa Maszota, kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Cewicach. - Gdyby jakiekolwiek sygnały, czy od środowiska, czy od rodziny wpłynęły do nas odnośnie stosowania przemocy, to na pewno byłyby stosowane inne działania. A więc jedyny problem w przypadku tej rodziny, którym zajmował się OPS, dotyczył ograniczania kontaktów ojcu biologicznemu z dziećmi przez ich matkę. - To było konflikt między rodzicami - mówi kierownik GOPS. - W związku z tym, że w grę wchodziło dobro małoletnich, to złożyliśmy wniosek do sądu rodzinnego w Lęborku o wgląd w sytuację rodziny. Z naszej strony to, co mogliśmy na tamten czas, to zrobiliśmy, ale nie mieliśmy żadnych informacji odnośnie stosowania przemocy, a tym bardziej w grę nie wchodziły żadne informacje odnośnie konkubenta. Nigdy żadne sygnały do nas nie dotarły. Kiedy został złożony ten wniosek o możliwość wglądu? - W grudniu 2019 r. dostaliśmy informację od ojca, a w styczniu br. złożyliśmy informację do sądu. Informacja dotyczyła zgłoszenia ojca, że matka robiła niektóre rzeczy celowo. Jak mówię, to był konflikt między rodzicami. Próbowała na nim wymusić pewne rzeczy. Ale to było bardziej, że ogranicza mu kontakty. Razem mają trójkę dzieci. Podjęte przez nas działania były adekwatne do posiadanej na tamten czas wiedzy na temat tej rodziny. Ojciec też zgłosił do sądu ograniczanie mu kontaktów. Złożył wniosek o ustanowienie widzeń. Na tamten czas żadne inne sygnały do nas nie docierały. Dramat, jaki miał rozegrać się w czterech ścianach mieszkania na parterze budynku wielorodzinnego zszokował sąsiadów rodziny. - Widywałam tę rodzinę, ale naprawdę nic nie wskazywało, żeby cokolwiek mogło się tam dziać. Wychodzili całą rodziną na spacery, z dziećmi, z psem. Nie było słychać, żeby były jakieś płacze, awantury, cokolwiek. Po prostu nic. Czasami to chyba my zachowujemy się głośniej niż sąsiedzi. Jak z mężem rozmawiałam, to jesteśmy bardzo zdziwieni. W życiu nie podejrzewalibyśmy o coś takiego sąsiadów, a gdyby cokolwiek było słychać, to na pewno interweniowalibyśmy, bo też mamy dwójkę swoich dzieci i człowiek jest wyczulony na takie rzeczy. A my słyszeliśmy tylko czasami to maleństwo, jak płakało, kiedy chciało zjeść. I to wszystko. Ta matka nie dała po sobie poznać, że coś było nie tak. Nasz dzieci nie bawiły się z tymi dziećmi, nie mieliśmy kontaktu. Ci państwo mieszkają tutaj może z rok czasu, ale raczej nie próbowali, żeby dzieci bawiły się razem. Moja córka ma już stało grono koleżanek i kolegów. Z resztą wychodzi z nami na podwórko, bo nigdy nic nie wiadomo. Te dzieci chyba nie miały z nikim kontaktu, bo ich nigdy samych nie widziałam na podwórku. Czytaj także 39-latek podejrzany o pedofilię zatrzymany w Gdańsku - Oni tu mieszkają dosyć krótko. Jak wychodzili z psem, to tylko „dzień dobry” i nic więcej. Jestem w domu od świąt i nic się nie działo. Płakało jedynie to małe dziecko. Z tego, co wiem, to inni sąsiedzi też nie słyszeli żadnych hałasów. Jesteśmy w szoku, że stało się takie coś. - Mnie interesuje, co robili sąsiedzi? My z żoną w bloku obok na takie sytuacje reagowaliśmy, a były bijatyki. Jeżeli człowiek nie reaguje, to nie dziwmy się, że potem są takie sytuacje i cierpią dzieci. To jest usiłowanie morderstwa. Tak ja to rozumiem. Nie wiem, nie podobała mu się, z innego związku, z innym tatą? To trzeba było nie pchać się do tej rodziny, jeżeli nie rozumie się, jaką wartością jest dziecko w rodzinie. Dzieci będą potrzebowały specjalisty Skrzywdzone dzieci, jak już wrócą do zdrowia fizycznego, będą potrzebowały specjalistycznej pomocy. - Zbrodnie na dzieciach ludzie ukrywają, tuszują je w różny sposób - mówi Krzysztof Sarzała z Fundacji Dzieci Niczyje. - Okres epidemii koronawirusa i samoizolacja rodzin sprawia, że problem się jeszcze nasila. Ludzie zamykają się w domach i nie ujawniają, co się dzieje. Skąd bierze się okrucieństwo wobec dzieci? Wiele jest tłumaczeń tego zjawiska,ale to nie wyjaśnia skąd u ludzi bierze się przyzwolenie na takie traktowanie małego, bezradnego człowieka, które poprzez doświadczenie przemocy we wczesnym okresie życia tak naprawdę został skrzywdzone na wiele kolejnych lat. Dlatego - z perspektywy kilkudziesięciu lat pracy i doświadczeń - nie jestem zwolennikiem psychoedukacji, programów terapii dla sprawców, ale jestem za bezwzględnym karaniem , konsekwentnym i skutecznym. Jedynie taka kara może odstraszać potencjalnych sprawców. - Jedynie przy konsekwentnym wysiłku wszystkich dorosłych można sprawić, że - choć dziecko nie zapomni, że było katowane - będzie się mogło z tym uporać emocjonalnie. Jeśli taka pomoc ze strony naszej fundacji okaże się potrzebna, będziemy do dyspozycji. Możemy także podpowiedzieć, jak powinno się teraz postępować i rozmawiać z tymi pięciolatkami. Znamy nowy termin wyborów prezydenckich
W niedzielę Sąd Rejonowy w Lęborku aresztował na trzy miesiące parę konkubentów, po tym, gdy do szpitala trafiła pięciolatka z zagrażającymi życiu obrażeniami twarzy i głowy. Do tragedii w Siemirowicach w gminie Cewice doszło w piątek 22 maja. Policję powiadomił lekarz SOR-u, gdy karetka przywiozła pięcioletnią dziewczynkę z rozległymi obrażeniami całego ciała do szpitala w Lęborku. Zdaniem medyka dziecko zostało pobite. Ze względu na ciężkie obrażenia twarzy i czaszki małą ofiarę przetransportowano do szpitala specjalistycznego. Wstępne ustalenia wykazały, że ofiarą znęcania była też siostra bliźniaczka ciężko pobitej dziewczynki. Matka dziewczynki 24-letnia Klaudia K. i jej konkubent 27-letni Daniel P., który nie jest ojcem biologicznym dziecka, zostali zatrzymani przez policję. W sobotę lęborska prokuratura rejonowa zarzuciła Danielowi P. usiłowanie zabójstwa poprzez spowodowanie u pokrzywdzonej ciężkich obrażeń ciała, których skutkiem jest choroba realnie zagrażająca życiu, a także znęcanie się nad pobitym dzieckiem oraz znęcanie się nad drugą dziewczynką. Czytaj także Podpalacz z Lęborka skazany na dożywocie - Biegły we wstępnej opinii stwierdził, że obrażenia zagrażały życiu dziewczynki, więc należy uznać, że podejrzany działał z zamiarem ewentualnym pozbawienia życia dziecka – mówi Patryk Wegner, lęborski prokurator rejonowy. Klaudia K. jest także podejrzana o znęcanie, które polegało na tym, że nie powstrzymała konkubenta od stosowania fizycznej przemocy wobec dzieci i skatowania jednej z dziewczynek. Zarzucono jej także narażenie córek na niebezpieczeństwo utraty zdrowia i życia, podczas gdy ciążył na niej obowiązek opieki nad dziewczynkami. Daniel P. oraz Klaudia K. mają jedno wspólne dziecko - chłopczyka w wieku 9 miesięcy. Klaudia K. jest matką jeszcze trójki innych dzieci pochodzących z poprzedniego związku - dwóch 5-letnich bliźniaczek oraz i 6-letniego chłopca. Według ustaleń śledztwa jedna z bliźniaczek była bita od czasu, gdy urodził się jej młodszy braciszek. Biegły lekarz wstępnie stwierdził, że dziewczynka na nogach, rękach, plecach i głowie ma także ślady wcześniejszych urazów. Dopiero po dokładnych badaniach w pisemnej opinii określi, kiedy one powstały. Na obecnym etapie sprawy nic nie wskazuje na to, by chłopcy byli także ofiarami przemocy. Danielowi P. grozi kara dożywocia. Klaudii K. - do ośmiu lat więzienia. Prokuratura skierowała do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie podejrzanych. Czytaj także Ojciec podejrzany o pedofilię na wolności - Sąd zastosował tymczasowe aresztowanie na okres trzech miesięcy zarówno wobec Daniela P., jak i Klaudii K. - mówi sędzia Katarzyna Wesołowska, prezes Sądu Rejonowego w Lęborku. - Podejrzani nie przyznali się do zarzucanych im czynów. W czasie posiedzenia aresztowego złożyli krótkie wyjaśnienia. Natomiast sąd rodzinny wszczął sprawę z urzędu. Według mojej wiedzy stan pięciolatki jest stabilny. Pozostałe dzieci są po opieką rodziny. Zobacz także: Dożywocie za podpalenie, dwa zabójstwa i usiłowanie, narażenie ludzi na śmierć.
4
12 kwietnia 2020, godz. 12:00 (110 opinii) autor: Szymon Zięba Magdalena Iwanowska z Zakładu Psychologii Ekonomicznej i Psychologii Organizacji Instytutu Psychologii Uniwersytetu Gdańskiego mówi o tym, jak odnaleźć się w nowej rzeczywistości podczas świąt. Fot. Marta Demartin Tegoroczna Wielkanoc dla wielu osób będzie wyjątkowa - między innymi dlatego, że w związku z ograniczeniami wywołanymi pandemią koronawirusa "spotkają się" z najbliższymi tylko na ekranach komputerów. O tym, jak sobie poradzić z nową sytuacją oraz czy da się w niej znaleźć pozytywne strony, rozmawiamy z Magdaleną Iwanowską, psychologiem z Uniwersytetu Gdańskiego. Jak spędzisz tegoroczną Wielkanoc? z bliskimi w domu - mieszkamy razem połączę się z najbliższymi za pomocą internetu i kamerek będę rozmawiać z rodziną przez telefon samotnie w tym roku nie zamierzam obchodzić Wielkanocy Zobacz wyniki (559) Jak spędzisz tegoroczną Wielkanoc? z bliskimi w domu - mieszkamy razem 35% połączę się z najbliższymi za pomocą internetu i kamerek 20% będę rozmawiać z rodziną przez telefon 14% samotnie 17% w tym roku nie zamierzam obchodzić Wielkanocy 14% Oddaj głos Łącznie głosów: 559 Chwalimy się jajkiem i koszyczkiem w sieci W obecnej sytuacji musimy czerpać z dobrych stron internetu. W święta usłyszymy i zobaczymy się z bliskimi, korzystając ze smartfonów czy laptopów. To nadal jest kontakt z drugim człowiekiem i jest to najlepszy kontakt, jaki możemy teraz mieć Usługi psychologiczne w Trójmieście Internet pozwala pielęgnować dotychczasowe tradycje, choć w zmienionej formie Parę lat temu w sieci pojawiła się seria fotografii ukazujących ludzi podczas bezpośrednich spotkań: na randkach, imprezach, spotkaniach firmowych. Wszyscy bohaterowie zdjęć - zamiast rozmawiać i cieszyć z bezpośredniej bliskości - wpatrywali się w ekran. Te zdjęcia wyrażały to, czego najbardziej się obawiamy - że internet pogarsza relacje między ludźmi. Trzeba jednak pamiętać, że internet to tylko narzędzie w naszych rękach. Czasem uciekamy w świat internetowy, chroniąc się od problemów świata realnego. Wtedy kontakty wirtualne mogą stać się problematyczne.Nie są ani lepsze, ani gorsze. Są po prostu inne, służą różnym celom, mają tak samo wiele zalet, jak i wad. Wideokonferencje są jedną z wielu form kontaktowania się z innymi, na pewno pełniejszą niż kontakt pisemny czy telefoniczny. Możemy przecież dostrzec bliską nam twarz, zobaczyć, jak się uśmiecha. Nie przekroczymy natomiast bariery związanej z dotykiem - tak ważnym w budowaniu bliskości.W obecnej sytuacji musimy czerpać z dobrych stron internetu. W święta usłyszymy i zobaczymy się z bliskimi, korzystając ze smartfonów czy laptopów. To nadal jest kontakt z drugim człowiekiem i jest to najlepszy kontakt, jaki możemy teraz mieć. W mediach społecznościowych ludzie dzielą się pomysłami, jak w tym okresie najlepiej wykorzystać technologie. Rodziny umawiają się, że rozpoczną świąteczne śniadanie o tej samej porze. Ustalają, jak ustawić laptopy blisko stołu, by móc ze sobą rozmawiać. Dzieci tworzą świąteczne piosenki i skecze dla rodziców i dziadków. W Wielkanocny Poniedziałek nie zrezygnuję z corocznego "jajeczka" - będzie to czas spotkań z przyjaciółmi, choć tym razem przez komunikator. Oczywiście internet nie jest lekiem na całe zło, nie uchroni nas od poczucia samotności, które w obecnej sytuacji jest czymś zupełnie naturalnym. Pozwoli jednak tę samotność złagodzić, dać namiastkę poczucia bliskości, wesprzeć do czasu, gdy wrócimy do bezpośrednich kontaktów.To prawda, ale aktywizm przybiera różne formy, w tym także cyfrowe! Ci, którzy chcą pomagać innym, nie mogąc organizować spotkań bezpośrednich, znaleźli na to pomysł w internecie. Cały czas powstają grupy wsparcia dla różnych grup wykluczonych: osób biednych, bezdomnych, chorych. Wielu ludzi robi posiłki, szyje maseczki, rozwozi je do miejsc, gdzie są potrzebujący. Ten aspekt internetu uskrzydla i daje nadzieję, że w obliczu zagrożenia ludzie zawsze znajdą sposób, by pomóc tym, którym się gorzej powiodło. Co ciekawe, angażują się nie tylko ci, którzy do tej pory byli aktywistami, ale też ludzie, którzy po raz pierwszy dostrzegają nierówności społeczne i uświadamiają sobie niesprawiedliwość, jakiej podlegają osoby wykluczone, dostrzegają absurdy, np. to, że we Francji karano bezdomnych mandatami. Zastanawiam się, czy pandemia zmieni nas w bardziej empatyczne społeczeństwo.Myślę, że ludzie oczywiście będą łaknąć bliskiej obecności innych ludzi, ale będą też bardzo ostrożni. Rzeczywistość po pandemii będzie inna niż ta, którą znaliśmy do tej pory. Prowadząc zajęcia z psychologii w marketingu, dyskutowaliśmy ze studentami, jak będą wyglądać zakupy, np. w obowiązkowych rękawiczkach i maskach. Wielu z nich mówiło, że obecnie taki widok wzbudza w nich lęk. Jest to jak najbardziej zrozumiałe. Potrzeba miesięcy, a może lat, by stworzyć nowe wzorce zachowań kontaktu z innymi.Mimo wszystko zachęcałabym do zachowania pewnych tradycji czy rytuałów. Choćby tych rodzinnych - poprzez wspólne wirtualne spotkania. Po zakończonych rozmowach pamiętajmy, by wyłączyć komputer, wyciszyć telefon. Przez ostatnie dni tak wiele czasu spędzaliśmy przed ekranem. Ważne, by skoncentrować się teraz jak najbardziej na tym, co sprzyja dobremu samopoczuciu - rodzina, odpoczynek, rozwijanie pasji, pomaganie innym. A wiadomości sprawdzajmy raz lub maksymalnie dwa razy dziennie, koniecznie w sprawdzonych źródłach.Tak. I dzięki temu sądzę, że internet pozwala pielęgnować dotychczasowe tradycje, choć w zmienionej formie. W tym roku dostałam ponad 20 elektronicznych kartek świątecznych, choć wcześniej było ich znacznie mniej. Poprzez takie drobne gesty ludzie utwierdzają się wzajemnie w przekonaniu, że nie poddadzą się w trudnej sytuacji. Podczas pandemii po raz kolejny widzimy, że ludzie mają ogromną zdolność adaptacji do zmian. Ja również zdecydowałam się na wysyłkę życzeń wirtualnie. Czeka mnie także sporo rozmów telefonicznych, w tym z dalszą rodziną, z którą do tej pory nie spędzałam świąt.
Ewa Karendys: Nowoczesne biurowce powstawały w Trójmieście jak grzyby po deszczu, swoje biura otwierały międzynarodowe korporacje. Gdy wydawało się, że dobra passa będzie trwała w najlepsze, nastała pandemia. BŁAŻEJ KUCHARSKI, DYREKTOR GDAŃSKIEGO ODDZIAŁU COLLIERS INTERNATIONAL, FIRMY DORADCZEJ DZIAŁAJĄCEJ NA RYNKU NIERUCHOMOŚCI KOMERCYJNYCH: - Rzeczywiście, koronawirus zamieszał rynkiem biurowym. Nowych zjawisk jest kilka. Tam, gdzie najemcy szukający nowych lokalizacji, mogli pozwolić sobie na odroczenie podpisania umów, wstrzymali się z decyzjami. Nikt nie wie, jaka będzie przyszłość. Sytuacja gospodarcza będzie się pogarszać, w trzecim lub czwartym kwartale roku spodziewamy się kryzysu. Dzisiaj niemal wszyscy przygotowują się na oszczędności.
1
Pobicie szefa instytutu Lecha Wałęsy. Postępowanie zostało umorzone Agresywny mężczyzna najpierw obrażał słownie Lecha Wałęsę, a później zaatakował Adama Domińskiego, szefa instytutu byłego prezydenta. Napastnik popchnął mężczyznę, a później uderzył pięścią w twarz. Śledztwo w tej sprawie zostało umorzone. Głosuj Głosuj Podziel się Opinie Sprawa ataku na szefa instytutu Lecha Wałęsy została umorzona (Agencja Gazeta) Adam Domiński otrzymał kilka dni temu pismo z prokuratury z informacją: pod koniec stycznia warszawska prokuratura postanowiła umorzyć dochodzenie ws. pobicia Domińskiego i "pomówienia Lecha Wałęsy o bycie tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa". Powód? "Niewykrycie sprawcy". - Były nagrania monitoringu, byli świadkowie, którzy razem z nim siedzieli w hotelu. A i tak śledczym nie udało się go namierzyć. Ten facet, co obrażał Lecha Wałęsę i mnie uderzył, to taki trochę James Bond - mówi Onetowi Adam Domiński, szef instytutu Lecha Wałęsy. Nie ukrywa rozczarowania wynikiem śledztwa. Jak dodał, ma poczucie, że "to była ustawiona akcja". - Były osoby, które nagrywały całe zdarzenie. Gdybym ja oddał wtedy temu mężczyźnie, zrobiłaby się wielka afera - ocenił. Zobacz też: Kontrowersyjny transparent na wiecu Andrzeja Dudy. Stanowczy sprzeciw Joanny Scheuring-Wielgus Atak na Wałęsę i szefa instytutu Przypomnijmy: we wrześniu ubiegłego roku Lech Wałęsa został zaatakowany w jednym z warszawskich hoteli. Nieznany mężczyzna najpierw krzyczał do Wałęsy "Bolek", później popchnął i uderzył Adama Domińskiego, szefa instytutu byłego prezydenta. Wokół byłego prezydenta była ochrona i szef instytutu Adam Domiński. - Poszedł za nami do windy. Był bardzo agresywny. Ponieważ z prezydentem była jego ochrona, skończyło się na agresji słownej - mówił wówczas Domiński. Szef instytutu zszedł jednak do recepcji, by zrobić agresorowi zdjęcie i poinformować o zdarzeniu obsługę. Poinformował też mężczyznę, że sprawę zgłosi na policję. Wówczas w obecności ochrony napastnik najpierw go popchnął, a potem uderzył pięścią w twarz. "Mam silną głowę, więc po chrześcijańsku przyjąłem cios na twarz. Oddam w sądzie w cywilizowany sposób" - zapowiedział wówczas Domiński na Facebooku Źródło: Onet.pl
Warszawska prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie pobicia szefa instytutu Lecha Wałęsy i „pomówienia byłego prezydenta o bycie tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa”- podaje Onet. / Zdjęcie ilustracyjne / Pixabay Do incydentu doszło 16 września 2019 roku w warszawskim hotelu. Kiedy Lech Wałęsa wracał do pokoju po śniadaniu, nagle nieznany mężczyzna miał zacząć krzyczeć do niego "Bolek". Według relacji szefa Instytutu Lecha Wałęsy Adama Domińskiego, mężczyzna był też agresywny. Z Lechem Wałęsą była jednak ochrona, więc były prezydent bez większych problemów dotarł do swojego pokoju. Razem z ochroniarzami Wałęsę odprowadzał Domiński. Później szef instytutu LW zjechał windą na dół, by zrobić zdjęcie agresywnemu mężczyźnie. Powiedziałem mu, że zgłoszę go na policję za agresję słowną wobec prezydenta. Poszedłem też do ochrony hotelu i poprosiłem ich o interwencję. Mówiłem, że ten mężczyzna jest agresywny wobec klienta ich hotelu - relacjonował Onetowi Domiński. Mężczyzna miał później dwa razy popchnąć Domińskiego, a później go uderzył. Miałem poczucie i mam je nadal, że to była ustawiona akcja. Były osoby, które nagrywały całe zdarzenie. Gdybym ja oddał wtedy temu mężczyźnie, zrobiłaby się wielka afera - twierdzi Domiński. Sprawa została zgłoszona do prokuratury. Śledczym udało się ustalić, że mężczyzna, który uderzył Domińskiego nie wynajmował pokoju. Miał trafić do niego, bo poprzedniej nocy poznał dwóch mężczyzn, gości hotelu, którzy zaprosili go do siebie. Mężczyźni razem pili alkohol, a rano zeszli na hotelowe śniadanie. Wynajmujący powiedzieli śledczym, że nie znają imienia i nazwiska mężczyzny, który obrażał Wałęsę. Były nagrania monitoringu, byli świadkowie, którzy razem z nim siedzieli w hotelu. A i tak śledczym nie udało się go namierzyć. Ten facet, co obrażał Lecha Wałęsę i mnie uderzył, to taki trochę James Bond - podsumował Domiński.
4
Jeżeli chcemy pomóc branży turystycznej, to bon turystyczny powinien wynosić 1000 zł i być dla wszystkich, którzy płacą podatki – powiedział prezes PSL, kandydat na prezydenta Władysław Kosiniak-Kamysz. Kandydat Koalicji Polskiej na prezydenta odwiedził w czwartek Trębki Nowe (woj. mazowieckie), gdzie mówił o propozycjach pomocy dla branży turystycznej. – Po pierwsze – umorzyć składki ZUS na kolejne trzy miesiące – będę zgłaszał taką poprawkę do kolejnej tarczy antykryzysowej – zapowiedział. – Czerwiec, lipiec, sierpień – znów umorzone składki na ubezpieczenie ZUS-owskie, docelowo wprowadzony dobrowolny ZUS, linia kredytowa, która gwarantuje szybki dopływ gotówki na wypłaty wynagrodzeń, na zapłacenie za usługi, za płacenie kontrahentom – wymieniał Kosiniak-Kamysz. Jako kolejny punkt, prezes PSL wskazał doprowadzenie do tego, żeby utrzymać jak najwięcej miejsc pracy. – Czyli szybkie rozpatrywanie wniosków o pomoc – dodał. Jak mówił, powinno to być proste, a jeden wniosek powinien zajmować jedną stronę. – Musi to być proste, musi to być przejrzyste, musi to być jasne dla wszystkich – podkreślił. Kosiniak-Kamysz odniósł się także do zapowiedzi ubiegającego się o reelekcję prezydenta Andrzeja Dudy, który zapowiedział uruchomienie bonu turystycznego w wysokości 500 zł na każde dziecko na potrzeby wypoczynku krajowego. Polityk PSL ocenił, że bon turystyczny dzieli; zapowiedział, że będzie zgłaszać poprawki do tej propozycji. – Nie może być podziału na lepszy i gorszy sort. Jeżeli chcemy pomóc branży turystycznej, ale też dać szansę polskim rodzinom na wyjazdy na wakacje, to ten bon powinien wynosić nie 500, a 1000 zł – tak jak było obiecane, powinien być dla wszystkich, którzy płacą podatki – mówił prezes PSL. #wieszwiecej Polub nas źródło: TVP Info, PAP – Nie zgadzam się na dyskryminację seniorów, którzy chcą pojechać do sanatorium, którzy chcą pojechać nawet na krótki wypoczynek. Nie zgadzam się na dyskryminowanie tych, którzy płacą podatki w Polsce i ciężko pracują, a nie mają jeszcze dzieci, nie mogą może mieć dzieci, z różnych powodów nie mogą skorzystać z tego wsparcia. To jest po prostu niegodne, żeby tak traktować ludzi ciężkiej pracy – koniec dzielenia, trzeba dowartościować ludzi ciężkiej pracy – powiedział Kosiniak-Kamysz.
Reklama Kandydat na prezydenta odwiedził w czwartek Trębki Nowe (woj. mazowieckie), a potem pojechał do Augustowa w woj. podlaskim. Na Rynku Zygmunta Augusta spotkał się z mieszkańcami miasta i z turystami. Reklama Podczas wystąpienia wezwał wszystkich kandydatów na prezydenta do wzięcia udziału w debatach wyborczych w różnych stacjach telewizyjnych. "Nie ma dzisiaj chęci do debaty od wielu kandydatów, nawet od tych, którzy dołączyli w ostatnim czasie. Mówią, że jedna debata wystarczy. Nie. Ja uważam, że musi być kilka, w różnych telewizjach. Ja jestem do nich gotowy" – mówił prezes PSL. Według niego nie ma się czego obawiać. "Porozmawiajmy o problemach polskich pracowników, przedsiębiorców i rolników" – dodał kandydat na prezydenta. Szef ludowców ma nadzieję, że mimo ciągle trudnej sytuacji związanej z pandemią wybory 28 czerwca się odbędą. "Jedne wybory się nie odbyły (...). Mam nadzieję, że te się odbędą i będą bezpieczne, choć to wszystko, co się dzieje w ostatnich dniach, mówię o większej liczbie zachorowań (...) musi nas skłaniać do refleksji" – mówił prezes PSL. Kosiniak-Kamysz narzekał w Augustowie na sposób komunikacji w polityce i na dialog społeczny. "Dzisiaj przestaliśmy ze sobą normalnie rozmawiać. Wykrzykujemy tylko na siebie obelżywe słowa" – stwierdził. Według polityka debata polityczna nie może tak wyglądać, jeżeli chcemy wspólnie wyjść z kryzysu gospodarczego spowodowanego epidemią. Powiedział, że Polacy w tym roku powinni spędzać wakacje w Polsce, aby w ten sposób wesprzeć rodzimą branżę turystyczną, która jest w trudnej sytuacji. "To jest pierwszy weekend, od trzech miesięcy, gdzie do hoteli ktoś przyjeżdża. Ta sytuacja jest bardzo trudna. Trzeba przedłużyć uprawnienia dla przedsiębiorców. Będziemy tylko silni wtedy, kiedy postawimy na rodzimy przemysł" – argumentował Kosiniak-Kamysz. Według niego rząd powinien na kolejne trzy miesiące zwolnić firmy z płacenia składek ZUS. (PAP) Autor: Jacek Buraczewski
3
– Ustawa zwana represyjną jest kontrowersyjna. Komisja Wenecka mówiła, że niezależności i niezawisłość sędziów jest nadal zagrożona. KE chce być dalej zaangażowana w dialog, ale musi też być strażnikiem traktatów. Wysłaliśmy pismo do polskich władz w sprawie reform, w którym apelowaliśmy o ich wstrzymanie – mówiła Vera Jourova. Wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej podkreśliła, że mimo uchwały SN Izba Dyscyplinarna wciąż działa. – Martwi mnie, że wygląda to w taki sposób. Sytuacja jest bardzo poważna – zaznaczyła. – Polska wprowadza przepisy, które zagrażają sądownictwu. Izba Dyscyplinarna wydaje postanowienia, które zostały uznane za niepraworządne przez Trybunał Europejski – ocenił europoseł Juan Fernando Loper Aguilar. Michal Simecka dodał, że nie chodzi o karanie Polski, ale o to, aby prawa obywateli zasady demokratycznego państwa prawa były właściwie chronione. „Polska jest krajem praworządnym” Beata Szydło przekonywała, że PiS wprowadza w Polsce zasady, które z powodzeniem funkcjonują w innych krajach UE. – Takie są oczekiwania Polaków, nasze reformy są zgodne z prawem. Rozstrzygnięcie sporu należy do polskich sądów i trybunałów – stwierdziła. – W Polsce trwa kampania wyborcza, z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że celem inicjatorów dzisiejszej debaty było uwikłanie parlamentu w jej przebieg, chęć wpłynięcia na wynik wyborczy w Polsce. Nie ulegajcie presji politycznych frustratów – dodała była premier. – Wielokrotnie mówiłem to w Parlamencie Europejskim, że Polska jest krajem praworządnym – zakończyła europosłanka. Andrzej Halicki zaznaczył, że debata w PE nie jest debatą o reformie sądownictwa, bo takowej w Polsce nie ma. – To jest debata o chęci zawłaszczenia sądownictwa przez jedną partię. Prawo i Sprawiedliwość nęka sędziów. Używacie fałszu i propagandy i na to nie ma zgody – mówił europoseł KO. „Wstydzę się, że w moim kraju rządzą ludzie gorsi od komunistów” Głos w debacie zabrał także Robert Biedroń. – Ziobro na skinienie Kaczyńskiego niszczy polski system prawny. Polski rząd jest gotowy doprowadzić do kolejnej katastrofy, do powolnego polexitu w obronie swoich interesów partyjnych i to jest realne zagrożenie, za które mogą zapłacić obywatele. Na szczęście nie ma znaku równości między polskim społeczeństwem a partią rządzącą. Musimy pamiętać, że to zwykli Polacy mogą zapłacić najwięcej w przypadku zamrożenia funduszy i powolnego polexitu. Musimy obronić Polaków przed szaleństwem PiS – powiedział kandydat na prezydenta. – Jestem dumny z Polski, która pokonała komunizm. Wstydzę się, że w moim kraju rządzą ludzie gorsi od komunistów. Zniszczyli ten kraj gorzej niż komuniści – ocenił polityk. W odpowiedzi Joanna Kopcińska stwierdziła, żeby nie straszyć polexitem. „Rząd próbuje wrobić Tuska w odpowiedzialność za urojony zamach smoleński” Siegfried Muresan z EPL powiedział, że obecny polski rząd twierdzi, że stosuje praworządność, jednak podejmowane inicjatywy temu przeczą. Mocnych słów pod adresem PiS nie szczędził także Radosław Sikorski. – Obecny rząd próbuje wrobić Donalda Tuska w odpowiedzialność za urojony zamach smoleński. Jego był adwokat Roman Giertych powiedział, że postawienie zarzutów byłoby absurdalne. Został przez to na wniosek ministra postawiony przed tzw. Izbą Dyscyplinarną. To, że adwokat mówi, że jego klient jest niewinny, jest powodem do szykan. To nie jest europejskie porozumienie pojęcia praworządność. Dziękuję Komisji Europejskiej, że stara się ją Polsce przywrócić – podkreślił były szef MSZ. Juan Fernando Lopez Aguilar powiedział, że praworządność i demokracja to szacunek dla trójpodziału władz a Polska wprowadza reformy legislacyjne, które zagrażają sądownictwu. – 20 tys. Polaków stanęło w obronie polskiego rządu, aby dalej przeprowadzać tę reformę – odpowiedziała Anna Zalewska. Fundusze europejskie powiązane z praworządnością? Zdaniem Sylwii Spurek bez mechanizmu łączącego praworządność i fundusze unijne nie zatrzymamy ciągnącego się od lat festiwalu łamania konstytucji. Europosłanka zaznaczyła, że mechanizm ten nie powinien dotknąć zwykłych obywateli. W dalszej części debaty Didier Reynders, unijny komisarz ds. sprawiedliwości podkreślił, że orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości są wiążące i muszą być respektowane. – Izba Dyscyplinarna zdecydowała się zawiesić sędziego, który tak na prawdę chciał wykonać orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości UE, obniżając mu jednocześnie wynagrodzenie. Według orzeczenia TSUE KRS nie działa zgodnie z prawem – mówi komisarz dodając, że należy pamiętać, iż KE rozważa wprowadzenia mechanizmu połączenia kwestii finansowych ze stanem praworządności. Czytaj także: TVN24: TSUE dał rządowi termin na złożenie wyjaśnień ws. Izby Dyscyplinarnej
Zapis relacji z debaty na temat praworządności w Polsce można przeczytać tutaj. REKLAMA We wtorek debatę na temat praworządności w Polsce rozpoczęła wiceszefowa Komisji Europejskiej Vera Jourova. Komisja Europejska będzie wypełniać swoją rolę strażniczki traktatu i wykorzysta procedurę przeciw naruszeniom, ilekroć pojawią się problemy dotyczące kwestii zgodności z prawem UE - powiedziała Jourova. Polityczka stwierdziła, że tzw. ustawa kagańcowa budzi niepokój dotyczący praworządności. - Komisja Wenecka wyraziła obawę, że to nowe prawo może dalej podważać niezależność sądów w Polsce. Rodzi ono również obawy o zgodność z prawem UE - zaznaczyła Vera Jourova. Podkreśliła, że KE dokonuje szczegółowej analizy tego prawa. Dodała, że poszanowanie praworządności nie dotyczy tylko państw członkowskich, ale także instytucji unijnych. Z przykrością stwierdzam, że ostatnie wydarzenia pokazują, że sytuacja jest bardzo poważna - powiedziała wiceszefowa KE. "Nie można sobie wybierać tak rodzynków z ciasta unijnego" Podczas debaty w Parlamencie Europejskim Katarina Barley z Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów wspomniała o uchwale Sądu Najwyższego dotyczącej Izby Dyscyplinarnej. Zaniechana została i podważona niezawisłość sądownictwa (w Polsce - red.), dlatego należy spodziewać się postępowania w Trybunale Sprawiedliwości. Nie można sobie wybierać tak rodzynków z ciasta unijnego - powiedziała niemiecka europosłanka. Do jej słów odniósł się Patryk Jaki. W ustawie, o której pani mówi, w artykule 107 mówi się, że za obrazę przepisów prawa, za działania mogące uniemożliwić funkcjonowanie organów wymiaru sprawiedliwości w Polsce sędzia odpowiada dyscyplinarnie. Natomiast mam tłumaczenie niemieckiego kodeksu karnego, gdzie sędzia naginający prawo może być pozbawiony wolności od roku do pięciu lat. Pytam panią, która z tych ustaw jest "kagańcowa"? Ta polska czy niemiecka? - mówił wzburzony Jaki. Barley odpowiedziała, że nie reprezentuje Niemiec, tylko obywateli Unii Europejskiej. Powiedziała również, że "w tej sprawie padło wiele kłamstw". >>>Trybunał Stanu dla prezydenta? Budka: Powiedziałem mu to wyraźnie. Zobacz nasz materiał wideo: "PE na siłę chce taką fikcyjną rzeczywistość wykreować" Na temat praworządności w Polsce wypowiedziała się również europosłanka Prawa i Sprawiedliwości Beata Szydło. Wyrażam ubolewanie, że Parlament Europejski tak jawnie nawołuje do instrumentalnego wykorzystywania praworządności - powiedziała była premier. Dodała, że polski system sprawiedliwości wymaga reform i to od czterech lat, zgodnie z konstytucją i oczekiwaniami obywateli, polski rząd je przeprowadza. - Faktem jest, że w Polsce toczy się spór prawny i spór polityczny, ale rozstrzygnięcie tego pierwszego należy do polskich sądów i trybunałów, a tego drugiego - do polskich polityków - stwierdziła europosłanka PiS. Dodała, że ustrój sądownictwa jest nieobjęty prawem unijnym. Podkreśliła, że reforma polskiego sądownictwa jest oczekiwana przez większość społeczeństwa i rząd działa właśnie w ich interesie, a nie wybranej grupy społecznej czy zawodowej. Stwierdziła, że wtorkowa debata jest polityczna i nie znajduje uzasadnienia, ponieważ w Polsce nie jest łamana w Polsce, a "można by odnieść wrażenie, że PE na siłę chce taką fikcyjną rzeczywistość wykreować". W Polsce trwa kampania wyborcza. Z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że celem inicjatorów dzisiejszej debaty było uwikłanie parlamentu w jej przebieg, chęć wpłynięcia na wynik wyborczy w Polsce - powiedziała Beata Szydło. Jak podkreśliła, instytucje unijne nie powinny ingerować w proces wyborczy w żadnym kraju wyborczym. Zwróciła się do europosłów, aby "nie ulegali presji politycznych frustratów". Dodała, że jest "zażenowana" tymi politykami, którzy polskie sprawy załatwiają na arenie europejskiej. Andrzej Halicki: To wy, mówię do Prawa i Sprawiedliwości, nękacie sędziów i Polaków Słyszę, że Polska jest nękana przez Unię Europejską. Nie, to wy, mówię do Prawa i Sprawiedliwości, nękacie sędziów i Polaków. Tu jest raport, który dotyczy 64 sędziów represjonowanych nielegalnie przez Izbę Dyscyplinarną, która nie powinna działać. To wy używacie fałszu i propagandy i na to też nie ma zgody - powiedział Andrzej Halicki z Platformy Obywatelskiej. Dodał, że debata w PE jest debatą "o chęci zawłaszczenia sądownictwa przez jedną partię, o zbudowaniu takiego systemu, który władzy daje bezkarność". Symbolem ostatnich dni w Polsce stał się nominat partyjny, rządowy, który podarł uchwałę działając nie tylko niezgodnie z prawem, ale arogancko sugerując, że będzie bezkarny. Tak właśnie rząd chce traktować konstytucję, traktaty unijne, czy inne zobowiązania i na to nie może być zgody – stwierdził europoseł z Platformy Obywatelskiej. Robert Biedroń: "Wstydzę się, że w moim kraju żyją ludzie, którzy są gorsi od komunistów" Od czasu przejęcia władzy przez PiS minister sprawiedliwości Ziobro na skinienie Kaczyńskiego niszczy polski system prawny. Idzie na całkowite starcie z instytucjami UE i polskimi obywatelami - powiedział z kolei Robert Biedroń europoseł i kandydat na prezydenta Lewicy. Dodał, że "polski rząd chce doprowadzić do kolejnej katastrofy, do zamrożenia środków unijnych i powolnego polexitu". My, strona prodemokratyczna, musimy bronić Polski przed waszym szaleństwem. (...) Wstydzę się, że w moim kraju żyją ludzie, którzy są gorsi od komunistów, którzy zniszczyli ten kraj bardziej niż komuniści - stwierdził europoseł. "Sądy polskie to sądy europejskie, dlatego muszą to prawo respektować" Didier Reynders, unijny komisarz ds. sprawiedliwości, zapewnił na koniec, że KE jest otwarta na dialog i na to, żeby państwa same rozwiązywały własne problemy, ale "nie zawaha się wykorzystać wszystkich możliwych mechanizmów i środków po to, żeby bronić praworządności". Dodał, że tzw. ustawa kagańcowa wzbudza kontrowersje. Podkreślił również, że prawo unijne mówi o poszanowaniu praworządności, zwłaszcza niezależności sędziowskiej, a "sądy polskie to sądy europejskie, dlatego muszą to prawo respektować". Chcę powiedzieć, że orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości są wiążące i muszą być respektowane. 4 lutego Izba Dyscyplinarna zdecydowała się zawiesić sędziego, który tak na prawdę chciał wykonać orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości UE, obniżając mu jednocześnie o 40 proc. uposażenie - zauważył Reynders. Dodał, że jeśli sądy wydają orzeczenia, to te orzeczenia muszą być przez wszystkie władze realizowane. Trzeba pamiętać, że Komisja Europejska rozważa wprowadzenia mechanizmu połączenia kwestii finansowych ze stanem praworządności - przestrzegał Reynders. Dodał, że nowy mechanizm kontroli praworządności będzie miał za zadanie wyłapać problemy w krajach członkowskich.
3
Kino samochodowe przy ERGO ARENIE od 11.06.2020 r. – Filmowa rozrywka może dostarczyć przyjemności tylko wtedy, gdy jest bezpieczna dla naszych Widzów. Od początku epidemii promujemy ideę kina samochodowego jako miejsca, nomen omen, auto-izolacji. Bezkontaktowa obsługa i bezdotykowy proces zakupowy czynią z kina samochodowego najbezpieczniejsze miejsce rozrywki. Mimo kolejnych etapów odmrażania życia społecznego, staramy się pamiętać o tym, co najważniejsze – zdrowiu i bezpieczeństwie uczestników – mówi Radek Tomasik, współwłaściciel Ferment Kolektiv. Jak podają organizatorzy, podczas seansów wykorzystywana jest częstotliwość radiowa, w celu nadawania sygnału dźwiękowego prosto do radioodbiorników. Jak to wygląda w praktyce? Goście kina siedzą w samochodach, a wokół cisza. Dźwięk słychać tylko wewnątrz aut.
W najbliższy długi weekend (11.06.2020) na parkingu przy Ergo Arenie wystartuje kino samochodowe na 150 aut. Na wielkim ekranie o przekątnej 12 metrów obejrzymy między innymi "Hejtera", "Dżentelmenów" i "Parasite", czyli filmy obecne w kinach przed epidemią. Kino samochodowe przy hali ma działać do połowy lipca. Jeszcze wcześniej działalność rozpocznie kino samochodowe Gdańskiego Archipelagu Kultury. Zgodnie z decyzją Rady Ministrów od 18 maja mogą działać kina samochodowe. Pierwsza regularnie działająca inicjatywa tego typu wystartowała tego samego dnia w Poznaniu. Teraz Samochodowe Kino Ferment będzie pokazywać najlepsze filmy również w Trójmieście. Start w czerwcowy długi weekend w czwartek 11.06.2020 (Boże Ciało). Filmem otwarcia będzie nagrodzony na festiwalu Tribeca głośny obraz Jana Komasy "Sala samobójców. Hejter", który przed zamknięciem kin był obecny na ekranach zaledwie kilka dni. W kolejnych dniach zaprezentowane będą takie filmy jak "Dżentelmeni", "Jak zostałem gangsterem", "Psy 3", "1917", "Parasite" czy "W lesie dziś nie zaśnie nikt" – który w obliczu epidemii trafił bezpośrednio na platformę Netflix, choć jego premiera kinowa zaplanowana była na 13 marca. W repertuarze znajdą się również pozycje kina familijnego. Od poniedziałku do czwartku organizatorzy zapraszają na jeden, a w weekendy – na dwa pokazy pod chmurką. Organizatorzy zwracają szczególną uwagę na bezpieczeństwo uczestników wydarzenia. - Filmowa rozrywka może dostarczyć przyjemności tylko wtedy, gdy jest bezpieczna dla naszych Widzów - mówi Radek Tomasik, współwłaściciel Ferment Kolektiv. - Od początku epidemii promujemy ideę kina samochodowego jako miejsca, nomen omen, auto-izolacji. Bezkontaktowa obsługa i bezdotykowy proces zakupowy czynią z kina samochodowego najbezpieczniejsze miejsce rozrywki. Mimo kolejnych etapów odmrażania życia społecznego, staramy się pamiętać o tym, co najważniejsze - zdrowiu i bezpieczeństwie uczestników - dodaje. Idea kina samochodowego przywędrowała do Polski z Zachodu. Podczas kwarantanny parkingi w Niemczech, Skandynawii czy Czechach były szczelnie wypełniane przez fanów kina. - Sytuacja w Polsce jest już nieco inna. Obserwujemy duże rozluźnienie i cieszy fakt, że kina stacjonarne znów będą otwarte. Natomiast istnieje grupa widzów, która chętniej wybierze się do kina samochodowego niż do zamkniętego pomieszczenia. Szczególnie w tak malowniczym otoczeniu jakie gwarantuje sąsiadująca niemal z morską plażą Ergo Arena. To jedno z najpiękniejszych miejsc w Polsce i liczymy, że Samochodowe Kino Ferment będzie atrakcyjnym przystankiem również dla turystów odwiedzających Trójmiasto - mówi Radek Tomasik. Start sprzedaży biletów za pośrednictwem strony: www.samochodowekino.pl jest przewidziany w ciągu kilku najbliższych dni. Organizatorzy czekają na ostatnie formalne zgody, miedzy innymi na wykorzystanie częstotliwości radiowej w celu nadawania sygnału dźwiękowego prosto do radioodbiorników. - To jedna z największych atrakcji takiego pokazu. Z zewnątrz wygląda to dość osobliwie. Kilkaset osób siedzi w samochodach, a wokoło głucha cisza. Wszystko dlatego, że dźwięk słyszymy tylko wewnątrz pojazdów. Urząd Komunikacji Elektronicznej już wyznaczył dla nas odpowiednią częstotliwość, czekamy tylko na ostatnie związane z tym podpisy i kino na parkingu przy Ergo Arenie stanie się faktem - zachęca współwłaściciel kina. Na Facebookowym wydarzeniu kina samochodowego przy Ergo Arenie widać, że seanse planowane są do połowy lipca. Kino Gdańskiego Archipelagu Kultury Scena Muzyczna Gdańskiego Archipelagu Kultury cały czas dba o zdrowie oraz świeżość kulturalną swoich odbiorców organizując różnorodne zajęcia online. Tym razem postanowili wyjść do odbiorców nieco na zewnątrz, organizując kino samochodowe, wszystko oczywiście zgodne z normami bezpieczeństwa. Nie będzie to natomiast kino standardowe, będzie to kino inne niż wszystkie. W związku z tym, że Scena Muzyczna GAK nie jest w stanie organizować mocno wyczekiwanych koncertów, a Plac po zamknięciu Lodowiska opustoszał, zdecydowali się zorganizować kino samochodowe. Nie wykluczają jednak, że na ekranie mającym prawie 100m2 pojawią się również koncerty!! Kino odbywać się będzie w każdy weekend (sobota i niedziela) w terminie od 06.06 – 09.08.2020 r. W każdą sobotę i niedzielę o godzinie 21.00, na parkingu Placu Zebrań Ludowych będzie mogło pojawić się jednocześnie aż 100 samochodów osobowych. Bilet wjazdu, to jedyne 10 zł za każdy pojazd, bez względu na liczbę znajdujących się w nim osób (zgodnie z regulaminem kina samochodowego). Zakup biletów będzie odbywał się jedynie online, za pośrednictwem portalu Tiketto.pl a wyboru miejsc dokonamy, jak w kinie J https://www.tiketto.pl/wydarzenia/Obiekt/101177 Już w sobotę 6 czerwca o 21.00 na ekranie pojawi się film Parasite, południowokoreańska tragikomedia z 2019 roku w reżyserii Bonga Joon-ho. Premiera filmu odbyła się w 2019 roku w konkursie głównym 72. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Cannes, na którym otrzymał „Złotą Palmę”, główną nagrodę festiwalu. 10 lutego 2020 film otrzymał cztery nagrody na 92. ceremonii wręczenia Oscarów w kategoriach: najlepszy film, najlepszy reżyser, najlepszy film międzynarodowy i najlepszy scenariusz oryginalny. Niedzielny wieczór upłynie natomiast pod hasłem filmu w reżyserii Romana Polańskiego – „Oficer i szpieg”. Film opowiada opartą na faktach historię Alfreda Dreyfusa, francuskiego oficera skazanego na dożywocie za zdradę swojej ojczyzny i zesłanego na wygnanie. Georges Picquart, nowy szef wywiadu, wkrótce po uwięzieniu Dreyfusa odkrywa, że dowody przeciwko skazanemu zostały spreparowane. Wbrew swoim przełożonym Picquart postanowi za wszelką cenę ujawnić prawdę. Stawką w tej grze jest nie tylko błyskotliwie rozpoczęta kariera Picquarta, ale i wielki międzynarodowy skandal, który zmieni bieg historii. W rolach głównych występują nagrodzony Oscarem Jean Dujardin („Artysta”, „Wilk z Wall Street”), Louis Garrel („Marzyciele”) i Emmanuelle Seigner Roman Polański opowiada o kulisach jednej z najgłośniejszych afer w historii. Już od dawna chciałem nakręcić film o sprawie Dreyfusa, nie jako dramat kostiumowy, lecz jako historię szpiegowską. W ten sposób można pokazać podobieństwo historycznej afery do tego, co dzieje się w dzisiejszym świecie: prześladowania mniejszości, absurd środków bezpieczeństwa, tajne trybunały wojskowe, wymykające się spod kontroli agencje wywiadowcze, ukrywanie faktów przez rządy, tworzenie fake newsów i wściekłą prasę. Perfekcyjne poprowadzona intryga pokazuje system, w którym samonakręcająca się spirala nienawiści niebezpiecznie zaczyna przypominać współczesność. „Oficer i szpieg” to film o tym, jak historia się powtarza, a jeden człowiek, na przekór wszystkim walczący o sprawiedliwość, może zmienić bieg wydarzeń. Czytaj także Zniszczenia na cmentarzu po wichurze [ZDJĘCIA] Abonament RTV nie będzie ściągany od dłużników?
4
Zarząd województwa mazowieckiego podjął decyzję o wykupieniu blisko 7 tys. testów dla personelu mazowieckich szpitali. Osoby z podejrzeniem zarażenia, będą miały dostęp do testów na obecność koronawirusa. Czas oczekiwania na wyniki wyniesie maksymalnie 14 godzin. Na ten cel samorząd Mazowsza przeznaczy 3 mln zł z UE – informuje urząd marszałkowski. Samorząd województwa podpisał umowę z ALAB laboratoria sp. z o.o. Dzięki niej personel mazowieckich szpitali, który miał kontakt z zarażonym koronawirusem lub z osobą z podejrzeniem zarażenia będzie miał szybszy dostęp do testów. Obecnie na wyniki badań czeka się nawet do 54 godzin. - To zbyt długi czas. Chcemy, aby Ci, którzy w tej chwili są na pierwszej linii frontu – lekarze, pielęgniarki, ratownicy i cały personel szpitalny mieli możliwość szybkiego sprawdzenia, czy nie doszło u nich do często nieświadomego zakażenia od osób chorych.
2
Drogi Użytkowniku! W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych możemy przetwarzać Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane dodatkowo jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO). Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki). Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do odwołania zgody oraz prawo sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl. Wycofanie zgody nie wpływa na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego przed jej wycofaniem. W dowolnym czasie możesz określić warunki przechowywania i dostępu do plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej. Jeśli zgadzasz się na wykorzystanie technologii plików cookies wystarczy kliknąć poniższy przycisk „Przejdź do serwisu”. Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.
Kwestia epidemii nigdzie nie zniknie. Musimy nie tylko rozmawiać o wyborach prezydenckich, ale i je planować – powiedział Łukaszenka podczas spotkania z przewodniczącą Rady Republiki, wyższej izby parlamentu, Natalją Kaczanawą. Reklama Łukaszenka jest prezydentem Białorusi od 1994 roku. Prezydent Białorusi potwierdził we wtorek śmierć 75-letniego pacjenta w Witebsku zakażonego koronawirusem. To pierwszy potwierdzony oficjalnie przypadek śmiertelny epidemii w tym kraju. Żona zmarłego pacjenta jest zdrowa, córka zdrowa. Bo mają dużą odporność. A on, biedny, nie dał rady. Trafił do szpitala z ciężkim zapaleniem płuc, był podłączony do respiratora, lekarze próbowali go ratować – powiedział Łukaszenka, cytowany przez agencję BiełTA. Prezydent wskazał, że mężczyzna cierpiał na inne choroby. Wcześniej białoruskie media, powołując się na rodzinę witebskiego aktora Wiktara Daszkiewicza, poinformowały, że zmarł on w szpitalu po sześciu dniach spędzonych na oddziale reanimacji.
4
Sławomir Mentzen poinformował o założeniu związku przedsiębiorców. Dokumenty założycielskie Kongresu Polskiego Biznesu złożono już w grudniu. Jednak dopiero niedawno został ostatecznie zarejestrowany. Jak podkreśla ekspert, związek „na pomagać przedsiębiorcom w walce z opresyjnym państwem, ma wpływać na kształt debaty publicznej, ma aktywizować przedsiębiorców i pomagać im walczyć o ich prawa”. Jak napisał Mentzen, „pomysł założenia organizacji zrzeszającej polskich przedsiębiorców, mającej walczyć o uwolnienie polskiej przedsiębiorczości spod istniejących obecnie tysięcy regulacji, setek opłat i podatków oraz setek tysięcy urzędników i polityków” pojawił się już jesienią. – Zacząłem konsultować to ze znajomymi przedsiębiorcami. Gdy ludzie tacy jak Kamil Cebulski, Marcin Sypniewski czy Dariusz Szumiło zareagowali entuzjastycznie i zgodzili się zostać założycielami związku, byłem pewien, że muszę iść w tym kierunku. W grudniu wypełniliśmy wszystkie niezbędne papiery i zaczęliśmy czekać miesiąc za miesiącem aż sąd nas zarejestruje. W marcu wreszcie się to udało. Powstał Kongres Polskiego Biznesu – czytamy w poście. – Początkowo plan był taki, żeby mniej więcej teraz ogłosić powstanie nowego projektu. Chciałem przez dwa miesiące jeździć po Polsce, spotykać się z przedsiębiorcami, dużo mówić w mediach o tej inicjatywie, opowiadać o naszych celach, o planowanych projektach, o naszych działaniach. W czerwcu miał odbyć się duży kongres w Warszawie. Niestety przez koronawirusa nic z tego nie wyjdzie. W pierwszej chwili chciałem przełożyć wszystko na jesień. Poczekać aż wirus się uspokoi, żeby spokojnie ruszyć z projektem – napisał Sławomir Mentzen. Jak dodał, „szybko porzucił tę myśl”. Potrzebna ochrona przed państwem – Kongres Polskiego Biznesu na pomagać przedsiębiorcom w walce z opresyjnym państwem, ma wpływać na kształt debaty publicznej, ma aktywizować przedsiębiorców i pomagać im walczyć o ich prawa. Teraz, niestety, jest to tak pilne jak nigdy wcześniej – zaznacza ekspert. Następnie przypomina, że „nasz rząd z wielką łatwością narzuca przedsiębiorcom kolejne obowiązki, koszty i opłaty”. Wymienia przy tym pierwszą wersję specustawy w sprawie koronawirusa. W efekcie jej uchwalenia urzędnicy mogli podejmować „bardzo dalekie interwencje w działalność firm, z zapisem o braku jakiejkolwiek odpowiedzialności finansowej za spowodowane tym straty”. – Dopiero kilka dni temu usłyszeliśmy pierwsze, wstępne propozycje rządu mające pomóc gospodarce. Delikatnie rzecz biorąc przedsiębiorcy nie przyjęli ich pozytywnie. Zabrakło jakichkolwiek deregulacji, odłożenia obowiązków sprawozdawczych, zaprzestania poboru podatków. Nie dostaliśmy nawet zniesienia obowiązku płacenia składek na ZUS przez przedsiębiorców – pisze Mentzen. Dodaje również, że „nawet na Węgrzech” rząd zwolnił ludzi prowadzących firmę z obowiązku płacenia składek emerytalnych. Co będzie robił KPB? – Kongres Polskiego Biznesu będzie walczyć z takimi postawami, będzie aktywnie działać w kierunku zmiany sposobu myślenia przez polityków i społeczeństwo. Będziemy pomagać przedsiębiorcom szczególnie atakowanym przez państwo, nagłaśniać skandaliczne akcje urzędników, udzielać pomocy prawnej przedsiębiorcom, będziemy ich ostrzegać przed kolejnymi planowanymi regulacjami […]. piętnować patologiczne postawy polityków i urzędników […] prowadzić działalność ekspercką, publikując raporty i opracowania […] w newsletterach informować przedsiębiorców o tym na co powinni zwracać szczególną uwagę, jeżeli nie chcą być skrzywdzeni przez państwo – zapowiada.
Ze względu na przymusowy pobyt w domu z powodu szalejącego koronawirusa, wiele osób boryka się z problemami finansowymi. Rząd zamierza zniwelować kryzys, aby ratować miejsca pracy w firmach, które zostaną najbardziej dotknięte przestojem. Na czym ma polegać pakiet pomocowy? Tarcza antykryzysowa i obniżka pensji Ze względu na przestój w polskiej gospodarce, rząd postanowił wprowadzić tzw. tarczę antykryzysową. Premier Mateusz Morawiecki oświadczył, że wszystkie zastosowane rozwiązania będą kosztować 212 mld złotych – to połowa tegorocznego budżetu. Według nowego systemu wypłat wynagrodzeń, zostanie wprowadzony model 40-40-20. Oznacza to, że pracownik, pracodawca oraz państwo biorą udział w obronie miejsc pracy. Jednak wspomniany model nie obejmuje wszystkich polskich pracowników. O co chodzi w tym modelu wypłat? Pracodawca wypłaca swojemu pracownikowi przynajmniej 40% należnej pensji, drugie 40% dołoży państwo za pośrednictwem Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. W związku z tym pracownicy będą mieli obniżoną wypłatę o brakujące 20%. Dotyczy to głównie tych osób, które nie mogą pracować z powodu zastoju w firmie. Tarcza antykryzysowa i ulgi dla przedsiębiorców Rząd podjął decyzję także o wdrożeniu szeregu innych działań, które wesprą osoby mające własne przedsiębiorstwa oraz prowadzące biznesy. Na razie ani premier ani prezydent nie opowiadali o szczegółach związanych z rzekomymi działaniami w ramach tarczy antykryzysowej, ale z ogólnych informacji wynika, że będzie możliwość odroczenia płatności ZUS, możliwość odroczenia płatności za media, stworzenia systemu pożyczek z bardzo niskim oprocentowaniem, itp. Zobacz także: Koronawirus. Tarcza antykryzysowa. "To nie jest zamknięty projekt" Dodatkowe fundusze na szpitale Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział, że zostaną przekazane środki w kwocie 7,5 mld złotych na ochronę zdrowia, m.in. na jednoimienne szpitale zakaźne, sprzęty ochronne oraz aparaturę medyczną niezbędną w walce z koronawirusem. Gospodarkę mają również uchronić inwestycje publiczne o wartości sięgającej ponad 30 mld złotych. Mimo początkowych obaw Polaków, premier zapewnił także o ciągłości funkcjonowania systemu bankowego oraz o bezpieczeństwie złożonych depozytów. W ciągu kolejnych dni zostaną wprowadzone działania, które pozwolą bankom na lepsze funkcjonowanie w obliczu pandemii koronawirusa.
1
Ostrołęka. To dość kuriozalna sytuacja. Ministerstwo rolnictwa stworzyło „czarną listę” firm z branży mleczarskiej, które – zdaniem resortu – nie wykazują się „patriotyzmem gospodarczym”. Na liście znalazła się między innymi OSM „Piątnica” mająca jeden z zakładów w Ostrołęce. „Jedni wspierają, a dla innych liczy się tylko zysk” – taki tytuł nosi informacja zamieszczona na stronie Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. W notce czytamy: W trudnych dniach epidemii Polacy wykazują się odpowiedzialnymi postawami. Zdają sobie sprawę, że tylko wspólnie możemy sobie poradzić ze skutkami koronawirusa. Służba zdrowia z poświęceniem wypełnia zadania. Polacy w zdecydowanej większości starają się wspierać siebie nawzajem m.in. kupując polskie produkty, bo to służy naszej gospodarce. I dalej: Niepokojące ruchy widać na rynku mleka. Spadają ceny skupu, ale w sklepach tego nie widać. Gorzej bo niektóre z zakładów tej branży zamiast kupować od polskich rolników, którzy zapewniają nam wszystkim bezpieczeństwo żywnościowe, sprowadzają surowiec z zagranicy. W warunkach jednolitego rynku nie ma tu oczywiście złamania prawa, ale kwestia patriotyzmu gospodarczego tych podmiotów budzi wątpliwości. Działając w interesie tych wszystkich, którym na sercu leży wspieranie polskiej gospodarki publikujemy listę zakładów sprowadzających mleko i jego przetwory z zagranicy, ograniczając tym samym zakupy od polskich rolników. Pod artykułem znajduje się wspomniana lista, a na niej między innymi Okręgowa Spółdzielnia Mleczarska „Piątnica” mająca duży zakład w Ostrołęce. Nieco starszym już sam styl i charakter tej publikacji na stronach ministerstwa może przypominać piętnowanie wszelkiej maści „spekulantów” w okresie PRL-u. Prezes odpowiada resortowi rolnictwa Nie dziwi więc, że OSM „Piątnica” szybko zareagowała na tę publikację. Stanowisko – podpisane przez prezesa OSM „Piątnica” – zostało opublikowane na stronie spółdzielni. Jasno i rzeczowo wyjaśnia dlaczego „Piątnica” importuje mleko. Publikujemy je w całości (podkreślenia pochodzą od redakcji): OSM Piątnica to polska spółdzielnia mleczarska należąca do ponad 2 tysięcy rolników, którzy prowadzą swoje gospodarstwa na Podlasiu, północy Mazowsza i Kurpiach. 97,3% mleka wykorzystywanego do produkcji wyrobów z Piątnicy pochodzi od polskich rolników zrzeszonych w Spółdzielni. Chcąc oferować konsumentom żywność ekologiczną, Spółdzielnia w 2012 roku uruchomiła program pozyskiwania tego surowca, który obejmuje kompleksowe wsparcie dla rolników decydujących się na przejście na rolnictwo ekologiczne. Mimo tych działań rozwój produkcji mleka ekologicznego u naszych dostawców nie nadąża za popytem na ekologiczne produkty. Surowca ekologicznego nie ma też w kraju, stąd decyzja o jego sprowadzaniu z ekologicznych gospodarstw zlokalizowanych na Litwie. Skup mleka ekologicznego z Litwy wynosi niecałe 2,7% całego skupowanego mleka. OSM Piątnica od lat aktywnie wspiera lokalnych rolników w zakresie produkcji mleka i od blisko 20 lat płaci im najwyższą cenę w Polsce. W pierwszym kwartale 2020 roku Spółdzielnia płaciła swoim rolnikom 1,66 zł netto za 1 litr mleka, podczas gdy średnia cena w kraju wyniosła 1,37 zł netto za litr. Mimo trwającej epidemii koronawirusa, Spółdzielnia nie obniżyła i nie planuje obniżać ceny płaconej za mleko swoim rolnikom. Zbigniew Kalinowski, Prezes Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Piątnicy Dodajmy też, że już sam tytuł notki na stronie ministerstwa – „Jedni wspierają, a dla innych liczy się tylko zysk” – nijak się nie ma do działalności OSM „Piątnica”. Spółdzielnia już na początku epidemii w Polsce – w pierwszych dniach kwietnia – wsparła szpitale w Łomży i Ostrołęce finansowo – dostały one od tej firmy po 360 tys. zł. Pisaliśmy o tym, choć sama spółdzielnia publicznie się tym nie chwaliła. Na ich stronie nie ma o tym informacji… Najnowsze informacje o epidemii koronawirusa
Mimo trudnej sytuacji wywołanej pandemią koronawirusa, PKN Orlen obecnie nie planuje ograniczać planów produkcji, ani wstrzymywać bądź opóźniać inwestycji i akwizycji, poinformował ISBnews prezes Daniel Obajtek. Reklama "Firma jest stabilna i dobrze przygotowana na kryzys, mamy odpowiednie zabezpieczenia w zakresie finansowania. Utrzymujemy moce produkcyjne i nie zamierzamy schodzić z planów produkcyjnych. Nie rezygnujemy ani z inwestycji, ani z akwizycji" - powiedział Obajtek w rozmowie z ISBnews. Prezes poinformował, że zgodnie z planem realizowana jest sprzedaż zagraniczna, koncern nie rezygnuje również z przewidzianych na ten rok planów remontowych. "Nigdy nie ukrywałem, że inwestycje są moim 'oczkiem w głowie'. Uważam, że właśnie w trudnych czasach trzeba inwestować, teraz jest na to najlepsza pora. W I kwartale 2020 roku nie mieliśmy żadnych opóźnień w planach realizacji capeksu" - dodał. Szef Orlenu nie chciał ujawnić, o ile spadła sprzedaż paliw na stacjach koncernu od czasu wybuchu pandemii, ale zapewnił, że firma nie ma planów zamykania lub ograniczania pracy stacji paliw. "Mimo ciężkiego czasu dla gospodarki wszelkie dostawy i logistyka są zabezpieczone. To również dla nas swoisty test, który do tej pory zdajemy. Również nasi pracownicy podchodzą do tego nie tylko jak do pracy na co dzień, ale w pewnym sensie także jak do misji zabezpieczania bezpieczeństwa energetycznego kraju i za to im dziękuję" - podkreślił. Prezes przyznał, że trudno jednoznacznie powiedzieć, jak długo jeszcze potrwają ograniczenia niezbędne do zwalczenia epidemii koronawirusa, bo mamy do czynienia prawdopodobnie z największym kryzysem na skalę globalną od czasów II Wojny Światowej, ale ma nadzieję, że za jakiś czas sytuacja zacznie powoli wracać do normy. "Boję się, że konsekwencją kryzysu, wywołanego pandemią koronawirusa, szczególnie odczuwalną w Polsce może być niepewność inwestycyjna. W ostatnich czterech latach Polacy mieli poczucie stabilności i bezpieczeństwa finansowego. Źle by się stało, gdybyśmy po jako naród, który ma przykre doświadczenia z historii, znowu bali się inwestować" - powiedział. "To od nas zależy, jak będzie wyglądała gospodarka po pandemii. Dlatego musimy wspierać polskie firmy i jeszcze bardziej zdecydowanie niż dotąd kierować się patriotyzmem gospodarczym, bo właśnie w tak trudnym okresie jest on szczególnie istotny. Kupujmy zatem polskie produkty, wspierajmy polskich producentów, bo to da impuls polskiej gospodarce" - podsumował. Grupa PKN Orlen zarządza sześcioma rafineriami w Polsce, Czechach i na Litwie, prowadzi też działalność wydobywczą w Polsce i w Kanadzie. Jej skonsolidowane przychody ze sprzedaży sięgnęły 111,2 mld zł w 2019 r. Spółka jest notowana na GPW od 1999 r.
1
2 mln zł na wsparcie polskich szpitali w walce z koronawirusem przekaże Carrefour Polska - poinformowała w piątek sieć handlowa. Jak czytamy w komunikacie, Fundacja Carrefour włącza się w pomoc dla polskich szpitali, poprzez akcję Caritas Polska "wdzięczni medykom", wpłacając kwotę ponad 1,3 mln zł na zakup respiratorów i środków ochrony osobistej dla lekarzy. Dodatkowo Carrefour Polska wesprze 41 szpitali zakaźnych w wybranych miastach Polski, przekazując produkty spożywcze i higieniczne na potrzeby ich personelu. Na ten cel sieć przeznaczy 650 tys. zł. „Wspólnie z Fundacją Carrefour nawiązaliśmy współpracę z Caritas Polska w zakresie przekazania środków finansowych niezbędnych polskim szpitalom do ratowania ludzkiego życia” – powiedział, cytowany w komunikacie, prezes Carrefour Polska Christophe Rabatel. „Mamy nadzieję, że wspierając heroiczną walkę polskich służb medycznych, przyczynimy się do możliwie jak najskuteczniejszego opanowania epidemii i zmniejszenia jej negatywnych skutków dla społeczeństwa i gospodarki” - dodał. W komunikacie wskazano, że w każdym przypadku sieć będzie udzielał pomocy celowanej, odpowiadającej na konkretne potrzeby każdego z 41 szpitali. Sieć kontaktować się będzie ze szpitalami i ustalać listę najpotrzebniejszych aktualnie produktów – artykułów spożywczych i higienicznych. Carrefour ma w Polsce ponad 900 sklepów. autor: Longina Grzegórska-Szpyt
W dobie rozprzestrzeniania się pandemii koronawirusa Fundacja Carrefour i Carrefour Polska włączają się w działania w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa wszystkich Polaków. Jako organizacje odpowiedzialne społecznie, podjęły decyzję o udzieleniu wsparcia finansowego i rzeczowego w walce z koronawirusem w Polsce. Fundacja Carrefour przekazuje ponad 1,3 miliona złotych na rzecz organizowanej przez Caritas akcji #WdzięczniMedykom. Fundacja Carrefour została pierwszym partnerem-darczyńcą tej inicjatywy, która stanowi odpowiedź na potrzeby zgłaszane przez szpitale i personel medyczny walczący o życie i zdrowie swoich pacjentów. - Wspólnie z Fundacją Carrefour nawiązaliśmy współpracę z Caritas Polska w zakresie przekazania środków finansowych niezbędnych polskim szpitalom do ratowania ludzkiego życia – mówi Christophe Rabatel, Prezes Zarządu Carrefour Polska. Mamy nadzieję, że wspierając heroiczną walkę polskich służb medycznych przyczynimy się do możliwie jak najskuteczniejszego opanowania epidemii i zmniejszenia jej negatywnych skutków dla społeczeństwa i gospodarki - dodaje. Wsparcie finansowe udzielone polskim szpitalom przez Fundację Carrefour za pośrednictwem Caritas przeznaczone zostanie na zakup respiratorów – sprzętu niezbędnego w placówkach medycznych – a także środków ochrony osobistej dla lekarzy – m.in. maseczek, fartuchów, rękawic i przyłbic. Szpitale, będące na pierwszej linii frontu tej trudnej walki, będą mogły z nich korzystać elastycznie - wedle najpilniejszych potrzeb w tym zakresie. - Bardzo cieszymy się ze wsparcia Fundacji Carrefour. To dla nas kolejny dowód uznania Caritas, jako najbardziej doświadczonej i największej organizacji pomocowej w Polsce, ale także zobowiązanie do ciężkiej pracy - mówi ks. Marcin Iżycki, dyrektor Caritas Polska. Równocześnie Carrefour Polska będzie pomagał Caritasowi w pozyskaniu kolejnych partnerów akcji #WdzieczniMedykom, by możliwe było zebranie pełnej kwoty niezbędnej do wyposażenia szpitali, które zwróciły się z prośbą o pomoc. Dlatego Carrefour Polska będzie promował akcję w swoich kanałach komunikacyjnych w sklepach, m.in. w katalogach, na ekranach przykasowych oraz w mediach społecznościowych, zachęcając firmy i indywidualnych darczyńców do przyłączenia się do zbiórki. Materiał chroniony prawem autorskim - zasady przedruków określa regulamin.
4
Rafał Trzaskowski wystosował list do Andrzeja Dudy, w którym pyta o cel jego środowej wizyty w USA. Według polityka opinia publiczna powinna wiedzieć, czy są między innymi plany przenoszenia do Polski broni jądrowej lub budowy reaktora atomowego. W Lublinie kandydat Koalicji Obywatelskiej zapewniał, że jeśli zostanie prezydentem, zrobi wszystko, by przywrócić rządowy program in vitro. Kandydat Koalicji Obywatelskiej na prezydenta Rafał Trzaskowski mówił na wtorkowej konferencji prasowej, że bezpieczeństwo i kwestie sojusznicze są najważniejsze, ponieważ dotykają polskiej racji stanu. - Słyszymy, że pan prezydent Duda udaje się w podróż do Waszyngtonu, tylko niestety nie wiemy, w jakim celu. Ani parlament, ani społeczeństwo nie zostało o tym poinformowane. I dlatego prosiłbym pana prezydenta o poinformowanie opinii publicznej, w jakim celu do Waszyngtonu się udaje - dodał kandydat KO na prezydenta. Poinformował o wystosowaniu listu do prezydenta Dudy w tej sprawie. - Jeżeli chodzi o kwestie dotyczące stacjonowania wojsk amerykańskich w Polsce, to tutaj panuje zgoda - zapewnił. - Natomiast dochodzą do nas przeróżnego rodzaju sygnały o tym, że Amerykanie chcą przenosić swoją broń nuklearną, dochodzą do nas sygnały, że być może toczą się rozmowy również o kwestii budowy elektrowni atomowej w Polsce. I dlatego apeluję do pana prezydenta, aby te sprawy jednoznacznie wyjaśnił i jasno poinformował opinię publiczną, że nie chodzi o przenoszenie sił nuklearnych, żeby wyjaśnił, czy te rozmowy będą rzeczywiście dotyczyły budowy reaktora atomowego - oświadczył Trzaskowski. Trzaskowski wystosował list do prezydenta Dudy w sprawie wizyty w USA Trzaskowski: Polacy mają dość jałowych sporów, zadaniem dla prezydenta jest patrzeć w przód We wtorek po południu Trzaskowski udał się z wizytą do Lublina, gdzie powitał go prezydent miasta Krzysztof Żuk. Kandydat KO przekonywał w swym wystąpieniu, że Polska potrzebuje silnego prezydenta, który będzie patrzył obecnej władzy na ręce i pobudzał rząd do działania. - Potrzeba nam prezydenta, który będzie stał przy wszystkich tych, którym dzieje się krzywda, będzie stał przy wszystkich tych, którym jest w danym momencie trudno, będzie sprzeciwiał się dzieleniu nas, obrażaniu nas, bo wszyscy tego mamy dość - podkreślił kandydat KO na prezydenta. Jak dodał, prezydent musi sprzeciwiać się próbie uwłaszczania się na państwie. - Musi się jasno sprzeciwiać naruszaniu niezależności instytucji, ale prezydent musi również sobie zdawać sprawę, co się w państwie dzieje, musi sobie zdawać sprawę z najważniejszych problemów, bo dzisiaj największym problemem debaty publicznej w Polsce jest to, że przez cały czas rządzący szukają tematów zastępczych. I tego też mamy dość - oświadczył Trzaskowski. Przekonywał, że Polacy mają dość jałowych sporów i roztrząsania tego, co było i o czym już dawno zadecydowano. - Nowa polityka i politycy nowej generacji różnią się tym od tych, którzy prowadzą przez cały czas te same bitwy, że są w stanie powiedzieć: tak, wsłuchujemy się w głos obywatela i w związku z tym podejmujemy decyzje na tej podstawie. Ba, nawet jesteśmy w stanie się przyznać do błędu, jesteśmy w stanie się przyznać, że dzisiaj wyciągnęliśmy ze wszystkiego konsekwencje - zaznaczył kandydat KO. Po raz kolejny zapewnił o woli utrzymania programu 500 plus i obecnego wieku emerytalnego - 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn. - Dzisiaj możemy się wreszcie zająć tym, co naprawdę najważniejsze, bo nie wybieramy prezydenta na ostatnie pięć lat, a na kolejne pięć lat. Musimy dzisiaj patrzeć w przyszłość, musimy patrzeć na to, co naprawdę dzisiaj jest istotne, musimy dzisiaj stawiać czoła najważniejszym wyzwaniom, które stoją przed nami, przed Polską, przed Unią Europejską, a czasami nawet przed całym światem - podkreślał Trzaskowski. Dodał, że to jest dzisiaj zadanie dla prezydenta RP - patrzeć w przód, a nie przez cały czas patrzeć w tył. Trzaskowski: jeżeli zostanę prezydentem, zrobię wszystko, by przywrócić rządowy program in vitro Trzaskowski przypomniał, że we wtorek obchodzony jest Dzień Ojca. - Nie każdy, niestety, w Polsce miał tę szansę, żeby zostać ojcem i niektórzy zostali tej szansy pozbawieni - albo przez ideologię, albo przez zwykły upór i dzisiaj chciałem wam powiedzieć, że jeżeli zostanę prezydentem Rzeczypospolitej, to będę robił wszystko, co w mojej mocy, żeby przywrócić rządowy program in vitro - zadeklarował i dodał, że z tego programu urodziło się 22 tysiące Polek i Polaków. - I wszyscy powinniśmy być z tego dumni - podkreślił. - Dzisiaj trzeba jasno powiedzieć, że ten program rządowy jest jednym z najważniejszych programów, jaki można sobie wyobrazić. Jeżeli dziś ktoś chce nas uczyć, czym jest rodzina, to musi stanąć w prawdzie i powiedzieć jasno, że szansę trzeba dać wszystkim. I to dzisiaj państwu obiecuję, i to dzisiaj państwu gwarantuję - mówił kandydat KO. Trzaskowski: jeżeli zostanę prezydentem, zrobię wszystko, by przywrócić rządowy program in vitro TVN24 Kandydat mówił także, że dziś nie ma żadnego racjonalnego planu wyjścia z epidemii wywołanej przez koronawirusa. - My nawet nie wiemy, na jakim etapie epidemii jesteśmy, bo rząd nie uznaje za stosowne nas o tym poinformować i takie pytania muszą padać. My musimy być przygotowani na ewentualną drugą falę, na powrót epidemii, a dzisiaj nawet nie wyciągnął wniosków z tego, co się ostatnio działo i dzisiaj mamy prawo zażądać tego, żeby te wnioski były wyciągnięte i żądamy tego - powiedział. - Żądamy raportu a propos epidemii, przygotowania jasno wniosków na przyszłość, bo dzisiaj o tę przyszłość trzeba zadbać - podkreślał. Autor:mjz/dap Źródło: PAP
– Słyszymy, że prezydent Duda udaje się w podróż do Waszyngtonu, tylko niestety nie wiemy w jakim celu. Ani parlament, ani społeczeństwo nie zostało o tym poinformowane. I dlatego prosiłbym prezydenta o poinformowanie opinii publicznej, w jakim celu do Waszyngtonu się udaje. Skierowałem list do prezydenta w tej sprawie – powiedział Rafał Trzaskowski w Lublinie. – Jeżeli chodzi o kwestie dotyczące stacjonowania wojsk amerykańskich w Polsce, to tutaj akurat panuje zgoda. Jest to jeden z niewielu przykładów kontynuacji polityki zagranicznej, bo przypominam że to rządy PO i PSL negocjowały sprowadzenie wojsk amerykańskich do Polski i tutaj rząd PiS-u wcielał to w życie. Tutaj mamy rzeczywiście kontynuację. Natomiast dochodzą do nas różnego rodzaju sygnały o tym, że Amerykanie chcą przenosić swoją broń nuklearną, dochodzą do nas sygnały, że być może toczą się rozmowy również o kwestii budowy elektrowni atomowej w Polsce. I dlatego apeluję do prezydenta, aby te sprawy jednoznacznie wyjaśnił i jasno poinformował opinię publiczną, że nie chodzi o przenoszenie sił nuklearnych. Żeby wyjaśnił, czy rzeczywiście te rozmowy będą dotyczyły być może budowy reaktora atomowego. Jeżeli nie, to opinia publiczna powinna o tym wiedzieć – wskazał prezydent stolicy. Trzaskowski zaznaczył, że jeśli w Waszyngtonie zapadną jakieś decyzje istotne dla Polski, to parlament powinien zostać o tym poinformowany. – RBN powinna zostać zwołana, no albo nie będą tam zapadały bardzo ważkie decyzje i wtedy jest oczywiście pytanie, dlaczego ta wizyta ma miejsce kilka dni przed wyborami. Mam nadzieję, że prezydent Duda nie jedzie od Waszyngtonu tylko i wyłącznie dla doraźnych celów kampanii politycznej czy swojej czy prezydenta Trumpa, stąd ten list i stąd te pytania. Te wątpliwości muszą być wyjaśnione – mówił dalej. Czytaj także: Prezes Wód Polskich: W Warszawie po ulewach ścieki komunalne zrzucono do WisłyCzytaj także: Tomasz Adamek zdradza, na kogo zagłosuje. "To trzeba zmienić"
4
Z szacunków resortu zdrowia wynika, że w ciągu ostatnich 24 godzin liczba zakażeń koronawirusem zwiększyła się w Hiszpanii o ponad 6,3 tys. - do prawie 85,2 tys. Podczas konferencji prasowej statystyki resortu zdrowia przedstawiła nieoczekiwanie rzeczniczka rządowego Centrum Koordynacji Ostrzegania i Nagłych Przypadków (CCAES), wyjaśniając, że jej szef, Fernando Simon, zachorował wskutek zakażenia koronawirusem. Tymczasem minister zdrowia Salvador Illa przypomniał w poniedziałek, że od rana do 9 kwietnia w Hiszpanii obowiązuje zakaz opuszczania domów przez pracowników instytucji i firm, których działalność nie jest niezbędna dla funkcjonowania państwa. Illa przedstawił też nowe zasady organizacji obrzędów pogrzebowych, mające na celu ograniczenie zakażeń podczas tych wydarzeń. Zapowiedział, że w całym kraju do odwołania zakazane zostało otwieranie trumien ofiar koronawirusa oraz organizowanie przy nich przed pochówkiem spotkania dla bliskich zmarłego. Minister zdrowia wyjaśnił, że od poniedziałku w całej Hiszpanii w pogrzebie zmarłego wskutek pandemii koronawirusa uczestniczyć będą mogły tylko trzy osoby z jego rodziny lub grona przyjaciół. Illa przypomniał też, że w związku z obowiązującym w Hiszpanii stanem zagrożenia epidemicznego zakłady pogrzebowe nie mogą podnosić cen pochówku powyżej tych praktykowanych przed 14 marca. Odnotował, że niektóre firmy próbowały wykorzystać większą liczbę pogrzebów wynikającą z pandemii do podniesienia kosztów pochówku. (sp, PG)
Drogi Użytkowniku! W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych możemy przetwarzać Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane dodatkowo jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO). Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki). Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do odwołania zgody oraz prawo sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl. Wycofanie zgody nie wpływa na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego przed jej wycofaniem. W dowolnym czasie możesz określić warunki przechowywania i dostępu do plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej. Jeśli zgadzasz się na wykorzystanie technologii plików cookies wystarczy kliknąć poniższy przycisk „Przejdź do serwisu”. Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.
2
Od 16 kwietnia obowiązuje nakaz zasłaniania ust i nosa. Już teraz wiele firm sprzedaje oryginalne maseczki, a coraz więcej proponuje maseczki okolicznościowe. I tak sklepy z dewocjonaliami przygotowały maseczki komunijne. Do kiedy trzeba nosić maseczki? Minister zdrowia Łukasz Szumowski na jednej z konferencji prasowych powiedział, że noszenie maseczek na twarzy będzie obowiązkowe do czasu wyprodukowania szczepionki na koronawirusa. Ta wymijająca odpowiedź nie usatysfakcjonowała Polaków. Data powstania szczepionki jest zagadką. Niektórzy naukowcy spekulują nad jesienią, inni za rok, a kolejni za dwa. Z tej kwestii wynika zatem, że maseczki będą jeszcze długo gościły na twarzach Polaków. W związku z tym natychmiast na rynku pojawiły się maseczki okolicznościowe, które pełnią nie tylko funkcję chroniącą przed rozprzestrzenianiem się koronawirusa, ale stanowią też element dekoracyjny. Pisaliśmy już o maseczkach ślubnych. Teraz weźmy pod lupę maseczki komunijne. Maseczki komunijne Pierwsze komunie święte w 2020 roku w każdej parafii wyglądają inaczej. Niektóre przełożyły uroczystości na wakacje, na jesień, na przyszły rok. A inne po złagodzeniu obostrzeń zdecydowały się na zorganizowanie komunii świętej indywidualnie lub w małych grupach z zachowaniem szczególnych środków ostrożności. Część parafii wciąż czeka na rozwój sytuacji. Pewne jest jedno – ostateczną decyzję podejmą proboszczowie parafii. Firmy od razu wyczuły w tym biznes. Internet pęka od ofert z maseczkami komunijnymi. Dostaniemy je zarówno w sklepach z dewocjonaliami, jak i na platformach sprzedażowych. Koszt zależy od materiału i zdobień. Ceny wahają się od 8 złotych do nawet 30 złotych. Najpopularniejszym modelem maseczki jest ta z hostią, wyhaftowaną złotą nicią. Obok znajdziemy również z ozdobną koronką, a nawet perełkami. Zazwyczaj dostępne są w dwóch wariantach kolorystycznych - białe dla dziewczynek, a czarne dla chłopców.
Łukasz Szumowski opublikował ważny apel do obywateli naszego kraju. W sieci pojawiło się nagranie, w którym zwrócił się do wszystkich Polaków. Jego apel dotyczy zbliżających się świąt wielkanocnych. Słowa Ministra Zdrowia powinny dać do myślenia. Łukasz Szumowski z uwagi na panującą pandemię koronawirusa musi trzymać rękę na pulsie przez cały czas. Mężczyzna obawia się, że w związku ze świętami wielkanocnymi będziemy mieć do czynienia ze zwiększeniem rozprzestrzeniania się wirusa. Główną przyczyną tego zjawiska miałyby być wyjazdy do rodziny, z których zaleca się zrezygnować. Mężczyzna podkreśla, że tegoroczne święta będą znacznie różniły się od poprzednich, jednak z uwagi na panującą pandemię nakazuje się wciąż stosować do obostrzeń. Samotne święta są jedyną opcją na to, by zapobiec rozprzestrzenianiu się choroby. W opublikowanym nagraniu nie zabrakło również życzeń. „Z okazji tych nadchodzących świąt Wielkiej Nocy życzę państwu spokoju, wytrwałości, siły i zdrowia. Wiem, że te święta będą inne niż do tej pory, dla wielu z państwa oznaczają samotność, dla wielu będą to święta z dala od najbliższych, ale niech te święta nadal będą świętami nadziei. Nadziei nowego życia. Na to, że niedługo wrócimy do normalności, do tego, żeby znów spotykać się z bliskimi, ale dzisiaj wytrwajmy. Bądźmy w domach, ale dzwońmy, spotykajmy się wirtualnie z najbliższymi. Wiem, że to jest czas trudny, ale tak jak powiedziałem, jeśli to przeżyjemy, głównie duchowo, będzie to czas nadziei. Wszystkiego dobrego” – mówi Łukasz Szumowski. Warto zastanowić się nad słowami Ministra Zdrowia. Każde wychodzenie z domu jest dla nas zagrożeniem, tym bardziej, jeśli musimy przemieszczać się komunikacją miejską. Żyjemy w dobie rozwiniętej elektroniki, dzięki czemu kontakt z członkami rodziny mieszkającymi w innym miejscu nie jest dużym utrudnieniem. Dzięki pozostaniu w domach nie będziemy narażać siebie i rodziny.
3
– To jest jakieś deja vu, jakieś genetycznie zakodowane umiłowanie do stanów nadzwyczajnych. Nie mamy warunków konstytucyjnych do stanu nadzwyczajnego. Stan nadzwyczajny można by było wprowadzić, gdyby tego wirusa nie dało się zwalczać bez swobodnego użycia sił zbrojnych, bez zarekwirowania prywatnych majątków, burzenia prywatnych fabryk, niedobrych rozwiązań – powiedział w TVP Info prof. Waldemar Gontarski z Europejskiej Wyższej Szkoły Prawa i Administracji. – Uważam, że w oparciu o ustawę, którą pan prezydent wczoraj podpisał, można przeprowadzić wybory 23 maja. A jeśli nie, to bez orzeczenia SN, marszałek Sejmu może w ciągu dwóch tygodni wyznaczyć wybory, które odbędą się w ciągu 60 dni – powiedział prof. Gontarski. Jak dodał, kiedy słyszy, że stan klęski żywiołowej byłby „sposobem na dobre rozwiązania dla przedsiębiorców”, czuje się jak 13 grudnia 1981 roku. – To jest jakieś deja vu, jakieś genetycznie zakodowane umiłowanie do stanów nadzywczajnych. Nie mamy warunków konstytucyjnych do stanu nadzwyczajnego. Stan nadzwyczajny można by było wprowadzić gdyby tego wirusa nie dało się zwalczać bez swobodnego użycia sił zbrojnych, bez zarekwirowania prywatnych majątków, burzenia prywatnych fabryk, niedobrych rozwiązań. Na tym polegają stany nadzwyczajne, w tym klęski żywiołowej – stwierdził. Jego zdaniem, „w oparciu o niewiedzę słownikową, encyklopedyczną chce się zrobić to, co zrobił gen. Jaruzelski, czyli pucz”. #wieszwiecej Polub nas
Wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki powiedział, że 10 maja pozostaje najbardziej prawdopodobnym terminem przeprowadzenia wyborów prezydenckich. Podkreślił jednak, że jest „znak zapytania”, czy ze względów organizacyjnych nie trzeba będzie przesunąć głosowania o tydzień. Polityk był gościem poniedziałkowego programu w TVP Info. Padło pytanie o najbardziej realny termin wyborów prezydenckich. – To oczywiście 10 maja, z takim znakiem zapytania, czy o tydzień później nie będzie to wskazane ze względów organizacyjnych. Ale póki co, trzymamy się tego terminu 10 maja – zaznaczył. Staż w Mediach Narodowych. Dołącz do naszego zespołu i zdobądź doświadczenie Terlecki został zapytany, czy w grę wchodzi także sobota 23 maja. Wicemarszałek podkreślił, że „to ostatni możliwy termin”. – Ale w Polsce jest raczej tradycja odbywania wyborów w niedzielę, więc to byłoby myślę lepsze. Ale nie przewidujmy za wcześnie biegu wydarzeń; odpowiednie instytucje pracują nad tym, by (wybory – red.) były możliwe, by odbyły się prawidłowo i bezpiecznie. Myślę, że wszystko uda nam się dopiąć na 10 maja – powiedział. REKLAMA
3
Zachodniopomorscy hotelarze wystosowali do premiera apel o umożliwienie im działalności w pełnym wymiarze i otwarcie granic dla ruchu turystycznego. Swoje postulaty będą głosić jutro podczas „spacerowego” protestu koło przejścia granicznego Świnoujście-Ahlbeck. Hotelarze z Pomorza Zachodniego kolejny raz proszą rząd o ratunek. Chcą, by ten pozwolił im działać w pełnym wymiarze i otworzył dla ruchu turystycznego granice, które wedle najnowszego rozporządzenia mają zostać zamknięte do 13 maja. Zachodniopomorscy gestorzy bazy noclegowej odczuli zamknięcie granic szczególnie dotkliwie, bo, jak mówią, 90 procent ich gości to Niemcy. Poniżej dalsza część artykułu Swoje postulaty ujęli w liście do premiera, pod którym podpisało się ponad 150 obiektów noclegowych z całej Polski. Opisali w nim także dramatyczną sytuację branży hotelarskiej i przedstawili propozycje rozwiązań, które mają pomóc jej podnieść się z zapaści. Będą je rozpowszechniać podczas jutrzejszego (8 maja) protestu, który przybierze formę spaceru. Rozpocznie się on o godzinie 11 koło przejścia granicznego Świnoujście-Ahlbeck. Protestujący będą spacerować z poszanowaniem obowiązujących zasad bezpieczeństwa, a więc w maseczkach i w odstępach. Akcja ma zwrócić uwagę rządu na katastrofalne skutki zamknięcia granic, nie tylko dla branży turystycznej. Oto treść apelu. W związku z krytyczną sytuacją branży hotelarskiej w Polsce, która spowodowana jest przez pandemię wirusa SARS-CoV-2, alarmujemy i prosimy o realną pomoc od rządu RP w postaci: I. umożliwienia prowadzenia pełnego spektrum działalności hoteli oraz innych miejsc noclegowych (włącznie z restauracjami, barami, strefami rekreacji), II. otwarcia granic i wznowieniu międzynarodowego ruchu turystycznego. Od czasu wybuchu na terenie Polski epidemii mija 8 tygodni. W związku z podjęciem przez polski rząd działań zmierzających do ograniczenia skutków zdrowotnych sytuacja gospodarcza przedsiębiorców turystycznych staje się coraz bardziej dramatyczna. Zaproponowane pakiety pomocowe („tarcze”) nie rozwiązują nabrzmiewających finansowych problemów i zaledwie w nikłym stopniu pomagają branży hotelarsko-turystycznej w trakcie tego największego kryzysu gospodarczego Polski, Europy i świata. Przede wszystkim kończą się nasze możliwości finansowe do utrzymywania pracowników. Pod koniec maja, przy braku zmiany polityki transgranicznej rządu RP, będziemy zmuszeni jako przedsiębiorcy do dokonywania masowych zwolnień grupowych i zawieszania działalności, nie wspominając o całkowitym zamykaniu hoteli i upadku branży hotelarskiej. Nawet rozpoczęcie okresu wakacyjnego nie będzie w stanie zniwelować obecnych strat. Wiele firm stanowiących podstawę gospodarki turystycznej województwa zachodniopomorskiego, ze względu na specyfikę rynku, położenie i głównie obsługiwanie turysty niemieckiego, nie będzie w stanie uruchomić jakiejkolwiek działalności, mimo poluzowania obostrzeń. Powodem tego są zamknięte granice, szczególnie z Niemcami, którzy stanowią ok. 90 procent naszych klientów. Ich obecność wpływa również na handel oraz usługi lokalnej społeczności miast przygranicznych takich jak Świnoujście, Szczecin, Rewal, Kołobrzeg, Międzyzdroje, Pobierowo, Darłowo, Mielno, Ustronie Morskie i wiele innych. Żadna ilość polskich klientów nie jest w stanie zapełnić tej wyrwy popytowej. Obecna zła kondycja gospodarki turystycznej stanowi ogromny problem dla władz samorządowych miast i gmin Pomorza Zachodniego, których znacząca działalność opiera się na wpływach z turystyki oraz branż zależnych: handlu, usług gastronomicznych, wellness&spa i beauty, uzdrowiskowych oraz transportu. Jest to dla nas trudne do zaakceptowania, że polski rząd zezwolił na przemieszczanie się pracownikom zatrudnionym po drugiej stronie granic, zwolnił z obowiązków kwarantanny marynarzy czy kierowców wracających z zagranicy itd., a nie dopuszcza swobodnego przepływu turystycznego pomiędzy państwami, które opanowały w naszej ocenie problem zdrowotny zarówno po stronie polskiej, jak i niemieckiej. Przedłużanie obecnego stanu zawieszenia gospodarczego doprowadzi w naszej ocenie do katastrofy gospodarczej, niemożliwej do odpracowania w najbliższych latach. Sygnalizujemy, że nasza sytuacja od ostatniego apelu dramatycznie się pogorszyła. Teraz przewidujemy dotkliwe konsekwencje dla rynku pracy. Spadki obłożenia osiągnęły drastyczny poziom 100 procent, jeszcze wyższy niż antycypowany, ostatni raz takie spadki odnotowano podczas wojny. Nadal występują rezygnacje z opłaconych rezerwacji, szczególnie w grupie turystów zagranicznych. Zmuszenie jesteśmy do dokonywania zwrotów, co jest jednoznaczne z ostateczną utratą tych klientów w tym roku. Bez turystów z Niemiec i Skandynawii nie będziemy w stanie uruchomić jakiejkolwiek działalności. Oparcie się całej branży na klientach z Polski wypłaszczy rynek, doprowadzając do stanu upadłości. Konieczność ponoszenia przez hotele kosztów stałych, spłaty kredytów, płacenia podatków lokalnych w postaci podatku od nieruchomości czy wieczystego użytkowania w sytuacji, w której nie możemy prowadzić działalności gospodarczej na szeroką skalę, kosztów utrzymania pracowników czyni nasza działalność na obecnych zasadach przy dodatkowo zamkniętych granicach praktycznie skrajnie nieopłacalną. Apelujemy więc do pana premiera o jak najszybsze otwarcie granic i wznowienie ruchu turystycznego.
W piątek, 8 maja, odbył się protest koło przejścia granicznego Świnoujście-Ahlbeck. Zachodniopomorscy hotelarze domagają się przywrócenia działalności obiektów w pełnym wymiarze oraz otwarcie granic dla ruchu turystycznego. Wystosowali apel do premiera. Zgodnie z najnowszym rozporządzeniem, granice pozostają zamknięte dla ruchu turystycznego do 13 maja. Hotelarze z Pomorza Zachodniego odczuli zamknięcie granic szczególnie dotkliwie, gdyż, jak twierdzą, niemieccy turyści stanowią ok. 90 proc. gości. Turyści z Niemiec mają również wpływ na handel oraz usługi lokalnej społeczności przygranicznych miast. Zdaniem hotelarzy ruch krajowy nie będzie w stanie zapełnić tej popytowej wyrwy. Swoje postulaty hotelarze zawarli w liście do premiera, pod którym podpisało się 150 osób prowadzących obiekty noclegowe w różnych częściach Polski. W apelu opisali tragiczną sytuację branży hotelarskiej, a także przedstawili propozycje rozwiązań, które mogłyby pomóc jej podnieść się z kryzysu. Żądania postanowili przedstawić podczas protestu, który odbył się 8 maja, o godz. 11 przy przejściu granicznym Świnoujście-Ahlbeck. Protestujący spacerowali z zachowaniem obowiązujących zasad bezpieczeństwa. Akcja ma zwrócić uwagę rządu na dramatyczne skutki zamknięcia granic, nie tylko dla branży turystycznej. Protest hotelarzy na granicy w Świnoujściu "W związku z krytyczną sytuacją branży hotelarskiej w Polsce, która spowodowana jest przez pandemię wirusa SARS-CoV-2, alarmujemy i prosimy o realną pomoc od rządu RP w postaci umożliwienia prowadzenia pełnego spektrum działalności hoteli oraz innych miejsc noclegowych (włącznie z restauracjami, barami, strefami rekreacji). Chcemy także otwarcia granic i wznowieniu międzynarodowego ruchu turystycznego. "Od czasu wybuchu na terenie Polski epidemii mija 8 tygodni. W związku z podjęciem przez polski rząd działań zmierzających do ograniczenia skutków zdrowotnych, sytuacja gospodarcza przedsiębiorców turystycznych staje się coraz bardziej dramatyczna" – czytamy w apelu, skierowanym do premiera Mateusza Morawieckiego 5 maja. Źródło: Turystyka.rp.pl
4
Dyrektor Podhalańskiego Specjalistycznego Szpitala w Nowym Targu zwolnił dyscyplinarnie położną, która poinformowała w sieci o panujących brakach sprzętu medycznego w polskich placówkach leczniczych. – Czy to jest normalne? – pyta pozbawiona pracy kobieta. Wpis dotyczący stanu wyposażenia w polskich szpitalach położna opublikowała na swoim profilu w mediach społecznościowych. – Wyleciałam, bo na moim prywatnym profilu na portalu Facebook wstawiłam post, gdzie pokazałam maseczkę ochronną i moje ręce po 12-godzinnej pracy, które były podniszczone po stosowaniu płynów ochronnych – przekonuje zwolniona pani Renata w rozmowie z "Gazetą Krakowską". Kobieta broni się i zapewnia, że w udostępnionym wpisie nie podała nazwy placówki, w której jeszcze przed kilkoma dniami pracowała. Położna uważa, że informację o tym, że straciła pracę uzyskała 19 marca, dzień po tym, jak wstawiła post do sieci. – Nie było tam żadnego wskazania, że chodzi o podhalański szpital. To był post informacyjny. O tym jednak, że maseczek brakuje, informował wcześniej media sam dyrektor. Apelował do ludzi, by szyli maseczki, bo ich nie ma. To jak to jest? – pyta położna. Członkowie związków zawodowych działających w Podhalańskim Specjalistycznym Szpitalu w Nowym Targu twierdzą, że decyzja dyrektora Marka Wierzby o zwolnieniu pani Renaty nie powinna mieć miejsca w czasie pandemii. Zobacz też: Koronawirus. Ministerstwo Zdrowia opublikowało specjalny film Wyrzucona z pracy położna nie zgadza się z przedstawioną jej decyzją i zamierza się od niej odwołać. Dyrektor szpitala broni się i przekonuje, że kobieta zachowała się nieodpowiedzialnie. "Od wykwalifikowanego personelu medycznego, pracowników szpitala mamy prawo wymagać więcej niż od zwykłych ludzi. Odpowiedzialności, rzetelności i prawdziwego przekazywania informacji. Tymczasem post tej Pani był sianiem paniki wśród ludzi, co w obecnej sytuacji może mieć opłakane skutki" – napisał w oświadczeniu Marek Wierzba. Koronawirus w Polsce. Położna wyrzucona z pracy za wpis na Facebooku Dyrektor podhalańskiej placówki przebywa obecnie w domu, gdzie poddany jest kwarantannie. Wszystko przez spotkanie z posłem Edwardem Siarką, u którego zdiagnozowano koronawirusa. - Tymczasem zaprosił mnie na rozmowę, sam chodził do pracy. Jeśli okaże się, że jest on chory, może okazać się, że i ja przez niego zostałam zakażona – twierdzi położna dodając, że jeśli u niej wynik badania także okaże się pozytywny, to złoży przeciwko swojemu byłemu przełożonemu pozew w sądzie.
Renata Piżanowska z Podhalańskiego Specjalistycznego Szpitala w Nowym Targu została zwolniona po tym, jak negatywnie wypowiadała się o sytuacji szpitala w dobie koronawirusa. Teraz władze szpitala postawiły jej warunek, od którego zależy jej ponowne przyjęcie do pracy. Renata Piżanowska to położna z wieloletnim doświadczeniem. Jej sprawa nabrała rozgłosu w marcu, gdy po swoim wpisie na Facebooku, została zwolniona z pracy w szpitalu w Nowym Targu. Koronawirus w Polsce. Nowy Targ. Zwolniona położna z klauzulą do podpisu Położna we wpisie skarżyła się na skandaliczne warunki pracy w szpitalu po wybuchu epidemii koronawirusa. Teraz, jak informuje "Fakt", dyrektor szpitala zaproponował kobiecie powrót do pracy. Postawił przed nią tylko jeden warunek. Pani Renata musiałaby podpisać klauzulę milczenia. W niej ma znajdować się poświadczenie, że wcześniejsze informacje, opublikowane w mediach społecznościowych, są fałszywe. Kobieta musiałaby też zgodzić się na zakaz dalszego wypowiadania w mediach. Zobacz też: Koronawirus. Polityk Lewicy o Łukaszu Szumowskim: "przyjaciel Polski". Ma jednak "ale" Koronawirus w Polsce. Nowy Targ. Zwolniona położna: Sprawa zrobiła się polityczna Jak informuje "Fakt", położna nie zgodziła się na przedstawione warunki. - W zamian za ponowne przyjęcie do pracy miałam poświadczyć, że kłamałam. Sprawa zrobiła się polityczna. Widzę, że musiały być naciski z góry na takie rozwiązanie tej sprawy - podkreśla położna pracująca w szpitalu w Nowym Targu. Do sprawy odniósł się także dyrektor Podhalańskiego Specjalistycznego Szpitala w Nowym Targu, Marek Wierzba. Jak stwierdził, klauzula to "gest dobrej woli szpitala". Dyrektor zaznaczył, że pani Renacie zapewne "niezręcznie jest odwołać publicznie nieprawdziwe twierdzenia, które były powodem rozwiązania stosunku pracy". Koronawirus w Polsce. Nowy Targ. Położna zwolniona za wpis Pani Renata została zwolniona z pracy pod koniec marca. Wpis dotyczący stanu wyposażenia w polskich szpitalach położna opublikowała na swoim profilu w mediach społecznościowych. - Wyleciałam, bo na moim prywatnym profilu na portalu Facebook wstawiłam post, gdzie pokazałam maseczkę ochronną i moje ręce po 12-godzinnej pracy, które były podniszczone po stosowaniu płynów ochronnych - przekonywała wtedy w "Gazecie Krakowskiej". Położna zapewniała też, że w udostępnionym wpisie nie podała nazwy placówki, w której pracowała. Jak podkreślała, informację o tym, że straciła pracę uzyskała 19 marca, dzień po tym, jak wstawiła post do sieci. Źródło: "Fakt"
3
Łukasz Szumowski przez wydarzenia, które obecnie dzieją się na świecie nie ma czasu właściwie na nic. Mężczyzna nie może teraz zająć się swoim życiem prywatnym, a w domu bywa naprawdę bardzo rzadko. Minister zdrowia zdradził, jakie są jego plany, kiedy już koronawirus odejdzie w zapomnienie. Łukasz Szumowski poza pełnieniem ważnej funkcji ministra zdrowia, pełni również inne nie mniej istotne funkcje. Prywatnie jest ojcem czwórki dzieci i mężem. Ze względu na wydarzenia, jakie mają miejsce w naszym kraju, mężczyzna we własnym domu jest jedynie gościem. Od niemal miesiąca sytuacja w Polsce jest bardzo poważna. Pandemia wirusa SARS-CoV-2 przyczyniła się do tego, że musimy pozostać w domach ze względu na kwarantannę. Każdy już powoli ma dość i z nadzieją patrzy w przyszłość, planując, co zrobi, kiedy tylko sytuacja się unormuje. Łukasz Szumowski również ma plany, które chce zrealizować, jak tylko Polska będzie już bezpieczna. Mężczyzna zdradził, co planuje ze swoją ukochaną małżonką. Okazuje się, że minister zdrowia, już od dawna planował rejs dookoła świata. Niestety z powodu wybuchu pandemii koronawirusa, jego plany musiały zostać przesunięte. Kiedy jednak sytuacja wróci do normy, mężczyzna wraz z małżonką uda się na zasłużony odpoczynek. Szumowski wprawdzie nie ma teraz czasu na snucie planów, ale mimo to nie rezygnuje ze swoich marzeń i wierzy w to, że już niedługo wybierze się w piękny rejs. Sytuacja w naszym kraju jest bardzo poważna, dlatego Łukasz Szumowski robi co w jego mocy, by wszyscy mogli jak najszybciej wrócić do normalności i wdrożyć w życie swoje plany. – Rodziców widuję teraz najwyżej przez balkon. W rejs dokoła świata wybiorę się dopiero po pokonaniu koronawirusa – mówi minister. W wywiadzie dla jednego z tabloidów Łukasz Szumowski wyznaje, że już od najmłodszych lat służył pomocną dłonią. Jako mały chłopiec odwiedzał chorych, samotnych sąsiadów, robił im zakupy i dostarczał prasę. Jego rodzice byli przekonani, że zostanie muzykiem, jednak on wybrał zupełnie inną ścieżkę kariery. Jako młody chłopiec buntował się przeciwko grze na pianinie, obecnie to właśnie ten instrument przynosi mu największe odprężenie po ciężkim dniu.
Polska w dalszym ciągu jest w tendencji wzrostowej epidemii – poinformował minister zdrowia Łukasz Szumowski. Jak podkreślił – istnieje wiele modeli rozwoju epidemii w Polsce. Dalej Dodał: „Te, które dostaję z renomowanych zespołów badawczych, mówią, że szczyt zachorowań może nastąpić jesienią”. Szumowski podkreślił jednocześnie, że choć wciąż mamy do czynienia z tendencją wzrostową, to jest ona znacznie wolniejsza od przewidywanej. Minister dodał też: „Są oczywiście prognozy, które mówią o tym, że ten szczyt zachorowań będzie wcześniej, ale te, które dostaję z dosyć renomowanych zespołów badawczych, mówią o tym późniejszym szczycie. I prawdopodobnie będzie nam towarzyszyła ta pandemia. Miejmy nadzieję, że dzięki zasadom dystansu społecznego, noszeniu maseczek na ulicy, te wzrosty liczby zakażeń będą powolne”. dam/PAP,Polsat News
2
.pl wiadomości z Polski i ze świata
.pl wiadomości z Polski i ze świata
2
Zarząd Ultimate Games S.A. z siedzibą w Warszawie ("Spółka") przekazuje w załączeniu do niniejszego raportu treść uchwał podjętych na Zwyczajnym Walnym Zgromadzeniu Spółki („ZWZ”), które odbyło się w dniu 27 maja 2020 roku wraz z informacją na temat każdej uchwały w zakresie liczby akcji, z których oddano ważne głosy, oraz procentowego udziału tychże akcji w kapitale zakładowym, łączną liczbę ważnych głosów, w tym liczbę głosów "za", "przeciw" i "wstrzymujących się". Zarząd Spółki informuje, iż ZWZ nie odstąpiło od rozpatrzenia któregokolwiek z punktów planowanego porządku obrad ZWZ oraz nie było uchwał poddanych pod głosowanie, które nie zostały podjęte. Ponadto Zarząd wskazuje, że do protokołu obrad ZWZ nie zgłoszono żadnych sprzeciwów. Podstawa prawna szczegółowa: §19 ust. 1 pkt 6, 7, 8 i 9 Rozporządzenia w sprawie informacji bieżących i okresowych przekazywanych przez emitentów papierów wartościowych oraz warunków uznawania za równoważne informacji wymaganych przepisami prawa państwa niebędącego państwem członkowskim.
Czy wiesz, że korzystasz z adblocka? Reklamy nie są takie złe To dzięki nim możemy udostępniać Ci nasze treści.
1
Jak przekazał policjant, funkcjonariusze pełniący służbę po cywilnemu zostali skierowani w nocy na parking jednego z marketów budowlanych na warszawskim Ursynowie. Dostali bowiem sygnał, że kierowca ciemnej osobówki miał włamywać się do budynków, w których były urządzenia i narzędzia na ekspozycję sklepu. Reklama Kiedy policjanci dotarli na miejsce, zauważyli odjeżdżającą sprzed marketu skodę. Postanowili zatrzymać kierowcę do kontroli, używając sygnałów świetlnych i dźwiękowych. Kierowca jednak zignorował wezwanie do zatrzymania i przyspieszył. Uciekał ulicą Pileckiego i Kazury, aż wjechał na parking bez możliwości wyjazdu. To jednak go nie powstrzymało – powiedział podkom. Robert Koniuszy. Dodał, że ścigany przejechał przez pas zieleni, a następnie jadąc chodnikiem, najeżdżał i uszkadzał zaparkowane w pobliżu samochody. Dlatego ze względu na ograniczone możliwości manewrów pojazdem służbowym funkcjonariusze postanowili dogonić mężczyznę pieszo. Kiedy dobiegli do pojazdu w okolicach ulicy Kazury 20, mężczyzna siedzący za kierownicą auta skręcił, usiłując ich potrącić. W związku z realnym zagrożeniem dla życia i zdrowia oraz brakiem jakiekolwiek rekcji na wezwania do zatrzymania jeden z policjantów oddał strzał ostrzegawczy w bezpiecznym kierunku z zachowaniem wszelkich procedur. Strzał i okrzyk "Policja" nie przekonały jednak mężczyzny jadącego na funkcjonariusza. Dopiero kolejny strzał i okrzyk "Stój bo strzelam" spowodowały, że 37-latek zatrzymał samochód. Został natychmiast obezwładniony i zatrzymany – wyjaśnił nadkom. Koniuszy. Reklama W samochodzie zatrzymanego funkcjonariusze znaleźli 14 płynów do spryskiwaczy, 6 butli z gazem, drabinę aluminiową, dmuchawę do liści, suszarkę do rąk, nożyce do drutu, karton z saszetkami cukru, opryskiwacz ogrodowy, przedłużacz bębnowy oraz inne przedmioty pochodzące z kradzieży. Podejrzany przyznał się, że wszystko pochodzi z kradzieży z włamaniem do magazynu jednej ze stacji paliw w okolicach Grodziska Mazowieckiego oraz z budynków na ekspozycje przy markecie budowlanym, sprzed którego uciekał – poinformował podkom. Koniuszy. 37-latek usłyszał zarzuty, za które może zostać skazany nawet na 10 lat więzienia. Prokurator zastosował wobec niego środek zapobiegawczy w postaci policyjnego dozoru.
Stołeczni policjanci zatrzymali w Nowy Rok renault jadące ul. Polinezyjską na warszawskim Ursynowie. Mundurowi uznali, że kierowca zachowywał się dziwnie. Na widok patrolu stanął. Potem bardzo powoli ruszył. Po przeszukaniu auta i mieszkania 38-latka okazało się, że miał wiele do ukrycia. Funkcjonariusze zauważyli wykonujące dziwne manewry renault o godz. 1:40 w nocy w Nowy Rok na ul. Polinezyjskiej na warszawskim Ursynowie. Mężczyzna, który kierował autem najpierw zatrzymał samochód, a później pomału ruszył. Jechał, jakby chciał "zniknąć" Policjanci uznali, że wyglądało to tak, jakby chciał uniknąć kontaktu z mundurowymi. W trakcie kontroli okazało się, że siedzący za kierownicą 38-latek wykazuje objawy działania środków odurzających. Badanie narkotesterem potwierdziło podejrzenia. Podczas przeszukania pojazdu wywiadowcy znaleźli około 200 gramów nielegalnego suszu marihuany, 30 tabletek środków psychotropowych, około 9 gramów amfetaminy i podobną ilość haszyszu. Mając uzasadnione podejrzenie, że mężczyzna może mieć środki psychoaktywne również w mieszkaniu, policjanci postanowili to sprawdzić - poinformował asp. szt. Robert Koniuszy, oficer prasowy Komendy Rejonowej Policji Warszawa II. Magazyn narkotyków w mieszkaniu W lokalu policjanci w różnych miejscach znaleźli około 11,5 kg marihuany, ponad kilogram suszonych grzybków halucynogennych, około 600 gramów amfetaminy i prawie 1,2 kg haszyszu. W sumie około 14,5 kilograma narkotyków trafiło do depozytu. Mężczyzna został zatrzymany. Mężczyzna usłyszał zarzuty posiadania znacznych ilości środków psychoaktywnych. W trakcie przesłuchania tłumaczył się, że posiadał je "na własny użytek". Na wniosek policjantów i prokuratora sąd zastosował wobec niego trzymiesięczny tymczasowy areszt. Zatrzymanemu grozi kara do 10 lat więzienia. WIDEO - "Na maksa byłem celebrytą i stoczyłem się na maksa". Figurski w "Skandalistach" Twoja przeglądarka nie wspiera odtwarzacza wideo... hlk/ polsatnews.pl
2
Obawy, że notowania kontraktu czerwcowego mogą wygasać w podobny sposób jak w przypadku majowego, wywołały popłoch. I to tuż po tym, jak stał się on kontraktem aktywnym, tj. cechowanym przez największą liczbę otwartych pozycji i najwyższe obroty. Uczestnicy rynku nie chcieli ryzykować i zaczęli „ucieczkę” z najwcześniej wygasającego kontraktu. Na taki krok i szybsze rolowanie pozycji z kontraktu czerwcowego na dalsze kontrakty zdecydowały się nawet z założenia pasywne fundusze ETF, w tym największy na świecie United States Oil Fund, który ostatnio odnotowywał rekordowe napływy kapitału (łącznie zgromadził ponad 4 mld USD). Szacuje się, że w ich wyniku, pozycja tego funduszu przekraczała 25 proc. open interest na kontrakcie czerwcowym. Nic dziwnego, że aktywowanie się i nietypowe zachowanie giganta spotęgowało panikę i turbulencje na rynku ropy naftowej. Tylko na wczorajszej sesji liczba otwartych pozycji (open interest) kontraktu czerwcowego spadła o ponad 114 tys. kontraktów, czyli o niemal 20 proc. W tym samym czasie open interest kontraktu lipcowego podniósł się o około 30 tys. kontraktów i zwiększył o ponad 8 proc. Masowa ucieczka dołuje kontrakt czerwcowy i stabilizuje lipcowy. Spodziewamy się kontynuacji takiego zachowania przez inwestorów, ale podkreślamy, że po jego ustaniu kontrakt lipcowy może znaleźć się pod presją. Czytaj także: Rynek ropy się „zepsuł”. Producenci próbują pozbyć się zapasów surowca
Rachunek maklerski to rozwiązanie dla tych, którzy zaczynają interesować się inwestycjami na rynkach finansowych. Co warto wiedzieć o koncie maklerskim? I jak zdecydować się na to najlepsze? Chcesz zacząć swoją przygodę z inwestowaniem? Zakładając konto maklerskie, zyskasz dostęp do instrumentów inwestycyjnych, które możesz przechowywać w bezpieczny sposób, a także nimi obracać. Rachunek brokerski pozwoli ci na obrót akcjami, obligacjami skarbowymi, derywatami, obligacjami korporacyjnymi, spółdzielczymi, komunalnymi, czy ETF-ami. Rachunek maklerski Konto maklerskie otwierane jest w firmie inwestycyjnej. Taki rachunek służy do przechowywania, a także obrotu papierami wartościowymi. Instytucja finansowa, w której jest konto, pośredniczy między inwestorem a rynkiem. Otworzenie konta maklerskiego umożliwia wiele form inwestowania i zarabiania. By osiągać, jak najlepsze zyski warto zadbać o to, by opłaty na koncie maklerskim były jak najniższe. Warto także wspomnieć, że firmy inwestycyjne często zapewniają w swojej ofercie dostęp do bardziej złożonych inwestycji jak: kontrakty CFD, ETF, czy kontrakty futures. Ranking kont maklerskich By wybrać jak najlepsze konto maklerskie dla swoich potrzeb, warto dokładnie przeanalizować różne dostępne oferty. Można w tym celu wykorzystać strony, na których znajdują się zestawienia poszczególnych ofert. Tym samym o wiele łatwiej porównać te same parametry w różnych dostępnych kontach maklerskich. Ranking kont maklerskich umożliwia przeanalizowanie takich informacji jak: opłata za prowadzenie konta, prowizja od obrotu akcjami, prowizja od obrotu obligacjami, czy prowizja od kontraktów na indeksy. Prócz tego, konto maklerskie powinno zapewniać dostępność interesujących instrumentów. Istotna jest także funkcjonalność konta – dostęp do notowań online, wygodnej aplikacji, czy komentarzy biura maklerskiego. Przydają się także wszelkie materiały edukacyjne. Inwestowanie ułatwi również intuicyjność rachunku. Im będzie on przejrzystszy i łatwy w obsłudze, tym przyjemniejsze stanie się także i inwestowanie. Warto poświęcić czas na znalezienie odpowiedniego konta maklerskiego – takiego, które będzie skrojone na miarę i sprawi, że inwestowanie stanie się prawdziwą przyjemnością. To podstawa zarówno dla początkującego, jak i zaawansowanego inwestora.
1
Domowe triki ułatwiają życie i często okazują się być o wiele bardziej skuteczne niż metody proponowane przez specjalistów lub lekarzy. Ten sposób pomoże ci pozbyć się kataru w 25 sekund. Musisz tylko wiedzieć jak. Domowe triki znają głównie nasze mamy i babcie. One najlepiej wiedzą, że czasem od lekarstw lepsze są domowe mikstury albo łatwe triki. Wódka z pieprzem albo mleko z czosnkiem i miodem stawia na nogi lepiej niż nie jeden lek. Okazuje się, że pozbycie się zatkanego nosa jest niebywale proste. Wystarczy zrobić jedną rzecz. Domowe triki na katar Każdy z nas, mimo wielkich wysiłków, czasem boryka się z przeziębieniem i katarem. Wirusy zdają się wiedzieć, kiedy nasz organizm jest osłabiony. Choć pewne rodzaje bólu lub dolegliwości można załagodzić specyfikami z apteki, o tyle kataru nie tak łatwo jest się pozbyć. Stare polskie porzekadło mówi, że nieleczony katar trwa siedem dni, a leczony tydzień. Tego triku nie zdradzi ci żaden lekarz, mimo że jest bardzo skuteczny. DALSZA CZĘŚĆ TEKSTU POD GALERIĄ Filmik z tym trikiem obejrzało już ponad 11 milionów internautów, jest hitem w internecie. Pokazuje jak w bardzo prostu sposób odblokować zatkany nos. Jeden ze sposobów wykorzystuje podstawy akupunktury i ucisku. Wystarczy końcówkę języka przycisnąć do podniebienia na sekundę a później rozluźnić nacisk. Następnie środkowym palcem nacisnąć punkt na czole pomiędzy brwiami i puścić. Obie czynności powtarzać przez 20 sekund. Zdziwisz się, ale natychmiastowo poczujesz ulgę. Podczas wykonywania tego triku wytwarza się ciśnienie, które udrażnia nos. Dzisiaj grzeje: 1. Mocne słowa polskiego podróżnika ws. koronowirusa z Chin. "Pewne jest, że zagrożenie dotrze także do nas" 2. Sytuacja najgorsza od 50 lat. Oficjalne ostrzeżenie ministra, Polacy muszą się przygotować Łatwy sposób na udrożnienie nosa Drugi sposób jest jeszcze łatwiejszy. Polega na oszukaniu twojego mózgu, który gdy poczuje, że brakuje ci tlenu, uruchomi instynkt samozachowawczy, który sprawi, że twoje komory nosowe zostaną udrożnione. Wystarczy że odchylisz głowę do tyłu, zatkasz nos i wstrzymasz oddech na tak długo, jak tylko potrafisz. To naprawdę działa. Triki dokładnie pokazane zostały w tym filmiku: Najlepsze newsy dnia: źródło: Webniusy Nie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj pikio.pl na: Google News
Niedługo będziemy pochłaniać pączki w ilościach hurtowych - tłusty czwartek coraz bliżej. Jednak jeśli jakieś zostaną, dzień później zwykle nie smakują już tak dobrze. Jest jednak na to sposób. Pączki to popularna słodka przekąska w Polsce. Szczególnie w tłusty czwartek, który kojarzony jest szczególnie z przysmakiem na cieście drożdżowym. Choć zwykle w ten szczególny dzień niektórzy są w stanie zjeść gigantyczne ilości pączków, czasami przyrządzamy ich znacznie więcej, niż spodziewaliśmy się, że będziemy w stanie zjeść. Jeśli chcemy, aby pączki smakowały równie dobrze jak w dniu pieczenia, musimy przygotować je w inny sposób. Co zrobić, żeby pączki dłużej były świeże Aby uniknąć zeschnięcia się ciasta drożdżowego, musimy przygotować je, korzystając z nieco innego przepisu. Część mąki będziemy zastępowali ugotowanymi ziemniakami, a mleko jogurtem. Ma to jednak swój minus - ciasto nie będzie takie miękkie i puszyste, ale dzięki temu mniej podatne na wysychanie. Do przyrządzenia takich pączków będziemy potrzebowali 200 gramów mącznych ziemniaków, 500 g mąki pszennej, 80 g miękkiego masła, 50 ml jogurtu naturalnego, 25 g drożdży, 3 jajka, 60 g drobnego cukru, pół łyżeczki aromatu waniliowego, łyżkę spirytusu, tłuszcz do głębokiego smażenia (olej rzepakowy albo smalec) oraz nadzienie do pączków. Prosty przepis na pączki dłużej zachowujące świeżość Zaczynamy od obrania ziemniaków i gotowania ich aż staną się miękkie. Później przy pomocy tłuczka ubijamy je na papkę. Dorzucamy do nich pokrojone w kostkę masło, mieszamy do uzyskania jednolitej masy. Gdy kartofle będą stygły, podgrzewamy jogurt, dodając do niego rozkruszone drożdże z cukrem. Po wymieszaniu dodajemy łyżkę mąki i wszystko łączymy z ziemniakami. Odstawiamy i czekamy, aż będzie się pieniło. Później do ziemniaków dodajemy mąkę, jajka, cukier i aromat waniliowy. Zagniatamy do uzyskania elastycznego ciasta, dodając w trakcie spirytus. Przykrywamy i odstawiamy do urośnięcia na 1-2 godziny. DALSZA CZĘŚĆ TEKSTU POD GALERIĄ Później z ciasta lepimy pączki, czyli wyrabiamy placki, do środka kładziemy nadzienie, a potem zawijamy, kształtując znany nam kształt. Później odkładamy na stolnicy pod ścierką, czekamy, aż wyrośnie przez około 30 minut. Później rozgrzewamy tłuszcz i smażymy na nim pączki, smażąc każdą stronę na średnim ogniu, aż się zarumienią. Dzisiaj grzeje: 1. Mocne słowa polskiego podróżnika ws. koronowirusa z Chin. "Pewne jest, że zagrożenie dotrze także do nas" 2. Sytuacja najgorsza od 50 lat. Oficjalne ostrzeżenie ministra, Polacy muszą się przygotować Tym sposobem powinniśmy uzyskać pączki, które dłużej utrzymają świeżość. Ponadto możemy wykorzystać jeszcze inną metodę, tradycyjne pączki można oblać lukrem, który utrudni proces schnięcia ciasta. Najlepsze newsy dnia: Źródło: Gazeta Nie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj pikio.pl na: Google News
1
Wyłącz AdBlocka/uBlocka Aby czytać nasze artykuły wyłącz AdBlocka/uBlocka lub dodaj wyjątek dla naszej domeny. Spokojnie, dodanie wyjątku nie wyłączy blokowania reklam.
Koronawirus na Warmii i Mazurach jest groźny jak mało kiedy wcześniej. Wyraźnie zaznaczają się też nowe ogniska zachorowań na COVID-19. Koronawirus uderza z nową siłą W piątek komunikat służb sanitarnych dotyczący koronawirusa mówi o dziewięciu wykrytych przypadkach zakażeń w województwie warmińsko-mazurskim. Głównie na jego wschodzie. Zakażeniu uległa kobieta z powiatu Iławskiego, chłopiec z piskiego, a także siedem osób z powiatu ełckiego: dwie kobiety i pięciu mężczyzn.
1
Z za szarych, brudnych chmur nic nie widać i nie wiadomo, czy to poranna mgła, czy smog. Nie, tym razem nie chodzi o widok z okna mieszkania, ale z okna przeglądarki. Podpis na zdjęciu głosi: „Premier Morawiecki (drugi od lewej) ogłasza sukces Polski na szczycie klimatycznym”. „Znów przyszedł czas, kiedy stupor władzy można pokonać tylko śmiechem, choć to niestety śmiech przez łzy” – uważa autor memów, który występuje pod pseudonimem Marecki. Nie podaje nazwiska, bo jedna z niepisanych zasad wśród autorów memów zakłada, że pozostają anonimowi. W swojej internetowej twórczości nie kryje poglądów politycznych. Jego zdaniem to tylko z pozoru efemeryczne obrazki, reagujące na doraźne wydarzenia. W rzeczywistości mają wielką moc: – Tłumaczą świat, dają do myślenia i zostają na długo w pamięci. – Memy stały się reakcją obronną na przedawkowanie informacyjnych bodź-ców, które docierają do nas w masowej skali – dodaje Michał R. Wiśniewski, ba-dacz internetu i autor wydanej niedawno książki „Wszyscy jesteśmy cyborgami”. Dziś wszyscy jesteśmy odbiorcami me-mów. Nie trzeba już wchodzić na poświęcone im portale, takie jak Demotywatory czy Kwejk, żeby się na nie natknąć. Memy rozproszyły się po internecie. Są w mediach społecznościowych, na blogach, fanpage’ach, a nawet stronach partii politycznych. Powstają spontanicznie w warunkach chałupniczych i za grube pieniądze na zamówienie. Karmimy się nimi równie zachłannie, jak widzowie niegdysiejszej „Szopki noworocznej” której żarty, nawet czerstwe, jednoczyły Polaków przed telewizorami. Może dlatego, że – jak zauważa Michał R. Wiśniewski – byliśmy wiecznie „niedośmiani”. I nadal jesteśmy, z tą różnicą, że zamiast paru satyrycznych programów dostępnych w polskiej telewizji mamy dziś szwedzki stół, z którego każdy wybiera sobie żarty wedle smaku. Dosolić, dodać pieprzu W pikantnym, a nawet paląco ostrym sosie, przez cały rok byli serwowani członkowie partii rządzącej. Jarosław Kaczyński na zdjęciu z kotem i podpis: „To wszystko będzie kiedyś twoje” to już klasyk. Kaczyński przebrany za Rambo, za kosmonautę, za wodza Indian („Wódz plemienia da kota, hodowca pisonów”) stanowią jedynie kroplę w morzu kąśliwych memów na temat prezesa PiS. Równie chętnie twórcy brali na warsztat Mateusza Morawieckiego. Na zdjęciu premier z gitarą i podpis: „Miałem 10 lat, gdy zacząłem ściągać vat”. Inny obrazek – Mateusz Morawiecki stoi na placu budowy: „Kto pod kim dołki kopie, ten płaci podatek gruntowy”. Miejsce na podium należy się także ministrowi kultury Piotrowi Glińskiemu, któremu internauci współczuli zafrasowanej miny, umiesz-czając na zdjęciu komentarz: „Kiedy masz tyle zmartwień, dokładają ci jeszcze Nobla dla Tokarczuk”. Na kolejnym minister był już weselszy: „Nobel? Nie śledzę, jakaś środowiskowa nagroda”. Internauci nie oszczędzali także polityków opozycji. Po wyborczej porażce PO chętnie wałkowali temat Grzegorza Schetyny, okraszając memy hasłami w stylu „Ja zrobiłem sobie zęby, a ty co zrobiłeś dla Polski? Albo: „Jaki mamy program? Każdego dnia inny”. Gdy Adrian Zandberg wygłosił w Sejmie głośne przemówienie, punktujące exposé premiera, natychmiast powstał zaczyn pod obrazkowe komentarze, np. „Jak się pisze neomarksista? Razem” lub „Zbłąkany wędrowiec przyjdzie w wi-gilię zabrać ci 70 procent prezentów”.
Hołownia na konferencji prasowej przestrzegał, że w związku z epidemią koronawirusa wchodzimy w miesiąc, który będzie najtrudniejszym miesiącem dla polskiej gospodarki od lat. To jest miesiąc, w którym wielu Polaków już otrzymało wypowiedzenia, a wielu jeszcze za chwilę je otrzyma - mówił Hołownia. Reklama Ocenił, że przygotowana przez rząd tarcza antykryzysowa nie rozwiąże obecnych problemów i nie wychodzi na przeciw ludziom, którzy dzisiaj idą na bezrobocie. Tymczasem - jak stwierdził - prezes PiS Jarosław Kaczyński "bawi się, podczas kiedy my walczymy o życie", forsując przeprowadzenie wyborów prezydenckich 10 maja. Wyborów 10 maja nie da się przeprowadzić, nie ma takiej fizycznej możliwości, oczywiście można to robić przy użyciu wojska, policji, można powymieniać samorządowców na komisarzy, których przyśle rząd, (ale) nadal pozostanie otwarta kwestia, skąd wziąć listonoszy, żeby obsłużyli cały ten proces, pozostanie otwarta kwestia, co z prawami wyborczymi Polaków za granicą, którym projekt złożony wczoraj przez PiS zamierza przyznać również prawo do powszechnego głosowania korespondencyjnego, w jaki sposób to wyegzekwować, nie ma takiej fizycznej możliwości - mówił Hołownia. Oświadczył, że jeśli wybory odbędą się 10 maja, to nie będą ani równe, ani powszechne. Prezydent wybrany w tych wyborach będzie nielegalnie wybranym prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej, a te wybory będą po prostu nielegalne, ich ważność nie powinna być uznana - powiedział Hołownia. Reklama Dodał, że być może rząd i PiS "w jakimś akcie szaleństwa, jest na to 10 proc. szans, zdecydują się wybory 10 maja pod bronią, z komisarzami politycznymi przy 10-procentowej frekwencji przeprowadzić". Posłowie PiS złożyli we wtorek w Sejmie projekt ustawy ws. szczególnych zasad przeprowadzania głosowania korespondencyjnego w wyborach prezydenckich zarządzonych w 2020 r., zgodnie z którym w wyborach tych możliwość głosowania korespondencyjnego ma przysługiwać wszystkim wyborcom. W uzasadnieniu projektu ustawy dot. głosowania korespondecyjnego autorzy ocenili, że w związku z rozprzestrzenianiem koronawirusa, ogłoszonym stanem epidemii, a wcześniej zagrożenia epidemicznego, istnieje pilna potrzeba wprowadzenia szczególnych rozwiązań w zakresie modyfikacji niektórych przepisów Kodeksu wyborczego.
1
Zdaniem Krzysztof Hetmana marszałek woj. lubelskiego Jarosław Stawiarski mógł lepiej pomóc szpitalom w regionie Za przykład podaje marszałka Adama Struzika, który przeznaczył miliony złotych również na szpitale powiatowe Pismo w tej sprawie wysłała minister polityki regionalnej Małgorzata Jarosińska-Jedynak - Od czterech tygodni z przerażeniem i z wielkim podziwem obserwuję to co dzieje się w polskich szpitalach. Widzimy w jakich warunkach pracujący lekarze, pielęgniarki i ratownicy medyczni. Wciąż borykają się z problemami zaopatrzenia w sprzęt ochrony osobistej. Jednocześnie mając z nimi kontakt z podziwem obserwuję ich codzienną walkę o życie i zdrowie Polaków - mówi Krzysztof Hetman, europoseł PSL. Wiceprezes ludowców przypomina, że kilka tygodni temu Komisja Europejska podjęła decyzję o przekierowaniu środków europejskich na walkę z koronawirusem. Dzięki temu Polska ma do dyspozycji ok. 30 mld zł, których do tej pory nie udało się wydać. Teraz za te fundusze można przeznaczyć na wsparcie szpitali, firm oraz inne działania osłonowe. Województwo lubelskie ma do wydania ponad 2 mld zł. Koronawirus. Marszałek Stawiarski mógł zrobić więcej? Zdaniem Hetmana obecne władze Urzędu Marszałkowskiego niewiele zrobiły z tymi pieniędzmi. Przytacza, że przekazano 57 mln zł na szpitale w ramach projektu realizowanego od 2017 roku. Polityk nie kwestionuje, że te działania są potrzebne, ale ma też wątpliwości, czy marszałek woj. lubelskiego Jarosław Stawiarski nie mógł zrobić więcej dla innych szpitali. Jako przykład podaje marszałka woj. mazowieckiego Adama Struzika, który miesiąc temu przesunął 150 mln zł na projekt wspierający szpitale na Mazowszu. - Obejmuje nie tylko szpitale marszałkowskie, ale również powiatowe oraz ministerialne. W ciągu ostatniego miesiąca wydał 90 mln zł na sprzęt dla szpitali. Widząc ogromne potrzeby przekazał na ten projekt kolejne 100 mln zł - tłumaczy Hetman. Europoseł przytoczył pismo, jakie 16 marca br. marszałek Stawiarski otrzymał od minister polityki regionalnej Małgorzaty Jarosińskiej-Jedynak, która zachwala działania samorządu woj. mazowieckiego i zachęca do podjęcia podobnych kroków. - Nie mogę powiedzieć, że nie zrobili nic. Ale zmarnowali czas. W tym kryzysie liczą się godziny, a upłynęły już tygodnie od momentu, kiedy trzeba było działać - dodaje wiceprezes PSL. Koronawirus. Hetman o pomocy dla przedsiębiorców: nie zrobili nic To nie koniec zarzutów. Hetman twierdzi, że Urząd Marszałkowski nie podjął konkretnych działań mających uratować gospodarkę województwa lubelskiego oraz miejsca pracy. Wskazuje, że do tej pory nie uruchomiono odpowiednich instrumentów dla przedsiębiorców. - Już dawno powinny działać m.in. pożyczki nieoprocentowane czy dotacje bezzwrotne dla najbardziej dotkniętych przez koronawirusa firm. Urząd Marszałkowski ma miliardy złotych, ale niestety nie robi nic - mówi europoseł. Urząd Marszałkowski na czwartek zapowiedział konferencję prasową, która będzie poświęcona rządowej "Tarczy Antykryzysowej". Chodzi o wsparcie dla przedsiębiorców, które będzie realizowane przez Wojewódzki Urząd Pracy w Lublinie. Udział w niej wezmą marszałek Jarosław Stawiarski oraz Andrzej Pruszkowski, dyrektor WUP w Lublinie. (mzs)
Marszałek może przeznaczyć 2 mld zł na walkę z koronawirusem, ale tego nie robi - przekonuje Krzysztof Hetman, europoseł PSL. - Ta informacja jest nieprawdziwa - odpowiada marszałek Jarosław Stawiarski z PiS. Komisja Europejska oddała do dyspozycji Polski 30 mld zł z programów, których nie zdążyliśmy zrealizować. Te pieniądze można by przeznaczyć na walkę z koronawirusem. Krzysztof Hetman przekonuje, że w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Urząd Marszałkowski ma do rozdysponowania 2 mld zł. Środki mogłyby zostać przeznaczone na wsparcie szpitali, przedsiębiorstw i innych. Zdaniem Hetmana, z tymi pieniędzmi „urząd marszałkowski nie zrobił praktycznie nic”. Jedynie 57 mln zł przeznaczył na szpitale w ramach projektu realizowanego od 2017 r., a więc od czasów PO-PSL. - To jest projekt bardzo potrzebny, ale czy jest to poważna odpowiedź na walkę z koronawirusem - zastrzega Hetman. Zdaniem polityka PSL, na wsparcie szpitali wojewódzkich, powiatowych i uniwersyteckich powinna zostać przeznaczona większa kwota. - Informacja o tym, że ponad 2 miliardy zł w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego „nie ma przeznaczenia i nie zostały zakontraktowane” jest nieprawdziwa - odpowiada marszałek Jarosław Stawiarski. Czytaj także Europoseł kontra marszałek. Spór o miliardy z UE Urząd Marszałkowski rozpisał konkursy na przyznanie tych środków i większość ma zostać rozstrzygnięta na przełomie kwietnia i maja lub pod koniec drugiego kwartału. Za 2 mld zł mają zostać sfinansowane projekty dotyczące m.in. instalacji kolektorów słonecznych i fotowoltaiki na domach, urzędach i firmach, budowy zintegrowanego dworca metropolitarnego w Lublinie oraz wsparcia małych i średnich firm. Z wyliczeń Krzysztofa Hetmana wynika jednak, że wartość projektów wskazanych przez marszałka to 882 mln zł. - Pan Marszałek w sposób oczywisty mija się z prawdą i jest to wręcz niewyobrażalne, że nie wie jakie środki z UE ma jeszcze do dyspozycji - mówi europoseł. Hetman zarzuca PiS nieodpowiedzialność i nieudolności w rządzeniu regionem. Stawiarski odpowiada, że po zmianie zarządu województwa z PO-PSL na PiS, szpitale nadzorowane przez marszałka otrzymały 40 mln zł na zasypanie dziury budżetowej. Z tej kwoty aż 30 mln zł przekazano w marcu. Stawiarski zapowiada kolejne formy wsparcia dla placówek. Wsparcie dla przedsiębiorstw - Co zrobił Urząd Marszałkowski dla firm dotkniętych skutkami pandemii koronawirusa? Nic, absolutnie nic. Powinniście w Urzędzie Marszałkowskim już dawno uruchomić instrument, na przykład pożyczek nieoprocentowanych, czy w przyszłości częściowo umarzanych, dotacji bezzwrotnych dla firm najbardziej dotkniętych koronawirusem (…). Urząd Marszałkowski ma miliardy, ale nie robi nic – przekonuje Hetman. - Zarząd województwa w porozumieniu z BGK dokonał zmiany produktów pożyczkowych ze środków RPO WL dzięki czemu już można finansować działalność firm na preferencyjnych warunkach. Wprowadzono m.in. karencje, wakacje kredytowe dla pożyczkobiorców - odpowiada Stawiarski Urząd Marszałkowski szacuje, że pomoc przedsiębiorcom ze środków programu przekroczy 100 mln zł (64 mln na dotacje bezpośrednie, 32 mln to pożyczki na preferencyjnych warunkach i 10 mln na produkcję materiałów ochrony osobistej i sprzętu ochrony zdrowia). Kolejne 89 mln zł z Europejskiego Funduszu Społecznego zostanie skierowanych na pokrycie części kosztów wynagrodzeń w związku ze spadkiem obrotów. Działania podejmuje również Wojewódzki Urząd Pracy w Lublinie. W ramach rządowej Tarczy Antykryzysowej pozyskał na wsparcie przedsiębiorców w regionie 156 mln zł. Pieniądze te pozwolą na sfinansowanie ponad 30 tys. pożyczek. Natomiast w ramach Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój (POWER) WUP wygospodarował dla lubelskiego biznesu około 70 mln zł. Najnowsze informacje dot. koronawirusa
4
Prokuratura przedstawiła 40-letniej kobiecie zarzuty zabójstwa niespełna dwumiesięcznych bliźniaków – poinformowała w piątek rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy Agnieszka Adamska Okońska. Do tragedii doszło 10 lutego z jednym z mieszkań w Bydgoszczy. Kobieta mieszkała z mężem, pięcioletnią córeczką i niespełna dwumiesięcznymi bliźniakami. Wiadomo, że kobieta cierpiała na zaburzenia związane z depresją poporodową. Z tego powodu leczyła się i zażywała farmaceutyki. Opiekował się nią mąż, ale w krytycznym dniu musiał wyjść i poprosił sąsiadkę, aby za jakiś czas zajrzała do mieszkania. Starsza siostra bliźniaków była w przedszkolu. Gdy sąsiadka weszła do mieszkania, znalazła w łóżeczkach niemowlęta, które nie dawały oznak życia i ich matkę. Wezwani na miejsce ratownicy medyczni podjęli reanimację niemowląt, która zakończyła się niepowodzeniem. Stan kobiety był na tyle zły, że została przewieziona do szpitala. Według lekarzy była ona w stanie bezpośrednio zagrażającym życiu. Na ciałach chłopców nie stwierdzono obrażeń. Przeprowadzona po dwóch dniach sekcja zwłok chłopczyków wykazała, że przyczynę śmierci dzieci było „uduszenie gwałtowne w mechanizmie utonięcia, czyli utopienie”. W oparciu o zebrany materiał dowody prokurator przedstawił kobiecie dwa zarzuty zabójstwa. Podejrzana złożyła wyjaśnienia, ale twierdziła, że nie pamięta, co wydarzyło się w mieszkaniu. Prokuratura wystąpiła do sądu o tymczasowe aresztowanie matki bliźniaków. Kodeks karny przewiduje za zabójstwo karę pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 8, karę 25 lat pozbawienia wolności lub dożywocie. Źródło: PAP || NCzas.com
Do tych dramatycznych wydarzeń doszło w poniedziałek 10 lutego. Po południu w jednym z mieszkań w bloku na bydgoskim Okolu znaleziono ciała dwóch chłopców, dwumiesięcznych bliźniaków. W mieszkaniu znaleziono także ich matkę, kobieta w ciężkim stanie trafiła do szpitala. Od początku śledczy podejrzewali, że w domu mogło dojść do zabójstwa. Teraz te obawy się potwierdziły. W środę 12 lutego odbyła się sekcja zwłok niemowląt. Śledczy znają już jej wyniki. - Obie sekcje się zakończyły. Biegły wskazał jako najbardziej prawdopodobną przyczynę śmierci dzieci uduszenie gwałtowne w mechanizmie utonięcia, czyli utopienie. Celem potwierdzenia takiego założenia pobrano wycinki z narządów do badań mikroskopowych oraz krew do badań fizykochemicznych. Po uzyskaniu tych dodatkowych wyników badań będzie można ostatecznie potwierdzić przyczynę śmierci. Opinia w tej sprawie spodziewana jest za ok. 2 miesiące - powiedziała PAP prokurator Adamska-Okońska. 40-letnia mama chłopców nie została jeszcze przesłuchana. Nie pozwala na to jej stan psychiczny. Kobieta przebywa obecnie w szpitalu psychiatrycznym w Świeciu. Przesłuchany nie został także ojciec chłopców. Także on jest w ciężkiej traumie po utracie dzieci. Dramat w rodzinie Ratowników do mieszkania pięcioosobowej rodziny wezwała sąsiadka. Tego dnia mąż 40-latki musiał na chwilę wyjść z domu i poprosił ją, by co jakiś czas zaglądała do żony. Kiedy kobieta po jakimś czasie weszła do środka, 40-latka i jej synowie byli nieprzytomni. Reanimacja bliźniąt nie przyniosła rezultatu, ich matka trafiła w ciężkim stanie do szpitala. Z ustaleń prokuratury wynika, że kobieta mieszkała razem z mężem, pięcioletnią córeczką i urodzonymi w grudniu zeszłego roku chłopczykami. Cierpiała na zaburzenia związane z depresją poporodową. Leczyła się i zażywała leki. Opiekował się nią mąż. (Źródło: PAP) Tragedia w Bydgoszczy. Matka zabiła dwumiesięczne bliźniaki Zwłoki niemowląt w Bydgoszczy. Poprosił sąsiadkę, by zaglądała do jego żony
3
Wrocławskie żłobki i przedszkola po dwumiesięcznej przerwie znów otwarte Z zadeklarowanych pod koniec ubiegłego tygodnia 3200 dzieci, dzisiaj we wrocławskich placówkach pojawiło się 754. Choć dzieci było zdecydowanie mniej, to jednak nie wszędzie znalazło się miejsce dla wszystkich chętnych. Anna Bytońska z wrocławskiego urzędu tłumaczy, że w niektórych miejscach miasto musiało odmówić rodzicom, ze względu na rygory narzucone przez inspektorat sanitarny. play pause stop Aby odsłuchać załączonego dźwięku zaktualizuj przeglądarkę lub/i wtyczkę Adobe Flash Player. Do Przedszkola nr 113 przyszła dzisiaj piątka dzieci. Dyrektorka Dorota Bencal opowiada naszej rozgłośni, jaka rzeczywistość czekała na dzieci. play pause stop Aby odsłuchać załączonego dźwięku zaktualizuj przeglądarkę lub/i wtyczkę Adobe Flash Player. Przypomnijmy, że w pierwszej kolejności z opieki w przedszkolach i żłobkach będą mogły skorzystać dzieci pracowników służby zdrowia, służb mundurowych, czy handlu.
Nowe zasady odbioru śmieci w centrum Wrocławia Konsorcjum firm Chemeko System i Eneris przez najbliższe pół roku będzie odbierać odpady z wrocławskiego Starego Miasta i Śródmieścia. W związku z tym wprowadzono nowe zasady segregowania odpadów. Teraz dojdzie jedna frakcja – bioodpady. Mieszkańcy wrocławskiego Starego Miasta i Śródmieścia muszą przygotować się na zmiany w wywozie odpadów. Teraz za odebranie śmieci z tego rejonu Wrocławia będzie odpowiedzialne konsorcjum wrocławskich firm Chemeko System i Eneris, które spółka Ekosystem wybrała w ramach zamówień z wolnej ręki. Dochodzi teraz jedna frakcja – bioodpady, czyli resztki kuchenne pochodzenia roślinnego. Prezydent Wrocławia Jacek Sutryk opowiada, że w mieście pojawią się także nowe pojemniki: play pause stop Aby odsłuchać załączonego dźwięku zaktualizuj przeglądarkę lub/i wtyczkę Adobe Flash Player. O szczegółach mówi Andrzej Filipowicz, dyrektor Eneris: play pause stop Aby odsłuchać załączonego dźwięku zaktualizuj przeglądarkę lub/i wtyczkę Adobe Flash Player. Nowi operatorzy będą obsługiwać łącznie 170 tys. osób, które miesięcznie wytwarzają ok. 5 tys. ton odpadów. Kolejne strefy w których miasto wybierze firmy odpowiedzialne za wywóz odpadów to Psie Pole, Krzyki i Fabryczna. Nie wiadomo jeszcze czy wrocławianie zapłacą więcej za wywóz śmieci. To się okaże, dopiero po przeprowadzeniu wszystkich przetargów.
2
Wybory prezydenckie 2020 Reklama Jak pokazuje najnowszy sondaż, gdyby wybory odbyły się w najbliższą niedzielę, wygrałby je obecny prezydent Andrzej Duda. Na głowę państwa zagłosowałoby 38,94 proc. badanych. Rafał Trzaskowski zajął drugie miejsce. Na prezydenta Warszawy oddałoby głos 26,60 proc. badanych. "Super Express” przypomina, że Trzaskowski w poprzednim sondażu cieszył się poparciem 16,54 proc. Polaków. Jego poparcie wzrosło o 10 punktów procentowych. Na Andrzeja Dudę, w poprzednim badaniu, miało zagłosować 43,76 proc. wyborców, jest to spadek o prawie 5 proc. W zmianie sondażowej widać wyraźnie "efekt Trzaskowskiego". Kandydat KO wdarł się przebojem do wyścigu prezydenckiego deklasując pozostałych kandydatów opozycji – mówił dla "SE” politolog z UKSW dr Bartosz Rydliński. Reklama Szymon Hołownia uzyskał 16,41 proc. głosów, daleko za nim znalazł się Krzysztof Bosak z wynikiem 5,71 proc. poparcia. Na piątej pozycji uplasował się Władysław Kosiniak-Kamysz, na którego oddało by 5,46 proc. respondentów. Ostatnią pozycję zajął Robert Biedroń z 5,14 proc. poparcia. 1,74 proc. badanych chciałoby oddać głos na innego kandydata. Badanie zrealizowane przez Instytut Badań Pollster w dniach 26-27.05.2020 r. na próbie 1038 dorosłych Polaków.
Nowy sondaż prezydencki SE.pl pokazuje, że II tura walki o Pałac Namiestnikowski rozegra się pomiędzy Andrzejem Dudą a Rafałem Trzaskowskim. To potwierdzenie trendu, jaki widać od pewnego czasu. Wyścig trwa, Duda słabnie Z sondażu dla „SE” sprzed nieco ponad tygodnia wynikało, że Trzaskowski cieszy się poparciem 16,54 proc. Polaków. Teraz popiera go już 26,6 proc., czyli 10 proc. wyborców więcej. Stracił za to Andrzej Duda. Wcześniej głos na niego chciało oddać 43,76 proc. badanych. Teraz już tylko 38,94 proc. Spośród pozostałych kandydatów dwucyfrowym wynikiem może pochwalić się tylko Szymon Hołownia, któremu do polityka KO brakuje jednak 10 proc. Wątpliwe, by znacznie poprawił swój wynik, bowiem jego kampania straciła już swój rozpęd. Z kolei Trzaskowski odbił mu już elektorat KO, który przez krótki czas planował chyba poprzeć niezależnego byłego gwiazdora TVN-u. Poza podium stoi Krzysztof Bosak z poparciem 5,71 proc. i Władysław Kosiniak-Kamysz (5,46 proc.). Największym przegranym tych wyborów będzie niemal na pewno Robert Biedroń, na którego głos chce oddać 5,14 proc. ankietowanych. Możliwe, że w efekcie zagłosuje na niego nawet mniej Polaków niż na Magdalenę Ogórek, którą SLD wystawiło 5 lat temu. – W zmianie sondażowej widać wyraźnie “efekt Trzaskowskiego”. Kandydat KO wdarł się przebojem do wyścigu prezydenckiego deklasując pozostałych kandydatów opozycji – komentuje dla SE politolog z UKSW dr Bartosz Rydliński. Dodaje, że to kolejne badanie, z którego wynika, że obecny pierwszy obywatel RP nie wygra w I turze wyborów. Badanie zrealizowane przez Instytut Badań Pollster w dniach 26-27.05.2020 r. na próbie 1038 dorosłych Polaków. Nowy trend Badanie pokazuje, że wejście do gry prezydenta Warszawy całkowicie zmieniło losy tych wyborów. Trzaskowski odzyskał poparcie wyborców KO, a do tego może pozyskuje nawet elektorat innych partii opozycyjnych np. Lewicy (to tłumaczyłoby fatalne wyniki Biedronia). Jeśli Trzaskowski wejdzie do II tury, zapewne wygra elekcję i zostanie nowym prezydentem Polski. To zaś zachwieje stabilnością rządów Zjednoczonej Prawicy, może nawet doprowadzi do całkowitej klęski PiS-u i konieczności rozpisania wyborów do Sejmu. Źródło: se.pl Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści? Wesprzyj nas swoją wpłatą. Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce. WPŁAĆ
4
Kasia Kowalska udostępniła na swoim Instagramie zdjęcia córki i opatrzyła je niezwykle wzruszającym opisem. Artystka odkąd otrzymała informacje, iż Ola czuje się lepiej, wróciła do aktywnego dzielenia się poprzez media społecznościowe swoim życiem z fanami. Najnowszy wpis wywołał lawinę komentarzy wśród obserwatorów. Tym razem jednak wokalistka miała wyjątkowy powód do tego by skierować do fanów kilka słów oraz pokazać ważne dla siebie fotografie. Poruszony został także temat powrotu do domu córki przebywającej obecnie za granicą. Kasia Kowalska nie miała ostatnio łatwo w życiu, a jej ból rozumie chyba każda matka. Okropne wiadomości przestały jednak napływać, gdyż dzięki profesjonalnej opiece lekarzy stan zdrowia jej córki Oli znacznie się poprawił. Kasia Kowalska podzieliła się zdjęciami córki Kasia Kowalska mimo nieprzyjemnych okoliczności nie przemilczała urodzin córki. Chociaż stan epidemii świecie nie sprzyja hucznym imprezom, to jak najbardziej można znaleźć sposób na uczczenie tego wyjątkowego dnia. Ostatnio Małgorzata Kożuchowska przedstawiła swój pomysł na zorganizowanie urodzinowej imprezy w ogródku, a film podbił serca internautów - widać, że włożyła w to bardzo dużo pracy. Tymczasem Kasia Kowalska zdecydowała się na wspomnienie radosnych chwil wspólnie spędzonych z córką. Nie brakuje tam zarówno zdjęć zarówno dorosłej Oli, jak i tych z czasów jej dzieciństwa. Chyba wszystkie mamy widzą swoje dzieci w ten sposób. Najważniejsze w całym wpisie były jednak słowa skierowane do córki przez wokalistkę. DALSZA CZĘŚĆ TEKSTU POD GALERIĄ: Galeria Oliwia Bieniuk błaga o pomoc. Chodzi o zdrowie i życie To niesamowite, jak czas szybko leci Wydaje nam się, że na wszystko mamy jeszcze czas, ale zawsze przy takiej okazji zdajemy sobie sprawę, że mija kolejny rok. Ola kończy w tym roku 23 rok życia i jej sławna mama postanowiła to uczcić wraz z obserwującymi ją osobami. - Sto lat, Ola. Wszystkiego co najpiękniejsze, zdrowia, szybkiego powrotu do domu. Wszyscy składają ci najserdeczniejsze życzenia! - możemy przeczytać na Instagramie gwiazdy ewidentnie stęsknionej za ukochaną latoroślą. To dobrze, że po tak trudnych momentach wokalistka może skupić się na pozytywnych wspomnieniach. Piosenkarka otwarcie przyznała, że nie może doczekać się powrotu córki do domu, ale chyba trudno się temu dziwić. Dzisiaj grzeje: 1. Nikt się nie spodziewał, ciało leżało na pobliskim polu. Natychmiast wezwano helikopter i wszystkie służby ratunkowe 2. Niestety, nie żyje Lidia Bienias. Media obiegła zasmucająca wiadomość Epidemia koronawirusa nikogo nie oszczędza Ola, córka Kasi Kowalskiej, na stałe mieszka w Wielkiej Brytanii i to właśnie tam była hospitalizowana w jednym z londyńskich szpitali. W związku z ciężkim przechodzeniem zakażenia koronawirusem dziewczyna wprowadzona została w śpiączkę farmakologiczną. Ostatnio wokalistka poinformowała, że sprawy mają się lepiej i stan zdrowia jej pociechy zdecydowanie się poprawił. Wszystkim bez wyjątku życzymy dużo zdrowia. Wyświetl ten post na Instagramie. #sto lat Ola #wszystkiegoconajpiękniejsze #zdrowia #szybkiego powrotu do domu #wszyscy składaja ci najserdeczniejsze zyczenia !!!! Post udostępniony przez Kasia Kowalska_Official (@kasia_kowalskaofficial) Maj 2, 2020 o 12:16 PDT Najlepsze newsy dnia: Galeria Włożyła ryż między ręczniki i poszła spać. Zobaczyła efekt i już wiedziała, że zawsze będzie tak robić Źródło: Pudelek Nie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj pikio.pl na: Google News
Trzy tygodnie temu Kasia Kowalska opublikowała na swoim Instagramie dramatyczny apel do młodych ludzi, by nie lekceważyli zagrożenia, jakim jest koronawirus. Jej 22-letnia córka została bowiem nim zakażona, a choroba covid-19 sprawiła, że w ciężkim stanie znalazła się w szpitalu: Reklama Dzisiaj dostałam telefon z jednego ze szpitali w Anglii, w którym leży moja córka. Pytali, czy zgadzam się na jej intubację. Chciałabym tym filmikiem sprowokować was do myślenia, czy musicie wychodzić z domu, czy to naprawdę jest konieczne Kasia Kowalska przeżywała prawdziwy dramat, nie mogąc być przy ciężko chorej córce. Próby ściągnięcia Oli do kraju, w których pomóc chciała pomóc Dominika Kulczyk udostępniając wokalistce swój prywatny samolot, nie powiodły się, bowiem stan dziewczyny nie pozwalał na taką podróż. W końcu jednak sytuacja zaczęła się poprawiać i wczoraj Kowalska przekazała fanom dobre wieści: Reklama #dziś pierwszy raz od 3 tygodni poczułam ulgę #Ola pomału wraca do zdrowia #dziękuję wszystkim ktorzy nam pomagali #dziękuję za wsparcie #to był ciężki czas ale wierzymy ze najgorsze za Nami ...#uważajcienasiebie #dziekuje❤️ Teraz piosenkarka z niecierpliwością czeka na moment, w którym jej córka wreszcie będzie mogła wrócić do domu.
3
- Aktualnie przeprowadziliśmy już 30 rozmów kwalifikacyjnych z ozdrowieńcami - mówi Paweł Wojtylak, dyrektor RCKiK. - Jednak tylko w jednym przypadku pobraliśmy osocze. Nastąpiło to w miniony poniedziałek. Na przyszły tydzień mamy jeszcze zaplanowane pobrania od trzech osób, które przeszły pomyślnie sito kwalifikacyjne. Nabór ozdrowieńców musi być bardzo skrupulatny, poparty szczegółowym wywiadem, dlatego współpracujemy z lekarzami zakaźnikami, by pomogli nam we wstępnej selekcji ozdrowieńców. Tu znakomicie układa się współpraca z dr. nauk med. Pawłem Rajewskim. Jak podkreśla Paweł Wojtylak, sporo osób, które się zgłosiły, miało przeciwwskazania do pobrania. - Na przykład były po zabiegach chirurgicznych, z chorobami przewlekłymi, czy po powrocie z podróży zagranicznej. To je zdyskwalifikowało - mówi. - Na razie pierwsze pobrane osocze jest badane. Musimy sprawdzić, czy miano przeciwciał jest odpowiednio wysokie. Jeśli okaże się, że tak, to możliwe będzie kolejne pobranie od tej osoby, za jej zgodą.
W naszym województwie pobraniem osocza od ozdrowieńców zajmuje się Regionalne Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Bydgoszczy. - Cały czas je pobieramy. Niektórzy oddali je nawet drugi i trzeci raz - mówi Paweł Wojtylak, dyrektor RCKiK. - Pod tym względem nasz ośrodek jest w krajowej czołówce. Od maja były już 53 pobrania, z tego mogliśmy uzyskać 150 jednostek osocza. Jako region dysponujemy osoczem i jeśli szpitale w województwie zgłaszają zapotrzebowanie, to jesteśmy przygotowani. Jeśli są potrzebne konkretne grupy osocza, wtedy przekazujemy je też do innych szpitali w kraju. To działa w obie strony. Osocze krwi pobiera się według tych samych procedur, jak dla dawców krwi. Nie wszyscy, którzy zgłaszali się mogli jednak je oddać. - Część osocza u osób, które przechorowały COVID-19, nie zawierała odpowiedniego miana przeciwciał - mówi Paweł Wojtylak. - Inna sprawa, że nie każdy mógł je oddać. Takimi przeciwwskazaniami były np. wiek, przejście zabiegów chirurgicznych czy choroby przewlekłe.
3
W piątek utwór "Twój ból jest lepszy niż mój" Kazika Staszewskiego trafił na pierwsze miejsce Listy Przebojów Trójki. Utwór ten jest krytycznym komentarzem do wizyty prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego na cmentarzu na Powązkach 10 kwietnia (cmentarz był wówczas zamknięty dla odwiedzających). REKLAMA Dzień później lista zniknęła ze strony internetowej Polskiego Radia. Dyrektor Programu Trzeciego PR Tomasz Kowalczewski stwierdził w oświadczeniu, że złamano regulamin i w głosowaniu znalazła się piosenka "spoza listy". Sytuacja wywołała falę krytyki i niezadowolenia wśród fanów programu, którzy zarzucają władzom radia cenzurę. Z pracy w radiowej Trójce zrezygnował prowadzący listę Marek Niedźwiecki. Ze stacji odeszli również Agnieszka Szydłowska, Hirek Wrona i Marcin Kydryński. Na bojkot Trójki zdecydowali się m.in. zespół Organek i Dawid Podsiadło. Zobacz wideo Wybór Kidawy-Błońskiej na kandydata był błędem? „Pomysł prawyborów był kwestionowany” "Nie wydarzyło się nic wyjątkowego" Jak wynika z informacji podawanych przez dziennikarzy Trójki, zawieszony w obowiązkach został Bartosz Gil, dziennikarz współpracujący przy tworzeniu Listy Przebojów. "Z mojego od zawsze współpracownika i super druha postanowiono zrobić kozła ofiarnego" - napisała w sobotę na Facebooku Agnieszka Szydłowska. Portal rp.pl opublikował list, który Gil skierował w poniedziałek po południu do dyrektora stacji Tomasza Kowalczewskiego. Nie wydarzyło się nic wyjątkowego podczas ostatniego notowania Listy Przebojów Programu Trzeciego, które wygrał Kazik. Wyjątkowe rzeczy zaczęły się dziać dopiero tuż po nim, czyli od Pańskiego telefonu do Piotra Metza [kierownika redakcji muzycznej - red.] z prośbą o “zrobienie czegoś z tym Kazikiem”, a następnie po drugiej w nocy wiadomości z prośbą “Piotrze, dopilnuj aby piosenka o ktorej rozmawialismy nie byla na Antenie” - czytamy w liście Bartosza Gila. Dziennikarz podkreślił, że nie został złamany regulamin Listy Przebojów, bo lista nigdy takiego regulaminu nie miała. Dodał również, że nie doszło do manipulacji, bo twórcy Listy nie uwzględniają wielu głosów oddawanych przez jedną osobę. Kiedyś słuchacze głosowali na kartkach pocztowych. Potrafili przysyłać po 10 kartek z głosami na swoje ulubione piosenki. To była próba manipulacji z ich strony. Udaremniana, bo głosy te nie były uwzględniane. Co oczywiście było manipulacją przy ich liczeniu. Teraz, gdy głosy przyjmowane są wyłącznie za pośrednictwem formularza na stronie internetowej, oddawane są one m.in. seryjnie z automatycznie zakładanych kont czy przez jednostkowych nadgorliwców leniwie zakładających konta o podobnych nazwach, oddających głosy o stałych porach, często po kilkadziesiąt w odstępie czasowym co minutę. Czy słuchacze mają prawo do takich prób wpływania na wyniki? Przekonamy się podczas najbliższej audycji w piątek między 19 a 22. Rozumiem, że piosenka, którą Marek Niedźwiecki przesunął w notowaniu 1998. z miejsca pierwszego na szóste będzie miała liczone te dodatkowe ponad 800 głosów, których podejrzany charakter raportował kilka tygodni temu dział informatyczny. Marek w miniony oraz poprzednie piątki decydował, że nie będzie miała - wyjaśnił dziennikarz Trójki. "Usłyszy Pan również w tej audycji piosenki wykonawców, o których istnieniu Pan nigdy nie słyszał, a którzy pieczołowicie wyklikane po nocach wysokie miejsce na Liście Przebojów traktują jako znakomite narzędzie promocyjne. Co mi, jako osobie związanej z tą audycją od dawna, bardzo schlebia, ale na co do tej pory, w miarę obarczonych sporym ryzykiem błędu możliwości weryfikacji, nie pozwalaliśmy" - zaznaczył Bartosz Gil. "Mechanizm głosowania na Listę nie był idealny, ale wiedział Pan o tym doskonale od wielu miesięcy" - podkreślił. Bartosz Gil zaznaczył, że "Kazik wygrał notowanie 1998 zgodnie z regułami, które, choć nieformalne, wykształtowały się, obowiązywały i były przestrzegane w tym programie od wielu lat". "Przy czterocyfrowej liczbie oddanych głosów dopatrzyłem się pięciu, których bym nie uwzględnił. Jej przewaga nad kolejną była ogromna i dawno już niespotykana" - oświadczył. "Ginę za Kazika. Za piosenkę, której nawet do tej pory nie słyszałem. Absurd tej sytuacji stawia mi przed oczami ostatnią scenę “Przypadku” Kieślowskiego" - dodał Bartosz Gil.
To nieprawda, że został złamany regulamin. To nieprawda, że wprowadzono piosenkę spoza listy - pisze Bartosz Gil w liście "Zróbcie coś z tym Kazikiem" - tak miała brzmieć SMS do kierownika redakcji muzycznej Trójki od dyrektora Tomasza Kowalczewskiego W Polskim Radiu wybuchł skandal związany z piosenką Kazika "Twój ból jest lepszy niż mój" i Listą Przebojów Podczas piątkowego notowania Listy Przebojów programu Trzeciego pierwsze miejsce uzyskała piosenka Kazika "Twój ból jest mniejszy niż mój". Kierownictwo programu zablokowało stronę, gdzie publikowane są wyniki. Głosowanie zostało unieważnione. W oświadczeniu dyrektor programu Tomasz Kowalczewski podał, że podczas głosowania został złamany regulamin i do głosowania wprowadzono piosenkę spoza listy. Taką opinię przedstawiła też prezes Polskiego Radia Agnieszka Kamińska, oświadczając, że unieważnienie piątkowej Listy Przebojów Trójki nie ma nic wspólnego z cenzurą. "Wiemy już na pewno, że ta piosenka nie wygrała. Ona została ręcznie przesunięta na miejsce pierwsze, czyli wynik został sfałszowany. Na pewno" - oświadczył, próbując wyjaśnić skandal, Kowalczewski. Według dyrektora Trójki, Kazik powinien być na miejscu czwartym. Głos w sprawie zabrał także Krzysztof Czabański, szef Rady Mediów Narodowych, mówiąc, że "głosowanie na piątkową Listę Przebojów Trójki w jakiś sposób zostało zmanipulowane". W efekcie skandalu z Trójki odeszli dziennikarze Marek Niedźwiecki, Hirek Wrona i Marcin Kydryński. "Zróbcie coś z tym Kazikiem" Dziś pojawiają się nowe informacje o tym, co wydarzyło się w Trójce. Wirtualnemedia.pl opublikowały treść listu dziennikarza muzycznego Trójki, Bartosza Gila. Dziennikarz przedstawia w nim swoją wersję wydarzeń. Wynika z niej, że po emisji Kowalczewski dzwonił do dyrektora Piotra Metza z prośbą o "zróbcie coś z tym Kazikiem". O takiej samej treści SMS mówił dzisiaj publicznie także Tomasz Zimoch, przez lata pracujący w radiu - dziś poseł KO. To jednak nie koniec. W nocy, po godz. 2, Kowalczewski miał dodatkowo wysłać SMS o treści: "Piotrze, dopilnuj aby piosenka o której rozmawialiśmy nie była na Antenie" [pisownia oryginalna - red.]. Gil oświadczył ponadto, że Kowalczewski kazał mu podpisać oświadczenie o unieważnieniu notowania listy. Ostatecznie, jak pisze dalej dziennikarz, Kowalczewski oświadczenie podpisał sam. "List (...) zaczął się od strzału w płot. To nieprawda, że został złamany regulamin. Ponieważ Lista Przebojów nie ma i nigdy nie miała żadnego regulaminu" - pisze dziennikarz. "To nieprawda, że wprowadzono piosenkę spoza listy. Gdyż nigdy nie było żadnej listy, z której piosenki są dodawane do zestawu do głosowania. Ich wybór był autonomiczną decyzją Marka Niedźwieckiego" - czytamy. (ks)
4
Szkuta znaleziona w Wiśle. Ponad stuletni wrak zauważony na północ od Warszawy Na nietypowe znalezisko, na wysokości Łomianek Dolnych natrafili archeolodzy prowadzący prace badawcze na Wiśle. Ich zdaniem to szkuta, czyli statek transportowy, który mógł przewozić do 100 ton ładunku. Głosuj Głosuj Podziel się Opinie Sztuka sprzed kilkuset lat znaleziona w Wiśle. (East News, Fot: ANDRZEJ IWANCZUK/REPORTER) Grupa archeologów eksplorowała dno Wisły od warszawskiego Kanału Żerańskiego aż po Jabłonnę. Prace trwały na odcinku kilkunastu kilometrów. Wśród cenniejszych odkryć znalazł się dobrze zachowany drewniany statek transportowy. Szkuta na dnie Wisły - To najprawdopodobniej szkuta, czyli taki typ statku transportowego, który był używany od XIV do XVIII w. – uważa Artur Brzóska ze Stowarzyszenia Archeologów Jutra, szef całego projektu. Odkryta szkuta ma 37 metrów długości i 6 metrów szerokości. W jej pobliżu nie udało się znaleźć żadnych przedmiotów, które mogły być związane ze statkiem. Zdaniem badaczy statek najprawdopodobniej przewoził zboże do Gdańska, a taki towar z łatwością uległ zniszczeniu. - Gdy nurkujemy, widzimy na odległość maksymalnie 10-20 cm. Poszukiwań nie ułatwia wartki nurt rzeki – zaznacza Brzóska. Dno Wisły pełne cennych znalezisk W trakcie prowadzonych badań archeolodzy wykorzystali sonar zamontowany na motorówce. Dzięki niemu wytypowano miejsca, które warto dokładniej sprawdzić. Oprócz sztuki natrafiono na pozostałości po moście z czasów II wojny światowej, które podobnie jak wrak, znajdują się w okolicach Łomianek Dolnych. Jak podje portal Nauka w Polsce "wraki szkut są rzadkim znaleziskiem". Na ostatni taki "skarb" natrafiono w 2018 roku w Czersku. Znalezisko przetransportowano do Rybna do Ośrodka Magazynowo-Studyjnego Państwowego Muzeum Archeologicznego w Warszawie.
Odkryty statek to najprawdopodobniej szkuta, czyli taki typ statku transportowego, który był używany od XIV do XVIII w. Wrak ma 37 m długości i 6 metrów szerokości W czasie prac badacze natknęli się też na pozostałości po moście z czasów II wojny światowej Naukowcy prowadzili badania dna Wisły na przestrzeni kilkunastu kilometrów - od Kanału Żerańskiego w Warszawie po Jabłonnę. Wśród nowo odkrytych wraków znalazł się dobrze zachowany, duży drewniany statek transportowy. "To najprawdopodobniej szkuta, czyli taki typ statku transportowego, który był używany od XIV do XVIII w." - uważa szef projektu, archeolog podwodny Artur Brzóska ze Stowarzyszenia Archeologów Jutra. Wrak ma 37 m długości i 6 metrów szerokości. Okręt mógł służyć do transportu zboża Badania Wisły utrudnia brak przejrzystości wody. - Gdy nurkujemy, widzimy na odległość maksymalnie 10-20 cm. Poszukiwań nie ułatwia wartki nurt rzeki - podkreśla Brzóska. Dlatego badaczom nie udało się znaleźć żadnych przedmiotów związanych ze statkiem - na przykład towarów, które przewoził. - Zresztą chyba nie możemy na wiele liczyć. W mojej ocenie szkuta przewoziła najprawdopodobniej zboże do Gdańska. Taki towar nie miał prawa przetrwać - podkreśla szef projektu. Wraki szkut są bardzo rzadkim znaleziskiem. Najlepiej zachowana jednostka tego typu w Polsce została wydobyta w 2018 r. w Czersku, skąd trafiła w całości do konserwacji do Rybna do Ośrodka Magazynowo-Studyjnego Państwowego Muzeum Archeologicznego w Warszawie. Drugi nieznany wrak w czasie najnowszych badań w rejonie Warszawy udało się namierzyć na wysokości Burakowa. Brzóska uważa, że jest to najprawdopodobniej prom z końca XIX lub z 1. poł. XX w. Świadczyć o tym mają znajdujące się z boku jednostki prowadnice - zapewne na liny. Odkryto również ślady dawnego mostu Do tej pory na tym odcinku rzeki znane były tylko dwa wraki - jeden pochodzący z XVI w. (ze względu na stan zachowania trudno określić typ jednostki) i drugi XIX-wieczny. To tzw. berlinka, czyli podłużna barka do pływania po kanałach i rzekach. - Cieszy nas, że podwoiliśmy ten wynik - nie kryje zadowolenia archeolog. Badacze natknęli się też na pozostałości po moście z czasów II wojny światowej. Znajdują się na wysokości Łomianek Dolnych. Jest to pięć pali wbitych w dno rzeki. Zachowały się też resztki stalowej konstrukcji. "Z naszych analiz i z informacji historycznych wynika, że most wznieśli niemieccy saperzy" - mówi Brzóska. Do badań wykorzystano sonar zamontowany na motorówce. Dopiero po wytypowaniu obiecujących miejsc naukowcy nurkowali, aby zweryfikować ustalenia. Jeszcze przed podjęciem właściwych badań testowali sonar na Wiśle niedaleko warszawskiej Starówki. W czasie tych eksperymentów udało się też namierzyć fragment statku wbity w dno rzeki. W ocenie Brzóski również może być to szkuta, o czym świadczy fragment tej jednostki wyciągnięty na powierzchnię. To drewniana wręga (dennik) ważąca ok. 250 kg, będąca elementem szkieletu z dziobu bądź rufy statku. Naukowiec podkreśla, że badania były bardzo czasochłonne. W sumie przez cały 2019 r. archeolodzy przepłynęli motorówką około 400 kilometrów równoległymi pasami - wszystko po to, aby zbadać 13 kilometrów rzeki o powierzchni blisko 500 hektarów. Teraz naukowcy chcieliby pobrać próbki do badań ze znalezionych statków, dzięki czemu możliwe byłoby precyzyjne określenie wieku zatopionych jednostek. Przedsięwzięcie było sfinansowane ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Naukowego przy merytorycznym wsparciu Instytutu Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego. (pc)
4
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({}); Agata Buczkowska i Michał Wiśniewski z „Ich Troje” spotkają się w sądzie? Niedawno media obiegła informacja, że Agata Buczkowska odchodzi z „Ich Troje”, a jej miejsce zajmuje Anna Świątczak, która przed laty była wokalistką zespołu oraz żoną Michała Wiśniewskiego. Czytaj też: „Śpimy na potężnej bombie”. Niepokojące dane z Polski (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({}); Przez długi czas młoda wokalistka milczała na temat swojej dalszej przyszłości w popularnym zespole. Sytuacja jednak uległa zmianie po transmisji na żywo zorganizowanej przez Michała Wiśniewskiego. Lider „Ich Troje” stwierdził tam między innymi, że Agata jest nieobliczalna. To stwierdzenie sprawiło, że była uczestniczka „The Voice of Poland” postanowiła reagować i odnieść się do sprawy. (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({}); Agata Buczkowska i Michał Wiśniewski z „Ich Troje” spotkają się w sądzie? Agata Buczkowska przez 3 lata występowała na scenie razem z zespołem „Ich Troje”. Niestety pod koniec ubiegłego roku jej występy z kapelą zostały poważnie ograniczone. Fanów Agaty mógł zaskoczyć również fakt, że niedawno Michał Wiśniewski ogłosił, że nową wokalistką po wielu latach jest ponownie jego była żona – Anna Świątczak. Co w takim układzie z ostatnią wokalistką zespołu? Okazuje się, że Buczkowska ma wciąż długoterminową umowę na występowanie w zespole. Mimo wszystko niedawno miała otrzymać propozycję nowych warunków współpracy na co nie wyraziła zgody z powodu niekorzystnych dla niej zapisów. Zostało powiedziane na tej transmisji, że jestem osobą nieobliczalną i ponoć wytoczyłam sprawę sądową do Michała W. Nie ma żadnej sprawy sądowej kochani, chyba że jeszcze się o tym dowiem, ale nie jest to sprawa wytoczona z mojej strony. Dlaczego nikt na ich transmisji nie powiedział, że ja dostałam przymusowe wolne od listopada 2019 roku do kwietnia 2020 roku. Przymusowe wolne od koncertowania, z wyjątkiem dwóch koncertów: jednego sylwestrowego i jednego akustycznego. (…) Zostało mi zarzucone to, że się nie angażuję w zespół. Przyjęłam to do wiadomości i skupiłam się na sobie (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({}); – mówi Agata Buczkowska. Czy Buczkowska i Wiśniewski skończą w sądzie? Piosenkarka wypowiedziała się również na temat niekorzystnej dla niej propozycji podpisania nowej umowy z zespołem. Zobacz również: Świat w żałobie. Jego muzykę zna każdy, zabił go koronawirus Dostałam nowe umowy do podpisania, pomijając fakt, że stare umowy obowiązywały mnie jeszcze przez dwa lata. W nowych umowach było napisane, że jeśli złamię którykolwiek z paragrafów, będę musiała zapłacić 500 tys. zł. Mnie przede wszystkim na to nie stać. Nie zgodziłam się więc podpisać nowej umowy, skoro obowiązywała mnie poprzednia. Z dniem 19 sierpnia przestaję pełnić funkcję wokalistki zespołu Ich Troje. Nie jest to dla mnie miłe, bo oddałam całe serce, a zostałam nazwana osobą nieobliczalną – powiedziała ze łzami w oczach pod koniec transmisji. Agata Buczkowska i Michał Wiśniewski z „Ich Troje” spotkają się w sądzie? Agata Buczkowska odchodzi z „Ich Troje”, a jej miejsce zajmuje Anna Świątczak/ screen YouTube Źródło: Instagram Polecamy także: Jackowski przedstawił wizję dla Warszawy. To czeka stolicę Wokalista Rammstein na intensywnej terapii – też ma koronawirusa El Dursi również wywołała skandal! Ma gdzieś kwarantannę To może Cię również zainteresować: Wstrząsający apel Paryża: „Potrzebujemy pomocy!” Nie żyje światowej sławy aktor. Zmarł na COVID-19 Siwiec w tragicznym położeniu – jej córka zachorowała window._taboola=window._taboola||[],_taboola.push({article:"auto"}),function(o,a,t,e){document.getElementById(e)||(o.async=1,o.src="//cdn.taboola.com/libtrc/magdad-wlocie/loader.js",o.id=e,a.parentNode.insertBefore(o,a))}(document.createElement("script"),document.getElementsByTagName("script")[0],0,"tb_loader_script"),window.performance&&"function"==typeof window.performance.mark&&window.performance.mark("tbl_ic"),window._taboola=window._taboola||[],_taboola.push({mode:"alternating-thumbnails-a",container:"taboola-below-article-thumbnails",placement:"Below Article Thumbnails",target_type:"mix"}),window._taboola=window._taboola||[],_taboola.push({flush:!0}),console.log("wykonało się");
Michał Wiśniewski i Agata Buczkowska spotkają się w sądzie, lider Ich Troje odpowiedział dawnej wokalistce na jej zarzuty i zapowiedział sprawę przed niezawisłymi instytucjami prawa. CZYTAJ TEŻ: Świat w żałobie. Jego muzykę zna każdy, zabił go koronawirus Bez dwóch zdań sytuacja w zespole Michała Wiśniewskiego jest ponownie bardzo napięta i skupia się wokół nowego skandalu. Chodzi tu dokładnie o konflikt między zespołem a Agatą Buczkowską, która niespodziewanie została z niego wykluczona. Piosenkarka miała otrzymać niedawno propozycję nowego kontraktu również na nowych warunkach, które były dla niej nie do przyjęcia. W tej sytuacji współpraca Agaty z Ich Troje dobiegła końca. Michał Wiśniewski i Agata Buczkowska spotkają się w sądzie? Agata Buczkowska przez ostatnie trzy lata była wokalistką zespołu Ich Troje. Mogłoby się wydawać, że przyjęcie do zespołu młodej wokalistki sprawi, że będzie ona twarzą kapeli przez długie lata. Niestety nic bardziej mylnego. Michał Wiśniewski dał się już poznać jako osoba, która potrafi podejmować nieprzewidywalne przez innych decyzję. Tak było także dziś. Wiśniewski na miejsce Agaty Buczkowskiej przyjął Anne Świątczak – dawną wokalistkę zespołu oraz również swoją byłą żonę. To jednak nie koniec. Niedawno Wiśniewski zamieścił w mediach społecznościowych nagranie, którym bardzo dotknięta poczuła się Agata Buczkowska. „Dlaczego nikt na ich transmisji nie powiedział również, że ja dostałam przymusowe wolne od listopada 2019 roku do kwietnia 2020 roku. Przymusowe wolne od koncertowania, z wyjątkiem dwóch koncertów: jednego sylwestrowego i jednego akustycznego. (…) Zostało mi zarzucone to, że się nie angażuję w zespół. Przyjęłam to do wiadomości i skupiłam się na sobie” – mówiła Agata Buczkowska w odpowiedzi na transmisję na żywo Michała Wiśniewskiego. Zobacz również: Ludzie wpadli w panikę! Lekarka z Hiszpanii ujawniła prawdę Na odpowiedź lidera Ich Troje nie trzeba było długo czekać. „Rozumiemy, że nasza była wokalistka chciała zwrócić na siebie uwagę mediów, który to zamiar został przez nią osiągnięty. (…) Nieobliczalne, czytaj nieprzewidywalne, zachowanie Agaty Buczkowskiej stały się codziennością, czego najlepszym dowodem jest jej transmisja na żywo na Instagramie.” – napisał lider Ich Troje. Michał Wiśniewski i Agata Buczkowska spotkają się w sądzie, lider Ich Troje odpowiedział dawnej wokalistce na jej zarzuty i zapowiedział sprawę w sądzie./ screen YouTube Źródło: Plejada Polecamy także: Jackowski przedstawił wizję dla Warszawy. To czeka stolicę Wokalista Rammstein na intensywnej terapii – też ma koronawirusa 14-dniowa kwarantanna nie wystarczy. Wszystko na nic? To może Cię również zainteresować: Koronawirus w Polsce: Rekordowa liczba zgonów, coraz więcej zakażonych „Śpimy na potężnej bombie”. Niepokojące dane z Polski Świat w żałobie. Jego muzykę zna każdy, zabił go koronawirus loading...
3
Tegoroczni maturzyści już na ostatniej prostej. W trzecim tygodniu maturalnego maratonu zmierzą się z m.in. fizyką oraz historią na poziomie rozszerzonym. Oba egzaminy są nieobowiązkowe i napiszą je tylko ci abiturienci, którzy wcześniej wyrazili taką chęć. Matura z fizyki rozpoczęła się o godz. 9.00, a z historii odbędzie się o godz. 14.00. Jeszcze dziś opublikujemy na Interii arkusze CKE wraz z proponowanymi odpowiedziami. Zdjęcie Matura 2020. Dziś fizyka i historia na poziomie rozszerzonym /Tomasz Jastrzębowski /Reporter Egzamin maturalny z fizyki rozpoczął się o godz. 9:00 i potrwa 180 minut. Przystąpiło do niego 21,7 tys. tegorocznych absolwentów liceów ogólnokształcących i techników, czyli 8 proc. proc. wszystkich zdających. Z kolei matura z historii na poziomie rozszerzonym wystartuje o godz. 14:00 i również potrwa trzy godziny. Chęć zdawania tego przedmiotu wyraziło łącznie 20,4 tys., czyli 7,5 proc. tegorocznych abiturientów. Reklama Oba egzaminy nie są obowiązkowe. Należą do grupy tzw. przedmiotów do wyboru. Każdy maturzysta musi napisać maturę przynajmniej z jednego przedmiotu dodatkowego. Wynik nie wpływa na uzyskanie świadectwa maturalnego. Liczy się jednak przy rekrutacji na studia. Fizyka i historia należą do grupy przedmiotów rzadziej wybieranych przez maturzystów. Fizyka jest na siódmym miejscu wśród najpopularniejszych egzaminów, a historia - na ósmym. Abiturienci, którzy nie mogą przystąpić do egzaminów w sesji czerwcowej, mogą napisać je w sesji dodatkowej w lipcu. Wyniki matur zostaną ogłoszone do 11 sierpnia. Jeszcze dziś na Interii opublikujemy oba arkusze, z którymi mierzą się dziś maturzyści. Arkusz z fizyki na poziomie rozszerzonym i odpowiedzi opublikujemy tuż po godz. 14:00. Wieczorem, chwilę po godz. 19:00, znajdziecie u nas arkusz CKE i rozwiązania z historii. Zapraszamy tutaj: MATURA 2020 - arkusze . Matura 2020 w "nowej rzeczywistości" 1 / 25 Podczas egzaminu trzeba przestrzegać wytycznych sanitarnych opracowanych przez Centralną Komisję Egzaminacyjną, Ministerstwo Edukacji Narodowej oraz Główny Inspektorat Sanitarny. Na zdjęciu: Mierzenie temperatury uczniom w Zespole Szkół nr 6 im. Mikołaja Reja w Szczecinie. Źródło: PAP Autor: Marcin Bielecki udostępnij Zobacz arkusze z matury 2020: Język angielski (poziom podstawowy) - arkusz CKE i odpowiedzi Język angielski (poziom rozszerzony) - arkusz CKE i odpowiedzi Język polski (poziom podstawowy) - arkusz CKE i odpowiedzi Język polski (poziom rozszerzony) - arkusz CKE i odpowiedzi Matematyka (poziom podstawowy) - arkusz CKE i odpowiedzi Matematyka (poziom rozszerzony) - arkusz CKE i odpowiedzi Biologia (poziom rozszerzony) - arkusz CKE i odpowiedzi WOS (poziom rozszerzony) - arkusz CKE i odpowiedzi Geografia (poziom rozszerzony) - arkusz CKE i odpowiedzi
Drugi tydzień maturalnej sesji 2020 już prawie za nami. W piątek o godz. 9:00 rozpoczął się egzamin z geografii na poziomie rozszerzonym. Jest to jeden z przedmiotów dodatkowych najchętniej wybieranych przez tegorocznych maturzystów. Z kolei o godz. 14:00 maturzyści rozpoczną rozwiązywanie arkusza z historii sztuki. Zdjęcie W piątek (19 czerwca) matura z geografii i historii sztuki /FOT. RADOSLAW DIMITROW/ POLSKA PRESS/GALLO IMAGES /Getty Images Maturę z geografii na poziomie rozszerzonym zdaje dziś około 72,5 tys. osób, co stanowi ponad 26,6 proc. tegorocznych maturzystów. Egzamin rozpoczął się o godz. 9:00. Reklama Jak wynika z danych Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, geografia to drugi najpopularniejszy przedmiot dodatkowy. Na maturze 2020 większą popularnością cieszył się tylko język angielski na poziomie rozszerzonym ( arkusz i odpowiedzi publikowaliśmy tutaj ). Po południu, o godz. 14:00, maturzyści przystąpią do matury z historii sztuki. Przedmiot ten nie cieszy się tak dużym zainteresowaniem, jak geografia. Będzie go zdawać tylko 3,6 tys. tegorocznych absolwentów. Cztery obowiązkowe egzaminy Przypomnijmy - każdy maturzysta musi obowiązkowo przystąpić do trzech pisemnych egzaminów: z języka polskiego, języka obcego i matematyki na poziomie podstawowym, a ponadto do co najmniej jednego pisemnego egzaminu z grupy tzw. przedmiotów do wyboru - może ich wybrać maksymalnie sześć. W grupie przedmiotów do wyboru są: biologia, chemia, filozofia, fizyka, geografia, historia, historia sztuki, historia muzyki, informatyka, język łaciński i kultura antyczna, WOS, języki mniejszości narodowych i etnicznych, język regionalny, a także matematyka, język polski i języki obce nowożytne. Egzaminy z przedmiotu do wyboru są zdawane na poziomie rozszerzonym. Matura: Odpowiedzi z geografii i historii sztuki na Interii Maturzyści! Arkusz z geografii na poziomie rozszerzonym i proponowane odpowiedzi opublikujemy jeszcze dziś o godz. 14:00. Znajdziecie je w naszym raporcie specjalnym " Matura 2020 ". O godz. 19:00 opublikujemy też arkusz i rozwiązania z historii sztuki. Bądźcie z nami! W poprzednich dniach codziennie zamieszczaliśmy na stronach Interii arkusze i odpowiedzi z innych przedmiotów. Znajdziecie je wszystkie tutaj . Matura 2020 w "nowej rzeczywistości" 1 / 25 Podczas egzaminu trzeba przestrzegać wytycznych sanitarnych opracowanych przez Centralną Komisję Egzaminacyjną, Ministerstwo Edukacji Narodowej oraz Główny Inspektorat Sanitarny. Na zdjęciu: Mierzenie temperatury uczniom w Zespole Szkół nr 6 im. Mikołaja Reja w Szczecinie. Źródło: PAP Autor: Marcin Bielecki udostępnij
4
W sobotę 15 lutego podczas konwencji w Warszawie zostanie oficjalnie zainaugurowana kampania prezydencka Andrzeja Dudy. Członkowie i sympatycy PiS wysłuchają przemówienia starającego się o reelekcję prezydenta, który przedstawi założenia swojego programu. Nieoficjalnie siedziba sztabu nie będzie się mieściła w siedzibie PiS, a na czele sztabu mają być Joachim Brudziński i Beata Szydło. Scenariusz konwencji jest jeszcze dopracowywany. Ma się ona odbyć w warszawskiej hali Expo. W jej trakcie planowane są cztery wystąpienia, w tym prezesa partii Jarosława Kaczyńskiego oraz prezydenta Andrzeja Dudy. "Dialog, pokora i spokój, myślę, że to są najważniejsze kwestie" kampanii wyborczej Andrzeja Dudy - powiedział w sobotę w Radiu Zet jego rzecznik Błażej Spychalski. Zaapelował także do wszystkich kandydatów na prezydenta o prowadzenie merytorycznej kampanii, a nie "sztuczne bicie piany". - Widać po stronie szczególnie opozycyjnej, o co jest ta gra, jakie będą próbowali narzucać tematy, choćby słynny polexit. Większej głupoty nie ma, niż to hasło - powiedział Spychalski. Podsumowanie kadencji i plany na kolejną - Prezydent Duda podsumuje swoją obecną kadencję, dokonania oraz przedstawi założenia swojego programu - powiedział polityk PiS uczestniczący w organizacji konwencji. Tuż przed rozpoczęciem konwencji ma się zebrać Rada Polityczna PiS, która formalnie poprze kandydaturę Dudy na prezydenta. ZOBACZ: Wybory prezydenckie. Prezydent zdecydował ws. startu Kilka dni po konwencji - prawdopodobnie od wtorku - rozpocznie się objazd prezydenta Dudy po kraju i dalsze spotkania z wyborcami już w ramach kampanii wyborczej. - Andrzej Duda jako pierwszy prezydent w czasie swojej kadencji odwiedził wszystkie powiaty. W niektórych z nich nigdy wcześniej nie pojawił się żaden urzędujący prezydent. Tę podróż po kraju i spotkania z wyborcami prezydent Duda będzie kontynuował też w kampanii - powiedział jeden z polityków partii rządzącej. PiS nadal oficjalnie nie zaprezentowało składu sztabu wyborczego, stanie się to - jak zapowiadają politycy partii rządzącej - w ciągu najbliższych dni. Według nieoficjalnych informacji, na czele sztabu staną europosłowie PiS - Joachim Brudziński, który będzie odpowiadał za sprawy "operacyjne" oraz Beata Szydło, która ma odpowiadać za kwestie programowe. Siedziba sztabu poza Nowogrodzką - Oficjalnie skład sztabu podamy po zarejestrowaniu komitetu wyborczego, możliwe że w przyszłym tygodniu, jeszcze przed konwencją wyborczą - mówił jeden z polityków z kierownictwa PiS. Jak dodał, siedziba sztabu nie będzie się jednak mieściła w siedzibie PiS przy ul Nowogrodzkiej. - W centrum Warszawy, ale nie na Nowogrodzkiej - dodał polityk pytany o lokalizację siedziby. ZOBACZ: Funkcjonariusze SOP zatrzymali chłopaka, zabrali transparent. Andrzej Duda kazał oddać hasło W sztabie - według nieoficjalnych informacji - poza Szydło i Brudzińskim, znajdą się: wiceszef Kancelarii Prezydenta Paweł Mucha, rzecznik prezydenta Błażej Spychalski, szef KPRM Michał Dworczyk, a także szef Komitetu Wykonawczego PiS Krzysztof Sobolewski, wicerzecznik partii Radosław Fogiel oraz wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker. W środę podczas spotkania z mieszkańcami Lubartowa (woj. lubelskie) prezydent Andrzej Duda ogłosił, że będzie kandydował w wyborach prezydenckich. Wcześniej także w środę marszałek Sejmu Elżbieta Witek ogłosiła, że wybory prezydenckie odbędą się 10 maja. Druga tura wyborów - jeśli będzie konieczna - odbędzie się dwa tygodnie później, czyli 24 maja. Również w środę w Dzienniku Ustaw opublikowano postanowienia marszałek Sejmu w sprawie zarządzenia wyborów prezydenckich, co oznacza, że formalnie ruszyła kampania wyborcza. emi/hlk/ PAP
Urzędujący prezydent Andrzej Duda, który ubiega się o reelekcję, w sobotę zainauguruje swoją kampanię wyborczą. Rozpocznie ją konwencja Prawa i Sprawiedliwości, która odbędzie się w hali Expo w Warszawie. W trakcie konwencji planowane są wystąpienia: Andrzeja Dudy, premiera Mateusza Morawieckiego i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Przed konwencją Rada Polityczna PiS ma udzielić poparcia kandydaturze urzędującego prezydenta. Andrzej Duda swój start w wyborach zapowiedział na początku lutego podczas spotkania z mieszkańcami Lubartowa (woj. lubelskie). Podkreślił wówczas, że zależy mu na tym, aby obecny rząd, którego pracę oceniał pozytywnie, mógł nadal realizować swoją misję. Podczas spotkania z mieszkańcami dziękował za wsparcie i prosił o głosy w nadchodzących wyborach. W czwartek PKW poinformowała o rejestracji czterech komitetów wyborczych, w tym Andrzeja Dudy. Od tego czasu kandydat może prowadzić agitację, a także pozyskiwać i wydatkować środki. Sobotnia konwencja, która rozpocznie się o godz. 12 ma zainaugurować kampanię wyborczą prezydenta. Wiceszef kancelarii prezydenta Paweł Mucha w rozmowie z TVP1 poinformował, że w trakcie konwencji zostanie podsumowany dorobek mijającej kadencji prezydenta oraz zostaną nakreślone kierunki ewentualnej przyszłej działalności. Jak dodał, w trakcie konwencji zostanie także zaprezentowany sztab Andrzeja Dudy. - Być może niekoniecznie wszystkie osoby będą jutro przedstawione. Natomiast można się spodziewać w ciągu kilku dni takiej pełnej informacji dotyczącej osób zaangażowanych, które na bieżąco tę pracę sztabową prowadzą - powiedział Mucha. #wieszwiecej Polub nas Marszałek Sejmu ogłosiła datę wyborów prezydenckich Marszałek Sejmu Elżbieta Witek ogłosiła, że wybory prezydenckie zostaną przeprowadzone 10 maja 2020 r. Kampania wyborcza formalnie ruszy dopiero... zobacz więcej Kto wejdzie do sztabu? W sztabie – według nieoficjalnych informacji – znajdą się: była premier, europosłanka Beata Szydło i były szef MSWiA, europoseł Joachim Brudziński. Ponadto w skład sztabu mają wejść także: wiceszef Kancelarii Prezydenta Paweł Mucha, rzecznik prezydenta Błażej Spychalski, szef KPRM Michał Dworczyk, a także szef Komitetu Wykonawczego PiS Krzysztof Sobolewski, wicerzecznik partii Radosław Fogiel oraz wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker. Sztab Andrzeja Dudy w najbliższych dniach będzie kontynuował zbiórkę podpisów pod rejestracją jego kandydatury. Do rejestracji kandydata potrzebnych jest 100 tysięcy podpisów, a czas na rejestrację mija 26 marca. W wyborach prezydenckich, które odbędą się 10 maja kontrkandydatami Andrzeja Dudy będą: wicemarszałek Sejmu, posłanka KO Małgorzata Kidawa-Błońska, europoseł Robert Biedroń (Wiosna), lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz, poseł Konfederacji Krzysztof Bosak oraz kandydat niezależny, dziennikarz Szymon Hołownia. Jeśli żaden z kandydatów nie uzyska ponad połowy ważnie oddanych głosów, 24 maja odbędzie się druga tura wyborów.
3
.pl wiadomości z Polski i ze świata
– Niestety, przykro mi to powiedzieć, ale prezydent Putin świadomie, z całą pewnością, rozpowszechnia kłamstwa historyczne i oczywiście ma w tym cel, ponieważ próbuje w ten sposób wymazać odpowiedzialność Rosji stalinowskiej za rozpoczęcie II wojny światowej wspólnie z hitlerowskimi Niemcami. Wyobrażam sobie, że się dziś tego wstydzi – mówił polski prezydent w rozmowie z dziennikarzem kanału Kan News. Andrzej Duda podkreślił, że obchody Światowego Dnia Pamięci Ofiar Holocaustu powinny odbywać się na terenie niemieckiego obozu Auschwitz-Birkeanu. – Dlatego też w tym roku, w związku z 75. rocznicą wyzwolenia obozu, te uroczystości międzynarodowe, zresztą też z udziałem pana prezydenta Izraela, prezydenta Riwlina, będą się odbywały na terenie obozu Auschwitz-Birkenau – mówił. Prezydent nawiązał też do słów szefa izraelskiego MSZ Israel Katz, który cytował wypowiedź byłego premiera Izraela Szamira, zgodnie z którymi "Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matek". – Są przedstawiciele społeczności żydowskiej, którzy urodzili się na terenie Polski przed II wojną światową, którzy przeżyli holocaust i którzy uważają, że Polacy i Polska powinni zostać przeproszeni za te słowa, które wypowiedział pan minister Katz. Ja rozmawiałem z takimi osobami, czy to tutaj w Warszawie, kiedy odwiedzają Polskę, czy chociażby w Nowym Jorku, i takie głosy padają. Ja nie mam żadnych wątpliwości, że były to słowa w największym stopniu krzywdzące dla nas, Polaków, i dla naszego kraju – mówił prezydent Duda.
4
Nauczycielki z programów TVP stały się obiektem drwin za liczne błędy w lekcjach. Teraz twierdzą, że są zaszczute, a telewizja nie przygotowała ich do występów przed kamerą. „Szkoła z TVP” to odpowiedź rządowej telewizji na problemy uczniów, którym odwołano zajęcia. Jednak poziom merytoryczny programów i lekcji okazał się druzgoczący. Nauczycielki myliły np. obwód ze średnicą, a wykładowcy m.in. Uniwersytetu Jagiellońskiego domagali się zdjęcia emisji ich programów. Argumentowali to szkodliwością dla uczniów. Teraz dziennikarze Onetu dotarli do słynnych nauczycielek, aby wypytać je o kulisy powstania programów. W odpowiedzi usłyszeli, że kobiety czują się zaszczute, a TVP w ogóle im nie pomogła w przygotowaniu audycji. – Musiałyśmy same wszystko wymyślić. Nikt nam nie powiedział, jak to ma wyglądać, jak mamy się zachowywać przed kamerą, jak mówić, jak się ustawiać. Nie było żadnych prób oswojenia się z kamerą – żali się jedna z nauczycielek. – Ja nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z telewizją, może pan sobie wyobrazić, jaki to był dla mnie stres. Jeszcze zaczęła się wieszać tablica interaktywna, nie było markerów do pisania (na szczęście przywiozłyśmy własną kredę), a magnesów do przypinania było dziesięć – powiedziała dziennikarzom roztrzęsiona kobieta. Jakby tego było mało, to po nagraniu trzech lekcji TVP nie pozwalała im już oglądać odcinki przed publikacją. – Ludzie myślą, że zgłosiłyśmy się na ochotnika, po sławę i pieniądze. Nic bardziej mylnego. Kuratorium oświaty zgłosiło się do naszej dyrekcji i zostałyśmy po prostu wytypowane (…). W naszym zawodzie, jak dyrektor prosi o wykonanie jakiegoś polecenia służbowego, to się nie odmawia. Wcale się do tego nie paliłyśmy, ale cóż było robić (…). Nie chciałyśmy stracić pracy, zwłaszcza w tak trudnych czasach – wyjaśniły kobiety. Prowizorka i hejt Nagranie i montaż lekcji TVP trwa ok. dziesięciu godzin. Kobiety żalą się, że w tym czasie nie miały nawet czasu na zjedzenie obiadu. Od TVP dostały tylko kawę i wodę. Co więcej – kobiety ujawniły, że TVP nie podpisała z nimi nawet umowy. Natomiast zamiast wsparcia psychologa TVP zaproponowała nauczycielkom… udział w programie telewizji śniadaniowej. – Ten hejt wpłynął na całe moje życie. Jesteśmy tak zaszczute, że boję się wyjść z domu, bo ktoś mnie rozpozna i będzie wytykał palcami albo wyśmiewał. To mnie przerasta. Budzę się o 3-4 w nocy i zastanawiam się, jak zniknąć. Nie wiem, co będzie, jak wrócę do pracy. Żałuję, że się na to wszystko zgodziłam – stwierdziła jedna z rozmówczyń Onetu. Onet następnie zwrócił się o komentarz do TVP. Rządowa telewizja odpisała krótko, że „Aktywność przeciwników „Szkoły z TVP” przypomina chorą radość niektórych mediów i środowisk, jaką demonstrowali podczas ubiegłorocznego strajku nauczycieli”. Zadeklarowała też pomoc i wsparcie nauczycielkom. Źródło: Onet
Państwowa telewizja rozpoczęła cykl lekcji z TVP. Pierwsze z nich porażają głupotą. „Szkoła z TVP” to uruchomiony w ramach rządowego działania antykryzysowego cykl, w którym najmłodsi otrzymują zajęcia w telewizji. Jednak poziom programów TVP jest nie tylko słaby, ale i szkodliwy. Przykładem może być lekcja z poniedziałku. Prezenterka TVP uczyła dzieci czym jest średnica. – Gniazdo jest zbudowane z gałązek, suchych traw, jest kolistego kształtu i osiąga nawet 2 metry średnicy. Teraz pokaże wam na mojej taśmie, o co chodzi z tą średnicą gniazda. Spójrzcie tutaj – mam zaznaczoną długość 2 metrów, czyli nasze gniazdo będzie miało taką średnicę – mówi prezenterka. Mylenie średnicy z obwodem to jednak nie koniec wpadek. Na programach TVP suchej nitki nie pozostawiają nauczyciele, którzy wstydzą się za głupoty w nich przedstawiane. Skargę do ministra edukacji napisał m.in. dr Karol Dudek- Różycki. Wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego ocenił, że lekcje chemii TVP to skandal. – Większym pożytkiem dla ucznia jest tego nie oglądać – twierdzi zbulwersowany głupotą rządowej telewizji doktor. Teraz nawet dzieci mogą przekonać się, na co rokrocznie idą 2 mld złotych ich rodziców. Źródło: TVP / GW
3
Pierwsza tura wyborów prezydenckich już za nami. Miliony Polek i Polaków dziś wybrało się do urn, aby zagłosować na swojego kandydata. Wśród nich była również cała masa celebrytów, którzy relacjonowali swoje głosowanie w mediach społecznościowych. Po godzinie 21:00 poznaliśmy pierwsze sondażowe wyniki wyborów prezydenckich. Spośród 11 kandydatów wybrano dwóch, którzy za dwa tygodnie zmierzą się w drugiej turze. Okazali się nimi urzędujący obecnie prezydent Andrzej Duda i Rafał Trzaskowski. REKLAMA ZOBACZ TEŻ: Politycy głosują w wyborach prezydenckich. Kroczą do urn całymi rodzinami Wybory prezydenckie 2020. WYNIKI Frekwencja w tym roku była rekordowo wysoka, bo wynosiła aż 62,9%. Pierwsze sondażowe wyniki wyborów prezydenckich przedstawiają się następująco: Robert Biedroń- 2,9% Krzysztof Bosak- 7,4% Andrzej Duda- 41,8% Szymon Hołownia- 13,3% Marek Jakubiak- 0,5% Władysław Kosiniak-Kamysz- 2,6% Mirosław Piotrowski- 0,2% Paweł Tanajno- 0,3% Rafał Trzaskowski- 30,4% Waldemar Witkowski- 0,3% Stanisław Żółtek- 0,3% Z sondażowych wyników wychodzi na to, że w drugiej turze zmierzy się Andrzej Duda i Rafał Trzaskowski. Oficjalne wyniki wyborów prezydenckich zostaną opublikowane przez Państwową Komisję Wyborczą. Patrząc na poprzednie lata, zazwyczaj te publikowane były na 2 lub 3 dni po wyborach. W tym roku sytuacja jest o tyle wyjątkowa, że wielu obywateli głosuje korespondencyjnie, co może wpłynąć na czas pracy komisji wyborczej. Po tym, jak PKW przedstawi wyniki, zatwierdzić je musi Sąd Najwyższy. Podczas pierwszej tury wyborów żaden z kandydatów nie otrzymał 50-procentowego poparcia, toteż organizowana jest druga tura wyborów, która odbędzie się już 12 lipca. ZOBACZ TEŻ: Donald Tusk wybrał się z żoną i córką na wybory. Prezentowali się bardzo elegancko i okazywali sobie dużo ciepła
Państwowa Komisja Wyborcza podała cząstkowe wyniki wyborów prezydenckich z 87,16 proc. obwodów głosowania. Andrzej Duda uzyskał 45,24 proc. głosów (7 246 743), a Rafał Trzaskowski 28,92 proc. (4 632 734). Na trzecim miejscu jest Szymon Hołownia z wynikiem 13,69 proc. głosów (2 192 185). Zdjęcie Andrzej Duda /Kacper Pempel/REUTERS /Agencja FORUM Według cząstkowych danych z 23734 na 27230 obwodów głosowania, czwarty Krzysztof Bosak uzyskał 6,79 proc. głosów (1 086 905), Władysław Kosiniak-Kamysz 2,46 proc. (393 526), a Robert Biedroń 2,12 proc. (340 147). Reklama Pozostali kandydaci zdobyli poniżej 0,3 proc. głosów: Stanisław Żółtek - 0,23 proc. (37 080), Marek Jakubiak - 0,17 proc. (27 502), Paweł Tanajno - 0,14 proc. (22 682), Waldemar Witkowski - 0,13 proc. (21 287) i Mirosław Piotrowski - 0, 11 proc. (17 259). Według sondażu w drugiej turze wyborów 12 lipca zmierzą się obecny prezydent Andrzej Duda i prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski.
4
Ponieważ Grodzki przebywał niedawno na urlopie we Włoszech, po powrocie do Polski poddał się testom na obecność koronawirusa. Wynik (negatywny) marszałek Senatu opublikował w poniedziałek wieczorem na Twitterze. "W poczuciu odpowiedzialności poddałem się badaniu na obecność koronawirusa i upubliczniam jego wynik. Wzywam Adama Bielana, by nie siał paniki i nie odwracał uwagi od problemów własnego obozu politycznego w kampanii prezydenckiej" – napisał Grodzki. Na odpowiedź europosła PiS nie trzeba było długo czekać. "Cieszę się, że Pańskie skrajnie nieodpowiedzialne zachowanie nie zakończyło się infekcją. Mam nadzieję, że dotyczy to również oficerów SOP, którzy towarzyszyli Panu w prywatnym wyjeździe do Włoch. PS Uwagi o sianiu paniki proszę przekazać pani Małgorzacie Kidawie-Błońskiej" – stwierdził Bielan. We wtorek minister zdrowia Łukasz Szumowski poinformował, że potwierdzono 18. przypadek koronawirusa w Polsce. Z kolei premier Mateusz Morawiecki przekazał, że podjęto decyzję o odwołaniu wszystkich imprez masowych. Czytaj także: Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu odwołuje wszystkie zajęcia
Koronawirus w Polsce. Tomasz Grodzki odpiera zarzuty po podróży do Włoch. "Nie było żadnego nieroztropnego ryzyka" Tomasz Grodzki w ostatnim czasie spędził urlop we Włoszech, gdzie ponad 470 osób zmarło z powodu koronawirusa. Politycy uznali, że marszałek Senatu ryzykował zdrowiem swoim i innych ludzi. Polityk zapewnia, że postąpił właściwie. Głosuj Głosuj Podziel się Opinie Koronawirus w Polsce. Marszałek Senatu Tomasz Grodzki twierdzi, że jego wyjazd do Włoch był bezpieczny (Agencja Gazeta, Fot: Kuba Atys) - Byłem w regionie - i sprawdziłem to - którego w dniu mojego przyjazdu nie było na liście zagrożonej - podkreślił w rozmowie z dziennikarzami Tomasz Grodzki. Marszałek Senatu dodał, że w czasie jego pobytu we Włoszech w promieniu 30 kilometrów od miejsca, gdzie przebywał, "nie było ani jednego przypadku koronawirusa do momentu, gdy przerwał urlop, by przeprowadzić Senat". I dodał, że w jego wyjeździe "nie było nieroztropnego ryzyka". Zobacz też: Spór w studiu o Zbigniewa Ziobrę. "Uwiera" Grodzki po kilku dniach od przyjazdu do Polski wykonał test na koronawirusa. Wynik został upubliczniony - był negatywny. Poprosił też Adama Bielana o to, by polityk "nie siał paniki i nie odwracał uwagi od problemów własnego obozu politycznego w kampanii prezydenckiej". Wcześniej Bielan zorganizował briefing, na którym domagał się od Grodzkiego ujawnienia okoliczności sytuacji. - Pan marszałek nie odpowiada na pytania dziennikarzy, czy rzeczywiście był we Włoszech i zaryzykował zdrowiem nie tylko swoim, ale oficerów Służby Ochrony Państwa, którzy cały czas muszą mu towarzyszyć i jednocześnie zaryzykował zdrowiem senatorów, bo przyjechał prosto z lotniska na posiedzenie Senatu, oraz wszystkich reporterów, którzy obsługują posiedzenia Senatu - stwierdził. We wtorek wieczorem Ministerstwo Zdrowia poinformowało o potwierdzeniu 21. przypadku koronawirusa w Polsce. Źródło: RMF FM
4
W badaniu respondenci odpowiadali na pytanie, do którego polityka mają największe zaufanie. Było to pytanie otwarte, w którym badani mogli wymienić 5-6 nazwisk. Reklama Choć Putin pozostaje politykiem wymienianym najczęściej, to ogółem wskazało go w sondażu 25 proc. badanych. Ministra obrony Siergieja Szojgu wymieniło 14 proc. uczestników sondażu, premiera Michaiła Miszustina - 11 proc. Dziesięć procent wyraziło zaufanie do Władimira Żyrinowskiego, lidera populistyczno-nacjonalistycznej Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji (LDPR). Aż 33 proc. osób biorących udział w sondażu nie miało zdania. 16 proc. odpowiedziało, że nie ufa nikomu. W listopadzie 2017 roku, gdy Centrum Lewady po raz pierwszy przeprowadziło sondaż z tak postawionym pytaniem, w odpowiedzi Putina wymieniło 59 proc. badanych. Reklama Zupełnie inne wskaźniki poparcia dla prezydenta Rosji podało w piątek państwowe Ogólnorosyjskie Centrum Badania Opinii Publicznej (WCIOM). Z sondażu WCIOM wynika, że 68,9 proc. Rosjan akceptuje działalność szefa państwa. Inaczej niż w sondażu Centrum Lewady, socjolodzy zadawali pytanie zamknięte, które brzmiało: "Czy ogółem akceptuje Pan/Pani działalność Władimira Putina, czy też nie?". Przy pytaniach zamkniętych wskaźniki poparcia dla prezydenta Rosji są zwykle wyższe niż w sondażach, gdzie respondenci mogą sami wymieniać nazwiska polityków, którym ufają. Jak ocenia Centrum Lewady, największym zaufaniem prezydent Rosji cieszy się wśród emerytów, kobiet w wieku powyżej 55 lat, kierowników i dyrektorów. Badanie przeprowadzono w dniach 22-24 maja na reprezentatywnej próbie 1623 osób. Margines błędu nie przekracza 2,4 proc.
Jak wynika z przeprowadzonego przez Centrum Lawendy badania podanego w ostatnią sobotę 30 maja 2020, zaufanie do Władimira Putina spadło w Rosji do rekordowo niskiego poziomu 25 proc. pod koniec maja. Jeszcze w kwietniu to zaufanie kształtowało się na poziomie 28 proc. Badanie polegało na zadaniu otwartego pytania, w ramach którego ankietowani mogli wybrać 5-6 nazwisk polityków, do których mają zaufanie. Prezydent Rosji jest wymieniany najczęściej, ale ufa mu tylko 25 proc. ankietowanych. Na kolejnym miejscu jest minister obrony Siergiej Szojgu ze wskazaniem 14 proc. uczestników sondażu, następnie premier Michaił Miszustin - 11 procent. Dziesięć procent wyraziło zaufanie do Władimira Żyrinowskiego, lidera populistyczno-nacjonalistycznej Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji (LDPR). Co interesujące, aż 33 procent osób biorących udział w sondażu nie miało zdania, a16 procent odpowiedziało, że nie ufa nikomu. Centrum Lawendy po raz pierwszy przeprowadziło badanie z takim otwartym pytaniem w listopadzie 2017 roku. Wtedy na Putina wskazało 59 proc. badanych. Obecne badanie zostało przeprowadzone w dniach 22-24 maja 2020 na próbie 1623 osób. mp/pap
4
.pl wiadomości z Polski i ze świata
Drogi Użytkowniku! W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych możemy przetwarzać Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane dodatkowo jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO). Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki). Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do odwołania zgody oraz prawo sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl. Wycofanie zgody nie wpływa na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego przed jej wycofaniem. W dowolnym czasie możesz określić warunki przechowywania i dostępu do plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej. Jeśli zgadzasz się na wykorzystanie technologii plików cookies wystarczy kliknąć poniższy przycisk „Przejdź do serwisu”. Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.
4
Senat w poniedziałek rozpoczął konsultacje w związku z ustawą o zasadach przeprowadzania wyborów na prezydenta. W parlamencie pojawili się m.in. eksperci ds. prawa wyborczego, danych osobowych i epidemiolodzy. Reklama Swoją obecność zapowiedział również prezes Poczty Polskiej Tomasz Zdzikot. W liście do marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego informuje, że Poczta Polska nie jest kreatorem rozwiązań wprowadzonych do porządku prawnego wolą ustawodawcy, lecz będzie ich wykonawcą, zgodnie z rolą i zakresem odpowiedzialności, jakie zostaną ustalone w przepisach przedmiotowej ustawy". "Należy podkreślić, że zakończenie prac parlamentarnych i wejście w życie przepisów określających zasady przeprowadzenia wyborów na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, ma fundamentalne znaczenie dla wszystkich odpowiedzialnych za proces wyborczy podmiotów, także Poczty Polskiej S.A." - przekonuje Zdzikot.
Zapewniam, że Poczta Polska jako wyznaczony operator pocztowy, największa i kluczowa spółka infrastrukturalna w kraju, będzie z najwyższą starannością realizowała przewidziane dla niej obowiązki, tak jak to czyni każdego dnia od ponad 460 lat – oświadczył prezes Poczty Polskiej Tomasz Zdzikot. CZYTAJ WIĘCEJ W RAPORCIE W Senacie trwają konsultacje nad ustawą o szczególnych zasadach przeprowadzania wyborów powszechnych na prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej zarządzonych w 2020 r., w których udział oprócz Prezydium Senatu, przedstawicielami pocztowych związków zawodowych, epidemiologami oraz ekspertami z dziedziny przetwarzania danych osobowych i były szef PKW Wojciech Hermeliński. Podczas spotkania marszałek Senatu Tomasz Grodzki odczytał pismo od szefa Poczty Polskiej. Zdzikot podkreślił w nim, że z uwagi na trwający stan epidemii wiele przedsiębiorstw musiało zawiesić swoją działalność. „Pomimo wyzwań i utrudnień z jakimi Polska, a także cały świat do tej pory jeszcze się nie mierzyły, Poczta Polska nieustannie pracuje i wypełnia swoją rolę” – zaznaczył. „Zapewne wiele Polek i Polaków wyraźnie dostrzega dziś, jak ważne jest nieprzerwane doręczanie rent i emerytur, korespondencji, wymiana informacji, dostarczanie przesyłek, czy zakupów dokonanych przez internet. Poczta Polska, zapewniając ciągłość usług świadczonych dla obywateli i instytucji, jest jednym z ważnych dowodów działania i stabilności Państwa Polskiego, niezależnie od — nawet tak trudnych — okoliczności” – napisał Zdzikot. Podkreślił też, że głównym zadaniem zarządu Poczty Polskiej jest zapewnienie sprawności i utrzymanie ciągłości działania instytucji, strategicznej z punktu widzenia państwa i jego mieszkańców, z zachowaniem wszelkich zasad bezpieczeństwa podległych pracowników oraz obywateli, dla których świadczone są usługi i doręczane przesyłki. „Chciałbym z całą stanowczością podkreślić, iż bezpieczeństwo ludzi jest dla całego zarządu Poczty Polskiej sprawą priorytetową” – oświadczył. Odnosząc się do rozpatrywanej przez Senat ustawy ws. głosowania korespondencyjnego Zdzikot podkreślił, iż „Poczta Polska nie jest kreatorem rozwiązań wprowadzonych do porządku prawnego wolą ustawodawcy”. Lecz, jak podkreślił, „będzie ich wykonawcą, zgodnie z rolą i zakresem odpowiedzialności, jakie zostaną ustalone w przepisach przedmiotowej ustawy”. Dodał, że sposób wykonania zadań przez spółkę zostanie natomiast sprecyzowany w rozporządzeniach wykonawczych wydanych na podstawie ustawy przez właściwych ministrów. „Zatem to także nie Poczta Polska będzie ich autorem” – zwrócił uwagę Zdzikot. #wieszwiecej Polub nas „Zapewniam pana Marszałka, iż Poczta Polska, jako wyznaczony operator pocztowy, największa i kluczowa spółka infrastrukturalna w kraju, będzie z najwyższą staranności, realizowała przewidziane dla niej obowiązki” – zadeklarował Zdzikot. Jak zauważył poczta doręcza obecnie ok. 1,5 mld przesyłek rocznie. „Jednocześnie, mając na względzie treść postanowienia Marszałka Sejmu z dnia 5 lutego 2020 roku w sprawie zarządzenia wyborów Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej na dzień 10 maja 2020 roku, należy podkreślić, że zakończenie prac parlamentarnych i wejście w życie przepisów określających zasady przeprowadzenia wyborów powszechnych na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej ma fundamentalne znaczenie dla wszystkich odpowiedzialnych za proces wyborczy podmiotów, także dla Poczty Polskiej” – dodał Zdzikot. 6 kwietnia Sejm uchwalił ustawę, autorstwa PiS, zgodnie z którą wybory prezydenckie w 2020 r. mają zostać przeprowadzone wyłącznie w drodze głosowania korespondencyjnego. Senat ma się nią zająć na posiedzeniu w dniach 5 i 6 maja; we wtorek 28 kwietnia ustawą zajmą się trzy połączone komisje senackie: ustawodawcza, praw człowieka, praworządności i petycji oraz komisja samorządu terytorialnego i administracji państwowej.
4
To są czysto polityczne, awanturnicze doniesienia, które nie mają żadnego uzasadnienia poza kalendarzem wyborczym – powiedział w czwartek minister zdrowia Łukasz Szumowski w programie „Gość Wiadomości”, odnosząc się zarzutów opozycji wobec niego w sprawach majątku żony i brata. Szef resortu zwrócił też uwagę, że ryzyko zakażenia się koronawirusem na ulicy jest niewielkie. CZYTAJ WIĘCEJ W RAPORCIE Politycy Koalicji Obywatelskiej próbowali udowodnić, że prof. Szumowski pomagał spółce brata w zdobywaniu grantów. Ataki opozycji były też związane z udziałami żony w spółce. Rodzina miała się wzbogacić, dzięki rzekomym czynnościom nadzorczym ministra. Minister tym zarzutom zaprzecza. Przypomina też, że były już weryfikowane. – To są czysto polityczne, awanturnicze doniesienia, które nie mają żadnego uzasadnienia poza kalendarzem wyborczym, bo te fakty, te dane były znane już od dwóch lat, trzech lat i wtedy nie budziły niczyich emocji – zauważył minister Szumowski. – W związku z tym wydaje mi się, że to jest naprawdę czysta polityczna gra. Nie ma żadnego faktu, który by sugerował wręcz czy nawet miał cień podejrzenia działania niezgodnego z prawem. Powtórzył, że „to jest czysto polityczna nagonka związana z kalendarzem wyborczym”. Zaznaczył, że wraz z żoną mają rozdzielność majątkową od 2008 roku. Przyznał, że nie kontroluje ani nie nadzoruje żony. Podkreślił, że „jako urzędnik państwowy nie może być właścicielem akcji i udziałów w spółkach”, dlatego przekazał je żonie. – Nie bardzo rozumiem, dlaczego miałbym je wyrzucić gdzieś na ulicę – powiedział szef resortu zdrowia. Szumowski zapytany o stopniowe znoszenie „mało komfortowych warunków”, wywołanych epidemią koronawirusa w Polsce, powiedział, że będzie spadać niebezpieczeństwo zakażenia się wirusem na ulicy. Tłumaczył, że istnieją różne rodzaje warunki, w których można zachorować na COVID-19, m.in. tzw. transmisja pozioma, ogniska takie jak kopalnie, ogniska takie jak fabryka. Transmisja pozioma oznacza wzajemne zarażanie się w przestrzeni publicznej, m.in. na ulicy. Zauważył, że wysoka liczba nowych zakażeń w transmisji poziomej mogłaby oznaczać, że „mamy dużo chorych na ulicach”. – Jeżeli nie mamy tych transmisji poziomych dużo, to oznacza, że na ulicy spotkanie drugiego chorego jest bardzo mało prawdopodobne, więc można już zacząć luzować – szczególnie w przestrzeni otwartej, na wolnym powietrzu – ocenił minister zdrowia. Podkreślił jednak, że nadal w pewnych warunkach należy zachowywać środki ostrożności, takie jak noszenie maseczek ochronnych. – Oczywiście musimy nadal używać (maseczki) tam, gdzie ten dystans jest mniejszy, czyli w komunikacji i wewnątrz pomieszczeń, tam warto te maseczki jeszcze stosować. #wieszwiecej Polub nas
Podejrzewam, że w Polsce zakażonych koronawirusem SARS-CoV-2 jest ok. 20-30 tys. osób – oszacował minister zdrowia Łukasz Szumowski. Badania laboratoryjne potwierdziły zakażenie u ponad 14 tys. osób. CZYTAJ WIĘCEJ W RAPORCIE Minister w TVN24 był pytany, jaka może być rzeczywista skala zachorowań na COVID-19 w Polsce. – U nas podejrzewam, że nie jest to 40 tys., ale być może 20-30 tys. Tak jak zresztą na całym świecie: jest więcej osób z wirusem, niż się pokazuje w dodatnich testach. To jest oczywiste – powiedział minister. Minister poinformował, że szacuje się, że obecnie w Polsce osoba zakażona zaraża tylko jedną osobę. – To oznacza, że szybko wyłapujemy osoby chore, na tym polega kontrola epidemii. Te 16 tys. testów (w ciągu dnia – red.), które było przed majówką, wyłapało raptem kilkaset (zakażonych) osób. Czyli naprawdę ta pula wirusa nie jest aż tak dramatycznie duża w Polsce – powiedział Szumowski. Według ostatnich danych Ministerstwa Zdrowia dotychczas zakażenie koronawirusem potwierdzono laboratoryjnie u ponad 14 tys. osób. Z tego 4280 osób wyzdrowiało, a 700 zmarło. #wieszwiecej Polub nas
2
44 nowe przypadki zakażenia koronawirusem stwierdzono na japońskim statku wycieczkowym Diamond Princess – podało w środę ministerstwo zdrowia Japonii. Jednostka cumuje w pobliżu portu w Jokohamie. Tym samym liczba zakażonych wzrosła do 218. Japońskie ministerstwo zdrowia poinformowało, że wśród osób przebywających w szpitalu, u których do tej pory stwierdzono koronawirusa, cztery są w stanie ciężkim. W całej Japonii potwierdzono dotychczas 247 przypadków zakażenia koronawirusem. Na pokładzie wycieczkowca jest ponad 2600 pasażerów i 1045 członków załogi. Jest tam też trzech Polaków – jedna osoba z załogi i dwóch turystów. W piątek polski MSZ informował, że u Polaków nie stwierdzono koronawirusa. Wycieczkowiec wypłynął z Jokohamy 20 stycznia z 2666 pasażerami z ponad 50 krajów świata na pokładzie. Pierwszą osobą na statku, u której wykryto koronawirusa, był 80-letni obywatel Chin. Został on 25 stycznia wysadzony na ląd w Hongkongu i przekazany służbom medycznym. W Hongkongu armator postanowił skierować statek do portu w Jokohamie i zorganizował badania lekarskie pasażerów oraz załogi. Statek powrócił z rejsu 3 lutego i został objęty dwutygodniową kwarantanną. Źródło: PAP
Wycieczkowiec Diamond Princess należący do korporacji Carnival Japan, japońskiej filii amerykańsko-brytyjskiego operatora wycieczkowców, wypłynął z Jokohamy 20 stycznia z 2666 pasażerami z ponad 50 krajów świata na pokładzie i wrócił 3 lutego. Pierwszą osobą na statku, u której wykryto koronawirusa, jest 80-letni obywatel Chin. Został on 25 stycznia wysadzony na ląd w Hongkongu i przekazany służbom medycznym. W Hongkongu armator postanowił skierować statek do portu w Jokohamie i zorganizował badania lekarskie pasażerów oraz załogi. W poniedziałek wieczorem, po powrocie do portu, dziesięć osób, u których wykryto koronawirusa, przetransportowano z wycieczkowca do szpitali w Jokohamie. W środę z taką samą diagnozą przewieziono do szpitali kolejne dziesięć osób. Ponad 200 osób, które miały lub mogły mieć kontakt z Chińczykiem pozostawionym na leczenie w Hongkongu, objęto na pokładzie dodatkowymi badaniami lekarskimi. Testy wykazały obecność patogenu u 41 kolejnych osób, w związku z tym liczba zainfekowanych wzrosła do 61. Japońskie ministerstwo zdrowia poinformowało, że wyniki badań u 171 innych osób dały wyniki negatywne. Pozostali pasażerowie i członkowie załogi odbędą pod opieką lekarzy dwutygodniową kwarantannę na pokładzie Diamond Princess. Pasażerowie mają zakaz opuszczania swoich kajut. Rząd Japonii polecił marynarce wojennej zorganizowanie dostaw żywności na wycieczkowiec oraz wsparcie techniczne i materiałowe załogi. W czwartek, w związku z niepotwierdzoną informacją, że na pokładzie wycieczkowca są Polacy, MSZ oświadczyło, że ze względu na wrażliwy charakter sprawy oraz obowiązujące w Japonii przepisy o ochronie danych osobowych, nie ma obecnie możliwości, by udzielić takich informacji. Resort zapewnił jednak, że polskie służby konsularne monitorują sytuację i pozostają w kontakcie z miejscowymi instytucjami. (mt)
4
× Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
"Mamy 69 nowych i potwierdzonych przypadków zakażenia #koronawirus" - poinformowało w poniedziałek po południu ministerstwo zdrowia. Liczba zakażonych w Polsce przekroczyła 14 tys. Nie żyje 15 kolejnych osób. W sumie w Polsce z powodu koronawirusa zmarło 698 pacjentów. "Mamy 69 nowych i potwierdzonych przypadków zakażenia #koronawirus z województw: śląskiego (19), łódzkiego (19), mazowieckiego (12), podkarpackiego (7), opolskiego (6), dolnośląskiego (3), małopolskiego (2) i zachodniopomorskiego (1)" - podał resort. Mamy 69 nowych i potwierdzonych przypadków zakażenia #koronawirus z województw: śląskiego (19), łódzkiego (19), mazowieckiego (12), podkarpackiego (7), opolskiego (6), dolnośląskiego (3), małopolskiego (2) i zachodniopomorskiego (1). — Ministerstwo Zdrowia (@MZ_GOV_PL) May 4, 2020 "Z przykrością informujemy o śmierci 15 osób zakażonych koronawirusem (wiek-płeć, miejsce zgonu): 65-M Poznań, 70-M Gliwice, 53-M Wrocław, 86-M, 44 -M Koszalin, 76-K, 77-M Szczecin, 71-M Tychy, 73-M Radom, 59-M, 88-K, 67-M Warszawa, 87-K Kalisz, 87-K Gdańsk, 79-M Kędzierzyn Koźle" - poinformowano. Jak dodano, "Większość osób miała choroby współistniejące. Liczba zakażonych koronawirusem: 14 006/698 (wszystkie pozytywne przypadki/w tym osoby zmarłe)". Z przykrością informujemy o śmierci 15 osób zakażonych koronawirusem (wiek-płeć, miejsce zgonu): 65-M Poznań, 70-M Gliwice, 53-M Wrocław, 86-M, 44 -M Koszalin, 76-K, 77-M Szczecin, 71-M Tychy, 73-M Radom, 59-M, 88-K, 67-M Warszawa, 87-K Kalisz, 87-K Gdańsk, 79-M Kędzierzyn Koźle. — Ministerstwo Zdrowia (@MZ_GOV_PL) May 4, 2020 Większość osób miała choroby współistniejące. Liczba zakażonych koronawirusem: 14 006/698 (wszystkie pozytywne przypadki/w tym osoby zmarłe). — Ministerstwo Zdrowia (@MZ_GOV_PL) May 4, 2020 Wcześniej w poniedziałek ministerstwo poinformowało o 244 nowych zakażeniach i pięciu kolejnych ofiarach. W poniedziałek rano podano także informację o tym, że wyzdrowiało już 4095 pacjentów. Luzowanie obostrzeń W poniedziałek rozpoczął się kolejny etap znoszenia ograniczeń związanych z epidemia koronawirusa w Polsce. Otwarte zostaną m.in. galerie i centra handlowe. Do pracy wracają także fizjoterapeuci, których gabinety zostaną otwarte. Otwarte zostaną także biblioteki. ZOBACZ: Epidemia to też kryzys zaufania. Szczególnie uderzy w gospodarkę Rząd zezwolił także na to, aby hotele zaczęły przyjmować gości. Jednak na razie nie będą one mogły otworzyć dla klientów restauracji. Nadal jednak obowiązują podstawowe zasady bezpieczeństwa związane z epidemią. Narodowa kwarantanna W Polsce pierwszy przypadek potwierdzono 4 marca. Od 21 marca obowiązuje stan epidemii. Wprowadzono wtedy wiele restrykcji związanych z funkcjonowaniem instytucji, placówek, przekraczaniem granic. Od 16 kwietnia obowiązkowe stało się również zasłanianie twarzy - nosa i ust - w przestrzeni publicznej. ZOBACZ: 38-latka zakażona koronawirusem poszła na zakupy. Została aresztowana W Polsce trwa już jednak łagodzenie obostrzeń. Służby epidemiologiczne twierdzą, że udało się zatrzymać transmisje poziomą koronawirrusa. Dlatego rząd od 20 kwietnia złagodził w Polsce obostrzenia. Zwiększono m.in liczbę osób, które mogą przebywać w sklepach. Umożliwiono także przemieszczanie się w celach rekreacyjnych. WIDEO - Jeszcze tydzień temu tu była pasieka. Teraz są tylko martwe pszczoły Twoja przeglądarka nie wspiera odtwarzacza wideo... prz/ polsatnews.pl
3
Rasistowski lewicowy ruch #BlackLivesMatter, przy wsparciu skrajnej lewicy z Antify, wszczyna od kilku tygodni zamieszki w amerykańskich miastach. Mają to być niby protesty związane ze śmiercią George’a Floyda, jednak w większości przypadków chodzi o wszczynanie burd. W Internecie pojawiło się zdjęcie przedstawiające skandaliczne zachowanie matki, która wzięła udział w „protestach” organizowanych przez #BlackLivesMatter. Na protest przyszła ze swoim małym dzieckiem. Na koszulce zaś miała napis: „Jeśli zaczną strzelać, to schowaj się za mną”. Przesłanie jest jasne – nadzieja na to, że policja nie użyje przemocy, gdy zagrożone będzie dziecko. Nieodpowiedzialność tej matki jest przerażająca. Po oczach bije jednak coś jeszcze. Mianowicie to, jakie lewica ma podejście do dzieci. Te nienarodzone uważa za nieludzi, a te które zdążyły się urodzić wykorzystuje instrumentalnie. Dzieci coraz częściej pojawiają się choćby na tęczowych paradach. Teraz widzimy, jak naraża je się na protestach #BlackLivesMatter.
Zabicie czarnoskórego George’a Floyda przez policjanta wywołało zamieszki w Minneapolis i okolicach. Radykalni lewicowcy prowokują starcia z policją, wszczynają burdy i niszczą mienie. W tych ekstremalnych warunkach okazuje się, że rację mieli klasycy idei wolnościowych. „Jak będzie w akapie?” – swego czasu było to najpopularniejsze pytanie wolnościowej strony Internetu. Akap – inaczej anarchokapitalizm – to stan po upadku państwa. Zależności pomiędzy jednostkami opierają się w nim na ich indywidualnej suwerenności i wolnym rynku. Obecna sytuacja w wielu amerykańskich miastach doprowadziła już do stanu anarchii. Jak się okazuje, powoli w tym chaosie pojawiają się przykłady na działanie mechanizmów, o których pisał m.in Robert Nozick, czy John Locke. Tam gdzie nie ma policji pojawiają się prywatne inicjatywy obywateli. Ochronę daje również opłacana ochrona. Świetny przykład na skuteczność prywatnej ochrony można zobaczyć na nagraniu, które stało się hitem Twittera. Widać na nim jak prywatny ochroniarz ekipy telewizyjnej rozbraja małolata z Antify uzbrojonego w karabin. Mężczyzna zadziałał szybciej i sprawniej, niż mogliby to zrobić ograniczeni procedurami policjanci.
2
Polska ledwo odczuła skutki kryzysu finansowego i migracyjnego. Teraz może nawet wyjść wzmocniona z koronakryzysu – czytamy w "Die Welt". Zdjęcie Długofalowo Polska może skorzystać na skutkach pandemii koronawirusa - pisze "Die Welt" /ANDRZEJ BANAS / POLSKA PRESS /East News Przypominając o zaproponowanym niedawno przez Komisję Europejską pakiecie ratunkowym dla europejskiej gospodarki, wynoszącym 750 mld euro, gazeta zaznacza, że Polska może otrzymać w jego ramach 63 miliardy. Reklama "Prawie żaden kraj nie korzysta w większym wymiarze z korona-pomocy. Tylko wyjątkowo mocno dotknięte COVID-19 kraje południa Europy - Włochy i Hiszpania, dostaną więcej" - pisze warszawski korespondent "Die Welt" Philipp Fritz w artykule opublikowanym na stronach internetowych gazety. Jak dodaje, gospodarczo Polska trzyma się przy tym względnie dobrze, a rozprzestrzenianie się wirusa udało się skutecznie spowolnić. "Po raz kolejny Polska może udowodnić, jak odporna jest na kryzysy. Od wejścia do UE w 2004 roku kraj zdołał ominąć wszystkie duże europejskie kryzysy: kryzys euro od 2009 roku, migracyjny 2015 roku, a teraz koronakryzys" - czytamy. "Unikacz kryzysów" "Raz po raz Polsce udawało się utrzymać na nogach, podczas gdy inni się potykali. Z taktyczną zdolnością i stosowną porcją szczęścia, Polsce udało się stać wyjątkowo atrakcyjną dla zagranicznych inwestycji bezpośrednich, do kraju płynie średnio 6 miliardów euro rocznie" - pisze Fritz. Jak dodaje, z powodu swojej peryferyjnej lokalizacji w Unii Europejskiej i niesolidarnej polityce w kryzysie migracyjnym, Polsce udało się wejść na pozycję "unikacza kryzysów". "Nie wiadomo, jaki kształt będzie miała w przyszłości polska polityka migracyjna, jednak gospodarczy pościg będzie kontynuowany także po koronaryzysie" - czytamy. Gazeta cytuje byłego premiera i szefa NBP Marka Belkę, który ocenia, że Polska będzie nadal rosnąć i gospodarczo dołączy do europejskiej pierwszej ligi. Jego zdaniem można się spodziewać, że Polska wkrótce wyprzedzi Hiszpanię pod względem wyników gospodarczych. Polska może skorzystać Autor artykułu dodaje, że obecny rząd Prawa i Sprawiedliwości rozwija gospodarcze wpływy kraju, ale w polityce wewnętrznej dzieli społeczeństwo na zwolenników i przeciwników swojej polityki. "Kontrowersyjna, tak zwana reforma wymiaru sprawiedliwości, lekceważenie zasad praworządności, są przeszkodą dla dobrej współpracy z Warszawą". "Należy o tym pamiętać, gdy patrzy się na Polskę - pogromcę kryzysów" - czytamy. Fritz zaznacza jednocześnie, że długofalowo Polska może skorzystać na skutkach pandemii koronawirusa. "Jeśli w wyniku koronakryzysu zachodni Europejczycy i USA miałyby zmniejszyć swoją zależność od Chin, czego spodziewa się wielu obserwatorów, Polska mogłaby jako pierwsza skorzystać z przeniesienia łańcuchów produkcji" - czytamy na stronach internetowych "Die Welt".
Gazeta przypomina na swoim portalu internetowym, że w związku z epidemią Komisja Europejska zaproponowała pakiet ratunkowy dla gospodarek UE w wysokości 750 mld euro, z czego 63 mld euro mają trafić do Polski. "Prawie żaden kraj nie korzysta w większym wymiarze z korona-pomocy. Tylko wyjątkowo mocno dotknięte COVID-19 kraje południa Europy – Włochy i Hiszpania, dostaną więcej" – czytamy w materiale. Według autora tekstu Philippa Fritza, gospodarczo Polska trzyma się "względnie dobrze, a rozprzestrzenianie się wirusa udało się skutecznie spowolnić". Niemiecki dziennikarz zwraca uwagę, że nasz kraj jest odporny na kryzysy i nazywa Polskę "unikaczem kryzysów". "Od wejścia do UE w 2004 roku kraj zdołał ominąć wszystkie duże europejskie kryzysy: kryzys euro od 2009 roku, migracyjny 2015 roku a teraz koronakryzys" – podaje "Die Welt". Według gazety, Polsce udało się stać wyjątkowo atrakcyjną dla zagranicznych inwestycji bezpośrednich. "Do kraju płynie średnio 6 mld euro rocznie" – czytamy. W artykule cytowany jest były premier i szef NBP Marek Belka, który uważa, że Polska nadal będzie rosnąć i wkrótce może wyprzedzić Hiszpanię pod względem wyników gospodarczych. Jednocześnie "Die Welt" zwraca uwagę na "kontrowersyjną reformę wymiaru sprawiedliwości" oraz "lekceważenie zasad praworządności" przez rząd PiS. Zdaniem gazety, te dwa czynniki stanowią przeszkodę dla dobrej współpracy z Warszawą. "Należy o tym pamiętać, gdy patrzy się na Polskę" – podkreślono. Czytaj także: Dramat w USA. Szczera wypowiedź niemieckiego ministra
3
Ten jednorazowy spadek nie wskazuje jednak jeszcze na trwały trend; decydujące będą dane z najbliższych dni, mogą one wtedy potwierdzić poprawę sytuacji w kraju. Reklama Dobowy bilans zgonów i zakażeń w Stanach Zjednoczonych pozostaje wciąż znacznie wyższy od danych notowanych przez inne kraje świata. Stany Zjednoczone mają też najwyższą na świecie liczbę oficjalnie zgłoszonych przypadków zakażenia koronawirusem - ponad 890 tys. zdiagnozowanych od początku pandemii. Ok. 96 tys. osób uznano za wyleczone. Według rządu amerykańskiego tę wysoką liczbę wykrytych zakażeń w porównaniu z innymi krajami można wyjaśnić w szczególności dużą liczbą przeprowadzonych testów. Miesiąc temu (...) przetestowano 80 tys. Amerykanów. Dzisiaj jest ich 5,1 miliona - powiedział w piątek na konferencji prasowej wiceprezydent USA Mike Pence. Reklama Według piątkowego zestawienia agencji Reutera od początku pandemii Covid-19 na świecie stwierdzono ponad 2,73 mln przypadków zakażeń, ponad 191 tys. osób zmarło.
W ciągu ostatnich 24 godzin w Stanach Zjednoczonych zarejestrowano 45 255 nowych przypadków koronawirusa - podał Uniwersytet Johnsa Hopkinsa. To najwyższy w USA dobowy przyrost zachorowań od początku pandemii. Zdj. ilustracyjne / PAP/EPA/Mauricio Duenas Castaneda / Tym samym łączna liczba zakażonych koronawirusem w USA przekroczyła już 2,5 miliona, a liczba zgonów - 125 tysięcy. Stany Zjednoczone to najbardziej dotknięty przez pandemię kraj świata, jeśli chodzi o liczbę infekcji i liczbę ofiar śmiertelnych. Zachodnie agencje podają, opierając się na oficjalnych danych, że na całym świecie liczba zakażonych koronawirusem zbliża się do 10 milionów. Do tej pory na Covid-19 zmarło ponad 495 tysięcy osób.
3
W woj. śląskim potwierdzono już łącznie 5 251 zakażeń, najwięcej w całym kraju. Od kilku dni w regionie trwają badania przesiewowe górników z kopalń, w których pojawiły się ogniska zakażeń. W piątek PGG informowała o 1 147 zakażonych osobach z tej spółki, jednak kolejnego dnia firma skorygowała te dane – do 1 089 osób – tłumacząc to błędem w przepływie informacji od służb sanitarnych. Według informacji przekazanej PAP przez rzecznika PGG Tomasza Głogowskiego w niedzielę, dodatni wynik testów ma na obecną chwilę 1 268 osób. 2 374 osoby są na kwarantannie. Od pracowników PGG pobrano ok. 10 tys. wymazów. Spółka nie precyzuje liczby zakażonych w poszczególnych zakładach. Według informacji z wcześniejszych dni, największa liczba zakażonych jest w rybnickiej kopalni Jankowice, w gliwickiej kopalni Sośnica i katowickiej kopalni Murcki-Staszic. Kopalnie Jankowice i Murcki-Staszic trzeci tydzień nie wydobywają węgla, Sośnica - od ponad tygodnia. Węgla od poniedziałku nie wydobywa też należąca do JSW kopalnia Pniówek w Pawłowicach. Jak podała w niedzielę spółka, w samym Pniówku jest obecnie 480 zakażonych osób, a we wszystkich kopalniach spółki łącznie 497 przypadków. Na kwarantannie przebywa 365 osób. Piątą kopalnią, w której potwierdzono dużą liczbę zakażeń, i której całą załogę objęto badaniami przesiewowymi, jest należąca do spółki Węglokoks Kraj kopalnia Bobrek w Bytomiu. Według informacji uzyskanych w niedzielę przez PAP w tej spółce, wykrytych w Bobrku jest obecnie 479 – to zarówno pracownicy kopalni, jak i przedstawiciele firm zewnętrznych wykonujących w niej prace. 392 spośród zakażonych zdiagnozowano podczas odbywających się w ostatnich dniach badań przesiewowych, pozostałe osoby zostały zakażone w poprzednich tygodniach. Kwarantannie poddano 502 pracowników, dotychczas ośmiu wyzdrowiało. W piątek rozpoczął się drugi etap badań przesiewowych wśród górników z pięciu kopalń, w których odnotowano najwięcej przypadków zakażenia. Badani są pracownicy, u których testy w pierwszym etapie nie potwierdziły obecności koronawirusa. Chodzi o uzyskanie pewności, że górnicy ci są zdrowi i mogą wrócić do pracy. Premier Mateusz Morawiecki, który w sobotę przyjechał do Katowic, zapewnił, że sytuacja na Śląsku jest "opanowana" i "pod kontrolą". Kopalnie, które w związku z epidemią wstrzymały wydobycie węgla, powinny już na początku tygodnia przynajmniej częściowo wznowić produkcję, a te, które ograniczyły działalność, zwiększyć wydobycie – zapowiedział szef rządu. Wojewoda śląski Jarosław Wieczorek mówił, że do południa w sobotę spłynęło ponad 12 tys. wyników górników, poddanych badaniom przesiewowym. W piątek pobrano próbki od ponad 3 tys. pracowników kopalń, na sobotę i niedzielę zaplanowano po 5 tys. kolejnych badań. Ministerstwo Zdrowia poinformowało w niedzielę o potwierdzeniu zakażania SARS-CoV-2 u kolejnych 137 osób w całym kraju. 92 przypadki to mieszkańcy woj. śląskiego. Jak podał Śląski Urząd Wojewódzki 37 z nich to pracownicy kopalń. Według informacji Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Katowicach, łączna liczba osób z regionu, u których dotychczasowe badania laboratoryjne potwierdziły koronawirusa wynosi obecnie 5 tys. 251. 176 osób zmarło, a wyzdrowiało dotychczas 1 tys. 88 chorych, w ostatnich godzinach – 27. "Tylko jedna z nich wymagała leczenia szpitalnego, pozostali w dobrym stanie dochodzili do zdrowia w swoich domach pod nadzorem sanepidu. Najstarszy wyleczony ma 76 lat – to mieszkanka Bielska-Białej, najmłodszy ma 5 lat – to mały mieszkaniec Rudy Śląskiej" - poinformowali urzędnicy. Hospitalizowanych w woj. śląskim jest obecnie 400 osób. 7 tys. 632 są poddane kwarantannie domowej, a 8 tys. 598 pozostaje pod nadzorem epidemiologicznym. autor: Krzysztof Konopka Czytaj także: Przez koronawirusa dojdzie do wyizolowania Śląska? Premier ucina spekulacje
Najwięcej zakażeń (574) wykryto w rybnickiej kopalni Jankowice (część kopalni ROW). To o 124 więcej niż jeszcze w piątek rano. W gliwickiej kopalni Sośnica liczba zakażonych wzrosła do 351 (od rana ta liczba nie zmieniła się), a w katowickiej kopalni Murcki-Staszic jest zakażonych 205 osób (wzrost o 33). Od jednego do ośmiu przypadków koronawirusa potwierdzono też w innych kopalniach PGG: Marcel, Bielszowice, Ziemowit, Mysłowice-Wesoła, Bolesław Śmiały oraz dwóch innych zakładach należących do Grupy. Kopalnie Jankowice i Murcki-Staszic trzeci tydzień nie wydobywają węgla, Sośnica – od przeszło tygodnia. W ostatnich dniach prezes PGG Tomasz Rogala zapowiedział, że firma liczy na możliwość stopniowego wznawiania wydobycia w tych trzech kopalniach od najbliższego wtorku. Węgla od poniedziałku nie wydobywa też należąca do Jastrzębskiej Spółki Węglowej (JSW) kopalnia Pniówek w Pawłowicach, gdzie według ostatnich danych, z piątkowego rana, potwierdzono 385 zakażeń (wobec 233 dobę wcześniej). Przez cały czas kopalnia kontynuuje jednak wysyłkę wydobytego wcześniej węgla. Łącznie w kopalniach JSW potwierdzono dotąd 399 zakażeń (wobec 245 do czwartku rano) – oprócz Pniówka, 10 przypadków w kopalni Zofiówka i 4 w kopalni Jastrzębie-Bzie. W kwarantannie jest 376 pracowników JSW. Piątą kopalnią, w której potwierdzono dużą liczbę przypadków, i której całą załogę objęto badaniami przesiewowymi, jest należąca do spółki Węglokoks Kraj kopalnia Bobrek w Bytomiu. Do czwartku potwierdzono tam 359 zakażeń. Spółka jak dotąd nie zaktualizowała danych o liczbie zakażeń. Zakład przymierza się do częściowego wznowienia wydobycia w najbliższy poniedziałek. Pracować mają jedynie osoby, u których podwójne testy nie wykazały koronawirusa. W piątek rozpoczął się zaplanowany na kilka najbliższych dni drugi etap badań przesiewowych wśród górników z pięciu kopalń, w których odnotowano najwięcej przypadków zakażenia. Badani będą pracownicy, u których badania w pierwszym etapie nie potwierdziły obecności koronawirusa. Chodzi o uzyskanie pewności, że górnicy ci są zdrowi i mogą wrócić do pracy. Od piątku do niedzieli jest planowane pobranie blisko 7 tys. wymazów od pracowników trzech kopalń PGG (Jankowice, Murcki-Staszic i Sośnica), blisko 1,8 tys. od górników bytomskiej kopalni Bobrek oraz – tylko w piątek – od 1,4 tys. górników z kopalni Pniówek w Pawłowicach. Łącznie kolejne testy mają objąć ok. 13,5 tys. górników. Testy górników PGG odbywają się w formie drive-thru – pracownicy kopalń podjeżdżają do punktów pobierania wymazów swoimi samochodami. W piątek po południu Ministerstwo Zdrowia poinformowało o 89 nowych zakażeniach w woj. śląskim, część z nich to pracownicy kopalń. W Śląskiem potwierdzono już 4994 przypadki zakażenia SARS-CoV-2, zmarły już 173 osoby. Ostatnią śmiertelną ofiarą jest 63-letni mieszkaniec powiatu mikołowskiego. W regionie w związku z koronawirusem są hospitalizowane obecnie 402 osoby, ponad 7,5 tys. jest poddanych kwarantannie domowej, a blisko 8,5 tys. jest pod nadzorem epidemiologicznym. Od początku epidemii w regionie zbadano już ponad 50 tys. próbek w kierunku SARS-CoV-2. (PAP) autorzy: Krzysztof Konopka, Marek Błoński Czytaj także: Minister Szumowski dla Wprost: Nie można porównać Śląska do Lombardii
4
Ministerstwo Zdrowia poinformowało w poniedziałek o kolejnych 144 potwierdzonych przypadkach zakażenia koronawirusem w kraju. Wskutek infekcji w ostatnich godzinach zmarło czworo zarażonych pacjentów. CZYTAJ WIĘCEJ W RAPORCIE Nowe przypadki zakażenia koronawirusem dotyczą województw: wielkopolskiego (34), śląskiego (31), dolnośląskiego (28), zachodniopomorskiego (13), małopolskiego (12), opolskiego (7), pomorskiego (5), kujawsko-pomorskiego (5), podlaskiego (4), świętokrzyskiego (3) i lubelskiego (2). Resort poinformował też o śmierci kolejnych zainfekowanych pacjentów. To 85-letnia kobieta i 46-letni mężczyzna (Tychy), 76-letnia kobieta (Gliwice), 78-letni mężczyzna (Łańcut). Wszystkie osoby miały choroby współistniejące. Łączna liczba zakażonych koronawirusem to 11 761. Do tej pory zmarło 539 pacjentów. Z powodu koronawirusa hospitalizowanych jest obecnie 2 759 osób, a 78 tys. 878 objętych jest kwarantanną; wyzdrowiało 2 466 osób. #wieszwiecej Polub nas
"Leszek" Keller-Krawczyk ty Żydzie i prowokatorze 3.5.20 14:36 "Leszek" Keller-Krawczyk Żyd, ale "antysyjonista" z powiększoną prostatą, która mu odbiera sen, każdy pretekst jest dobry do spryskiwania szambem. Blogowy skunk! Nie martw się o "śmiercionośne" 5G, te zachodnie, ale nie o ten chiński 5G. Chiński ma wbudowany anty-virus wraz z coronavirus. Nie martw się o "Chemtrails" to nic innego jak para wodna. Nie martw się o CO2 w Polszu, w Niemczech jest tego więcej, wiele więcej. Nie martw się o gaz z USA, Norwegii czy Emiratów, to nie oni są wrogami Rz. P. Ważne, że nie jest to syf po-sowiecki. Martw o ten koszer szajs który trzymasz za oknem bo lodówka zepsuta, etc., etc., etc., Poskakałeś Lesiu napier.... głupot na temat swego "katolicyzmu" mały, pękaty żydku... No dość tego ty debilu. Pamiętaj: SZCZEPIONKI ZABIJAJĄ DEBILI LENINGRADZKICH!
3
Przyszłe panny młode czekają z niecierpliwością na decyzję rządu w sprawie organizacji wesel podczas epidemii koronawirusa. 13 maja w trakcie konferencji prasowej o III etapie odmrażania gospodarki Łukasz Szumowski odpowiedział na pytanie, co z organizacją wesel. – Wiemy też, że nic nie będzie tak, jak wcześniej. Ale ten powrót do normalności, do tej "nowej normalności" właśnie, jest zależny od tego, jak będziemy przestrzegać restrykcji – oznajmił Mateusz Morawiecki podczas konferencji prasowej o III etapie odmrażania gospodarki. Zgodnie z decyzją rządu część usługodawców będzie mogła ponownie uruchomić swoją działalność. Wszyscy muszą jednak przestrzegać określonych zasad bezpieczeństwa. Już od 18 maja wielu Polaków skorzysta z usług fryzjerów, kosmetyczek, a nawet będzie mogło wybrać się do kina plenerowego czy restauracji. Wiadomości te nie dla wszystkich są satysfakcjonujące. Przyszłe panny młode cały czas tkwią w niepewności, czy ich wesele się odbędzie. Wesela w trakcie pandemii koronawirusa Minister zdrowia Łukasz Szumowski poinformował, że na tym etapie nic nie zmienia się w kwestii organizacji wesel. – Pozwólmy ruszyć sektorowi gastronomicznemu, zanim będziemy mówić o weselach. Dajmy sobie trochę czasu. Zobaczymy, jak wygląda sytuacja – odpowiedział na pytanie. Oznacza to, że organizacja wesel nadal nie będzie możliwa. Zmieniły się również zasady odnośnie uroczystości religijnych. Od najbliższej niedzieli tj. 17 maja, w kościele może znajdować się 1osoba na 10 m kw. Dotychczas przestrzeń pomiędzy wiernymi musiała wynosić 15 m kw. Zobacz także: "Zostałam bez kasy i bez pracy". Paulina Młynarska o swoim kryzysie
Część nowych zasad będzie obowiązywała od 18, a część - od 25 maja. Zmian możemy spodziewać się w szkołach, komunikacji miejskiej, usługach oraz gastronomii. Ostateczne decyzje na temat zakresu kolejnego etapu mają być ustalone podczas posiedzenia rządowego zespołu zarządzania kryzysowego. Ale - ponieważ po złagodzeniu obostrzeń dotyczących przemieszczania się czy funkcjonowania galerii handlowych liczba zakażeń nie wzrosła drastycznie - minister zdrowia zgadza się na kolejne poluzowanie reżimu sanitarnego. Według nieoficjalnych informacji, do jakich dotarł nasz portal, planowane w trzecim etapie zmiany dotyczą:
3
Irański wymiar sprawiedliwości poinformował, że obywatel Iranu, który miał przekazać informacje amerykańskim i izraelskim służbom wywiadowczym na temat miejsca pobytu zabitego w styczniu irańskiego generała Kasema Sulejmaniego, zostanie wkrótce stracony. - Mahmud Musawi-Madżd, jeden ze szpiegów CIA i Mosadu, został skazany na śmierć - powiedział rzecznik wymiaru sprawiedliwości Golamhosejn Esmaili na konferencji prasowej. - Poinformował naszych wrogów o miejscu pobytu męczennika Sulejmaniego - dodał. Rzecznik resortu nie podał więcej szczegółów i daty egzekucji. Rzecznik wymiaru sprawiedliwości nie poinformował także, czy ta sprawa ma związek z informacjami, które napłynęły z Iranu w lutym, gdy w Islamskiej Republice skazano na śmierć szpiega pracującego dla CIA, który próbował przekazywać informacje o programie nuklearnym Teheranu. Uroczystości upamiętniające generała Sulejmaniego (na zdjęciu z lewej) Forum Generał Sulejmani został zabity 3 stycznia Dowódca elitarnej irańskiej jednostki Al Kuds generał Kasem Sulejmani i jeden z dowódców irackiej milicji Abu Mahdi al-Muhdanis zostali zabici 3 stycznia 2020 roku w amerykańskim ataku w Bagdadzie. "Stany Zjednoczone będą podejmować niezbędne działania, by chronić swoich obywateli i swoje interesy w każdym miejscu na świecie" - podkreślił w komunikacie Pentagon. Kasem Sulejmani był dowódcą sił Al Kuds, jednostki specjalnej w strukturach Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Nazywany bywał często "generałem cieniem". Wśród wrogów budził postrach, a wśród zwolenników - uwielbienie. W ojczyźnie otaczał go podziw godny celebrytów. Odpowiadał za tajne zagraniczne operacje Iranu i sprawnie wykorzystywał konflikty, takie jak te w Iraku czy Syrii, by po cichu rozszerzać wpływy Teheranu. Jednostka Al Kuds była wiązana z wydarzeniami w Azji czy Ameryce Łacińskiej, a nawet próbą zamachu na saudyjskiego ambasadora w Stanach Zjednoczonych w 2011 roku. Po zabiciu popularnego generała Iran odpowiedział 8 stycznia atakiem rakietowym na bazę Ain al-Asad w Iraku, gdzie stacjonowały siły USA. Żaden żołnierz amerykański nie został zabity. Autor:pp Źródło: Reuters, PAP
Musawi-Madżd został aresztowany w 2018 roku. Choć zarzucano mu przekazywanie Amerykanom i Izraelczykom informacji na temat Strażników Rewolucji oraz sił specjalnych Kuds, to według irańskiej agencji IRIB jego sprawa nie ma związku z likwidacją dowódcy tych sił generała Kasema Sulejmaniego przez wojska USA w styczniu w Bagdadzie. Reklama Jak zauważa Reuters, do stracenia Musawiego-Madżda doszło w okresie protestów i kontrowersji w sprawie wyroków śmierci dla trzech mężczyzn oskarżonych o wzięcie udziału w antyrządowych demonstracjach w 2019 roku. Hasło wzywające do zrezygnowania z egzekucji mężczyzn zostało powtórzone w ubiegłym tygodniu miliony razy przez irańskich internautów. W niedzielę prawnik jednego ze skazanych poinformował, że egzekucja została zawieszona. Szpieg CIA i Mosadu skazany na śmierć Obywatel Iranu, który przekazał informacje amerykańskim i izraelskim służbom wywiadowczym na temat miejsca pobytu zabitego w styczniu irańskiego generała Kasema Sulejmaniego, zostanie wkrótce stracony - podał kilka tygodni wcześniej irański wymiar sprawiedliwości. - Mahmud Musawi-Madżd, jeden ze szpiegów CIA i Mosadu, został skazany na śmierć - powiedział rzecznik wymiaru sprawiedliwości Golamhosejn Esmaili na konferencji prasowej. Reklama - Poinformował naszych wrogów o miejscu pobytu męczennika Sulejmaniego - dodał, nie podając więcej szczegółów, ani daty egzekucji. Generał Sulejmani był dowódcą elitarnej jednostki wojskowej Al-Kuds należącej do Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej i był uważany za drugą osobę w państwie. Zginął 3 stycznia w amerykańskim ataku dronów w Bagdadzie. Waszyngton oskarżał Sulejmaniego o zorganizowanie ataków na bazy USA w Iraku, które zostały przeprowadzone przez proirańskie grupy paramilitarne. Po zabiciu popularnego generała Iran odpowiedział atakiem rakietowym na bazę Ain al-Asad w Iraku, gdzie 8 stycznia stacjonowały siły USA. Żaden żołnierz amerykański nie został zabity, jednak u ponad setki zdiagnozowano później urazowe uszkodzenie mózgu (TBI).
3
W Rosji znacząco rośnie liczba zakażeń koronawirusem. Jednak nie jest to jeszcze szczyt zachorowań, który ma się pojawić za około dwa tygodnie Głównym ogniskiem kornawirusa w Rosji jest Moskwa, gdzie zaczyna brakować specjalistycznego sprzętu i miejsca dla chorych Rosyjskie media donoszą, że jeśli tempo przyrostu zachorowań nadal będzie wzrastać, to w przyszłości może zabraknąć respiratorów dla zakażonych W Rosji brakuje również lekarzy specjalistów, którzy mogliby wspomóc w walce z epidemią COVID-19 Pomimo dużej liczby zakażeń koronawirusem, Kreml nie zamierza odwołać parady zwycięstwa na Placu Czerwonym 9 maja, która ma być najważniejszym świętem państwowym w 2020 r. Coraz większa liczba przypadków śmiertelnych w stolicy Rosji. W Moskwie zmarło już 50 osób, a liczba zgonów rośnie z dnia na dzień. Wśród 12 ostatnich ofiar zdiagnozowano zapalenie płuc. Ich wiek wahał się od 33 do 87 lat, przy czym wszyscy mieli przewlekłe schorzenia, m.in. wady serca, nadciśnienie i zapalenie oskrzeli. U dwóch pacjentów w wieku 39 i 42 lat stwierdzono niewydolność serca i wątroby. Zmarła 33-letnia kobieta nie zwracała się o pomoc medyczną i nie została hospitalizowana. Mer Siergiej Sobianin powiedział, że szczyt zachorowań w Moskwie, a nawet punkt środkowy, jeszcze nie nastąpił i że miasto powinno być przygotowane na czas "poważnej próby". W Rosji brakuje sprzętu w walce z koronawirusem W Rosji może zabraknąć respiratorów, do tego problemu dochodzi niedobór wykwalifikowanych anestezjologów, którego nie uda się szybko nadrobić - do takich wniosków dochodzą krajowe media. Dziennik " Wiedomosti", który opisywał całą sprawę, zwraca uwagę na wypowiedź ministra przemysłu Denisa Manturowa, który 7 kwietnia określił respiratory jako "bardzo deficytową pozycję". Minister zapowiedział, że w Rosji zakłady będą zwiększać produkcję aparatów. Problemem są jednak części, które sprowadzane są z krajów zachodnich, bo niektórzy dostawcy przerwali ich dostarczanie. Rosja zamierza od kwietnia i maja zastąpić je częściami sprowadzanymi z Chin. "Wiedomosti" zastrzegają, że obecnie nie stanowi, to problemu, ale szczyt zachorowań czeka państwo dopiero w przeciągu dwóch najbliższych tygodni i wtedy istnieje "wysokie prawdopodobieństwo, że aparatów rzeczywiście nie wystarczy" - wskazuje dziennik. Wykorzystane zostały również symulacje w na podstawie danych opartych na rozwoju epidemii w Nowym Jorku, zgodnie z którymi w Rosji potrzebnych będzie - przy najgorszym scenariuszu - jeszcze około 30 tys. łóżek szpitalnych wszystkich rodzajów, prócz obecnych 990 tysięcy, a także dodatkowych 7 tys. miejsc na oddziałach reanimacji. "Dynamika zachorowań nie musi być w Moskwie taka, jak w stanie Nowy Jork, którego dane uwzględniono w kalkulacjach, ale trzeba być do tego przygotowanym" - ostrzegają "Wiedomosti". W Rosji reformy zdrowia zabrały potrzebnych teraz specjalistów Koronawirus: unijny urząd twierdzi, że Chiny i Rosja szerzą fake newsy w celu osłabienia Europy Specjaliści przypominają także, że w Rosji brakuje anestezjologów, bo specjalność tę redukowano w trakcie reformy służby zdrowia. Niedobór lekarzy tej specjalności gazeta szacuje na 32 proc. w całym kraju i 30 proc. w Moskwie, która jest obecnie największym ogniskiem zachorowań. W odrębnym artykule "Wiedomosti" opierając się na rozmowach z lekarzami i pielęgniarkami ostrzegają, że w perspektywie w Rosji "może grozić deficyt dosłownie wszystkiego: medyków, środków ochrony, łóżek w szpitalach, respiratorów, testów i lekarstw". Nawet w Moskwie lekarzom nie wystarcza odzieży ochronnej - masek, okularów, specjalnych kitli. - Skargi o podobnych problemach otrzymujemy z całej Rosji. Nie wystarcza nawet jednorazowych środków ochronnych, nie mówiąc już o pełnowartościowej ochronie - powiedziała dziennikowi szefowa związku zawodowego Sojusz Lekarzy, Anastazja Wasiljewa. Parada zwycięstwa w Rosji się odbędzie. Ale czy nad koronawirusem? Rosyjskie czołgi, które wezmą udział w paradzie zwycięstwa na Placu Czerwonym 9 maja, będą wyposażone w system ochrony przed koronawirusem i innymi rodzajami broni chemicznej i biologicznej. Informację o obronie czołgów i wozów bojowych piechoty przed koronawirusem agencja TASS opiera na opinii otrzymanej z rosyjskiego przemysłu zbrojeniowego. W tym momencie parada zwycięstwa ma odbyć się według pierwotnych planów. Rosyjskie czołgi T-72B3M i T-90, które wezmą udział w paradzie zwycięstwa na Placu Zwycięstwa, są odpowiednio wyposażone - podkreśla agencja TASS. Biologiczne i bakteriologiczne środki, do których należą bakterie, wirusy, grzybki i wytwarzane przez nie toksyny są wykorzystywane do unieszkodliwienia ludzi i zwierząt. Dlatego też wszystkie rosyjskie czołgi i wozy bojowe piechoty, praktycznie cała rosyjska technika wojskowa jest wyposażona w środki automatycznej obrony przed bronią masowego rażenia, w tym przed wirusami. Zobacz również: Rosja wysłała samolot ze sprzętem medycznym do USA Rosyjskie pojazdy opancerzone mają zainstalowane czujniki, które po otrzymaniu informacji o zagrożeniu automatycznie aktywują zestaw środków obronnych, szczególnie hermetyzację wnętrza pojazdu, który dzięki systemowi specjalnych filtrów ich załoga może kontynuować walkę przez całą dobę. Parada zwycięstwa 9 maja jest przygotowywana jako najważniejsze święto państwowe w Rosji w 2020 r. W związku z pandemią koronawirusa w rosyjskich mediach pojawiły się informacje, że może się ona odbyć bez udziału publiczności.
Rosyjskie czołgi, które wezmą udział w paradzie zwycięstwa na Placu Czerwonym 9 maja, będą wyposażone w system ochrony przed koronawirusem i innymi rodzajami broni chemicznej i biologicznej – poinformowała agencja TASS. CZYTAJ WIĘCEJ W RAPORCIE Informację o obronie czołgów i wozów bojowych piechoty przed koronawirusem agencja TASS opiera na opinii otrzymanej z rosyjskiego przemysłu zbrojeniowego. Rosyjskie czołgi T-72B3M i T-90, które wezmą udział w paradzie zwycięstwa na Placu Zwycięstwa 9 maja, są wyposażone w środki ochrony przed bronią masowego rażenia, w szczególności przed atakiem jądrowego, bronią chemiczną i biologiczną, do której należą – na co zwracają uwagę wojskowi eksperci – również wirusy. Biologiczne i bakteriologiczne środki, do których należą bakterie, wirusy, grzybki i wytwarzane przez nie toksyny, są wykorzystywane do unieszkodliwienia ludzi i zwierząt – relacjonuje agencja opinie wojskowych specjalistów. Dlatego też wszystkie rosyjskie czołgi i wozy bojowe piechoty, praktycznie cała rosyjska technika wojskowa, jest wyposażona w środki automatycznej obrony przed bronią masowego rażenia, w tym przed wirusami. Rosyjskie pojazdy opancerzone mają zainstalowane czujniki, które po otrzymaniu informacji o zagrożeniu automatycznie aktywują zestaw środków obronnych, szczególnie hermetyzację wnętrza pojazdu, który dzięki systemowi specjalnych filtrów ich załoga może kontynuować walkę przez całą dobę. Parada zwycięstwa 9 maja jest przygotowywana jako najważniejsze święto państwowe w Rosji w 2020 r. W związku z pandemią koronawirusa w rosyjskich mediach pojawiły się informacje, że może się ona odbyć bez udziału publiczności. Szczyt epidemii koronawirusa w Rosji jest prognozowany na koniec kwietnia. #wieszwiecej Polub nas
2
Jak podaje "Corriere della Sera", 71-latek, u którego stwierdzono zakażenie koronawirusem uciekł ze szpitala Sant'Anna w Como na północy Włoch. W poniedziałek pracownicy placówki zauważyli, że pacjenta nie było podczas obchodu. Ucieczkę mężczyzny natychmiast zgłoszono karabinierom. REKLAMA Jak się okazało, 71-latek był zmęczony przebywaniem w izolatce, dlatego spakował swoje rzeczy, wezwał taksówkę i poprosił o zabranie do domu syna, który jest pielęgniarzem. Ostatecznie, jak informuje "Il Riformista", wrócił do Casnigo w prowincji Bergamo, gdzie mieszka. Tym samym stworzył zagrożenie dla osób, które miały z nim kontakt. Funkcjonariuszom udało się namierzyć taksówkarza, który wiózł chorego. Mężczyzna, mimo że nie ma objawów zakażenia, postanowił poddać się kwarantannie w swoim domu. Rozważa wystąpienie na drogę sądową przeciwko 71-latkowi. Chory mężczyzna ponownie trafił do na oddział chorób zakaźnych. Koronawirus we Włoszech Przypomnijmy, że we Włoszech potwierdzono już 2036 przypadków zakażeń koronawirusem. 150 zakażonych jest w stanie bardzo ciężkim i przebywa na oddziałach reanimacyjnych w Lombardii. Dotychczasowy bilans ofiar w tym kraju to 52 osoby. Najgorsza sytuacja panuje na północy kraju. To tam wyznaczonych zostało łącznie jedenaście czerwonych stref, w których mieszkańcy przechodzą kwarantannę. We wtorek 3 marca liczba osób zakażonych koronawirusem na świecie wyniosła już 90 tysięcy.
71-letni zakażony koronawirusem mężczyzna uciekł z izolatki w szpitalu w Como na północy Włoch. Wrócił taksówką do domu w rejonie miasta Bergamo - podały media z Lombardii. Uciekinierowi postawiono zarzuty. Zdj. ilustracyjne / MATTEO BAZZI / PAP/EPA Mężczyzna, u którego stwierdzono obecność koronawirusa, został w ostatnich dniach przewieziony z okolic Bergamo do szpitala w Como. Umieszczono go izolatce na oddziale chorób zakaźnych. Ponieważ czuł się dobrze, po porannym obchodzie spakował swoje rzeczy, wezwał taksówkę i uciekł. Pojechał do domu w miejscowości Casnigo. Kiedy personel szpitalny zorientował się, że pacjent zniknął, zawiadomił karabinierów. Udali się oni do jego domu, gdzie go znaleźli. Mężczyzna usłyszał zarzut nieprzestrzegania rozporządzenia wydanego przez władze. Taksówkarz, który wiózł pasażera do domu, nie wiedząc o tym, że mężczyzna ma koronawirusa. Kierowca poddał się kwarantannie i rozważa możliwość wystąpienia na drogę sądową przeciwko 71-latkowi.
4
W wyniku przedłużenia restrykcji dotyczących lotów międzynarodowych Wizz Air zawiesza wszystkie loty w polskiej siatce połączeń do 9 maja - poinformowała w sobotę węgierska linia lotnicza. Jak poinformował przewoźnik w komunikacie, pasażerowie z rezerwacjami, których dotyczą zawieszone loty i którzy dokonali rezerwacji bezpośrednio na stronie wizzair.com lub poprzez aplikację mobilną, będą automatycznie informowani o zawieszeniu lotów drogą elektroniczną. "120 proc. pierwotnej wartości rezerwacji zostanie automatycznie przesłane na konto klienta Wizz Air do wykorzystania przez kolejne 24 miesiące na produkty i usługi Wizz Air. Pasażerowie mogą również wybrać zwrot pieniędzy – co zajmie więcej czasu – i będą informowani w osobnej wiadomości wysyłanej pocztą elektroniczną o koniecznych krokach do otrzymania przelewu bankowego lub przelewu na kartę" - czytamy. Przewoźnik zapewnił, że w tym przypadku klienci mogą ubiegać się o zwrot 100 proc. pierwotnej wartości rezerwacji. "Pasażerowie, którzy dokonali rezerwacji za pośrednictwem agencji – włącznie z internetowymi biurami podróży – powinni skontaktować się z firmą, w której wykupili bilety" - podała linia. Wizz Air przeprosił za niedogodności związane z zakazem podróży i jednocześnie podkreślił, że "bezpieczeństwo i dobre samopoczucie pasażerów oraz załogi jest priorytetem linii". Nowy koronawirus SARS-Cov-2 wywołuje chorobę o nazwie COVID-19. Objawia się ona najczęściej gorączką, kaszlem, dusznościami, bólami mięśni i zmęczeniem. Podejrzewa się, że do zarażenia koronawirusem, który może wywoływać groźne dla życia zapalenie płuc, doszło w Chinach pod koniec 2019 r. na targu w Wuhan, stolicy prowincji Hubei. (PAP) autorka: Daria Porycka dap/ wj/
Zmiany w komunikacji miejskiej maja być podobne do tych, które wprowadzane są podczas zimowej przerwy w funkcjonowaniu szkół. Zawieszone mają być kursy, które są wykonywane w dni nauki szkolnej przez autobusy niektórych linii. Reklama Zgodnie z decyzją podjętą w środę podczas posiedzenia rządowego zespołu zarządzania kryzysowego, w związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusa SARS-Cov-2, od poniedziałku zajęcia w szkołach, przedszkolach i placówkach będą zawieszone na 2 tygodnie. W czwartek i piątek w przedszkolach i szkołach podstawowych nie odbywają się zajęcia dydaktyczno-wychowawcze, a jedynie działania opiekuńcze. Od czwartku uczniowie szkół ponadpodstawowych nie przychodzą do szkół. W poniedziałek szkoły i przedszkola zostają zamknięte, uczniowie i wychowankowie nie przychodzą do nich, ale nauczyciele pozostają w gotowości do pracy. Zawieszenie zajęć dotyczy przedszkoli, szkół i placówek oświatowych (zarówno publicznych, jak i niepublicznych), z wyjątkiem: poradni psychologiczno-pedagogicznych, specjalnych ośrodków szkolno-wychowawczych, młodzieżowych ośrodków wychowawczych, młodzieżowych ośrodków socjoterapii, specjalnych ośrodków wychowawczych, ośrodków rewalidacyjno-wychowawczych, przedszkoli i szkół w podmiotach leczniczych i jednostkach pomocy społecznej, szkół w zakładach poprawczych i schroniskach dla nieletnich oraz szkół przy zakładach karnych i aresztach śledczych. Reklama Nowy koronawirus SARS-Cov-2 wywołuje chorobę o nazwie COVID-19. Objawia się ona najczęściej gorączką, kaszlem, dusznościami, bólami mięśni i zmęczeniem. Podejrzewa się, że do zarażenia koronawirusem, który może wywoływać groźne dla życia zapalenie płuc, doszło w Chinach pod koniec 2019 r. na targu w Wuhan, stolicy prowincji Hubei. Według informacji podanych przez resort zdrowia, w Polsce dotąd potwierdzono 47 przypadków zakażenia koronawirusem. Jedna osoba zmarła.
2
Ma ponad 14 lat. Bezdomną jest od sierpnia ubiegłego roku. Od tego czasu to właśnie ona - Beza jest bodaj najsmutniejszą rezydentką szczecińskiego przytuliska dla zwierząt. Porzuconą niczym niepotrzebna rzecz na Wyspie Puckiej. Wystarczy spojrzeć jej w oczy, aby zrozumieć, że nadal przeżywa traumę rozstania. Potrzebuje na nią leku: miłości nowego opiekuna. Bezka chyba bardziej niż inne psy potrzebuje kochającej rodziny i prawdziwego domu. Bo…nie zostało jej już wiele czasu. Tym bardziej w realiach miejskiego schroniska. - Krucha jak Beza… Została znaleziona w rejonie portu. Dowieziona do nas w połowie wakacji. Porzucona, co naprawdę trudno zrozumieć. Tym bardziej, że to psina o przyjaznej naturze. Równie chętnie spędzająca czas w otoczeniu ludzi, jak i innych kompanów w niedoli - o biszkoptowej seniorce opowiadają jej obecni schroniskowi opiekunowie. - To grzeczna dama. Ładnie chodzi na smyczy: nie ciągnie, nie przyspiesza, nie wymusza drogi. Uwielbia spacery. Cieszy się na każde wyjście poza boks, który teraz w bezdomności jest jej jedynym schronieniem. Schroniskowi opiekunowie zapraszają na spacer zapoznawczy z uroczą delikatną Bezą. Już w listopadzie - za pośrednictwem naszej rubryki - prosili o dom dla tej poczciwej seniorki. Jednak nie znalazł się nikt, kto przed Bezą otworzyłby serce, przygarnął. - Jej naprawdę niewiele trzeba. Wystarczy, że będzie się miała do kogo przytulić. Łaknie bliskości, jest ufna i bardzo kontaktowa. Okazuje wdzięczność za każdą odrobinę poświęconej jej uwagi. Krótkodystansowe i spokojne spacery przyniosą jej dużo radości - mówią schroniskowi opiekunowie, prosząc o dom dla tej wyjątkowej seniorki. Kto chciałby Bezę -piękną i smutną poczciwinę (537/19) - lub jakąkolwiek inną równie samotną bezdomną psinę czy kocinę przygarnąć, jest proszony o kontakt ze Schroniskiem dla Bezdomnych Zwierząt w Szczecinie: al. Wojska Polskiego 247, tel. +48 91 487 02 81, e-mail: schronisko@schronisko.szczecin.pl. Placówka jest czynna codziennie, również w soboty i wskazane niedziele (oprócz świąt) w godzinach 9-16. Adopcje odbywają się od g. 8.30 do 15.30. * * * Na naszych łamach prowadzimy cykl pt. „Weź mnie KURIEREM do domu". Jest poświęcony schroniskowym zwierzakom. Znajdziecie w nim Państwo oferty adopcyjne tych, co za kratami przytuliska siedzą nie za własne winy. Z utęsknieniem czekając na swojego człowieka: niestety, czasem bezskutecznie, nawet latami. ©℗ (an) Fot. Schronisko/Wolontariat
„To spokojna starsza dama, której bardzo doskwiera schroniskowy boks” – o Mai mówią jej obecni, tymczasowi opiekunowie. Licząc, że znajdzie się dla niej miejsce w kochającej i pełnej empatii rodzinie. Na już i na zawsze. Maja to stareńka, ponad 12-letnia psina. Z wszystkimi urokami i przypadłościami tego wieku. Czyli z wielkim sercem, lekko zamglonym wzrokiem, delikatną nadwagą i drobnymi problemami ze stawami. – Jest delikatna i bardzo przyjazna. Wpatrzona i wsłuchana w człowieka. Bardzo mu oddana, bo była przez niego kochana i rozpieszczana. Aż do ostatniej chwili, do rozstania z tym, który stał się jej całym światem. Ale niestety, z powodu podeszłego wieku nie był już w stanie opiekować się swą najwierniejszą przyjaciółką Mają – opowiadają psiny obecni, schroniskowi opiekunowie. – Maja przed ponad dekadą została wzięta z naszego schroniska. W listopadzie, niestety, do nas powróciła. Już jako spokojna starsza dama. Widać, jak bardzo jej doskwiera rozstanie i realia schroniskowego boksu. Maja potrzebuje spokojnego kąta w domu bez małych dzieci, bo nie ma tyle sił i energii, co szczeniak. Już nie dla niej długodystansowe biegi i szalone zabawy. Maja potrzebuje przede wszystkim miłości i wsparcia, zrozumienia i ciepła na tej ostatniej długiej prostej. – Schody? Maja najchętniej zamieszkałaby w domu parterowym z ogródkiem. Z uwagi na wiek preferuje krótsze, ale częstsze spacery. Jest pogodna z natury i wszystkim przyjazna, więc… Naprawdę, warto dać szansę tej statecznej damie – przekonują Mai schroniskowi opiekunowie. Biszkoptowa Maja to rezydentka z ewidencyjnym numerem na szyi: 754/19. Wypatrywać jej można w boksie nr 67. Kto chciałby dać szansę tej spragnionej uczucia seniorce – lub jakiejkolwiek innej równie samotnej psinie czy kocinie – jest proszony o kontakt ze Schroniskiem dla Bezdomnych Zwierząt w Szczecinie: al. Wojska Polskiego 247, tel. +48 91 487 02 81, e-mail: schronisko@schronisko.szczecin.pl. Placówka jest czynna codziennie, również w soboty i niedziele (oprócz świąt), w godzinach 9-16. Adopcje odbywają się od g. 8.30 do 15.30. * * * Na naszych łamach prowadzimy cykl pt. „Weź mnie KURIEREM do domu". Jest poświęcony schroniskowym zwierzakom. Znajdziecie w nim Państwo oferty adopcyjne tych, co za kratami przytuliska siedzą nie za własne winy. Z utęsknieniem czekając na swojego człowieka: niestety, czasem bezskutecznie, nawet latami. ©℗ (an) Fot. Schronisko/Wolontariat
3
Urząd Ochrony Danych Osobowych opublikował oficjalne wytyczne z zakresu ochrony danych osobowych w kontekście prowadzenia wideokonferencji. Na co powinniśmy zwracać szczególną uwagę? Kwestia ochrony danych osobowych w kontekście wideokonferencji nie jest wprost regulowana przepisami ogólnego rozporządzenia RODO, wobec czego ważne jest przyjęcie pewnych standardów. Poniżej dalsza część artykułu Jest to szczególnie istotne dla przedsiębiorców czy pracodawców, ponieważ podczas komunikacji na odległość zazwyczaj dochodzi do sytuacji, w których uczestnicy udostępniają informacje o sobie m.in.: imię, nazwisko, wizerunek, pseudonim, numer IP czy informacje zawarte w cookies, będące w rozumieniu art. 4 pkt 1) RODO danymi osobowymi podlegającymi ochronie. W zakresie rozmów prywatnych wykonywanych w celach osobistych nie spotykamy się z tym problemem, ponieważ rozporządzenie RODO nie ma zastosowania do takich sytuacji. Podstawowym pytaniem jest więc to, jakie dane osobowe można przetwarzać w sytuacjach służbowych i na jakiej podstawie prawnej powinno się to odbywać, aby przetwarzanie było zgodne z rozporządzeniem RODO. Podmioty udostępniające narzędzia do wideokonferencji biznesowych odnotowują w ostatnich tygodniach rosnące zainteresowanie swoimi produktami. Z narzędzi korzystają wszyscy – zarówno nauczyciele podczas lekcji zdalnych, jak i firmy w swojej bieżącej działalności. Często robią to jednak bez świadomości aspektów prawnych, jakie się z tym wiążą. Pierwszą ze wskazówek, która została zawarta w nowych wytycznych, jest zapoznanie się z obowiązującymi politykami prywatności lub regulaminami korzystania z serwisów do komunikacji zdalnej. Należy pamiętać, że dostawca usług wideokonferencji również będzie przetwarzać dane osobowe użytkowników. W związku z tym warto się zastanowić nad kwestią zawarcia stosownej umowy powierzenia przetwarzania, jeśli do takiego powierzenia będzie dochodzić. Często dostawcy usług wideokonferencji zawierają pewne postanowienia dotyczące powierzenia w swoich regulaminach. Należy zwrócić uwagę, w jakim zakresie dostawca usług wideokonferencji będzie osobnym administratorem, a w jakim podmiotem przetwarzającym np. pracodawcy chcącego w ten sposób zorganizować komunikację w organizacji. Pamiętając o zasadnie privacy by design musimy skutecznie chronić dane osobowe naszych pracowników czy rozmówców, i w tym duchu należy dokonać wyboru odpowiedniego narzędzia – najlepiej od dostawcy, który będzie nasze dane chronił w dostateczny sposób. Dostawca usług wideokonferencji musi dawać rękojmie należytego przetwarzania danych osobowych, w zakresie w którym jest samodzielnym administratorem lub jeśli ma pełnić rolę podmiotu przetwarzającego. Firmy stosujące widokonferencje powinny wprowadzić określone zasady udziału w wewnętrznych spotkaniach, w tym jakie dane można podawać, jakie nie, i jak można wykorzystywać narzędzia widokonferencji. Istotne jest by np. określić, że nagrywanie takich wideokonferencji jest zabronione -zarówno jeśli chodzi o obraz, jak i głos. To również dane osobowe. Ma to znaczenie w zakresie zasady ograniczenia przetwarzania danych osobowych i minimalizacji danych, a także samej definicji przetwarzania danych osobowych z art. 4 pkt 2) RODO. Utrwalenie wizerunku lub głosu bowiem stanowi już przetwarzanie danych. Pamiętajmy, że dane osobowe przetwarzamy tylko wtedy, gdy jest to niezbędne do osiągnięcia danego celu i tylko w adekwatnym zakresie, również w trakcie rejestracji do konferencji dane nie powinny być zbierane nadmiarowo Warto pamiętać, iż polityka prywatności dostawcy usługi wideokonferencji to nie wszystko i musimy zadbać o spełnienie obowiązków informacyjnych z art. 13 i 14 RODO, w tym zebranie stosownych zgód. Gdy do osiągnięcia celów musimy dokonać zapisu przebiegu wideokonferencji lub nawet samego głosu pamiętajmy o stosownych zgodach na utrwalenie wizerunku lub głosu. Dzięki nim będziemy mogli udostępnić zapis przeprowadzonego spotkania np. na stronie Internetowej firmy. Takie zapisy powinny także zostać objęte tajemnicą przedsiębiorstwa. Urząd wskazuje, że dla zabezpieczenia danych w praktyce konieczne jest stosowanie haseł lub odpowiednich metod autoryzacyjnych służących do umożliwienia zapoznania się z informacjami przekazywanymi podczas spotkań tylko osobom upoważnionym. Do tego celu dobrze sprawdzą się kody PIN lub służbowe hasła. Warto także poinstruować swoich pracowników, aby nie publikowali niepotrzebnie pewnych informacji w trakcie wideo-czatu w polach do tego przeznaczonych. Urząd wskazuje także, że można korzystać funkcji zamazanego tła, gdy chcemy chronić informację o tym, gdzie przebywamy. Pamiętajmy, że dane o lokalizacji również stanowią przedmiot ochrony na gruncie RODO. Od naszej staranności zależy, czy umożliwimy osobom niepożądanym udział w spotkaniu (udostępniając link do połączenia w miejscu publicznie dostępnym – np. w mediach społecznościowych) oraz czy wybierzemy bezpiecznego dostawcę Internetu i należycie zabezpieczymy nasze połączenie silnym hasłem. Ataki z zewnątrz można ograniczyć, jeśli korzystamy z aplikacji webowych i nie instalujemy oprogramowania na naszym służbowym lub prywatnym komputerze, ponieważ te platformy są lepiej chronione niż nasze komputery. Urząd zwraca uwagę, że gdy decydujemy się na formę zdalnego kontaktu, jaką jest wideokonferencja, należy korzystać z funkcji programów, które obejmują możliwość wyboru uczestników (opcja „poczekalnia") lub możliwości ograniczenia korzystania z kamery lub mikrofonu tylko do sytuacji, gdy jest to niezbędne, a także zarządzania ustawieniami ekranu. Nie narażajmy też naszych dokumentów poprzez udostępnianie ich w niekontrolowany sposób, uporządkujmy pulpit i zadbajmy, by nie narażać plików na niepotrzebne udostępnienie, zwłaszcza, gdy mogą zawierać dane prawnie chronione. Zaczynając i kończąc pracę zdalną można dodatkowo stosować bezpieczne połączenia VPN, aby zminimalizować ryzyko utraty informacji. Pamiętajmy także o tym, że gdy wyrazimy zgodę lub zaakceptujemy regulamin, nasze informacje mogą być dalej wykorzystywane w celach marketingowych przez podmiot, który zaprasza nas do udziału w spotkaniu. Zależy to także od właściciela platformy, który może mieć interes gospodarczy w uzyskaniu od nas danych w szerszym zakresie, a następnie przekazania ich podmiotom trzecim. Takie dane mogą zostać wykorzystane do profilowania w celach marketingowych przez dostawcę usługi.
Ministerstwo Rozwoju przedstawiło założenia kolejnego etapu odmrażania gospodarki. Od 18 maja będzie można korzystać z punktów gastronomicznych oraz usług oferowanych przez branżę beauty – salonów kosmetycznych i fryzjerskich. W centrach handlowych będzie pojawiało się coraz więcej osób, jak zatem zapewnić im bezpieczeństwo? O kwestiach prawnych związanych z różnymi możliwościami opowiada mec. Paweł Fedczyszyn, adwokat w kancelarii Chałas i Wspólnicy. Co prawda wśród wytycznych nie ma obowiązku zainstalowania kamer, które dokonują automatycznego pomiaru temperatury, lecz zarządcy centrów handlowym mogą szukać sposobu, aby ograniczyć ryzyko kontaktu zakażonych z osobami zdrowymi. Należy pamiętać, że obiekty handlowe powinny być zabezpieczone na różnych poziomach – zalecane jest uruchomienie jak największej liczby wejść oraz zlikwidowanie barier, a także uruchomienie bezkolizyjnej organizacji wejścia i wyjścia do obiektu. W przypadku stwierdzenia wyraźnych oznak choroby jak uporczywy kaszel, złe samopoczucie, trudności w oddychaniu, osoba nie powinna zostać wpuszczona na teren obiektu. Osoby mające symptomy zakażenia SARS-CoV-2 nie powinny korzystać z miejsc publicznych, w tym przychodzić do sklepów – wskazuje w wytycznych Ministerstwo Rozwoju. Stosowanie dodatkowego monitoringu wydaje się być rozwiązaniem uzupełniającym wydane wytyczne – komentuje mec. Paweł Fedczyszyn, adwokat w kancelarii Chałas i Wspólnicy. Kliknij, aby powiekszyć fot. Pavel Losevsky - Fotolia.com Centrum handlowe Wśród pomysłów na zwiększenie bezpieczeństwa odwiedzających w galeriach handlowych pojawia się możliwość stosowania np. kamer termowizyjnych, które umożliwiają wykrycie osób z podwyższoną temperaturą. Istotne jest to, czy podmiot dokonujący rejestracji zapisuje dane z takiego monitoringu, czy dane o temperaturze ciała są zestawiane z innymi danymi o osobach oraz czy kamery umożliwiają zidentyfikowanie osoby na podstawie np. danych biometrycznych – wylicza mec. Fedczyszyn. W wielu przypadkach z takich narzędzi mogą zostać wygenerowane dane osobowe – często będą stanowiły one nawet dane wrażliwe, ponieważ rejestracja obrazu daje możliwość zidentyfikowania osoby fizycznej na podstawie jej cech fizycznych oraz przypisania konkretnej osobie danych na temat jej zdrowia (zgodnie z art. 4 pkt 15 RODO). Trudno zatem uniknąć stosowania do takich zapisów wymogów ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych. Konieczne jest zatem powiadomienie osób, które są rejestrowane, o samym fakcie dokonywania zapisu lub wykorzystywanej technologii oraz wskazania prawidłowej podstawy dla takiego przetwarzania. W przedmiotowej sytuacji należy rozważyć zastosowanie art. 9 ust. 1 lit i) RODO, który stanowi, że przetwarzanie danych dotyczących zdrowia jest dozwolone, gdy jest niezbędne ze względów związanych z interesem publicznym w dziedzinie zdrowia publicznego, takich jak ochrona przed poważnymi transgranicznymi zagrożeniami zdrowotnymi – wyjaśnia mec. Fedczyszyn. Zgodnie z art. 35 ust. 1 RODO, jeżeli dany rodzaj przetwarzania – w szczególności z użyciem nowych technologii – ze względu na swój charakter, zakres, kontekst i cele z dużym prawdopodobieństwem może powodować wysokie ryzyko naruszenia praw lub wolności osób fizycznych, administrator przed rozpoczęciem dokonuje oceny skutków planowanych operacji przetwarzania dla ochrony danych osobowych. Taka ocena jest wymagana w szczególności w przypadku przetwarzania danych osobowych, o których mowa w art. 9 ust. 1 RODO lub systematycznego monitorowania na dużą skalę miejsc dostępnych publicznie. Wobec powyższych wymogów warto określić pewne procedury wskazujące cel oraz czas przetwarzania danych lub ewentualne zrezygnować w zupełności z utrwalania zapisów z kamer. Należy podkreślić, że przyjęcie takiego mechanizmu wspomagającego prowadzenie walki z SARS-CoV-2 nie ma na celu wykrywania tożsamości określonych osób. Może zatem zostać przyjęta metoda, która technicznie nie będzie prowadziła do identyfikacji konkretnych osób fizycznych - temperatura ciała w oderwaniu od innych danych o osobie fizycznej nie stanowi danych osobowych, bowiem dopiero w wyniku zestawienia z innymi danymi będzie prowadziła do zidentyfikowania konkretnej osoby fizycznej zgodnie z art. 4 pkt 1) RODO, który wprowadza definicję danych osobowych – precyzuje mec. Fedczyszyn. Zgodnie z wymaganiami art. 32 RODO konieczne jest zabezpieczenie danych adekwatnie do ryzyka naruszenia praw i wolności osób fizycznych. W szczególności konieczne jest także zapewnienie, aby dane nie były łączone z innymi informacjami o osobach fizycznych, jeżeli jest to zbędne dla zrealizowania celu procesu i zbierane informacji tylko w niezbędnym zakresie (zasada minimalizacji), a także aby do ich przetwarzania były dopuszczone osoby mające elementarną wiedzę o tym jak z danymi osobowymi postępować oraz posiadały odpowiednie upoważnienia. Nie można wykluczyć, że podobne technologie będą kiedyś stosowane powszechnie, warto się jednak zastanowić, czy są one odpowiednim sposobem wykrywania zakażeń wirusem, ponieważ gorączka może wskazywać także na wiele innych dolegliwości - konkluduje ekspert. Wśród pomysłów na zwiększenie bezpieczeństwa odwiedzających w galeriach handlowych pojawia się możliwość stosowania np. kamer termowizyjnych, które umożliwiają wykrycie osób z podwyższoną temperaturą. Czy takie rozwiązanie jest dopuszczalne na gruncie obowiązujących przepisów? Czy operatorzy powinny zwrócić uwagę na jakieś regulacje prawne w tym obszarze?Korzystanie z kamer termowizyjnych może ograniczyć liczbę osób, które będą chciały dokonać zakupów pomimo symptomów choroby. Rodzi się pytanie, czy dane z kamery na podczerwień stanowią dane osobowe w rozumieniu RODO? Jak zwykle w takim przypadku odpowiedź zależy od pewnych okoliczności towarzyszących.I dodaje.Nie można także zapomnieć o obowiązkach związanych z ryzykiem przetwarzania.W razie wątpliwości jednak lepiej wprowadzić wszystkie wymagane elementy przez RODO, w tym zabezpieczyć należycie zebrane dane – nie wiemy w praktyce, jak mają działać te systemy nowej postaci monitoringu.
2
Andrzej Duda i Rafał Trzaskowski zrównują się w drugiej turze wyborów – wynika z najnowszego sondażu dla „Faktów” TVN i TVN24. Z badania wynika, że gdyby wybory prezydenckie odbyły się w najbliższą niedzielę ubiegający się o reelekcję prezydent mógłby liczyć na 40 proc. głosów. Oznacza to, że konieczna byłaby druga tura, w której Andrzej Duda zmierzyłby się z Rafałem Trzaskowskim. Chęć oddania głosu na kandydata Koalicji Obywatelskiej zadeklarowało 32 proc. respondentów. Według sondażu, ostatnie miejsce na podium należałoby do Szymona Hołownię na którego wskazało 10 proc. ankietowanych. Na kolejnych miejscach znaleźli się” Krzysztof Bosak – 7 proc., Władysław Kosiniak-Kamysz – 3 proc. oraz Robert Biedroń 2 proc. poparcia. Ciekawie prezentują się wyniki sondażu dotyczące drugiej tury. Okazuje się bowiem, że zarówno Andrzej Duda, jak i Rafał Trzaskowski mogliby liczyć na 48 proc. głosów. 4 proc. respondentów nie wie jeszcze na kogo odda swój głos. /dorzeczy.pl/ Wspieraj Fundację Magna Polonia! 🇵🇱 Niestety, nasza potrzeba finansowa wciąż się pogłębia!. W mahu potrzebujemy 21 996, 60 zł, Udało nam się zebrać jedynie: 7118,08 zł Pomóż przetrwać Fundacji Magna Polonia. Czas ucieka... Nie bądź bierny, wspieraj polskie media. 30 zł 50 zł 100 zł Inna kwota Dziękujemy za pomoc prawną Kancelarii Prawnej Litwin: https://kancelaria-litwin.pl
"Wymieniony" kandydat Koalicji Obywatelskiej szybko zyskał większe poparcie w sondażach niż Małgorzata Kidawa-Błońska. W badaniu IBRiS dla Onetu dotyczącym wyborów prezydenckich Andrzej Duda uzyskał 43,2 proc. poparcia. Drugie miejsce zajął Rafał Trzaskowski - oddanie na niego głosu zadeklarowało 16 proc. respondentów. Podium zamknął Szymon Hołownia 9,9 proc. Kolejne miejsca zajęli Władysław Kosiniak-Kamysz (9,6 proc.), oraz Robert Biedroń i Krzysztof Bosak - obaj z poparciem na poziomie 6,8 proc. 7,7 proc. pytanych nie było w stanie wskazać swojego faworyta. W tej sytuacji w drugiej turze Andrzej Duda zmierzyłby się z Rafałem Trzaskowskim. Autor: sk
3
Bukowina Tatrzańska. Silny wiatr zerwał dach z wypożyczalni. Dwie osoby nie żyją Silny wiatr daje się we znaki także w Tatrach. W Bukowinie Tatrzańskiej, w rejonie stacji narciarskiej na Rusińskim Wierchu, na grupę osób runął dach. Dwie osoby - matka i córka - nie żyją. Głosuj Głosuj Podziel się Opinie Bukowina Tatrzańska. Silny wiatr zerwał dach przy stacji narciarskiej. Dwie osoby nie żyją (PAP, Fot: Grzegorz Momot) Do wypadku doszło ok. godz. 11 w Bukowinie Tatrzańskiej, w rejonie stacji narciarskiej na Rusińskim Wierchu. Silny powiew wiatru zerwał dach z budynku wypożyczalni narciarskiej. Przeleciał on około 40 metrów i uderzył w osoby znajdujące się na parkingu. - Dach przygniótł 4 osoby: dwie kobiety, dziecko i mężczyznę. Obie kobiety były w ciężkim stanie, rozpoczęto ich reanimację, niestety, jednej z nich nie udało się uratować. Trwa walka o życie drugiej kobiety - mówił TVN24 Sebastian Woźniak z małopolskiej straży pożarnej. East News Podziel się Niestety, wkrótce okazało się, że także druga kobieta zmarła. - Zginęły dwie kobiety - matka i córka - wyjaśnia WP Agnieszka Szopińska, rzeczniczka zakopiańskiej policji - Na razie nie znamy ich wieku. Wśród rannych nie ma małego dziecka, jest kobieta i młody mężczyzna, w wieku od 16 do 20 lat, na razie nie wiemy tego, będziemy to ustalać. Oboje trafili już do szpitala - dodała. Bukowina Tatrzańska. Świadek wypadku: Krzyknąłem "padnij" Reporter "Tygodnika Podhalańskiego", który jest na miejscu zdarzenia, informuje, że wypadku nie przeżyła 52-letnia matka i 15-letnia córka. Druga 21-letnia córka kobiety jest ciężko ranna. Towarzyszący rodzinie młody chłopak - 16-letni - ma obrażenia głowy. Rannych przetransportowano już do szpitala. Pogotowie przetransportowało tam także ojca rodziny, który był świadkiem wypadku. - Kątem oka zobaczyłem, że cała czasza z tego pawilonu unosi się i zaczyna lecieć w naszą stronę, więc krzyknąłem do Bartka "padnij", sam upadłem. To był odruch. Poleciało mi to po głowie, Bartek dostał w potylicę. Na chwilę stracił przytomność. Natomiast żona znajomego i dwie córki dostały po plecach tą całą kopułą, a to jest uderzenie takie jakby tir przy prędkości 80 km/h wjechał - opowiada TVP Info świadek zdarzenia i znajomy rodziny, w którą uderzył dach wypożyczalni. East News Podziel się Mężczyzna relacjonuje, że razem ze innymi świadkami reanimował ofiary do czasu pojawienia się ratowników. Znał tę rodzinę od wielu lat, jego córka chodziła do jednej klasy z nastolatka, która zginęła w wypadku. Ranny nastolatek, to jego krewny. W akcji ratowniczej brali udział ratownicy TOPR, służby medyczne - w tym załogi trzech śmigłowców Lotniczego Pogotowia Ratunkowego oraz straż pożarna i policja. Wyciąg narciarski po wypadku został zatrzymany. - Na miejscu jest już prokurator i przedstawiciel nadzoru budowlanego - mówi WP Szopińska.
- Kątem oka zobaczyłem, że cała czasza z tego pawilonu unosi się i zaczyna lecieć w naszą stronę, więc krzyknąłem do Bartka "padnij", sam upadłem. To był odruch. Poleciało mi to po głowie, Bartek dostał w potylicę. Na chwilę stracił przytomność. Natomiast żona znajomego i dwie córki dostały po plecach tą całą kopułą, a to jest uderzenie takie jakby tir przy prędkości 80 km/h wjechał - opowiada TVP Info świadek zdarzenia i znajomy rodziny, w którą uderzył dach wypożyczalni.
4
W sobotę w województwach podlaskim i warmińsko-mazurskim rozpoczynają się ferie zimowe. Uczniowie z tych regionów będą mieli dwutygodniową przerwę w nauce, która potrwa do 2 lutego. Zdjęcie Wielu rodzin w ferie wyrusza w góry; zdj. ilustracyjne /© Panthermedia Tydzień przed nimi ferie rozpoczęli uczniowie z województw: lubelskiego, łódzkiego, podkarpackiego, pomorskiego i śląskiego, którzy pierwsi w tym roku mają przerwę zimową. Będą odpoczywać do 26 stycznia. Reklama Od 25 stycznia do 9 lutego odpoczną od szkoły uczniowie z województw: kujawsko-pomorskiego, lubuskiego, małopolskiego, świętokrzyskiego i wielkopolskiego. Ostatni - od 8 do 23 lutego - odpoczywać będą uczniowie z województw: dolnośląskiego, mazowieckiego, opolskiego i zachodniopomorskiego. Następna przerwa w nauce - z okazji Świąt Wielkanocnych - potrwa od 9 do 14 kwietnia. Terminy ferii zimowych w poszczególnych województwach ogłasza minister edukacji na podstawie rozporządzenia w sprawie organizacji roku szkolnego.
Z danych przekazanych przez Komendę Główną Policji wynika, że od początku rozpoczęcia przez policję działań związanych z feriami, na polskich drogach doszło do 652 wypadków, w których zginęło 66 osób, a 731 osób zostało rannych. Policjanci zatrzymali również 2386 osób, kierujących autami będąc pod wpływem alkoholu. 936 osobom zatrzymano prawa jazdy za przekroczenie prędkości o ponad 50 km/h w terenie zabudowanym. Poszczególne weekendy W ostatni weekend - od piątku do niedzieli włącznie, na drogach doszło do 202 wypadków, w których zginęło 29 osób (tylko w piątek i sobotę śmierć na drogach poniosły 24 osoby), a 226 zostało rannych. 814 kierowców zatrzymano, gdy prowadzili auta, będąc pod wpływem alkoholu. Natomiast za przekroczenie prędkości powyżej 50 km/h w terenie zabudowanym zatrzymano 199 praw jazdy. Z kolei w pierwszy weekend ferii doszło do 183 wypadków, w których zginęło 11 osób, a 207 odniosło obrażenia. Policjanci zatrzymali również 761 kierowców, którzy prowadzili, będąc pod wpływem alkoholu. Za przekroczenie prędkości powyżej 50 km/h w terenie zabudowanym odebrano 361 praw jazdy. Dla porównania w pierwszy weekend ubiegłorocznych ferii doszło do 174 wypadków drogowych, w których zginęło 14 osób, a 208 zostało rannych. Policjanci zatrzymali 850 pijanych kierowców, zaś za przekroczenie prędkości powyżej 50 km/h w terenie zabudowanym odebrano 251 praw jazdy. Natomiast w drugi weekend ubiegłorocznych ferii doszło do 164 wypadków drogowych, w których zginęło 20 osób, a 199 zostało rannych. Zatrzymano 520 kierujących pod wpływem alkoholu, a za przekroczenie prędkości powyżej 50 km/h odebrano 292 prawa jazdy. Ferie zimowe. Od kiedy do kiedy trwają? Dwutygodniowe ferie zimowe zaplanowano w czterech turach: od 11 do 26 stycznia wypoczywają uczniowie z województw: lubelskiego, łódzkiego, podkarpackiego, pomorskiego i śląskiego. Od 18 stycznia do 2 lutego – z podlaskiego i warmińsko-mazurskiego. Od 25 stycznia do 9 lutego – z kujawsko-pomorskiego, lubuskiego, małopolskiego, świętokrzyskiego i wielkopolskiego, a od 8 do 23 lutego – z dolnośląskiego, mazowieckiego, opolskiego i zachodniopomorskiego. Od 10 stycznia - w związku feriami - policjanci prowadzą wzmożone działania na drogach w całej Polsce, które w znacznej mierze skupiają się na kontrolach autobusów oraz kontrolach kierowców wiozących dzieci na zimowy wypoczynek. (KF)
2
Maciej Musiałowski korzysta z ładnej pogody, grillujące krewetki i szparagi na świeżym powietrzu. Sprawdziliśmy, jak przyrządzić podobne danie. Maciej Musiałowski jest bardzo aktywny w mediach społecznościowych, a na Instagramie chętnie dokumentuje swoje życie codzienne. Tym razem aktor pokazał na InstaStory, jak spędza swoje niedzielne popołudnie. Zamiast siedzieć w domu, skorzystał ze słońca i urządził grilla. Maciej Musiałowski grilluje krewetki i szparagi Aktor nie przyrządził jednak typowego polskiego dania. Zamiast popularnych kiełbasek czy karkówki, postanowił grillować krewetki oraz świeże warzywa, takie jak szparagi, cukinię oraz pomidory w całości. Poniżej opublikowaliśmy nasz przepis na grillowane krewetki. Grillowane krewetki z czosnkiem – przepis Składniki: 500 g surowych krewetek (mogą być mrożone) 2 ząbki czosnku oliwa z oliwek sól pół papryczki chili posiekana natka pietruszki Sposób przygotowania: Obrać czosnek i pokroić o w cieniutkie plasterki Posiekać drobno chili, wymieszać je z oliwą, solą, natką pietruszki i czosnkiem Zamoczyć krewetki w marynacie i odłożyć je w zamkniętym naczyniu na noc do lodówki Nadziać krewetki na patyczki do szaszłyków i grillować je po około 3 min z każdej strony Smacznego! www.instagram.com, musialowskimaciej Odwiedź WP Kuchnia na Insta new tab Zobacz także: Pyszny przepis na lody bananowe z czekoladą
O różnych dziwnych zachowaniach pasażerów w samolotach mówi się dosyć często. Wyjątkowo zaskakujące było jednak to, co zrobiła pewna kobieta. Położyła się na dwóch siedzeniach, opierając nogi o ścianę. Nagranie z pasażerką w roli głównej udostępnione zostało na profilu „Passenger Shaming” na Instagramie. Nagrał ją inny współpasażer, na filmie widać również, że zarówno on, jak siedzący obok niego mężczyzna nie mogli powstrzymać śmiechu. I trudno się dziwić. Pasażerka przybrała bowiem bardzo specyficzną pozycję. Położyła się na dwóch siedzeniach, a bose stopy oparła o ścianę. Całość stworzyła niezwykle kuriozalny obraz, który oburzył wielu internautów. Niektórzy byli bardziej powściągliwi zaznaczając, że stewardessa powinna zwrócić jej uwagę, ponieważ kobieta w ten sposób okazuje brak szacunku dla współpasażerów. Inne komentarze były mniej wybredne. „Wygląda, jakby czekała na badanie ginekologiczne” – czytamy w jednym z komentarzy na profilu. Nagranie z całej sytuacji można zobaczyć poniżej. Czytaj także: Widowiskowe lądowanie w Birmingham: Światowe media zachwycone manewrem polskiego pilota Źr.: Instagram/passengershaming
1
Kiedy Franciszek wszedł do Auli Pawła VI , gdzie zgromadziło się siedem tysięcy osób, dostrzegł wśród nich entuzjastycznie witającą go zakonnicę, która wznosiła okrzyk "Niech żyje papież". Reklama Franciszek podszedł do niej i zażartował: Dam ci całusa, ale bądź spokojna. Nie ugryź mnie. Sytuacja ta miała miejsce po tym, gdy w sylwestrowy wieczór podczas spotkania z wiernymi na placu Świętego Piotra papież ostro zganił kobietę, która tak mocno chwyciła go za rękę i nie chciała jej puścić, że mu ją boleśnie wykręciła. Franciszek, aby wyzwolić się z jej uścisku, uderzył ją w dłoń. Dzień później przemawiając do wiernych przeprosił za swoje zachowanie mówiąc: Ja też tracę cierpliwość.
nie tak znowu dumny z siebie stary pedał 8.3.20 15:04 Halo, Nazywam się Lech Keller-Krawczyk (spolszczone żydowskie -Sznajder) mam ponad lat 70 plus jestem Żydem i homoseksualistą. Szkoły otwarte, a ja mam pod bokiem podstawówkę nr. 133 (W-wa). Krótki spacer od domu. Kupuje kilka batoników czekoladowych dla chłopczyków. Co za przyjemność posiedzieć tam i popatrzeć na te młode ciałka chłopczykow. Już wiosna niedługo i chłopczyki będą w krótkich spodenkach. Jestem tu zawsze choć nie pod swoim nazwiskiem. Lubię takie pseudonimy jak "PolishPatriot" (choć nie jestem ani jednym ani drugim), "Polak" albo "Słowianin", "Sarmata"(a to dobre!) a ostatnio jestem "𝐋𝐞𝐬𝐳𝐞𝐤" - zaczyna mi brakować pomysłów na nowe nicki. Można mnie znaleźć m.in. pod "nickami" jak 𝐉𝐏𝐈𝐈𝐈, 𝐀𝐠𝐧𝐢𝐞𝐬𝐳𝐤𝐚, 𝐔𝐫𝐬𝐳𝐮𝐥𝐚, 𝐎𝐭𝐭𝐨 itp. Nie tylko lubię źeńskie "nicki", ale i lubię się ubierać jak Rafalala - w zaciszu domowym. A tak naprawdę to jestem starym pedałem bez rodziny, przyjaciół, znajomych. Powinienem dostać Order Lenina za mój iście stachanowski trud.
2
O godzinie 9 rano odbył się dzisiaj w szkołach w całej Polsce obowiązkowy egzamin z matematyki na poziomie podstawowym. Podobnie jak podczas wczorajszego egzaminu z języka polskiego, również na kolejnych egzaminach obowiązuje reżim sanitarny. Uczniowie do szkoły wchodzą w maseczkach, jest im mierzona temperatura, a przed wejściem na salę dezynfekują ręce. Po egzaminie uczniowie natychmiast zaczęli komentować zadania. Zdaniem wielu uczniów matura była bardzo trudna. "Nie zdałam tego, chyba, że zdarzy się cud" – pisze na Twitterze jedna z maturzystek. „Mimo że nie miałam problemów z tą matma to uważam że ten arkusz był całkiem trudny jak na podstawę, wszystkie próbne które pisałam były raczej łatwiejsze" – pisze inna maturzystka. Wyciek pytań maturalnych W poniedziałek 8 czerwca od pisemnego egzaminu z języka polskiego na poziomie podstawowym rozpoczęły się matury. Media jednak informują, że mogło dojść do przecieku związanego z tematem egzaminu. Wskazują na to dane z Google Trends. Okazuje się, że na dwie godziny przed rozpoczęciem matur do wyszukiwarki masowo wpisywano temat tegorocznego egzaminu. Radio ZET dowiedziało się w Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, że kwestia możliwego wycieku pytań egzaminacyjnych zostanie zgłoszona na policję. Czytaj także: Wielki przeciek podczas matur? Znaczące doniesienia
Nie było źle. Najważniejsze, że matury w końcu się odbyły i mamy spokój – mówił w rozmowie z reporterem Onetu jeden z tegorocznych maturzystów, na kilka chwil po pierwszym egzaminie z języka polskiego. Czy sytuacja epidemiologiczna i reżim sanitarny wpłynął na plany maturzystów związane z wyborem uczelni wyższej? – Każda uczelnia ma przesunięte terminy. Nie wiadomo nic. Będę to organizować dopiero po napisaniu wszystkich matur, bo na razie nie jestem w stanie nic zrobić – stwierdza kolejna uczennica. – Boje się, że pogubię się w tym – przyznaje maturzystka. #koronawiruswpolsce #koronawirus #matury Subskrybuj kanał: https://www.youtube.com/user/onetnews?sub_confirmation=1 Facebook Onet Wiadomości: https://www.facebook.com/OnetWiadomosci/ Aby śledzić więcej informacji, zapraszamy: www.onet.pl
3
W obliczu pandemii koronawirusa, o. Tadeusz Rydzyk zwrócił się do Rodziny Radia Maryja z apelem o pomoc finansową . Jak podkreślił, "czyni to w trosce o istnienie tych mediów". Założyciel Radia Maryja poprosił słuchaczy, widzów i czytelników, by nie odkładali pomocy materialnej na później. O. Rydzyk podkreślił przy tym, jak trudna jest na co dzień sytuacja finansowa jego mediów: - Przed pandemią koronawirusa ofiary składane na te media, przy bardzo oszczędnym gospodarowaniu starczały skromnie od pierwszego do pierwszego. Z apelu o. Rydzyka wynika, że z powodu pandemii koronawirusa i mniejszych ofiarach od Rodziny Radia Maryja, sytuacja tych mediów może być bardzo trudna.
"Pamiętajcie teraz i każdego miesiąca. Bez tej pomocy grozi nam zamknięcie Radia Maryja i Telewizji Trwam" - apeluje o. Tadeusz Rydzyk. Redemptorysta prosi o wsparcie założonych przez niego mediów "w poważnej sytuacji pandemii koronawirusa". "Przed pandemią koronawirusa ofiary składane na te media, przy bardzo oszczędnym gospodarowaniu starczały skromnie od pierwszego do pierwszego. Teraz, gdy firmy i zakłady pracy spowalniają działalność, a więc i zarobki mogą być mniejsze, boimy się o istnienie Radia Maryja, Telewizji Trwam, 'Naszego Dziennika'" - wyjaśnił w apelu skierowanym do Rodziny Radia Maryja o. Tadeusz Rydzyk. Redemptorysta podkreślił, że wymienione przez niego media nie mogą liczyć na przychody z abonamentu lub dotacji rządowych, "jak na przykład TVP i ostatnio przyznane 2 mld złotych". "Co oczywiście przyjmujemy ze zrozumieniem, bo utrzymanie telewizji, mediów kosztuje bardzo dużo" - zaznaczył. O. Rydzyk liczy na wsparcie ze strony widzów, czytelników i słuchaczy. "Pamiętajcie teraz i każdego miesiąca. Bez tej pomocy grozi nam zamknięcie Radia Maryja i Telewizji Trwam. Podobnie bez kupowania, najlepiej zaprenumerowania 'Naszego Dziennika' też grozi jego zamknięcie. Czy możemy na to pozwolić przy morzu mediów liberalno-lewicowych i naszym niewielkim procencie mediów katolickich i polskich?" - pyta. Zobacz też: Koronawirus w Polsce. Rzecznik rządu: kraje Europy Zachodniej pytają nas, jak postępować Koronawirus w Polsce. O. Rydzyk apelował o "brak cwaniactwa" O. Rydzyk zaznaczył też, że wysłanie podziękowań za przekazane wsparcie może się opóźnić. "Mamy ze względu na pandemię koronawirusa pewne braki personalne. Prosimy o cierpliwość" - wyjaśnia o. Rydzyk. Redemptorysta wcześniej apelował o rozwagę, modlitwę i stosowanie się do zaleceń służb sanitarnych i rządu, m.in. tych dotyczących przestrzegania zasad higieny oraz pozostania w domach. - Nasza modlitwa wypływa z wiary. Ufamy Panu Bogu, ale nie komplikujmy mu sytuacji przez nierozumne zachowanie. Nie może być tu żadnych spryciarzy i cwaniactwa. Bardzo o to prosimy - podkreślał. Źródło: Radio Maryja Zapisz się na nasz specjalny newsletter o koronawirusie.
4
Zwolnienie ze płacenia składek odprowadzanych do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych to jeden z elementów tarczy antykryzysowej. Ma to pomóc przedsiębiorcom przetrwać kryzys związany z rozprzestrzeniającą się epidemią koronawirusa. Wielu właścicieli firm ma problemy z utrzymaniem płynności finansowej i to może uratować ich biznesy. Jak złożyć wniosek? Najważniejszym warunkiem, jaki trzeba spełnić, by otrzymać zwolnienie z obowiązku opłacenia należności z tytułu składek ZUS, to złożenie wniosku. Można tego dokonać drogą elektroniczną, poprzez platformę PUE ZUS. Wniosek można pobrać tutaj. Wniosek może być złożony także osobiście w placówce ZUS. Wystarczy wrzucić wniosek do skrzynki na dokumenty, bez kontaktu z pracownikiem ZUS. Można także wysłać wydrukowany i wypełniony wniosek pocztą. Do kiedy można złożyć wniosek? Jak informuje ZUS, wniosek o zwolnienie z opłacania składek należy złożyć najpóźniej do 30 czerwca 2020 roku. Obejrzyj i dowiedz się, jak chronić się przed koronawirusem Jeśli ZUS będzie miał wątpliwości dotyczące wniosku, skontaktuje się z przedsiębiorcą e-mailem lub telefonicznie. Firma dostanie informację o rozstrzygnięciu na PUE ZUS lub przesłana zostanie ona za pośrednictwem poczty. Komu przysługuje zwolnienie z ZUS? Zwolnienie z ZUS za okres marzec-maj 2020 r. można uzyskać dla całości (100 proc.) lub dla połowy (50 proc.) łącznej kwoty należności. Jeśli przedsiębiorca opłacił już składkę za marzec (dotyczy tylko tego miesiąca), a składa wniosek o zwolnienie ze składek na 3 miesiące (marzec, kwiecień, maj), może wnioskować do ZUS o wypłatę nadpłaconych środków. Musi to zrobić najpóźniej przed upływem terminu opłacenia składek za kwiecień. Prowadzący działalność nie może mieć zaległości wobec ZUS za okresy wcześniejsze. Jeśli przedsiębiorca nie zawnioskuje o zwrot środków (nadpłata za marzec) to rozliczy się ona na składki za kwiecień. Należy pamiętać, że za kwiecień i maj podlegają zwolnieniu tylko składki jeszcze nieopłacone. Zapisz się na nasz specjalny newsletter o koronawirusie. Masz newsa, zdjęcie, filmik? Wyślij go nam na #dziejesie komentarze +1 +1 ważne smutne ciekawe irytujące
Przyjmując tarczę antykryzysową 2.0. rząd obwieścił, że osoby samozatrudnione będą zwolnione z całości składek na ZUS za marzec, kwiecień i maj bez względu na wielkość przychodów. Jak się jednak okazuje nie jest to prawdą. W zapisach tarczy 2.0. nic nie zmieniono i nadal obowiązuje limit przychodów. Limit ten dotyczy pierwszego miesiąca, w którym składany jest wniosek czyli z reguły chodzi o miesiąc marzec i jest określony na poziomie 15 681 zł (trzykrotność prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia brutto za 2020r.). Tak określony przychód jest powszechnie krytykowany, bo przychód nic nie mówi o dochodach. Można mieć przychody na poziomie 20 czy 25 tys. zł, ale jednocześnie wysokie koszty i dochody na poziomie tysiąca złotych. Taka sytuacja ma na przykład miejsce niekiedy w handlu. REKLAMA Taki zapis z przychodami wykluczają też ze zwolnienia z całości składek na ZUS dużą grupę samozatrudnionych.
3
Śmiertelność z powodu koronawirusa we Włoszech wynosi 5,8 proc. - podał w raporcie krajowy Instytut Zdrowia. Średnia wieku osób zmarłych to ponad 80 lat i jest o 15 lat wyższa od średniej wieku wszystkich zakażonych. Kobiety stanowią 28 proc. wszystkich zmarłych. Rzym / PAP/EPA/ANGELO CARCONI / W dokumencie przedstawiającym statystykę przebiegu epidemii we Włoszech odnotowano, że nie żyje dwoje pacjentów w wieku poniżej 40 lat. To 39-letni mężczyzna ze zdiagnozowaną cukrzycą i otyłością, który zmarł w domu, oraz 39-letnia kobieta chora onkologicznie, która była wcześniej hospitalizowana. Ponadto Instytut podał, że średnia wieku zmarłych kobiet wynosi 84 lata, a mężczyzn około 80. Śmiertelność wśród zakażonych mężczyzn wynosi 7,2 proc., a u kobiet 4,1 proc. Wskaźnik śmiertelności rośnie w sposób znaczny w przypadku pacjentów, którzy ukończyli 70 lat. Zwiększa go, jak podkreślili lekarze, występowanie innych chorób - średnia liczba współistniejących schorzeń wśród zmarłych to 2,7. Ponadto w osobnym raporcie Instytutu Zdrowia zwrócono uwagę na to, że palenie papierosów dwukrotnie zwiększa ryzyko znalezienia się na oddziale intensywnej terapii w przypadku infekcji. Dotychczasowy bilans we Włoszech to 1266 zmarłych zakażonych koronawirusem i ponad 17 tysięcy potwierdzonych przypadków.
1,2 procent z wybranej do analiz grupy kilkuset zmarłych we Włoszech osób zakażonych koronawirusem nie miało żadnej dodatkowej choroby, pozostali cierpieli na współistniejące schorzenia w liczbie od 1 do ponad 3 - podał w raporcie krajowy Instytut Zdrowia. Zdjęcie Szpital w Cremonie /AFP W najnowszym sprawozdaniu instytutu monitorującego przebieg epidemii zwrócono uwagę na wysoki odsetek zmarłych na Covid-19, którzy mieli inne choroby. Średnia liczba tych chorób to 2,7. Reklama U 23,5 procent zmarłych zdiagnozowano jedną współistniejącą chorobę, u ponad 26 procent - dwa schorzenia, a u 48 procent - trzy lub więcej. 1,1 procent osób, które zmarły, miało mniej niż 50 lat; to ponad 30 zmarłych - wynika z analizy zgonów. 9 z tych osób nie skończyło 40 lat. Siedem z nich cierpiało na choroby kardiologiczne, nerek, cukrzycę i otyłość. Instytut zastrzegł zarazem, że nie dysponuje kartami lekarskimi dwóch pozostałych. W tym samym raporcie odnotowano także, że średnia wieku zakażonych koronawirusem pracowników służby zdrowia jest znacznie niższa niż w przypadku pozostałych osób i wynosi 49 lat, podczas gdy u reszty populacji - 63 lata. Jeśli chodzi o personel medyczny, zwraca się uwagę na odwrócenie proporcji między mężczyznami i kobietami; to one dominują wśród zakażonych. Mężczyzn jest poniżej 36 procent. Dotychczasowy bilans we Włoszech to 4032 zmarłe zakażone osoby i 47 tysięcy potwierdzonych przypadków wirusa. Z Rzymu Sylwia Wysocka
3
"Gogglebox: Przed telewizorem" to jeden z najpopularniejszych programów rozrywkowych w Polsce. Od sześciu lat emitowany jest na kanale TTV. Fabuła show polega na tym, że grupy składające się z przyjaciół bądź rodziny, komentują różne produkcje telewizyjne - m.in. seriale, reality show, paradokumenty i teleturnieje. "Gogglebox" to ulubiona pozycja wielu telewidzów, którzy z czasem przywiązali się do ulubionych bohaterów. "Gogglebox: Przed telewizorem" z każdym miesiącem emisji w stacji TTV, przyciąga przed ekrany coraz więcej telewidzów, którzy z rozbawieniem śledzą nie tylko zabawne sceny rozgrywające się na antenie, ale także prywatne losy bohaterów programu. Do najpopularniejszych gwiazd show należą Big Boy, który na oczach widzów przeszedł olbrzymią metamorfozę i zrzucił 160 kg oraz Sylwia Bomba, która może poszczycić się aktualnie znakomitymi wynikami w serwisie społecznościowym Instagram. "Gogglebox": Uczestnik opublikował przerażające nagranie Na przerażającym nagraniu opublikowanym przez Jacka Szawiołę, który w programie "Gogglebox" występuje u boku Mariusza Kozaka, widzimy mężczyznę z twarzą zalaną krwią. Można się domyślać, że mężczyzna prawdopodobnie został pobity. Sam nie potwierdził jednak ani nie zaprzeczył tej wersji wydarzeń. Na filmie pada w zasadzie tylko kilka słów. Wideo jest bardzo emocjonalne, widać, że uczestnik jest zdenerwowany i przerażony wydarzeniami, które go spotkały. DALSZA CZĘŚĆ TEKSTU POD GALERIĄ: - To jest właśnie wolność w naszym kraju - mówi uczestnik popularnego show. Fani popularnego fryzjera są zbulwersowani tym, co się stało. Pod zdjęciem pojawiło się wiele komentarzy, w których obserwujący wyrażają swoje współczucie dla bohatera show i zbulwersowanie tym, co go spotkało. Niektórzy posuwają się wręcz do stwierdzenia, że wstydzą się tego, w jakim kraju przyszło im żyć. Nie brakuje jednak także głosów, które krytykują sceny przedstawione w nagraniu. Uważają oni, że wideo zostało zainscenizowane i jest sposobem na zdobycie dodatkowego rozgłosu. Twierdzą, że pobicie jest nierealistyczne, bo na twarzy Szawioły brakuje siniaków i opuchlizny. Najlepsze newsy dnia: 1. Polacy od rana dostają pilnego SMS-a od rządowej komórki. Znamy jego treść, chodzi o poważne niebezpieczeństwo 2. Pierwsze objawy tętniaka mózgu mogą być bardzo mylące. Każdy powinien je znać Jacek Szawioła pracuje jako stylista fryzur. Jego talent sprawia, że zajmuje się wizerunkiem największych polskich gwiazd. Współpracuje między innymi z prezydentem, Andrzejem Dudą. Odpowiadał za fryzurę polityka podczas wygranej kampanii w 2015 roku. Szawioła żartobliwie zaznacza, że to on jest ojcem sukcesu Dudy. Niedawno rozpadł się jego związek z Mariuszem Kozakiem, z którym tworzył związek przez blisko dekadę. Mimo to byli partnerzy nadal pojawiają się razem na antenie "Gogglebox". Wyświetl ten post na Instagramie. Brawo Post udostępniony przez Jacek Szawioła (@jacek.szawiola) Cze 19, 2020 o 9:22 PDT Najlepsze newsy dnia: Źródło: Fakt Nie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj pikio.pl na: Google News
GIS przychylił się do apelu rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorstw (MŚP) i podjął decyzję o zmianie. Nowe rozporządzenie dotyczy tysięcy Polaków, którzy powracają do pracy stacjonarnej po przerwie wywołanej przez pandemię koronawirusa na terenie naszego kraju. GIS poinformował o zmianie swojej decyzji, specjaliści przychylili się do prośby we wniosku, skierowanym do inspektoratu przez rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorstw. Nowe wytyczne dotyczą tysięcy Polaków, który powracają do pracy po przerwie związaną z powszechnie zarządzoną izolacją. GIS zmienił swoją decyzję Główny Inspektorat Sanitarny przychylił się do wniosku rzecznika MŚP i zmienił wytyczne, dotyczące funkcjonowania placówek przedszkolnych na terenie naszego kraju w czasie pandemii koronawirusa. W związku z prośbą skierowaną do Inspektoratu, zwiększono limity dzieci oraz opiekunów, mogących jednocześnie przebywać na terenie ośrodka opiekuńczego. Według wytycznych z dnia z dnia 4 maja 2020 r. dla przedszkoli, oddziałów przedszkolnych w szkole podstawowej i innych form wychowania przedszkolnego oraz instytucji opieki nad dziećmi w wieku do lat 3, w jednej grupie mogło przebywać do 12 dzieci. Minimalna przestrzeń do wypoczynku, zabawy i zajęć dla dzieci w sali nie mogła być mniejsza niż 4 metry kwadratowe na 1 dziecko i każdego opiekuna. GIS zwiększył limity w przedszkolach DALSZA CZĘŚĆ TEKSTU POD GALERIĄ W nowych wytycznych, wydanych przez Głównego Inspektora Sanitarnego, przestrzeń do wypoczynku, zabawy i zajęć dla dzieci w sali ma być nie mniejsza niż 3 metry kwadratowe na 1 dziecko i każdego opiekuna, a łącznie w grupie może przebywać jednocześnie do 16 dzieci. Dzisiaj grzeje: 1. Polacy od rana dostają pilnego SMS-a od rządowej komórki. Znamy jego treść, chodzi o poważne niebezpieczeństwo 2. W Norwegii odnaleziono ciało młodej Polki. Cały kraj żył sprawą jej zaginięcia 2 lata temu GIS zareagował na prośbę rzecznika MŚP, dr hab. n. med. Jarosława Pinkasa. Zwiększenie limitów w placówkach opiekuńczych dla najmłodszych, ma ułatwić rodzicom powrót do pracy po domowej izolacji, wymuszonej przez pandemię koronawirusa. Istotnym czynnikiem, który GIS również wziął pod uwagę podczas rozpatrywania prośby rzecznika, były sygnały docierające do MŚP o istotnych utrudnieniach związanych z uchwalonymi wcześniej limitami dla przedsiębiorców prowadzących przedszkola. Najlepsze newsy dnia: ajlepsze newsy dnia: Źródło: Wprost Nie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj pikio.pl na: Google News
1
Na kilka dni przed brytyjskimi wyborami wiadomo, że walka o pierwsze miejsce rozegra się pomiędzy torysami i laburzystami. Na zapleczu ich rywalizacji powstaje siła, która może zmienić oblicze tego kraju.
Szanowny Czytelniku! Chcemy dostarczać Ci coraz lepsze materiały dziennikarskie i udoskonalać funkcje naszego serwisu. Do tego są nam potrzebne Twoje zgody na lepsze dopasowanie treści marketingowych do Twoich potrzeb. Dzięki nim możemy pozyskiwać środki na rozwój naszego portalu. Dlatego poniżej przedstawiamy Ci informacje dotyczące naszej polityki bezpieczeństwa i przysługujących ci praw: 25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”). Informujemy, iż: administratorem Twoich danych osobowych będzie „TVL” Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością z siedzibą w Lubinie ul. Tysiąclecia 2, 59-300 Lubin. Wyznaczyliśmy Inspektora ochrony danych, z którym kontakt jest możliwy za pomocą adresu e-mailowego: inspektor@tuwroclaw.com. Twoje dane osobowe będą przetwarzane w celu: Przedstawienia reklam dopasowanych to Twoich potrzeb oraz zainteresowań – do czego jesteśmy uprawnieni na podstawie udzielonej zgody- zgodnie z art. 6 ust. 1 lit. a RODO, Dopasowanie treści stron do twoich potrzeb oraz reklam - do czego jesteśmy uprawnieniu na podstawie udzielonej zgody- zgodnie z art. 6 ust. 1 lit. a RODO dokonywania analiz oraz badań statystycznych, które zapewnią bieżące udoskonalanie usług służących do dopasowania reklam oraz treści do Twoich potrzeb bądź zainteresowań – do czego jesteśmy uprawnieni na podstawie art. 6 ust. 1 lit. f RODO (naszym prawnie uzasadnionym interesem jest prowadzenie badań w celu ulepszenia oferowanych usług) Dane osobowe mogą być udostępniane organom państwowym na ich żądanie na podstawie powszechnie obowiązujących przepisów prawa, lub innym osobom i podmiotom współpracującym- tj. podwykonawcom świadczącym na naszą rzecz usługi, w szczególności usługi informatyczne, prawne, inne usługi pomocnicze (na podstawie zawartych umów powierzenia przetwarzania danych osobowych). Twoje dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania zgody. A w przypadku zbierania danych dla celów dokonywania analiz i badań statystycznych do czasu zgłoszenia skutecznego sprzeciwu. Posiadasz prawo dostępu do treści swoich danych oraz prawo ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych (od 25 maja 2018), prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, którego dokonano na podstawie zgody przed jej cofnięciem. W celu skorzystania z powyższych praw należy skontaktować się z Inspektorem ochrony danych Masz prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego, gdy uznasz, iż przetwarzanie Twoich danych osobowych narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. Podanie danych osobowych jest dobrowolne aczkolwiek niezbędne do świadczenia usług na Twoją rzecz. Brak podania danych uniemożliwi nam świadczenie usług. Twoje dane osobowe są przetwarzane w sposób zautomatyzowany w tym również w formie profilowania. Konsekwencją takiego przetwarzania będzie prowadzenia działań marketingowych oraz handlowych dopasowanych do Twoich potrzeb i zainteresowań. W związku z powyższym prosimy o zaznaczenie pola: „zgadzam się”, w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych w celach marketingowych (w tym analizowanie oraz profilowanie w celach marketingowych) przez TuPolska Sp. z o.o. Dane osobowe zbierane są w ramach korzystania z usług, ze stron internetowych oraz zapisywanych w plikach cookies. Zostałem/am zapoznany/a z pouczeniem dotyczącym z prawa dostępu do treści moich danych i możliwości ich poprawiania. Przyjmuję do wiadomości, że mogę w dowolnym momencie wycofać tę zgodę. Wycofanie przeze mnie zgody nie ma wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, którego dokonano na podstawie mojej zgody przed jej wycofaniem
1
Polska będzie mogła wydać około miliarda euro z budżetu unijnego na walkę z koronawirusem. To wstępne szacunki polskiego rządu, informuje Polskie Radio. Jak ustaliła korespondentka Polskiego Radia w Brukseli, Polska będzie mogła wydać około miliarda euro z unijnego budżetu na walkę z koronawirusem. Pieniądze mają pochodzić ze specjalnie utworzonego funduszu do walki z epidemią. Unijne władze postanowiły, że niewykorzystane zaliczki na realizację projektów unijnych nie będą oddawane przez poszczególne państwa do wspólnej kasy, a zostaną przekazane na walkę z koronawirusem oraz na przeciwdziałanie skutkom epidemii. Środki mogą być przeznaczone na wsparcie systemu opieki zdrowotnej a także na pomoc przedsiębiorstwom w walce z negatywnymi skutkami epidemii koronawirusa. Polska ma do rozliczenia w tym roku około miliarda euro. Ok 1 mld euro z budżetu UE Polska będzie mogła wydać na walkę z koronawirusem. Wczoraj Komisja ogłosiła powstanie funduszu. Niewykorzystane zaliczki na realizację unijnych projektów pozostaną w państwach i nie muszą być zwracane do wspólnej kasy @PR24_pl @polskieradiopl — Beata Płomecka (@bplomecka) March 11, 2020 Polska uruchamia rezerwy na walkę z koronawirusem Premier Mateusz Morawiecki poinformował dziś, że rząd uruchomił już 470 mln zł z rezerw na walkę z rozprzestrzenianiem się koronawirusa. Uruchomiliśmy już blisko pół miliarda złotych – 470 mln zł środków z różnych naszych rezerw, rezerwy budżetowe są niezbędne po to, żeby uruchamiać nową produkcję – poinformował Morawiecki. „Uruchamiamy teraz produkcję na przykład środków dezynfekcyjnych, ostatnia niesprzedana Polfa – Polfa Tarchomin już produkuje środki dezynfekcyjne, uzgodniłem z kierownictwem firmy Orlen, że ich możliwości produkcji środków dezynfekcyjnych zostają również aktywowane. Ich środki dezynfekcyjne są w bardzo dużych ilościach dostarczane do instytucji publicznych” – zaznaczył premier. Pod koniec grudnia chińskie władze poinformowały o epidemii zachorowań na zapalenie płuc nieznanego pochodzenia w Wuhan w prowincji Hubei. Patogenem tej choroby jest nowy typ koronawirusa, który WHO 11 lutego nazwała COVID-19. Zdaniem naukowców ludzie zarazili się wirusem, jedząc mięso dzikich zwierząt. W Polsce całkowita liczba zakażonych wynosi na tę chwilę 27 osób.
„W nadchodzących dniach i tygodniach spodziewamy się wzrostu liczby przypadków zarażenia, zgonów i liczby dotkniętych krajów… Doszliśmy do wniosku, że COVID-19 można opisać jako pandemię” – powiedział. ​Pandemia to niezwykle silna epidemia charakteryzująca się rozprzestrzenianiem się chorób zakaźnych w całym kraju, na terytorium sąsiednich państw, a czasem w wielu krajach świata. Pod koniec grudnia chińskie władze poinformowały o epidemii zachorowań na zapalenie płuc nieznanego pochodzenia w Wuhan w prowincji Hubei. Patogenem tej choroby jest nowy typ koronawirusa, który WHO 11 lutego nazwała COVID-19. Zdaniem naukowców ludzie zarazili się wirusem, jedząc mięso dzikich zwierząt. Liczba zakażonych wirusem w Chinach kontynentalnych to ponad 81 tys. osób, zmarło 3158 chorych, wyleczyło się prawie 61 tys. Przypadki zakażenia poza ChRL, jak wynika z ostatnich danych Światowej Organizacji Zdrowia, odnotowano w ponad 100 krajach. Według najnowszych danych WHO zmarło 4291 chorych. W Polsce całkowita liczba zakażonych wynosi na tę chwilę 27 osób.
2
Możliwość składania protestów i kompetencja Sądu Najwyższego do ich rozpatrywania otwiera się dopiero z chwilą podania wyników głosowania do publicznej wiadomości. Niedzielna uchwała PKW nie jest tożsama z uchwałą, w której podaje się wyniki - przekazał w poniedziałek SN. Państwowa Komisja Wyborcza stwierdziła w przyjętej w niedzielę uchwale, że "w wyborach Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej zarządzonych na dzień 10 maja 2020 r. brak było możliwości głosowania na kandydatów". PKW wskazała, że fakt ten "równoważny jest w skutkach z przewidzianym w art. 293 ust. 3 Kodeksu wyborczego brakiem możliwości głosowania ze względu na brak kandydatów". Art. 293 ust. 1 Kodeksu wyborczego stanowi, że jeżeli w wyborach prezydenta głosowanie miałoby być przeprowadzone tylko na jednego kandydata, Państwowa Komisja Wyborcza stwierdza ten fakt w drodze uchwały, którą przekazuje marszałkowi Sejmu, podaje do publicznej wiadomości i ogłasza w Dzienniku Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej. Nowy termin powinien zostać podany w ciągu 14 dni Zgodnie z ustępem 2 tego przepisu marszałek Sejmu ponownie zarządza wybory nie później niż w 14 dniu od dnia ogłoszenia uchwały Państwowej Komisji Wyborczej w Dzienniku Ustaw. Art. 293 ust. 3 stanowi, że przepis ten stosuje się odpowiednio w przypadku braku kandydatów. Kodeks wyborczy stanowi, że w takiej sytuacji stosuje się przepisy mówiące również o tym, że marszałek Sejmu wyznacza datę wyborów na dzień wolny od pracy przypadający w ciągu 60 dni od dnia zarządzenia wyborów. ZOBACZ: Uchwała PKW: nowy termin wyborów w ciągu 14 dni. "23 maja niemożliwy" Natomiast w poniedziałkowym komunikacie przygotowanym przez Izbę Kontroli Nadzwyczajnej SN, która zajmuje się m.in. kwestiami protestów wyborczych, przypomniano, że zgodnie z Kodeksem wyborczym SN rozpatruje protesty przeciwko wyborowi Prezydenta RP wniesione na piśmie "nie później niż w ciągu 14 dni od dnia podania wyników wyborów do publicznej wiadomości przez PKW". Nie będzie możliwości składania protestów wyborczych? "Zgodnie z art. 324 § 2 Kodeksu wyborczego SN rozstrzyga o ważności wyboru Prezydenta RP w terminie 30 dni od dnia podania wyników wyborów do publicznej wiadomości przez PKW, na podstawie opinii wydanych w wyniku rozpoznania protestów oraz sprawozdania z wyborów przedstawionego przez PKW. Sprawozdanie to inicjuje postępowanie przed Sądem Najwyższym w przedmiocie ważności wyboru Prezydenta RP" - przekazał SN. "Możliwość składania protestów i kompetencja SN do ich rozpatrywania otwiera się dopiero z chwilą podania wyników głosowania do publicznej wiadomości. SN pozostawia bez dalszego biegu protest wniesiony przez osobę do tego nieuprawnioną lub niespełniający warunków określonych w art. 321 Kodeksu wyborczego" - podkreślono w komunikacie na stronie SN. ZOBACZ: "Proponujemy tryb mieszany". KO o wyborach Zaznaczono ponadto, że uchwała PKW, w której stwierdziła ona, że w wyborach Prezydenta RP zarządzonych na 10 maja 2020 r. brak było możliwości głosowania na kandydatów "nie jest tożsama z uchwałą, na podstawie której następuje podanie wyników wyborów do publicznej wiadomości przez PKW". Szef PKW Sylwester Marciniak przekazał w niedzielę, że uchwała Komisji jest ostateczna, prawomocna i nie podlega zaskarżeniu do Sądu Najwyższego. Jednocześnie Marciniak poinformował, że nie zostanie sporządzone sprawozdanie do SN, gdyż koncepcja sprawozdania i ustalenia zerowego wyniku wyborów nie spotkała się z aprobatą ze strony członków PKW. WIDEO - Protest podwykonawców na "zakopiance". Domagają się pieniędzy za wykonane prace Twoja przeglądarka nie wspiera odtwarzacza wideo... bia/ PAP
Możliwość składania protestów i kompetencja Sądu Najwyższego do ich rozpatrywania otwiera się dopiero z chwilą podania wyników głosowania do publicznej wiadomości. Niedzielna uchwała PKW nie jest tożsama z uchwałą, w której podaje się wyniki - przekazał w poniedziałek SN. Zdjęcie Siedziba SN, zdj. ilustracyjne /Piotr Molecki /East News Państwowa Komisja Wyborcza stwierdziła w przyjętej w niedzielę uchwale , że "w wyborach Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej zarządzonych na dzień 10 maja 2020 r. brak było możliwości głosowania na kandydatów". PKW wskazała, że fakt ten "równoważny jest w skutkach z przewidzianym w art. 293 ust. 3 Kodeksu wyborczego brakiem możliwości głosowania ze względu na brak kandydatów". Reklama Art. 293 ust. 1 Kodeksu wyborczego stanowi, że jeżeli w wyborach prezydenta głosowanie miałoby być przeprowadzone tylko na jednego kandydata, Państwowa Komisja Wyborcza stwierdza ten fakt w drodze uchwały, którą przekazuje marszałkowi Sejmu, podaje do publicznej wiadomości i ogłasza w Dzienniku Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej. Zgodnie z ustępem 2 tego przepisu marszałek Sejmu ponownie zarządza wybory nie później niż w 14 dniu od dnia ogłoszenia uchwały Państwowej Komisji Wyborczej w Dzienniku Ustaw. Art. 293 ust. 3 stanowi, że przepis ten stosuje się odpowiednio w przypadku braku kandydatów. Kodeks wyborczy stanowi, że w takiej sytuacji stosuje się przepisy mówiące również o tym, że marszałek Sejmu wyznacza datę wyborów na dzień wolny od pracy przypadający w ciągu 60 dni od dnia zarządzenia wyborów. SN: Niedzielnej uchwały PKW nie można oprotestować Natomiast w poniedziałkowym komunikacie przygotowanym przez Izbę Kontroli Nadzwyczajnej SN, która zajmuje się m.in. kwestiami protestów wyborczych, przypomniano, że zgodnie z Kodeksem wyborczym SN rozpatruje protesty przeciwko wyborowi Prezydenta RP wniesione na piśmie "nie później niż w ciągu 14 dni od dnia podania wyników wyborów do publicznej wiadomości przez PKW". "Zgodnie z art. 324 § 2 Kodeksu wyborczego SN rozstrzyga o ważności wyboru Prezydenta RP w terminie 30 dni od dnia podania wyników wyborów do publicznej wiadomości przez PKW, na podstawie opinii wydanych w wyniku rozpoznania protestów oraz sprawozdania z wyborów przedstawionego przez PKW. Sprawozdanie to inicjuje postępowanie przed Sądem Najwyższym w przedmiocie ważności wyboru Prezydenta RP" - napisał SN. "Możliwość składania protestów i kompetencja SN do ich rozpatrywania otwiera się dopiero z chwilą podania wyników głosowania do publicznej wiadomości. SN pozostawia bez dalszego biegu protest wniesiony przez osobę do tego nieuprawnioną lub niespełniający warunków określonych w art. 321 Kodeksu wyborczego" - podkreślono w komunikacie na stronie SN. Zaznaczono ponadto, że uchwała PKW, w której stwierdziła ona, że w wyborach Prezydenta RP zarządzonych na 10 maja 2020 r. brak było możliwości głosowania na kandydatów "nie jest tożsama z uchwałą, na podstawie której następuje podanie wyników wyborów do publicznej wiadomości przez PKW". Szef PKW Sylwester Marciniak mówił PAP, że przyjęta w niedzielę uchwała Komisji jest ostateczna, prawomocna i nie podlega zaskarżeniu do Sądu Najwyższego. Jednocześnie Marciniak poinformował, że nie zostanie sporządzone sprawozdanie do SN, gdyż koncepcja sprawozdania i ustalenia zerowego wyniku wyborów nie spotkała się z aprobatą ze strony członków PKW.
4
Aby ulepszyć witrynę, wyświetlać relewantne materiały informacyjne i dedykowane reklamy, zbieramy anonimowe informacje techniczne o Państwie, w tym za pomocą narzędzi naszych partnerów. Szczegółowy opis procesu przetwarzania danych znajdą Państwo w Polityce prywatności. Szczegółowy opis technologii, z których korzystamy, znajdą Państwo w Polityce wykorzystywania plików cookies i automatycznego logowania. Klikając na przycisk "Zaakceptuj i zamknij", jasno wyrażają Państwo zgodę na przetwarzanie danych w celu osiągnięcia powyższych celów. Wycofać zgodę mogą Państwo, korzystając z metody określonej w Polityce prywatności.
15.4.20 10:11 Prof. Shiva Ayyadurai, mieszkający w USA hindus,jest wszechstronnym geniuszem, typem ludzi jacy są dziś tak światu potrzebni. Ukończył 4 fakultety na MIT – jednej z najlepszych uczelni w USA – doskonały znawca systemów informatycznych, twórca programu E-MAIL jakiego używa dziś cały świat. Próbuje działać w amerykańskiej polityce, ale to Bio-Inżynieria, dziedzina z której uzyskał profesurę jest polem jego współczesnych badań, działań i osiągnięć. Jest autorem komputerowego modelu funkcjonowania naszego ukł. odpornościowego w jego złożonej, wielowymiarowej strukturze i sposobów wpływania na niego. Shiva zna ten temat doskonale i dowodzi, łącząc współczesną wiedzę medyczną z Ayur-Wedą, że regulacja i wzmacnianie tego systemu jest uniwersalnym antidotum na wszelkiego rodzaju epidemie w przeciwieństwie do szczepionkowej agendy wprowadzanej systemowo przez polityków i BigPharmę. Zwraca uwagę na brak zrozumienia tego tematu wśród większości lekarzy co ma miejsce z powodu pobieżnego przedstawiania problemu funkcjonowania systemu immunologicznego człowieka w programie nauczania współczesnych uczelni medycznych. Dr. Shiva z morderczą inteligencją w wielu wywiadach opisuje sposób w jaki jesteśmy za pomocą pandemii koronawirusa rozgrywani przez tzw. Deep State za pomocą ludzi takich dr Fauci, obecny naczelny doktor Ameryki, „specjalista epidemiolog”, od dawna zasiedziały „manewrowy” i protegowany farmaceutycznego kartelu w strukturach politycznych elit w USA, który wg Shivy kwalifikuje się wprost do posadzenia go za kratkami. Tutaj wywiad jaki udzielił dla polskiej internetowej TV wRealu24. Co ciekawe polska wersja została usunięta przez Youtube, ale znalazłem ją na stronie TVwRealu24, skopiowałem i umieściłem na Youtube ponownie. Natomiast w wersji angielskiej po tym jak miała 2 mln odsłon nagle liczba 2 mln znikła i pokazała się liczba 47 tys. odsłon tylko.
3
Władimir Putin i spór o historię. Rosja chce rezolucji potępiającej Polskę Rosja chce złożyć w Radzie Europy projekt rezolucji potępiającej Polskę za "próbę sfałszowania prawdy historycznej". Zapowiedział to przewodniczący komisji spraw zagranicznych Dumy. To kolejna odsłona sporu w sprawie przyczyn wybuchu II wojny światowej. Głosuj Głosuj Podziel się Opinie Władimir Putin i spór o historię. Rosja chce rezolucji potępiającej Polskę (PAP/EPA, Fot: Aleksiej Drużynin/Sputnik) Leonid Słucki stwierdził, że rosyjscy dyplomaci będą starali się przekonać delegatów w Radzie Europy, że Warszawa "próbuje zafałszować prawdę historyczną". Projekt rezolucji potępiającej Polskę zostanie złożony dopiero gdy Rosja będzie miała pewność, że zostanie on przyjęty. - Naszym zadaniem jest konsekwentne przekazywanie prawdy tym, którzy nie są świadomi tego, co dzieje się dziś w Warszawie - powiedział Przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych rosyjskiej Dumy Państwowej w rozmowie z agencją TASS. Władimir Putin i spór o historię. Rosja chce rezolucji potępiającej Polskę - Chodzi o to, by więcej polityków w Europie zdało sobie sprawę, jakie niedopuszczalne wydarzenia mają miejsce w Polsce i jakie decyzje są podejmowane - dodał Leonid Słucki. Chodzi o przyjętą przez polski Sejm uchwałę sprzeciwiającą się "fałszowaniu historii" dotyczącej udziału Polski w II wojnie światowej przez rosyjskich polityków. Zobacz też: Kontrowersyjne słowa o Władimirze Putinie. Jarosław Sellin komentuje - Tylko słabi i podstępni politycy nie mogą się pogodzić z rolą Związku Radzieckiego w zwycięstwie nad brunatną zarazą - powiedział z kolei Wiaczesław Wołodin. Marszałek Dumy Państwowej stwierdził, że polscy przywódcy powinni pamiętać, jaką cenę poniosła armia radziecka podczas bitew o wyzwolenie Polski. Wołodin stwierdził nawet, że polskie władze powinny przeprosić za "obozy zagłady". Parlamentarzyści deklarują w tej sprawie jedność i gotowość do zmian legislacyjnych, by uniknąć "fałszowania historii Wielkiej Wojny Ojczyźnianej".
Przewodniczący komisji spraw zagranicznych rosyjskiej Dumy Leonid Słucki zapowiedział w rozmowie z TASS, że projekt potępiający Polskę zostanie wkrótce złożony w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy. Sprawa dotyczy przyczyn wybuchu II wojny światowej. Słucki twierdzi, że zadaniem rosyjskich polityków jest "konsekwentne przekazywanie prawdy" na temat tego, co się dzieje w Warszawie. – Chodzi o to, by więcej polityków w Europie zdało sobie sprawę, jakie niedopuszczalne wydarzenia mają miejsce w Polsce i jakie decyzje są podejmowane – stwierdził przewodniczący. Rosyjski polityk w ten sposób odniósł się do działań polskiego parlamentu, który kilka dni temu przez aklamację przyjął uchwałę potępiającą skandaliczne wypowiedzi najwyższych władz Rosji.
4
Lidia Staroń ma stanąć na czele nowej komisji w Senacie W Senacie ma powstać komisja petycji. Jej przewodniczącą ma zostać Lidia Staroń, szefowa Koła Senatorów Niezależnych. Ta kandydatura budzi wiele kontrowersji wśród opozycji. Głosuj Głosuj Podziel się Opinie Senator Lidia Staroń (East News, Fot: PIOTR MOLECKI) Komisja Petycji ma powstać po podziale istniejącej Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji. Taki wniosek złożył senator Krzysztof Kwiatkowski z Koła Senatorów Niezależnych - podaje "Rzeczpospolita". Zdaniem senatora obecna Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji jest zbyt przeciążona i trzeba ją podzielić. Jak nieoficjalnie dowiedziała się gazeta, nową komisją ma pokierować Lidia Staroń, co budzi kontrowersje wśród opozycji rządzącej Senatem. Chodzi o to, że senator Staroń uchodzi za polityka sympatyzującego z PiS. Lidia Staroń w 2005 r. wstąpiła do Platformy Obywatelskiej i w wyborach uzyskała mandat poselski. W 2015 r. wystąpiła z partii i pozostała politykiem bezpartyjnym. W Sejmie angażowała się w przygotowywanie rozwiązań prawnych dotyczących spółdzielni mieszkaniowych, a zwłaszcza przepisów dotyczących uwłaszczania spółdzielców. Pełniła m.in. funkcję wiceprzewodniczącej sejmowej Komisji Nadzwyczajnej do rozpatrzenia projektów ustaw z zakresu prawa spółdzielczego. W wyborach parlamentarnych w 2015 r. uzyskała mandat senatora startując z własnego komitetu "Lidia Staroń - Zawsze po stronie ludzi”. Ponownie została senatorem w wyborach w 2019 r. i została przewodniczącą Koła Senatorów niezależnych. Źródło: "Rzeczpospolita", WP.PL
Jak podaje gazeta, nowym organem w Senacie ma być komisja petycji. "Ma powstać po podziale obecnej Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji. Projekt zmiany regulaminu wnieśli senatorowie z rządzącej izbą opozycji, a przedstawicielem wnioskodawców jest Krzysztof Kwiatkowski z Koła Senatorów Niezależnych. Przekonuje, że powstanie nowej komisji jest uzasadnione merytorycznie" - pisze "Rzeczpospolita". - Komisja Praw Człowieka jest jedną z najbardziej obciążonych - tłumaczy w rozmowie z gazetą Krzysztof Kwiatkowski . "Jej powołanie w Senacie nie budzi większych kontrowersji. Co innego osoba potencjalnej przewodniczącej – Lidii Staroń, szefowej Koła Senatorów Niezależnych. W latach 2005–2015 była posłanką PO, po czym odeszła z tej partii i dwukrotnie udała jej się już trudna sztuka wejścia do Senatu z własnego komitetu. Jest znana z działań na rzecz osób pokrzywdzonych przestępstwami, a przede wszystkim z walki z nieprawidłowościami w spółdzielniach mieszkaniowych" - wskazuje dziennik. "Rzeczpospolita" podkreśla, że informacja o tym, że Lidia Staroń ma pokierować nową komisją, jest jeszcze nieoficjalna. -To, że jej kandydatura jest najpoważniej brana pod uwagę, potwierdziliśmy w kilku źródłach. I budzi ona kontrowersje u części rządzącej Senatem opozycji - pisze "Rzeczpospolita". Według gazety, "chodzi o to, że Staroń od lat uchodzi za osobę sympatyzującą z PiS". "Dlaczego więc Staroń ma dostać fotel szefowej komisji? – To gest dla mocno rozpychającego się Koła Senatorów Niezależnych – mówi nieoficjalnie "Rz" jeden z senatorów Koalicji Obywatelskiej. "Zauważa, że koło ma duże aspiracje, a przy obecnej kruchej przewadze opozycji w izbie może być języczkiem u wagi" - konkluduje gazeta. Więcej w "Rzeczpospolitej". (mt)
4
"Do wszystkich chłopców, których kochałam" ("To All The Boys I've Loved Before") to film, który miał swoją premierę na platformie Netflix w 2018 roku. Obraz powstał na podstawie powieści Han Jenny o tym samym tytule. Lara Jean, główna bohaterka, pisze sekretne listy miłosne, które omyłkowo trafiają do pięciu chłopaków, którzy jej się podobają. Netflix przygotował niespodziankę i udostępnił film bezpłatnie. Do jego obejrzenia nie jest nawet wymagana rejestracja. Wystarczy wejść pod ten adres i kliknąć przycisk "Odtwórz teraz". A w środę 12 lutego na Netflixie debiutuje druga część filmu pt. "Do wszystkich chłopców: P.S. Wciąż cię kocham" ("To All the Boys: P.S. I Still Love You"). Ponad 17,3 mld na oryginalne treści W czwartym kwartale ub.r. liczba subskrybentów Netflixa wzrosła o 8,76 mln do 167,09 mln. Platforma zanotowała 5,47 mld dolarów wpływów i 587 mln dolarów zysku netto. W USA pozyskała jedynie 420 tys. nowych klientów (wobec 1,53 mln rok wcześniej), co uzasadnia rosnącą konkurencją. Podkreśla też, że „Wiedźmin” okazał się najpopularniejszym z pierwszych sezonów jej seriali. W 2019 roku Netflix wydał na zawartość programową rekordową kwotę 15 mld dolarów - wynika z danych firmy analitycznej BMO Capital Markets. Według prognoz ekspertów serwis nie zamierza ograniczać się w przyszłości w inwestowaniu w treści. W 2020 roku może to być kwota 17,3 mld, zaś w 2028 - 26 mld dolarów. Platforma nie ujawnia, ilu płacących użytkowników ma w Polsce. Z szacunków Amper Analysis wynika, że może ich być 800 tys. Według badania Gemius/PBI w grudniu ub.r. Netflix miał w Polsce 5,3 mln realnych użytkowników i odnotował 77 mln odsłon.
Serwis Netflix jest skonstruowany w taki sposób, że w głównym oknie platformy użytkownicy widzą kilka rozmaitych sekcji w których mogą zobaczyć m.in. rekomendowane przez platformę treści czy też najnowsze produkcje które pojawiły się niedawno w serwisie. Jedną z kategorii jest lista zatytułowana „Oglądaj dalej”, która u wielu użytkowników nie wywołuje entuzjazmu. Jeżeli bowiem posiadacz konta na Netfliksi tylko przez kilka minut będzie oglądał konkretny film lub serial, a później z tego zrezygnuje to tytuł będzie się pojawiał wciąż na liście „Oglądaj dalej” aż do momentu obejrzenia tej pozycji do końca. Usuwanie filmu z listy „Oglądaj dalej” Netflix do tej pory nie oferował domyślnej opcji pozwalającej w łatwy sposób na usunięcie tytułu z listy „Oglądaj dalej”. Istniała jednak możliwość dokonania takiej operacji. Aby usunąć tytuł z sekcji „Oglądaj dalej” użytkownik musi w przeglądarkowej wersji Netfliksa otworzyć ustawienia swojego konta i w zakładce Profile i kontrola rodzicielska otworzyć Aktywność dla danego profilu. Z tego poziomu istnieje możliwość usunięcia na liście wybranego filmu lub serialu. Netflix potwierdza w komunikacie, że w ciągu 24 godzin zaznaczona pozycja zostanie usunięta z listy „Oglądaj dalej” na stronie głównej. W aplikacji jeden przycisk Do tej pory użytkownicy aplikacji mobilnej Netfliksa w smartfonie lub tablecie nie mieli bezpośredniej możliwości skasowania filmu lub serialu z kategorii „Oglądaj dalej”. Aby to zrobić musieli odwiedzić swoje konto w przeglądarkowej wersji serwisu i wykonać opisane powyżej czynności. Teraz Netflix wprowadził zmiany w korzystaniu z aplikacji, o czym poinformował na stronie wsparcia technicznego. Użytkownicy aplikacji w sekcji „Oglądaj dalej” mogą skorzystać z ikony trzech kropek pod każdą pozycją, a następnie z przycisku „Usuń z listy”. Wówczas film lub serial przestanie pojawiać się w sekcji „Oglądaj dalej”. Według zapowiedzi nowa opcja ma stopniowo trafiać do użytkowników na całym świecie. Potężne wydatki Netfliska na oryginalne treści w 2020 roku W pierwszym kwartale br. Netflix zanotował rekordowe wyniki: wzrost liczby subskrybentów o 15,77 mln do 182,86 mln, 5,77 mld dolarów przychodów i 709 mln dolarów zysku netto. W 2019 roku Netflix wydał na zawartość programową rekordową kwotę 15 mld dolarów - wynika z danych firmy analitycznej BMO Capital Markets. Według prognoz ekspertów serwis nie zamierza ograniczać się w przyszłości w inwestowaniu w treści. W 2020 roku może to być kwota 17,3 mld, zaś w 2028 - 26 mld dolarów. Platforma nie ujawnia, ilu płacących użytkowników ma w Polsce. Z szacunków Amper Analysis wynika, że może ich być 800 tys. Według badania Gemius/PBI w marcu br. przeglądarkowa wersja Netflixa miała w Polsce 5,38 mln użytkowników i 82,5 mln odsłon, a aplikacja mobilna - 1,09 mln użytkowników.
2
Aby ulepszyć witrynę, wyświetlać relewantne materiały informacyjne i dedykowane reklamy, zbieramy anonimowe informacje techniczne o Państwie, w tym za pomocą narzędzi naszych partnerów. Szczegółowy opis procesu przetwarzania danych znajdą Państwo w Polityce prywatności. Szczegółowy opis technologii, z których korzystamy, znajdą Państwo w Polityce wykorzystywania plików cookies i automatycznego logowania. Klikając na przycisk "Zaakceptuj i zamknij", jasno wyrażają Państwo zgodę na przetwarzanie danych w celu osiągnięcia powyższych celów. Wycofać zgodę mogą Państwo, korzystając z metody określonej w Polityce prywatności.
Aby ulepszyć witrynę, wyświetlać relewantne materiały informacyjne i dedykowane reklamy, zbieramy anonimowe informacje techniczne o Państwie, w tym za pomocą narzędzi naszych partnerów. Szczegółowy opis procesu przetwarzania danych znajdą Państwo w Polityce prywatności. Szczegółowy opis technologii, z których korzystamy, znajdą Państwo w Polityce wykorzystywania plików cookies i automatycznego logowania. Klikając na przycisk "Zaakceptuj i zamknij", jasno wyrażają Państwo zgodę na przetwarzanie danych w celu osiągnięcia powyższych celów. Wycofać zgodę mogą Państwo, korzystając z metody określonej w Polityce prywatności.
2
Linie American Airlines uruchamiają połączenie Kraków-Chicago. Pasażerowie będą mogli skorzystać z nowego kierunku już 7 maja. Niektórych może zmylić jednak reklama amerykańskiego przewoźnika. Połączenie do stolicy Małopolski promują zdjęciem Gdańska. "Nonstop to Kraków. Starting May 7" - głosi hasło na reklamie, znajdującej się niedaleko portu lotniczego Chicago-O'Hare. Plakat opatrzony jest jednak zdjęciem ukazującym panoramę Gdańska. To nie pierwsza pomyłka amerykańskiego przewoźnika. W sierpniu 2019 roku reklamując kilka nowych połączeń na rok 2020, w spocie promocyjnym zachęcano odwiedzić Kraków, bo jest miejscem, gdzie można napić się wódki z przyjaciółmi. Wideo wywołało oburzenie. Do nagrania odniosły się wówczas władze miasta Krakowa. ZOBACZ: Kobiety za sterami. Wyjątkowy zespół w Lotniczym Pogotowiu Ratunkowym w Suwałkach Linie lotnicze przeprosiły W spocie Tel Aviv reklamowany był jako miejsce z pięknymi plażami, a Budapeszt polecano do rejsów statkiem. W Pradze linie polecały teatr lalek, a w Casablance skosztowanie lokalnych przypraw. Kraków zdaniem autorów spotu reklamowego to z kolei idealne miejsce na wódkę z przyjacielem. Wówczas na klip odpowiedziały również władze Krakowa umieszczając oświadczenie na oficjalnym profilu miasta. "Koncepcja promocji nowego połączenia lotniczego do Krakowa, która znalazła swój wyraz w spocie American Airlines absolutnie nie wpisuje się w politykę turystyczną i promocyjną Krakowa" - napisano wówczas. Linie lotnicze przeprosiły. Jak wyjaśnili przedstawiciele American Airlines Tom Lattig i Richard Muise, celem spotu było zaangażowanie osób obserwujących kanały społecznościowe i wzbudzenie zainteresowania Krakowem. Miasto odwiedza rocznie około 13 mln turystów. WIDEO - Ciężarówka staranowała szlabany i wjechała pod pociąg. Są ranni Twoja przeglądarka nie wspiera odtwarzacza wideo... las/ml/ polsatnews.pl, PAP
vdu 7 maja American Airlines inaugurował bezpośrednie połączenia z Chicago do stolicy Małopolski. W pobliżu chicagowskiego lotniska O’Hare stanęły więc billboardy informujące o nowych lotach. Na plakatach, zamiast Krakowa, widnieje panorama Gdańska. „Nonstop to Kraków, starting May 7” – głosi napis obok zdjęcia. Na pomyłkę American Airlines zwrócili uwagę internauci i magazyny podróżnicze. American Airlines nie ma szczęścia do reklam swoich bezpośrednich połączeń do Krakowa. We wrześniu minionego roku, miasto to było przedstawiane jako dobre miejsce by napić się wódki ze znajomymi. Dla porównania, loty du Budapesztu promowane były możliwością przepłynięcia się po Dunaju, a Praga spektaklami teatru lalkowego. U przedstawicieli linii lotniczych interweniowały wtedy władze miasta. American Airlines przeprosiły krakowian, tłumacząc, że chodziło im o wzbudzenie zainteresowania tym miastem w mediach społecznościowych. Bezpośrednie loty z Krakowa do Chicago rozpoczną się 7 maja. Samoloty amerykańskiego przewoźnika będą latały z O’Hare do Kraków Airport pięć razy w tygodniu.
4
Z oficjalnym wynikiem 237 ofiar śmiertelnych Iran jest, po Chinach i Włoszech, jednym z najbardziej dotkniętych COVID-19 krajem. Spożycie i sprzedaż alkoholu są w Iranie zabronione, lecz - jak pisze agencja AFP - lokalne media dość często informują o śmiertelnych ofiarach zatrucia alkoholem z przemytu. Koronawirus w Iranie. 20 osób zmarło po wypiciu metanolu Według agencji IRNA w wyniku wypicia metanolu 20 osób zmarło w prowincji Chuzestan na południowym zachodzie Iranu, a siedem w prowincji Alborz, w pobliżu Teheranu. IRNA podała też, powołując się na źródła szpitalne, że w mieście Ahwaz, stolicy Chuzestanu, hospitalizowano z powodu zatrucia alkoholowego 218 osób. Agencja cytuje także zastępcę prokuratora prowincji Alborz, który poinformował, że osoby, które zmarły, wypiły metanol po tym, jak zostały "wprowadzone w błąd przez publikacje internetowe" o rzekomo korzystnym wpływie spożycia alkoholu na walkę z koronawirusem. Według oficjalnych danych w Iranie zainfekowanych koronawirusem jest ponad 7 tys. osób. (pmd)
27 osób zmarło w Iranie po spożyciu metanolu. Dały one wiarę pogłoskom, że alkohol pomaga wyleczyć z koronawirusa - podała irańska agencja prasowa IRNA. Zdj. ilustracyjne / Pixabay Z oficjalnym bilansem 237 ofiar śmiertelnych Iran jest, po Chinach i Włoszech, jednym z najbardziej dotkniętych Covid-19 krajem. Spożycie i sprzedaż alkoholu są w Iranie zabronione, lecz - jak pisze agencja AFP - lokalne media dość często informują o śmiertelnych ofiarach zatrucia alkoholem z przemytu. Według agencji IRNA w wyniku wypicia metanolu 20 osób zmarło w prowincji Chuzestan na południowym zachodzie Iranu, a siedem w prowincji Alborz, w pobliżu Teheranu. IRNA podała też, powołując się na źródła szpitalne, że w mieście Ahwaz, stolicy Chuzestanu, hospitalizowano z powodu zatrucia alkoholowego 218 osób. Agencja cytuje także zastępcę prokuratora prowincji Alborz, który poinformował, że osoby, które zmarły, wypiły metanol po tym, jak zostały "wprowadzone w błąd przez publikacje internetowe" o rzekomo korzystnym wpływie spożycia alkoholu na walkę z koronawirusem. Według oficjalnych danych w Iranie zainfekowanych koronawirusem jest ponad 7 tysięcy osób.
4
Sąd Rejonowy w Szczytnie nie zgodził się na areszt tymczasowy dla Adama D. 29-latek jest podejrzany o spowodowanie wypadku drogowego, w którym ciężko ranne zostały bliźnięta w wózku. Półtoraroczni chłopcy walczą o życie w szpitalu. Wobec kierowcy sąd zastosował dozór policji i zakaz prowadzenia pojazdów. Podejrzany 29-letni Adam D. / x-news / Do wypadku doszło w minioną sobotę na ul. Władysława IV w Szczytnie na Mazurach. Jak informowała policja, 29-letni kierowca forda mustanga nie dostosował prędkości do warunków panujących na drodze, wyprzedzał przed przejściem dla pieszych, stracił panowanie nad autem i uderzył w stojącą na chodniku 54-letnią kobietę i wózek z dwójką 1,5-rocznych dzieci. Następnie auto wjechało w ogrodzenie pobliskiej posesji, staranowało metalowy płot i zatrzymało się dopiero na budynku. Według policji kierowca był trzeźwy. / Policja / Po wypadku dzieci w ciężkim stanie - jedno karetką, drugie śmigłowcem - zostały przetransportowane do szpitala dziecięcego w Olsztynie. Babcia rannych bliźniąt doznała ogólnych potłuczeń. Trafiła do szpitala z powodu stanu psychicznego. Usłyszeliśmy huk, trzask i wyszliśmy. Widzieliśmy babcię leżącą obok wózka na chodniku, tuż przy jezdni. Jedno z dzieci znajdowało się po prawej stronie, drugie zabrano już do karetki. Nie wyobrażam sobie, tej mamy, tej babci... - mówiła sąsiadka rodziny w rozmowie z Polsat News. Inny sąsiad powiedział Polsat News, że widział, jak kierowca zrywał tablicę rejestracyjną z tyłu pojazdu i wrzucił ją do auta. Kazałem mu to zostawić. Nic nie mówił, oszołomiony był. Potem przyjechała do niego rodzina, wsadzili go do pojazdu. Stanąłem z tyłu, by nie odjechali. Podniosłem krzyk, że mało nie zabił dzieci, a teraz chciał uciec i zostałem do czasu przyjazdu policji - opowiadał. Stan dzieci lekarze nadal określali jako bardzo ciężki. Znajdują się w stanie bezpośredniego zagrożenia życia, są wentylowane mechanicznie. Personel szpitala robi wszystko, co w jego mocy - powiedział rzecznik szpitala Grzegorz Adamowicz. Bracia Kuba i Bartek pilnie potrzebują krwi grupy O RH -. Półtoraroczne bliźnięta walczą o życie w szpitalu. Skutki tragicznego wypadku w Szczytni TVN24/x-news Prokuratura wnioskowała o zastosowanie tymczasowego aresztowania na okres trzech miesięcy wobec Adama D. Sąd Rejonowy w Szczytnie zastosował wobec niego dozór policji oraz zakazał opuszczać kraju i prowadzić auto. Rzecznik Sądu Okręgowego w Olsztynie Olgierd Dąbrowski-Żegalski tłumaczył, że podejrzany "stanowczo i w całości przyznał się do winy, nie przerzucał odpowiedzialności na inne osoby, opisał, w jaki sposób dopuścił się zarzucanego mu czynu i wyraził skruchę z powodu popełnionego występku". Postanowienie sądu w tej sprawie nie jest prawomocne.
Sąd Rejonowy w Szczytnie nie uwzględnił wniosku prokuratora o tymczasowe aresztowanie Adama D. podejrzanego o spowodowanie wypadku drogowego, w którym ciężko ranne zostały bliźnięta wiezione w wózku. Zastosowano dozór policji i zakaz prowadzenia pojazdów. Drastyczny wypadek. Mustang potrącił wózek z bliźniętami W Szczytnie 29-letni mężczyzna jechał z nadmierną prędkością, stracił panowanie nad autem i uderzył w wózek z bliźniętami. Dzieci w ciężkim stanie... zobacz więcej Do wypadku doszło w minioną sobotę na ul. Władysława IV w Szczytnie na Mazurach. Jak informowała policja, 29-letni kierowca forda mustanga nie dostosował prędkości do warunków panujących na drodze, wyprzedzał przed przejściem dla pieszych, stracił panowanie nad autem i uderzył w stojącą na chodniku 54-letnią kobietę i wózek z dwójką 1,5-rocznych dzieci. Następnie auto wjechało w ogrodzenie pobliskiej posesji, staranowało metalowy płot i zatrzymało się dopiero na budynku. Według policji kierowca był trzeźwy. Po wypadku dzieci w ciężkim stanie – jedno karetką, drugie śmigłowcem – zostały przetransportowane do szpitala dziecięcego w Olsztynie. Kobieta – babcia rannych bliźniąt – doznała ogólnych potłuczeń. Dziś stan poszkodowanych dzieci lekarze nadal określali jako bardzo ciężki. – Znajdują się w stanie bezpośredniego zagrożenia życia, są wentylowane mechanicznie. Personel szpitala robi wszystko, co w jego mocy – powiedział rzecznik szpitala Grzegorz Adamowicz. Prokuratura wnioskowała o zastosowanie tymczasowego aresztowania na okres trzech miesięcy wobec Adama D. podejrzanego o umyślne naruszenie zasad bezpieczeństwa w ruchu lądowym i spowodowanie wypadku. Sąd Rejonowy w Szczytnie w wydanym postanowieniu nie uwzględnił wniosku prokuratury i zastosował wobec kierowcy środek zapobiegawczy w postaci dozoru policji, zakazu opuszczania kraju, połączonego z zatrzymaniem mu paszportu oraz zakazu prowadzenia pojazdów. #wieszwiecej Polub nas Jak poinformował rzecznik Sądu Okręgowego w Olsztynie sędzia Olgierd Dąbrowski-Żegalski, szczycieński sąd – w uzasadnieniu swojej decyzji o niestosowaniu tymczasowego aresztowania – wskazał, że podejrzany „stanowczo i w całości przyznał się do winy, nie przerzucał odpowiedzialności na inne osoby, opisał, w jaki sposób dopuścił się zarzucanego mu czynu i wyraził skruchę z powodu popełnionego występku”. Sąd zauważył również, że śledczy zabezpieczyli już najistotniejsze dowody w sprawie w postaci m.in. śladów na miejscu zdarzenia i przesłuchania naocznych świadków wypadku. – W takiej sytuacji sąd uznał, że materiał dowodowy sprawy przedstawiony przez prokuratora nie uzasadnia obawy, że podejrzany pozostając na wolności będzie w bezprawny sposób utrudniał toczące się postępowanie karne, a w szczególności, że będzie nakłaniał uczestników przyszłego procesu do składania fałszywych zeznań, bądź zacierał ślady – przekazał rzecznik SO. – Jednocześnie chcę podkreślić, że pozostawanie podejrzanego na wolności w żaden sposób nie oznacza, że sprawca wypadku uniknie odpowiedzialności i wymierzenia sprawiedliwej kary – zaznaczył sędzia Dąbrowski-Żegalski. Postanowienie sądu w tej sprawie nie jest prawomocne.
4
Średnia widownia „Faktów” TVN i TVN24 BiS w okresie od 1 marca do 31 maja 2020 roku wśród wszystkich widzów wyniosła 3,40 mln widzów, co przełożyło się na 25 proc. udziału w rynku telewizyjnym. W porównaniu do analogicznego okresu rok wcześniej zwiększyła się o 400 tys. - wynika z analizy agencji Wavemaker na podstawie danych Nielsen Audience Measurement. >>> Praca.Wirtualnemedia.pl - tysiące ogłoszeń o pracę Konkurencyjne „Wiadomości” TVP1 i TVP Info w analizowanym okresie oglądało 3,26 mln widzów (22,8 proc. udziału). Dziennik zanotował wzrost wynoszący 760 tys. osób. Z kolei „Wydarzenia” Polsat i Polsat News śledziło 2,30 mln osób (SHR% na poziomie 17,3 proc.), po spadku o 250 tys. „Fakty” najchętniej oglądane na Śląsku Agencja Wavemaker przeanalizowała dane oglądalności serwisów w rozbiciu na województwa. Wynika z nich, że wszystkie trzy dzienniki w zależności od regionu cechują się dużymi dysproporcjami udziałów w rynku telewizyjnym. „Fakty” TVN najwyższe udziały notują w województwie śląskim (SHR% wyniósł 28,8 proc.), małopolskim i łódzkim (po 28,2 proc.). Dziennik TVN najsłabiej wypada w woj. lubelskim (16,4 proc.) i pomorskim (18,9 proc.). „Wiadomości” najchętniej oglądane na Podkarpaciu „Wiadomości” TVP1 najlepiej sobie radzą w trzech województwach: świętokrzyskim, lubelskim i podkarpackim, w których mają po odpowiednio 33,6 proc., 32,3 proc. i 31,8 proc. udziału. Najgorszy wynik serwis telewizyjnej Jedynki zanotował w województwie wielkopolskim (15,9 proc.) oraz pomorskim (17,3 proc.). Z kolei „Wydarzenia” Polsatu najwyższy udział miały w województwie lubelskim (27,9 proc.) i podlaskim (23,7 proc.). Serwis Telewizji Polsat najgorsze wyniki zanotował w województwie podkarpackim (12 proc.) oraz małopolskim (12,5 proc.). Dziennik TVN w badanym okresie względem analogicznego okresu rok wcześniej zanotował wzrosty udziałów w 12 województwach, a spadki - w 4 regionach. Serwis Polsatu zyskał w 10 województwach, a w 6 regionach nastąpił spadek. Z kolei czołowy dziennik Telewizji Polskiej we wszystkich województwach zanotował wyraźne wzrosty. Z analizy Wavemaker wynika, ze dane te mogą, ale nie muszą być związane z preferencjami politycznymi widzów z poszczególnych województw. Agencja jednak przypomina, że Nielsen, podobnie zresztą jak i inne firmy dostarczające pomiar telemetryczny na różnych rynkach, nie uwzględnia takiej zmiennej jak poglądy polityczne. Jak czytamy w komunikacie, analizowano okres, w którym na zachowania widzów wpływała nietypowa sytuacja społeczna. Mogła ona sprzyjać większemu zainteresowaniu informacjami przede wszystkim w publicznych mediach, gdzie Polacy szukali oficjalnych komunikatów władz”.
"Fakty" TVN i TVN24 BiS w maju oglądało średnio 2,96 mln widzów, co zapewniło tym stacjom 25,01 proc. udziału w rynku telewizyjnym. W porównaniu do analogicznego okresu rok wcześniej serwis zyskał 6,44 proc. widzów, czyli 96 tys. oglądających. Tuż za "Faktami" znalazły się "Wiadomości" TVP1 i TVP Info. Widownia tego dziennika zwiększyła się najbardziej w zestawieniu – o 25,69 proc. (596 tys. osób) do 2,92 mln oglądających. Udział "Wiadomości" w rynku wzrósł z 18,18 proc. do 22,74 proc. Podium uzupełnia "Teleexpress", którego oglądalność w TVP1 i TVP Info w ciągu roku wzrosła o 15,26 proc., czyli o 336 tys. widzów. – wynika z raportu portalu wirtualnemedia.pl. Na czwartym miejscu znalazły się "Wydarzenia" Polsatu i Polsatu News. Widownia dziennika wyniosła 1,76 mln osób, po spadku o 6,39 proc. (120 tys. widzów - jedyna strata w zestawieniu). Kolejne miejsce zajęła "Panorama" TVP2 i TVP Info, a jej wynik wzrósł o 16,32 proc. do 1,56 mln widzów. Czytaj także: TVP1 liderem oglądalności, rekordowe wyniki TVP Info
3
W ubiegłym roku branża opakowań musiała zmierzyć się z nowymi wyzwaniami rynkowymi, w tym m.in. nowymi regulacjami na poziomie europejskim dotyczącymi Gospodarki Obiegu Zamkniętego oraz dyrektywą Single Use Plastics. Będą one miały niewątpliwie duże znaczenie dla przyszłości firm produkujących i wykorzystujących opakowania – rozwój branży do 2025 r. może się wiązać z inwestycjami na poziomie 20-25 mld PLN, z czego 10-15% firmy będą musiały przeznaczyć na dostosowanie do wspomnianych regulacji. Możliwe jednak, że to nie regulacje będą największym wyzwaniem. Biorąc pod uwagę dynamiczne, ok. 7-8 proc. tempo wzrostu płac w Polsce, to rosnąca zamożność oraz zmiany stylu życia mogą okazać się najważniejszym trendem napędzającym zmiany w wyborach konsumenckich. Jakich zmian można oczekiwać? W przypadku każdego z tych trendów polskie społeczeństwo zmierza stopniowo do wzorców obserwowanych na Zachodnie. Przykładowo, przeciętne wydatki gospodarstw domowych w wielu sektorach polskiej gospodarki, opierających się na konsumpcji, są znacząco poniżej poziomów notowanych na takich rynkach jak np. Wielka Brytania, Francja, czy Niemcy. Same zmiany w zachowaniach konsumentów mogą podnieść wydatki w niektórych kategoriach dwukrotnie, zaś dodając do tego długofalowo rosnącą zamożność, wzrost ten może być jeszcze wyższy. Jednym z takich sektorów jest m. in. szeroko rozumiana żywność. Nieprzypadkowo jest to również branża, która w największym stopniu odpowiada za wykorzystanie opakowań. Dużą rolę w przyciągnięciu rosnących wydatków konsumentów ma właśnie opakowanie i to, w jaki sposób wpisuje się ono w zmieniające się oczekiwania konsumentów. Jak konkretnie zmiany będą wpływać na preferencje konsumentów? Jednym z przykładów może być rosnąca aktywność zawodowa, zarówno w Polsce, jak i w zamożniejszych krajach, jak np. w Niemczech. Z tego powodu konsumenci dysponują coraz mniejszą ilością wolnego czasu, co sprzyja kupowaniu towarów przetworzonych, czyli przekąsek i dań gotowych – jest to wprost powiązane z poziomem zamożności społeczeństwa w danym kraju. Równie dużym wyzwaniem dla producentów opakowań mogą być zmiany w strukturze handlu detalicznego, czy rosnąca rola e-commerce.
- Zobaczymy jak będzie dalej, ale trzeba być realistą. To trochę potrwa. Pytanie, jakie będzie wsparcie rządu dla polskich firm. Wiem doskonale jakie jest wsparcie niemieckiego rządu dla niemieckich firm, bo tam też mamy fabryki. W Polsce jeszcze nie wszystko wiemy o tarczy antykryzysowej. Według mnie ta tarcza jest niewystarczająca - ocenił Formanowicz. - To zależy jak to liczyć. Wczoraj słyszałem, że u nas będzie najwyżej 30-40 mld. Powinniśmy stanąć w prawdzie i powiedzieć jak to wygląda. Mówienie, że to się skończy po Wielkanocy jest zaklinaniem rzeczywistości. Ludzie muszą być świadomi, że to musi jakiś czas potrwać i wszyscy musimy partycypować w kosztach. Skąd przedsiębiorcy mają wziąć środki na wypłatę, nawet części postojowego, jeżeli zatrzymane są wpływy? Nie ma sprzedaży, ale również nie ma wpływu z należności nawet z 2 miesięcy. Duże firmy, żeby utrzymać infrastrukturę w gotowości, mają spore wydatki. Niemcy płacą 60-67 proc. ostatniej płacy. Powinniśmy powiedzieć na co nas stać, ale nie możemy wymagać od przedsiębiorców, że będą w tym partycypować – tłumaczył gość.
1
Zbliża się 10 rocznica tragedii smoleńskiej. Pojawiały się koncepcje wyjazdu do Smoleńska prezydenta lub premiera, a nawet obu razem, aby uczcić pamięć ofiar. Jak mówi na łamach „Polska Times” były minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski, jego zdaniem nikt z ważnych władz nie powinien tam lecieć, natomiast to, kto tam poleci pozostaje w gestii władz. Waszczykowski powiedział: - Natomiast ja uważam, że tam nie powinien lecieć nikt z najwyższych władz. W sytuacji, gdy relacje polsko-rosyjskie znajdują się na tak niskim poziomie, organizowanie uroczystości z udziałem prezydenta i premiera sensu nie ma Zwrócił uwagę na dość napięte ostatnio relacje Polski z Rosją i ocenił to następująco: - Przypomnę choćby kwestię napaści historycznych na nas przy okazji ostatnich rocznic. Byłoby naiwnością myśleć, że oni nam pomogą te uroczystości zorganizować. Przecież od lat uchylają się od pomocy przy śledztwie smoleńskim, czy nie oddają wraku - czym tylko utwierdzają nas w przekonaniu, że jest coś do ukrycia po stronie rosyjskiej w sprawie tej katastrofy Dodatkowym elementem, na który zwraca uwagę Waszczykowski jest możliwość prowokoacji, ośmieszania i upokarzania. Były szef MSZ ocenia, że na takie prowokacje wobec prezydenta i premiera Polska nie może sobie pozwolić. mp/pap
Do Smoleńska z okazji 10. rocznicy katastrofy nie powinien lecieć nikt z najwyższych władz - ocenił na łamach "Polska Times" były minister spraw zagranicznych, europoseł PiS Witold Waszczykowski. Jego zdaniem w Smoleńsku prezydent i premier mogliby paść ofiarą prowokacji. Waszczykowki dla "Polska Times": do Smoleńska nie powinien lecieć nikt z najwyższych władz / Grzegorz Michałowski / PAP Waszczykowski w rozmowie z "Polska Times" podkreślił, że to, kto poleci do Smoleńska w 10. rocznicę katastrofy, jest decyzją władz. "Natomiast ja uważam, że tam nie powinien lecieć nikt z najwyższych władz. W sytuacji, gdy relacje polsko-rosyjskie znajdują się na tak niskim poziomie, organizowanie uroczystości z udziałem prezydenta i premiera sensu nie ma" - uważa były minister spraw zagranicznych. Jak powiedział, "między naszymi krajami są wrogie relacje, wykreowane zresztą przez Rosję". "Przypomnę choćby kwestię napaści historycznych na nas przy okazji ostatnich rocznic. Byłoby naiwnością myśleć, że oni nam pomogą te uroczystości zorganizować. Przecież od lat uchylają się od pomocy przy śledztwie smoleńskim, czy nie oddają wraku - czym tylko utwierdzają nas w przekonaniu, że jest coś do ukrycia po stronie rosyjskiej w sprawie tej katastrofy" - ocenił Waszczykowski. Dodał, że polscy śledczy nie mają możliwości badania miejsca katastrofy. "Gdybyśmy więc teraz tam polecieli, to byśmy tylko się wystawili na nieskończoną liczbę prowokacji, na ośmieszanie, upokarzanie. W dodatku celem tych prowokacji mogliby stać się prezydent i premier. Po co nam to? Po co to robić na miesiąc przed wyborami prezydenckimi?" - mówił Waszczykowski.
4
KRAJ. Nie milkną echa skandalu związanego z usunięciem piosenki Kazika z Listy Przebojów Programu Trzeciego Polskiego Radia. Skomentowała to nawet wicepremier Jadwiga Emilewicz. – PiS „sprywatyzowało” media publiczne, zaczęło się cenzurowanie. To poziom wazeliniarstwa, który jest znamienny dla upadających reżimów – mówił na konferencji prasowej przed radiową „Trójką” kandydat na prezydenta Szymon Hołownia. Głosów oburzenia jest zdecydowanie więcej. – Zawsze „Trójka” kojarzyła się z dobrym słowem i muzyką – niezależnie od poglądów po wysłuchaniu audycji stawaliśmy się mądrzejsi. Natomiast Prawo i Sprawiedliwość „sprywatyzowało” media publiczne – obecna sytuacja to zaledwie probierz – proces zawłaszczania po raz kolejny się posunął – komentował przed gmachem radiowej „Trójki” Szymon Hołownia i dodał: – Jednocześnie, widząc ingerencje w notowania legendarnej Listy Przebojów, nasz sztab przygotował nowe zestawienie, które nikogo z partii rządzącej nie powinno zdenerwować: 5. miejsce – Jarosław Kaczyński, 4. miejsce Joanna Lichocka – „posłanka-palec”, 3. miejsce Jacek Kurski „prezes-gitara”, 2. miejsce Andrzej Duda „prezydent-długopis” oraz 1. miejsce Piotr Gliński „minister-demolka”. Sytuację w „Trójce” skomentowała nawet wicepremier Jadwiga Emilewicz: „Usunięcie piosenki Kazika z Listy Przebojów Trójka – Program 3 Polskiego Radia jest skandaliczne. Pamiętajmy, wirus atakuje płuca, a nie zdrowy rozsądek” – napisała na swoim oficjalnym profilu na Facebooku. Emilewicz udostępniła również pismo kierowane do Krzysztofa Czabańskiego, przewodniczącego Rady Mediów Narodowych, w którym podkreśliła, że usunięcie piosenki Kazika z Listy Przebojów „słusznie wywołało oburzenie słuchaczy i artystów” i ma nadzieję, że „podejmie szybkie i zdecydowane kroki w sprawie wyjaśnienia incydentu oraz powrotu piosenki na fale radiowej Trójki”. Oburzenia nie kryje także Towarzystwo Dziennikarskie: „Nawet w PRL-u nie zrobiono w Polskim Radiu czegoś takiego” – komentują jego członkowie i podkreślają w specjalnym oświadczeniu, że: „Tylko dzięki solidarności dziennikarzy, artystów, pracowników mediów możemy obronić w Polsce wolność słowa”. W obronie „Trójki” stanęła też Gildia Reżyserów. „Bez niezależności nie ma kultury, a bez kultury przestaje istnieć wspólnota” – napisali jej członkowie w oświadczeniu dodając, że: – „Z rosnącym ubolewaniem obserwujemy postępujące upolitycznienie mediów publicznych w Polsce. Przejawia się ono rażącą manipulacją przekazem faworyzującym konkretnych zleceniodawców politycznych, a szkalującym ich oponentów”. ksz
"Usunięcie piosenki Kazika z listy przebojów Radiowej Trójki jest skandaliczne. Pamiętajmy, wirus atakuje płuca, a nie zdrowy rozsądek" - napisała na Twitterze wicepremier Jadwiga Emilewicz. Zamieściła również list, który wysłała do szefa Rady Mediów Narodowych. Chodzi o unieważnienie głosowania w liście przebojów, w którym wygrała piosenka Kazika "Twój ból jest lepszy niż mój". Minister przedsiębiorczości Jadwiga Emilewicz w liście do szefa Rady Mediów Narodowych Krzysztofa Czabańskiego napisała: "Mało jest w naszym kraju wydarzeń kulturowych, które stanowią tak ważne i symboliczne doświadczenie międzypokoleniowe. To już samo w sobie jest wartością, którą należy pielęgnować". "Decyzja o usunięciu z Listy Przebojów piosenki Kazika pt. 'Twój ból jest lepszy niż mój' słusznie wywołała oburzenie słuchaczy i artystów. Ostatni raz tego typu ingerencji, w coś co nigdy nie może być przedmiotem cenzury, dokonano w 1984 r. Miałam wtedy jedenaście lat i doskonale pamiętam samotne werble z 'To tylko tango' Maanam w miejscu ocenzurowanych przez ówczesne władze utworów zespołu" - czytamy w dokumencie. Emilewicz chce "szybkich i zdecydowanych kroków" "Kultura od zawsze była ważnym barometrem nastrojów społecznych". "Artystyczna wolność nigdy nie powinna być w żaden sposób skrępowana, nawet kiedy twórca ma inne zdanie i inaczej postrzega rzeczywistość" - stwierdziła Emilewicz. Minister wyraziła nadzieję, że Rada Mediów Narodowych "podejmie szybkie i zdecydowane kroki w sprawie wyjaśnienia incydentu oraz powrotu piosenki na fale radiowej Trójki". "Pamiętajmy, że wirus, z którym walczymy atakuje płuca, a nie zdrowy rozsądek" - podsumowała wicepremier. Na Twitterze zawrzało. Dziennikarz Wirtualnej Polski Marek Kacprzak skomentował: "Kolejny kryzys na szczytach władzy? Pora na pilną naradę. Trochę się rozjeżdża ta narracja". Radomir Wit, reporter TVN24, napisał: "Obecna wicepremier pisze do polityka, który jeszcze niedawno był posłem PiS, z prośbą o interwencję. I to ma udowodnić, że politycznego wpływu brak?" "Twój ból jest lepszy niż mój", pierwsze miejsce i unieważnienie głosowania Przypomnijmy. 15 maja piosenka Kazika "Twój ból jest lepszy niż mój", która uderza w Jarosława Kaczyńskiego, zajęła pierwsze miejsce na Liście Przebojów Trójki. Następnego dnia informacja o tym zniknęła ze strony Polskiego Radia. Pojawiły się głosy, że rozgłośnia umyślnie usunęła odnośnik do artykułu o ostatnim notowaniu listy. Dziennikarze wprost pisali o cenzurze i powrocie PRL-u. Jeszcze tego samego dnia redaktor naczelny Trójki wydał oświadczenie, w którym mogliśmy przeczytać, że głosowanie zostało unieważnione, ponieważ doszukano się manipulacji przy liczeniu głosów, a sama obecność kawałka na liście złamała regulamin. Z informacji, jakie trafiły do mediów społecznościowych, wiadomo, że dziennikarz odpowiedzialny za liczenie głosów został zawieszony, a prowadzący program Marek Niedźwiecki po 38 latach odszedł z rozgłośni. "Afera Kazika". Gliński: to chyba jakaś prowokacja Głos w sprawie zabrał też minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński. "Zdarza się, że niektórzy artyści śpiewają głupstwa. Nawet bulwersujące. Ale jednak bardziej bulwersujące jest zdejmowanie piosenki za 'nieprawomyślność'. To chyba jakaś prowokacja" - zaznaczył. I dodał: "Na szczęście żyjemy w wolnym kraju i minister kultury nie musi się zgadzać ze wszystkimi decyzjami władz publicznego radia". Artyści m.in. Dawid Podsiadło nie chcą, by ich piosenki były puszczane w Trójce.
3
Za serią fałszywych alarmów bombowych podczas zeszłorocznych egzaminów maturalnych stoją rosyjskie specsłużby. Jak dowiedzieli się reporterzy śledczy RMF FM, takie są pierwszoplanowe ustalenia polskich śledczych badających ten internetowy atak. Przypomnijmy, że w trakcie egzaminów maturalnych maile z groźbami dotarły do prawie 700 szkół w całej Polsce. Patrol policji przed I LO w Rzeszowie / Dariusz Delmanowicz / PAP Śledczy wskazują na Rosjan na podstawie szczegółowych analiz połączeń internetowych. Dokładnie badanie treści e-maili z fałszywymi informacjami naprowadziło naszych ekspertów na serwery usytuowane w Sankt Petersburgu. Ustalono, że były już w przeszłości wykorzystywane do rozsyłania różnych treści, które miały wywołać zamieszanie w różnych częściach świata. Udało się też ustalić autorów całej akcji - to osoby zalogowane na kontach wykorzystywanych przez GRU - rosyjski wywiad wojskowy. Jak przebiegała akcja? Na rosyjskich kontach wykorzystywanych przez tamtejsze specsłużby pojawiły się komunikaty z fałszywymi alarmami - to było kilka szablonów. Moderator namawiał internautów do rozsyłania ich do poszczególnych szkół, w których miały się odbyć matury. Resztę wykonali już nieświadomi, że działają dla Rosjan internauci, którzy zainspirowani rozsyłali fałszywe informacje. Część alarmów wysyłanych było też z automatycznych kont. O co chodzi w takich działaniach? Ten cyberatak na zeszłoroczne matury, wygląda na element działań hybrydowych Rosji przeciwko Polsce - mówi RMF FM były szef Agencji Wywiadu Grzegorz Małecki. W takich działaniach chodzi o wprowadzeni chaosu w kluczowych dla państwa instytucjach. Po drugie, to testowanie polskich systemów cyberobrony. Dzięki temu testuje się nasze zdolności i identyfikuje się procedury reagowania, sprawność tych struktur, a przede wszystkim dojrzałość całego systemu - zwraca uwagę ekspert. Specsłużby wykorzystują też tego rodzaju działania, do odwracania uwagi od operacji prowadzonych w zupełnie innych obszarach. Trzeba jednak zaznaczyć, że takie ataki, to tylko element działań hybrydowych, na które składają się też między innymi oddziaływanie polityczne, czy informacyjne - na przykład poprzez media. Te działania możemy określić jako poligon doświadczalny pod kątem operacji militarnych, ale pamiętajmy też, że to, co nazywamy wojną hybrydową, czy działaniami hybrydowymi, to mieszanka wykorzystania różnego rodzaju instrumentów państwa. Mieszanka działań militarnych ze strukturami wywiadowczymi, politycznymi, czy też informacyjnymi - stwierdził ekspert. Ich istotą jest to, że one są realizowane poniżej progu wojny, progu konfliktu zbrojnego, w związku z tym nie możemy tego traktować w kategoriach agresji na państwo - mówi Małecki. Twierdzi też, że wciąż nie jesteśmy w stanie w pełni wyprzedzająco zareagować na takie ataki. Tym bardziej - jak dodał - że Rosja, to światowy lider w stosowaniu tego rodzaju technik oddziaływania.
Początkowo podejrzenia padały na uczniów, lub nawet na Związek Nauczycielstwa Polskiego, skonfliktowany wówczas z rządem sporem o podwyżkę płac. Zajmujący się sprawą śledczy ustalili, że fałszywe alarmy były dziełem rosyjskich specsłużb - pisze RMF FM. Analizując treść maili Polacy trafili na trop serwerów w Sankt Petersburgu, które, jak ustalono, już wcześniej wykorzystywane były do rozsyłania niepokojących treści do innych krajów. Określono nawet autorów całej akcji. Nadawcy maili byli zalogowani na kontach wykorzystywanych przez rosyjski wywiad - GRU. Były szef Agencji Wywiadu Grzegorz Małecki mówi, że ubiegłoroczne ataki podczas matur wyglądają na element działań hybrydowych, które Rosja prowadzi m.in. przeciwko Polsce. Maja one za zadanie nie tylko wprowadzenie chaosu, ale też testowanie systemów cyberobrony. Małecki dodaje, że tego typu działania mają często odwrócić uwagę od operacji w innych obszarach, a są prowadzone łącznie z oddziaływaniami politycznymi lub medialnymi. - Ich istotą jest to, że one są realizowane poniżej progu wojny, progu konfliktu zbrojnego, w związku z tym nie możemy tego traktować w kategoriach agresji na państwo - mówi Małecki, cytowany przez RMF FM.
4
Kina we Włoszech nie zostaną otwarte w przewidzianym przez rząd terminie 15 czerwca, jeśli nie zostanie zniesiony wymóg noszenia maseczek - zapowiedziało w środę stowarzyszenie właścicieli sal kinowych. Uważają ten nakaz za niezrozumiały przy wymogu dystansu społecznego. Stowarzyszenie zaprotestowało przeciwko zaleceniom dotyczącym warunków otwarcia kin po ponad trzech miesiącach przerwy. W ocenie branży kinowej są one zbyt surowe i nie dają szans na poprawę sytuacji tego sektora. "Oczywiście poczyniono kroki naprzód, znosząc nakaz dystansu między członkami jednej rodziny, ale utrzymanie obowiązku użycia maseczki w sali kinowej jest niezrozumiałe" - głosi komunikat stowarzyszenia. Przypomina się w nim, że w kinach obowiązywać ma zalecenie zachowania dystansu co najmniej jednego metra między widzami. Dlatego ponowiono apel o zmianę przepisów i wyrażenie zgody na to, aby w chwili zajęcia miejsca w kinie widzowie mogli zdjąć maseczki, tak, jak w przypadku klientów w restauracji. Otwarcie kin 15 czerwca to jeden z ostatnich etapów łagodzenia restrykcji wprowadzonych we Włoszech w związku z pandemią. Z Rzymu Sylwia Wysocka (PAP) sw/ mal/
Przedstawiane liczby na temat skali epidemii we Włoszech „nie są rzeczywiste”- ocenił wirusolog profesor Roberto Burioni. Jego zdaniem trzeba przebadać dużą próbkę ludności, by otrzymać prawdziwe dane i, jak dodał, „nie błądzić w ciemnościach”. W opublikowanym w środę wywiadzie dla sieci włoskich dzienników lokalnych Burioni podkreślił: „Musimy wiedzieć, jakie rozmiary ma epidemia”. Jego zdaniem nie można przewidzieć, czy dojdzie do nowej fali zachorowań na przykład na przełomie maja i czerwca. „Nie wiemy nawet, czy kiedy jest ciepło koronawirus przenosi się mniej, a tak jest ze wszystkimi patogenami atakującymi układ oddechowy” – podkreślił włoski ekspert. Profesor Roberto Burioni o zniesieniu ograniczeń. Wymienia, jakie reguły muszą być przestrzegane w zakładach pracy Przyznał: „Strach wywołuje we mnie to, że trzeba walczyć z wrogiem, nie mając broni. Nie jestem optymistą. Mogą pojawić się nowe ogniska i to będzie problem”. Profesor Burioni wyraził też obawy, że firmy, które będą wznawiać działalność po okresie zamknięcia, nie będą dysponować środkami zapewniającymi ochronę. „Mam nadzieję, że kiedy dojdzie do otwarcia kraju, decyzja zapadnie po rozważeniu i w duchu bezpieczeństwa. Następny lockdown (restrykcje wprowadzane przez rządy w czasie pandemii – PAP) znaczyłby to, że popełniono błędy. To nie może się zdarzyć” – zaznaczył wirusolog. Wymienił także niezbędne reguły, jakie muszą być przestrzegane w otwieranych zakładach pracy: „Mierzenie temperatury przy wejściu, maseczki dla wszystkich pracowników, żele higieniczne i dezynfekujące, dystans społeczny oraz unikanie skupisk ludzkich w stołówkach i przebieralniach”. Rzeczywiste rozmiary epidemii we Włoszech są znacznie większe? Tak uważa wielu ekspertów… Oficjalny bilans koronawirusa we Włoszech to ponad 21 tys. zmarłych zakażonych osób i 162 tys. potwierdzonych przypadków. Wielu ekspertów wyraża opinię, że liczba osób zakażonych jest wielokrotnie wyższa; nawet 5 czy 10 razy, gdyż oficjalny bilans nie uwzględnia ludzi chorujących w domach, niemających objawów oraz tych, których nie zbadano pod kątem obecności wirusa. Z Rzymu Sylwia Wysocka(PAP) Sprawdzone informacje na temat koronawriusa dostępne na oficjalne stronie rządowej: gov.pl
2
13 nowych zarażeń koronawirusem stwierdzono w badaniach na Opolszczyźnie. O 10:00 Ministerstwo Zdrowia poinformowało o 108 zakażeniach i 8 zgonach w całym kraju. Co do naszego województwa, 5 przypadków dotyczy powiatu kluczborskiego - to 2 seniorki, 2 kobiety w średnim wieku i kilkuletnia dziewczynka.4 nowe zarażenia odnotowano w powiecie kędzierzyńsko-kozielskim. Mowa o seniorze, 2 kobietach w sile wieku i kobiecie w średnim wieku.W powiecie strzeleckim zakaziło się dwoje seniorów, w powiecie namysłowskim mężczyzna w sile wieku, a w krapkowickim kobieta w średnim wieku. Wszystkie te osoby zaraziły się lokalnie. Są w dobrym stanie, więc pozostają w izolacji domowej.Do tej pory na Opolszczyźnie odnotowano 760 przypadków zarażenia. 49 osób chorych zmarło, a co ważne, mamy 402 ozdrowieńców.Liczba zarażonych koronawirusem w skali kraju wzrosła do 27668. Zmarło 1191 zakażonych, a walkę z wirusem wygrało do tej pory 13411 osób.
9 nowych zachorowań na COVID-19 odnotowano w naszym regionie w ciągu ostatniej doby. Mamy też dwie kolejne osoby, którym udało się pokonać chorobę. Ozdrowieńcy to mieszkający na terenie powiatu strzeleckiego kobieta i mężczyzna w średnim wieku, którzy przebywali dotąd w izolacji domowej.Wśród nowo zarażonych, najwięcej, bo 4 przypadki, odnotowano w powiecie kędzierzyńsko-kozielskim. Po dwie kolejne infekcje wykazano także w powiecie namysłowskim i Opolu, z kolei jedną - w powiecie strzeleckim. Do wspomnianych zachorowań doszło poprzez transmisję lokalną. Wszystkie wykryto u kobiet, które w stanie dobrym przebywają obecnie w domowej kwarantannie. Jedna z nowo zarażonych koronawirusem mieszkanek Opola to seniorka, z kolei pozostałe zakażenia dotyczą kobiet w średnim wieku.Dotychczas, na terenie województwa zachorowało już 408 osób. Nie zmieniła się liczba zgonów pacjentów na Opolszczyźnie, która wynosi 28.Z kolei Ministerstwo Zdrowia, w dzisiejszym raporcie, poinformowało o łącznie 270 nowych przypadkach koronawirusa na terenie kraju. Najwięcej, bo 66 pozytywnych wyników wykazały badania przeprowadzone w województwie śląskim. Resort poinformował również o 13 kolejnych zgonach.Do tej pory, w całej Polsce na COVID-19 zachorowało łącznie 13375 osób, z których 664 zmarły.
3
Członkowie Stowarzyszenia piszą, że prasa od wielu lat boryka się z trudnościami, wyjąwszy pisma popierające władzę, które w zamian korzystają z dotacji oraz „uczynnych reklamodawców”. - W dobie epidemii minister kultury zapowiada pomoc dla artystów i słusznie , minister rozwoju zapewnia wsparcie dla przedsiębiorców - też racja. Natomiast wydawcy pozostają sami z kłopotami i widmem upadku. Prasa nie przeżyje bez czytelników, ale także bez ogłoszeń i dotacji - czytamy w apelu. Jego sygnatariusze tak opisują sytuację prasy w Polsce: spadają nakłady pism, tytuły lokalne (i nie tylko) zawieszają wydawanie, coraz więcej ich upada, a dziennikarze zatrudniani na umowie zleceniu lub umowie o dzieło, tracą pracę i środki do życia. - Zwracamy się do premiera Mateusza Morawieckiego, by dostrzegł problemy prasy i dziennikarzy. Media jednej barwy nie zaspokoją oczekiwań wielu odbiorów. Oczekujemy, że minister kultury, dysponujący dotacjami i grantami, nie będzie obdarowywał nimi tylko mediów „słusznej linii". Domagamy się, żeby w tym trudnym czasie ogłoszenia rządowe trafiały na łamy wszystkich gazet i czasopism - piszą dziennikarze. Nawiązują tym samym do sytuacji utrzymującej się od miesiąca: w ramach rządowej kampanii objaśniającej, jak zachowywać się w czasie epidemii koronawirusa, ogłoszenia są regularnie publikowane we wszystkich dziennikach ogólnopolskich z wyjątkiem „Gazety Wyborczej”. - Zdaniem rządu PiS, czytelnicy Wyborczej nie zasługują na informację „Jak bezpiecznie robić zakupy”. Kolejne kryzysowe ogłoszenie władz dziś we wszystkich dziennikach poza GW - nakład 127 tys. egz. plus 220 cyfrowo. Jak widać nienawiść do Wyborczej przegrywa z rozsądkiem - skomentował na Twitterze dziennikarz „Gazety Wyborczej” Wojciech Czuchnowski. W swoim oświadczeniu członkowie SDRP przypominają, że także stowarzyszenia dziennikarskie potrzebują wsparcia materialnego aby mogły spełniać statutowe powinności wobec środowiska. - Stowarzyszenie Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej z niepokojem monitoruje stan prasy w dobie epidemii. Przestrzegamy przed zapaścią rynku prasowego. Już tę zapaść odczuwamy. Może się ona pogłębić w szczytowym stadium kryzysu gospodarczego. Dziś jeszcze zapaści można zapobiec. Za kilka tygodni na ratunek będzie za późno - kończą swój apel. O pomoc dla prasy, szczególnie lokalnej, zaapelowali też kilka dni temu solidarnie Izba Wydawców Pracy wraz ze Stowarzyszeniem Gazet Lokalnych i Stowarzyszeniem Prasy Lokalnej. Napisali listy do premiera Mateusza Morawieckiego, ministra kultury Piotra Glińskiego i minister rozwoju Jadwigi Emilewicz. Apelując o pomoc dla wydawców lokalnych tytułów prasowych, zaproponowali tez konkretne rozwiązania, po które mógłby sięgnąć rząd. Wśród nich wyliczono publikację płatnych rządowych ogłoszeń i komunikatów, sześciomiesięczne zwolnienie wydawców z zapłaty ZUS, wprowadzenie zerowej stawki VAT dla sprzedaży prasy lokalnej, wypłatę w formie nieoprocentowanej pożyczki z budżetu państwa środków na pokrycie czynszów, rachunków za prąd, gaz itp., a także udzielenie nieoprocentowanej pięcioletniej pożyczki w wysokości przychodu ze sprzedaży za ostatnie sześć miesięcy. Podobny apel o wsparcie prasy drukowanej i elektronicznej tym razem do czytelników zaapelował także w marcu prezes Izby Wydawców Prasy i redaktor naczelny „Rzeczpospolitej” Bogusław Chrabota. - To nie jest łatwy czas dla Polaków. Tym ważniejsza jest pełna, rzetelna i wiarygodna informacja, którą przekazuje czytelnikom prasa - w wydaniach papierowych, a także za pośrednictwem mediów elektronicznych. Jej rola w czasie pandemii jest szczególna. Nie zrezygnowaliśmy z dyżurów dziennikarskich, nie godzimy się na obniżenie jakości naszej pracy, działamy wbrew wszelkim przeciwnościom. By jednak nasza praca była owocna, potrzebujemy współpracy czytelników. Namawiamy do kupowania prasy, do podejmowania prenumeraty, do zapoznawania się z naszą ofertą online. Tam, gdzie nie dociera prasa papierowa, sugerujemy, by korzystać z wydań elektronicznych - czytamy w liście Chraboty. We środę premier ogłosił kolejną transzę pomocy dla firm dotkniętych kryzysem. W ramach tzw. tarczy finansowej przedsiębiorstwom różnej wielkości zostaną udzielone kredyty o wartości 100 mld zł, z czego 60 mld zł bezzwrotnie. Program będzie realizowany wspólnie z Narodowym Bankiem Polskim i Polskim Funduszem Rozwoju.
Pismo do premiera Mateusza Morawieckiego w sprawie osłony rynku prasy zawiera kilka konkretnych propozycji. - To między innymi możliwość odpisania sobie od podatku 300 zł zarówno dla prenumeratorów prasy drukowanej, jak i internetowej (zawsze powtarzamy, że nie chodzi o nośnik, lecz o treści). Innym - rekompensata za utratę wpływów reklamowych, w wysokości kilkudziesięciu procent. W kilku państwach Europy funkcjonuje podobne rozwiązanie, rządy tam zwracają wydawcom nawet 60-80 proc. z tytułu utraconych zysków reklamowych. Wprowadzenie takiego rozwiązania w Polsce mogłoby w znaczący sposób pomóc wydawcom, gdyż utrata czytelników to jedno, a znaczne spadki z tytułu utraconych reklam - to drugie, równie bolesne doświadczenie czasów pandemii - mówi nam Marek Frąckowiak, dyrektor generalny IWP. „Trzeba się spieszyć, by zminimalizować koszty” Wśród innych pomysłów regulacji rynku prasy na czas koronawirusa są m.in. wprowadzenie zerowej stawki VAT na prasę, wsparcie finansowe dla podmiotów dystrybuujących prasę na znacznych odległościach, niskooprocentowane pożyczki dla wydawców (z opcją ich umorzenia), nałożenie na sklepy wielkopowierzchniowe obowiązku sprzedaży prasy i ustalenie niższych opłat za prenumeratę realizowaną przez Pocztę Polską. - Prasa to specyficzny rynek, systemowe rozwiązania, jakie proponujemy, trzeba by wprowadzać jak najszybciej, żeby zminimalizować koszty uderzenia w nią pandemii koronawirusa. Zdecydowanie najszybciej jednak uderza ona w prasę lokalną, dlatego w tamtej sprawie apelowaliśmy do rządu znacznie wcześniej - mówi Marek Frąckowiak. Dyrektor generalny Izby Wydawców Prasy powołuje się tym samym na listy, jakie Izba - wraz ze Stowarzyszeniem Gazet Lokalnych i Stowarzyszeniem Prasy Lokalnej - wysłała do premiera Mateusza Morawieckiego, ministra kultury Piotra Glińskiego i minister rozwoju Jadwigi Emilewicz. Apelowano w nich o pomoc dla wydawców lokalnych tytułów prasowych, mających polegać m.in. na publikacji rządowych ogłoszeń i udzieleniu pożyczki. Chrabota krytykuje pominięcie „GW” i prasy lokalnej przy ogłoszeniach rządowych W czwartek IWP wysłała jeszcze jeden list do premiera Mateusza Morawieckiego - w sprawie nie pomijania żadnego z tytułów prasowych przy dawaniu rządowych ogłoszeń i komunikatów. - Niestety, otrzymujemy sygnały, iż w zakresie rozpowszechniania rządowych ogłoszeń i komunikatów dochodzi do wykluczeń niektórych tytułów. Na poziomie ogólnopolskim przykładem takich niewłaściwych praktyk jest „Gazeta Wyborcza” - pominięcie jej pozbawia dostępu do treści komunikatów i ogłoszeń kilkaset tysięcy czytelników tej gazety. Wyłączenie jakiegokolwiek dużego, ogólnopolskiego medium z dystrybucji związanych z kryzysem komunikatów jest niezrozumiałe i nie powinno mieć miejsca - pisze Bogusław Chrabota, prezes Izby Wydawców Prasy. Nawiązuje do tego, że od ponad miesiąca w wielu tytułach prasowych publikowane są rządowe ogłoszenia informujące o obostrzeniach związanych z epidemią i działaniach pomocowych państwa. Ogłoszenia ukazywały się we wszystkich dziennikach ogólnopolskich oprócz „Gazety Wyborczej”. Sprawą zajął się także Rzecznik Praw Obywatelskich, prosząc kancelarię premiera o wyjaśnienia. Bogusław Chrabota zwraca także uwagę, że „Gazeta Wyborcza” nie jest jedynym tytułem, w którym nie ukazują się rządowe ogłoszenia. - Pomijana jest część prasy regionalnej oraz praktycznie cała prasa lokalna, czyli tytuły, które docierają do małych społeczności, do obywateli odciętych od innych źródeł informacji, którzy często - m.in. z racji swojego wieku - nie potrafią korzystać lub nie mają dostępu do internetu. Trzeba przypomnieć, iż tylko tytuły lokalne w wyczerpujący sposób informują o konkretnych działaniach i środkach, jakie należy stosować na danym, ograniczonym terytorialnie terenie. Tylko w gazetach i czasopismach lokalnych czytelnik znajdzie najnowsze i sprawdzone informacje o najbliższym jego otoczeniu. Pominięcie tego segmentu rynku i nierozpowszechnianie tym kanałem komunikatów i ogłoszeń wyklucza liczną rzeszę obywateli z dostępu do istotnych treści - czytamy w liście. - Trzeba sobie uświadomić, jak wielką rolę spełnia prasa w tej dobie. Oczywiście mamy dzienniki, w tym także dzienniki regionalne i lokalne, które docierają z codzienną dawką informacji do czytelnika - i jest to nie do przecenienia. Ale są też magazyny, tygodniki, pisma kolorowe, które dają nam wszystkim wytchnienie, rozrywkę oraz edukację. Dlatego tak ważne jest, żeby ująć się za tym rynkiem w tak trudnym czasie. I to właśnie robimy - podsumowuje Marek Frąckowiak. W połowie marca br., gdy zamknięto kioski i saloniki prasowe w sklepach wielkopowierzchniowych, członkowie Izby Wydawców Prasy napisali do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów z prośbą o doprecyzowanie przepisu, na podstawie którego zamknięto punkty. Z odpowiedzi wynikało, że rozporządzenia ministra zdrowia nie stosuje się do takiej działalności jak sprzedaż prasy (punktów o przeważającym typie takiej działalności) i nie dotyczy saloników prasowych, czyli placówek handlowych, w których przeważająca działalność polega na handlu prasą, biletami komunikacji miejskiej, wyrobami tytoniowymi, kuponami gier losowych i zakładów wzajemnych.
4
Korporacja medialna New York Times, która wydaje gazetę o tej samej nazwie, potwierdza rzetelność publikacji odnośnie statystyk Covid-19 w Rosji, powiedziała w rozmowie ze Sputnikiem wiceprezes firmy ds. komunikacji Danielle Rhodes. „Jesteśmy przekonani co do rzetelności naszego materiału opartego na danych opublikowanych przez oficjalny resort państwowy i wywiadzie z ekspertami instytutów państwowych. Żadne fakty przytoczone w naszym artykule nie powinny być negowane – oświadczyła. Komisja Dumy Państwowej poprosiła wcześniej rosyjskie MSZ o podjęcie działań wobec NYT i Financial Times po tendencyjnych artykułach o Covid-19, nawet z możliwym cofnięciem ich akredytacji w Rosji. Parlamentarzyści zwrócili również uwagę, że publikacje pojawiły się w tym samym czasie. Szef komisji Wasilij Piskariow nazwał niedopuszczalnym dla poziomu tych gazet pojawianie się artykułów opartych na domysłach. Później rzecznik prasowa MSZ Rosji Maria Zacharowa poinformowała , że do redakcji FT i NYT zostaną skierowane listy z żądaniem sprostowania dezinformacji o koronawirusie w Rosji, otrzymają je redaktorzy naczelni przez ambasady w USA i Wielkiej Brytanii. Wcześniej na łamach NYT ukazała się publikacja, w której Rosja została oskarżona o zorganizowanie systemu dezinformacji w kwestii opieki zdrowotnej, który rzekomo sprzyja rozprzestrzenianiu niebezpiecznych chorób, w tym koronawirusa i Eboli. Zobaczymy po pandemii Jak podkreślił deputowany, liczyć trzeba nie na podstawie przeprowadzonych testów, a na podstawie ilości przebadanych pacjentów, bo jeden chory jest testowany minimum dwa razy, póki wynik nie będzie ujemny. Sumowanie testów poskutkuje fałszywymi statystykami. Śmiertelność będziemy szacować po zakończeniu pandemii, na razie oceniamy bieżącą sytuację, a kiedy to się skończy, będziemy mieli pełen obraz. To po prostu nieprofesjonalny „szum” – oświadczył deputowany Dumy Państwowej, wcześniej naczelny lekarz sanitarny Rosji Giennadij Oniszczenko, komentując doniesienia FT. Według ostatnich danych w Rosji wykryto ponad 252 tys. przypadków koronawirusa. Od początku epidemii zmarło 2305 osób.
MSZ Rosji przygotowało listy do redakcji gazet The Financial Times i The New York Times z żądaniem zdementowania opublikowanej przez nie informacji o koronawirusie w Rosji – poinformowała rzeczniczka MSZ Rosji Maria Zacharowa. Rzeczniczka MSZ Rosji zauważyła, że już 14 maja listy zostaną wręczone redaktorom naczelnym gazet za pośrednictwem przedstawicieli ambasady Rosji w Wielkiej Brytanii i USA. Skierowaliśmy też stosowne pismo do przedstawiciela OBWE ds. wolności mediów (Harlema – red.) Désira, sekretarza generalnego UNESCO (Audrey – red.) Azoulay. Analogiczne materiały wyślemy do sekretariatu ONZ jako przykład tejże „infodemii”, do zwalczania której zaapelował sekretarz generalny (Antonio – red.) Gutteres” – powiedziała Zacharowa. MSZ Rosji: Te publikacje to fejk Wcześniej gazeta Financial Times poinformowała, że umieralność w Rosji z powodu koronawirusa może być o ponad 70% wyższa, niż mówią oficjalne statystyki. Według oficjalnych danych w kwietniu w Moskwie i Petersburgu na COVID-19 zmarło 629 osób. Ale, jak twierdzi gazeta, powołując się na własną analizę, w obu miastach w ciągu tego miesiąca zmarło o 72% więcej osób niż średnia miesięczna liczba zgonów w ciągu ostatnich pięciu lat: 1841 osób w Moskwie i 232 – w Petersburgu, w sumie 2073 osoby. Rosyjskie MSZ informację o zaniżonych wskaźnikach śmiertelności w Rosji nazwało fejkiem i uznało, że takie zachowanie ze strony zagranicznych dziennikarzy ma związek z tym, że Zachód chce odciągnąć uwagę od własnych problemów. Komisja Dumy Państwowej Rosji poprosiła MSZ o podjęcie środków wobec New York Times i Financial Times, w tym pozbawienie ich akredytacji. Wicepremier Rosji Tatiana Golikowa oświadczyła, że Rosja nigdy nie manipulowała oficjalną statystyką. Według słów przedstawicieli WHO w Rosji nie ma świadomego zaniżania śmiertelności z powodu COVID-19. W Rosji według ostatnich danych zarejestrowano 242 271 tysięcy chorych w 85 regonach. Za cały okres w kraju na koronawirusa zmarło 2212 osób, ponad 48 tys. wyzdrowiało.
4
Deficyt budżetu państwa sięga teraz 27 mld zł. Na koniec roku, zakładając, że lockdown się nie powtórzy, może wynieść on 8,4 proc. - Stan finansów publicznych oceniam jako względnie dobry, biorąc pod uwagę skalę kryzysu. Trzeba też pamiętać, że część dochodów budżetu jest odroczona - powiedział Tadeusz Kościński. Minister finansów deklaruje, żadnych nowych podatków nie będzie, oprócz tych, które zostały wcześniej ogłoszone, a przez pandemię przesunięte w czasie. Chodzi o podatek od sprzedaży detalicznej (handlowy), który miał zacząć obowiązywać od 1 lipca, a wejdzie w życie, ze względu na pandemię, dopiero od 1 stycznia 2021 roku. Nadal będzie za to uszczelniany system podatkowy. Tadeusz Kościński nawiązał do pomysłu wprowadzania w Polsce tzw. estońskiego CIT-u, czy, najkrócej mówiąc, zwolnienia z podatku dochodowego firm, które nie wypłacają zysków, tylko inwestują je w swoją działalność. Rozwiązanie skierowane jest do małych i średnich spółek kapitałowych (z ograniczoną odpowiedzialnością i akcyjnych), których przychody nie przekraczają 50 mln zł. W Polsce to kryterium spełnia niemal 97 proc. wszystkich spółek kapitałowych i spółek, w których udziałowcami są wyłącznie osoby fizyczne. Oznacza to, że może z niego skorzystać zdecydowana większość polskich podatników CIT (ok. 200 tys. firm), w których inwestor jest blisko spółki, a struktura firmy jest transparentna i prosta. Zdaniem ministra, mamy dziś dobry moment na jego wdrożenie. - Będziemy potrzebowali jak najwięcej inwestycji, nie tylko centralnych, ale także lokalnych, a szczególnie tych prowadzonych przez miro-, małe i średnie firmy. Żeby tworzyły poduszkę finansową, żeby zatrudniały więcej osób, żeby się modernizowały, co podniesie jakość całej gospodarki. Nie patrzyłbym na to jak na ubytek z budżetu państwa. To inwestycja. Te pieniądze wrócą do państwa w przyszłości w dużo większej skali, niż otrzymalibyśmy teraz. Minister finansów nie obawia się inflacji, która w Polsce ma największą wartość w Unii Europejskiej, w maju osiągając 2,9 proc., bowiem Covid-19 zadziała jako czynnik ograniczający jej wzrost. Tadeusz Kościński był prelegentem debaty "Finanse publiczne w obliczu wyzwań, potrzeb i ograniczeń. Restrukturyzacja pod presją", która odbyła się 22 czerwca 2020 roku w ramach EEC Online. Materiał chroniony prawem autorskim - zasady przedruków określa regulamin.
W ciągu kilku lat bardzo mocno ograniczyliśmy lukę VAT w Polsce, ale powoli dochodzimy do ściany, jeśli chodzi o dalsze uszczelnianie, stosując jedynie krajowe rozwiązania - powiedział minister finansów Tadeusz Kościński. Jego zdaniem powinna powstać lista firm, które uciekają do rajów podatkowych. Szef resortu finansów uczestniczył w tym tygodniu w Brukseli w seminarium w sprawie działań dotyczących uszczelniania systemu podatkowego. "Dochodzimy do ściany" - Jak szacują niektórzy ekonomiści, rocznie na świecie przez nieuczciwe praktyki podatkowe i ucieczki do rajów podatkowych, państwa tracą od 500 do 600 miliardów dolarów. W samej Unii Europejskiej, według szacunków Polskiego Instytutu Ekonomicznego, to około 170 miliardów euro rocznie - podkreślił minister. Zaznaczył, że w ostatnich kilku latach luka VAT w Polsce została znacznie ograniczona, ale powoli wyczerpują się metody, jakimi dalej można byłoby ograniczać to niepożądane zjawisko. Dlatego konieczna jest międzynarodowa współpraca. Szara strefa w Polsce. Zbadano, ile traci budżet państwa Całkowita wartość szarej strefy w Polsce w 2018 roku wyniosła 10,8 procent Produ... zobacz więcej » - W ciągu kilku lat bardzo mocno ograniczyliśmy lukę VAT w Polsce, ale powoli dochodzimy do ściany, jeśli chodzi o dalsze uszczelnianie, stosując jedynie krajowe rozwiązania - powiedział Kościński. Czarna lista Szef resortu finansów wskazał, że na razie wszyscy skupiają się na relacji B2B, czyli wzajemnych rozliczeniach między przedsiębiorstwami, które mogą skutkować tzw. karuzelami VAT-owskimi. Kościński dodał, że w przypadku relacji B2B i dalszego uszczelniania sytemu podatkowego, konieczna jest międzynarodowa współpraca. W szczególności dotyczy to przeciwdziałania agresywnej optymalizacji podatkowej, ucieczek do rajów podatkowych. - Najlepiej byłoby, gdyby takie rozwiązania zaproponowała Komisja Europejska. Natomiast prawdopodobieństwo ich powstania jest niewielkie, ponieważ część państw Wspólnoty - rajów podatkowych - korzysta na tym, a w Unii niezbędna w przypadku przepisów podatkowych jest jednomyślność. Dlatego konieczne są działania bilateralne i multilateralne. Powinna na przykład powstać czarna lista firm, międzynarodowych koncernów, które uciekają do takich rajów. Konsekwencją tego mogłoby być wyłączanie ich z przetargów publicznych - powiedział minister. Konsument - przedsiębiorca Dodał, że Polska jest inicjatorem powołania europejskiego sojuszu na rzecz zwalczania oszustw związanych z VAT, a UE potrzebuje przyspieszonej wymiany technologii, wiedzy i najlepszych praktyk. - Mimo że zjawisko karuzel VAT-owskich udało się ograniczyć, to jeszcze mamy trochę w pracy, jeśli chodzi o relacje konsument - przedsiębiorca i nieprawidłowości powstających między nimi - przyznał. Kościński wyjaśnił, że szara strefa w relacjach konsument-przedsiębiorca może polegać na tym, że płacimy jako klient za rachunek, opłacając jednocześnie podatek, natomiast później ten podatek nie jest odprowadzany przez przedsiębiorców. Minister wyjaśnił, że tego rodzaju szarej strefie ma przeciwdziałać elektroniczny paragon, który ułatwia np. gromadzenie i wyszukiwanie potwierdzeń transakcji. Minister liczy, iż przepisy dotyczące e-paragonów uda się wprowadzić jeszcze w maju br. Chodzi o zrównanie e-paragonu z potwierdzeniem papierowym. Konsument będzie miał wybór, jakiego rodzaju paragon chce dostać. Szarej strefie - jak dodał - mają też przeciwdziałać kasy on-line. Część przedsiębiorców od 1 stycznia 2020 r. musi posiadać takie kasy - np. mechanicy samochodowi i właściciele stacji benzynowych. Od 1 lipca sprzedaż w kasie on-line będą musiały ewidencjonować firmy, np. związane z gastronomią (właściciele restauracji, w tym sezonowych), prowadzące usługi hotelowe. Od 1 stycznia 2021 r. kasy on-line muszą mieć też fryzjerzy, lekarze, dentyści, prawnicy czy firmy budowlane. Podatek cyfrowy Odnosząc się do podatku cyfrowego, Kościński powiedział, że na razie czekamy w tej sprawie, co zaproponuje OECD. - Prace nad wypracowaniem wspólnych zasad, jakie miałyby obowiązywać w państwach OECD, idą wolno. Propozycje mają pojawić się latem. Najlepiej byłoby, gdyby obowiązywały jedne zasady we wszystkich państwach, przynajmniej w UE, tak by firmy nie uciekały do innych - powiedział minister finansów. W innym przypadku - jak mówił - każdy kraj będzie miał swoje rozwiązania. - To nie jest najlepsze rozwiązanie, ale prędzej czy później firmy zaczną płacić taki podatek, w miejscu, gdzie osiągają one zyski - podsumował Kościński.
2
To jednak był zdechły kot. Wtorkowe odbicie w środę zostało zanegowane. Dow Jones pogłębił poniedziałkowy dołek i znalazł się na terytorium bessy. Inwestorzy wyprzedawali akcje, do czego skłaniało ogłoszenie pandemii przez Światową Organizację Zdrowia. 24 godziny temu ostrzegaliśmy, że wtorkowe wzrosty mogą okazać się tzw. odbiciem zdechłego kota. I to się niestety potwierdziło. Ekspansja epidemii Covid-19 i coraz dalej posunięte ograniczanie wolności w Europie sprawiły, że recesja wydaje się już nieuchronna. Kolejne kraje zamykają granice, zakazują zgromadzeń, zamykają instytucje publiczne i rozpoczynają reglamentowanie środków medycznych. Jeszcze trzy tygodnie temu Wall Street świętowała kolejny szczyt 11-letniej hossy. Teraz jesteśmy na krawędzi bessy. W środę S&P500 zaliczył spadek o 4,89%, do 2741,38 pkt. Oznacza to, że od lutowego rekordu S&P500 stracił już 19,2%. Dow Jones runął w dół o 5,86%, do 23 553,22 pkt. i znalazł się 20,3% poniżej lutowego rekordu. Oznacza to przekroczenie umownej granicy bessy, którą Amerykanie definiują jako spadek o ponad 20% od szczytu. Oficjalne dane mówią na razie o zaledwie 1050 zdiagnozowanych przypadkach koronawirusa w USA. Wciąż niemożliwy do oszacowania jest zasięg oraz skutki chińskiego koronawirusa, który WHO już oficjalnie uznała za pandemię . Nastrojów nie poprawiła informacja, że oficjalny lekarz Kongresu USA Brian Monahan ocenił, że liczba zakażonych Covid-19 w Stanach Zjednoczonych wyniesie od 70 mln do 150 mln osób, czyli 20-46% populacji USA. Marc Lipsitch, epidemiolog z Harvardu, jest zdania, że nowy koronawirus dotknie 20-60% światowej populacji. Mało kogo uspokajają szacunki, że dla 80% chorych będzie to przypominało zwykłe przeziębienie. Paniczne decyzje władz i coraz bardziej alarmistyczne prognozy zaczynają coraz mocniej udzielać się inwestorom. Rynki finansowe są w trakcie dyskontowania globalnej recesji, powrotu stóp procentowych w USA do zera lub nawet poniżej i spadku zysków giełdowych korporacji. Wziąwszy to pod uwagę trudno się dziwić, że skrajnie przewartościowane akcje szybko tanieją. Wśród blue chipów straszyły akcje Boeinga, przecenione dziś o 18%. Notowania kontraktów CDS chroniących przed bankructwem producenta samolotów osiągnęły najwyższe poziomy od 2009 roku. Trwała też masakra spółek naftowych. Akcje Apache przeceniono o 23,5%, Occidental Petroleum o 17%, a Marathon Oil o ponad 9%. Nawet walory największych kompanii naftowych (tzw. majors: Exxon, Chevron, Shell, BP) zostały przecenione tak mocno, że oferują 8-10-procentowe (historyczne) stopy dywidendy. W dalszym ciągu mocno spadały akcje banków i linii lotniczych oraz firm z branży turystycznej. Co ciekawe, tym razem spadającym akcjom towarzyszyły zniżkujące notowania obligacji skarbowych. Rentowność 1-letnich obligacji rządu USA wzrosłą o 10 pb., do 0,85%. Podczas poniedziałkowej paniki wynosiła ona ledwie 0,40%. Wzrost rentowności sygnalizuje spadek ceny rynkowej obligacji. Bardzo niepokojące rzeczy działy się na rynku pieniężnym, który zdradza oznaki braku dolarowej płynności. I to mimo faktu, że Fed ponownie zwiększył limit gotówki, jaką w ramach operacji repo gotowy jest dostarczyć bankom. W środę kwota ta została podniesiona ze 150 mld do 175 mld USD (na pożyczkach jednodniowych). Pożyczono 132,4 mld USD. Mimo tego potężnego zastrzyku „płynności” potaniały zarówno akcje jak i obligacje, co daje do myślenia. Od września Rezerwa Federalna wpompowała w rynek 550 mld USD. O problemach z płynnością mogą też świadczyć notowania kontraktów terminowych na złoto, które zamiast rosnąć trzeci dzień z rzędu zanotowały spadki (w środę o 1%). To powoli zaczyna przypominać sytuację z jesieni 2008 roku, gdy skurcz kredytowy wymuszał na zlewarowanych inwestorach bezwarunkowe zamykania długich pozycji także w sektorze metali szlachetnych. Równocześnie fizyczne złoto było wówczas trudne do dostania po jakiejkolwiek cenie. Krzysztof Kolany
W czwartek zapowiadała się spadkowa sesja na Wall Street. Zapowiadało się, że inwestorzy wykorzystają pretekst „chińskiego wirusa”, aby zrealizować zyski. Ale w drugiej połowie dnia amerykańskie indeksy zaczęły odrabiać straty. Światowe media finansowe w ostatnich dniach zostały zdominowane przez kwestię koronawirusa z Chin. W środę poinformowano o pierwszym pacjencie w USA. A w czwartek władze ChRL podjęły bezprecedensową decyzję o objęciu faktyczną kwarantanną 11-milionowej aglomeracji Wuhan. Takie doniesienia nie poprawiały klimatu inwestycyjnego. Giełda w Szanghaju spadła o prawie 3%. W Europie spadki podchodziły pod 1%. Pod kreską dzień rozpoczęły także indeksy z Nowego Jorku. Tuż po otwarciu rynku kasowego S&P500 zniżkował o 0,6%. I to było wszystko, na co tego dnia stać było giełdowe niedźwiedzie. W drugiej części sesji amerykańskie indeksy zaczęły odrabiać straty. Mówi się, że nastroje poprawiły się za sprawą „uspokajającego” komunikatu WHO. Tak czy inaczej na koniec dnia Wall Street wyszła nad kreskę. S&P5000 zyskał 0,08% i zakończył czwartkową sesję na poziomie 3 324,56 pkt. Nasdaq Composite podniósł się o 0,20% i osiągając wysokość 9402,48 pkt. Dow Jones stracił 0,09%, ale zakończył dzień powyżej 29 000 punktów. Nie trzeba chyba dodawać, że są to poziomy o włos niższe od rekordów wszech czasów z poprzednich kilku dni. - Wydaje się, że historia z koronawirusem jest wygodną wymówką, aby zrealizować część zysków (…) Indeksy stały się tak wykupione, że wydaje się, jakby potrzebowały odrobinę oddechu i uważam, że oto właśnie chodzi w opowieści z koronawirusem – powiedział Reutersowi David Lafferty, główny strateg rynkowy z Nataxis Investment Managers. Historia z „chińskim wirusem” jest o tyle ciekawa, że na Wall Street w pełni trwa sezon publikacji wyników kwartalnych. Zwykle w takim czasie Amerykanie patrzą tylko na raporty swoich spółek, w głębokim poważaniu mając doniesienia spoza Stanów Zjednoczonych. Lecz tym razem wyniki pozostają w cieniu medialnego szumu. Jak do tej pory raporty za IV kw. pokazały 74 spółki z indeksu S&P500. Dwie trzecie z nich zaraportowało zyski wyższe od mediany prognoz analityków. Ale i tak oczekuje się, że będą one o 0,7% niższy niż przed rokiem. Co ciekawe, rynek wybacza nawet pewne potknięcia. Przykładowo, akcje Procter & Gamble potaniały tylko o 0,5%, choć spółka nie sprostała rynkowemu konsensusowi. Za to o 5% przeceniono walory firmy ubezpieczeniowej Travelers, choć jej wyniki kwartalne okazały się nieznacznie wyższe od oczekiwań analityków. Krzysztof Kolany
2
Odtwórz: Mniej handlu w niedziele. Od 2020 roku zaostrzenie przepisów Odtwórz: Kto zyskuje a kto traci na niedzielach bez handlu? Sieć Carrefour Polska poinformowała o wycofaniu z rynku produktu, który może stwarzać zagrożenie dla bezpieczeństwa. Chodzi o odkurzacz bezworkowy marki Klindo. Informację w tej sprawie wywieszono w sklepach Carrefour oraz opublikowano na stronie internetowej sieci. Komunikat zamieszczono również na stronie Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Carrefour wycofuje produkt Nowy podatek ma wejść w życie od kwietnia. Jest zielone światło Rada Ministrów przyjęła we wtorek projekt zakładający wprowadzenie opłat od tak... zobacz więcej » "Przedsiębiorca Carrefour Polska Sp. z o.o., z siedzibą w Warszawie, powiadomił Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, że bateria w odkurzaczach, może wybuchnąć, co może skutkować obrażeniami lub zniszczeniem mienia" - czytamy w komunikacie UOKiK-u. Chodzi o odkurzacze Klindo KVCM222P-18, o kodzie kreskowym: 3615005680415. Zwrot dotyczy wyłącznie wariantu z otwartą rączką. ZOBACZ KOMUNIKAT Sieć prosi klientów o natychmiastowe zaprzestanie używania oraz ładowania odkurzacza i jego zwrot do dowolnego supermarketu lub hipermarketu Carrefour w celu uzyskania zwrotu gotówki. Konsumenci, którzy chcą uzyskać dodatkowe informacje, są proszone o kontakt z infolinią Carrefour pod numerem telefonu 801 200 000.
Wniosek wpłynął 30 kwietnia br., sprawa jest w toku. "Zgłaszany zamiar koncentracji dotyczy przejęcia wyłącznej kontroli nad spółką Virgin Mobile Polska sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (VMP) przez spółkę P4 sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (P4). Przejęcie wyłącznej kontroli nastąpi poprzez nabycie 100% udziałów w VMP" - czytamy w informacji. Pod koniec kwietnia Play podał, że P4 zawarł przedwstępną umowę sprzedaży i nabycia 100% udziałów w Virgin Mobile Polska (VMP) od jej wspólników i głównych inwestorów, w tym Delta Partners Emerging Markets TMT Growth Fund II L.P. oraz Dirlango Trading & Investments Limited. Cena nabycia dotycząca 100% udziałów w VMP (na zasadzie debt-free i cash-free) została ustalona na 13,4 mln euro (60,7 mln zł). Jak wówczas zaznaczono, nabycie VMP wymaga zgody antymonopolowej prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Po spełnieniu wszystkich warunków zawieszających, spółka poinformuje rynek o zawarciu przyrzeczonej umowy sprzedaży i nabycia udziałów (promised share sale and purchase agreement). Virgin Mobile Polska jest częścią międzynarodowej grupy inwestycyjnej Virgin. Play Communications jest właścicielem 100% udziałów w P4 (Play), która jest operatorem telefonii komórkowej Play. Spółka zadebiutowała na GPW w lipcu 2017 r. Tagi: technologie, media , telekomunikacja , giełda , wiadomości , giełda na żywo komentarze +1 +1 ważne smutne ciekawe irytujące
1
- Obywatele Libii oficjalnie proszą Egipt o interwencję z użyciem sił zbrojnych jeśli będzie tego wymagać utrzymanie bezpieczeństwa narodowego Libii i bezpieczeństwa narodowego Egiptu - powiedział Saleh. Zawieszenia broni w Libii chcą Włochy, Niemcy i USA. Państwa Ligi Arabskiej apelują, by nie prowadzić w kraju dalszych działań wojskowych. Libia od lat jest pogrążona w wojnie domowej. W Trypolisie urzęduje rząd uznawany przez społeczność międzynarodową, władze wschodniej Libii są popierane m.in. przez Egipt, ZEA i Rosję. W kwietniu 2019 roku marszałek Chalifa Haftar stojący na czele Libijskiej Armii Narodowej kontrolującej wschodnią Libię, rozpoczął ofensywę w kierunku Trypolisu, która jednak utknęła na przedmieściach stolicy Libii. M.in. dzięki wsparciu sił tureckich rząd w Trypolisie zdołał odrzucić siły Haftara i odzyskać większość straconych w czasie ofensywy terenów. Wojsko z zachodu zaczęło zagrażać Syrcie, rodzinnemu miastu Muammara Kadafiego obalonego w 2011 roku. Zajęcie Syrty pozwoliłoby na przejęcie przez rząd w Trypolisie kontroli nad polami naftowymi na południu. Prezydent Egiptu al-Sisi ostrzegł, że atak na Syrtę będzie oznaczał przekroczenie "czerwonej linii", który może pociągnąć za sobą interwencję wojskową Egiptu. Rząd w Trypolisie uznał te słowa za "deklarację wojny".
Raport, do którego dotarły agencje, został przygotowany przez ekspertów na zlecenie komitetu Rady Bezpieczeństwa ONZ monitorującego przestrzeganie sankcji nałożonych na Libię. Dokument zaznacza, że zagraniczni najemnicy skutecznie wzmocnili potencjał militarny sił Haftara, często zajmując się specjalistycznymi działaniami, takimi jak pomoc w atakach lotniczych i artyleryjskich, walka elektroniczna czy działania snajperskie. Konflikt w Libii toczy się od 2011 kiedy obalono wieloletniego dyktatora Muammara Kadafiego, a kraj został podzielony między dwa konkurujące ze sobą ośrodki władzy, wspierane przez własne armie. Kontrolujące wschód kraju i wspierane przez Francję, Rosję, Egipt, ZEA i inne państwa arabskie siły gen. Haftara od ponad roku prowadzą ofensywę zmierzającą do zajęcia stolicy kraju Trypolisu, który jest siedzibą rządu uznawanego przez ONZ i wspieranego m.in. przez Turcję i Włochy. Prezydent Rosji Władimir Putin zapytany w styczniu o obecność żołnierzy grupy Wagnera w Libii odpowiedział, że jeżeli w tym kraju walczą Rosjanie, to nie reprezentują oni tego państwa, ani nie są przez nie opłacani - przypomina Reuters dodając, że prywatne rosyjskie firmy militarne wspierały wojska tego kraju w walkach w Syrii i na Ukrainie. Z oenzetowskiej analizy wynika, że wielu zatrudnianych przez grupę Wagnera bojowników walczyło wcześniej w Syrii, a pierwsze doniesienia o ich obecności w Libii datuje się na styczeń tego roku. Raport wspomina także o ok. 5 tys. Syryjczyków walczących po stronie rządu w Trypolisie, którzy zostali zrekrutowani przez Turcję. Konflikt w Libii gwałtownie nasilił się w kwietniu; zacięte walki rozgrywały się na kilku różnych frontach na zachodzie kraju, pomimo pilnych wezwań ze strony USA i agencji pomocowych do zawieszenia broni w celu rozwiązania kryzysu związanego z koronawirusem.
3
Dokładamy wszelkich starań, aby chronić Twoje dane osobowe i zaktualizowaliśmy naszą Politykę Prywatności, aby była zgodna z ogólnym rozporządzeniem o ochronie danych (RODO), nowym rozporządzeniem UE, które weszło w życie 25 maja 2018 roku. Proszę zapoznaj się z naszą Polityką Prywatności. Zawiera ona informacje o rodzajach gromadzonych danych, sposobie ich używania i Twoich prawach do ochrony danych. Ponieważ już podzieliłeś się z nami Twoimi danymi osobowymi, zakładając konto, aby nadal z niego korzystać, zaznacz poniższe pole:
Podczas brania leków przeciwzapalnych, takich jak kortyzon lub ibuprofen, może pogorszyć stan pacjenta z koronawirusem, powiedział w sobotę francuski minister zdrowia Olivier Veran. „Covid-19. Przyjmowanie leków przeciwzapalnych – kortyzon, ibuprofen i inne – może stać się czynnikiem pogarszającym infekcję. Jeśli masz gorączkę, weź paracetamol” – napisał minister w Twitterze. W przypadku osób, które już leczą się lekami przeciwzapalnymi lub mają wątpliwości, minister zaleca zwrócenie się do lekarza o poradę. Pandemia COVID-19 Pod koniec grudnia chińskie władze poinformowały o epidemii zachorowań na zapalenie płuc nieznanego pochodzenia w Wuhan w prowincji Hubei. Patogenem tej choroby jest nowy typ koronawirusa, który Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) 11 lutego nazwała COVID-2019. Zdaniem naukowców ludzie zarazili się wirusem, jedząc mięso dzikich zwierząt. W środę 11 marca WHO podczas konferencji prasowej podała, że epidemię koronawirusa należy już określać mianem pandemii.
1
2,2 mln zł zarząd województwa małopolskiego przeznaczył na wsparcie małopolskich placówek medycznych w walce z koronawirusem. Pieniądze zostaną wydane na zakup m.in. odzieży ochronnej, środków do dezynfekcji i testów na koronawirusa. Zdjęcie Pomoc otrzyma m.in. Szpital im. Jana Pawla II (na zdjęciu) /Fot. Piotr Lasyk/REPORTER /East News "W ramach podpisanej w minionym tygodniu umowy - dotacja w wysokości 2,2 mln zł zostanie przekazana do Krakowskiego Szpitala Specjalistycznego im. Jana Pawła II, który pełni rolę koordynatora grupy zakupowej. Szpital rozdysponuje finanse tak, by wojewódzkie podmioty lecznicze otrzymały niezbędne środki potrzebne do walki z wirusem" - poinformował marszałek województwa Witold Kozłowski. Reklama W skład zespołu zadaniowego wchodzą także przedstawiciele szpitali, Małopolskiej Kolumny Transportu Sanitarnego oraz Urzędu Marszałkowskiego. Pomoc dla 18 placówek Pomoc otrzyma 18 placówek medycznych w regionie. Będą to m.in. Krakowski Szpital Specjalistyczny im. Jana Pawła II, szpitale: im. J. Śniadeckiego w Nowym Sączu, im. św. Łukasza w Tarnowie, im. L. Rydygiera, im. J. Dietla, im. św. Ludwika oraz im. Babińskiego w Krakowie, Krakowskie Pogotowie Ratunkowe, Małopolski Szpital Chorób Płuc i Rehabilitacji w Jaroszowcu oraz Małopolska Kolumna Transportu Sanitarnego. Przeznaczenie funduszy Pieniądze zostaną wydane na zakup wyrobów medycznych, środków ochrony osobistej oraz dezynfekujących, służących zapobieganiu rozprzestrzeniania się COVID-19. Będą to m.in. maseczki, kombinezony, fartuchy, rękawice, ochraniacze na buty, środki do dezynfekcji rąk, testy na koronawirusa oraz aparat ECMO do pozaustrojowego natleniania krwi. Realizacja w najbliższych dniach Zamówienie zostało już złożone. Realizacja zakupów i dostarczenie ich do poszczególnych placówek ma nastąpić - jak podał urząd marszałkowski - w najbliższych dniach. Środki zostaną podzielone między placówki medyczne z uwzględnieniem ich zapotrzebowania wynikającego z posiadanych oddziałów zakaźnych, SOR-ów, a także wzmożonego kontaktu i transportu pacjentów z podejrzeniem zakażenia koronawirusem.
Do 49 wzrosła liczba osób, u których w województwie małopolskim potwierdzono zakażenie koronawirusem. Informację o kolejnej zarażonej osobie przekazało Ministerstwo Zdrowia. Obecnie kwarantanną w Małopolsce objętych jest blisko 9815 osób. Koronawirus w Polsce. Kraków: w środę zabije dzwon Zygmunta Głos dzwonu Zygmunt rozlegnie się w środę w samo południe. Jego bicie będzie towarzyszyć modlitwie odmawianej w związku z pandemią COVID-19. Papież Franciszek wezwał w niedzielę chrześcijan wszystkich wyznań do wspólnej modlitwy w środę 25 marca w związku z pandemią COVID-19. "Na pandemię wirusa chcemy odpowiedzieć powszechnością modlitwy, współczucia, czułości" – podkreślił. Wezwanie to papież skierował po modlitwie Anioł Pański. Metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski w odpowiedzi na apel papieża Franciszka prosi księży i wiernych archidiecezji krakowskiej o odmówienie w uroczystość Zwiastowania Pańskiego o g. 12.00 w kościołach i domach modlitwy "Ojcze nasz" i "Anioł Pański". Zaapelował także o uruchomienie w tym czasie w parafiach kościelnych dzwonów, począwszy od Zygmunta w katedrze na Wawelu. Zygmunt – ufundowany przez króla Zygmunta Starego – bije zawsze podczas świąt kościelnych, największych uroczystości kościelnych i w najważniejszych dla Polaków chwilach. Koronawirus w Małopolsce. Nowy Targ: zwolniona pielęgniarka, za krytykę o braku maseczek Położna ze szpitala w Nowym Targu została dyscyplinarnie zwolniona za umieszczenie na swoim profilu społecznościowym wpisu o braku maseczek ochronnych i trudnych warunkach pracy. Dyrektor, który po kontakcie z zakażonym koronawirusem posłem przebywa na kwarantannie, wcześniej wręczył położnej dyscyplinarkę. Położna po spotkaniu z dyrektorem obawia się o swoje zdrowie. Wpis, w którym wypowiedziała się o braku maseczek i trudnych warunkach pracy został już usunięty. "Na swoim profilu facebookowym pokazałam moje ręce po dyżurze oraz maseczkę, którą sama wykonałam, ponieważ brakowało ich na naszym oddziale. To spowodowało, że dyrektor wręczył mi wypowiedzenie dyscyplinarne. Dyrektor powiedział mi, że naruszam dobre imię szpitala i straszę pacjentów, a swoją decyzję argumentował ciężkim naruszeniem podstawowych obowiązków pracownika. Dyrekcja szpitala jednak sama publikowała ogłoszenia o braku jednorazowych maseczek, a teraz twierdzi, że maseczki są. To sytuacja absurdalna. Ja swoje obowiązki pracownicze zawsze wypełniałam należycie, a mój post nie powinien być powodem do zwolnienia” – powiedziała Polskiej Agencji Prasowej położna. W przesłanym dziennikarzom oświadczeniu dyrektor Szpitala Specjalistycznego im. Jana Pawła II w Nowym Targu Marek Wierzba przyznał, że decyzję o zwolnieniu dyscyplinarnym położnej podjął po opublikowaniu przez nią wpisu na jej facebookowym profilu. "Żyjemy w okresie ogłoszonego stanu epidemii – od każdego z nas zależy, jak przetrwamy ten okres. Od wykwalifikowanego personelu medycznego, pracowników szpitala mamy prawo wymagać więcej niż od zwykłych ludzi. Odpowiedzialności, rzetelności i prawdziwego przekazywania informacji. Tymczasem post tej pani był sianiem paniki wśród ludzi, co w obecnej sytuacji może mieć opłakane skutki" – napisał Wierzba. Koronawirus w Polsce. Kraków: zamknięto cztery oddziały Szpitala Uniwersyteckiego Szpital Uniwersytecki w Krakowie z powodu stwierdzenia zakażenia koronawirusem u czterech pracowników i jednego pacjenta zamknął cztery oddziały kliniczne znajdujące się w nowej siedzibie lecznicy przy ul. Jakubowskiego 2. Przebywający tam pacjenci i personel zostali objęci kwarantanną. Jak poinformowała dyrekcja SU w niedzielnym komunikacie, dodatni wynik SARS-CoV-2 stwierdzono u trzech pracowników Oddziału Klinicznego Reumatologii i Immunologii. Z tego powodu od niedzieli zostały zamknięte dwa oddziały Szpitala Uniwersyteckiego: Oddział Kliniczny Reumatologii i Immunologii oraz sąsiadujący z nim Oddział Kliniczny Gastrologii i Hepatologii. Tymczasem w poniedziałek z powodu koronawirusa podjęto decyzję o zamknięciu Oddziału Klinicznego Nefrologii i Dializoterapii oraz Oddziału Klinicznego Angiologi. Koronawirus w Polsce. Kraków: urząd podjął decyzję o zamknięciu placów zabaw Zarząd Zieleni Miejskiej w Krakowie zdecydował w poniedziałek o czasowym zamknięciu placów zabaw. Parki i tereny leśne w mieście pozostają otwarte. Jak poinformował dyrektor Zarządu Zieleni Miejskiej (ZZM) w Krakowie Piotr Kempf, zamknięte zostają place zabaw w parkach i osiedlach. Informacje o czasowym wyłączeniu z użytkowania znajdą się obok wejść. Parki i tereny leśne pozostają otwarte, jednak – jak zapowiedział dyrektor ZZM – i w tych miejscach zacznie obowiązywać dodatkowy regulamin. Koronawirus w Małopolsce. Kraków: zebrali ponad pół mln zł dla Szpitala Uniwersyteckiego Ponad pół miliona złotych wpłynęło na konto bankowe Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie na zakup sprzętu potrzebnego do walki z koronawirusem. Sumę tę zebrano w dwa dni. W sobotę Uniwersytet Jagielloński ogłosił akcję #ujdlaszpitala, której celem było zebranie ponad 268 tys. zł na zakup systemu do dekontaminacji (usuwania szkodliwych substancji) pomieszczeń gazową formą nadtlenku wodoru. Akcja społeczności akademickiej Uniwersytetu Jagiellońskiego – jak poinformowała w poniedziałek uczelnia - spotkała się z wielkim odzewem ze strony darczyńców, dzięki którym placówka wzbogaci się o co najmniej jedno specjalistyczne urządzenie. Na specjalnym koncie zaksięgowano już 534 tys. zł. Nowa aparatura trafi wkrótce do szpitala, ale z uwagi na rosnącą liczbę zakażeń i ogromne potrzeby szpitali, uczelnia kontynuuje zbiórkę i chciałaby też zgromadzić fundusze na zakup systemów tzw. ucyfrowienia analogowych aparatów do wykonywania zdjęć przyłóżkowych RTG na dwóch oddziałach - chorób zakaźnych oraz intensywnej terapii (oddziały te w momencie przekształcenia szpitala w szpital jednoimienny zostały przeznaczone dla pacjentów zakażonych i z podejrzeniem COVID-19). Dotychczas w tych miejscach były wykorzystywane klasyczne aparaty analogowe. Zakup sprzętu umożliwiającego uzyskanie obrazu cyfrowego bez konieczności opuszczania obszaru zakażonego ograniczy możliwości rozprzestrzeniania się koronawirusa. Koronawirus w Polsce. Małopolska: 2,2 mln zł na pomoc szpitalom 2,2 mln zł zarząd województwa małopolskiego przeznaczył na wsparcie małopolskich placówek medycznych w walce z koronawirusem. Pieniądze zostaną wydane na zakup m.in. odzieży ochronnej, środków do dezynfekcji i testów na koronawirusa. - W ramach podpisanej w minionym tygodniu umowy - dotacja w wysokości 2,2 mln zł zostanie przekazana do Krakowskiego Szpitala Specjalistycznego im. Jana Pawła II, który pełni rolę koordynatora grupy zakupowej. Szpital rozdysponuje finanse tak, by wojewódzkie podmioty lecznicze otrzymały niezbędne środki potrzebne do walki z wirusem – poinformował marszałek województwa Witold Kozłowski. W skład zespołu zadaniowego wchodzą także przedstawiciele szpitali, Małopolskiej Kolumny Transportu Sanitarnego oraz Urzędu Marszałkowskiego. Pomoc otrzyma osiemnaście placówek medycznych w regionie. Będą to m.in. Krakowski Szpital Specjalistyczny im. Jana Pawła II, szpitale: im. J. Śniadeckiego w Nowym Sączu, im. św. Łukasza w Tarnowie, im. L. Rydygiera, im. J. Dietla, im. św. Ludwika oraz im. Babińskiego w Krakowie, Krakowskie Pogotowie Ratunkowe, Małopolski Szpital Chorób Płuc i Rehabilitacji w Jaroszowcu oraz Małopolska Kolumna Transportu Sanitarnego. Koronawirus w Polsce. Kraków: kolejne zmiany w miejskiej komunikacji Od poniedziałku zostaną wprowadzone kolejne ograniczenia w funkcjonowaniu komunikacji miejskiej w Krakowie. Dotyczą one linii autobusowych miejskich, a także – w porozumieniu z gminami ościennymi – linii aglomeracyjnych. Jak poinformował Urząd Miasta Krakowa, ograniczenia polegają na zmniejszeniu częstotliwości kursowania lub zawieszeniu niektórych linii. Spowodowane jest to znacznie zmniejszonymi potrzebami przewozowymi wynikającymi z wprowadzenia stanu epidemii SARS-Cov-2. Linie miejskie nr 102, 116, 125, 128, 133, 151/451, 159, 162, 163, 175, 179, 194, 537 – będą kursować według sobotniego rozkładu jazdy z dodatkowymi kursami w godzinach porannych (linia nr 125 z dodatkowymi kursami w okresie szczytu porannego i popołudniowego). Linie nr 113, 114, 117, 140, 156, 171, 172, 182 – będą kursować według powszedniego rozkładu jazdy (dla linii nr 114 i 172 zostaną zmienione rozkłady jazdy ze względu na korektę czasów przejazdu poszczególnych odcinków). Linie nr 132, 149, 166, 413, 429, 475, 482, 511, 572 – pozostają zawieszone do odwołania. Linie nr 139, 503 – w poniedziałek i wtorek będą kursować według powszedniego rozkładu jazdy z ograniczeniem częstotliwości w godzinach szczytu do 10 minut, a od środy, 25 marca będą kursować według sobotniego rozkładu jazdy z dodatkowymi kursami w godzinach porannych. Pozostałe linie będą kursować według sobotniego rozkładu jazdy. Linie aglomeracyjne nr 202, 208, 209, 210, 212, 218, 220, 222, 228, 230, 232, 235, 238, 242, 245, 248, 252, 255, 258, 265, 268, 271, 275, 278, 285 – będą kursować według powszedniego rozkładu jazdy. Linie aglomeracyjne nr 203, 243, 253, 263, 273, 283, 301 – będą kursować według sobotniego rozkładu jazdy z dodatkowymi kursami w godzinach porannych. Linie nr 207, 217, 250, 314 – zostaną zawieszone. Pozostałe linie będą kursować według sobotniego rozkładu jazdy. Koronawirus w Polsce. Kraków: policja zatrzymała kobietę, która złamała kwarantannę. Chciała jechać do Niemiec W sobotę policjanci szukali kobiety, która oddaliła się z domowej kwarantanny na krakowskim Ruczaju. Mundurowi zlokalizowali 60-latkę i zatrzymali ją na dworcu w Krakowie gdy wsiadała do autokaru, który miał jechać do Niemiec. Zostanie wobec niej skierowany wniosek o ukaranie do sądu. To kolejny przypadek złamania kwarantanny w województwie Małopolskim. Tylko w czwartek policja zanotowała ponad 60 takich przypadków. Nieobecne w domach osoby zlokalizowano m.in. u sąsiada, na parkingu z zamiarem wyjazdu na zakupy czy w szpitalu na wizycie.
3
– W najbliższych dniach zaprzestaniemy kontroli na granicach z Danią, a od 15 czerwca nie będą dłużej przeprowadzane kontrole także na granicach Niemiec z Francją, Austrią i Szwajcarią – powiedział Heiko Maas w sobotę podczas rozmowy z szefem MSZ Luksemburga Jeanem Asselbornen. Politycy spotkali się na moście nad Mozelą łączącym Perl (Kraj Saary) i Schengen (po stronie Luksemburga). Wszystko to z okazji przywrócenia swobodnego ruchu granicznego między obydwoma krajami. – Życzyłbym sobie, żeby w przewidywalnym czasie zostały także zniesione także kontrole graniczne, które przeprowadzają nasi polscy i czescy przyjaciele – wskazał niemiecki minister spraw zagraniczych. – Istotą Europy jest swoboda przemieszczania się. Z zamkniętymi granicami Europejczycy przestają ją rozumieć – podkreślił Maas. Polityk zaznacza, że celem jest powrót do Europy "takiej, jaką była". Nie wiadomo jednak, kiedy wszystko wróci do normy. – Jeżeli sytuacja się pogorszy, przypuszczalnie będzie trzeba się cofnąć – przyznał szef MSZ. Czytaj także: "Stara ekipa robi wszystko". Mocne słowa wiceministra o sędziachCzytaj także: Warszawa: Protest przedsiębiorców. Policja zatrzymała senatora KO?
Minister spraw zagranicznych Niemiec Heiko Maas apeluje do rządów w Warszawie i Pradze, by znowu całkowicie otworzyły granice. Zdjęcie Heiko Maas (P) i Jean Asselborn (L) /PAP/EPA - W najbliższych dniach zaprzestaniemy kontroli na granicach z Danią, a od 15 czerwca nie będą dłużej przeprowadzane kontrole także na granicach Niemiec z Francją, Austrią i Szwajcarią - powiedział Heiko Maas w sobotę (16.05.2020) podczas rozmowy z szefem MSZ Luksemburga Jeanem Asselbornen. Reklama Obydwaj spotkali się na moście nad Mozelą łączącym Perl (Kraj Saary) i Schengen (po stronie Luksemburga) z okazji przywrócenia swobodnego ruchu granicznego między obydwoma krajami. Od połowy marca ponad 12 przejść granicznych między Niemcami i Luksemburgiem było zamkniętych. - Życzyłbym sobie, żeby w przewidywalnym czasie zostały także zniesione także kontrole graniczne, które przeprowadzają nasi polscy i czescy przyjaciele - stwierdził Heiko Maas. Szef niemieckiej dyplomacji chce rozmawiać w nadchodzącym tygodniu ze swoimi europejskimi kolegami, by uzgodnić warunki pozwalające na przywrócenie ruchu turystycznego w rozpoczynającym się niedługo sezonie urlopowym. Europa z granicami nie jest Europą Istotą Europy jest swoboda przemieszczania się. Z zamkniętymi granicami Europejczycy przestają ją rozumieć, podkreślił Maas. Celem jest powrót do Europy "takiej, jaką była". Kiedy miałoby to nastąpić, niemiecki socjaldemokrata nie chciał precyzować, bowiem wszystko zależy od przebiegu pandemii. - Jeżeli sytuacja się pogorszy, przypuszczalnie będzie trzeba się cofnąć - przyznał. Asselborn: Zamknięcie granic było błędem Szef MSZ Luksemburga nie ukrywał, że od początku uważał zamknięcie granic za błędne posunięcie. - To nie było dobre - stwierdził wskazując na 200 tys. pracowników transgranicznych wędrujących codziennie między Luksemburgiem i Niemcami. - Sprowokowało to bardzo, bardzo dużo niechęci - zaznaczył Jean Asselborn. Ale, jak zaraz podkreślił, trzeba patrzeć do przodu. - Mówienie teraz o tym, co się stało, nie ma sensu. Dzisiaj pokazujemy, że wirus nie zwycięży Schengen, że Schengen wraca do życia - powiedział luksemburski polityk. Graniczna wieś Schengen leży na styku Luksemburga, Niemiec i Francji. W 1985 r. podpisano w niej porozumienie o stopniowym znoszeniu kontroli na wspólnych granicach w Europie. Dzisiaj do tzw. strefy Schengen należy większość państw członkowskich UE oraz kraje spoza Unii, w tym Szwajcaria, Islandia i Norwegia. Reuters, DPA/stas Redakcja Polska Deutsche Welle Chcesz wiedzieć więcej na temat pandemii koronawirusa? Sprawdź statystyki: Polska na tle świata Sytuacja w poszczególnych krajach Wskaźniki w przeliczeniu na milion mieszkańców
4
"Mamy informację, że jednoimienne szpitale wypełniają się już pacjentami zakażonymi koronawirusem, dlatego uruchamiamy następne" - poinformował wiceminister zdrowia Waldemar Kraska. / Jakub Kaczmarczyk / PAP Kraska poinformował na konferencji prasowej, iż do resortu zdrowia trafiają informacje, że jednoimienne szpitale wypełniają się już pacjentami. Dlatego uruchamiamy następne szpitale, tzw. drugiego rzutu, które także staną się szpitalami jednoimiennymi - powiedział. Myślę, że tych miejsc będziemy potrzebowali coraz więcej, bo te przypadki zakażeń (koronawirusem) przybywają i będą przybywać - dodał wiceminister. Pytany, który kolejny szpital w Warszawie ulegnie przekształceniu odparł: "jeden szpital jest już przygotowany, ale nie mogę powiedzieć konkretnie". Zaznaczył jednocześnie, że na Mazowszu jest najwięcej zakażeń w kraju, "więc tego potencjału medycznego powinno być tu jak najwięcej". Kraska poinformował, że uruchomione zostały izolatoria, czyli miejsca, w których mogą przebywać pacjenci z wykrytym koronawirusem, ale nie mający objawów lub ze skąpymi objawami, aby nie narażać swoich współdomowników na zarażenie. Kraska podał, że w Warszawie, gdzie ma powstać dużo takich miejsc, podpisywane są ostatnie umowy na ich utworzenie. Dodał, że "część pacjentów z jednoimiennego (warszawskiego) szpitala na Wołoskiej trafi do izolatoriów, bo nie wszyscy muszą być hospitalizowani". "Ale jeżeli będzie taka potrzeba, to w tym tygodniu powstanie nowy szpital" - podkreślił. W tej chwili w całym kraju działa 19, a być może już nawet 20 szpitali jednoimiennych. Myślę, że powstanie drugie tyle - zapowiedział wiceminister. Zadeklarował, że "na pewno te szpitale będą dostępne". Także przez ten weekend straż pożarna praktycznie przed wszystkimi szpitalami w Polsce rozstawi namioty, które będą służyły do wykonywania triażu, czyli do wstępnej segregacji pacjentów - powiedział Kraska. Dodał, że ma to na celu "wyłapywanie osób, u których jest duże ryzyko zakażenia koronawirusem, aby ci pacjenci nie trafiali do szpitali, ale by na tym wstępnym etapie był u nich pobrany wymaz i by zostali skierowani do izolatoriów".
W sobotę 4 kwietnia wiceminister zdrowia Waldemar Kraska poinformował, że z powodu rosnącej skali epidemii koronawirusa w Polsce „niestety wypełniają się już niektóre szpitale zakaźne przeznaczone dla pacjentów z COVID-19”. – Dlatego uruchamiamy następne szpitale, tak zwanego drugiego rzutu, które staną się szpitalami jednoimiennymi – podkreślił. Do tej pory w Polsce funkcjonuje 19 szpitali jednoimiennych, czyli takich, które w całości zostały przeznaczone do walki z przypadkami koronawirusa. – Tych miejsc będziemy potrzebowali niestety coraz więcej, bo z dnia na dzień tych nowych przypadków w Polsce przybywa – podkreślił Wiceminister podkreślał też, że w Polsce działają już izolatoria, czyli miejsca, w których pacjenci z koronawirusem, którzy mają bardzo skąpe objawy albo są bezobjawowi mogą przebywać, aby nie narażać swoich współdomowników na ewentualne zakażenie. Dużo takich miejsc ma powstać w Warszawie, m.in. po to, żeby odciążyć jednoimienny szpital na Wołoskiej. Na Mazowszu jest najwięcej zakażeń w kraju – Ale jeżeli będzie taka potrzeba, to w tym tygodniu powstanie nowy szpital – dodał. – Jeden szpital (w Warszawie – red.) jest już przygotowany, ale nie mogę powiedzieć który konkretnie konkretnie – dodał Kraska podkreślał, że resort podejmuje też kolejne działania, żeby ograniczyć zakażenia w szpitalach. – W ten weekend przed wszystkimi szpitalami w Polsce straż pożarna rozstawi namioty, które będą służyły do wstępnej segregacji pacjentów i wyłapywania tych pacjentów, u których jest duże ryzyko zakażenia koronawirusem – mówił. – Aby ci pacjenci nie trafiali do naszych szpitali, ale na tym wstępnym etapie był u nich pobrany wymaz i zostali skierowani do izolatoriów – dodał. Czytaj także: 120 nowych przypadków koronawirusa w Polsce. Kolejne dwie ofiary śmiertelne
4