sentence1 stringlengths 0 100k | sentence2 stringlengths 0 100k | score float64 0 5 |
|---|---|---|
- Bardzo ważne dla mnie jest pokazanie, jak kochająca i piękna może być homoseksualna rodzina. Brian Tyree Henry to wspaniały aktor, który pięknie odegrał swoją rolę. W pewnym momencie widziałem w jego oczach dziecięcą naturę. To istotne, aby przypomniano światu że wszystkie osoby homoseksualne były kiedyś dziećmi. Zapomina się o tym, bo zawsze opisuje się nas jako buntowników i w seksualny sposób – zapominamy o tej ludzkiej stronie - powiedział Sleiman w wywiadzie dla NewNowNext. | President of the company Kevin Feige confirmed that a LGBT+ character will be present in the upcoming ‘Eternals’
President of the company Kevin Feige confirmed that a LGBT+ character will be present in the upcoming ‘Eternals’
Despite recent reports, Marvel Studios president Kevin Feige did not intend to confirm that a transgender character will appear in the Marvel Cinematic Universe (MCU) soon.
During a guest lecture at the New York Film Academy here, Feige was asked if the studio has any plans “on bringing more LGBT+ characters into the MCU, specifically trans characters”.
To which, Feige responded: “Yes — absolutely, yes. And very soon. In a movie that we’re shooting right now.”
Now, according to two sources close to the studio, Feige only intended to respond to the first part about LGBT+ characters, and he did not mean to imply that a trans character will be coming to the MCU very soon, reports variety.com.
At the time of his appearance in December, the only MCU movie in production was Eternals from director Chloe Zhao. In August, Feige confirmed that the film, which features Richard Madden, Angelina Jolie, Salma Hayek, Kumail Nanjiani, Gemma Chan, Kit Harington, Barry Keoghan and Brian Tyree Henry, will have the MCU’s first major gay character. He declined to specify who it would be.
“He’s married, he’s got a family, and that is just part of who he is,” Feige said. | 3 |
Pandemia Covid-19 nie zmieniła wyzwań w kwestii bezpieczeństwa, przed którymi stoi NATO, przeciwnie - potencjalni przeciwnicy będą starali się wykorzystać sytuację do realizacji własnych celów - powiedział w środę w Brukseli szef Sojuszu Jens Stoltenberg.
"Wyzwania bezpieczeństwa nie zmniejszyły się z powodu Covid-19 (...) Grupy terrorystyczne mogą być aktywne. Sytuacja w zakresie bezpieczeństwa w Afganistanie i Iraku pozostaje niestabilna. Obserwujemy nadal rosyjską aktywność wojskową" - powiedział Stoltenberg po wideokonferencji ministrów obrony NATO.
Dlatego - jak podkreślił - Sojusz musi zachować zdolności odstraszania i obrony. "Nasz podstawowy cel jest ciągle taki sam: zapewnić pokój i stabilność" - powiedział dodając, że gotowość operacyjna NATO nie zmieniła się z powodu pandemii.
"Nasze siły pozostają gotowe, czujne i gotowe reagować na każde zagrożenie" - podkreślił.
Rozmowy ministrów dotyczyły także dezinformacji ze strony zarówno podmiotów państwowych, jak i niepaństwowych. "Współpracujemy jeszcze głębiej z sojusznikami i Unią Europejską, aby identyfikować, monitorować i ujawniać dezinformację i (na nią) reagować" - wskazał.
Źródło: pap | (TKG) — NATO’s Defense Ministers met yesterday, Feb 12, to address key issue, including NATO’s presence in Afghanistan.
NATO’s Defense Ministers met in Brussels yesterday, Feb 12, to address key issues, including the Alliance’s training mission in Iraq and the anti-terrorism fights. Ministers also discussed NATO’s presence in Afghanistan, the challenges posed by Russia’s missile systems and NATO-EU cooperation.
Speaking in the press conference, NATO’s Secretary General, Jens Stoltenberg, said that Norway and Germany have offered to help with “intra-Afghan” talks.
Mr. Stoltenberg further said, “We strongly believe that that’s the best way for NATO to support the peace process in the efforts to find a political, negotiated solution to the crisis in Afghanistan. And we would welcome any steps that can lead to a reduction of violence.”
He added, a clear message that is very important to be conveyed to the Taliban is that “they have to show and demonstrate a real will and ability to reduce violence and to engage in credible peace talks.”
Mr. Stoltenberg further added, NATO would remain committed to continuing its support to Afghanistan.
NATO is preparing to host the “intra-Afghan dialogue” exactly at the time when the peace deal between the United States and the Taliban is closely to be signed in the near future, and the intra-Afghan talks will begin thereafter.
The U.S. President Donald Trump has also “conditionally” approved the peace deal with the Taliban, reports said. | 2 |
Dramatyczne sceny rozgrywają się na granicy grecko-tureckiej. Jak donosi katolicki arcybiskup Aten, władze tureckie zwożą na granicę tysiące migrantów. Używają do tego wszelkich możliwych środków: pociągów, autobusów, a nawet taksówek. Tureccy żołnierze wycinają na granicy druty kolczaste, aby umożliwić migrantom przedostanie się do Grecji. – Wiadomo, że Turkom chodzi o to, by przepchnąć migrantów do Grecji i w ten sposób wywierać presję na Unię Europejską – mówi arcybiskup Sevastianos Rossolatos.
Wesprzyj nas już teraz! 50 zł 70 zł 100 zł Wspieram
Podobne sceny rozgrywają się również na wybrzeżu. Jak mówi ks. Antonio Voutsinos z greckiej Caritas, Turcy podstawiają dla migrantów łodzie, którymi mogą popłynąć na pobliskie greckie wyspy. Ks. Voutsinos ostrzega, że w Turcji znajduje się obecnie 3,5 mln migrantów, którzy w każdym momencie mogą wyruszyć do Europy. – Problem jest nie tylko humanitarny, ale polityczny. Turcy używają migrantów jako broni, by wywrzeć nacisk na Unię – dodaje ks. Voutsinos.
Jak wskazuje Andrea Avedduto, rzecznik stowarzyszenia Pro Terra Santa, kluczem do zrozumienia aktualnej sytuacji jest nieuchronna porażka Turcji w wojnie z Syrią. – Erdogan nie może się zgodzić na przegraną i dlatego wywiera presje na kraje zachodnie – mówi Avedduto.
– Ostateczne starcie militarne Syrii i Turcji jest nieuniknione. Nie ulega wątpliwości, że dziś Turcja walczy w Syrii u boku Al-Kaidy i innych ugrupowań terrorystycznych. Stawiają jeszcze opór reżimowi Al-Asada, który odzyskał już jednak zdecydowaną większość syryjskiego terytorium. Prawdopodobnie Al-Asadowi, przy pomocy Rosji uda się zdławić ten ostatni ośrodek dżihadystów i odzyska pełną kontrolę nad Syrią. Będzie to zwycięstwo w wojnie, której Erdogan nie chce przegrać i w którą od samego początku był zaangażowany. Dlatego właśnie ucieka się do tej broni, którą są uchodźcy. Przypomina Europie, że nie poradzi sobie z migrantami i ma zresztą rację – powiedział Radiu Watykańskiemu Andrea Avedduto.
– Nie możemy jednak przyjmować lekcji od Turcji rządzonej przed dyktatora Erdogana, który w ostatnich latach prowadzi bardzo brudną grę, by promować swoje interesy polityczne i ideologiczne w tym regionie, który wiele lat temu należał do Imperium Ottomańskiego i z którego Erdogan nie chce zrezygnować – dodał rzecznik.
Bardzo napięta jest też sytuacja w samej Grecji, która boi się napływu masy migrantów i wie, że nie może się stać drugim Libanem. W sposób szczególny dotyczy to wysp, na które przybywają migranci. Na Lesbos doszło do gwałtownych wystąpień miejscowej ludności, która nie chce napływu kolejnych uchodźców.
Tak zwane organizacje pozarządowe wspierające napływ imigrantów zyskują sojuszników także w niektórych instytucjach kościelnych. Dobitnie wskazuje na to ton, w jakim ks. Maurice Joyeux z Jezuickiej Służby Uchodźcom udzielił wywiadu dla Radia Watykańskiego.
– Sytuacja jest napięta. Silna jest obecność wojska. Drogi są zablokowane, by uniemożliwić dotarcie zwłaszcza do obozu Moria, w którym jest już 19 tysięcy uchodźców, chcących przedostać się promem do Aten. Nikt nie wie, jak sobie z tym poradzić – powiedział jezuita. – Problemem jest również fakt, że zaatakowani zostali pracownicy organizacji pozarządowych. Po tych incydentach postanowili opuścić obóz Moria, bo w takiej sytuacji nie mogą już dłużej pracować. Konsekwencją tego jest jednak to, że migranci zostaną pozbawieni pomocy z ich strony, zarówno w obozie Moria, jak i Kara Tepe.
Ks. Joyeux zaznacza też, że pomoc finansowa, której Unia Europejska udzieliła ostatnio Grecji nie jest wystarczającym rozwiązaniem. Zdaniem duchownego, niezbędne jest rozmieszczenie migrantów w całej Europie a korytarze humanitarne nie będą funkcjonować, dopóki nie będzie europejskich sił interwencyjnych, które będą w stanie zmusić kraje takie jak Polska, Węgry czy Austria do rezygnacji z ich postawy.
Źródła: Vatican News, KAI, PCh24.pl
RoM | Turkey’s decision to open its western borders to European Union members Greece and Bulgaria has jeopardised a deal on refugees between Ankara and the bloc. Turkey — which hosts 4 million refugees, including 3.6 million Syrians — said it had no choice but to ease its efforts in containing the refugee influx,
due to the military escalation in Syria’s Idlib province.
The north-western province, which is the opposition’s last stronghold in Syria, borders Turkey. Advances by the Syrian government there have displaced close to one million people, who are heading towards Turkey.
Ankara says it can no longer hold back people trying to reach Europe. The move has led thousands of migrants to Turkey’s frontiers, with Greece and Bulgaria bolstering security, and using force and teargas to fend people off.
In 2016, Ankara and the EU struck a deal that stemmed a flow of refugees heading for Europe — many of them fleeing the war in Syria. Turkey agreed to stop people reaching the EU’s external borders in neighbouring Greece and Bulgaria, and to take back people deemed ineligible for asylum.
In exchange, the EU pledged an overall 6 billion euros ($7.4 billion) in humanitarian aid for refugees in Turkey, as well as to take in up to 72,000 Syrians eligible for asylum — one Syrian for every person sent back to Turkey.
The agreement was the EU’s major response to a migration crisis that saw hundreds of thousands of people reaching Greece and Bulgaria by land and sea via Turkey starting from 2015.
EU capitals were and remain bitterly divided over how to deal with the influx of asylum seekers and migrants seen in recent years, which has met with a populist backlash in countries such as Italy, Hungary, Poland and Austria.
With several member states unwilling to take in large numbers and consensus among leaders blocked, the EU turned to Ankara. So far 4.7 billion euros have been allocated and 3.2 billion euros have been paid out, according to the latest figures from the European Commission.
Brussels keeps close oversight of the funds. Specific non-governmental organisations — for example Unicef and the World Food Programme — are chosen for projects focusing on health, education and infrastructure.
This is a sore point for Ankara, as it wants the cash directly. Turkey charges its wealthy neighbours of leaving it in the lurch to host millions of refugees. It has a population of 82 million, compared to the EU total of 447 million.
Some 1.2 million refugees and migrants reached Europe in 2015 and early 2016, according to the UNCHR.
Erdogan said on Monday that Turkey has been carrying the refugee burden alone for nine years, adding that it is now too late. Turkey warned months ago: “If you don’t share the burden with us then we will open gates’’. The president also criticises European countries for not supporting his long-touted plan for a safe zone along Turkey’s border with Syria, where Syrians could be re-settled.
“We either give them a life of dignity in their own land, or everyone shares the burden. Now the time for unilateral sacrifice is over,” he said.
Turkey has long sought more European support for its military activities in Syria, where it is fighting the Syrian government forces of President Bashar al Assad. Ankara also accuses the EU of tardiness in paying out the funds promised under the 2016 agreement.
The European Commission remains committed to the deal and has raised the prospect of further funds being lined up once the 6 billion euros has been paid out.
The EU executive has repeatedly called on Turkey to stick to its commitments in recent days, and says it is in “intensive dialogue” with Ankara, including on the question of additional support to deal with the current situation. — dpa | 3 |
Przyzwyczailiśmy się do szybkiego tempa postępu technologicznego. To stały i oczywisty element naszej codzienności. Rewolucyjny charakter cyfrowej ekspansji traktujemy jako naturalny czynnik stymulujący światową gospodarkę. Sztuczna inteligencja (ang. artificial intelligence, AI), rozwiązania oparte na analizie wielkich zbiorów danych (ang. big data), przetwarzanie danych w chmurze obliczeniowej (ang. cloud computing) determinują rozwój naszej cywilizacji. Trudno zakwestionować inwestycyjny trend wzrostowy w obszarze technologii informacyjnych (ang. information technology, IT), jednak już od dwóch lat jest on poważnie zakłócany.
Reklama
Jeszcze przed wybuchem epidemii w Chinach i rozprzestrzenieniem się jej po świecie, Forrester przewidywał spadek dynamiki inwestycji w obszar IT z rekordowego poziomu 5 proc. w 2018 r., poprzez 3,9 proc. w 2019 r. do 2,8 proc. w 2020 r. Według tej prognozy, lekkie odbicie do 3,1 proc. ma nastąpić w 2021 r. Z drugiej strony, raport zapowiada wzrost rynku technologii, ponad średnią światową w krajach o relatywnie silniejszych gospodarkach. Chiny, Indie i Indonezja odnotują wzrost rynku technologii o 5 proc. lub więcej w 2020 r. W Stanach Zjednoczonych, Australii, Austrii, Kanadzie, Finlandii, Arabii Saudyjskiej, Korei Południowej i Szwecji nastąpi wzrost rynku technologii o 3 do 4 proc. Na poziomie regionalnym Ameryka Północna i Azja będą napędzać wzrost światowego rynku technologicznego. W Europie Zachodniej i Środkowej przewidywana jest nieznaczna poprawa dynamiki inwestycji w sektor IT.
Mniejsze budżety, niższe koszty
Forrester zakłada, że największe spadki wystąpią we Włoszech, Japonii i w Wielkiej Brytanii. Szybciej niż cały rynek technologii będą rosły wydatki na usługi doradztwa technicznego i usługi outsourcingu technologii. Jednak inwestycje w sprzęt komputerowy i komunikacyjny będą bardzo słabe, podobnie jak wydatki na usługi telekomunikacyjne w zakresie głosu i danych. Oznacza to szczuplejsze budżety nowych projektów i większy nacisk na inwestycje w celu obniżenia kosztów operacyjnych w przedsiębiorstwach. Pomimo niskiego wzrostu gospodarczego większość firm i krajów będzie miała wystarczające przychody w 2020 i 2021 r., aby wesprzeć pewne zwiększenie wydatków na nowe projekty technologii biznesowych, które mogą pomóc im zdobyć, obsłużyć i utrzymać klientów. Jednak ze względu na niepewność co do perspektyw biznesowych, dyrektorzy IT przeniosą wydatki na nowe projekty, a zwłaszcza na technologie back-office, które pomogą obniżyć koszty – czytamy w raporcie.
Czynnik finansowy
Reklama
Jedną z głównych przyczyn spowolnienia globalnej koniunktury na rynkach technologicznych jest utrudniony dostęp do większości form finansowania bankowego dla firm z sektora IT.
Wielka, nieporównywalna z innymi dynamika wzrostu branży IT, niestety nie przekłada się na odpowiedni poziom aktywów przedsiębiorstw technologicznych. Sytuację komplikują krótkoterminowe kontrakty. Odpowiednie zabezpieczenie kredytów staje się wyzwaniem. Najmniejsze firmy technologiczne zazwyczaj mają konto internetowe i na nim opierają współpracę z sektorem bankowym. Rozwiązaniem może stać się finasowanie oparte na znanym z rynku ubezpieczeń instrumencie: Usage–Based Pricing. Polega ono na ocenie ryzyka z uwzględnieniem innych zmiennych niż aktywa. Banki mają tu doskonałą okazję do zagospodarowania niszy biznesowej. Tym bardziej, że wiele instytucji finansowych uczestnicząc w przedsięwzięciach branży fintech, ściśle współpracuje z przedsiębiorstwami technologicznymi. Najlepszą pozycję finansową mają te startupy, w których banki są strategicznym inwestorem. Z reguły mają najlepsze konto nie muszą martwić się o swoją wiarygodność kredytową.
Hamowanie wzrostu gospodarczego, szczególnie w USA, spory celne i handlowe, międzynarodowa sytuacja polityczna oraz deflacja, wpływa na inwestycje biznesowe i zaufanie konsumentów. W krótkim okresie na rynek IT oddziaływać będzie także brexit. Jednak zdaniem zwolenników wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, uwolniona od biurokratycznych ograniczeń gospodarka może rosnąć znacznie szybciej niż w ostatnich latach. Jeśli spełni się taki scenariusz to prawdopodobnie wzrosną także inwestycje Brytyjczyków w rozwiązania informacyjno – informatyczne. Wydaje się to bardzo prawdopodobne, zwłaszcza w kontekście opublikowanych przez Komisję Europejską propozycji kierunków polityki regulacji sztucznej inteligencji. Konsekwencje wkroczenia regulatora w obszar rynku technologicznego będziemy obserwować w najbliższych latach.
O tym, jak wpłynie ono na rozwój technologii, zainteresowanie zakupami oraz implementacje nowych rozwiązań dowiemy się zapewne z kolejnego raportu Forrester Research, Inc.
Autopromocja ORZEŁ INNOWACJI Konkurs dla startupów i innowacyjnych firm WEŹ UDZIAŁ
Dr Janusz Grobicki
Materiał Promocyjny | The Global and United States Hydrobike Market Report has been published by QY Research recently. Hydrobike Market Analysis and Insights This report focuses on... | 2 |
Jeśli świat będzie w szybkim tempie znosił dotychczasowe restrykcje wynikające z pandemii, przez naszą planetę może przetoczyć się kolejna, globalna fala zakażeń. Mike Ryan, dyrektor ds. sytuacji nadzwyczajnych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) uważa, że wirus prawdopodobnie nigdy nie zniknie.
Koegzystencja z wirusem
"Ten wirus może stać się wirusem endemicznym w naszych społeczeństwach" - powiedział Ryan, wskazując na fakt, że także wiele innych wirusów, na przykład HIV, nigdy nie zniknęło. Wynaleziono jedynie lekarstwa, które pomagają trzymać ich rozprzestrzenianie się pod kontrolą i umożliwiają ludziom koegzystencję z wirusami.
Reklama
Tylko niewiele śmiertelnych wirusów, na przykład czarną ospę, udało się całkowicie wyeliminować. Inne wirusy nadal są wśród nas. Niektóre powracają, jak wirus gruźlicy.
Czasem druga fala pandemii jest gorsza od pierwszej. Tak było z grypą hiszpanką w 1918 roku. Pojawiała się falami, aż w końcu odpłynęła w 1920 roku.
Zbyt szybki powrót do normalności
Eksperci z WHO sugerują, aby powrót do normalności przebiegał "stopniowo", by "zredukować ryzyko nawrotów". Idealne byłoby przestrzeganie co najmniej dwutygodniowych przerw pomiędzy poszczególnymi fazami łagodzenia ograniczeń (odpowiednio do okresu wylęgania się COVID-19) - pisze WHO w swojej strategii z 19 kwietnia. W Niemczech to nierealne - szkoły otwarto zaledwie cztery dni po przywróceniu zajęć dla wyższych klas. Rząd przekazał decyzje związane ze szkołami władzom krajów związkowych i gmin.
Kolejna rekomendacja: śrubę należy zacząć ponownie dokręcać, gdy tylko w danym regionie, w ciągu tygodnia pojawi się 50 nowych zakażeń na 100.000 mieszkańców.
Niektórzy badacze uważają, że ta liczba jest przesadzona. Istnieje bowiem wysokie ryzyko, że dopuszczenie do tak wielu nowych zakażeń będzie skutkowało przeciążeniem systemu opieki zdrowotnej. Wówczas na wyhamowanie pandemii może być za późno.
Jeśli do tego dojdzie, trzeba będzie pozamykać miasta. Znów ustaną zajęcia w szkołach, stanie gospodarka. Znów będziemy się starać jak najszybciej pokonać kolejny lockdown. Gdy liczba zakażeń zacznie spadać, wówczas ponownie będziemy łagodzić restrykcje. To obieg, w którym trzeba będzie nauczyć się funkcjonować.
Niektórzy wirusolodzy wychodzą z założenia, że powracający cyklicznie wirus w kolejnych mutacjach jest słabszy i rzadziej prowadzi do śmierci. Przyczyną nie jest jedynie fakt, że rośnie liczba osób, u których występuje odporność. By się rozwijać, wirus potrzebuje gospodarza, czyli człowieka.
Według raportu opublikowanego w 2006 roku, wszystkie rodzaje grypy, która atakuje ptaki i ssaki od czasu hiszpanki z 1918 roku, to pochodne wirusa z tamtych czasów.
Zwiastuny kolejnej fali
Już teraz widać zwiastuny kolejnej fali pandemii koronawirusa. Chiny i Rosja odnotowują nowe zachorowania, a w Korei Południowej, chwalonej za zwalczenie pierwszej fali wirusa, ludzie znów zarażają się SARS-CoV-2.
Teraz, gdy na północnej półkuli latem Grecja i Hiszpania otwierają się na turystów, druga fala prędzej czy później może do nas dotrzeć. Kolejna fala infekcji pociągnęłaby za sobą kolejną fazę restrykcji. "Dokładnie tego chcemy uniknąć" - wyjaśnia Ryan. I ostrzega, że niewykluczone, iż "wszyscy będziemy po raz kolejny musieli zmienić terminy naszych urlopów."
Redakcja Polska Deutsche Welle | The best of EcoWatch, right in your inbox. Sign up for our email newsletter! | 1 |
Na zdjęciach wykonanych za pomocą teleskopu widać struktury, przypominające komórki w organizmach żywych, które - jak podaje BBC - są zbliżone wielkością do rozmiarów stanu Teksas.
Reklama
DKIST to nowy teleskop, który znajduje się na szczycie wulkanu Haleakala na Hawajach, na wysokości 3 tysięcy metrów.
Obserwatorium na szczycie wulkanu powstało, by obserwować Słońce i procesy zachodzące na jego powierzchni. Naukowcy wierzą, że dzięki obserwacji Słońca będzie można lepiej przewidywać wyładowania elektromagnetyczne na jego powierzchni.
Wyrzuty masy ze Słońca - tzw. burze słoneczne - mogą zagrażać satelitom, a nawet urządzeniom elektronicznym na Ziemi. W ekstremalnej sytuacji mogłyby one doprowadzić nawet do globalnej awarii sieci energetycznej.
Reklama
Jak tłumaczy Matt Mountain, prezes Stowarzyszenia Uczelni na rzecz Badań Astronomicznych (Association of Universities for Research in Astronomy), które zarządza DKIST chodzi o to, by - podobnie jak jesteśmy w stanie przewidywać pogodę na Ziemi, móc przewidywać "pogodę" w kosmosie.
Obserwacje za pomocą DKIST mają być komplementarne wobec obserwacji sondy Solar Orbiter, która ma wykonywać zdjęcia Słońca z odległości "zaledwie" 42 mln km od jego powierzchni. | Something went wrong, please try again later.
Sign up to the Hull Live newsletter for daily updates and breaking news
No, this is not some sort of moving golden beehive, but the Sun up close - or at least as close as one can get.
Indeed, each of these cells is the size of Texas, and is formed of a mass of gas and plasma reacting together.
These never-before-seen images of our star were taken by the brand new Daniel K Inouye Solar Telescope (DKIST), located on top of Haleakalā, a 3,000m-high volcano on the Hawaiian island of Maui.
This telescope will be used specifically to study the sun, in order to better understand its energy and life, as well as giving a more accurate understanding of “space weather”.
This close inspection is crucial, as solar activity can destroy satellites, harm astronauts and even damage radio communications.
"On Earth, we can predict if it is going to rain pretty much anywhere in the world very accurately, and space weather just isn't there yet," Matt Mountain, president of the Association of Universities for Research in Astronomy, which manages the DKIST, told the BBC.
"Our predictions lag behind terrestrial weather by 50 years, if not more. What we need is to grasp the underlying physics behind space weather, and this starts at the Sun, which is what the Inouye Solar Telescope will study over the next decades."
This telescope will be paired with Solar Orbiter, a new in-space observatory, which is set to be launched from Florida next week.
It is planned to get as close as possible to our star, 42 million km from its golden surface.
"We have joint observing plans already made between DKIST and Solar Orbiter which will be amazing," Prof Louise Harra from the Physical Meteorological Observatory in Davos, Switzerland, told BBC News.
This move is a crucial step to better understand the Universe. | 4 |
– Musimy wrócić do pracy i do normalnego życia. Chciałby, aby stało się to już po świętach wielkanocnych. W tym przypadku kuracja jest gorsza niż sam problem. Powtarzam jeszcze raz: więcej ludzi umrze, jeśli wyrazimy zgodę na to, co się dzieję, na kontynuowanie tej kwarantanny – stwierdził Trump w rozmowie z Fox News. | Impeached president Donald Trump today tells governors he plans to issue guidelines to rank U.S. counties as high-risk, medium-risk, or low-risk, and tell state and local authorities that it is up to them to decide whether to increase or relax social distancing measures to combat coronavirus.
We are in the heat of a global pandemic that has not yet peaked in the United States. This proposed approach makes no sense, and will needlessly lead to preventable deaths, according to public health officials.
Here's a copy:
From the WSJ:
In a letter to governors on Thursday, President Trump said the administration's growing testing capabilities would enable it to publish, in consultation with public-health officials and scientists, criteria for classifying counties by risk.
President Trump in letter to governors on coronavirus says, "There is still a long battle ahead, but our efforts are already paying dividends." He says the administration is working on "new guidelines" to possibly increase or relax social distancing and mitigation measures. pic.twitter.com/QcWQg0e7G8 — Yamiche Alcindor (@Yamiche) March 26, 2020
As testing has ramped up, it has become clear that in states like New York and Louisiana the coronavirus could have been spreading undetected for weeks. Now Trump administration says it will use data to suggest "categorizing counties as high-risk, medium-risk, or low-risk." — Yamiche Alcindor (@Yamiche) March 26, 2020 | 2 |
Ministerstwo Zdrowia potwierdziło, że w Małopolsce odnotowano pierwszy przypadek śmierci z powodu koronawirusa. Zmarły w Myślenicach był mieszkańcem powiatu krakowskiego. Jak poinformowało biuro wojewody małopolskiego, potwierdzenie zakażenia koronawirusem SARS-CoV-2 zostało przekazane do szpitala w Myślenicach już po śmierci pacjenta. Potwierdzono, że była ona spowodowana chorobą COVID-19; zmarły miał też choroby współistniejące.
Koronawirus w Małopolsce. 192 przypadków zarażenia, a najwięcej w Krakowie
Aktualnie w Małopolsce mamy 192 potwierdzonych laboratoryjnie przypadków zakażenia koronawirusem SARS-CoV-2. Najmłodsza chora ma 8 miesięcy, a najstarsza osoba 91.
65 zakażonych pochodzi z Krakowa, 35 osoby - z powiatu wielickiego, 16 osób - z powiatu krakowskiego, 13 osób - z powiatu brzeskiego, 11 osób - z Nowego Sącza, 7 osób z powiatu nowosądeckiego, myślenickiego i powiatu bocheńskiego, po 5 - z powiatu dąbrowskiego, tarnowskiego i wadowickiego, po 4 - z Tarnowa, po 3 - powiatu gorlickiego i limanowskiego, po 2 - z powiatu oświęcimskiego, po 1 - z powiatu chrzanowskiego, proszowickiego, nowotarskiego oraz innego województwa.
Aktualnie najczęściej źródłem zakażenia jest kontakt z potwierdzonym przypadkiem. Część osób zakaziła się, przebywając za granicą: we Włoszech, Austrii, Francji, USA, Norwegii, Anglii, Finlandii, a także z Niemczech czy w Meksyku.
Do tej pory w Małopolsce wykonano prawie 2400 badań laboratoryjnych. To najnowsze dane, podane przez Małopolski Urząd Wojewódzki w sobotę rano.
Badania w laboratorium w Krakowskim Szpitalu Specjalistycznym im. Jana Pawła II rozpoczęliśmy 12 marca. Od 12 do 28 marca wykonano tam 1310 badań. Prowadzi je też Szpital Uniwersytecki w Krakowie. W okresie od 18 do 28 marca wykonano tam 1035 badań. 30 badań wykonano też w 5 Wojskowym Szpitalu Klinicznym w Krakowie.
Koronawirus w Małopolsce. Ponad 1,6 mln zł udało się zebrać dla Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie
Ponad 1,6 mln zł wpłynęło na konto bankowe Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie w ramach akcji #ujdlaszpitala organizowanej przez najstarszą uczelnię w Polsce. Zebrane fundusze pozwolą na zakup aparatury potrzebnej do walki z koronawirusem.
"Akcja #ujdlaszpitala osiągnęła ogromny sukces. Na poniedziałkowe popołudnie stan konta dedykowanego zbiórce wynosił 1 615 348,98 zł" - powiedział PAP rzecznik prasowy UJ Adrian Ochalik.
Zbiórkę dla Szpitala Uniwersyteckiego UJ ogłosił 21 marca. Celem było uzbieranie ponad 268 tys. zł na zakup systemu do dekontaminacji (usuwania szkodliwych substancji) pomieszczeń gazową formą nadtlenku wodoru – dzięki niemu szybko można zdezynfekować pomieszczenie.
Po dwóch dniach od ogłoszenia akcji na dedykowanym środkom koncie było ponad pół mln zł.
Wśród tysięcy darczyńców jest m.in. przewodnicząca rady nadzorczej spółki Comarch Elżbieta Filipiak, która wsparła akcję kwotą 300 tys. zł. Dzięki hojności Filipiak do szpitala trafi monitor do endoskopów wraz z wyposażeniem - jednorazowymi bronchoskopami i videorurkami intubacyjnymi. Zarażenie koronawirusem może prowadzić do zapalenia płuc. Do tej pory - gdy pacjent cierpiał na niedrożność dróg oddechowych albo wymagał ciężkiej intubacji lub gdy lekarz chciał ocenić uszkodzenie płuc - wykorzystywano wieżę endoskopową wraz z końcówkami podlegającymi sterylizacji. Mniejszy, poręczniejszy, ale także przeznaczony do jednorazowego użytku sprzęt usprawni pracę i ograniczy ryzyko przeniesienia wirusa.
Z uwagi na rosnącą liczbę zakażeń i ogromne potrzeby szpitali, uczelnia kontynuuje zbiórkę. Szpital chce kupić jeszcze m.in. systemy tzw. ucyfrowienia analogowych aparatów do wykonywania zdjęć przyłóżkowych RTG na dwóch oddziałach - chorób zakaźnych oraz intensywnej terapii (oddziały te w momencie przekształcenia szpitala w szpital jednoimienny zostały przeznaczone dla pacjentów zakażonych i z podejrzeniem COVID-19). Dotychczas w tych miejscach były wykorzystywane klasyczne aparaty analogowe. Zakup sprzętu umożliwiającego uzyskanie obrazu cyfrowego bez konieczności opuszczania obszaru zakażonego ograniczy możliwości rozprzestrzeniania się koronawirusa.
W Polsce koronawirusa potwierdzono u 1984 osób, 26 z nich zmarło.
Koronawirus w Małopolsce. Kraków: szpital im. Żeromskiego wstrzymuje porody
Szpital im. Żeromskiego wstrzymuje przyjmowanie porodów - poinformowano w niedzielę na stronie placówki. Obecnie trzy oddziały - położnictwa, chorób wewnętrznych i neurologii - objęte są kwarantanną.
"W trosce o bezpieczeństwo wszystkich naszych przyszłych ciężarnych pacjentek z przykrością musimy poinformować, że decyzją sanepidu wstrzymujemy porody w naszym szpitalu do odwołania" - czytamy na stronie internetowej. "Sytuacja, z którą boryka się teraz każdy szpital, jest bardzo dynamiczna, ale staramy się robić, co w naszej mocy i służyć pomocą" - dodano.
Jak podkreślono, oddział ginekologiczno-położniczy być może wznowi przyjęcia pod koniec przyszłego tygodnia. Pacjentki, które mają jakiekolwiek pytania, mają z kolei możliwość porozmawiania z pełnomocnikiem ds. pacjentów, dyżurującym pod nr 603 982 268.
Obecnie trzy oddziały szpitalne - ginekologiczno-położniczy, chorób wewnętrznych i neurologii - są zamknięte z powodu kontaktu personelu i pacjentów z osobą zakażoną koronawirusem.
Koronawirus w Małopolsce. Brzesko: oddział intensywnej terapii zamknięty z powodu koronawirusa
Część personelu szpitala w Brzesku (woj. małopolskie) została objęta kwarantanną z powodu zakażenia koronawirusem u pacjentów i pracowników - poinformowała w niedzielę placówka.
Funkcjonowanie Oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii oraz bloku operacyjnego szpitala w Brzesku (woj. małopolskie) zostało w niedzielę zawieszone - poinformowano na stronie placówki. Powodem jest zakażenie koronawirusem u pacjentów i personelu medycznego. W piątek z kolei zawieszone zostało funkcjonowanie Oddziału Chirurgii Ogólnej.
Jak poinformowano, personel pracujący w tych jednostkach - decyzją sanepidu - został objęty kwarantanną.
Podkreślono, że zmiany wiążą się z zaprzestaniem przyjęć na te dwa oddziały. Z kolei pacjenci zgłaszający się na SOR, wymagający zabiegu operacyjnego lub hospitalizacji na tych oddziałach, będą kierowani do pobliskich szpitali.
Przyjęcia wstrzymane zostaną na okres od 7 do 14 dni.
Koronawirus w Małopolsce. Dramatyczna sytuacja sióstr Norbertanek
Zadłużone klauzurowe siostry Norbertanki z Imbramowic nie mają pieniędzy na życie; w związku z pandemią nie mogą liczyć na żadne dochody. W związku ze "skrajnie dramatyczną sytuacją" zakonnice zwracają się z prośbą o pomoc.
„Sytuacja naszej wspólnoty staje się obecnie wyjątkowo dramatyczna także dlatego, że obecnie absolutną podstawą naszego utrzymania jest ruch turystyczny i pielgrzymkowy do nowo ustanowionego Sanktuarium Męki Pańskiej. W ostatnich latach nie prowadziłyśmy żadnej produkcji własnej jak wyroby spożywcze czy artystyczne, gdyż całą siłą skupiałyśmy się na prowadzeniu prac interwencyjnych i remontowych nad naszym zabytkowym zespołem klasztornym, który odzyskaliśmy po trudnym okresie PRL-u w stanie katastrofalnego zdewastowanie” – podkreśliła w apelu siostra Faustyna, Maria Przybysz przeorysza imbramowickiej wspólnoty.
„Zwracam się do Was z gorącą prośbą o pomoc w skrajnie dramatycznej sytuacji, w jakiej znalazła się nasza klauzurowa wspólnota!” – czytamy w apelu.
Kapelan sióstr Norbertanek z Imbramowic Ks. Janusz Stach poinformował PAP, że siostry podjęły się zadania remontu konserwatorskiego klasztoru. Na ten cel pozyskały fundusze unijne. Całkowity koszt projektu to 10 mln zł. Na wkład własny klasztor wziął kredyt, ale obecnie nie ma za co go spłacać.
„Obecnie urwały się wszelkie dochody klasztoru. Mieszku tu 12 sióstr klauzurowych, z których siedem jest już w wieku powyżej 70-lat, a część jest niesprawna. Poza podstawowymi potrzebami egzystencjonalnymi – żywnością i lekami - siostry muszą spłacać swoje zobowiązania, a nie ma z czego. W związku ze wstrzymaniem wszelkiego ruchu pielgrzymkowego, klasztor nie ma żadnego dochodu” – podkreślił ks. Stach.
Siostry apelują do ludzi dobrej woli o wpłaty na konto: Klasztor Sióstr Norbertanek, Imbramowice 105, 32-353 Trzyciąż Bank Pekao SA 96 1240 1431 1111 0010 0609 0925.
Koronawirus w Małopolsce. Kraków: 43 mln zł na zakup sprzętu medycznego
43 mln zł, zostaną przeznaczone m.in. na zakup sprzętu medycznego, testów na koronawirusa i wyposażenie ambulansów – poinformował w sobotę małopolski urząd marszałkowski.Rzecznik małopolskiego urzędu marszałkowskiego Michał Drewnicki podał, że pierwsze pieniądze, czyli 43 mln w ramach pakietu medycznego, zasilą małopolskie szpitale.
Kupionych zostanie 20 tys. testów na obecność koronawirusa, 50 w pełni wyposażonych ambulansów i 50 namiotów pneumatycznych wraz z łóżkami i sprzętem medycznym. Ponadto do placówek trafi 50 tys. litrów płynu do dezynfekcji i 600 opryskiwaczy biobójczych.
Kwota pozwoli również na dokupienie środków ochrony osobistej dla pracowników szpitali wojewódzkich, a także przygotowanie Szpitala Śniadeckich w Nowym Sączu do leczenia chorób zakaźnych.
O zakupie zdecydował w piątek komitet sterujący powołany przez marszałka Witolda Kozłowskiego. Pieniądze pochodzą z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Małopolskiego na lata 2014-2020. | DENVER -- A Colorado mother is sharing the story of her 4-year-old son's battle with COVID-19, calling it "torture" and "completely isolating."Anna Zimmermann, a neonatologist and mother of three, said she'd followed news of the pandemic's spread. Being a physician, she said she took warnings from health officials seriously, keeping her children quarantined at home since March 12."My husband went to Costco once. I went to Target once. My kids never went on a playdate. I wouldn't let them go across the street to talk to their neighborhood friends. We adopted the stay-at-home recommendations early and stuck to them. We did everything right," she wrote on her blog, "Mighty Littles" By March 21, her son Lincoln started showing mild symptoms -- a stuffy nose, sneeze and cough -- and by the next week, he'd developed a fever.A pediatrician diagnosed him with pneumonia on March 28. At first, Zimmermann said her son was doing "OK," but two days later, he needed more support and oxygen and was admitted to Denver's Rocky Mountain Hospital for Children. Lincoln increasingly needed more and more help, and on his second day in the hospital, he received a positive COVID-19 diagnosis."He was working so hard to breathe - using all of the muscles in his chest, abdomen, and neck to help him breathe. As a doctor, I knew he was working hard to breathe ... As a mom, it was torture watching him struggle," she wrote.Zimmermann said despite the outpouring of support from her community, the experience was "completely isolating.""My husband is at home with my girls. We can't hug each other. I can't hug my girls. My family is split up and we feel so far away," she wrote.After days of dealing with a terrible, persistent cough, spiking heart rate and lack of appetite, Lincoln started showing "glimpses" of his normal self, Zimmermann said. He was sent home from the hospital with an oxygen tank after a week.She's now urging others to stay safe and healthy."Please take this virus seriously - it is no joke," she wrote. | 1 |
Trwa dramatyczna walka włoskiej służby zdrowia z koronawirusem. Niestety najnowsze dane nie są optymistyczne. Władze Włoch poinformowały, że z powodu koronawirusa zmarło już 3405 osób. To więcej niż w Chinach.
Włosi walczą z pandemią koronawirusa. Z danych udostępnionych przez Obronę Cywilną wynika, że od środy przybyło 4480 nowych zakażeń. Aktualna liczba zainfekowanych to 33190. Dziennikarz Tomasz Łysiak tłumaczy jednak, że rzeczywista liczba – po doliczeniu zmarłych i wyleczonych – to 41035.
Italia, komunikat @DPCgov 19/03: 41.035 osoby z Sars-CoV-2 (więcej o 5.322 od wczoraj, wzrost o 14,9%) . Z tego zmarło 3.405 (+427, +14,3%), 4.440 wyzdrowiało (+415, +10,3%). Obecnie pozytywnych 33.190 (suma to 41.035 — doliczamy zmarłych i tych którzy wyzdrowieli). pic.twitter.com/uwxnkNcPXV — Tomasz Łysiak 🇵🇱🇮🇹 (@TomaszLysiak) March 19, 2020
W ciągu doby doszło do 427 zgonów spowodowanych koronawirusem. Oznacza to, że liczba śmiertelnych przypadków COVID-19 we Włoszech wynosi obecnie 3405. To więcej niż w Chinach, gdzie do 18 marca WHO potwierdziła 3224 zgony.
Włoska służba zdrowia walczy z pandemią koronawirusa
Tragiczna sytuacja sprawiła, że włoscy lekarze zwrócili się o pomoc do społeczności międzynarodowej. Stefano Fagiuola na nagraniu zamieszczonym w sieci relacjonuje, jak od wewnątrz wygląda praca personelu medycznego. – Lekarze i pielęgniarki pracują dniem i nocą, niezliczoną liczbę godzin, by stawić czoła tej niemożliwej sytuacji – zaznacza.
Please, help us Stefano Fagiuoli, direttore del Dipartimento di Medicina del #pg23 vuole inviare due messaggi:- per tutta la popolazione: state a casa.- per chi ci vuole aiutare: abbiamo bisogno di infermieri e medici, ventilatori e dispositivi di protezione. Il CESVI ci sta aiutando con una raccolta fondi sulla piattaforma Gofundme https://www.gofundme.com/f/emergenza-covid-cesvi-per-bergamo Se potete, aiutateciWe are in full emergency with coronavirus pandemia.Stefano Fagiuoli – at the head of the Department of medicine of Papa Giovanni Hospital in Bergamo, Italy – has 2 messages.The first one is for the general population: please, stay at homeThe second one is for whoever wants to help us.We need nurses and physicians, together with ventilators and Individual Protection Devices.The ONG Cesvi is helping us on Gofundme.https://www.gofundme.com/f/emergenza-covid-cesvi-per-bergamoIf you can, please help us.And if you are healthcare personnel you are more than welcome to join us in fighting the coronavirus. Opublikowany przez ASST Papa Giovanni XXIII Czwartek, 19 marca 2020
Następnie zwrócił się z apelem do lekarzy i pracowników służby zdrowia z całego świata. – Organizacja pozarządowa Cesvi pomaga nam prowadzić zbiórkę na portalu Gofundme. Jeśli chcecie pomóc i jeśli jesteście pracownikami służby zdrowia, zapraszam was, dołączcie do nas by walczyć z koronawirusem – powiedział.
Źródło: corriere.it, Twitter, Polskie Radio | Free, Fast & Factless
17 Mar,2020
By Ranjona Banerji
My Whatsapp this morning is full of the most wondrous information thanks to the coronavirus, Covid 19. It ranges from blowing a hairdryer up your nose to kill the virus to 119 people quarantined in a brothel in Spain to residents in an apartment block in self-isolation in Italy all singing the songs of the Tamil composer Illiaraja. I think the brothel thing is true or maybe not!
Plus all those endless bits of advice: don’t touch milk bags, elevator buttons, newspapers (I think some news sites and new channels are responsible for this one!), car doors after you have washed them and more. The virus can exist between contact for five hours, six hours, seven hours, nine hours. Sneezes are dangerous. Sneezes are not. The virus is the same as flu. The virus is not.
In India, we have our own obsessions with excreta, unlike the western world which is paranoid about running out of loo paper. So various BJP leaders have declaimed that cow urine and cow dung can cure the virus. And one former editor and journalist declared on Twitter that faecal microbiota transplant should not be scoffed at by ‘Lutyens minds” as a presumable defence for the cow dung cure.
The trouble is that none of these claims come with any substantiation and that they spread panic and hope just the same. What should the average person do? Believe all of it? None of it? “News” and “information” about the latest virus spreads so fast and free, that it is impossible to sift fact from lies. I believed the one about footballer Christiano Ronaldo paying for all medical treatment in Portugal until the kind people of Twitter quickly told me it was fake.
The battle against fake news is not new but it has never been more important. Because never has fake news been as dangerous. The World Health Organisation has declared Covid 19 a pandemic. (I just get all my info from the WHO site now.) What we do know is that governments across the world are not ready. Bombastic claims by world leaders are not being adequately challenged by the media, which itself suffers from an information overload.
However, there is no doubt that even with the overload, traditional and mainstream media are not doing enough to dispel the rumours. A small example is the travel advisory which the Ministry of Health put out. It said that no “passengers” will be allowed into India from March 18 and airlines should inform passengers of this from the first port of departure. Now does this mean only visitors or does it mean passengers including those returning home?
Journalists seemed more confused than anyone else because when I asked the question, I got both answers from other journalists!
Latest reports – from doctors – tell us that India is not doing enough testing. But several news stories informed us that India was the best because the virus had not spread. Prime Minister Modi announced that India had started testing at airports in mid-January itself and that is why numbers in India are low. This was a blatant lie. But was Mr Modi questioned by the media? Several government claims have been fed to the public – including various “cures” and preventives from the Ayush ministry – without any supporting evidence or questioning. The public has been left to fend for itself.
This headless chicken response is not limited to the Indian media. The British media for instance has not done enough, for my money, to combat the Boris Johnson government’s “herd immunity” idea as a preventive. Like the Indian media, the onus has been put on experts writing on the opinion pages to set the record straight. You and I both know that opinion pages are the least read in any paper. What happened to good old reportage to the set the foundation on which opinion can be raised?
The media’s negligence is criminal. I know that initial days of any crises are difficult. But that excuse works only for the first couple of days. After that, if you haven’t got your act together, you are no better than some idiot on Whatsapp spreading another sort of virus.
Ranjona Banerji is a senior journalist and commentator. She is also Consulting Editor, MxMIndia. Her views here are personal | 2 |
- Od miesiąca istnieje w zasadzie tylko jedna choroba, ta wywołana koronawirusem. Liczą się tylko ci, którzy z jego powodu umierają, a jeśli ktoś ma udar, czy zawał, śmierć staje się nieważna i nie ma ona żadnego znaczenia politycznego - tłumaczy w rozmowie z "Głosem" prof. Roman Kubicki, filozof i etyk z UAM.
Podziela pan opinię, że świat, który znamy kończy się lub już się skończył?
Prof. Roman Kubicki: To zależy, jakie byłyby wyróżniki świata, które miałby się skończyć. Musimy bowiem patrzeć na niego z różnych perspektyw. Jeśli na przykład miałoby chodzić o dużą mobilność społeczeństwa, powinniśmy zastanowić się czy ulegnie ona stałemu zmniejszeniu. Jest chyba jeszcze za wcześnie, by pokusić się o tego rodzaju prognozowanie, dlatego, że cały czas znajdujemy się w czasie pandemii, nie wiedząc, jaka pojawi się sytuacja finalna i kiedy koronawirus odpuści. Rzeczywiście istnieje jednak obiegowe przeświadczenie, że choroba, która sparaliżowała świat, musi na niego wpłynąć. Zapewne pojawi się recesja gospodarcza, ale nie wiemy czy będzie ona trwała pół roku, rok, a może dziesięć lat.
W historii ludzkości epidemie stanowiły już punkt zwrotny.
Przypomina mi się "czarna śmierć" z połowy XIV wieku, która sparaliżowała całą ówczesną Europę, uśmiercając około 50 procent populacji. Historycy kultury coraz częściej wyrażają przekonanie, że tamta pandemia i zbiorowa śmierć, przygotowała nasz kontynent na zmianę kulturowego paradygmatu, czyli zakończenie średniowiecza i otwarcie się na kulturę antyczną – renesans. Trzeba pamiętać, że średniowiecze cechowała kultura śmierci, a główną zasadą funkcjonującą w tamtych czasach było "memento mori". Kiedy giną miliony ludzi, stała się ona wręcz śmieszna, więc w trakcie epidemii nikt na nią nie zwracał już uwagi. Kilkadziesiąt lat po jej zakończeniu mieliśmy już do czynienia z epoką odrodzenia.
Czy zatem koronawirus w podobny sposób "przemieli" ludzkość i zmieni świat?
Świat tworzą różne społeczeństwa o różnych tradycjach. To w pełni zsekularyzowana Francja, czy Niemcy, to bardzo katolicka Polska i Włochy. Jak na pandemię zareagują tak różne grupy? To mogą być zupełnie inne reakcje.
Olga Tokarczuk podsumowała nasz świat dość zwięźle: Za dużo, za szybko, za głośno.
Tu trzeba wrócić do różnych perspektyw, o których wspomniałem. Z tej naszej, polskiej, najbardziej widoczny jest kryzys Unii Europejskiej, ponieważ wraca myślenie o państwie narodowym. Jeśli pandemia się skończy eurosceptycy podniosą głowy, zmobilizują się. Ale to nie jedyny możliwy scenariusz – sam liczę na to, że jako społeczeństwo zachowamy się odwrotnie i "przeprosimy się" z ideami europejskimi. Trudno dziś jednak przewidzieć, która opcja zdominuje polską wyobraźnię. Niedawno Donald Tusk stwierdził, że Europy musi być teraz więcej, ale odnoszę wrażenie, że te słowa pojawiły się trochę za późno. Najpewniej nasza noblistka ma rację, my tylko nadal nie wiemy co to oznacza.
Dlaczego dziś wszyscy tak bardzo boją się koronawirusa? W dwudziestoleciu międzywojennym "hiszpanka" uśmierciła około 200 tysięcy Polaków. W tym czasie życie toczyło się w zasadzie normalnie, szkoły funkcjonowały, podobnie, jak kina czy kawiarnie.
W trakcie dziesięcioleci zmieniło się nasze myślenie o życiu i śmierci. Ta ostatnia stała się bardziej nieobecna w naszym życiu, pojawiła się zarazem także chęć ucieczki przed nią. Nasza kultura zaczęła się charakteryzować większą niezgodą na śmierć, aniżeli ta z międzywojnia. Musimy też pamiętać, że śmierć wtedy mniej kosztowała, nie kryły się za nią świadczenia społeczne, a dziś otoczona jest ona wianuszkiem zobowiązań. Nieco później, podczas II wojny światowej, kiedy ginął żołnierz amerykański wiązało się to z kosztami, natomiast śmierć żołnierza radzieckiego – nie. Dziś z kolei nie ma przyzwolenia na sytuacje tragiczne, które kiedyś były naturalną częścią społecznego krajobrazu. Obecnie dzieciom "nie wolno" umierać, przed laty było "wolno". Warto też zauważyć, że obecna epidemia wspierana jest przez media, które przez 24 godziny na dobę eksploatują ten temat, a w latach 20. XX wieku funkcjonowała jedynie prasa i radio. Media te w polskim realu bardzo ograniczony zasięg. Teraz to obrazy zmieniają nasze postrzeganie rzeczywistości.
Współczesnemu człowiekowi w ostatnich latach względnej stabilizacji mogło się wydawać, że jest wręcz nieśmiertelny, że będzie wiecznie młody i zdrowy.
Pojawiło się w nas przeświadczenie o mocy, o tym, że być człowiekiem to znaczy "coś". Warto jednak zauważyć, że w filozofii i kulturze współczesnej od kilkunastu lat rozwija się nurt posthumanistyczny, który ostrzega przed zadufaniem człowieka i podkreśla, że jest on tylko częścią świata, który wcześniej czy później mu o tym przypomni. Doczekaliśmy w XXI wieku takiej sytuacji, w której mamy samochody hybrydowe, pociągi pędzące z zawrotną prędkością, no i nagle pojawia się koronawirus, wobec którego jesteśmy bezradni.
Czy wyciągniemy z tego, co w tej chwili przechodzimy jakąś lekcję? Kiedy spotyka nas coś złego, a po jakimś czasie wracamy do stanu wyjściowego, zaczyna działać w nas mechanizm wyparcia.
Pamięć rzeczywiście lubi działać w nas bardzo selektywnie. Pamiętamy to, co nam się opłaca, co możemy wykorzystać. Obecna sytuacja dla osób starszych stanie się częścią ważnego doświadczenia, natomiast młodsi potraktują to jako epizod, który szybko zostanie zawłaszczony przez niepamięć.
Włoski filozof Giorgio Agambeni stwierdził, że obecny stan służy w dużej mierze politykom, którzy poprzez wprowadzenie zakazów i nakazów mogą wykorzystać go – intensyfikując naszą panikę i stan wzmożenia – do zdobycia jeszcze większej władzy w przyszłości.
Czasy pandemii sprzyjają silnej władzy, bo uderzają w kulturę demokratyczną, która lubuje się w dyskusjach, sporach, wahaniach. Społeczeństwo daje się wtedy "zagonić" do pewnych rozwiązań, jak spędzanie całych dni w domach. Nie sądzę jednak, by jakakolwiek władza była zachwycona epidemią, gdyż sama jest ona częścią społeczeństwa. W Polsce mamy już jednego zakażonego ministra, a w Anglii — premiera. Z kolei prezydent Duda na początku epidemii w Polsce umiłował sobie robienie gospodarskich wizyt, ale dość szybko się one skończyły, bo nagle się okazało się, że jest to niebezpieczne. Koronawirus kąsa więc ostro wszystkich, także polityków. Oczywiście może pojawić się pytanie, czy po ustaniu epidemii wprowadzone środki dyscyplinujące zostaną utrzymane. Stara maksyma mówi bowiem, że władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje w sposób absolutny.
Nie boi się pan, że w końcu dojdzie do sytuacji, w której wszystko wymknie się spod kontroli, a w społeczeństwie uruchomią się najgorsze atawizmy?
Człowiek jest ludzki tylko w ludzkich warunkach, jak mówił Gustaw Herling-Grudziński. To, do czego jesteśmy zdolni, już wiemy. Jeśli więc słyszę, że z powodu epidemii został zamknięty posterunek policji w mieście powiatowym, nikt mi nie powie, że to nie wpłynie na bezpieczeństwo mieszkańców. Kiedy miliony ludzi stracą pracę, skończą im się oszczędności i głód zajrzy im w oczy, mogą przypomnieć o sobie najgorsze instynkty. Jest się czego bać, dlatego mam nadzieję, że państwo nad tym zapanuje. Jeśli tak się nie stanie, możliwa jest totalna destrukcja.
Nawet jeśli tak się nie stanie, mogą nas czekać czasy hiperkapitalizmu, gdzie pracownik stanie się niewolnikiem pracodawcy. Obawia się tego między innymi znana kanadyjska dziennikarka i pisarka Naomi Klein, autorka książki "Doktryna szoku: jak współczesny kapitalizm wykorzystuje klęski żywiołowe i kryzysy społeczne".
Od lat mamy już do czynienia z hiperkapitalizmem. Czy może on być jeszcze bardziej liberalny? Jeszcze bardziej zimny i bezwzględny? Oczywiście, zawsze może być gorzej, ale wróciłbym tutaj do przykładu z dżumą. Teoretycznie epidemia z XIV w. powinna się była przysłużyć ureligijnieniu Europejczyków, a w rzeczywistości stało się zupełnie odwrotnie.
Coraz więcej osób snuje apokaliptyczne wizje naszej przyszłości. Widzi pan gdzieś światełko w tunelu?
Póki funkcjonuje handel i półki sklepowe nie są puste, póki jest energia elektryczna, gaz, nie jest jeszcze tak źle, by pytać o światełko w tunelu. Nadal nie możemy mieć pewność, w jakim kierunku to wszystko pójdzie i jakie rozmiary przyjmie ta katastrofa. Nie wiemy czy płyniemy na Titanicu, czy też może lecimy Tupolewem, a może się przecież równie dobrze okazać, że wyjdziemy z tego poobijani, ale w miarę cali. Wierzę, że właśnie tak będzie. Życie zawsze okazywało się mocniejsze od śmierci. Dlaczego teraz miałoby być inaczej? Proszę zauważyć, że od miesiąca istnieje w zasadzie tylko jedna choroba, ta wywołana koronawirusem. Liczą się tylko ci, którzy z jego powodu umierają, a jeśli ktoś ma udar, czy zawał, śmierć staje się nieważna i nie ma ona żadnego znaczenia politycznego. A przecież to nie jest prawda, że jeśli zagościł u nas wirus, inne choroby przestały być aktywne. Koronawirus odwrócił nam cały system wartości, bo przecież niedawno mówiło się nam, że mamy jak najczęściej wychodzić z domu, korzystać z transportu publicznego, a teraz nie mamy chodzić, biegać i powinniśmy przeprosić się z naszymi samochodami. To co było czarne stało się białe, a to co było białe, stało się czarne. | Privacy & Cookies: This site uses cookies. By continuing to use this website, you agree to their use.To find out more, including how to control cookies, see here: Cookie Policy | 1 |
Nietypowe "przejęzyczenie" premiera Izraela Benjamina Netanjahu. Szef rządu nazwał swój kraj "potęgą nuklearną", by po chwili się poprawić. Izrael oficjalnie nie posiada broni jądrowej.
Benjamin Netanjahu / RONEN ZVULUN / POOL / PAP/EPA
Benjamin Netanjahu podczas rządowego posiedzenia mówił o umowie, jaką Izrael zawarł z Grecją i Cyprem w sprawie budowy podmorskiego gazociągu.
Projekt jest o tyle istotny, że zmieniamy Izrael w potęgę nuklearną - powiedział premier Izraela. Po chwili poprawił się, zaznaczając, że chodziło mu o "potęgę energetyczną". Swoje przejęzyczenie skwitował uśmiechem.
Eksperci są zdania, że Izrael może posiadać nawet 80 głowic, jednak nie zostało to nigdy potwierdzone.
Niektórzy uważają, że przejęzyczenie Benjamina Netanjahu było zaplanowane i ma związek z obecną sytuacją na Bliskim Wschodzie. Izrael jest bowiem jednym z głównych przeciwników Iranu.
Śmierć Kasema Sulejmaniego
Irański generał Kasem Sulejmani, dowódca elitarnej jednostki Al-Kuds, oraz jeden z dowódców proirańskiej milicji w Iraku Abu Mahdi al-Muhandis zginęli w nocy z czwartku na piątek na międzynarodowym lotnisku w Bagdadzie w nalocie sił USA.
Służby USA śledziły Sulejmaniego od kilku dni, informując o szczegółach prezydenta USA Donalda Trumpa i wskazując, że najlepsza szansa na jego zabicie będzie w okolicy lotniska w Bagdadzie. Ostateczne "zielone światło" na przeprowadzenie operacji Trump wydał na kilka godzin przed jej rozpoczęciem ze swojego ośrodka golfowego.
Reuters donosi z kolei, że w październiku dowódca elitarnych sił Al-Kuds spotkał się w Bagdadzie, w pobliżu amerykańskiej ambasady, z przywódcami szyickich milicji w Iraku. W trakcie rozmowy wezwał do wzmożenia ataków na Amerykanów i zachęcał do użycia nowej broni dostarczonej przez Iran. Miał też zapowiedzieć utworzenie nowej grupy paramilitarnej.
Przez lata Sulejmani, nazywany "dowódcą cieniem", swobodnie podróżował po Bliskim Wschodzie. W ocenie jednego ze źródeł agencji Reutera irański generał okazywał "wręcz bezczelną, przesadną pewność siebie", w tym również - po grudniowym ataku na bazę USA w Iraku, w którym zginął Amerykanin. | Israel will strike back hard if Iran attacks, Prime Minister Benjamin Netanyahu warned at the Kohelet Policy Forum’s conference on Wednesday.
“The state of Israel is the stable anchor in the stormy [Middle East] waters,” Netanyahu said. “We stand firm in the face of those who seek to destroy us. Anyone who tries to attack us will suffer the most overwhelming blow.”
Netanyahu said Quds Force commander Qasem Soleimani, who the US killed last week, “was responsible for the death of countless innocent people. He destabilized many countries. For decades, he sowed fear and misery and anguish and he was planning much worse.”
“President Trump should be congratulated for acting swiftly, boldly and resolutely,” he said. “What I’ve said openly in the past few days, many leaders in the Middle East think.”
The prime minister added that Israel “stands completely besides the United States.”
“America has no better friend than Israel and Israel has no better friend than the USA,” he stated.
US Ambassador to Israel David Friedman also remarked on the missile attacks by Iran on an American base in Iraq, saying “initial assessments are positive and we pray those reports are true.”
“We pray to God that we will prevail overwhelmingly and…defeat the threats of our time and bring about a more just and more peaceful world,” he said.
The Security Cabinet held a five-hour meeting to discuss matters related Iran, among others, on Wednesday. | 3 |
Charles Michel zaprosił przywódców państw członkowskich do Brukseli na 20 lutego. Przewodniczący Rady Europejskiej liczy, że uda się znaleźć kompromis w sprawie kształtu unijnego budżetu na lata 2021-2027. Na razie jednak rozbieżności są duże.
Przewodniczący Rady Europejskiej napisał na Twitterze: „Zwołam specjalne spotkanie Rady Europejskiej, które rozpocznie się 20 lutego 2020 r. Kierując się zdrowym rozsądkiem i determinacją, możemy zawrzeć umowę w sprawie unijnego budżetu, która przyniesie korzyści wszystkim Europejczykom. Wszystkie strony będą musiały wykazać się gotowością do kompromisu.”
Dodatkowo Charles Michel opublikował list otwarty do przywódców państw członkowskich. Zaapelował do nich, aby nie odkładali decyzji o nowych Wieloletnich Ramach Finansowych na kolejne szczyty. „Odroczenie rozmów w sprawie budżetu spowodowałoby poważne problemy praktyczne i polityczne oraz zagroziłoby kontynuacji obecnych programów i polityk, a także uruchomieniu nowych” – przekonuje w swoim liście szef RE. Dodaje też, że ma świadomość, że obecne negocjacje budżetowe należą do najtrudniejszych w unijnej historii.
Fińska propozycja w koszu
Do grudnia negocjacje nad kształtem nowego siedmioletniego finansowania prowadziła sprawująca unijną rotacyjną prezydencję Finlandia, ale nie odniosła sukcesu. Ostatnia fińska propozycja została odrzucona przez niemal wszystkie państwa członkowskie. Grudniowy szczyt w Brukseli nie przyniósł więc żadnego przełomu. Wtedy negocjacje przejął osobiście Charles Michel. Jeszcze przed lutowym szczytem szef RE przeprowadzi na temat budżetu konsultacje telefoniczne z europejskimi stolicami.
Jak informują źródła w Brukseli, udało się już osiągnąć porozumienie w wielu kwestiach, ale do uzgodnienia pozostały te najważniejsze – wysokość całego budżetu, przydział środków na politykę spójności oraz politykę rolną oraz wysokość rabatów dla niektórych państw członkowskich. No i oczywiście podział na tzw. koperty narodowe, czyli to, jak rozdzielić wszystkie pieniądze pomiędzy państwa członkowskie.
Na razie podstawą do wszelkich rozmów pozostaje propozycja Komisji Europejskiej z maja 2018 r. Wszystkie kolejne propozycje, łącznie z ostatnią propozycją prezydencji fińskiej, zostały bowiem odrzucone przez większość stron. Propozycje KE jest oszczędnościowa (ale nie aż tak bardzo jak późniejsza propozycja fińska), uwzględnia bowiem cięcia w wielu politykach (w tym w polityce spójności i polityce rolnej), których przyczynami są wyjście Wielkiej Brytanii z UE oraz konieczność znalezienia środków na tzw. nowe wyzwania, czyli politykę migracyjną czy bezpieczeństwo.
Propozycja KE z maja 2018 r. zakłada całkowitą sumę zobowiązań w tym okresie na kwotę 1,279 biliona euro, zaś sumę płatności na 1,246 biliona euro. Płatności to sumy, jakie mają zostać wydane w konkretnym roku, zaś zobowiązania to sumy jakie UE chce wydać w przyszłości. Kolejna unijna siedmiolatka ma być teoretyczna wyższa niż poprzednia. Budżet UE na lata 2014-2020 ustalono bowiem na kwotę 1,1 biliona dolarów. Wzrost jest jednak pozorny, ponieważ liczby bezwzględne nie uwzględniają wskaźnika inflacji z ostatnich siedmiu lat. Jeśliby doliczyć inflację, unijny budżet na lata 2021-2017 będzie jednak mniejszy.
Fińska prezydencja tnie nowy budżet UE Sprawująca rotacyjną prezydencję w Radzie UE Finlandia proponuje przyjęcie unijnego budżetu poniżej ambicji Komisji i Parlamentu Europejskiego. Zmiany miałyby dotknąć także reguły warunkowego wypłacania funduszy za przestrzeganie praworządności. Fińska propozycja zostanie omówiona podczas zbliżającego się szczytu przywódców państw UE, zaplanowanego na …
Przyjaciele spójności pozostaną spójni?
Braki w budżecie KE chce zapełnić nie tylko poprzez cięcia oszczędnościowe, ale także zwiększenie składek członkowskich wpłacanych przez państwa. W przypadku zobowiązań wynieść miałyby one 1,11 proc. DNB (dochodu narodowego brutto) państw członkowskich, zaś w przypadku płatności – 1,08 proc. DNB. Obecnie składki wynoszą ok. 1 proc. DNB. W ramach Wieloletnich Ram Finansowych nie byłaby jednak uwzględniana rezerwa kryzysowa czy fundusz solidarnościowy. Gdy je doliczyć, to wydatki państw członkowskich na cele UE wzrosłyby do nawet 1,14 proc. DNB. Ostatecznie dyskutuje się o składkach na poziomie 1,1x proc. DNB, czyli pomiędzy 1,11 proc. a 1,19 proc. DNB.
O ile państwa będące głównymi beneficjentami unijnego budżetu wolałby składki podnieść, o tyle tzw. płatnicy netto nie chcą o tym słyszeć. Niemcy, Holandia, Dania i Finlandia chcą, aby limit wydatków na następne siedem lat odpowiadał tylko 1 proc. połączonego DNB z wszystkich 27 państw członkowskich. Innego zdania jest tzw. grupa przyjaciół spójności, którą stanowi już 17 państw.
Przekonują one, że różnica w rozwoju między unijnymi regionami wciąż są na tyle duże, że nie należy zmniejszać ani całego budżetu, ani obcinać środków na politykę spójności. „Przyjaciółmi spójności” są obecnie – oprócz Polski – Bułgaria, Rumunia, Węgry, Czechy, Słowacja, Łotwa, Litwa, Estonia, Grecja, Chorwacja, Włochy, Portugalia, Malta, Cypr, Słowenia i Hiszpania. Nie ma jednak pewności, czy w czasie dalszych negocjacji spójność „grupy przyjaciół spójności” się utrzyma, czy też niektóre państwa zrezygnują z tego postulatu w zamian za ustępstwa w innych obszarach. | Poland stresses that the size of the budget should be commensurate to the EU's political ambitions in the context of numerous challenges the bloc faces, including migration and climate, the statement went on to say. Radek Pietruszka/PAP
Polish PM Mateusz Morawiecki has arrived in Brussels on Thursday to take part in an extraordinary EU summit devoted to the bloc's 2021-2027 budget.
According to unofficial information, the summit, which was originally planned as a one-day meeting, may be prolonged at least until Friday.
Before the summit starts at 3 pm on Thursday, PMs of the regional Visegrad Group (Czech Republic, Hungary, Poland and Slovakia) will meet to co-ordinate their positions.
An EU budget proposal for 2021-2027 prepared by European Council President Charles Michel has been positively received by Polish diplomats. While Michel has maintained general cuts in cohesion policy he has also proposed a modification thanks to which around EUR 6 billion will be transferred from richer countries to poorer ones.
Morawiecki met with Michel and European Commission President Ursula von der Leyen in early February.
Poland stresses that the size of the budget should be commensurate to the EU's political ambitions in the context of numerous challenges the bloc faces, including migration and climate, the statement went on to say.
Poland and other less-developed EU members argue for a bigger EU budget, with particular stress on the cohesion and agricultural policies, while some net payers to the common budget want to curb the size of it, especially given the United Kingdom's departure from the bloc.
The most vocal net payers include Denmark, Finland, Germany and the Netherlands, who want the budget to be equivalent to about one percent of the combined Gross National Income of all 27 EU member states. They are opposed by the 17-strong group of the so-called Friends of Cohesion Policy, comprising Bulgaria, Croatia, Cyprus, the Czech Republic, Estonia, Greece, Hungary, Italy, Latvia, Lithuania, Malta, Poland, Portugal, Romania, Slovakia, Slovenia and Spain. | 3 |
Na terenie byłego niemieckiego nazistowskiego obozu śmierci Auschwitz-Birkenau odbyły się obchody 75. rocznicy jego wyzwolenia. W uroczystościach wzięło udział 200 ocalonych z Holokaustu i byłych więźniów, a także delegacje z całego świata
Prezydent Andrzej Duda przypomniał fragment opisu obozu autorstwa byłego więźnia i pisarza Tadeusza Borowskiego. Jak zaznaczył, nasz kraj pamięta o okrucieństwie Auschwitz
Andrzej Duda mówił, że Auschwitz było fabryką śmierci, a Holokaust zbrodnią wyjątkową w dziejach ludzkości. Przypomniał, że tylko w tym obozie Niemcy zgładzili przeszło milion 100 tysięcy ludzi
Prezydent podkreślił, że w Polsce prawda o Holokauście jest dobrze znana dzięki relacjom świadków
Prezydent zabrał głos podczas poniedziałkowych uroczystości upamiętniających 75. rocznicę wyzwolenia byłego niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz-Birkenau organizowanych przez Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau. W uroczystości wzięło udział ponad 60 delegacji z całego świata.
75. rocznica wyzwolenia Auschwitz - zobacz serwis specjalny
"Mijają już trzy pokolenia od tamtego dnia"
Andrzej Duda rozpoczął swoje wystąpienie od przywołania cytatu z opowiadania Tadeusza Borowskiego, więźnia obozu. - My w Polsce dobrze znamy prawdę o tym, co się tu działo, bo opowiadali nam to nasi rodacy, którym Niemcy wytatuowali obozowe numery - mówił.
Jak zaznaczył, "mija 75 lat od zakończenia tego potwornego, przerażającego, zbrodniczego koszmaru, który w tym miejscu rozgrywał się przez blisko pięć lat". - Mijają już trzy pokolenia od tamtego dnia, 27 stycznia 1945 roku, kiedy kilka tysięcy więźniów - wycieńczonych okrucieństwem oprawców, niewolniczą pracą, głodem i chorobami - doczekało się wreszcie wyzwolenia przez żołnierzy Armii Czerwonej - powiedział.
Speech by President of the Republic of Poland @AndrzejDuda during commemorative ceremony of the 75th anniversary of the liberation of the German Nazi Concentration and Extermination Camp #Auschwitz.https://t.co/EUWuAZ9YoY pic.twitter.com/VcAG4owR13 — Kancelaria Prezydenta (@prezydentpl) January 27, 2020
Prezydent podkreślił, że ma "przywilej i zaszczyt" ponowić zobowiązanie, by "zawsze pielęgnować pamięć i strzec prawdy o tym, co się tutaj wydarzyło".
Jak zaznaczył, Polacy przyjęli to zobowiązanie na siebie już wtedy, kiedy dokonywał się Holokaust, "kiedy nasi poprzednicy z narażaniem własnego życia nieśli ratunek mordowanym Żydom, jako pierwsi nieśli światu prawdę o Zagładzie i domagali się reakcji od światowych mężów stanu". Dodał, że współcześni Polacy – "również ze względu na pamięć o naszych bohaterskich rodakach, takich jak Witold Pilecki i Jan Karski" – konsekwentnie trwają w tym zobowiązaniu.
Prezydent oświadczył, że ponawia to zobowiązanie "w imieniu Rzeczypospolitej, która pierwsza stała się celem agresji nazistowskich Niemiec, której terytorium znalazło się pod okupacją, a naród został poddany terrorowi, która stworzyła największy w Europie konspiracyjny ruch oporu przeciwko III Rzeszy, której żołnierze walczyli z Niemcami na wszystkich frontach II wojny światowej od jej pierwszego do ostatniego dnia, której sześć milionów obywateli zginęło z rąk hitlerowców, w tym trzy miliony Żydów i która podejmuje wszelkie starania o zachowanie tego miejsca - terenu obozu Auschwitz – oraz wszystkich innych miejsc Zagłady, byłych niemieckich obozów, znajdujących się na naszych ziemiach".
"Prawda o Holokauście nie może umrzeć"
Andrzej Duda zaprosił zgromadzonych na uroczystościach przedstawicieli innych państw i narodów, a także instytucji międzynarodowych "i wszystkich ludzi dobrej woli na całym świecie do udziału w tym dziele". - Niech będzie to nasze wspólne zobowiązanie, podjęte w obliczu ostatnich Ocalonych i Świadków: nieść dalej w przyszłość przesłanie i przestrogę dla całej ludzkości, które płyną z tego miejsca - apelował.
Ocalała z Auschwitz: dziękuję Polsce, bo uczyniła z obozu miejsce pamięci znane na całym świecie
Oświadczył, że "fałszowanie historii II wojny światowej, zaprzeczanie zbrodniom ludobójstwa i negowanie Holokaustu oraz instrumentalne wykorzystywanie Auschwitz dla jakichkolwiek celów to bezczeszczenie pamięci ofiar, których prochy są tutaj rozsypane". - Prawda o Holokauście nie może umrzeć. Pamięć o Auschwitz musi trwać, żeby Zagłada nigdy więcej w historii świata się nie powtórzyła - stwierdził Andrzej Duda.
Jak zauważył, podczas rocznicowych uroczystości obecni są "ostatni żyjący ocaleni, którzy przeżyli piekło Auschwitz". - Ostatni z tych, którzy na własne oczy widzieli Zagładę. Wśród nich ci, którzy doświadczyli losu narodu żydowskiego, o którym mówi Psalm 44: "zabijają nas przez cały dzień, uważają nas za owce przeznaczone na rzeź" - mówił prezydent.
Prezydent @AndrzejDuda w #Auschwitz: Fałszowanie historii II WŚ, zaprzeczanie zbrodniom ludobójstwa i negowanie Holokaustu oraz instrumentalne wykorzystywanie Auschwitz dla jakichkolwiek celów – to bezczeszczenie pamięci ofiar, których prochy są tutaj rozsypane. pic.twitter.com/AuBm1XU4Rm — Kancelaria Prezydenta (@prezydentpl) January 27, 2020
Jak dodał, 61 delegacji z całego świata zgromadziło się w poniedziałek w 75. rocznicę wyzwolenia Auschwitz, aby wspólnie uczcić Międzynarodowy Dzień Pamięci Ofiar Holokaustu. - Stajemy przed bramą obozu, w którym śmierć poniosło najwięcej ofiar i który stał się symbolem Zagłady. Składamy hołd wszystkim sześciu milionom Żydów, zamordowanych w tym oraz innych obozach, gettach, miejscach kaźni - oświadczył prezydent.
Jak zaznaczył, "ludobójstwo, popełnione tutaj przez funkcjonariuszy hitlerowskiej III Rzeszy, pochłonęło ponad milion trzysta tysięcy istnień ludzkich". Podkreślił, że "byli wśród nich Polacy, Romowie, jeńcy sowieccy – ale przede wszystkim Żydzi, których zgładzono tu przeszło milion sto tysięcy".
- Holokaust, którego Auschwitz jest głównym miejscem i symbolem, był zbrodnią wyjątkową w całych dziejach ludzkości. Nienawiść, szowinizm, nacjonalizm, rasizm, antysemityzm przybrały tu postać masowego, zorganizowanego, metodycznego mordu. Nigdy indziej ani nigdzie indziej nie przeprowadzono eksterminacji ludzi w podobny sposób - oświadczył polski przywódca.
Marian Turski: Auschwitz nie spadł nagle z nieba
Jak podkreślił, Żydzi z Polski, Węgier, Francji, Holandii, Grecji i innych okupowanych krajów w całej Europie byli tu przywożeni bydlęcymi wagonami, poddawani selekcji i pozbawiani całego mienia.
Główna uroczystość 75. rocznicy wyzwolenia niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz-Birkenau | #Auschwitz75 https://t.co/dZH5LSlalD — Kancelaria Prezydenta (@prezydentpl) January 27, 2020
"Zgładziwszy miliony, chcieli unicestwić także pamięć o nich"
- I w ogromnej większości natychmiast zabijani w komorach gazowych. I spalani w krematoryjnych piecach. Wszystko to trwało zaledwie godziny, kwadranse, minuty. Fabryka śmierci przez lata pracowała z pełną mocą. Dymiły kominy, przetaczały się transporty. Ludzie szli i szli, tysiącami. Na śmierć. Wszystko to dzisiaj trudno objąć umysłem. Ogrom dokonanej tu zbrodni przeraża. Ale nie wolno nam odwracać od niej oczu. Nie wolno nam nigdy o niej zapomnieć - mówił prezydent.
Jak dodał, kiedy zbliżał się front, który miał położyć kres zbrodni, sprawcy usiłowali zatrzeć jej ślady. Niszczyli budynki i dokumentację ludobójstwa. - Zgładziwszy miliony, chcieli unicestwić także pamięć o nich. To się jednak nie udało. Uratowani zostali świadkowie, z których ostatnimi jesteście wy, czcigodni Ocaleni. I zachowane zostało to miejsce - materialny dowód i symbol Holokaustu - zaznaczył Andrzej Duda.
- Raz jeszcze dziękuję wam, czcigodni Ocaleni, za wasze świadectwo i waszą tu dzisiaj obecność. Wieczna pamięć wszystkim ofiarom Auschwitz. Wieczna pamięć ofiarom Holokaustu - powiedział na zakończenie swojego wystąpienia prezydent.
Główne uroczystości 75. rocznicy wyzwolenia Auschwitz-Birkenau
mg | “We pay tribute to the six million Jews killed in this and other camps, ghettos, places of executions and on the streets of cities and towns,” said the president. Łukasz Gągulski/PAP
Polish President Andrzej Duda opening the main ceremonies marking the 75th anniversary of the liberation by the Red Army of the Nazi German concentration and extermination camp of Auschwitz has paid tribute to the six million Jews killed there and in other camps, ghettos and places of executions.
Following is the full text of Polish President Andrzej Duda's address during the Monday commemorative ceremony as published on the website of the President's Office:
Excellencies, Distinguished Guests, Ladies and Gentlemen!
"A train has just arrived at the unloading ramp. People started to get off the freight wagons and walked towards the grove. [...] When I got up in the morning to wash the floor, people were walking [...]. Women, men and children. [...] I went out at night in front of the block - in the darkness the lamps over the barbed wire were shining. The road lay in the darkness, but I could clearly hear the distant hubbub of thousands of voices - people were walking and walking. Fire rose from the woods and lit up the sky, and with the fire, a human cry rose. [...] For days and nights, people were walking [...]. The wagons were constantly coming up to the ramp and - people were walking on".
This is how Auschwitz was described, in the summer of 1944, by the Polish prisoner of the camp, writer Tadeusz Borowski. Crowds of people walking, led, driven to mass death. We, in Poland, know well the truth about what was happening here since it was recounted to us by our compatriots who had camp numbers tattooed on their bodies by Germans.
Seventy-five years have just passed since the end of that monstrous, horrendous, criminal nightmare which was unfolding in this place for almost five years. It has been three generations since that day, the 27 January 1945, when a few thousand prisoners – exhausted with the cruelty of the perpetrators, with slave work, hunger and disease – lived to see the liberation by the soldiers of the Red Army.
We have here with us today the last living Survivors, who have endured the hell of Auschwitz. The last of those who saw the Holocaust with their own eyes. And among them those who experienced the fate of the Jewish Nation as referred to in Psalm 44: "we are killed all day long, we are considered as sheep to be slaughtered".
We have come here together – members of 61 delegations from all over the world – to commemorate jointly the International Holocaust Remembrance Day. We are standing in front of the gate leading to the camp which claimed lives of the biggest number of victims and which has become the symbol of the Shoah. We pay tribute to all the six million Jews murdered in this and other camps, in the ghettos and places of torture.
We stand here before You, Honourable Survivors, in order to assume anew, in the presence of the Witnesses of the Holocaust, an obligation – thinking of those who perished, of You who have survived and of the future generations.
The genocide perpetrated here by the functionaries of the Nazi Third Reich, claimed more than one million three hundred thousand human lives. Among them were Poles, Roma, Soviet prisoners of war – but first and foremost Jews, of whom over one million one hundred thousand were slain here.
We are speaking about numbers but these numbers represent concrete people, their histories and their suffering. We are speaking about numbers though we will surely never get to know the exact figure. We are speaking about numbers for we are in the factory of death. For the numbers make us realize the industrial nature of the crime committed here.
The Holocaust, of which Auschwitz is the main place and the main symbol, constituted an unexampled crime throughout the entire history. Here, the hatred, chauvinism, nationalism, racism, anti-Semitism assumed the form of a mass, organized, methodical murder. At no other time and at no other place was extermination carried out in a similar manner.
Jews from Poland, Hungary, France, the Netherlands, Greece and from other occupied countries all over Europe were brought here in cattle cars, underwent selection and were deprived of all their belongings. And, in their vast majority, immediately killed in the gas chambers. And burned in the crematoria ovens. All of that took but a few hours, quarters, minutes. For years, the factory of death operated at full capacity. Smoke was rising from the chimneys, the transports were rolling. People walked and walked in their thousands. To meet their death.
It is hard to encompass it all with your mind. The magnitude of the crime perpetrated here is terrifying. But we must not look away from it. We must never forget it.
When the front was approaching, to put an end to the crime, the perpetrators attempted to obliterate its traces. They were destroying the buildings and the documents of the genocide. Having slain millions, they also wanted to wipe out the memory of them. However, their attempts failed. Witnesses were saved, of whom You, Honourable Survivors, are the last ones. And this very place has been preserved - the tangible evidence and the symbol of the Holocaust.
Hence, we stand here today, on the premises of the former German Camp Auschwitz. We stand all together and bow our heads before the suffering of the victims of this most horrendous crime in history. And before the Survivors, in the presence of the last Witnesses, we assume an obligation for the future.
In the name of the Republic of Poland, who was the first target of Nazi Germany`s aggression, whose territory was occupied and its nation subjected to terror, who established the largest European underground resistance movement against the Third Reich, whose soldiers were fighting against Germans on all fronts of WWII from the first to the last day of the war, whose six million citizens died at the hands of Nazis, including three million Jews, and who makes an utmost effort to preserve this place: the premises of the Auschwitz camp – as well as all other places of the Shoah: the former German camps located in our territory,
I have the privilege and honour to renew the obligation, which we, Poles, assumed back then when the Holocaust was being carried out,
when our forefathers came to the aid of the murdered Jews, putting at risk their own lives, who were the first ones to reveal to the world the truth about the Shoah and demanded response from the world statesmen, the obligation to which we, the contemporary Poles, consistently adhere – also for the sake of the memory of our heroic compatriots, such as Witold Pilecki and Jan Karski: to always nurture the memory of and guard the truth about what happened here.
I wish to invite the Distinguished Guests gathered here today, representatives of foreign states and nations, as well as international institutions and all people of good will from across the world, to participate in this endeavor. Let it be our joint commitment undertaken before the last Survivors and Witnesses: to keep carrying into the future the message and the warning, for the whole mankind, which stem from this place.
Distorting the history of WWII, denying the crimes of genocide and the Holocaust as well as an instrumental use of Auschwitz to attain any given goal is tantamount to desecration of the memory of the victims whose ashes are scattered here. The truth about the Holocaust must not die. The memory of Auschwitz must last so that such Extermination is never repeated again.
Once again thank You, Honourable Survivors, for Your testimony and for Your presence here today.
May the memory of all the victims of Auschwitz live eternally! May the memory of the victims of the Holocaust live eternally! | 4 |
Tegoroczny Oktoberfest zostaje odwołany z powodu pandemii koronawirusa – poinformowali we wtorek na wspólnej konferencji prasowej premier Bawarii Markus Soeder i burmistrz Monachium Dieter Reiter.
OKTOBERFEST 2020 odwołany - to już oficjalna informacja, którą potwierdziły właśnie władze Bawarii. #koronawirus @PolsatNewsPL
"Nic nie jest normalne"
Soeder powiedział, że organizacja masowego wydarzenia w czasie pandemii byłaby nieodpowiedzialna. Podkreślił, że jest mu „niezmiernie przykro” z tego powodu. - W tym roku nic nie jest normalne - dodał i zapewnił, że decyzja ma na celu chronić Bawarię.
Zwrócił uwagę na masową liczbę zakażeń koronawirusem, do których doszło w niemieckich miastach podczas świętowania karnawału oraz w sezonie zimowym w kurortach narciarskich.
ZOBACZ: WHO: nie można na razie określić pochodzenia koronawirusa
Przyznał, że podczas masowej imprezy takiej jak Oktoberfest nie da się przestrzegać wszystkich niezbędnych środków bezpieczeństwa. Poinformował, że władze miasta i landu odrzuciły pomysł zorganizowania tegorocznej edycji festynu na mniejszą skalę.
Duże ryzyko nowych infekcji
Burmistrz Monachium powiedział, że ok. 70 proc. gości Oktoberfestu to mieszkańcy Bawarii, a 30 proc. to goście zagraniczni. Przekazał, że przy tej liczbie gości z całego świata ryzyko pojawienia się nowych infekcji jest zbyt duże.
Reiter wspomniał o negatywnych skutkach ekonomicznych podjętej decyzji. Na odwołaniu jednego z największych festynów ludowych na świecie ucierpią m.in. hotelarze, restauratorzy, ale i taksówkarze - powiedział.
W tym roku Oktoberfest miał rozpocząć się 19 września i potrwać do 4 października. | MOSCOW (UrduPoint News / Sputnik - 21st April, 2020) Authorities in the southern German state of Bavaria plan to cancel this year's edition of Oktoberfest in the main regional city Munich over coronavirus concerns, media reported on Monday.
The Bavarian governor, Markus Soeder, and Munich Mayor Dieter Reiter are scheduled to make an announcement on the "current status" of the beer fest at a press conference on Tuesday morning.
But the German tabloid Bild cited government sources as saying that the two had decided to cancel the event over the coronavirus epidemic.
The world's largest folk festival was to begin on September 19 and continue through October 4. It attracts millions of visitors every year, around 15 percent of them foreigners. Munich businesses have unsuccessfully proposed restricting this year's attendance to locals. | 4 |
- Apeluję, zwłaszcza do opozycji, bo wystarczą 72 głosy, by przesunąć wybory prezydenckie. Nie zachowujmy się, posłowie, jak Poncjusz Piłat - nie umywajmy rąk - powiedział Kamil Bortniczuk. Poseł na antenie Polsat News przekonywał do poparcia projektu ustawy Porozumienia, który przesuwa wybory prezydenckie o dwa lata.
Pomysł Porozumienia popiera Zjednoczona Prawica, ale do jego przeforsowania potrzebna jest większość konstytucyjna, a więc głosy opozycji.
- Udało nam się przekonać PiS do projektu zmiany konstytucji, systemowego wydłużenia kadencji prezydenta o 7 lat i przeprowadzenia następnych wyborów za dwa lata - przypomniał w "Śniadaniu w Polsat News" pomysł partii Jarosława Gowina Kamil Bortniczuk.
ZOBACZ: Projekt zmiany konstytucji w Sejmie
Jak tłumaczył, "w interesie opozycji jest przeprowadzenie wyborów później, gdy nastroje społeczne w związku z koronawirusem będą gorsze". - Po stronie Zjednoczonej Prawicy jest natomiast kalendarz wyborczy i konstytucja. Wybory są skutecznie ogłoszone na 10 maja i to jest prawny fakt. My proponujemy rozwiązanie kompromisowe - przekazał.
Wideo:"Nie zachowujmy się jak Poncjusz Piłat. Wystarczą 72 głosy" - Bortniczuk do posłów
- Zróbmy wybory za dwa lata, gdy sytuacja wróci do normalności. Jako parlamentarzyści mamy narzędzia - apelował.
"Nie ufam Jarosławowi Kaczyńskiemu"
- Żaden poseł, żadna posłanka Lewicy nie dołoży ręki do zmiany konstytucji. Nie dlatego, że proponuje to pan Jarosław Gowin, ale nie ufam Jarosławowi Kaczyńskiemu, który wielokrotnie udowodnił, że przez swoją chorą wyobraźnię polityki jest w stanie doprowadzić do tego, że będziemy mieli rozłam społeczny - powiedział Krzysztof Gawkowski z Lewicy. W jego ocenie problem rozwiązałoby wprowadzenie "stanu klęski żywiołowej".
Konsekwentnie mówimy, że wybory w maju nie powinny się odbyć, natomiast Jarosław Kaczyński próbuje zarazić wszystkich swym wyborczym obłędem. Wyborów w maju nie będzie. Prawdopodobnie do 7 maja Senat będzie nad ustawą pracować i pewnie ją odrzuci. 8 maja zajmie się nią Sejm. Czy 10 maja odbędą się wybory? - zapytał Sławomir Neumann z KO.
- Pewnie marszałek Sejmu przesunie je na 17 maja - wtrącił prowadzący Tomasz Machała.
- Jeżeli marszałek będzie chciała stanąć przed Trybunałem Stanu, robić taki cyrk... Jeśli PiS będzie chciało wmówić wszystkim, że przez tydzień można przygotować nową formułę wyborów, to będzie to absurdalne - ocenił Neumann.
ZOBACZ: Neumann o "symbolicznej arogancji władzy" 10 kwietnia. Zacytował dawny tweet Dudy
Europosłanka PiS Joanna Kopcińska zapewniała, ze nikt nie narazi życia i zdrowia Polaków. - Wybory ogłoszono zanim świat opanował koronawirus. Nie można terminu głosowania zmienić tylko dlatego, że opozycja tego chce. Musimy stosować przepisy prawa - trzeba znaleźć najlepsze rozwiązanie nie łamiąc konstytucji. Podkreślam, nikt nie narazi życia i zdrowia Polaków. Wkrótce minister zdrowia ma wydać swoją rekomendację. Wybory korespondencyjne są jednym z rozwiązań, żeby głosowanie przeprowadzić w sposób bezpieczny - oceniła.
WIDEO: "Czy pan oszalał?" Fogiel krytykowany za porównanie Tuska do Himmlera Twoja przeglądarka nie wspiera odtwarzacza wideo...
ml/ Polsat News | Presidential elections due on 10 May are likely to go ahead as the ruling conservative PiS party had hoped. PiS had managed to benefit from a rebellion in the ranks of its small coalition partner Porozumienie on Monday morning – which only partly opposed holding the elections – and a vote in favour passed at second time of asking.
After the majority of Porozumienie had not backed their party leader, Jarosław Gowin had resigned from the post of deputy prime minister and higher education minister on Monday (6 April).
Now, the Senate will have up to 30 days to approve the bill.
But given that the opposition is in charge of the chamber it is likely that it will use these days fully, leaving just a few days to prepare the elections, an impossible task in terms of logistics.
That’s why PiS wants to empower the Speaker of the Sejm to move the date of the elections for example to 17 May, despite this being a flagrant breach of the law and the constitution, according to many law professors.
Grzegorz Schetyna, the former leader of the largest opposition party, tweeted that the current situation is a “coup d’etat” and even some influential (centre) right-wing media and journalists had begun to appeal to Kaczyński to “stop demolishing the state” and to “stop the madness” of going ahead with the elections during the time of the pandemic.
(Łukasz Gadzała | EURACTIV.pl) | 3 |
Według tej firmy Rosjanie rozpoczęli na początku listopada ubiegłego roku kampanię phishingową przeciwko ukraińskiej firmie, w której pracował Hunter Biden, syn byłego wiceprezydenta USA, a obecnie czołowego demokratycznego kandydata do prezydentury Joe Bidena.
Jak pisze Associated Press, z raportu umieszczonego w internecie przez Area 1, nie wynika jakich informacji szukali rosyjscy hakerzy, ani jakie mogli uzyskać. Z czasu operacji jednak wydaje się wynikać, że poszukiwano informacji, które mogłyby zaszkodzić Bidenom.
W grudniu ubiegłego roku kontrolowana przez Demokratów Izba Reprezentantów postawiła Trumpa w stan oskarżenia (impeachment), pod zarzutem wykorzystywania obcego państwa do walki z rywalem politycznym oraz utrudniania dochodzenia w Kongresie w tej sprawie.
Reklama
Szef Area 1 Oren Falkowitz, który jest byłym pracownikiem federalnej Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (NSA), powiedział w rozmowie z AP, że czołowi kandydaci do prezydentury USA a także do Senatu i Izby Reprezentantów w wyborach 2020 roku, byli w ciągu ubiegłych miesięcy celami ataków phishingowych.
Falkowitz nie ujawnił o jakich polityków chodzi, ani nazwisk klientów swojej firmy. | Hunter Biden, son of former U.S. vice president and Democratic presidential hopeful Joe Biden, previously served on Burisma’s board.
(Getty Images)
BOSTON — A U.S. cybersecurity company says Russian military agents successfully hacked the Ukrainian gas company at the center of the scandal that led to President Donald Trump’s impeachment.
Russian agents launched a phishing campaign in early November aimed at stealing the login credentials for employees of Burisma Holdings, the gas company, according to Area 1 Security, a Silicon Valley company that specializes in e-mail security.
Hunter Biden, son of former U.S. vice president and Democratic presidential hopeful Joe Biden, previously served on Burisma’s board.
It was not clear from an eight-page report posted online by Area 1 what the hackers were looking for or may have obtained. The timing of the operation suggests, however, that the Russian agents could be searching for material that could damage the Bidens.
The House of Representatives impeached Trump in December for abusing the power of his office by enlisting the Ukrainian government to investigate Biden, a political rival, ahead of the 2020 election. A second charge accused Trump of obstructing a congressional investigation into the matter.
Area 1 CEO Oren Falkowitz is a former National Security Agency employee. His company’s clients include candidates for U.S. federal elected offices. In an interview Friday, he told The Associated Press that top candidates for the U.S. presidency and House and Senate races in 2020 have in the past few months each been targeted by about one thousand phishing emails.
Falkowitz did not name the candidates. Nor would he name any clients.
Russian hackers from the same military intelligence unit that Area 1 said was behind the operation targeting Burisma have been indicted for hacking emails from the Democratic National Committee and the chairman of Hillary Clinton’s campaign during the 2016 presidential race.
Stolen emails were released online at the time by Russian agents and WikiLeaks in an effort to favor Trump, special counsel Robert Mueller determined in his investigation.
Area 1 discovered the phishing campaign by the Russian military intelligence unit, known as the GRU, on New Year’s Eve, Falkowitz said via e-mail.
In the report, he said the GRU agents used fake, lookalike domains in the phishing campaign designed to mimic real Burisma subsidiaries.
The cybersecurity researchers said the operation targeting Burisma used tactics, techniques and procedures that GRU agents had used repeatedly in other phishing operations. Area 1 says it has been tracking the Russian agents for several years.
Phished credentials allow attackers both to rifle through a victim’s stored email and masquerade as that person.
Area 1 said its researchers connected the phishing campaign targeting Burisma to another that targeted a media organization founded by Ukrainian President Volodymyr Zelenskiy.
In phishing, an attacker uses a targeted email to lure a target to a fake site that resembles a familiar one. There, unwitting victims enter their usernames and passwords, which the hackers then harvest.
In this case, the Russian military agents, from a group security researchers call “Fancy Bear,” peppered Burisma employees with emails designed to look like internal messages.
In order to detect phishing attacks, Area 1 maintains a global network of sensors designed to sniff out and block them before they reach their targets.
In July, the U.S. Federal Elections Commission gave Area 1 permission to offer its services to candidates for federal elected office and political committees at the same low rates it charges non-profits. | 4 |
Lotnisko w Lublinie poinformowało o pozyskaniu nowego przewoźnika. Chodzi o linię lotniczą Eurowings, która od czerwca tego roku uruchomi połączenia z Kolonią.
Lotnisko podało w komunikacie, że pierwszy rejs do Kolonii (lotnisko Kolonia/Bonn) został zaplanowany na 10 czerwca 2020 roku.
"Od ponad 7 lat konsekwentnie pracujemy nad budową siatki połączeń odpowiadającą potrzebom miasta i regionu, zarówno w zakresie połączeń o charakterze turystycznym czy pracowniczym, jak również połączeń dla ruchu służbowego i przedstawicieli biznesu" - powiedział, cytowany w komunikacie, Krzysztof Wójtowicz, prezes zarządu Portu Lotniczego Lublin SA.
Trasa obsługiwana będzie dwa razy w tygodniu – w środy i niedziele:
- środa: Kolonia 20.50 – Lublin – 22.45; Lublin 23.20 – Kolonia 1.20, - niedziela: Kolonia 5.40 – Lublin 7.35; Lublin 8.10 – Kolonia 10.10.
Rejsy wykonywane będą samolotami Airbus A319, zabierającymi na pokład do 150 pasażerów.
Loty z Lublina już teraz oferują Polskie Linie Lotnicze LOT, Ryanair oraz Wizz Air.
Najwięksi przewoźnicy
Eurowings to niemiecka linia lotnicza należąca do Grupy Lufthansa. Z danych Urzędu Lotnictwa Cywilnego wynika, że w pierwszym półroczu 2019 roku przewoźnik obsłużył w polskich portach lotniczych 71,6 tysiąca pasażerów.
Na pierwszym miejscu znalazł się Ryanair. Z usług irlandzkiego przewoźnika skorzystało 5,8 miliona pasażerów.
PLL LOT znalazły się na drugim miejscu - 5,4 miliona pasażerów. Trzecie miejsce należało do węgierskich linii Wizz Air, które obsłużyły 4,2 miliona pasażerów.
Pierwszą piątkę uzupełniły Lufthansa - 1,2 miliona pasażerów oraz EasyJet - 533 tysiące.
Autor: mb / Źródło: tvn24bis.pl | Are you a fan of skiing holidays? (Photo: Shutterstock)
Jetting off to enjoy some sun, sea and sand may be the idea of holiday bliss for many, but lounging around on a beach isn’t for everyone.
For some, fun is found in much cooler climes, with adrenaline-fuelled adventures on the slopes.
Sign up to our daily NorthernIrelandWorld Today newsletter Sign up Thanks for signing up! Sorry, there seem to be some issues. Please try again later. Submitting...
But if you are a fan of ski holidays, getting to your destination with all your luggage and equipment can be costly.
Expensive charges
If you are planning a trip to the slopes this ski season, it can pay to shop around before booking to avoid being stung by extra baggage charges, as some airlines charge significantly more than others.
Ryanair has been found to be the worst culprit for ski carriage, according to research by My Late Deals, charging £45 per passenger in each direction of travel when booked in advance.
At the other end of the scale, Swiss Airlines proved to be the best airline for skiers and snowboarders, allowing passengers to carry their equipment on board for free. The airline doesn’t add any extra charges to passengers’ baggage allowance and there is no need to book in advance.
Eurowings was also found to be a good option for travellers, with the airline also allowing passengers to bring their equipment for free, without taking it out of their baggage allowance.
However, while travellers are not required to book in advance it is strongly recommended, as carriage is dependent on availability.
Ryanair charged passengers £45 each in both directions of travel for ski carriage (Photo: Shutterstock)
Which airlines are the most expensive?
These nine airlines all charge a fee per passenger, per direction, for carrying ski equipment, and require travellers to book in advance.
Listed are the fees for each airline:
Ryanair - £45.00
Tui - £40.00 (minimum)
EasyJet - £37.00
Aer Lingus - €40.00 (approximately £34)
Iberia (unless traveling long haul) - €40.00 (approximately £34)
Norwegian - £30.00- £35.00 on short flights. £50.00 on long haul.
Wizz Air - €30.00 (approximately £25)
Flybe - £30.00
Jet2 - £30.00
Which airlines don’t charge?
These airlines don’t charge an additional fee for ski equipment, but do take it out of your baggage allowance:
Air France
Alitalia
Austrian Airlines
British Airways
Finnair
KLM
Lufthansa
SAS
Should I book in advance?
Booking ski carriage in advance will not only save you time at the airport, but will also save you money with the majority of airlines, according to My Late Deals.
For example Aer Lingus charge a €40 fee prior to departure, or a fee of €50 payable through the Aer Lingus reservations centre at the airport on the day of departure.
The majority of airlines don’t require pre booking, but there are a few that do require advance notice. Austrian, Flybe, Jet2, KLM, SAS and TUI all require ski carriage to be booked in advance.
It is also strongly advised to pre-book on Eurowings, Lufthansa and Wizzair, as ski carriage may not be guaranteed due to availability. | 1 |
Pamiętacie jeszcze aferę wywołaną „rewelacjami” dotyczącymi wyjazdów polskich modelek i instagramerek do Dubaju? Okazuje się, że arabscy szejkowie naprawdę upodobali sobie Polki jako atrakcje do erotycznych imprez, czytamy o tym w książce „Jak podrywają szejkowie” Marcina Margielewskiego.
Podstawowym pytaniem, na które autor szukał odpowiedzi to – jak podrywają szejkowie? Odpowiedź znalazł bardzo szybko i była ona szokująca.
W zasadzie to nie podrywają, tylko kupują kobiety. Wiele Europejek zgadza się – w zamian za duże pieniądze – uczestniczyć w organizowanych przez arabskich arystokratów erotycznych imprezach – przyznał anonimowy rozmówca pochodzący z Dubaju.
Jak się okazuje, szejkowie są świetnie przygotowani na „takie okazje”, ponieważ specjalnie na ten cel budowane są prywatne centra rozrywki, do których sprowadzać można „zaproszone” kobiety.
Tak. Zarezerwowane tylko dla specjalnie wyselekcjonowanych gości. Są tam prywatne lądowiska dla samolotów, aby można było dowieźć zarówno szejków, jak i obsługujące ich kobiety. Są też baseny, restauracje i sale kinowe, w których puszczane są tylko filmy erotyczne. To ogromne pałace, które z powodzeniem mogłyby pomieścić kilka tysięcy osób, a bawią się w nich tylko szejkowie, ich goście i dziesiątki modelek, które wynajmowane są jako panie do towarzystwa – czytamy w książce.
Również kwestia „rekrutacji” może szokować potencjalnego odbiorcę książki.
To zależy od szejka, który taką imprezę organizuje. Niektórzy szejkowie korzystają z pomocy agencji modelek, które są jednocześnie agencjami towarzyskimi, inni zatrudniają tzw. skautów, czyli swoich własnych agentów. Zadaniem skautów jest bywanie w różnych klubach w całej Europie i „wyłapywanie“ tam dziewczyn, które są w guście szejka. Czasami, bawiąc się w klubach w Dubaju, można zauważyć mężczyzn w kandurach, czyli typowych, białych sukniach arabskich. I wtedy można być pewnym, że to albo policjanci, albo właśnie skauci, którzy przyszli wybrać szejkowi kobiety na imprezę. Szukają pasujących do gustu szejka kobiet i proponują im zapłatę za dotrzymanie mu towarzystwa. Nigdy nie mowy o seksie. Przynajmniej nie wprost. Dziewczyny, które się na to zdecydują, już nie kontynuują zabawy w klubie, tylko od razu jadą ze skautami na prywatne lotnisko. Niektóre kobiety, wiedząc, że są takie możliwości, same szukają w klubach skautów, żeby załapać się na taką imprezę i zarobić, ale są i takie, które są takimi propozycjami totalnie zaskoczone… – stwierdza rozmówca.
Historia erotycznych imprez z udziałem Polek to na prawdę temat rzeka. Więcej informacji można znaleźć książce „Jak podrywają szejkowie?” Marcina Margielewskiego.
Źródło: ”Jak podrywają szejkowie?” / NCzas.com | Dwie Polki nie wahały się ani chwili, aby pomóc poszkodowany w wypadku, do którego doszło w Szkocji. Po zderzeniu czterech aut jedno z nich stanęło w ogniu. Kobiety wraz z taksówkarzem ruszyli z pomocą osobom, które znajdowały się w płonącym samochodzie.
Do wypadku doszło w piątek po godz. 20 między Kirkcaldy i Leven. O bohaterskim zachowaniu Polek opowiedział portalowi "The Curier" taksówkarz, który był na miejscu zdarzenia.
"Niesamowita odwaga"
Na drodze zderzyły się cztery auta: czerwony Mercedes a200, biały Ford Ka, niebieski BMW 530 i biały van Ford Transit. Jedno z nich stanęło w płomieniach.
Jak relacjonuje taksówkarz, to on zadzwonił po służby. Ruszył też na pomoc poszkodowanym. Ale nie był sam.
ZOBACZ: Bohater z Ukrainy nie wahał się wyciągać ludzi z aut płonących po wypadku na A6. Uratował trzy osoby
Świadek powiedział, że dwie polskie kobiety, które zatrzymały się, by pomóc, okazały niesamowitą odwagę, biegając prosto do pojazdów i pomagając mu odciągnąć ofiary na bezpieczną odległość. Jak dodał, Polki nie wahały się ani chwili mimo, że jedno z aut płonęło.
Według niego przed przybyciem służb wszystkie osoby ewakuowano z pojazdów, które brały udział w wypadku.
Poszkodowani
Do szpitala m.in. ze złamaniami trafiło pięć osób w wieku od 18 do 29 lat, które jechały Fordem Ka. Rannych zostało jeszcze pięć osób, które podróżowały BMW.
25-letnia kobieta, która kierowała Mercedesem i 52-letni kierowca furgonetki nie wymagali hospitalizacji.
WIDEO - Kobieta przyciągnęła do siebie papieża. Franciszek musiał użyć siły, by się oswobodzić [WIDEO] Twoja przeglądarka nie wspiera odtwarzacza wideo...
pgo/ thecourier.co.uk | 1 |
Mama zrobiła coś niewybaczalnego. Nie mieści się w głowie, że można wyprowadzić się z domu, "zapominając" o dziecku. Historia dziewczynki rozdziera serce na kawałki.
Mama zostawiła swoją córkę samą - bez jedzenia, opieki, ubrań, w ciemnym domu. Gdyby nie przypadkowe osoby, umarłaby w zapomnieniu. Wyrodna kobieta przypomniała sobie o córce sporo później - powód jest oburzający.
Mama wyprowadziła się z domu. Zabrała wszystkie rzeczy, "zapomniała o dziecku"
Mieszkańcy małego miasteczka nie wiedzieli, że kobieta się wyprowadziła. Kiedy sąsiedzi matki mieszkającej dotychczas w rosyjskim mieście Yaroslavl zauważyli, że w jej domu nie świeci się światło, ale codziennie słychać płacz dziecka, zawiadomili policję. Odkrycie było przerażające: w ciemnym salonie, na obrzydliwie brudnej podłodze, leżała na oko roczna dziewczynka. W szpitalu okazało się, że miała złamane biodro, była odwodniona i niedożywiona. Czekała, kiedy mama wróci.
Córka wyrodnej matki nazywała się Liza Verbitskaya. Kobieta opuściła dom mniej więcej tydzień wcześniej - dziecko nie jadło, nie piło i załatwiało się pod siebie przez 7 dni. Dziewczynka przebywała w szpitalu, potem miała trafić do domu dziecka. W tej samej placówce leżał syn Inny Niki. Kobiecie było żal maleńkiego dziecka, dlatego zarówno synowi, jak i jej przynosiła ubrania, przysmaki i zabawki. Pewnego dnia nie zauważyła jej już w sali. Szybko pobiegła do pielęgniarek.
Liza osiągnęła ogromny sukces. Okazję zwęszyła jej była mama
DALSZA CZĘŚĆ TEKSTU POD GALERIĄ
Inna miała już 2 synów, nie planowała mieć więcej dzieci. Jednak los Lizy tak ją poruszył, że postanowiła adoptować dziewczynkę. Po wyleczeniu miała trafić do domu dziecka, jednak Innej udało się spełnić wymagania adopcyjne. Zauważyła, że 2-latka jest bardzo strachliwa, ma też problem z poruszaniem się. Inna zapisała Lizę do szkoły tańca, mając nadzieję, że to pomoże rozwinąć się dziewczynce. Nie myliła się, córka przez kilka lat osiągała niesamowite sukcesy. Jednak przez jej kolor skóry była nazywana "cyganichą" i "brudaską". Dzięki wsparciu mamy szła przez życie jak burza.
Dzisiaj grzeje: 1. Borys Szyc wziął ślub! ”Tak kończymy ten niesamowity rok”
2. Najgorszy finał imprezy w polskim mieście. Nie żyje 39-latka, szybka akcja ratunkowa nie pomogła
Dziewczynka stała się nawet nastoletnią modelką i była rozchwytywana na sesjach fotograficznych. Wtedy jej biologiczna mama przypomniała sobie o dziecku. Zabiegała i naciskała o kontakt - córka stała się sławna, dlatego sądziła, że może być dla niej świetną maszynką do zarabiania pieniędzy. Nie spodziewała się jednak, że 11-letnia już dziewczynka nie ma zamiaru się z nią kontaktować, kazała jej zniknąć ze swojego życia.
Najlepsze newsy dnia:
Źródło: Popularne
Nie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj pikio.pl na:
Google News | Jeśli zauważysz, że takie objawy przejawia twój kot, zabierz go czym prędzej do weterynarza. Okazuje się, że niektóre, szczególne zachowania zwierzaka mogą oznaczać groźny nowotwór.
Kot dla wielu osób jest jak członek rodziny. Dlatego ich właściciele zwykle mocno przeżywają stratę swojego zwierzaka i dlatego wszelkimi możliwymi sposobami starają się zadbać o ich zdrowie. Jeśli dbasz o swojego kota i zauważasz te symptomy, lepiej umów się na wizytę u weterynarza.
Uważnie obserwuj, jak zachowuje się twój kot
Niestety, w większości wypadków, objawów nowotworu wątroby u kotów nie sposób zauważyć. Jednak jeśli komórki nowotworowe zdążyły się poważnie rozwinąć, to zwierzak będzie przejawiał szczególne zachowania. Wśród nich występują: wzmożona ospałość, duża utrata masy, wymioty, wodobrzusze czy żółtaczka. Dlatego widząc takie objawy, kot musi trafić do weterynarza w trybie pilnym.
Jeśli potwierdzi się, że zwierzę choruje na raka wątroby i choroba jest już w zaawansowanym stadium - niestety, należy liczyć z tym, że leczenie kota może być nieskuteczne lub nawet niemożliwe. Jednak w przypadkach pierwotnego nowotworu, zalecane jest usunięcie chorego organu. Wtedy, niezależnie od tego, w jakim stadium rozwoju jest nowotwór, rokowania mogą być dobre. W przypadku przerzutów sprawa jest znacznie utrudniona, bo narządy kotów są wrażliwe zarówno na chemioterapię, jak i radioterapię.
Kot może być uratowany, jeśli uda się wykryć chorobę na wczesnym stadium
DALSZA CZĘŚĆ TEKSTU POD GALERIĄ
Co więc zrobić, aby wykryć nowotwór wątroby u kota na wczesnym stadium rozwoju? Nie jest to łatwe, bo wymaga wykonania profesjonalnych badań klinicznych i obrazowych (USG), które dopiero wykażą czy zaszły jakieś zmiany. Ponadto biopsja pomoże w rozpoznaniu choroby. W przypadku badań krwi - ich skuteczność jest niska.
Dzisiaj grzeje: 1. Borys Szyc wziął ślub! ”Tak kończymy ten niesamowity rok”
2. Najgorszy finał imprezy w polskim mieście. Nie żyje 39-latka, szybka akcja ratunkowa nie pomogła
Koty dosyć rzadko chorują na nowotwór wątroby, choroba dotyczy głównie dorosłych kotów. Średnia wieku zwierzaków, u których wykrywa się przypadłość, to około 10-12 lat. Pierwotny rak wątroby to zaledwie 1-3% wszystkich nowotworów u kotów i 7% niedotyczących układu krwiotwórczego.
Najlepsze newsy dnia:
Źródło: Wamiz
Nie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj pikio.pl na:
Google News | 1 |
×
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie. | Wiele firm czeka restrukturyzacja nie tylko ekonomiczna, ale prawna i sądowa. Czas już teraz ją poznać, by mieć w razie potrzeby pod ręką tę szalupę ratunkową.
Naturalne w tym ekstremalnym okresie wskazanie, abyśmy zostali w domu, to chyba za mało, zwłaszcza dla ludzi biznesu średniej wielkości, bo ci więksi zapewne zaangażowali już finansistów i prawników, także od restrukturyzacji. Poniżej dalsza część artykułu
Jak przypuszczam, wiele firm walczy teraz na kilku frontach: jak sprzedawać produkty, nie utracić rynku, gdzie szukać wsparcia finansowego – i tego ze strony państwa (tarcza 1 i 2), ale również jak radzić sobie z kontrahentami, także tymi, z którymi są w sporach, w tym sądowych. Wreszcie muszą mieć przed oczami ewentualne zaangażowanie się w postępowanie restrukturyzacyjno-upadłościwe.
Skupię się na sprawach sądowych.
Czytaj też:
Tarcze 1 i 2 przyhamowały nieco niektóre najpilniejsze terminy. Ta pierwsza stanowi, że okresu stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii nie wlicza się do biegu terminów sądowych. Podsądny nie musi więc biec z apelacją na pocztę czy do sądu w trakcie epidemii, ale jeśli przygotował pismo, może je oczywiście złożyć. Kolejna zmiana (w tarczy 2) dotyczy nieodebranych pism sądowych doręczanych za potwierdzeniem przez pocztę np. pozwy czy nakazu zapłaty. Jeśli ich termin odbioru określony w awizie przypadał w okresie stanu epidemii, to nie można uznać ich za doręczone w czasie oraz ciągu 14 dni od jej zniesienia. Ta druga ustawa przesuwa też obowiązek zgłaszania upadłości przez przedsiębiorców, za którego niedochowanie grożą przedsiębiorcy sankcje odszkodowawcze i karne.
Otóż w okresie stanu zagrożenia epidemicznego i epidemii bieg terminu do złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości nie rozpoczyna się, a rozpoczęty ulega przerwaniu. A termin ten liczy się w praktyce jako cztery miesiące od zaprzestania regulowania długów (faktur).
Ale to nie upadłości, miejmy nadzieję, będą najważniejsze dla firm, ale postępowania restrukturyzacyjne, te pod kontrolą sądu. Nie należy ich mylić ze wsparciem rządowym z tarczy, w którym są elementy restrukturyzacji, ale finansowej, pośrednio, owszem, mogące mieć znaczenie dla restrukturyzacji sądowej.
Restrukturyzacja sądowa ma doprowadzić do porozumienia przedsiębiorcy z wierzycielami, które polega głównie na redukcji długów, rozłożeniu na raty ich spłaty itp. Są jednak aż cztery rodzaje postępowań restrukturyzacyjnych i bez doradcy restrukturyzacyjnego, a zapewne też stosownej wiedzy, ciężko szefowi firmy poruszać się w tej procedurze, gdyż obecnie najprostsza sprawa sądowa jest poważnie sformalizowana. | 1 |
Źródło: NewConnect - komunikaty spółek (EBI)
Zważywszy na rekomendację Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. (GPW) zalecającą spółkom publicznym niezwłoczną publikację raportu w systemie EBI o wdrożeniu do stosowania zasady Dobrych Praktyk Spółek Notowanych na GPW 2016 („Dobre praktyki”), która wcześniej nie była stosowana, Zarząd Getin Holding S.A. („Spółka”) informuje, że 8 kwietnia 2020 roku Zarząd Spółki podjął decyzję o przyjęciu do stosowania następujących rekomendacji i zasad szczegółowych zawartych w Dobrych praktykach:a) I.Z.1. Spółka prowadzi korporacyjną stronę internetową i zamieszcza na niej, w czytelnej formie i wyodrębnionym miejscu, oprócz informacji wymaganych przepisami prawa:I.Z.1.16. informację na temat planowanej transmisji obrad walnego zgromadzenia - nie później niż w terminie 7 dni przed datą walnego zgromadzenia,I.Z.1.20. zapis przebiegu obrad walnego zgromadzenia, w formie audio lub wideo;b) IV.R.2. Jeżeli jest to uzasadnione z uwagi na strukturę akcjonariatu lub zgłaszane spółce oczekiwania akcjonariuszy, o ile spółka jest w stanie zapewnić infrastrukturę techniczną niezbędna dla sprawnego przeprowadzenia walnego zgromadzenia przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej, powinna umożliwić akcjonariuszom udział w walnym zgromadzeniu przy wykorzystaniu takich środków, w szczególności poprzez:1) transmisję obrad walnego zgromadzenia w czasie rzeczywistym,2) dwustronną komunikację w czasie rzeczywistym, w ramach której akcjonariusze mogą wypowiadać się w toku obrad walnego zgromadzenia, przebywając w miejscu innym niż miejsce obrad walnego zgromadzenia,3) wykonywanie, osobiście lub przez pełnomocnika, prawa głosu w toku walnego zgromadzenia;c) IV.Z.2. Jeżeli jest to uzasadnione z uwagi na strukturę akcjonariatu spółki, spółka zapewnia powszechnie dostępną transmisję obrad walnego zgromadzenia w czasie rzeczywistym.Podstawa prawna: § 29 Regulaminu GPW | Źródło: NewConnect - komunikaty spółek (EBI)
Na podstawie par. 29 ust. 3 Regulaminu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. TALEX Spółka Akcyjna przekazuje raport dotyczący niestosowania zasad szczegółowych zawartych w zbiorze "Dobre Praktyki Spółek Notowanych na GPW 2016"Polityka informacyjna i komunikacja z inwestoramiI.Z.1.16. informację na temat planowanej transmisji obrad walnego zgromadzenia - nie później niż w terminie 7 dni przed datą walnego zgromadzenia,Zasada została naruszona incydentalnie.Komentarz spółki dotyczący incydentalnego naruszenia powyższej zasady: Komentarz spółki dotyczący incydentalnego naruszenia powyższej zasady: W dniu 9 czerwca 2020 r. odbyło się Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Spółki. Zasada powyższa nie była realizowana, ponieważ Spółka nie rejestruje przebiegu obrad walnych zgromadzeń, a tym samym nie upublicznia zapisu przebiegu obrad na swojej stronie internetowej w czasie trwania walnego zgromadzenia. Odstępstwo od wskazanej zasady uzasadnione jest niskim zainteresowaniem akcjonariuszy Spółki uczestnictwem w obradach walnego zgromadzenia. Na przestrzeni minionych lat, liczba akcjonariuszy uczestniczących w kolejnych walnych zgromadzeniach nie przekraczała kilku.I.Z.1.20. zapis przebiegu obrad walnego zgromadzenia, w formie audio lub wideo,Zasada została naruszona incydentalnie.Komentarz spółki dotyczący incydentalnego naruszenia powyższej zasady: Komentarz spółki dotyczący incydentalnego naruszenia powyższej zasady: W dniu 9 czerwca 2020 r. odbyło się Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Spółki. Zasada powyższa nie była realizowana, ponieważ Spółka nie rejestruje przebiegu obrad walnych zgromadzeń, a tym samym nie upublicznia zapisu przebiegu obrad na swojej stronie internetowej w czasie trwania walnego zgromadzenia. Odstępstwo od wskazanej zasady uzasadnione jest niskim zainteresowaniem akcjonariuszy Spółki uczestnictwem w obradach walnego zgromadzenia. Na przestrzeni minionych lat, liczba akcjonariuszy uczestniczących w kolejnych walnych zgromadzeniach nie przekraczała kilku osób – w większości będących jednocześnie członkami władz Spółki.Walne zgromadzenie i relacje z akcjonariuszamiIV.Z.16. Dzień dywidendy oraz terminy wypłaty dywidendy powinny być tak ustalone, aby okres przypadający pomiędzy nimi był nie dłuższy niż 15 dni roboczych. Ustalenie dłuższego okresu pomiędzy tymi terminami wymaga uzasadnienia.Zasada została naruszona incydentalnie.Komentarz spółki dotyczący incydentalnego naruszenia powyższej zasady: Komentarz spółki dotyczący incydentalnego naruszenia powyższej zasady: W dniu 9 czerwca 2020 r. Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Spółki podjęło uchwałę o podziale zysku za rok 2018. Zgodnie z przedmiotową uchwałą dywidenda zostanie wypłacona w dwóch ratach. Decyzja o takim sposobie wypłaty dywidendy podyktowana jest względami racjonalnej polityki finansowej Spółki. Jednorazowe odstępstwo od przywołanej zasady dotyczy jedynie terminu wypłaty drugiej raty dywidendy, gdyż okres między dniem ustalenia prawa do dywidendy a dniem wypłaty drugiej raty dywidendy jest dłuższy niż 15 dni roboczych. | 1 |
Mundurowi z Tczewa zatrzymali 23-letniego mężczyznę, który oślepił policjantów laserem. Sprawca użył bardzo silnej wiązki, czym spowodował uszkodzenie oczu funkcjonariuszy. Trwają poszukiwania innych osób, które również mogły być ofiarami 23-latka.
Obaj policjanci są w szpitalu. Jak powiedział reporterowi RMF FM rzecznik policji w Tczewie Dawid Krajewski, stwierdzono u nich termiczne i chemiczne poparzenia dna oka. Na obecnym etapie nie wiadomo jeszcze, czy obrażenia stanowią trwały uszczerbek na zdrowiu. Mężczyzna, który oślepił policjantów laserem jest w rękach funkcjonariuszy.
Czytaj także: Holandia zmieniła nazwę kraju z powodu… skojarzeń
Zatrzymany podejrzany oślepił policjantów jadących radiowozem. 23-latek w chwili czynu przebywał na klatce schodowej w bloku przy ulicy Jedności Narodu. Policjanci zapowiadają, że najprawdopodobniej jeszcze dzisiaj podejrzany usłyszy zarzuty i zostanie przesłuchany.
23-latek, który oślepił policjantów laserem twierdzi, że urządzenie kupił w internecie. Zbadają je biegli. Tymczasem policjanci szukają ewentualnych innych pokrzywdzonych.
Czytaj także: Korwin-Mikke: „Rosjanie szykują się do wojny”
Źr. rmf24.pl | - To była silna wiązka laserowa - mówił Onetowi Dawid Krajewski, rzecznik tczewskiej policji.
Mało brakowało, a dwóch funkcjonariuszy straciłoby wzrok.
Wszystko działo się na początku stycznia. Dwóch policjantów jechało ulicą Jedności Narodu w Tczewie (woj. pomorskie). Nagle zostali oślepieni laserem. Strumień światła został skierowany z bloku, z wysokości czwartego piętra.
Inny patrol dojechał szybko na miejsce. Pomógł rannym kolegom i zatrzymał mężczyznę, którego podejrzewano o atak.
Był to 23-letni mieszkaniec Tczewa. Znaleziono przy nim laser, z którego oślepiono funkcjonariuszy. Mężczyzna usłyszał zarzut czynnej napaści na funkcjonariuszy.
Jak czytamy w komunikacie prokuratury: "W wyniku działania lasera funkcjonariusze doznali bowiem urazu obu gałek ocznych z podrażnieniem spojówek. Uraz ten spowodował naruszenie narządu wzroku na czas powyżej 7 dni. Przy czym, jak wynika z opinii sądowo – lekarskiej, obaj pokrzywdzeni byli narażeni na ciężkie uszkodzenie ciała w postaci trwałego uszkodzenia wzroku".
Mężczyzna przyznał, że świecił laserem. Podczas przesłuchania zapewniał, że nie celował nim w policjantów.
Grozi mu do 10 lat więzienia. Śledczy skierowali akt oskarżenia do Sądu Rejonowego w Tczewie. | 4 |
Porsche Cayenne Turbo S E-Hybrid Coupe to hybryda typu plug-in. Porsche postanowiło, że najmocniejsza wersja SUVa (Turbo S) musi mieć doładowanie elektryczne, żeby spełnić normy emisji, a jednocześnie zapewnić odpowiednie osiągi.
Emisja to słowo odmieniane dziś w branży motoryzacyjnej przez wszystkie przypadki. Chcesz uniknąć wysokich kar, musisz ograniczyć emisję. Jest na to kilka sposóbów – downsizing, dodawanie turbo, elektryfikacja lub połączenie tych elementów. O ile w przypadku 4-litrowego V8 trudno mówić o downsizingu, o tyle jest tu turbo. A nawet dwa.
To właściwie ten sam 550-konny silnik, który jest pod maską zwykłego Cayenne Turbo, tylko tu dorzucono napęd hybrydowy typu plug-in z motorem elektrycznym o mocy 136 KM i 14-kilowatogodzinnymi akumulatorami. W sumie 680 KM i 900 Nm. Porsche Cayenne Turbo S E-Hybrid Coupe waży ponad dwie i pół tony, a więc o jakieś 300 kilogramów więcej niż zwykłe Cayenne Turbo. I co dostajemy w zamian?
Partnerem odcinka jest AlcoSense Laboratories. Pij odpowiedzialnie.
https://alcosense.pl/sklep/alkomaty-elektroniczne/alcosense-ultra-alkomat-elektrochemiczny.html
Uruchomiłem nowy kanał – Marek’s Gear – Sprzęt Marka (https://www.youtube.com/mareksgear). Na tym kanale będę opowiadał o sprzęcie, który wykorzystuję w moich budżetowych produkcjach. Zajrzyj i jeśli Ci się spodoba, zostaw suba!
Cena od: 411 000 pln
Egzemplarz testowy: 1 088 543 pln
Obejrzyj też:
BMW X5 https://youtu.be/XwFnjEenT2g
BMW X7 https://youtu.be/6OmkTCaj3p4
Jeep Grand Cherokee SRT https://youtu.be/mvLw8UQ5Ks8
Mercedes-Benz G500 https://youtu.be/j4Wxny6uNzs
Range Rover Sport SVR https://youtu.be/uh0YRLtrAdY
Porsche Cayenne https://youtu.be/cfUneriZOEM
Porsche Panamera https://youtu.be/dXVWPj2RKOg
Możesz mnie śledzić na:
https://facebook.com/marekdrives
Tweets by mwieruszewski
https://instagram.com/marek_drives
#MarekDrives #PorscheCayenneCoupe #TurboS
Dzięki za oglądanie testów na kanale Marek Drives. Jeśli Ci się podobało, być może zainteresują Cię AutoCentrum, Jest Pięknie, Moto doradca, Pertyn Ględzi, Saturday Car Fever, Zachar OFF i Złomnik. | MINI Cooper S E to nie pierwsze elektryczne MINI, ale pierwsze seryjnie produkowane elektryczne MINI. W 2008 roku MINI zaprezentowało pierwsze MINI E. Był to projekt badawczy, w którym udział brali wybrani klienci na kilku rynkach. Samochody były przekazywane do testów w dwóch 6-miesięcznych turach, a następnie BMW – właściciel marki MINI – ewalułował ich zużycie.
Kolejną fazą testów był projekt BMW ActivE, a następnie w 2012 roku zadebiutowało BMW i3 – kosmicznie wyglądający samochód elektryczny zbudowany w oparciu o wcześniej zdobyte doświadczenia. Historia zatoczyła koło i znów mamy elektryczne MINI z napędem z BMW i3, który to napęd powstał na bazie testowego elektrycznego MINI.
Cena od: 139 700 pln
Egzemplarz testowy: 165 000 pln
Uruchomiłem nowy kanał – @Marek’s Gear – Sprzęt Marka. Na tym kanale opowiadam o sprzęcie, który wykorzystuję w moich budżetowych produkcjach. Zajrzyj i jeśli Ci się spodoba, zostaw suba!
Obejrzyj też:
BMW i3 https://youtu.be/zosRu2bKdwk
Hyundai Kona Electric https://youtu.be/pyvp2Qd4hds
Jaguar i-Pace https://youtu.be/Asnwd5qwrCQ
KIA e-Niro https://youtu.be/eDuci1f79Y8
KIA e-Soul https://youtu.be/6c9ELvvrLoQ
MINI Cooper JCW https://youtu.be/iWadw5RjCoU
MINI Cooper S E Countryman https://youtu.be/fSIxgUvAHg0
Mercedes-Benz EQC https://youtu.be/FL1Fo1Ok2kE
Nissan LEAF https://youtu.be/6NinQ9S3cG4
Porsche Taycan https://youtu.be/jEYiTqblJbU
smart EQ fortwo https://youtu.be/3DAQdwpIavw
VW ID.3 https://youtu.be/WIwDoapSY9A
VW e-Golf https://youtu.be/TD993n86spc
Możesz mnie śledzić na:
https://facebook.com/marekdrives
Tweets by mwieruszewski
https://instagram.com/marek_drives
#MarekDrives #MINI #ElektryczneMINI
Dzięki za oglądanie testów na kanale Marek Drives. Jeśli Ci się podobało, być może zainteresują Cię AutoCentrum, Jest Pięknie, Moto doradca, Pertyn Ględzi, Saturday Car Fever, Zachar OFF i Złomnik. | 3 |
Katarzyna Zielińska na portalu Instagram ostrzega przed konsekwencjami COVID-19 (koronawirus).
Czytaj też: Uwaga! W czasie epidemii państwo może zabrać ci auto
Aktorka postanowiła bardzo wyraźnie zaangażować się w akcję przekonania Polaków do pozostania w swoich domach. Celebrytka napisała bardzo długi post na ten temat, który uzupełniła nagraniem.
W swoim apelu zwróciła się przede wszystkim do osób młodych, które czas kwarantanny nie do końca przechodzą w prawidłowy sposób. Aktorka podkreśliła, że koronawirus nie dotyka wyłącznie osób starszych. Dotyczy on również osób młodych.
Znana aktorka postanowiła reagować w obliczu wielkiego zagrożenia. Katarzyna Zielińska na portalu Instagram poważnie się zdenerwowała i ostrzega przed konsekwencjami COVID-19 (koronawirus).
Jej apel możemy zarówno odsłuchać jak i również przeczytać. Jego treść jest zaadresowana przede wszystkim do osób młodych. Katarzyna Zielińska zwróciła się do nich z prośbą o rozwagę. Aktorka prosi głównie o pozostanie w domach.
Przyznała przy tym, że konsekwencje braku dyscypliny w tych trudnych chwilach mogą być dla nas wszystkich bardzo złe.
Katarzyna Zielińska ostrzega przed COVID-19 (koronawirus)
Myślicie, że jesteście zdrowi? Że Koronawirus Was nie dotyczy? Że tylko starsze osoby będą leżały pod respiratorem za kilka dni? Nieprawda! Nie wiecie w jakiej formie macie organizm, jak zareagujecie na styczność z tym wirusem. Zanim wyjdziecie na towarzyskie spotkanie, do knajpy, na deptak, do parku zabaw, drogerii po bzdury, otwartego fryzjera, na zalewaną imprezkę….zastanówcie się 100 razy. Bo może wam się coś przydarzy ? ( infekcje, wypadki, zawały, udary, ataki kolki nerkowej i bóle kręgosłupa, będą zapalenia wyrostka, zagrożone poronieniem ciąże, nowotwory i pryszcze na twarzy, rozcięcie głowy, bóle niewiadomego pochodzenia, gorączka, wcześniejszy poród, omdlenia)
– napisała aktorka na portalu Instagram.
Zobacz również: Koronawirus: Dramatyczne orędzie Macrona: „Jesteśmy w stanie wojny”
Aktorka zwróciła również uwagę na tragiczne rezultaty, które może przynieść lekkomyślne postępowanie w dzisiejszej sytuacji.
Chodzi przede wszystkim o liczbę personelu, który również ma swoje limity.
A zastanawialiście się nad tym, że za chwilę za braknie personelu medycznego???? Lekarze nie są niezniszczalni. Do mnie lekarz już nie chciał dojechać bo jest trzymany jako rezerwa kryzysowa w razie choroby innego lekarza‼️
Zastanówmy się co robimy, ryzykując takimi aktywnościami, naszymi WIDZIMISIE‼️
Katarzyna Zielińska na portalu Instagram ostrzega przed konsekwencjami COVID-19 (koronawirus). Aktorka postanowiła bardzo wyraźnie zaangażować się w akcję./ screen Instagram
Źródło: Instagram
Polecamy także:
Załamanie pogody: potężne dwucyfrowe mrozy i śnieg
Wideo z Mediolanu ukazuje ponurą prawdę. Tak Włochy walczą z pandemią
Niepokojące ustalenia lekarzy w sprawie koronawirusa
To może Cię również zainteresować:
Śmierć Królikowskiego zmieniła ich życie: rodzina przeżywa koszmar
Ibisz ogłosił przerażające wieści na żywo. Polały się łzy
Koszmar El Dursi: została odizolowana od rodziny | Doda (Dorota Rabczewska) ćwiczy na portalu Instagram wraz z fanami przy użyciu papieru toaletowego. To efekt sytuacji, z którą mamy styczność od prawie dwóch tygodni.
Aktualnie w Polsce panuje aktualnie epidemia koronawirusa. W tym momencie zarażonych jest 111 osób, trzy nie żyją, 13 zostało wyleczonych. W takiej sytuacji miliony Polaków jest zachęcanych do pozostania w domu. Celebryci w tym czasie proponują im różne formy rozrywki.
W tym gronie jest również Doda, która zaproponowała fanom ćwiczenia z… papierem toaletowym.
Doda ćwiczy przy użyciu papieru toaletowego. Hit w sieci
Dorota Rabczewska znana jako Doda nie przestaje zaskakiwać fanów swoją kreatywnością. Tym razem królowa polskiej muzyki popularnej postanowiła wyjść z inicjatywą względem swoich fanów. Piosenkarka na co dzień chodzi na siłownię, lecz w aktualnym stanie rzeczy jest to bardzo ryzykowne.
Dorota postanowiła na czas epidemii zostać w domu. Forma fizyczna jest dla niej bardzo ważna, dlatego podjęła decyzję o zastosowaniu domowych ćwiczeń. Jedno z nich zaproponowała swoim fanom z portalu społecznościowego Instagram.
Ćwicz z Dodą na Insta
Doda nie od dziś potrafi pozytywnie zaskoczyć. Tym razem nasza królowa estrady wyszła z inicjatywą do fanów za pośrednictwem mediów społecznościowych. Dorota na swoim InstaStory nagrała propozycję ćwiczeń przy użyciu papieru toaletowego.
Piosenkarka przy użyciu „papieru wartościowego” postanowiła wykonać kilka ćwiczeń, które następnie poleciła obserwującym. Z nagrania powstał mini challenge. Polacy zaczęli ćwiczyć przy użyciu nie tylko papieru. W ruch poszedł również „drogocenny” ryż oraz makaron.
„Witajcie kochani! Dzisiaj, ponieważ siedzimy w domu (…), i wiadomo, że czasami człowiekowi siada na głowę, postanowiłam zaprezentować zestaw ćwiczeń, który możemy wykonać w domu z pomocą tego, co mamy teraz w Polsce w każdym w domu najwięcej”
– powiedziała na wstępie Doda.
Doda (Dorota Rabczewska) ćwiczy na portalu Instagram wraz z fanami przy użyciu papieru toaletowego. Fani zaczęli brać przykład z piosenkarki.
Źródło: Plotek
Polecamy także:
Załamanie pogody: potężne dwucyfrowe mrozy i śnieg
Wideo z Mediolanu ukazuje ponurą prawdę. Tak Włochy walczą z pandemią
To może Cię również zainteresować:
Śmierć Królikowskiego zmieniła ich życie: rodzina przeżywa koszmar
Ibisz ogłosił przerażające wieści na żywo. Polały się łzy | 2 |
Odkąd Unilever ogłosił, że sprzeda kategorię herbat, w tym markę Lipton, wielu inwestorów zamarzyło, by mieć ją w swoim "portfolio produktów". Klienci coraz rzadziej sięgają po herbaty pochodzące od wielkich producentów, stąd decyzja o sprzedaży.
Już kilka koncernów zgłosiło chęć kupna marki Lipton. Jak informuje serwis "Dla handlu", powołując się przy tym na Bloomberg, do tej pory ofertę złożył szwajcarski właściciel firmy Barry Callebaut (Jacob Holdings) i liczne spółki private equity, takie jak KKR, Bain Capital, Advent International, Blackstone Group.
Szacuje się, że Unilever może zyskać na sprzedażymarek herbacianych ponad pięć miliardów funtów, a ostateczna cena zależy od aktywów, które zostaną uwzględnione w transakcji. Według Bloomberga firma planuje ogłosić przetarg po wakacjach.
Chęć pozbycia się herbat to konsekwencja zmian preferencji klientów. O ile jeszcze w latach 90. Lipton był w wielu krajach synonimem herbaty najlepszej jakości (co wzmacniały emitowane u nas jej zagraniczne reklamy, które pokazywały, że bogaci, spełnieni ludzie wybierają właśnie markę Lipton), todziś klienci wolą jednak herbatę pochodząca od mniejszych producentów.
Obejrzyj: W upał ochłodzisz się gorącym napojem lub jedzeniem. Ekspert wyjaśnia, dlaczego
Zapisz się na nasz specjalny newsletter o koronawirusie. | WP Kobieta Poczta WP Pilot Program TV Menu Moda
Moda Uroda
Uroda Ludzie
Ludzie #ŻYĆLEPIEJ
#ŻYĆLEPIEJ Wideo
Wideo Najnowsze
Najnowsze Popularne Moda Uroda Ludzie #ŻYĆLEPIEJ Wideo Najnowsze Popularne Inspiracje + 2 poradnik kupującegomoda damska Sylwia Ścibak 9 godzin temu Moda na satynę. Połysk idealny na zimę Satynowe ubrania to hit w tym sezonie. Sprawdzą się nie tylko podczas karnawałowych przyjęć, ale też na co dzień. Jak nosić tą połyskującą tkaninę? Sprawdź nasze wskazówki. Głosuj Głosuj Podziel się Opinie Satynowy połysk sprawdzi się także na co dzień (pexels.com, Fot: mentatdgt) Satyna – synonim luksusu i elegancji Satyna to typ tkaniny, która ma splot atłasowy. Może być wykonana z różnych materiałów, a często stosuje się bawełnę, także jedwab albo wiskozę. Splot atłasowy sprawia, że ubranie jest po jednej stronie gładkie i lekko błyszczące, a po drugiej – matowe. Z tego względu więc kojarzy się z czymś luksusowym i wieczorowym. Bardzo popularne są satynowe pościele, bardzo miękkie w dotyku, które stanowią także świetną ozdobę sypialni. Satyna jest dość stara, ponieważ była popularna już w średniowieczu. Nosiłyśmy ją 30, 20 a także 10 lat temu, zwłaszcza na wieczorowych, weselnych sukienkach w zestawieniu z popularnym krótkim bolerkiem. Dziś jednak projektanci "ogrywają" tę tkaninę nieco inaczej. Współczesna satyna jest bardziej romantyczna, kobieca i kojarzyć się może z eleganckim stylem vintage. Jak nosić satynę? Satyna to idealny materiał na wieczór. Świetnie sprawdzi się podczas karnawałowych zabaw i przyjęć ślubnych. Satynę znajdziemy na sukienkach w stylu retro, mających długość midi, żaboty i bufiaste rękawy, a także na tzw. slip dress, czyli "lejących się" sukienkach na ramiączkach, które były niesamowicie popularne w latach 90. Popularne są również satynowe topy z koronką przy biuście, szerokie spódnice oraz bluzki z długimi rękawami. Komponując stylizację z satynowymi ubraniami, pamiętajmy o tym, aby zachować harmonię. Połysk warto stonować matowymi dodatkami, np. skórzanymi, czarnymi szpilkami, rajstopami oraz marynarką bez ozdób. Satynę możemy nosić także na co dzień, a nawet do pracy. Zaleca się jednak, by w stylizacjach do biura stawiać na jeden satynowy element, np. bluzkę z długim rękawem oraz stójką, najlepiej w ciemniejszym kolorze, który nie rzuca się w oczy. Jeśli stawiamy na połyskujący materiał, unikajmy odsłaniających ciało krojów, które mogłyby być wyzywające. Oczywiście reszta stylizacji powinna być stonowana. 0 komentarze Głosuj Głosuj 0 Wow! 0 Ważne 0 Słabe 0 Straszne | 1 |
Niepokojące doniesienia z Korei
Od kilku tygodni z Korei nadchodziły niepokojące informacje o pacjentach, którzy po wyzdrowieniu z COVID-19 (wyzdrowieniu potwierdzonym ujemnymi wynikami testów) po jakimś czasie ponownie uzyskiwali dodatnie dodatni wynik testów PCR na obecność RNA wirusa w organizmie.
W sumie w Korei zanotowano 263 takich przypadków, z których 17 to osoby niepełnoletnie. Choć osoby te nie miały po razu drugi objawów choroby, nie było wiadomo, w jaki sposób wirus ponownie znalazł się w ich drogach oddechowych (skąd pobierano wymazy). Czy mogli zarazić się ponownie? A może, co byłoby najgorszym możliwym scenariuszem, doszło do samoistnej reaktywacji wirusa w organizmie?
Zobacz też: W Japonii zdiagnozowano ponowne zakażenie koronawirusem u pacjenta. To pierwszy taki przypadek w tym kraju
Ponowny dodatki wynik na COVID-19 można wyjaśnić
Wczoraj eksperci z koreańskiego CDC ogłosili, że znaleźli wytłumaczenie. Ustalili, że przyczyną dodatnich wyników nie była ani reaktywacja wirusa, ani ponowne zakażenie. Za dodatnie wyniki odpowiedzialne były pozostałości RNA "martwego" koronawirusa. Mogą się one utrzymać w organizmie najprawdopodobniej miesiącami.
Jeśli naukowcy z Seulu mają rację - świat może w jakimś stopniu odetchnąć z ulgą. Wygranie wojny z pandemią będzie nieco łatwiejsze.
Masz pytanie o koronawirusa? Wyślij je na adres: koronawirus@medonet.pl. Codziennie aktualizowaną listę odpowiedzi znajdziesz TUTAJ: Koronawirus - najczęstsze pytania i odpowiedzi.
Redakcja poleca: | Jak wykrywa się koronawirusa SARS-CoV-2?
Ze względu na ciągłe rozprzestrzenianie się infekcji koronawirusem SARS-CoV-2 nie ustaje konieczność monitorowania sytuacji epidemiologicznej w zagrożonych rejonach. WHO w swoich rekomendacjach zaleca robienie testów na podstawie przesłanek klinicznych i epidemiologicznych, z uwzględnieniem prawdopodobieństwa wystąpienia tej właśnie infekcji.
Do wykrywania koronawirusa wywołującego chorobę COVID-19 wykorzystuje się badania genetyczne oraz immunologiczne (serologiczne). Przeprowadzenie testów wymaga specjalistycznego sprzętu, który może obsługiwać odpowiednio przeszkolony personel, a także przestrzegania szczególnych środków bezpieczeństwa. Oznacza to, że możliwość przeprowadzenia analizy próbek jest ograniczona do konkretnych laboratoriów. W Polsce testy wykonuje się głównie w sytuacjach, gdy pojawiają się ku temu odpowiednie przesłanki.
U osób, u których podejrzewa się zakażenie koronawirusem, mogą wystąpić również infekcje współistniejące. Znaczy to, że czasem równolegle trzeba wykonać testy na koronawirusa oraz pod kątem innych patogenów powodujących choroby układu oddechowego.
Sprawdź: Jeszcze nigdy w Polsce nie zrobiono tak dużo testów na koronawirusa
Testy genetyczne na koronawirusa
Podstawowym testem zalecanym przez WHO w celu wykrycia infekcji koronawirusem jest badanie laboratoryjne techniką NAAT (technika amplifikacji kwasu nukleinowego). Przykład takiego badania to procedura wykonana metodą RT-PCR. Bez zagłębiania się w szczegóły, jest to test genetyczny, który pozwala na wykrycie RNA wirusa w próbce pobranej od pacjenta. Cała procedura jest dość skomplikowana i wymaga czasu.
Do badania od pacjenta pobiera się próbkę plwociny lub wymazu nosowo-gardłowego, ale czasem wskazane może być również badanie krwi, stolca lub moczu. Testy NAAT na koronawirusa wykazują wysoką skuteczność, jednak czasem konieczne jest powtórne badanie w celu potwierdzenia wyniku.
Testy immunologiczne na koronawirusa
Pomocniczo w procesie monitorowania epidemii koronawirusa stosuje się również testy immunologiczne. Przydatne okazują się testy serologiczne, które służą do wykrywania przeciwciał zwalczających koronawirusy. Wykonuje się je poprzez analizę surowicy krwi pobranej od pacjenta.
Testy serologiczne stosuje się jako metodę wspomagającą w celu monitorowania sytuacji epidemiologicznej, ale można je wykonać szybciej i mniejszym nakładem środków niż badania genetyczne. Ta metoda diagnostyczna ma ograniczoną czułość, ale wciąż trwają prace nad jej ulepszaniem, ponieważ jest przydatna podczas monitorowaniu zakażenia.
Na temat stosowania testów serologicznych w diagnostyce koronawirusa SARS-CoV-2 wypowiedziała się Katarzyna Dzierżanowska-Fangrat, konsultantka krajowa w dziedzinie mikrobiologii lekarskiej:
Z uwagi na niewystarczającą ilość danych dotyczących m.in. dynamiki odpowiedzi immunologicznej na zakażenie oraz wartości diagnostycznej dostępnych testów do wykrywania przeciwciał w klasie IgM/IgG (w tym: czułości, swoistości, wartości predykcyjnej dodatniej i wartości predykcyjnej ujemnej), aktualnie nie zaleca się stosowania testów serologicznych w celach diagnostycznych.
W przesłanym 18 maja liście do Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych podkreśliła też, że trwają prace nad testem serologicznym, który będzie wykrywał przeciwciała IgM/IgG dla koronawirusa SARS-CoV-2. Badanie ma pełnić funkcję kliniczno-kontrolną, a jego opracowaniem zajmuje się CDC. Nie bez znaczenia jest też fakt, że diagnostyka serologiczna wiąże się z ryzykiem reakcji krzyżowych z innymi ludzkimi beta-koronawirusami. Do potwierdzenia przypadków zakażeń COVID-19 należy zatem wykorzystywać testy molekularne (NAAT). Do tej pory stan wiedzy ani rekomendacje na temat diagnostyki SARS-CoV-2 nie uległy zmianie.
Redakcja poleca:
Masz pytanie o koronawirusa? Wyślij je na adres: koronawirus@medonet.pl. Codziennie aktualizowaną listę odpowiedzi znajdziesz TUTAJ: Koronawirus - najczęstsze pytania i odpowiedzi. | 2 |
Nie wszystkie treści z opublikowanych artykułów, odzwierciedlają poglądy admina..
STRONA TA ZOSTAŁA ZAŁOŻONA W CELU PROPAGOWANIA ZDROWEGO STYLU ŻYCIA I ODŻYWIANIA. NIECH MOJE BEZINTERESOWNE DZIAŁANIE PRZYSPORZY KORZYŚCI JAK NAJWIĘKSZEJ LICZBIE LUDZI I ZWIERZĄT. BO ZDROWIE SIĘ TYLKO TAKIE MA JAK SIĘ O NIE ZADBA. | Koronawirus u zwierząt. Czy pies i kot mogą zarazić się koronawirusem?
Czy możliwe jest, że koronawirus wywołujący COVID-19 jest przenoszony przez zwierzęta domowe? Światowa Organizacja Zdrowia wydała komunikat, w którym informuje, że psy i koty nie są zagrożeniem dla naszego zdrowia. Oznacza to, że nie musimy się bać zarażenia ze strony zwierzaków domowych.
Koronawirus a psy i koty. Opieka nad zwierzętami w czasie epidemii
Przede wszystkim należy pamiętać, aby ograniczyć wychodzenie zwierząt na zewnątrz. Jeśli mamy pewność, że zwierzę nie opuści terenu naszego podwórka, wtedy można wypuścić je na świeże powietrze. Jeśli jednak istnieje prawdopodobieństwo, że pies lub kot zapuszczą się w lasy, dzikie łąki czy inne nieznane tereny, lepiej zadziałać prewencyjnie i nie pozwolić zwierzęciu na wyjście. W takim wypadku lepszym pomysłem będzie wyjście z psem na smyczy na krótki spacer. Kota w miarę możliwości najlepiej zatrzymać w domu. | 1 |
Epidemia uderzyła w Ukrainę w najmniej odpowiednim dla Wołodymyra Zełenskiego momencie – gdy notowania prezydenta spadały z powodu ekonomicznych problemów i politycznych wpadek. Mrzonką okazały się też marzenia o deoligarchizacji. W sytuacjach kryzysowych – bez pomocy wielkiego biznesu – państwo okazuje się dramatycznie niewydolne. Epidemia COVID-19 obnażyła słabości ukraińskiego państwa, ale też samej Ze-komandy, jak mówi się o rządzącej dziś w Kijowie ekipie Wołodymyra Zełenskiego. Wszak ludzie byłego komika panują nie tylko w administracji prezydenckiej, lecz także w rządzie. Mają większość parlamentarną i władzę w części regionów. W zderzeniu z koronawirusem nie poradzi sobie jednak nawet najlepszy PR. Co gorsza, epidemia wybuchła niemal równocześnie z wymianą rządu w Kijowie i największymi od początku kadencji Zełenskiego politycznymi turbulencjami. Skupione na tym władze dały się zaskoczyć szybkim rozprzestrzenianiem się koronawirusa w Europie i w efekcie za | - Niestety Ukraina nie zdołała podjąć ostrych kroków, by nie wpuścić wirusa. Dlatego teraz mamy już ogniska zachorowań, które nie przyszły z Chin czy z Europy, a są naszymi, wewnętrznymi ogniskami. To znaczy - zaczyna się drugi etap - powiedział minister w wywiadzie telewizyjnym.
Jego wypowiedź przywołuje w poniedziałek ukraińskie ministerstwo ochrony zdrowia.
Jemec podkreślił, że obecnie bardzo ważne jest zlokalizowanie ognisk wirusa. - Trzeci etap tego niewidzialnego wroga to umieralność. Podczas gdy Chińczykom udało się osiągnąć wskaźnik umieralności na poziomie 3-4 proc., to Włochom się nie udało, i tam jest 8-9 proc. - dodał.
Na Ukrainie potwierdzono 73 przypadki zakażenia koronawirusem, w tym trzy śmiertelne. Jedna osoba uznana jest za wyleczoną.
W nocy z niedzieli na poniedziałek w Kijowie wylądował wojskowy Ił-76 z medycznym transportem z Chin na pokładzie. Jak poinformowało biuro prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, ładunek obejmuje testy na obecność koronawirusa, wykorzystujące metodę PCR i 250 tys. szybkich testów.
Na Ukrainę trafiły też maseczki o różnych klasach ochrony, płyny dezynfekujące, respiratory i inne środki do walki z rozprzestrzenianiem się Covid-19 - dodano. Zapowiedziano, że testy PCR będą przekazane w poniedziałek do laboratoriów we wszystkich obwodach kraju.
RELACJA NA ŻYWO: Koronawirus w Polsce i na świecie
Biuro prezydenta oświadczyło, że w tym tygodniu odbędzie się jeszcze kilka takich rejsów z ładunkiem z Chin. Podkreśliło też, że zakup towarów odbył się w ramach "realizacji uzgodnień prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego i przedstawicieli dużego biznesu".
(km) | 3 |
O rozwoju duchowym
Wielu kaznodziejów zupełnie, jak się zdaje, nie widzi potrzeby rozwoju duchowego i tylko wciąż zachęca nas, żebyśmy wróciły do pierwotnej, nowicjackiej gorliwości; żebyśmy na przykład, odnawiając śluby, złożyły je tak samo, jak za pierwszym razem; zakładając najwyraźniej, że za pierwszym razem składałyśmy je idealnie z powodu entuzjazmu. Więc pytam: i tylko tyle? Kiedy się składa pierwsze śluby, a nawet jeszcze wieczyste, człowiek rzeczywiście entuzjazmu ma furę, ale to jest entuzjazm szczenięcy, bez doświadczenia. Coś niecoś trudności już się liznęło, coś niecoś się ich jeszcze mgliście przewiduje, i to wszystko. Po kilkudziesięciu latach, odnawiając profesję, mówiąc Bogu ponownie TAK, mówi się to już zupełnie inaczej. Ma się za sobą te lata doznawania własnej słabości, ma się te „trudności”, ogólnie dawniej pojmowane, przetłumaczone teraz na bardzo bolesny konkret zewnętrzny i wewnętrzny, którego na początku w ogóle się nie przeczuwało. To jest już całkiem inne TAK; czy więcej warte, sam Bóg tylko wie, ale na pewno mniej uczuciowe, bardziej wolitywne, głębsze. Entuzjazmu może być mniej, przeżycia mniej, ale chyba jedną właśnie z tych rzeczy, których nas bieg lat uczy, jest zasada, że Boga nie trzeba przeżyć, ale uwielbić. Przeżywa się coś; uwielbia się Kogoś.
Nie może kurczak tkwić przez trzydzieści lat w skorupce, choćby tam właśnie był najszczęśliwszy. Musi zajść jakiś rozwój. To jest oczywiście ryzyko, bo rozwinąć się można w kierunku pogłębienia lub spłycenia, ale chyba nie powinniśmy zakładać, że rozwój musi być spłyceniem i że trzeba się za wszelką cenę trzymać pierwotnego usposobienia, pierwotnego nastroju. Nie chciałabym, gdybym była teraz nowicjuszką, żeby mi sugerowano, że to teraz właśnie jestem w stanie usposobienia idealnego, a sens całej reszty życia będzie polegać na tym, żebym się na tym poziomie utrzymała... To może dawać miłe poczucie własnej cnoty... nawet przewagi nad starszymi siostrami, które już od tylu lat zsuwają się w dół... ale po co w takim razie żyć dłużej, jeśli im dalej, tym musi być gorzej?
To się łączy w ogóle z naszymi pojęciami o rozwoju i o starości. Pewien popularny kaznodzieja radiowy rzucił kiedyś w świat taki frazes: Jesteś gorszy, bo jesteś starszy i mądrzejszy! Wielką też popularność ma tekst, złożony z szeregu paralel, a zaczynający się mniej więcej tak: Taki jesteś stary jak twoja rozpacz i taki młody jak twoja nadzieja... W tym zestawieniu starość jest synonimem wszelkiego zła i ostatecznego upadku, i człowiek powinien nie dać się jej i robić z siebie na siłę „młodego”, a kiedy to już niemożliwe, przynajmniej to sobie wmawiać. Kojarzy się starość tylko z tym wszystkim, co w niej złe, tak jakby rozwój człowieka był zaplanowany od lepszego do gorszego i jakby należało ten rozwój wstrzymywać, a jeśli się nie uda wstrzymać go naprawdę, to przynajmniej udawać, że się go wstrzymało, bo inaczej wstyd. Toteż ludzie rozpaczliwie udają („nawet starzec też jest młody...”, uczono nas śpiewać w socjalistycznej szkole), a w ten sposób i młodość tracą, bo stracić i tak muszą, i owoców starości zebrać nie mogą, bo ich nawet zauważyć nie chcą.
[– Oślico, czyż Pan Jezus sam nie powiedział: „Jeśli się nie staniecie jako dzieci...”?
– Owszem, powiedział. Ale jeśli to tak rozumieć, jak ty, Balaamie, nauczasz, to by trzeba uznać, że najpewniejszą drogą do zbawienia jest dostać Alzheimera.]
A przecież Pismo Święte właśnie starość przedstawia jako wielką łaskę – oczywiście starość dojrzałą i mądrą; i powiada, odwrotnie niż ta pieśń, że nawet młodzik może być starcem, jeśli przedwcześnie zmądrzał. Ja wcale nie chcę być młoda, ja bym chciała być pięknie stara. Przecież Bóg zaplanował rozwój ludzki od młodości do starości, nie odwrotnie, i to dzisiejsze zachłystywanie się młodością, wszystko jedno, fizyczną czy duchową, troszeczkę mi pachnie odwracaniem Bożego ładu, a tym samym zawracaniem Wisły kijkiem. Bo właśnie chodzi o rozwój, o wzrastanie w doświadczeniu, w mądrości, w łagodności etc., etc., a nie o utrwalanie na całe życie stanu embrionalnego, jako jedynie wartościowego. Chyba sekretem wszystkiego jest to, że uczymy się akceptacji Bożego planu; a młodość chmurna i durna bywa w tej nauce czasem pomocą, ale bardzo często przeszkodą, chorobą dziecięcą do zaliczenia, i tyle. Bardzo dawno temu, jeszcze jako młoda dziewczyna, czytałam książkę francuskiego biskupa, Paula Richaud, o starości. Zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Poszczególne rozdziały nazywały się jakoś tak: Pan poucza... Pan oczyszcza... i wreszcie: Pan wzywa.
Fragment książki „Oślica Balaama. Apel do duchownych panów”
Siostra Małgorzata Borkowska OSB urodziła się w 1939 r. Studiowała polonistykę i filozofię na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu oraz teologię na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Od 1964 jest benedyktynką w Żarnowcu. Autorka wielu prac historycznych, m.in. „Życie codzienne polskich klasztorów żeńskich w XVII i XVIII wieku”, „Czarna owca”, „Oślica Balaama”, tłumaczka m.in. ojców monastycznych, felietonistka. | O milczeniu
Pewien mistrz duchowości zaczynał formację uczniów tak: Przede wszystkim trzymajcie szczękę luźno. Co to ma do życia modlitwy? A to, że do modlitwy można przystępować różnie. W napięciu albo w wyciszeniu, w nerwowej drżączce albo w uspokojeniu. To pierwsze zdarza się szczególnie wtedy, kiedy modlitwa zwraca się wprawdzie do Boga, ale skoncentrowana jest na nas samych i naszych sprawach. To drugie, kiedy chcemy po prostu być przy Nim, być w relacji z Nim, być dla Niego.
Niemniej w tej sprawie człowiek ma przed sobą, licząc od początku, długą drogę. Najpierw potrzeba mu pogodzić się z faktem ciszy; jednym to przychodzi łatwiej, innym trudniej. Potem – z czymś więcej niż brak dźwięków: z jakąś pustką zmysłowych doznań, która go prowadzi do zdolności koncentracji. Jeśli tej koncentracji używa do kontaktu z Bogiem, to kolejnym stadium jest zwykle przeżywanie – nieraz właśnie w ciszy zmysłów – umownie to nazwijmy: mowy Bożej. Zrozumienie, wręcz olśnienie czasami, dawane nam według potrzeby, nie jako nagroda za zasługi! – ale jako kolejny drogowskaz i łaska. Ale kiedy pokochaliśmy już tę łaskę i cenimy ją sobie, przychodzi czas w jakimś sensie się z nią rozstać i pokochać następne stadium drogi: milczenie Boga. „Wystarczy ci mojej łaski”, mówi Pan. Wystarczy ci tego, co już powiedziałem. Teraz pomilczmy sobie jak dwaj starzy przyjaciele. Jeśli to odbierasz jak pustkę, nic nie szkodzi: to po prostu skutek twojej ludzkiej kondycji, prawda o tobie; a prawda zawsze jest lepsza niż wyobraźnia. Jestem z tobą. To inna łaska, ale także łaska.
Każdy z nas jest w jakimś stadium tej drogi.
O tym wszystkim możemy mówić niewiele lepiej niż kret o astrofizyce, ale coś niecoś jednak powiedzieć da się, i właśnie już zostało powiedziane.
Fragment książki „Po śladach Niewidzialnego”
Siostra Małgorzata Borkowska OSB urodziła się w 1939 r. Studiowała polonistykę i filozofię na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu oraz teologię na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Od 1964 jest benedyktynką w Żarnowcu. Autorka wielu prac historycznych, m.in. „Życie codzienne polskich klasztorów żeńskich w XVII i XVIII wieku”, „Czarna owca”, „Sześć prawd wiary oraz ich skutki”, „Oślica Balaama”, „Ryk Oślicy”, „Twarze Ojców Pustyni”, tłumaczka m.in. ojców monastycznych, felietonistka. | 2 |
W minionym tygodniu - od 30 grudnia ub.r. do 5 stycznia br. - najwięcej widzów zgromadził „Sylwester marzeń z Dwójką”. Trwająca ponad 5 godzin relacja w TVP2 miała średnio 4,92 mln osób. Udział stacji w tym czasie wyniósł 35,30 proc. - wynika z danych Nielsen Audience Measurement, opracowanych przez portal Wirtualnemedia.pl.
>>> Praca.Wirtualnemedia.pl - tysiące ogłoszeń o pracę
Drugie miejsce należało do serialu „M jak miłość” z 30 grudnia. Tego dnia śledziło go 4,31 mln widzów (28,75 proc. udziału).
Podium uzupełnia drugi konkurs Turnieju Czterech Skoczni 2019/2020, który odbył się w środę w Garmisch-Partenkirchen. W TVP1 miał on średnio 3,23 mln osób. Udział stacji w tym czasie wyniósł 23,40 proc.
Najchętniej oglądanym programem informacyjnym były „Fakty” TVN, które 30 grudnia na antenie tej stacji obejrzało 3,20 mln widzów (22,34 proc. udziału). Była to czwarta topowa pozycja programowa w rankingu.
Wśród widzów w grupie komercyjnej 16-49 liderem oglądalności też był „Sylwester marzeń z Dwójką”, który miał 1,47 mln osób, co dało TVP2 29,33 proc. udziału.
Drugie miejsce zajął serial „M jak miłość” (1,29 mln widzów; 23,86 proc. udziału), a podium uzupełniają „Fakty” (1,18 mln; 24,86 proc.).
20 najlepiej oglądanych programów - grupa 16-59.
Udział liderującej TVP2 wśród wszystkich widzów w zeszłym tygodniu zwiększył się o 1,67 pkt. proc. do 9,94 proc. Stacja ta na pozycję lidera awansowała z miejsca trzeciego.
Na drugą lokatę spadła TVP1, której udział w analizowanym okresie wyniósł 9,47 proc. (do góry o 0,36 pkt. proc.).
Z miejsca drugiego na ostatnią lokatę podium spadł Polsat. Udział tej stacji w zeszłym tygodniu wyniósł 8,33 proc. (spadek o 0,16 pkt. proc.).
Czwarty był TVN (stacja ta miała 7,16 proc. udziału; do góry o 0,40 pkt. proc.).
Łączny udział tzw. „wielkiej czwórki” w zeszłym tygodniu w porównaniu do poprzedniego zwiększył się z 32,63 proc. do 34,90 proc.
Wśród widzów w grupie 16-49 (docelowej dla stacji komercyjnych) pozycję lidera zajął Polsat. Udział tej stacji zmniejszył się o 0,51 pkt. proc. do 9,55 proc. Wynik drugiego TVN uplasował się na poziomie 9,23 proc. (do góry o 0,44 pkt. proc.).
Podium uzupełnia Dwójka (+ 1,67 pkt. proc. do 8,39 proc.), a czwarta była Jedynka (+ 0,26 pkt. proc. do 6,66 proc.).
Wśród widzów w grupie wiekowej 16-59 pierwszy był Polsat (w dół o 0,10 pkt. proc. do 9,35 proc.). | Najchętniej oglądaną pozycją programową między 11 a 13 kwietnia br. były „Fakty”, które w wielkanocny poniedziałek w TVN obejrzało 3,54 mln widzów, co przełożyło się na 20,63 proc. udziału w rynku telewizyjnym wśród wszystkich widzów - wynika z danych Nielsen Audience Measurement, opracowanych przez portal Wirtualnemedia.pl.
>>> Praca.Wirtualnemedia.pl - tysiące ogłoszeń o pracę
Drugie miejsce zajął zerowy odcinek siódmej serii reality-show „Rolnik szuka żony”. Produkcję w niedzielny wieczór w TVP1 śledziło 3,42 mln widzów (21,41 proc. udziału).
Podium uzupełnia kilkuminutowy magazyn „Uwaga! Koronawirus” z widownią w TVN na poziomie 2,95 mln osób. W czołowej piątce znalazły się jeszcze inne dzienniki: „Teleexpress” TVP1 (2,91 mln widzów) i „Wiadomości” Jedynki (2,86 mln).
Wśród 10 najpopularniejszych programów Jedynka umieściła sześć tytułów, dwie pozycje nadane zostały w TVN, a po jednej - w Polsacie i TVP2.
W grupie komercyjnej 16-49 pierwsze miejsce też należało do „Faktów” TVN, które zgromadziły tutaj 1,46 mln widzów i miały 21,02 proc. udziału w rynku.
Druga lokata przypadła programowi „Uwaga! Koronawirus” z widownią w TVN na poziomie 1,30 mln osób, a podium uzupełnia pokazany w Polsacie dziennik „Wydarzenia” (1,15 mln widzów).
W tym rankingu pięć pozycji zajęły audycje pokazane w TVN, po dwie - w Polsacie i TVP1, a jedna - w TVN7.
TOP 10 programów w grupie wiekowej 16-59.
Liderem TVP1
Najchętniej oglądaną stacją podczas tegorocznej Wielkanocy była TVP1 z udziałem na poziomie 10,35 proc., która względem ubiegłorocznych Świąt zanotowała wzrost wyniku o 29,05 proc. W 2019 roku stacja była druga.
Na drugiej pozycji znalazł się TVN z wynikiem na poziomie 7,14 proc., wyższym o 0,71 proc. Stacja awansowała z czwartego miejsca.
Z pierwszej na trzecią lokatę spadł Polsat (6,88 proc.; - 32,75 proc.). Oczko niżej znalazła się Dwójka, która przed rokiem była trzecia (5,49 proc.; - 25,81 proc.).
Wśród widzów w wieku od 16 do 49 lat liderem był Polsat, którego udział wyniósł 8,94 proc., po spadku o 24,04 proc.
Na reklamy w telewizji podczas Świąt zdecydowanie najwięcej wydała Grupa Polsat - jej wydatki w okresie od 11 do 13 kwietnia wyniosły 9,20 mln zł. Drugie miejsce zajęła Telewizja Polsat (6,94 mln zł), a trzecie należało do Aflofarm (również 6,94 mln zł).
Podczas tegorocznych Świąt Wielkanocnych Polacy oglądali telewizję średnio przez 6 godzin, 6 minut i 38 sekund, czyli o aż 1 godzinę i 13 minut dłużej niż rok wcześniej (w tym roku względem poprzedniego Wielkanoc wypadła 1 tydzień wcześniej).
W 2019 roku liderem oglądalności wśród wszystkich widzów był Polsat, a w grupie komercyjnej TVN. Wśród głównych stacji wzrosty odnotowały TVP1 i TVP2, ale najwięcej zyskały TVP Sport, Super Polsat i TTV. Skrócił się średni czas oglądania telewizji, choć zwiększyły się wydatki reklamowe. | 3 |
Władze Austrii nie wpuściły na terytorium kraju pociągu jadącego z Wenecji przez Innsbruck do Monachium. Podejrzewa się, że dwoje pasażerów jest nosicielami koronawirusa.
Pociąg stoi na stacji po włoskiej stronie granicznej przełęczy Brenner. Wśród pasażerów są dwie osoby z gorączką, austriaccy funkcjonariusze obawiają się, że mogą one być nosicielami koronawirusa.
Agencja Reutera, która poinformowała o sprawie powołując się na portal Oe24, podała również, że nie udało się uzyskać stanowiska policji ani MSW Austrii, ani też austriackich kolei (OeBB).
Dziś we Włoszech zmarła trzecia osoba zarażona koronawirusem, liczba zarażonych rośnie w błyskawicznym tempie…
Czytaj też:
/TVP Info/
Wspieraj Fundację Magna Polonia! 🇵🇱 Niestety, nasza potrzeba finansowa wciąż się pogłębia!. W mahu potrzebujemy 21 996, 60 zł, Udało nam się zebrać jedynie: 7118,08 zł Pomóż przetrwać Fundacji Magna Polonia. Czas ucieka... Nie bądź bierny, wspieraj polskie media. 30 zł 50 zł 100 zł Inna kwota
Dziękujemy za pomoc prawną Kancelarii Prawnej Litwin: https://kancelaria-litwin.pl | Nawet o 1700 proc. podrożały we Włoszech środki dezynfekcyjne i maseczki ochronne z powodu alertu wywołanego przez koronawirusa – ostrzega organizacja obrony praw konsumentów.
W ciągu ostatnich kilku dni stwierdzono ponad 150 przypadków zachorowań z powodu koronawirusa. Zmarły trzy osoby. Liczba chorych stale rośnie, a w wielu rejonach kraju ludzie zaczęli masowo kupować środki dezynfekujące do rąk i maseczki ochronne. Zaczyna ich brakować w sprzedaży.
Handel nimi kwitnie natomiast w internecie, gdzie popyt na takie artykuły wciąż rośnie – zauważyło konsumenckie stowarzyszenie Codacons. Jego działacze przygotowali zawiadomienie do prokuratury i Gwardii Finansowej w związku z licznymi przypadkami spekulacji w sieci.
„Produkty związane z kryzysem z koronawirusem w tle osiągają astronomiczne ceny” – powiedział prezes Codacons Carlo Rienzi, cytowany przez media. Podał przykład popularnego płynu do dezynfekcji rąk, który w sklepie kosztuje 3 euro. W sieci osiąga zaś w tych dniach cenę ponad 22 euro, co oznacza podwyżkę o 650 proc.
Jeszcze bardziej zdrożały zwykłe maseczki ochronne. Przed obecnym rozwojem choroby sprzedawane były w cenie 10 eurocentów za sztukę, teraz kosztują prawie 1,80 euro.
/TVP Info/
Wspieraj Fundację Magna Polonia! 🇵🇱 Niestety, nasza potrzeba finansowa wciąż się pogłębia!. W mahu potrzebujemy 21 996, 60 zł, Udało nam się zebrać jedynie: 7118,08 zł Pomóż przetrwać Fundacji Magna Polonia. Czas ucieka... Nie bądź bierny, wspieraj polskie media. 30 zł 50 zł 100 zł Inna kwota
Dziękujemy za pomoc prawną Kancelarii Prawnej Litwin: https://kancelaria-litwin.pl | 2 |
2 | ||
Podkreślił, że wierzy w niezawisłe sądy i zachęcił innych kandydatów na prezydenta, by poszli jego śladem. - Chętnie udostępnię formułę wniosku. Może jak będzie nas dużo, będą musieli się ugiąć. My, jako obywatele, nie możemy pozwolić, by pod płaszczykiem epidemii, zabierano nam demokrację - zaznaczył. | Złożyłem w sądzie pozew przeciwko Skarbowi Państwa; to pozew o ochronę dobra osobistego, jakim jest bierne prawo wyborcze - oświadczył w sobotę niezależny kandydat na prezydenta Szymon Hołownia.
fot. Aleksiej Witwicki / / FORUM
Jako obywatel nie zamierzam przestać działać w granicach prawa - oświadczył Hołownia na sobotnim briefingu prasowym. "Złożyłem w piątek w Sądzie Okręgowym w Warszawie pozew o ochronę dóbr osobistych przeciwko Skarbowi Państwa reprezentowanemu przez marszałek Sejmu Elżbietę Witek i premiera Mateusza Morawieckiego" - poinformował.
Hołownia wyjaśnił, że jest to pozew o ochronę dobra osobistego, jakim jest - w ocenie wielu specjalistów, z którymi się konsultował - bierne prawo wyborcze. "To jest wniosek o to, aby uznać, że kandydując na urząd prezydenta, nie mam w tej chwili możliwości skorzystania w pełni ze swojego biernego prawa wyborczego, dlatego że nie mam kampanii, która pełnowymiarowo, we wszystkich swoich aspektach powinna trwać 81 dni, że nie ma równej rywalizacji, gwarancji przeprowadzenia wyborów w uczciwym trybie" - uzasadniał.
Hołownia zauważył, że obecnie kandydaci na prezydenta nie znają daty wyborów. W jego ocenie naruszane jest nie tylko bierne prawo wyborcze wszystkich kandydatów, ale także "czynne prawo wyborcze 30 milionów Polaków".
"Nie chodzi w tym pozwie o mnie. Ja nie zwracam się do państwa ani o jeden grosz. Zwracam się o to, aby oni przyznali na swoich stronach internetowych, że prawo było łamane" - oświadczył. "A co najważniejsze, zwracam się do sądu o to, aby wprowadził w trybie pilnym zabezpieczenie w trybie tego pozwu, a więc wystąpił do premiera i marszałek Sejmu o przesunięcie wyborów, a to jest możliwe tylko w trybie wprowadzenia stanu klęski żywiołowej" - dodał Hołownia.
Wyraził nadzieję, że sąd, orzekając wyrok, wyda również postanowienie, które nakaże marszałek Sejmu i premierowi wprowadzenie stanu klęski żywiołowej i przesunięcie zaplanowanych na maj wyborów.
"To straszne, że obywatel Rzeczpospolitej Polskiej musi występować z pozwem przeciw swojemu państwu" - stwierdził Hołownia. Ocenił jednak, że "dyktatura, którą chce wprowadzić prezes PiS Jarosław Kaczyński nie zostawia wątpliwości".
Hołownia zwrócił się również do innych kandydatów na prezydenta, aby "poszli jego śladem".
(Planujemy kontynuację tematu)
autor: Monika Zdziera | 4 |
Pierwsza pomoc dla psa - jak jej udzielić i co powinno się znaleźć w psiej apteczce
Większość z nas wie, jak udzielić pierwszej pomocy innemu człowiekowi, a co w sytuacji gdy w wyniku nagłego wypadku lub choroby lub urazu ucierpi pies? Znajomość podstawowych zasad pomocy i szybka reakcja może okazać się kluczowa. Na czym zatem polega pierwsza pomoc dla psa, który ucierpiał w wyniku wypadku, doznał urazu (złamania), krwawi lub wymiotuje? Dowiedz się więcej na ten temat! | – Dla wszystkich Polaków wracających z zagranicy: wakacji, misji dyplomatycznych czy gospodarczych, czy po prostu od znajomych, przygotowaliśmy komunikaty SMS-owe, w których przekażemy odpowiedni zasób informacji, jak należy się zachowywać, jakie objawy mogą świadczyć o tym, że koronawirus wystąpił lub nie i czego należy się wystrzegać – wyjaśnił szef rządu. Premier dodał, że osoby podróżujące do Polski samolotami będą przechodziły dodatkowe badania temperatury.
W związku z epidemią koronawirusa we Włoszech premier spotkał się w poniedziałek m.in. z ministrem zdrowia, Głównym Inspektorem Sanitarnym, szefem MSWiA oraz z wojewodami i wojewódzkimi inspektorami sanitarnymi.
Koronawirus we Włoszech
Północ Włoch jest największym w Europie ogniskiem epidemii. W związku z tym 11 gmin w Lombardii i Wenecji Euganejskiej zostało odizolowanych. W związku z koronawirusem we Włoszech odwołano piłkarskie mecze i masowe imprezy, zdecydowano się także zakończyć przed czasem karnawał w Wenecji. Według stanu na poniedziałek, we Włoszech na koronawirus zachorowało ponad 200 osób, a 7 zmarło.
Czytaj też:
Naukowcy zarazili koronawirusem 18 makaków. Chcieli sprawdzić skuteczność szczepionki | 2 |
Przestrzegamy przed fałszywymi SMS-ami o zaplanowanym odcięciu energii elektrycznej - poinformowała w niedzielę PGE Polska Grupa Energetyczna.
fot. Lolo Stock / / Shutterstock
Spółka uspokoiła, że zapewnia nieprzerwane dostawy energii elektrycznej i ciepła.
"Przestrzegamy przed fałszywymi SMS-ami o zaplanowanym odcięciu energii elektrycznej! Swoje należności klienci mogą sprawdzić w strefie klienta https://ebok.gkpge.pl" - czytamy w niedzielnym wpisie PGE na Twitterze.
Zobacz także Alerty BIK - ochrona przed wyłudzeniami już od 2 zł miesięcznie
Przestrzegamy przed fałszywymi SMS-ami o zaplanowanym odcięciu energii elektrycznej!
Swoje należności Klienci mogą sprawdzić w strefie klienta ➡ https://t.co/yJoKUCQ2zm. #GrupaPGE zapewnia nieprzerwane dostawy energii elektrycznej i ciepła. ⤵⤵⤵https://t.co/aAldr45YuD — PGE Polska Grupa Energetyczna (@Grupa_PGE) March 15, 2020
W piątek informowaliśmy o rozsyłanych wiadomościach, które nakłaniały do przesyłania pieniędzy, które rzekomo mają trafić rezerw krajowych NBP.
Nad ograniczeniem ataków SMS-owych wykorzystujących epidemię koronawirusa do ataków phishingowych (wyłudzania pieniędzy oraz ataków na komputery i smartfony) pracuje już Ministerstwo Cyfryzacji, Urząd Komunikacji Elektronicznej oraz NASK wraz z operatorami telekomunikacyjnymi - poinformował w niedzielę resort cyfryzacji.
Poradnik 10 sprawdzonych sposobów, jak polepszyć zdolność kredytową Pobierz poradnik bezpłatnie lub kup za 10 zł.
Masz pytanie? Napisz na [email protected] Kup Darmowy zapis Wyślij Imię Pole wypełnione niepoprawnie! Nazwisko Pole wypełnione niepoprawnie! Jeśli chcesz fakturę, to wypełnij dalszą część formularza: NIP (bez myślników) Pole wypełnione niepoprawnie! Nazwa firmy Pole wypełnione niepoprawnie! Ulica, numer budynku/lokalu Pole wypełnione niepoprawnie! Kod pocztowy Podaj kod w formacie xx-xxx! Miasto Pole wypełnione niepoprawnie! Wyślij
Grupa PGE jest największym sprzedawcą energii w Polsce.
autor: Magdalena Jarco | Ministerstwo Cyfryzacji, Urząd Komunikacji Elektronicznej oraz NASK wraz z operatorami telekomunikacyjnymi pracują nad ograniczeniem ataków SMS-owych wykorzystujących epidemię koronawirusa do prób wyłudzenia pieniędzy - poinformował na Twitterze Robert Kośla z MC.
fot. SFIO CRACHO / / Shutterstock
Przed SMS-ami, które namawiają do logowania się na fałszywych stronach i przelewania pieniędzy w związku z epidemią koronawirusa, ostrzegały m.in. Ministerstwo Zdrowia i PKO Bank Polski.
"Tematem zajmuje się @MC_GOV_PL wspólnie z @NASK_pl, @UKE2UKE we współpracy z operatorami telekomunikacyjnymi - działania obejmują ograniczenie rozsyłania SMS-ów służących do ataków phishingowych (wyłudzania piieniędzy oraz ataków na komputery i smartfony)" - napisał na Twitterze dyrektor Departamentu Cyberbezpieczeństwa resortu cyfryzacji Robert Kośla.
Zobacz także Alerty BIK - ochrona przed wyłudzeniami już od 2 zł miesięcznie
Tematem zajmuje się @MC_GOV_PL wspólnie z @NASK_pl, @UKE2UKE we współpracy z operatorami telekomunikacyjnymi - działania obejmują ograniczenie rozsyłania SMS-ów służących do ataków phishingowych (wyłudzania piieniędzy oraz ataków na komputery i smartfony) — Robert Kosla (@RobertKosla) March 15, 2020
Przypomniał, że w sytuacjach zagrożenia cyberatakami "na poziomie krajowym współpracują ze sobą 3 zespoły CSIRT (ABW, MON i NASK), które mają uzgodnione procedury rozszerzonej współpracy operacyjnej".
Trzy zespoły tzw. CSIRT (Computer Security Incident Response Team) działają w ramach krajowego systemu cyberbezpieczeństwa. Są to: zespół CERT Polska działający w strukturach NASK (Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej), do którego głównych zadań należy rejestrowanie i obsługa zdarzeń naruszających bezpieczeństwo sieci i aktywne reagowanie w przypadku wystąpienia bezpośrednich zagrożeń dla użytkowników infrastruktury cywilnej; zespół działający przy MON, który odpowiada za ataki na obszar wojskowy; oraz zespół działający przy ABW, który odpowiada za ataki na administrację rządową.
Poradnik 10 sprawdzonych sposobów, jak polepszyć zdolność kredytową Pobierz poradnik bezpłatnie lub kup za 10 zł.
Masz pytanie? Napisz na [email protected] Kup Darmowy zapis Wyślij Imię Pole wypełnione niepoprawnie! Nazwisko Pole wypełnione niepoprawnie! Jeśli chcesz fakturę, to wypełnij dalszą część formularza: NIP (bez myślników) Pole wypełnione niepoprawnie! Nazwa firmy Pole wypełnione niepoprawnie! Ulica, numer budynku/lokalu Pole wypełnione niepoprawnie! Kod pocztowy Podaj kod w formacie xx-xxx! Miasto Pole wypełnione niepoprawnie! Wyślij
Od weekendu w Polsce obowiązuje stan zagrożenia epidemicznego. Zakażenie koronawirusem potwierdzono dotychczas u 111 osób, z których trzy zmarły.
autor: Małgorzata Werner-Woś | 4 |
Rosyjski okręt "agresywnie" zbliżył się do niszczyciela US Navy operującego w północnej części Morza Arabskiego - przekazała w piątek marynarka wojenna Stanów Zjednoczonych. Jak dodano w komunikacie, podczas incydentu Rosjanie ignorowali ostrzeżenia nadawane z amerykańskiego okrętu i narazili obie jednostki na kolizję. Ministerstwo obrony Rosji odrzuciło oskarżenia Amerykanów.
O incydencie w północnej części Morza Arabskiego poinformowało dowództwo 5. floty US Navy, które nadzoruje operacje morskie amerykańskiej armii w rejonie Bliskiego Wschodu.
"USS Farragut został agresywnie zaczepiony przez okręt rosyjskiej marynarki"
CNN, powołując się na amerykańską flotę, podało, że rosyjski okręt zbliżył się do jednostki USA na odległość 180 stóp (około 55 metrów).
"W czwartek 9 stycznia, w czasie przeprowadzania rutynowej operacji na Morzu Arabskim, USS Farragut został agresywnie zaczepiony przez okręt rosyjskiej marynarki wojennej" - napisano w oświadczeniu 5. floty.
Jak przekazano, niszczyciel "Farragut wydał pięć krótkich sygnałów dźwiękowych, co stanowi międzynarodowy morski komunikat o zagrożeniu zderzeniem". "Załoga, zgodnie z międzynarodowym prawem morskim, poprosiła rosyjski okręt także o zmianę kursu" - podano w komunikacie.
Jak dodano, "Rosjanie początkowo odmawiali [wykonania prośby - red.], jednak ostatecznie zeszli na inny kurs". "Mimo, że rosyjski okręt podjął działanie, początkowa zwłoka w przestrzeganiu prawa międzynarodowego związana z agresywnym podejściem zwiększyła ryzyko kolizji" - napisano.
Rosja odrzuca oskarżenia
Oświadczenie po incydencie wydało rosyjskie ministerstwo obrony, które wyjaśniło, że niszczyciel amerykańskiej marynarki wojennej znajdował się po lewej stronie względem rosyjskiego okrętu i zgodnie z międzynarodową konwencją o zapobieganiu zderzeniom na morzu powinien ustąpić jednostce z Rosji.
Według ministerstwa okręt marynarki wojennej USA przeciął drogę rosyjskiego okrętu wywiadowczego Iwan Churs, a działanie to uznane zostało za "nieprofesjonalne". Ministerstwo oceniło to jako "celowe naruszenie międzynarodowych norm bezpieczeństwa morskiego".
Amerykański niszczyciel USS Farragut Mass Communication Specialist 2nd Class Anderson W. Branch | U.S. Navy/DVIDS
Rosyjski okręt wywiadowczy Iwan Churs mil.ru
"Niebezpieczny i prowokacyjny" incydent na morzu
CNN, powołując się na dowództwo marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych, przekazał, że USS Farragut jest częścią grupy bojowej towarzyszącej lotniskowcowi USS Harry S. Truman.
Jego zadaniem jest przechwytywanie potencjalnie wrogich okrętów w celu uniemożliwienia zbliżenia się ich do lotniskowca.
Czwartkowy incydent, który władze amerykańskiej armii opisały jako "niebezpieczny i prowokacyjny" jest najnowszym przykładem niebezpiecznego napięcia między jednostkami wojskowymi USA i Rosji.
CNN przypomniał, że w czerwcu zeszłego roku doszło do podobnego incydentu w czasie operacji na Morzu Filipińskim. Jak mówił wtedy rzecznik 7. floty USA komandor Clayton Doss "rosyjski niszczyciel rakietowy typu Udaloy I DD 572 wykonał niebezpieczny manewr przeciw krążownikowi USS Chancellorsville".
Amerykańskie siły zbrojne w rejonie Zatoki Perskiej Adam Ziemienowicz | PAP/Reuters
Autor: ft / Źródło: CNN,PAP | O niebezpiecznym incydencie na Morzu Arabskim poinformowali dowódcy 5. floty US Navy, która nadzoruje operacje morskie amerykańskiej armii w tym regionie.
Jak podaje CNN, rosyjski okręt zbliżył się do niszczyciela na odległość 180 stóp (ok. 55 metrów). "W czasie przeprowadzania rutynowej operacji na Morzu Arabskim, USS Farragut został agresywnie zaczepiony przez okręt rosyjskiej marynarki wojennej. (...) Farragut wydał pięć krótkich sygnałów dźwiękowych, co stanowi międzynarodowy morski komunikat o zagrożeniu zderzeniem" - napisano w oświadczeniu 5. floty. Jak dodano, Rosjanie długo ignorowali sygnały amerykańskiego okrętu, ale w końcu zmienili kurs.
"Mimo, że rosyjski okręt podjął działanie, początkowa zwłoka w przestrzeganiu prawa międzynarodowego związana z agresywnym podejściem zwiększyła ryzyko kolizji" - napisano.
Jak relacjonują amerykańskie media, incydent był "niebezpieczny i prowokacyjny", a jednocześnie jest on symptomem rosnącego napięcia między jednostkami wojskowymi USA i Rosji.
USS Farragut jest częścią grupy bojowej towarzyszącej lotniskowcowi USS Harry S. Truman. Jego zadaniem jest przechwytywanie potencjalnie wrogich okrętów, by uniemożliwić im zbliżenie się do lotniskowca.
Czytaj też:
Niespodziewany ruch Putina. "Kreml o tym nie poinformował" | 4 |
Takie wyjście łamałoby jednak regulamin Sejmu, który nie zezwala na zdalną pracę Izby. Ostatecznie udało wypracować się kompromis. W czwartek Sejm zbierze się w formie tradycyjnej, jednak posiedzenie nie odbędzie się na sali plenarnej. Posłowie i posłanki zostaną rozmieszczeni po różnych salach Sejmu, gdzie będą obradować i głosować nad zmianami w regulaminie Izby. | Według nieoficjalnych informacji opozycja może zgłosił kandydaturę Jarosława Gowina na marszałka Sejmu. Miałby na tym stanowisku zastąpić Elżbietę Witek.
Reklama
"Elżbieta Witek jest marszałkiem Sejmu, a Jarosław Gowin aktualnie szeregowym posłem" - napisał na Twitterze wicemarszałek Sejmu i przewodniczący Klubu Parlamentarnego PiS Ryszard Terlecki.
W rozmowie z TOK FM marszałek Senatu Tomasz Grodzki powiedział, że prowadzone negocjacje idą w dobrym kierunku. - Musimy spisać te oczekiwania, które by byłyby w stosunku do lidera Porozumienia Jarosława Gowina. Musimy też między ugrupowaniami opozycji ustalić granice naszych kompromisów - powiedział.
- Opozycja ma w planie doprowadzić do przesunięcia terminu wyborów z dwóch powodów, które są stałe i niezmienne: zapewnienie bezpieczeństwa i zdrowia Polek i Polaków oraz zapewnienie demokratycznych standardów wyborów prezydenta Rzeczypospolitej. Wszystko inne to są działania, które mogą być planowane, mogą być omawiane, ale pierwsze i najważniejsze zadanie to jest zapewnienie bezpiecznych i demokratycznych wyborów - kontynuował Grodzki.
Marszałek Senatu nie chciał deklarować, jaki może być finał trwających negocjacji. Przyznał jednocześnie, że dyskutowany jest pomysł przedstawienia kandydatury Jarosława Gowina na marszałka Sejmu.
Reklama
Grodzki zapowiedział również, że Senat prawdopodobnie odrzuci ustawę o głosowaniu korespondencyjnym. - W odniesieniu do tego projektu, wobec zdecydowanie i to bardzo krytycznych opinii, które spływają codziennie do Senatu, wygląda na to, że ten projekt będzie odrzucony - mówił. | 3 |
Komisja Europejska poinformowała w czwartek, że po Polsce drugi kraj – Holandia – zgłosił wątpliwości co do jakości maseczek, które zostały rozdysponowane wśród krajów członkowskich. KE zdecydowała o zawieszeniu kolejnych dostaw do czasu wyjaśnienia sytuacji.
Rzecznik KE Stefan de Keersmaecker ocenił jako niezwykle ważne, by wysyłany przez Komisję sprzęt ochrony osobistej był bardzo wysokiej jakości. – To fundamentalna kwestia – podkreślił na konferencji prasowej w Brukseli.
Dodał, że KE otrzymała informacje od strony polskiej o problemach z jakością maseczek. – Do dziś tylko jeden kraj członkowski zidentyfikował podobne (problemy). To Holandia – powiedział.
Komisja zdecydowała o zawieszeniu dalszych dostaw tych maseczek – dodał. – Będziemy śledzić tę sprawę i zdecydujemy, jakie działania należy podjąć, jeśli rzeczywiście jest problem z jakością maseczek – powiedział.
W piątek KE poinformowała, że 17 państw UE i Wielka Brytania otrzymają 1,5 mln maseczek medycznych, które mają chronić pracowników służby zdrowia przed koronawirusem w ramach unijnego mechanizmu wsparcia. Najwięcej – 616 tys. – przydzielono Polsce.
Okazało się jednak, że maseczki są bezużyteczne…
Wspieraj Fundację Magna Polonia! 🇵🇱 Niestety, nasza potrzeba finansowa wciąż się pogłębia!. W mahu potrzebujemy 21 996, 60 zł, Udało nam się zebrać jedynie: 7118,08 zł Pomóż przetrwać Fundacji Magna Polonia. Czas ucieka... Nie bądź bierny, wspieraj polskie media. 30 zł 50 zł 100 zł Inna kwota
Dziękujemy za pomoc prawną Kancelarii Prawnej Litwin: https://kancelaria-litwin.pl | W związku z przedłużającymi się ograniczeniami w poruszaniu się i zamykaniu lotnisk coraz więcej podróżnych dostaje informacje od swoich przewoźników, że do planowanego lotu nie dojdzie. Będące jedną z pierwszych ofiar kryzysu linie lotnicze mogą liczyć na pomoc publiczną od rządów, ale nie na zniesienie zasad dotyczących praw pasażerów.
"Prawa pasażerów są chronione przez prawo w UE"
"Prawa pasażerów są chronione przez prawo w UE. Linie lotnicze muszą zaoferować pasażerom wybór pomiędzy zwrotem środków za bilet lub zmianą trasy. W związku z tym, że w bieżących okolicznościach wyjście drugie nie zawsze jest możliwe, pasażerowie muszą otrzymać zwrot środków" - powiedział na konferencji prasowej w Brukseli rzecznik KE Stefan de Keersmaecker.
Reklama
Jak zaznaczył, linie lotnicze mają możliwość zaoferowania klientom voucherów na swoje bilety do wykorzystania w przyszłości zamiast zwrotu pieniędzy. Na takie rozwiązanie, które może być bardziej atrakcyjne pod względem finansowym, muszą się jednak zgodzić pasażerowie.
"KE monitoruje rozwój sytuacji"
"Komisja Europejska monitoruje i będzie monitorować rozwój sytuacji i wszystkie środki podejmowane na poziomie krajowym. Oczywiście mamy do czynienia z bezprecedensowymi trudnościami, przed którymi stoją linie lotnicze, potrzebujące płynności" - przyznał rzecznik.
UE przyjęła zmiany w swoim prawie, które mają nieco pomóc przewoźnikom. Chodzi m.in. o utrzymanie slotów, nawet jeśli nie wykorzystują ich w tym sezonie w 80 proc. Zgodnie z obowiązującymi jeszcze w marcu przepisami, jeżeli przewoźnik lotniczy wykorzystał na start lub lądowanie przyznany slot przez co najmniej 80 proc. czasu w danym sezonie, zachowa go w następnym. W przeciwnym razie mógł on zostać przyznany innej linii lotniczej.
Komisja Europejska, zdając sobie sprawę z trudnej sytuacji w tym sektorze w wyniku pandemii koronawirusa, zaproponowała zawieszenie tych regulacji, a Parlament Europejski ekspresowo przegłosował tę zmianę.
"Nadzwyczajne okoliczności"
Wydane jeszcze w minionym miesiącu wytyczne KE wyjaśniają, że obecne okoliczności są "nadzwyczajne", w związku z czym nie można powoływać się na niektóre prawa, przysługujące normalnie pasażerom. Chodzi np. o odszkodowanie za odwołany lot w terminie krótszym niż dwa tygodnie od jego daty. W normalnych okolicznościach, jeśli przelot nie doszedłby do skutku, pasażerowie mogliby liczyć na rekompensaty.
Z Brukseli Krzysztof Strzępka | 2 |
Pierwsza pomoc dla psa - jak jej udzielić i co powinno się znaleźć w psiej apteczce
Większość z nas wie, jak udzielić pierwszej pomocy innemu człowiekowi, a co w sytuacji gdy w wyniku nagłego wypadku lub choroby lub urazu ucierpi pies? Znajomość podstawowych zasad pomocy i szybka reakcja może okazać się kluczowa. Na czym zatem polega pierwsza pomoc dla psa, który ucierpiał w wyniku wypadku, doznał urazu (złamania), krwawi lub wymiotuje? Dowiedz się więcej na ten temat! | Pierwsza pomoc dla psa - jak jej udzielić i co powinno się znaleźć w psiej apteczce
Większość z nas wie, jak udzielić pierwszej pomocy innemu człowiekowi, a co w sytuacji gdy w wyniku nagłego wypadku lub choroby lub urazu ucierpi pies? Znajomość podstawowych zasad pomocy i szybka reakcja może okazać się kluczowa. Na czym zatem polega pierwsza pomoc dla psa, który ucierpiał w wyniku wypadku, doznał urazu (złamania), krwawi lub wymiotuje? Dowiedz się więcej na ten temat! | 2 |
W Wuhan powstają nowe szpitale
Do Wuhan udał się premier Chin Li Keqiang, który w trakcie swojej wizyty zapewnił, że rząd centralny udzieli wszelkiego potrzebnego wsparcia w walce z epidemią. W związku z przeciążeniem szpitali w mieście, brakiem łóżek i podstawowego wyposażenia, podjęto decyzję o niezwłocznej budowie dwóch nowych ośrodków.
W sumie, w związku z epidemią koronawirusa szczególnym nadzorem objęto obszary zamieszkiwane przez 50 mln ludzi. Wprowadzono surowe restrykcje ograniczające możliwość poruszania się, zamknięto także wiele miejsc publicznych. W wybranych obszarach zawieszono połączenia dalekobieżnych autobusów, m. in. w Pekinie, Szanghaju i we wschodniej prowincji Shandong. Przewiduje się, że zawieszenie kursów autobusów, które stanowią najtańszy środek komunikacji dla podróżnych wracających do domu po przerwie noworocznej, może znacznie spowolnić dalsze rozprzestrzenianie się wirusa.
Aby zmniejszyć ryzyko rozprzestrzeniania się wirusa w czasie najbardziej ruchliwego sezonu w Chinach, władze zdecydowały też o wydłużenia noworocznych wakacji (25 stycznia świętowano początek nowego roku księżycowego) przynajmniej do 2 lutego. Oznacza to, że wszystkie instytucje publiczne, w tym szkoły i sklepy, będą zamknięte jeszcze przez najbliższy tydzień.
Kontrole na lotniskach
Problem w tym, że skuteczność tych środków wydaje się ograniczona. W niedzielę w nocy burmistrz Wuhan ogłosił, że nawet 5 mln mieszkańców mogło opuścić miasto, zanim zostało zablokowane. Także eksperci zgłaszają wątpliwości, czy środki kwarantanny są wystarczające, istnieją m.in. obawy odnośnie środków ochrony na lotniskach. Bramki na lotniskach wyposażono w kamery termowizyjne wykrywające u pasażerów podwyższoną temperaturę ciała, ale okazuje się, że można być nosicielem wirusa i nie mieć żadnych objawów choroby.
Eksperci uważają też, że zachorowań może być znacznie więcej, niż wynika z oficjalnych danych. Chińskie władze podają, że potwierdziły 2700 przypadków. – Przypuszczam, że w chwili obecnej może być około 100 tys. przypadków – powiedział brytyjskiemu „Guardianowi” prof Neil Ferguson z Imperial College w Londynie. Ferguson przyznaje, że ze względu na brak pełnych danych jego szacunki mogą być niedokładne. W związku z tym liczba zakażonych mieści się jego zdaniem w przedziale od 30 do 200 tys. Problemem jest jednak wysoka zaraźliwość wirusa. Z szacunków zespołu Fergusona, który zajmuje się modelowaniem rozprzestrzeniania się wirusa dla Światowej Organizacji Zdrowiaw wynika, że reprodukuje się on w tempie 2,5 do 3. Oznacza to, że jeden zarażony w najgorszym przypadku zaraża trzy kolejne osoby. Tymczasem dla zwykłej grypy współczynnik ten wynosi ok. 1,3. – Niemal napewno dziesiątki tysięcy ludzi zostały już zarażone – podsumowuje badacz.
Koronawirus w 10 krajach
Poza Chinami zachorowania odnotowano dotychczas w 10 krajach. Wirus dotarł m.in do Tajlandii, Singapru, Korei Południowej, Stanów Zjednoczonych, Francji i Australii. Rząd autralijski wezwał swoich obywateli, którzy podróżowali do Chin, aby pozostawali w domu przez okres 2 tygodni. Także powracająca z Chin grupa polskich studentów została skierowana na obserwację do szpitala specjalistycznego w Rzeszowie.
Dyrektor generalny WHO Dr Tedros Adhanom Ghebreyesus zapewnił, że organizacja wspiera władze Chin i pracuje obecnie przez 24 godziny na dobę monitorując sytuację, aby zapewnić odpowiednią ochronę przez przed rozprzestrzenianiem się wirusa.
Jak podaje portal Gazeta.pl, trwają obecnie negocjacje dotyczące ewakuacji obywateli Unii Europejskiej z Chin. Planowana eakuacja dotyczyłaby także Polaków przebywających w Wuhan. | MSZ z kolei zapewnia, że wszystkie punkty wejścia na terytorium Polski, a także na terytorium Unii Europejskiej, bo to się odbywa również na poziomie unijnym, są monitorowane. | 2 |
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
Do sieci wyciekły zdjęcia zwłok Kobego Bryanta oraz jego córki, żona koszykarza jest zdruzgotana i szuka pomocy u prawników, którzy chcą z tą sprawą wyjść na drogę prawną. Przymnijmy, niedawno koszykarz miał wypadek lecąc helikopterem, śmierć poniosły wszystkie osoby na pokładzie, znajdowała się tam z nim również jego córka, strata Bryanta wstrząsnęła całym światem, który nadal opłakuje legendarnego koszykarza.
Tak tragiczna śmierć musiała wstrząsnąć wszystkimi fanami koszykówki na świecie, wypadek Bryanta i jego córki był totalnym zaskoczeniem. Koszykarz pozostawił żonę oraz trójkę dzieci. To przez co musi teraz przechodzić Vanessa Bryant przechodzi ludzkie pojęcie. W jednej chwili stracić i męża i dziecko, to dla większości byłoby za dużo.
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
Niestety istnieją na tym świecie ludzie, którzy nie przejmują się żałobą i rozpaczą innych, dlatego do sieci trafiły zdjęcia zwłok Bryanta, jego 13 letniej córki, a także reszty ofiar feralnego lotu śmigłowcem.
Żona koszykarza zdruzgotał ten fakt, dlatego postanowiła wystąpić na drogę prawną, żeby ukarać odpowiedzialnych za wyciek zdjęć. Na jej profilu na Instagramie zostało opublikowane pismo wystosowane przez prawników.
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
Do sieci wyciekły zdjęcia zwłok Bryanta, żona reaguje
Do mediów wyciekły zdjęcia zwłok Bryanta, jego wypadek i śmierć wstrząsnęły światem, teraz żona domaga się więcej szacunku dla jej zmarłego męża. Screen/ Instagram
Czytaj też: Pilne: Kwarantanna w Zachodniopomorskim. Ludzie przerażeni
„Udostępnienie zdjęć z tragedii stanowi pogwałcenie ludzkiej przyzwoitości, szacunku i prawa do prywatności ofiar i rodzin. Domagamy się, aby osoby odpowiedzialne za te działania stawiły czoła konsekwencjom”
Można wyczytać w piśmie opublikowanym na portalu Instagram. Miejmy tylko nadzieję, że osoby odpowiedzialne za ten bezduszny akt zostaną szybko odnalezione i ukarane.
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
źródło: Pomponik
Polecamy także:
Wstrząsający wywiad- Chylińska wyznała całą prawdę
Maja Kapłon z „The Voice” już po operacji. Znamy jej stan zdrowia
Papież chory na koronawirusa? Watykan zataił informacje
Jackowski o epidemii koronawirusa w Polsce. Co przewidział?
Doda zawiesza karierę. Podjęła ostateczną decyzję
Piotr Żyła znowu to zrobił! Polacy pękają ze śmiechu
window._taboola=window._taboola||[],_taboola.push({article:"auto"}),function(o,a,t,e){document.getElementById(e)||(o.async=1,o.src="//cdn.taboola.com/libtrc/magdad-wlocie/loader.js",o.id=e,a.parentNode.insertBefore(o,a))}(document.createElement("script"),document.getElementsByTagName("script")[0],0,"tb_loader_script"),window.performance&&"function"==typeof window.performance.mark&&window.performance.mark("tbl_ic"),window._taboola=window._taboola||[],_taboola.push({mode:"alternating-thumbnails-a",container:"taboola-below-article-thumbnails",placement:"Below Article Thumbnails",target_type:"mix"}),window._taboola=window._taboola||[],_taboola.push({flush:!0}),console.log("wykonało się"); | (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
Każde zdjęcie Dody wciąż robi furorę na Insta, fanów zachwyca jej figura, kobietom imponuje to ile Doda waży, zastanawiają się też się jaka jest jej dieta. Nie ma się co dziwić. Wokalistka wciąż utrzymuje wspaniałą figurę. Na dobre dyskusja rozgorzała gdy pojawiły się w wakacje fotografie z wypadku z przyjaciółką. Obok pytań i zachwytów nie brakło również zatroskanych, którzy stwierdzili, że Rabczewska za bardzo chudnie. O co w tym wszystkim chodzi?
Idealna figura Dody. Jak ona to robi?
Działalność Doroty Rabczewskiej jest powszechnie komentowana w mediach, między innymi za sprawą skandali obyczajowych i jej bardzo kontrowersyjnego wizerunku. W 2008 artystka znalazła się na liście dziesięciu najbardziej znanych Polaków, sporządzonej przez telewizję CNN w ramach cyklu reportaży poświęconych Polsce. W 2010 zastała ogłoszona jedną z 50 najlepszych polskich wokalistek przez czasopismo „Machina”, co stanowi bardzo prestiżowe wyróżnienie.
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
Doda zanim stała się gwiazdą trenowała sport. Cała w tym zasługa jej taty, który sporo wolnego czasu spędzał na siłowni. Z kolei Doda przez wiele lat uprawiała lekkoatletykę. Teraz piosenkarka zdecydowanie bardziej skupia się na ćwiczeniach, które pozwalają jej utrzymać sylwetkę fit. W tym celu wykonuje prawie codziennie wiele ćwiczeń. Na dodatek spożywa zdrowe produkty spożywcze, które są w pewnym elemencie ważniejsze od ćwiczeń. Niestety trzymanie formy doprowadziło do sytuacji, gdzie Doda swoją sylwetką mocno zmartwiła fanów.
Fani zaniepokojeni tym ile waży Doda
Doda i jej dieta robią wrażenie na fanach piosenkarki, którzy śledzą na portalu Instagram każdy ruch aktorki. Piosenkarka zamieściła zdjęcie, na którym widać wyraźnie jej bardzo szczupłą sylwetkę. Według fanów taka postura nie do końca może się pozytywnie odbić na jej zdrowiu. A waszym zdaniem patrząc na jej profil na Insta, Doda ma obecnie idealną sylwetkę, czy może już przesadziła?
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
Każde zdjęcie Dody wciąż robi furorę na Insta, fanów zachwyca jej figura, kobietom imponuje to ile Doda waży, zastanawiają się też się jaka jest jej dieta
źródło: Instagram
Polecamy także:
Nie żyje prowadzący znanego talk-show. Fani pogrążeni w żałobie
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
Zdjęcia zwłok Bryanta wyciekły do sieci! Wdowa wstrząśnięta
Wstrząsający wywiad- Chylińska wyznała całą prawdę
POLECAMY RÓWNIEŻ:
Pilne: Kwarantanna w Zachodniopomorskim. Ludzie przerażeni
Maja Kapłon z „The Voice” już po operacji. Znamy jej stan zdrowia
Papież chory na koronawirusa? Watykan zataił informacje
window._taboola=window._taboola||[],_taboola.push({article:"auto"}),function(o,a,t,e){document.getElementById(e)||(o.async=1,o.src="//cdn.taboola.com/libtrc/magdad-wlocie/loader.js",o.id=e,a.parentNode.insertBefore(o,a))}(document.createElement("script"),document.getElementsByTagName("script")[0],0,"tb_loader_script"),window.performance&&"function"==typeof window.performance.mark&&window.performance.mark("tbl_ic"),window._taboola=window._taboola||[],_taboola.push({mode:"alternating-thumbnails-a",container:"taboola-below-article-thumbnails",placement:"Below Article Thumbnails",target_type:"mix"}),window._taboola=window._taboola||[],_taboola.push({flush:!0}),console.log("wykonało się"); | 1 |
Wyłącz AdBlocka/uBlocka
Aby czytać nasze artykuły wyłącz AdBlocka/uBlocka lub dodaj wyjątek dla naszej domeny.
Spokojnie, dodanie wyjątku nie wyłączy blokowania reklam. | Michał Dworczyk wyraził nadzieję, że Senat o wiele szybciej będzie procedować nową ustawę w sprawie wyborów prezydenckich, która zakłada głosowanie w lokalach z możliwością oddania głosu korespondencyjnie.
"Nie ma merytorycznych powodów, merytorycznych przesłanek, aby Senat tak długo zajmował się tą ustawą. Tu nie chodzi o jakieś skomplikowane analizy" - podkreślił szef KPRM.
Jego zdaniem w przypadku poprzedniej ustawy o głosowaniu korespondencyjnym w Senacie miało miejsce celowe wydłużanie procedury przez marszałka Grodzkiego. "Mam nadzieję, że tym razem nie ulegnie pan marszałek pokusie takiego stricte politycznego i bardzo partykularnego wykorzystania swoich kompetencji" - dodał.
Reklama
Wybory 28 czerwca?
Dopytywany o datę przeprowadzenia wyborów, Dworczyk zaznaczył, że najbardziej prawdopodobnym terminem wydaje się 28 czerwca.
"Ale tu, oczywiście, decyzja jest po stronie pani marszałek Sejmu i pani marszałek we właściwym momencie suwerennie tę decyzję podejmie" - powiedział.
"W kuluarach huczy od plotek"
Szef KPRM mówił także o sytuacji w Platformie Obywatelskiej i kandydatce na urząd prezydenta, wicemarszałek Sejmu Małgorzacie Kidawie-Błońskiej. Jak stwierdził, "w kuluarach huczy od plotek", że duża część polityków PO chciałaby zmienić kandydata.
"To jest problem ich obozu politycznego, ale on niestety przekłada się na sytuację w całym parlamencie i w jakiś sposób w państwie, ponieważ Platforma, chcąc zmienić kandydata, eskaluje sytuację, kontestuje każde zaproponowane rozwiązanie" - powiedział Dworczyk.
Według ministra politycy PO chcą doprowadzić do tego, aby przyjęto rozwiązania, które pozwolą na wymianę kandydata w najbardziej komfortowej sytuacji z punktu widzenia PO.
"Konstytucja, ustawy nie są tworzone po to, żeby zaspokoić oczekiwania Platformy Obywatelskiej i jej polityków, tylko one regulują funkcjonowanie państwa. Należy przestrzegać tych przepisów zawartych zarówno w konstytucji, jak i w poszczególnych ustawach. Platforma wydaje się jakby coraz częściej o tym zapominała, kierując się własnym, partykularnym interesem politycznym" - powiedział szef KPRM.
Trzeci etap znoszenia ograniczeń w Polsce 1 / 15 Od 17 maja dozwolone będzie wychodzenie z domu dzieci poniżej 13. roku życia bez opieki rodzica lub opiekuna. Źródło: Autor: KPRM udostępnij | 3 |
"Ciekawe czy Tusk śledzi co się dzieje za kulisami meczu we Wrocławiu?". Wymowne zdjęcie szefa partii Hołowni z Trzaskowskim
Koszykarze Śląska Wrocław pokonali Legię Warszawa 90:77 (27:11, 6:27, 28:14, 29:25) w piątym meczu finału i zdobyli mistrzostwo Polski, wygrywając rywalizację 4-1. To ich 18. tytuł i pierwszy od 2002 roku. Być może jednak jeszcze ciekawsze rzeczy działy się za kulisami meczu. | – Nie ma podstaw, by podważać status nowych sędziów Sądu Najwyższego, nie ma też podstaw by wątpić w legalność powołania nowej KRS (...) W demokratycznym państwie prawnym to nie osobiste preferencje tego lub innego środowiska decydują o tym, kto jest sędzią, ale konstytucja i ustawy. Zarówno ja, jak i inni sędziowie, niezależnie od tego, kiedy otrzymaliśmy powołania sędziowskie, jesteśmy powołani na mocy art. 179 Konstytucji, konstytucyjnym aktem prezydenta – wskazuje Manowska w rozmowie z Onetem.
I prezes SN została zapytana o sprawę jednego z członków KRS, sędziego Macieja Nawackiego, który miał nie dostarczyć wymaganych 25 podpisów, koniecznych do zostania członkiem Rady. – Nic nie słyszałam o tym, by któryś z sędziów nie dostarczył wymaganej liczby podpisów. Słyszałam o kontrowersjach związanych z tym, że niektórzy spośród sędziów podpisanych pod listą poparcia kandydata usiłowali to poparcie wycofać. Wydaje mi się, że mamy w tej sprawie do czynienia z pewnym nieporozumieniem – mówi sędzia.
Prof. Małgorzata Manowska przekazała, że ma plan na naprawę sytuacji w SN: – Moją rolą jest zapewnienie sędziom i pracownikom Sądu Najwyższego godnych warunków pracy. W tym zakresie zgłaszane są różne zastrzeżenia i potrzeby. Dlatego obecnie badam szczegółowo, jakim majątkiem i infrastrukturą dysponuje SN i czy są one efektywnie wykorzystywane. Dotyczy to np. zasobów mieszkaniowych, miejsc parkingowych, pokoi do pracy, sieci informatycznej. Sprawdzam także, czy obciążenie pracą jest równomierne i adekwatne do wynagrodzenia. Już widzę, że sporo rzeczy jest do poprawy. Potrzebujemy np. nowego systemu informatycznego odpowiadającego potrzebom sędziów czy większej powierzchni do pracy.
– Mam już plan, jak rozwiązać najpilniejsze problemy Sądu Najwyższego i go zrealizuję - nawet gdyby miało się to wiązać z odebraniem niektórym osobom niezasadnych przywilejów i wywołanym tym niezadowoleniem. To obecnie absorbuje prawie całą moją uwagę – zapewnia I prezes SN.
Czytaj też:
"Nic nie dodaje takiej pewności". Premier podzielił się ważną refleksjąCzytaj też:
Abp Jędraszewski: Dochodzą groźby wobec osób, które nie zgadzają się na ideologie uwłaczające godności | 4 |
UJ odwołuje wydarzenia z powodu zagrożenia koronawirusem
Jeszcze zanim w Polsce stwierdzono pierwszy przypadek zakażenia koronawirusem, władze Uniwersytetu Jagiellońskiego postanowiły nie ryzykować. W związku z coraz szybciej rosnącą liczbą chorych zaplanowane w marcu i kwietniu wydarzenia odbędą się w późniejszym niż początkowo planowanym terminie, zostaną zorganizowane w innej formie lub z powodu obiektywnych względów organizacyjnych będą odwołane.
Decyzją władz rektorskich odwołane zostały (ostatnia aktualizacja 10.03.2020):
Jagielloński Turniej Matematyczny (7 marca) - wydarzenie odbędzie się w innej formie,
prezentacja programu "Inicjatywa doskonałości w Uniwersytecie Jagiellońskim" (9 marca),
uroczyste otwarcie Krajowego Centrum Kriomikroskopii Elektronowej (9 marca),
cykl wykładów i dyskusji w ramach Tygodnia Mózgu 2020 (9-14 marca),
Koncert Uniwersytecki w Collegium Novum UJ (11 marca),
Seminarium poświęcone najnowszej książce prof. Andrzeja Mani (12 marca),
V Międzynarodowy Konkurs Ortograficzny z Języka Ukraińskiego (12-13 marca) - wydarzenie przeniesiono na 5-6 listopada,
Dzień Otwarty UJ (20 marca) - wydarzenie odbędzie się w zmienionej formule - więcej informacji TUTAJ ,
, uroczyste posiedzenie Senatu UJ z okazji odnowienia po 50-ciu latach doktoratu prof. Jana Michalika (20 marca),
VI Dyktando Krakowskie (21 marca),
II etap Konkursu Wiedzy o UJ i gala finałowa (23 i 24 marca) - wydarzenie przeniesione na 16-17 czerwca br. - więcej informacji TUTAJ ,
, Forum Seniora (24 marca),
Tydzień Jakości Kształcenia (30 marca - 4 kwietnia),
Próbna matura z chemii (4 kwietnia) - wydarzenie odbędzie się w innej formie,
uroczyste wręczenie medalu "Plus ratio quam vis" dr Alicji Adamczak (17 kwietnia).
O kolejnych zmianach w kalendarzu uniwersyteckich imprez będziemy informować na bieżąco. | W związku z coraz szybciej rosnącą liczbą chorych w Europie zaplanowane w marcu i kwietniu wydarzenia odbędą się w późniejszym niż początkowo planowanym terminie, zostaną zorganizowane w innej formie lub z powodu obiektywnych względów organizacyjnych będą odwołane - poinformowały na swojej stronie w internecie władze Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Decyzją władz rektorskich odwołane zostały:
Jagielloński Turniej Matematyczny (7 marca), prezentacja programu "Inicjatywa doskonałości w Uniwersytecie Jagiellońskim" (9 marca), uroczyste otwarcie Krajowego Centrum Kriomikroskopii Elektronowej (9 marca), cykl wykładów i dyskusji w ramach Tygodnia Mózgu 2020 (9-14 marca), Dzień otwarty UJ (20 marca), VI Dyktando Krakowskie (21 marca), II etap Konkursu Wiedzy o UJ i gala finałowa Konkursu (23 i 24 marca), Forum Seniora (24 marca), Tydzień Jakości Kształcenia (30 marca - 4 kwietnia), Próbna matura z chemii (4 kwietnia) - wydarzenie odbędzie się w innej formie.
Reklama
O kolejnych zmianach w kalendarzu uniwersyteckich imprez - władze uczelni będą informować na bieżąco.
Dwa dni temu - przypomnijmy - Kolegium Rektorów Szkół Wyższych Krakowa zdecydowało o natychmiastowym wstrzymaniu wszelkich wyjazdów i przyjazdów studentów, pracowników oraz naukowców do i z państw objętych epidemią choroby wywołanej przez koronawirusa SARS-CoV-2.
Chodzi o państwa wymienione przez Głównego Inspektora Sanitarnego - Chiny i Hong Kong, Koreę Południową, Włochy, Iran, Japonię, Taiwan, Tajlandię, Wietnam i Singapur.
Uczelnie krakowskie dodatkowo zwalniają studentów i pracowników, którzy w ostatnim tygodniu powrócili z tych krajów, z osobistego udziału w zajęciach przez 14 dni od powrotu do Polski. Realizacja programu powinna odbywać się formie pracy zdalnej, a ewentualne zaległości zostaną odrobione później w formie określonej przez dziekanów wydziałów.
Więcej na RMF.24.pl | 4 |
W porównaniu do wyników z poprzedniego miesiąca, w czerwcu poparcie dla partii rządzącej nie zmieniło się
W analizie zmiany notowań poszczególnych partii w stosunku do poprzedniego miesiąca można zauważyć znaczący wzrost poparcia dla Koalicji Obywatelskiej, o 8 pkt. procentowych
Bardzo prawdopodobne, że to kandydatura Rafała Trzaskowskiego przyczyniła się do powrotu kandydata KO na pozycję głównego rywala Andrzeja Dudy - oceniono
Kantar podkreśla, że w czerwcu 76 proc. Polaków deklaruje chęć udziału w wyborach do Sejmu po epidemii koronawirusa. 39 proc. respondentów zdecydowanych jest do wzięcia udziału w głosowaniu, natomiast 37 proc. badanych raczej planuje wziąć udział w wyborach.
Głosować nie zamierza 16 proc. respondentów. 8 proc. zapowiada, że raczej nie pójdzie głosować, taki sam procent osób mówi, że zdecydowanie nie weźmie udziału w wyborach. 8 proc. Polaków jeszcze nie wie, czy odda swój głos w wyborach.
Zjednoczona Prawica na prowadzeniu, ale nie zyskuje
Z badania wynika, że w czerwcu wśród Polaków, którzy zadeklarowali gotowość wzięcia udziału w wyborach do Sejmu, największe poparcie - 37 proc. uzyskuje Prawo i Sprawiedliwość razem z Solidarną Polską i Porozumieniem.
Na drugim miejscu z poparciem na poziomie 31 proc. uplasowała się Koalicja Obywatelska. Do Sejmu dostałaby się również Konfederacja, Lewica oraz PSL-Koalicja Polska razem z Kukiz’15 uzyskując po 7 proc. głosów.
Kantar podkreśla, że w porównaniu do wyników z poprzedniego miesiąca, w czerwcu poparcie dla partii rządzącej nie zmieniło się. Wzrost odnotowała natomiast Koalicja Obywatelska (o 8 punktów procentowych).
Nie zmieniło się również poparcie dla PSL-Koalicji Polskiej. Pozostałe partie odnotowały spadek poparcia: Konfederacja (o 4 punkty procentowe) oraz Lewica (o 1 punkt procentowy).
Spośród ogółu osób, które zapowiedziały zamiar głosowania 10 proc. nie potrafiło zdecydować, na kogo oddałoby głos. To spadek w stosunku do poprzedniego miesiąca o 4 punkty procentowe.
Koalicja Obywatelska ze znaczącym wzrostem
W komentarzu do badania podkreślono, że ponad tydzień przed długo wyczekiwanymi wyborami prezydenckimi, media przepełnione są przede wszystkim informacjami dotyczącymi kampanii wyborczej.
„Działania te mogą mieć wpływ na budowanie wizerunków nie tylko samych kandydatów na urząd Prezydenta Polski, ale również ugrupowań politycznych, z których się wywodzą. O ile efektu tego nie widać w przypadku partii rządzącej, PSL-u, czy Lewicy, to analizując zmiany notowań poszczególnych partii w stosunku do poprzedniego miesiąca, możemy zauważyć znaczący wzrost poparcia dla Koalicji Obywatelskiej” – czytamy.
Jak oceniono, jest bardzo prawdopodobne, że to kandydatura Rafała Trzaskowskiego przyczyniła się do powrotu kandydata KO na pozycję głównego rywala Andrzeja Dudy, ale również wpłynęła na wzrost odsetka zwolenników ugrupowania do poziomu, jaki Platforma Obywatelska osiągała w pomiarach na początku 2015 r. „Czy ta tendencja wzrostowa się utrzyma, czy jest to tylko chwilowy efekt kampanii Rafała Trzaskowskiego? Będziemy obserwować w kolejnych pomiarach” – dodano w komentarzu.
Badanie przeprowadzono metodą wywiadów bezpośrednich wspomaganych komputerowo w dniach 5-10 czerwca na reprezentatywnej 986 – osobowej próbie pełnoletnich mieszkańców Polski (preferencje partyjne: N=743 osób deklarujących „zdecydowanie” lub „raczej” zamiar uczestniczenia w wyborach).
(MW) | W styczniu wśród Polaków deklarujących chęć udziału w wyborach parlamentarnych, największe poparcie uzyskuje Prawo i Sprawiedliwość, na drugim miejscu znalazła się Koalicja Obywatelska - wynika z najnowszego badania Kantar. Do Sejmu weszłaby jeszcze: Lewica oraz PSL-Kukiz'15. Konfederacja znalazła się pod progiem wyborczym.
Na początku stycznia Kantar, w comiesięcznym badaniu, zapytał Polaków o ewentualną gotowość uczestnictwa w wyborach do Sejmu, a także o to, na kogo oddaliby swój głos.
Z badania wynika, że 71 procent Polaków zadeklarowało chęć udziału w wyborach do Sejmu. Ankieterzy Kantar oszacowali, że ponad jedna trzecia badanych (34 procent) odpowiada w sposób zdecydowany, że chce głosować, a 37 procent raczej planuje głosowanie.
Przeciwne stanowisko wyraża 20 procent respondentów. 10 procent zapowiada, że raczej nie pójdzie głosować, a 10 procent deklaruje, że zdecydowanie nie weźmie udziału w wyborach. 9 procent badanych jeszcze nie wie, czy odda swój głos w wyborach.
W Sejmie cztery ugrupowania
Kantar zbadał też poparcie Polaków dla formacji politycznych. W styczniu wśród osób, które zadeklarowały gotowość wzięcia udziału w wyborach do Sejmu, największe poparcie uzyskało Prawo i Sprawiedliwość razem z Solidarną Polską i Porozumieniem. Taką koalicję popiera 38 procent chcących głosować.
Na drugim miejscu, z poparciem na poziomie 28 procent, uplasowała się Koalicja Obywatelska. Do Sejmu dostałaby się również Lewica, uzyskując 13 procent głosów, jak również PSL-Koalicja Polska razem z Kukiz15 - 6 procent. Gdyby wybory odbyły się w styczniu, progu wyborczego nie przekroczyłaby Konfederacja - z sondażu wynika, że uzyskałaby wynik na poziomie 3 procent.
Preferencje partyjne PAP/Adam Ziemienowicz
W porównaniu do wyników z poprzedniego miesiąca, w styczniu poparcie dla partii rządzącej nieznacznie spadło (o 1 punkt procentowy). Spadek odnotowała też PSL - Koalicja Polska (o 2 punkty procentowe) i Konfederacja (o 3 punkty procentowe).
Wzrósł odsetek osób popierających KO (o 2 punkty procentowe) oraz Lewicę (o 2 punkty procentowe). Spośród tych, którzy deklarują zamiar głosowania, 12 procent nie potrafiło zdecydować, na kogo oddałoby głos. Jest to wynik o 2 punkty procentowe wyższy niż w grudniu.
Badanie przeprowadzono pomiędzy 9 a 15 stycznia na próbie reprezentatywnej 984 mieszkańców Polski w wieku 18 i więcej lat.
Źródło: PAP | 3 |
„Ekspert do spraw wizerunku” – tak dziennikarka portalu onet.pl przedstawiła internautom dr Mirosława Oczkosia. Nie poinformowała, że ów specjalista od marketingu politycznego pracuje w sztabie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Tymczasem Oczkoś wykpiwał podczas wywiadu jej głównego kontrkandydata, prezydenta Andrzeja Dudę.
W rozmowie z onet.pl Oczkoś odnosił się do zamówionego przez portal sondażu, w którym respondenci odpowiadali na pytanie, którego z kandydatów na prezydenta najchętniej zaprosiliby na obiad. Sondaż wygrał Andrzej Duda, zaś Kidawa-Błońska znalazła się na trzecim miejscu (za Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem).
– Tam nie było pytania, co by podano. Jest coś takiego w tradycji polskiej, jak czarna polewka. Być może bardzo wielu Polaków chciałoby zaprosić i podać mu właśnie coś niestrawnego – kpił doradca Kidawy-Błońskiej, który uczy kandydatkę Koalicji Obywatelskiej, jak ma zachowywać się na scenie i jak przemawiać.
Nieetycznie postępowanie @onetpl. Ostatnio zaprosili dr Oczkosia i ten kpił z @AndrzejDuda, krytykował jego sztab, @mecenasJTK i kampanię. #Onet nie poinformował, że Oczkoś to członek sztabu Kidawy, jej ekspert od wizerunku. https://t.co/oqacLMEol3 pic.twitter.com/8znEy1Omxe — WaldemarKowal (@waldemarkowal) February 29, 2020
#wieszwiecej Polub nas | Zdrojewski był pytany w Polsat News o środowy (14.05) wieczorny wpis Małgorzaty Kidawy-Błońskiej na Twitterze. Kandydatka KO na prezydenta napisała: "Prowadź mnie, podążaj za mną albo zejdź mi z drogi".
Zdaniem Zdrojewskiego wpis Kidawy-Błońskiej był przede wszystkim "bardzo mocnym, jednoznacznym powiedzeniem, że kandyduje w wyborach, oczekuje wsparcia, a przeciwnicy, którzy będą jej to utrudniać, powinni zejść z tego frontu walki". Dodał, że jedyną osobą, która może zmienić decyzję Kidawy-Błońskiej, jeśli chodzi o kandydowanie, może być sama Kidawa-Błońska.
Reklama
Pytany o ewentualną zmianę kandydata Platformy Obywatelskiej, Zdrojewski odpowiedział, że "na kampanię wyborczą, tak twardą, jak się zapowiada, kompletnie nielogiczną, dyskomfortową, Donald Tusk byłby kandydatem znakomitym". "Ale nie wyraża zgody, więc dywagowanie nad tym, czy Donald Tusk wystartuje i będzie prezydentem jest w tej chwili wyłącznie teoretycznym rozważaniem" - podkreślił senator KO.
Jak stwierdził, Kidawa-Błońska byłaby bardzo dobrym prezydentem. "Ja nie jestem w jej skórze obecnie i nie wiem, na ile wyczerpujące było wszystko to, co się wydarzyło w ostatnim czasie, na ile ona jeszcze jest w stanie z całym sztabem wykazać 200-procentową determinację, żeby pokonać bardzo słabego prezydenta (Andrzeja Dudę - red.)" - podkreślił. | 3 |
W Pałacu Prezydenckim 29 stycznia odbyło się spotkanie prezydenta Andrzeja Dudy z przedstawicielami opozycyjnych klubów parlamentarnych. Uczestnicy spotkania apelowali do prezydenta, aby nie podpisywał tzw. ustawy represyjnej przyjętej przez Sejm po tym, jak została ona odrzucona przez Senat. Ustawa umożliwia karanie sędziów m.in. za podważanie statusu sędziów wskazanych przez KRS wybraną przez Sejm poprzedniej kadencji.
Reklama
Kilka dni temu Polskę odwiedziła wiceszefowa KE Věra Jourová, która spotkała się m.in. z marszałek Sejmu, marszałkiem Senatu, I prezes SN, a także ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą. Unijna komisarz odpowiedzialna za sprawy praworządności prowadziła w Polsce rozmowy na temat reformy sądownictwa realizowanej przez PiS, którą KE uważa za zagrożenie dla praworządności w Polsce.
Przeciwko projektowi ustawy opowiedziało się środowisko sędziowskie, manifestując swój sprzeciw w Marszu Tysiąca Tóg.
Zastrzeżenia wobec ustawy zgłosiła Komisja Wenecka, której przedstawiciele przyjechali do Polski na zaproszenie marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego.
Jak pisaliśmy w "Rzeczpospolitej", nic nie wskazuje na to, by - mimo wątpliwości w związku z tą ustawą - Andrzej Duda nie podpisał przyjętego przez Sejm projektu. Twarda retoryka to efekt oczekiwań własnych wyborców. W partii atmosfera jest raczej bojowa.
Reklama
Świadczyć mogą o tym choćby ostatnie stanowcze wystąpienia głowy państwa mówiące o tym, że "niektórym sędziom wydaje się, że są bogami, bo mają nieograniczoną władzę nad ludźmi, którzy stają przed sądem", albo o konieczności "oczyszczenia do końca naszego pięknego polskiego domu, tak żeby był czysty, porządny i piękny".
Krytycy reformy sądownictwa prowadzonej przez PiS uważają ją za zagrożenie dla praworządności w Polsce. Wskazują oni, że reforma służy upolitycznieniu sądów i uzależnieniu ich od polityków partii rządzącej. Politycy PiS wskazują jednak, że w innych krajach UE to również politycy powołują sędziów - powołują się przy tym m.in. na przykład Niemiec.
Uczestników sondażu SW Research dla rp.pl spytaliśmy czy ich zdaniem "sposób w jaki PiS reformuje sądownictwo zagraża demokracji w Polsce".
Na tak zadane pytanie 53,7 proc. uczestników sondażu odpowiedziało "Tak".
Autopromocja Wyjątkowa okazja Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny KUP TERAZ
Przeciwnego zdania było 29,5 proc. respondentów.
Zdania w tej kwestii nie miało 16,8 proc. ankietowanych.
Reklama
- Częściej za tym, że reformy sądownictwa to zagrożenie dla demokracji, są osoby do 24 lat (56%) oraz powyżej 50 lat (57%), badani o wykształceniu podstawowym/ gimnazjalnym (68%), dochodzie netto od 1001 do 2000 zł (59%) oraz ankietowani z miast od 100 do 199 tys. mieszkańców (67%) - komentuje wyniki badania Piotr Zimolzak z SW Research. | Prezydent Andrzej Duda 29 stycznia spotka się z szefami klubów i kół sejmowych w sprawie praworządności. Tematem spotkania ma być tzw. ustawa represyjna przyjęta przez Sejm mimo odrzucenia jej przez Senat. Ustawa ma umożliwić m.in. karanie sędziów podważających prawo do orzekania sędziów wskazanych przez nową KRS.
Reklama
Prezydent Duda wcześniej kilkukrotnie deklarował się, jako zwolennik tej ustawy. W styczniu kilka razy zabierał głos w sprawie sędziów i reformy sądownictwa.
- Wymiar sprawiedliwości musi zostać naprawiony, a sędziowie muszą zrozumieć, jaka rzeczywiście jest ich rola w polskim państwie - mówił przed kilkunastoma dniami w Katowicach prezydent Duda. Dodał, że nie rozumie tego wielu profesorów na wydziałach prawa polskich uczelni i jest mu z tego powodu "strasznie przykro". - Mam nadzieję, że zdołamy to przełamać, jak przełamaliśmy wiele innych barier, które nas blokowały, tak jak udało się kiedyś pokonać komunę. Tak samo wierzę w to, że uda się oczyścić do końca nasz polski dom, tak żeby był czysty, porządny, piękny - dodał.
- Naprawa wymiaru sprawiedliwości jest dziełem bardzo trudnym, ale w tym dziele, patrząc na to co dzieje się ostatnimi czasy, na to, jak zachowuje się niestety pewna część środowiska sędziowskiego w Polsce, trzeba powiedzieć jasno i wyraźnie: musi być twardo powiedziane, kim są sędziowie i jaka jest ich rola - przekonywał Duda podczas spotkania ze związkowcami i górnikami.
– Nie będą nam tutaj w obcych językach narzucali, jaki ustrój mamy mieć w Polsce i jak mają być prowadzone polskie sprawy – mówił z kolei prezydent po tym jak Komisja Wenecka wyraziła krytyczną opinię na temat ustaw sądowych, a Komisja Europejska zdecydowała, że wystąpi do TSUE o zablokowanie prac polskiej Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego.
Reklama
Uczestników sondażu SW Research dla rp.pl spytaliśmy "jak oceniają ostatnie wypowiedzi Andrzeja Dudy na temat sędziów i reformy sądownictwa?".
Na tak zadane pytanie 40,6 proc. respondentów odpowiedziało: "negatywnie".
29,1 proc. ankietowanych ocenia wypowiedzi prezydenta "pozytywnie".
30,3 proc. nie ma zdania w tej kwestii.
Autopromocja Wyjątkowa okazja Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny KUP TERAZ
- Częściej negatywną ocenę tych wypowiedzi wystawiają mężczyźni (44%), osoby z powyżej 59 lat (50%) oraz badani o wykształceniu wyższym (45%). Tego zdania są też częściej osoby o dochodzie powyżej 5000 zł netto (56%) oraz badani z miast od 100 do 100 tys. mieszkańców (46%) - mówi Piotr Zimolzak z SW Research. | 4 |
Jest to tym ważniejsze, że już za kilka dni czekają nas uroczystości Bożego Ciała, tradycyjnie związane z procesjami i dużymi skupiskami wiernych i ich udziałem sakramentach.- Komunia przyjmowana na rękę nie jest oznaką braku szacunku dla Eucharystii – pisze krakowski biskup pomocniczy w mediach społecznościowych - lecz nawiązaniem do tradycji Kościoła, a dzisiaj dodatkowo jest znakiem miłości bliźniego oraz uszanowaniem wrażliwości tych, którzy przyjmują Ją po nas.
Reklama
Zdaniem biskupa nie ma więc co się dziwić obecności w zakrystiach, czy nawet w pobliżu ołtarza środków dezynfekcyjnych, bo jest to oznaka „odpowiedzialności duszpasterzy za zdrowie uczestników liturgii i ich komfort psychiczny”.
Z uwagi na wciąż napięta sytuację sanitarna, uroczystości Bożego Ciała w tym roku w wielu diecezjach odbędą się w innej formie, niż zazwyczaj. Kształt obchodów zależy od diecezji, większość biskupów wydała już jasne zalecenia co do procesji. I tak, np. abp Stanisław Gądecki w specjalnym komunikacie napisał, że na terenie archidiecezji poznańskiej nie będą organizowane uliczne procesje Bożego Ciała. Arcybiskup podkreślił, że wobec limitu 150 osób poza świątynią, procesje wokół kościoła, nie powinny być liczniejsze niż wskazano w przepisach. Dlatego można zorganizować kilka procesji, tak by wszyscy chętni wierni mogli w nich wziąć udział.
Pozostali biskupi przeważnie także proszą o organizowanie procesji eucharystycznych jedynie wokół kościołów. Zachęcają też do prywatnej adoracji Najświętszego Sakramentu w świątyniach.
Bp Edward Dajczak w diecezji koszalińskiej zaleca, aby w większych miejscowościach, gdzie trudno dokonać wyboru, kto ma uczestniczyć, zorganizować procesję do czterech ołtarzy, z tym że wokół kościoła. Biskup uważa, że wtedy wszyscy wierni powinni pozostać wtedy na swoich miejscach, a procesję wokół świątyni tworzyliby kapłani i służba liturgiczna.
Reklama
Przeciwnikiem ograniczania rozmiarów procesji jest metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski. W wydanym przez niego komunikacie czytamy, że "zgodnie z aktualnie obowiązującymi przepisami państwowymi z 29 maja br. zgromadzenia religijne mogą się odbywać niezależnie od liczby ich uczestników. Stwarza to możliwość zorganizowania tradycyjnych procesji eucharystycznych w Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, która w tym roku będzie obchodzona w dniu 11 czerwca 2020 roku".
Metropolita zwrócił się tez do duszpasterzy, by organizowali procesje Bożego Ciała do czterech ołtarzy. "Wiernych natomiast gorąco zachęcam do włączenia się w przygotowania do procesji oraz do licznego w nich udziału" – pisze abp. Jędraszewski.
W sobotę 6 czerwca padł rekord zachorowań w Polsce na SARS-CoV-2, co ma związek przede wszystkim z zachorowaniami na Śląsku. Wirus jednak atakuje także środowiska osób duchownych. Dotyczy to w znacznej liczbie wspólnot redemptorystów. „Ma to wpływ na funkcjonowanie kilku parafii i ośrodków duszpasterskich. We współpracy ze służbami sanitarnymi trwa wyjaśnianie możliwych dróg zakażenia, ustalenie liczby chorych zakonników i informowanie wiernych.” – informuje Katolicka Agencja Informacyjna.
Według stanu na sobotę, 6 czerwca 2020 r. na kwarantannie nałożonej przez sanepid pozostawało 7 wspólnot polskich redemptorystów: Bardo, Braniewo, Kościelisko, Kraków, Tuchów i Warszawa przy ul. Pieszej oraz Wrocław. W samoizolacji – z uwagi na kontakt z osobami, które spotkały się z chorymi – przebywa wspólnota z Lubaszowej k. Tuchowa. W dwóch wspólnotach przebywają na kwarantannie lub samoizolacji, oddzieleni od pozostałych, pojedynczy zakonnicy: Głogów i Warszawa przy ul. Karolkowej. Obecnie w wyżej wymienionych wspólnotach pozostaje 134. A 23 ma przeważnie lekkie lub umiarkowane objawy choroby, w tym jest już 11 potwierdzonych chorych. Na razie nie wiadomo jaką drogą zarażali się zakonnicy. | Jak powiedziała w rozmowie z Radiem Kraków burmistrz Tuchowa Magdalena Marszałek, matka 14-letniego dziecka pracuje w przedszkolu, które do czwartku było otwarte.
Radio poinformowało również, że w sumie w Tuchowie choruje już 31 zakonników.
Rzecznik prasowy Prowincji Warszawskiej Redemptorystów o. Mariusz Mazurkiewicz poinformował w sobotę (6 czerwca), że na kwarantannie nałożonej przez sanepid pozostaje siedem wspólnot polskich redemptorystów: Bardo, Braniewo, Kościelisko, Kraków, Tuchów, Warszawa przy ul. Pieszej i Wrocław.
Reklama
W samoizolacji - z uwagi na kontakt z osobami, które spotkały się z chorymi - przebywa wspólnota z Lubaszowej k. Tuchowa. W dwóch wspólnotach, w Głogowie i w Warszawie przy ul. Karolkowej, przebywają na kwarantannie lub samoizolacji, oddzieleni od pozostałych, pojedynczy zakonnicy.
Dla bezpieczeństwa wiernych zamknięte pozostają kościoły w Bardzie, Lubaszowej, Tuchowie, Warszawie przy ul. Pieszej i we Wrocławiu. Pozostałe ośrodki duszpasterskie są według zaleceń służb otwarte i po dezynfekcji korzystają z pomocy innych kapłanów lub są normalnie obsługiwane przez redemptorystów, którzy nie mieli żadnego kontaktu z chorymi lub osobami, które wcześniej z nimi nieświadomie się widziały.
Wyjaśniane są także możliwe drogi zakażenia. Wyniki trwającego dochodzenia epidemiologicznego wskazują na dwa miejsca: Kościelisko i Tuchów, skąd prawdopodobnie rozeszło się zakażenie. | 3 |
Według danych z 99,78 proc. obwodów, do rozstrzygnięcia wyborów prezydenckich potrzebna będzie druga tura. W pierwszej największe poparcie uzyskali prezydent Andrzej Duda (43,67 proc.) i prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski (30,34 proc.). Kolejne miejsca zajęli Szymon Hołownia (13,85 proc.) oraz kandydat Konfederacji Krzysztof Bosak (6,75 proc.). Żaden z pozostałych kandydatów nie przekroczył progu 500 tys. głosów.
Reklama
Poseł Konfederacji Artur Dziambor zadeklarował w RMF FM, że - jak zawsze - zagłosuje w drugiej turze. - Zawsze uważałem, że oddanie nieważnego głosu to jest po prostu głosowanie na zwycięzcę, w związku z czym trzeba się będzie jakoś zdecydować - powiedział. - Od kilkunastu lat jak chodzę na drugie tury wyborów to za każdym razem idę wściekły, zaznaczam krzyżyk wściekły i potem się wściekam przez pięć lat, że zaznaczyłem tego albo innego - dodał.
"Wybór między gilotyną a kulą w łeb"
Pytany, czy Andrzej Duda lub Rafał Trzaskowski dzwonili do Krzysztofa Bosaka z gratulacjami Artur Dziambor odparł, że nie. - Gratulacji nie było osobistych, ale były na przemówieniach po ogłoszeniu wyników - oświadczył. Poseł odniósł się też do drugiej tury, mówiąc: - To wybór między gilotyną a kulą w łeb, bo to mniej więcej tak wygląda z punktu widzenia Konfederacji w przypadku tych dwóch kandydatów.
Według Dziambora, który przypomniał sondaże z końca kampanii przed 10 maja, gdyby Platforma Obywatelska nie dostała od prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego "koła ratunkowego w postaci możliwości wymiany kandydata" - którym przed Trzaskowskim była Małgorzata Kidawa-Błońska - to Krzysztof Bosak byłby w drugiej turze.
"Dla sztabu Dudy przestaliśmy być ruskimi agentami"
Na podstawie wystąpień wygłoszonych na wieczorach wyborczych przez Dudę i Trzaskowskiego można oczekiwać, że prezydent RP i prezydent Warszawy będą przed 12 lipca starali się przyciągnąć do siebie wyborców Konfederacji.
Reklama
- Teraz ci kandydaci mogą zrobić wszystko. Dla sztabu Andrzeja Dudy przestaliśmy być np. ruskimi agentami, a dla sztabu Rafała Trzaskowskiego przestaliśmy być faszystami. Więc czekam na te komplementy, one są fajne - skomentował Dziambor.
Andrzej Duda powiedział, że bardzo niewiele dzieli go z Krzysztofem Bosakiem. - W wielu sprawach myślimy podobnie. Cel jest wspólny. Celem jest silna i bezpieczna Polska, która ma swoją godność - stwierdził. Pytany o tę wypowiedź członek sztabu kandydata Konfederacji odparł: - Każdy polityk podpisze się pod słowami "moim celem jest silna, bezpieczna Polska, która ma swoją godność". - Takich ruchów będzie więcej i taki wypowiedzi będzie dużo - dodał.
Poglądy Trzaskowskiego na wolność gospodarczą? "Bezobjawowe"
- Jeśli chodzi o wolność gospodarczą, o pomoc przedsiębiorcom, o walkę z państwem, które się we wszystko wtrąca mamy takie same poglądy z większością obywateli którzy zagłosowali na pana - mówił Trzaskowski w niedzielę pod adresem Bosaka.
- To świetnie, szkoda, że bezobjawowo - ocenił Dziambor. - Szkoda, że w przypadku Rafała Trzaskowskiego bardzo bezobjawowo te poglądy miał, dokładnie tak jak Jarosław Gowin w PiS jest wolnościowcem - dodał.
Autopromocja Wyjątkowa okazja Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny KUP TERAZ
Poseł Konfederacji podkreślił, że kiedy rządziła Platforma Obywatelska, to wolnorynkowcy mieli "naprawdę duży towar do krytykowania", ponieważ rządzący wówczas "nie kiwnęli palcem w stronę pomocy ludziom, którzy prowadzą własne firmy". - Przez kilkanaście lat, od kiedy skończyłem studia aż do momentu, gdy dostałem się do Sejmu, prowadziłem własną działalność. Żadna z tych partii - ani PO, ani PiS - nie zrobiła nic dla ludzi takich jak ja, a jest nas prawie dwa miliony w Polsce. I to jest największy zarzut, jaki mam do jednych i do drugich - zaznaczył.
Dziambor ocenił, że rządzący z PO czy PiS to ludzie, "którzy nie mają pojęcia o tym, jak się prowadzi w Polsce firmę, nie mają pojęcia, na czym polega zatrudnianie ludzi". - Myślą, że coś tam wiedzą, dlatego tworzą takie buble jak tarcza, które później trzeba piętnaście razy poprawiać, a i tak źle wychodzi, dlatego że w całym sztabie, który tworzy te tarcze nie siedział ani jeden człowiek, który ma jakiekolwiek doświadczenie z prywatnego sektora, tylko ewentualnie z jakichś korporacji na wysokim kierowniczym stanowisku. To jest żart - podsumował. | "Prezydent nie może być opozycją totalną wobec rządu, ale nie pozwolę na łamanie podstawowych praw" - mówił podczas konferencji prasowej nowy kandydat Platformy Obywatelskiej na prezydenta. Przekonywał, że jako prezydent będzie współpracował z rządem tam, gdzie rządzący będą chcieli ulepszać Polskę.
Rafał Trzaskowski podczas konferencji prasowej / Tomasz Gzell / PAP/EPA
Trzaskowski wyraził nadzieję, że nadchodzące wybory prezydenckie będą początkiem "wielkiej fali zmian w Polsce, gdzie słowa najważniejsze, takie jak równość, sprawiedliwość i godność odzyskają swoje właściwe znaczenie".
Świat ostatnio stanął na głowie; ci wszyscy, którzy bardzo sobie dobrze radzili w rzeczywistości, dzisiaj nie do końca mogą być pewni dnia jutrzejszego. Wszyscy zatraciliśmy podstawowe poczucie bezpieczeństwa. I to wszystko wymaga zupełnie nowej polityki, opartej na empatii i efektywności, opartej na odwadze i wyobraźni, ale również na odpowiedzialności - podkreślił kandydat PO na prezydenta.
Mówił też, że codziennie zastanawia się na tym, co się dzieje z dziećmi, które ze względu na zamknięcie szkół często pozbawione są jedynego ciepłego posiłku dziennie. Myślę o tych tysiącach seniorów, którzy są w domach opieki społecznej. Przez te wszystkie ostatnie dni i tygodnie myślałem o nauczycielach, kierowcach, lekarzach i pielęgniarkach na pierwszym froncie walki, martwiłem się o ich bezpieczeństwo i zdrowie - zaznaczył Trzaskowski.
Wspomniał też o przedsiębiorcach i pracownikach. Oni widzą jak dochody ich życia maleją z dnia na dzień. I to, co najważniejsze - martwiłem się o każde miejsce pracy - powiedział kandydat Platformy.
Likwidacja TVP Info i 6 proc. PKB na służbę zdrowia
Trzaskowski podczas konferencji stwierdził, że jego pierwszą inicjatywą w razie wygranej w wyborach będzie zwiększenie finansowania służby zdrowia do poziomu 6 proc. PKB. Obecny prezydent Warszawy zapowiedział też stworzenie nowej telewizji publicznej "bez TVP Info, bez Wiadomości".
Według niego, Polki i Polacy czują, że dzisiaj nikt ich nie słucha i wielu z nich czuje się pozostawionymi sami sobie. Kandydat PO na prezydenta powiedział, że Polacy często słuchają o zaklęciach, o wielkich samolotach, które wiozą pomoc, a w rzeczywistości zostali ze swoimi problemami pozostawieni sami.Dlatego trzeba z nimi być, trzeba ich wysłuchać - powiedział Trzaskowski. Oczywiście biorąc pod uwagę te trudne czasy i biorąc pod uwagę zdrowie i bezpieczeństwo - zaznaczył. I dzisiaj zaczynamy właśnie taką podróż - podkreślił.
Mam w sobie tę determinację, tę odwagę i tę chęć - dzięki państwu, wam wszystkim - bo ja po prostu wiem, że ludzi dobrej woli jest więcej - mówił Trzaskowski. Ja to nie tylko wiem, ja w to wierzę, że Polska może być zdrowa, bezpieczna, że Polska może być znowu wspólnotą, że możemy się wszyscy cieszyć rozmową ze sobą - przekonywał. Przypomniał, że nie ma jeszcze kampanii wyborczej. W momencie, w którym będę zarejestrowany jako kandydat, to wtedy będę mówił o szefie sztabu i szczegółach programu - zapewnił.
Kandydat był pytany o to, jak będą zbierane podpisy w czasie pandemii. Przygotowujemy się do rozpoczęcia kampanii wyborczej. Listy wyborcze będzie można wysyłać za pomocą internetu, więc jestem spokojny, że będziemy mogli zabezpieczyć ten proces - stwierdził.
Padły też pytania o komisarza, który w przypadku wygranej w wyborach rządziłby komisarz. Sądzę, że PiS dążyłby do wprowadzenia komisarza tak, czy inaczej. W trzy miesiące nie zniszczą Warszawy, jeśli prezydent Polski będzie z opozycji - mówił. Przyznał, że na dni, kiedy będzie poza Warszawą, będzie brał urlop.
Trzaskowski sporo czasu poświęcił też samorządom, które - jak twierdzi - obok obywateli najbardziej odczuwają skutki obecnych problemów ekonomicznych.
Sondaż: Rafał Trzaskowski z szansą na drugą turę
W sondażu United Surveys dla RMF FM i "Dziennika Gazety Prawnej" - pierwszy badaniu po oficjalnej decyzji o tym, że to Rafał Trzaskowski będzie kandydatem PO na prezydenta - prezydent Warszawy uzyskał 14 proc. poparcia. To oznacza, że to właśnie on ma największe szansę na walkę z Andrzejem Dudą w drugiej turze wyborów prezydenckich. Tuż za przedstawicielem Platformy Obywatelskiej plasuje się Szymon Hołownia.
Ankietowani byli pytani o to, na którego kandydata oddadzą głos w nadchodzących wyborach prezydenckich. Największym poparciem cieszy się urzędujący prezydent Andrzej Duda, na którego zagłosowałoby 43,7 proc. osób, które wzięły udział w badaniu. 14 proc. respondentów oddałoby głos na Rafała Trzaskowskiego. Podium zamyka Szymon Hołownia, na którego chęć zagłosowania wyraziło 13,3 proc. biorących udział w badaniu.
W badaniu 9,8 proc. uzyskał Władysław Kosiniak-Kamysz reprezentujący PSL, a za nim znalazł się Krzysztof Bosak z Konfederacji (6,9 proc). Stawkę zamyka Robert Biedroń z poparciem rzędu 5,2 proc.
7,1 proc. ankietowanych wskazało, że wciąż nie wie, na którego z kandydatów oddałoby głos.
Platforma Obywatelska stawia na Rafała Trzaskowskiego
W piątek zarząd krajowy PO udzielił jednomyślnej rekomendacji Rafałowi Trzaskowskiemu, jako kandydatowi na prezydenta RP. Poparcia Trzaskowskiemu udzielili też liderzy wszystkich ugrupowań KO - Nowoczesnej, Inicjatywy Polskiej i Zielonych.
Obrady zarządu PO, podczas którego ważyła się sprawa kandydata na prezydenta trwały ponad pięć godzin - jeszcze przed jego rozpoczęciem oficjalną rezygnację złożyła Małgorzata Kidawa-Błońska.
Na obradach zarządu europoseł Radosław Sikorski choć nie jest jego członkiem - był drugim obok Trzaskowskiego pretendentem do prezydenckiej nominacji. Sam wchodząc na obrady potwierdził, że zamierza się o nią ubiegać.
Kidawa-Błońska, dotychczasowa kandydatką KO na prezydenta, na konferencji prasowej podziękowała koalicjantom. Chciałam podziękować tej silnie drużynie, nic się nie zakończyło, jesteśmy w bardzo mocnej kampanii. Mamy nowego kandydata i ja wierzę bardzo głęboko, że te wybory wygramy, niezależnie od tego kiedy będą, jaki będzie ich termin - powiedziała.
Jesteśmy zdeterminowani, tworzymy dobry zespół, potrafimy działać i mam nadzieję, że za kilka tygodni będziemy mogli powiedzieć, że mamy w Polsce nowego prezydenta - dodała. | 2 |
Renata Beger chwali PiS. "Moim sąsiadom żyje się lepiej"
"Starają się pracować bardzo dobrze dla Polski: np. dzięki 500+ czy 13. emeryturze moim sąsiadom żyje się lepiej i tego sukcesu nikt PiS-owi nie zabierze" - mówi była posłanka Samoobrony, a "Fakt" zastanawia się, czy ma ona szanse na powrót do polityki. "Nie wypowiadam się na tematy związane z tą panią" - ucina Adam Lipiński, zapytany przez tabloid o to, czy dla Beger znalazłoby się miejsce w szeregach PiS. | Jeśli ta ustawa przejdzie, to w ogóle skończy się ochrona zwierząt w Polsce – uważa szef Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt Konrad Kuźmiński, który wraz z grupą inspektorów niemal codziennie interweniuje ws. maltretowanych zwierząt
Kilka dni temu na temat projektu zmian w ustawie o ochronie zwierząt dyskutowali członkowie parlamentarnego zespołu ds. ochrony zwierząt
W obradach uczestniczyli również przedstawiciele organizacji społecznych, środowisk rolniczych, a także osoby skazane za znęcanie się nad zwierzętami
Głos w dyskusji zabrała m.in. była posłanka Samoobrony Renata Beger, reprezentująca środowisko rolnicze. – To ja jestem ekologiem i obrońcą zwierząt. Jeśli ktoś z tych pseudoekologów pojawi się na moim terenie, to nie ręczę za siebie – mówiła podczas spotkania
– Główne założenie proponowanych zmian w ustawie o ochronie zwierząt jest takie, żeby takie organizacje jak nasza całkowicie odsunąć od ratowania zwierząt – mówi Onetowi Konrad Kuźmiński, szef Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt.
– Dlaczego? Według rolniczego i futerkowego lobby, działalność tego typu organizacji jest zagrożeniem dla polskiego rolnictwa. Dlatego powstał projekt nowelizacji, która zakłada, że organizacja z terenu prywatnego nie będzie mogła odebrać zwierząt, a konające zwierzęta będą trafiały do schronisk zamiast do kliniki weterynaryjnej – dodaje.
Jeśli nowe przepisy wejdą w życie, każdy odbiór zwierzęcia będzie musiał być poprzedzony opinią powiatowego lekarza weterynarii. – Ta ustawa w ogóle nie zakłada rozwiązań systemowych. Żeby na naszą interwencję przyjechała Inspekcja Weterynaryjna, my już teraz czekamy po tydzień albo dwa – przekonuje Konrad Kuźmiński. – To są urzędnicy, którzy pracują od 8 do 15, a wieczorami, w weekendy i święta są nieosiągalni – dodaje.
W myśl proponowanych zmian – nawet w krytycznych sytuacjach, gdy pomoc będzie potrzebna tu i teraz, z prywatnej posesji zwierzę będzie mogła odebrać jedynie policja albo straż miejska. – Najpierw jednak na miejsce będzie musiał przyjechać urzędowy lekarz weterynarii – przypomina szef DIOZ.
W zeszłym roku tylko 20 organizacji zajmujących się ratowaniem zwierząt przeprowadziło 13 tys. interwencji. – Prawda jest taka, że na ten moment cała ochrona zwierząt w Polsce spoczywa na organizacjach – zaznacza Konrad Kuźmiński.
Obecnie organizacje społeczne, gdy zagrożone jest życie lub zdrowie zwierzęcia, mogą interwencyjnie odebrać zwierzę z prywatnej posesji. – Projekt zmian w ustawie z realną pomocą zwierzętom nie ma nic wspólnego – tłumaczy szef DIOZ.
– Kuriozalny jest też fakt, że po odbiorze zwierzęcia będzie obowiązek konsultowania sposobu jego leczenia z oprawcą. Natomiast w przypadku śmierci zwierzęcia gminy będą zobowiązane do zapłacenia odszkodowania właścicielowi, nawet temu, który się nad nim znęcał. Na tym się skupia ustawa o ochronie zwierząt. Ta nowelizacja w całości nadaje się do kosza – dodaje.
Prace nad projektem
W zeszłym tygodniu na temat projektu zmian w ustawie o ochronie zwierząt dyskutowali członkowie parlamentarnego zespołu ds. ochrony zwierząt, którzy go przygotowali – w grupie tej znaleźli się posłowie PiS, Konfederacji oraz PSL-Kukiz'15. W obradach uczestniczyli też przedstawiciele organizacji społecznych, środowisk rolniczych, a także osoby skazane za znęcanie się nad zwierzętami.
– Wobec niektórych z tych osób organizacje społeczne były oskarżycielami posiłkowymi, więc było duże zaskoczenie, gdy zjawiły się one na komisji w Sejmie – mówi Konrad Kuźmiński. – Jest duży nacisk środowisk, które nazywają nas ekoterrorystami albo pseudoekologami, żeby ta ustawa trafiła do Sejmu – dodaje.
Głos podczas spotkania zabrała też była posłanka Samoobrony Renata Beger, reprezentująca Polski Związek Zawodowy Rolnictwa "Wyzwolenie".
– Mam apel do wszystkich pseudoekologów i pseudoobrońców zwierząt, bo ekologiem i obrońcą zwierząt to jestem ja. Jak tak kochacie zwierzęta, to idźcie pomóc do tej osoby, u której temu zwierzęciu dzieje się krzywda. Pomóżcie temu człowiekowi, może choroba nie pozwala mu się opiekować, może życie skrzywdziło go tak, że sobie nie może pomóc, a co dopiero zwierzęciu – mówiła podczas spotkania zespołu parlamentarnego była posłanka Renata Beger.
– U mnie jest kilkanaście kotów. Jeśli ktoś z was pojawi się na moim terenie, to nie ręczę za siebie – przestrzegała Beger. – Nie udawajcie, że dbacie o zwierzęta, nie chodźcie i nie nękajcie rolników, ponieważ to oni są ekologami – dodała.
Organizacje zapowiadają protesty
Jeśli projekt ws. nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt trafi do Sejmu, organizacje społeczne zapowiadają liczne protesty.
– Jeśli ta ustawa przejdzie, to w ogóle skończy się ochrona zwierząt w Polsce i dojdzie do sytuacji, w której będziemy zmuszeni odbierać zwierzęta bez podstawy prawnej, ale na podstawie stanu wyższej konieczności – mówi Konrad Kuźmiński. – Rocznie ponad 90 proc. spośród pięciu tysięcy przypadków znęcania się nad zwierzętami ujawniają organizacje. Ta statystyka mówi wszystko – dodaje.
Ze statystyk wynika też, że tylko w 11 proc. przypadków z wnioskiem o odbiór wystąpiła inspekcja weterynaryjna, a w ponad 80 proc. przypadków – organizacje społeczne.
(sp) | 2 |
Kard. Stefan Wyszyński może być patronem na trudne czasy izolacji, które teraz wielu z nas przeżywa - zauważyła pisarka Ewa Czaczkowska podczas spotkania online na Jasnej Górze przed beatyfikacją Prymasa Tysiąclecia. „Maryjne drogi do świętości” to cykl przygotowujący do wyniesienia na ołtarze tego wielkiego czciciela Królowej Polski. W nocy w kaplicy trwało czuwanie, a dziś dzień modlitwy z Prymasem Wyszyńskim.
Izabela Tyras – Polska (Radio Jasna Góra)
Motywem przewodnim spotkania był tytuł najnowszej książki Ewy Czaczkowskiej „Prymas Wyszyński. Wiara, nadzieja, miłość”. Publicystka zauważyła, że w trudnym czasie pandemii Prymas Wyszyński ma nam wiele do powiedzenia. Przypomniała, że sam przez trzy lata był internowany, nie wiedział kiedy, ani jak, ten czas dla niego się skończy. Jednak miał na to „sposób”.
„Wierzył i wiedział, że ostatnie słowo należy zawsze do Boga, że ostatnie słowo należy do dobra. I taką nadzieję musiał mieć w okresie internowania”.
Publicystka zwróciła także uwagę, że w czasie uwięzienia Prymas „dokonał obrachunku samego z sobą”, co zaważyło nie tylko na jego życiu, ale i całego Narodu.
„Zastanawiał się nad tym czy to co się stało czyli aresztowanie było zawinione czy nie, czy jego droga prowadzenia Kościoła do tego momentu była właściwa czy nie. I wyciągnął z tego wnioski i w połączeniu z aktem osobistego zawierzenia się Maryi dało rezultaty”.
Jak wynika z osobistych zapisków Prymasa czas internowania był dla niego czasem rekolekcji, większej refleksji duchowej i egzystencjalnej, czasem, który nie zamienił by na żaden inny. I jeśli i my to odosobnienie przeżyjemy na jego wzór to może być i dla nas punktem kulminacyjnym oddania życia Bogu na wzór Maryi. | Na Jasnej Górze, zgodnie ze zwyczajem, obraduje dziś Rada Stała Konferencji EpiskopatuPolski. Podejmuje bieżące sprawy Kościoła w naszym kraju w czasie epidemii, przede wszystkim te dotyczące codziennego funkcjonowania parafii, jak i działań pomocowych. Biskupi powierzają Królowej Polski wszystkich rodaków, zachęcając do zaufania Bogu na wzór Maryi.
Izabela Tyras – Polska (Radio Jasna Góra)
Sekretarz Generalny Episkopatu wyjaśnia, że sprawy bieżące dotyczącą przede wszystkim życia sakramentalnego wiernych w Polsce. Chodzi o spowiedź, komunię św., I komunię dzieci czy bierzmowanie. Bp Artur Miziński przypomina, że sakramenty to żywy kontakt z Bogiem i on nie może się przenieść do świata wirtualnego. „Jesteśmy wdzięczni za to, że w tych momentach niemożności mogli się wierni łączyć duchowo, ale to nie jest ten udział, o czym przypomniał nam Papież Franciszek i pasterze w Polsce, i apel do wszystkich wiernych, abyśmy nie dali się uśpić w tej czujności i nie pomylili płaszczyzn przeżywania” – powiedział bp Miziński.
Sekretarz Episkopatu podkreśla, że życie religijne jest bardzo ważną sferą, także dla psychiki człowieka wierzącego.
Biskupi dziękują wszystkim kapłanom, którzy czasem z narażeniem zdrowia a nawet życia pełnią posługę sakramentalną i wszystkim, którzy angażują się w pomoc charytatywną. Postulują o proporcjonalne do innych sfer życia społecznego i gospodarczego przywracanie normalności także w życiu Kościoła.
Wobec niemożności organizacji publicznych uroczystości zastanawiają się, jak najlepiej wyrazić wdzięczność Bogu za Papieża Polaka - świętego Jana Pawła II - w setną rocznicą jego urodzin. Mają zapoznać się też z planowanymi inicjatywami między innymi w mediach społecznościowych. | 3 |
Pierwsza pomoc dla psa - jak jej udzielić i co powinno się znaleźć w psiej apteczce
Większość z nas wie, jak udzielić pierwszej pomocy innemu człowiekowi, a co w sytuacji gdy w wyniku nagłego wypadku lub choroby lub urazu ucierpi pies? Znajomość podstawowych zasad pomocy i szybka reakcja może okazać się kluczowa. Na czym zatem polega pierwsza pomoc dla psa, który ucierpiał w wyniku wypadku, doznał urazu (złamania), krwawi lub wymiotuje? Dowiedz się więcej na ten temat! | Pierwsza pomoc dla psa - jak jej udzielić i co powinno się znaleźć w psiej apteczce
Większość z nas wie, jak udzielić pierwszej pomocy innemu człowiekowi, a co w sytuacji gdy w wyniku nagłego wypadku lub choroby lub urazu ucierpi pies? Znajomość podstawowych zasad pomocy i szybka reakcja może okazać się kluczowa. Na czym zatem polega pierwsza pomoc dla psa, który ucierpiał w wyniku wypadku, doznał urazu (złamania), krwawi lub wymiotuje? Dowiedz się więcej na ten temat! | 1 |
Po raz drugi z rzędu serduszko Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy z numerem 1 trafiło do Łodzi, do firmy Bio–Gen. Jurek Owsiak specjalnie przyjechał do Łodzi, by wręczyć je zwycięzcy licytacji. Jarosław Peczka i jego firma zdobyli już siedem serduszek.
Tu transmisja z uroczystości wręczenia serduszka w Łodzi:
Biznesman wspiera Orkiestrę, bo kiedy sam potrzebował ratunku dla swojego dziecka, dostał go dzięki sprzętowi od Jurka Owsiaka. Od tego czasu WOŚP to dla niego święto i stara się podczas finału być w Polsce i brać udział w licytacji. Tegoroczne serduszko nabył za 250 tys. zł, w finale przebijając samego siebie.
Jurek Owsiak ocenia, że 250 tysięcy złotych to supernowoczesny ultrasonograf, który być może trafi do Łodzi do jednego z 70 działających w Polsce oddziałów chirurgii dziecięcej. – Po raz kolejny pięknie zagraliście w Orkiestrze. Dziękuję Łodzi. Dajecie Orkiestrze ogromną energię – mówił Jurek Owsiak i wręczył prezydent Hannie Zdanowskiej żaglówkę życząc wiatru w żagle.
Jarosław Peczka zaraz po odebraniu wylicytowanego serduszka zaskoczył zebranych swoją deklaracją: – W Łodzi czujemy się dobrze. Jesteśmy dumni i szczęśliwi, że mamy to serduszko. To wielka wartość dla nas, ale jesteśmy też związani z Namysłowem. Z żoną uzgodniliśmy, że serduszko przekazujemy na ponowną licytację, a pieniądze z niej wesprą leczenie Frania Marcinkowskiego z Namysłowa – ogłosił Jarosław Peczka.
Historię Frania Marcinkowskiego poznacie tu
Franio jest chory na SMA – rdzeniowy zanik mięśni typu pierwszego. Na jego leczenie potrzeba prawie 10 mln zł. Dotychczas udało się zebrać jedną trzecią tej kwoty. Terapia genowa w USA to jedyna nadzieja dla chłopca. Nie jest niestety refundowana, a jej koszt oszołamia - to ponad 9 milionów złotych. O Franiu informowała m.in. TVP3 Opole:
Franio Marcinkowski z Namysłowa niedawno skończył roczek i bardzo pilnie potrzebuje wsparcia ludzi dobrej woli. Chłopczyk choruje na rdzeniowy zanik mięśni. Poskromić SMA1 może nierefundowana terapia genowa w USA, ale jej koszt to aż 9 mln złotych. https://t.co/HFvzpIF7az pic.twitter.com/3ueH4j6Fw4 — TVP3 Opole (@TVP3Opole) December 23, 2019
W zbiórkę pieniędzy włączyło się kilkadziesiąt tysięcy osób. Także gwiazdy. Jedną z nich jest Małgorzata Kożuchowska. Franiu! Trzymaj się! Będzie dobrze!
Jarosław Peczka już skontaktował się z rodzicami frania Marcinkowskiego. W najbliższych dniach zapadnie decyzja w jaki sposób zostanie zorganizowana aukcja. Nieoficjalnie wiemy, że ma ją wesprzeć Jurek Owsiak i WOŚP. O rozwoju akcji pomocy dla Frania i licytacji serduszka podarowanego przez właściciela Bio–Genu będziemy informować w Fakcie.
Lekarze z Łodzi opracowali nową metodę podawania najdroższego leku świata
W Matce Polce w Łodzi uratowali mu życie. Dlatego został lekarzem
Zobacz też: | Jego dziecko uratował sprzęt od Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Żeby oddać dobro od siedmiu lat biznesmen Jarosław Peczka licytuje złote serduszka. Za tegoroczne zapłacił 250 tysięcy złotych i... wspólnie z żoną postanowił z żoną, oddać je ponownie na licytację na pomoc dla Frania Marcinkowskiego z Namysłowa.
Franio Marcinkowski (1,3 r.) urodził się w listopadzie 2018 roku. Przez pierwsze miesiące nic nie wskazywało, że coś mu dolega. Około 8 miesiąca życia lekarze zdiagnozowali u niego rdzeniowy zanik mięśni (SMA) i to w najostrzejszej formie. Dla Frania i rodziców zaczął się wyścig z czasem o życie chłopca.
– Nagle radość z maleństwa przerodziła się w strach i walkę o jego życie – mówi Jakub Marcinkowski (36 l.), tata Frania. – Gdyby chorobę wykryto zaraz po urodzeniu wcześniej zacząłby dostawać lek powstrzymujący chorobę. Straciliśmy dużo czasu. Teraz jedyną nadzieją dla naszego synka jest terapia genowa w USA. Dla Frania ten amerykański lek to ostatnia nadzieja. Ta terapia może nawet zupełnie zatrzymać chorobę. Jednak koszt leczenia jest gigantyczny. Życie Frania wyceniono na prawie 10 milionów złotych:
Wzruszający film o Franiu ukazał się na Facebooku:
A jego historię można śledzić na Facebooku na profilu Franio Marcinkowski kontra SMA
Franio musi być poddany leczeniu zanim skończy 2 lata. Zostało więc zaledwie 10 miesięcy. W takiej chwili gest biznesmena z Łodzi to było jak dar niebios. – Wierzymy jednak, że przy tak wspaniałych ludziach, którzy nam pomagają to musi się udać. Kiedy teraz tak wspaniały gest zrobił Jarosław Peczka, wierzymy, że to się uda i nasz Franio nie będzie już cierpiał – mówi Jakub Marcinkowski (36 l.). – To bardzo pogodny chłopiec. W jego oczach ten świat jest piękny. Mimo cierpienia, które go dotyka. Chcemy, żeby tych szczęśliwych dni przeżył jak najwięcej. Nie mamy słów podziękowania dla ludzi - tych znajomych i nieznanych. Miasto Namysłów i wioski w okolicy - ludzie chcą pomagać, a nam dają siłę do walki. Dziękujemy im - dodaje.
Ludzie oddają, co mają na Licytacje dla Frania Marcinkowskiego. To pamiątki, książki, ubrania, imprezy w restauracjach. Liczy się każda złotówka. Informacje o zbiórce pieniędzy na leczenie Frania rozeszły się po świecie. Na twitterze udostępnili je m.in. @Izabela7558161:
@Danuta22833174:
i Dorota Bonk (@bonk_dorota)
Licytacja serduszka nr 1 trwała do wtorku 11 lutego. Jak się okazało najwyższą kwotę - 20 tys. zł zaoferowała firma Jarosława Peczki. Serduszko zostaje więc przy panu Jarosławie, a wsparcie wędruje do rodziny Frania. O pomoc dla chłopca apelują m.in. Małgorzata Kożuchowska:
Jak Nowicki:
i Ewa Chodakowska:
Tu znajdziesz można wesprzeć Frania Marcinkowskiego
- Staramy się jak najlepiej wykorzystać czas, który dostaliśmy. Dajemy Franiowi pełnię miłości, żeby miał szczęśliwe dzieciństwo - mówią rodzice Frania
Serduszko z aukcji trafi dla Frania z Namysłowa
To doktor Filip. Został lekarzem, bo w Matce Polsce w Łodzi uratowali mu życie
Nie do wiary! Profesor Jacek Moll uszył zastawkę serca podczas operacji
Zobacz też: | 4 |
"Ktokolwiek spróbuje nas zaatakować, otrzyma silny cios" - powiedział Netanjahu w Jerozolimie.
Premier dodał, że w kwestii zabicia w ubiegłym tygodniu generała Sulejmaniego, dowódcy elitarnej irańskiej jednostki wojskowej Al-Kuds, władze Izraela całkowicie popierają decyzję, którą podjął Trump. Stwierdził też, że prezydentowi USA należy pogratulować tego, że zadziałał "sprawnie, odważnie i zdecydowanie".
Generał Sulejmani, który był uważany za drugą najważniejszą osobę w Iranie po duchowo-politycznym przywódcy kraju ajatollahu Alim Chameneim, zginął w nocy z 2 na 3 stycznia w Bagdadzie w ataku rakietowym sił USA.
Reklama | Premier Izraela Benjamin Netanjahu oświadczył, że prezydentowi USA Donaldowi Trumpowi należy pogratulować działań w sprawie irańskiego generała Kasema Sulejmaniego. Szef izraelskiego rządu ostrzegł, że jego kraj odpowie na każdy atak.
Pociski spadły na amerykańskie bazy w Iraku Amerykańskie bazy wojskowe w Iraku: Al-Asad oraz w mieście Irbil zostały ostrzelane w nocy z wtorku na środę. Irańska Gwardia Rewolucyjna... zobacz więcej
– Ktokolwiek spróbuje nas zaatakować, otrzyma silny cios – powiedział Netanjahu w Jerozolimie.
Premier dodał, że w kwestii zabicia w ubiegłym tygodniu generała Sulejmaniego, dowódcy elitarnej irańskiej jednostki wojskowej Al-Kuds, władze Izraela całkowicie popierają decyzję, którą podjął Trump. Stwierdził też, że prezydentowi USA należy pogratulować tego, że zadziałał „sprawnie, odważnie i zdecydowanie”.
Generał Sulejmani, który był uważany za drugą najważniejszą osobę w Iranie po duchowo-politycznym przywódcy kraju ajatollahu Alim Chameneim, zginął w nocy z 2 na 3 stycznia w Bagdadzie w ataku rakietowym sił USA.
#wieszwiecej Polub nas | 4 |
Przywódcy 27 państw UE muszą się spotkać osobiście – to jednoznaczny wniosek z ostatniego wideoszczytu UE. Na trudne tematy, a takim jest rekordowa pomoc na wyjście z kryzysu po pandemii, trudno rozmawia się za pomocą aplikacji do telekonferencji.
Reklama
– Byłoby dobrze spotkać się choćby krótko w formule jeden na jeden – powiedział po wideokonferencji Mark Rutte, premier Holandii. Takie bilateralne konsultacje towarzyszą unijnym szczytom i pomagają w znalezieniu kompromisu między przedstawicielami skrajnych obozów. W czasie wideokonferencji to niemożliwe. W Brukseli słychać, że jeśli stopniowe otwieranie gospodarek nie zostanie zakłócone, to do „fizycznego" szczytu UE mogłoby dojść w czerwcu, po to, żeby zatwierdzić to, co będzie przez najbliższe tygodnie przygotowywane, a potem wstępnie negocjowane.
Na razie uzgodniono, że na pewno będzie fundusz odbudowy gospodarki. I że znajdzie się on w unijnym budżecie na lata 2021–2027. Na tym od początku zależało Polsce, która nie chciała podziałów w UE. A takie groziły, gdyby podążyć początkowym tropem tworzenia odrębnego budżetu, opartego np. o budżet strefy euro, lub wręcz emisji euroobligacji, czego zwolennikami były Włochy, popierane przez Francję i Hiszpanię.
Drugim dobrym skutkiem wideoszczytu jest podzielane przez większość państw przekonanie, że pomoc koronawirusowa nie powinna odbywać się kosztem funduszy ze zwykłego unijnego budżetu, czyli tych obiecanych w projekcie, którego nie udało się przyjąć w lutym, przed pandemią. Do połowy maja (początkowo mówiło się o 29 kwietnia) Komisja Europejska ma przygotować nowy projekt, ale jego struktura musi być podobna do tego, co zawsze znajdowało się w wieloletnich ramach finansowych, z uwzględnieniem polityki spójności i rolnej.
Wreszcie oparcie się na tradycyjnym unijnym budżecie oznacza, że kluczową rolę w procesie rozdzielania pieniędzy będzie miała Komisja Europejska i nie ma mowy o powstaniu żadnych nowych międzyrządowych struktur, które wykluczałyby jakieś państwa z programów pomocowych. Zgodnie z procedurami istotną rolę w rozdziale pieniędzy będzie miał Parlament Europejski, którego zgoda jest wymagana do zatwierdzenia kilkudziesięciu szczegółowych aktów prawnych stanowiących podstawę rozdzielania funduszy. A Parlament zawsze był zwolennikiem hojnej polityki spójności.
Reklama
Mniej jasne jest, ile dodatkowych pieniędzy i w jakiej formie zostanie wygospodarowanych na cele odbudowy po pandemii. – Mówimy o bilionach, nie miliardach – sprecyzowała Ursula von der Leyen.
Włochy proponowały, by fundusz sięgał 1–1,5 bln euro. Wypowiedzi von der Leyen sugerują, że mowa raczej o dodatkowym 1 bln euro. Ale niekoniecznie w formie żywej gotówki, bo na to brak zgody.
Dodatkowe pieniądze można by zdobyć, zwiększając składkę. Największy płatnik netto, czyli Niemcy, są na to gotowe, ale nie pozostałe kraje. Alternatywą jest emisja długu na rynkach, dla którego gwarancją miałby być unijny budżet. Tutaj jednak UE jest podzielona na Południe, optujące za takim rozwiązaniem, i opierającą się temu Północ.
Podobny podział ma miejsce, jeśli chodzi o formę przekazywania nowych pieniędzy państwom członkowskim: w formie dotacji (tak chce Południe) czy pożyczek (tego chce Północ). To bardzo głęboki podział, którego na razie nie udaje się zasypać. Spróbuje to zrobić Komisja Europejska w swoim projekcie budżetu, który ma zawierać sporo inżynierii finansowej.
Autopromocja Wyjątkowa okazja Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny KUP TERAZ
Zatem wspomniany bilion euro nie byłby dodatkową kwotą pieniędzy, ale prawdopodobnie pułapem gwarancji. Pod te gwarancje UE mogłaby emitować jakieś obligacje, tak jak robi to już w tej chwili Europejski Bank Inwestycyjny. I z nich by wypłacano potem pożyczki, a być może też częściowo dotacje. Na razie sukcesem jest, że fundusz został uznany za „potrzebny i pilny" i ma być „wystarczającej wielkości". Na więcej trzeba jeszcze poczekać. | Budżet UE na lata 2021-2027 ma wynosić 1,1 biliona euro; dodatkowo państwa członkowskie powinny mieć do dyspozycji 750 mld euro w grantach i pożyczkach w ramach instrumentu ożywienia gospodarczego - wynika z propozycji przedstawionych w środę przez Komisję Europejską. Polska ma otrzymać ok. 64 mld euro.
fot. / / Shutterstock
Projekt proponuje kilka nowych źródeł finansowania wydatków UE, w tym zasoby oparte na systemie handlu pozwoleniami na emisję gazów cieplarnianych ETS, podatku cyfrowym, podatku od dużych firm, a także węglowej opłacie granicznej.
Oparty jest na propozycji przedstawionej w lutym przez przewodniczącego Rady Europejskiej Charles'a Michela. Dodatkowy element to wynoszący 750 mld euro instrument na rzecz odbudowy, na który miałyby się składać kredyty i granty. Kredyty KE będzie zaciągała na rynkach finansowych. Miałaby one być spłacane w latach 2028-2058 z dodatkowych dochodów unijnych.
Ponadto, aby jak najszybciej udostępnić fundusze w celu zaspokojenia najpilniejszych potrzeb, Komisja proponuje zmianę obecnych wieloletnich ram finansowych na lata 2014–2020, aby udostępnić dodatkowe 11,5 mld euro na finansowanie już w 2020 r.
Nowością w propozycji KE jest zwiększenie Funduszu Sprawiedliwej Transformacji do 40 mld euro, by pomóc państwom członkowskim w przyspieszeniu osiągnięcia neutralności klimatycznej. Oznacza to duże wzmocnienie - o 32,5 mld euro - bo w styczniowej propozycji budżet Funduszu miał wynosić 7,5 mld euro na siedem lat. Komisja Europejska zakładała wówczas, że mechanizm sprawiedliwej transformacji (Fundusz ma być jego częścią), który będzie finansowym ramieniem Europejskiego Zielonego Ładu, pozwoli zmobilizować ogromne środki, aby wesprzeć przemiany w UE na drodze do neutralności klimatycznej.
Komisja zaproponowała też w środę Instrument Odbudowy i Odporności w wys. 560 mld euro, który zapewni wsparcie finansowe dla inwestycji i reform, w tym tych związanych z Europejskim Zielonym Ładem i nowymi technologiami. Wsparcie w ramach instrumentu, w tym kredytowe, będzie dostępne dla wszystkich państw członkowskich, ale skoncentrowane będzie na tych krajach, które zostały najbardziej dotknięte kryzysem.
KE proponuje też 55 mld euro na uzupełnienie obecnych programów polityki spójności do 2022 r. w ramach nowej inicjatywy REACT-EU. Środki te mają zostać przyznane "w zależności od nasilenia społeczno-ekonomicznych skutków kryzysu", w tym poziomu bezrobocia młodzieży i dobrobytu państw członkowskich.
Inna propozycja to zwiększenie budżetu Europejskiego Funduszu Rolnego na rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich kwotą 15 mld euro w celu wsparcia obszarów wiejskich w dokonaniu niezbędnych zmian strukturalnych w kontekście Europejskiego Zielonego Ładu. Projekt zakłada również ustanowienie nowego programu zdrowotnego EU4Health, aby wzmocnić bezpieczeństwo zdrowotnego i przygotować się na przyszłe kryzysy zdrowotne. Jego budżet będzie wynosił 9,4 mld euro.
KE przedstawiła też propozycje mechanizmów wsparcia dla sektora prywatnego. Proponuje nowy instrument wsparcia finansowego rentownych europejskich firm w sektorach, regionach i krajach najbardziej dotkniętych. Mógłby on zacząć działać od 2020 r. i dysponować budżetem w wys. 31 mld euro, co ma na celu zbudowanie dźwigni finansowej w wys. 300 mld euro na wsparcie przedsiębiorstw ze wszystkich sektorów gospodarki.
Wzmocniony ma być program InvestEU, flagowy europejski program inwestycyjny, do poziomu 15,3 mld euro, aby zmobilizować prywatne inwestycje w projekty w całej Unii. W InvestEU ma być też wbudowany nowy instrument inwestycji strategicznych w celu wygenerowania inwestycji w wysokości do 150 mld euro i w efekcie zwiększenia odporności sektorów strategicznych, zwłaszcza tych związanych z transformacją ekologiczną i cyfrową.
Program finansowania badań i nauki "Horyzont Europa" ma zostać zwiększony do kwoty 94,4 mld euro w celu sfinansowania kluczowych badań w dziedzinie zdrowia, zielonych technologii i cyfryzacji.
Komisja Europejska podtrzymała też swoją propozycję powiązania wypłaty unijnych funduszy z przestrzeganiem praworządności. Dokument informuje, że sporządzony przez Komisję projekt rozporządzenia w sprawie ochrony budżetu UE przed łamaniem praworządności będzie kluczowym elementem propozycji dotyczących przyszłych unijnych ram finansowych.
KE po raz pierwszy przedstawiła propozycję w sprawie uzależnienia wypłaty funduszy unijnych od praworządności w maju 2018 roku. Wiceprzewodnicząca Komisji Viera Jourova oświadczyła w poniedziałek, że dołoży wszelkich starań, by w nowym wieloletnim budżecie UE wypłata środków unijnych była uzależniona od spełniania norm praworządności i by przepisy te były stanowcze.
KE zaapelowała też do krajów członkowskich, aby osiągnęły porozumienie w sprawie budżetu do końca lipca.
64 mld euro dla Polski
172 mld euro dla Włoch i 140 mld euro dla Hiszpanii - według wstępnych przydziałów takie fundusze mają trafić do tych krajów w ramach pożyczek i grantów z instrumentu antykryzysowego, jaki proponuje w środę Komisja Europejska. Polska ma otrzymać ok. 64 mld euro.
Przeczytaj także Premier Włoch: Znakomity sygnał z Brukseli
Z wyliczeń, do których dotarła PAP, wynika, że Polska znajduje się na trzecim miejscu, z sumą wsparcia sięgającą 63,8 mld euro. Kolejna jest Francja z kwotą 38,7 mld euro, jednak w przypadku tego kraju Komisja zakłada, że nie będzie on korzystał w ogóle z unijnych pożyczek, bo sam może się zadłużać na rynkach finansowych na korzystnych warunkach.
Na czwartym miejscy znajduje się Grecja, do której miałaby trafić suma 32 mld euro w ramach grantów i kredytów, potem Rumunia - 31 mld euro, oraz Niemcy - 28,8 mld euro (podobnie jak w przypadku Francji byłyby to tylko granty).
Przeczytaj także Hiszpania: plan KE dobrą podstawą do dalszych rozmów
System skonstruowany przez Komisję przewiduje, że bezzwrotne dotacje będą dostępne dla wszystkich państw członkowskich. Pod względem grantów na pierwszym miejscu znów są Włochy (81,8 mld euro), potem Hiszpania (77,mld euro), następnie Francja (38,7 mld euro) oraz Polska (37,6 mld euro).
Nieco mniejsze kwoty mają być trafić do Niemiec (28,8 mld euro grantów), Grecji (22,5 mld euro), Rumunii (19,6 mld euro) i Portugalii (15,5 mld euro). Pozostałe kraje mogłyby liczyć, według wstępnego podziału, na mniej niż 10 mld euro bezzwrotnego wsparcia.
KE podtrzymuje propozycję powiązania funduszy unijnych z praworządnością
Komisja Europejska podtrzymuje swoją propozycję powiązania wypłaty unijnych funduszy z przestrzeganiem praworządności – wynika z dokumentu opublikowanego w środę przez KE.
Dokument informuje, że sporządzony przez Komisję projekt rozporządzenia w sprawie ochrony budżetu UE przed łamaniem praworządności będzie kluczowym elementem propozycji dotyczących przyszłych unijnych ram finansowych.
KE po raz pierwszy przedstawiła propozycję w sprawie uzależnienia wypłaty funduszy unijnych od praworządności w maju 2018 roku.
Wiceprzewodnicząca Komisji Viera Jourova oświadczyła w poniedziałek, że dołoży wszelkich starań, by w nowym wieloletnim budżecie UE wypłata środków unijnych była uzależniona od spełniania norm praworządności i by przepisy te były stanowcze.
KE proponuje wzmocnienie Funduszu Sprawiedliwej Transformacji do 40 mld euro
Komisja Europejska proponuje wzmocnienie Funduszu Sprawiedliwej Transformacji do 40 mld euro, by pomóc państwom członkowskim w przyspieszeniu osiągnięcia neutralności klimatycznej - wynika z dokumentów przedstawionych w środę przez Komisję Europejską.
Oznacza to duże wzmocnienie - o 32,5 mld euro, bo w styczniowej propozycji budżet Funduszu miał wynosić 7,5 mld euro na siedem lat.
Komisja Europejska zakładała wówczas, że mechanizm sprawiedliwej transformacji (Fundusz ma być jego częścią), który będzie finansowym ramieniem Europejskiego Zielonego Ładu, pozwoli zmobilizować ogromne środki, aby wesprzeć przemiany na drodze do neutralności klimatycznej.
KE proponuje 55 mld euro na uzupełnienie obecnych programów polityki spójności do 2022 r.
KE proponuje 55 mld euro na uzupełnienie obecnych programów polityki spójności do 2022 r. w ramach nowej inicjatywy REACT-EU - wynika z dokumentów opublikowanych w środę przez Komisję Europejską.
Środki te mają zostać przyznane "w zależności od nasilenia społeczno-ekonomicznych skutków kryzysu", w tym poziomu bezrobocia młodzieży i dobrobytu państw członkowskich.
Komisja zaproponowała też zwiększenie budżetu Europejskiego Funduszu Rolnego na rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich kwotą 15 mld euro w celu wsparcia obszarów wiejskich w dokonaniu niezbędnych zmian strukturalnych w kontekście Europejskiego Zielonego Ładu.
Von der Leyen: musimy przyspieszyć w kierunku zielonej i cyfrowej przyszłości
Musimy bardzo przyspieszyć w kierunku zielonej, cyfrowej i odpornej na kryzysy przyszłości - mówiła w środę w Parlamencie Europejskim przewodnicząca KE Ursula von der Leyen, prezentując założenia planu obudowy gospodarczej po pandemii koronawirusa.
"To, co się rozpoczęło od wirusa, którego nie można dostrzec gołym okiem, przekształciło się w ogromny kryzys gospodarczy. Tak wielki, że nie można go nie zauważyć. Nasz wyjątkowy model, który ma 75 lat, stanął przed największym wyznawaniem w swojej historii" - podkreśliła szefowa Komisji Europejskiej.
Jak zaznaczyła, poprzez nowe środki, które zaproponowała kierowana przez nią instytucja, trzeba odbudować jednolity rynek UE i przywrócić równe warunki funkcjonowania na nim wszystkich przedsiębiorstw.
Przeczytaj także Czechy: KE chce wesprzeć gospodarkę powodując zbyt duże zadłużenie
Antykryzysowe środki, jakie do krajów członkowskich mają trafić za pośrednictwem powiększonego wieloletniego budżetu UE, mają być panaceum na nierówne możliwości finansowe poszczególnych państw członkowskich. Te bogatsze z większymi rezerwami mają bowiem teraz większe możliwości dokapitalizowania działających u siebie przedsiębiorstw, co powoduje obawy o pogłębianie nierówności w UE.
"Kryzys rozlał się i ma ogromne konsekwencje we wszystkich krajach i żadna z tych konsekwencji nie może zostać przezwyciężona przez jakiekolwiek państwo w pojedynkę. Firma, która zbankrutowała w jednym z państw członkowskich, mogła dostarczać produkty w innych krajach. Gospodarka, która radzi sobie kiepsko w jednym regionie Europy, osłabia gospodarkę w zupełnie innym regionie" - tłumaczyła von der Leyen.
Z jej wypowiedzi wynika, że Komisja tak chce ukierunkować pieniądze na obudowę, by przyspieszyły one transformację gospodarczą UE. "Chcemy zaproponować prawdziwy plan na przyszłość - obudowy pokoleniowej. To oczywiście oznacza bezprecedensowe, ogromne inwestycje, ale chcemy inwestować w ten sposób, by przyszłe pokolenia Europejczyków mogły zbierać z tego plony. By były to takie inwestycje, które nie tylko zachowają wyjątkowe osiągnięcia ostatnich 70 lat, ale zadbają o to, by UE była neutralna klimatycznie, ucyfrowiona, społeczna, a także by była silnym graczem w świecie, także w przyszłości" - oświadczyła przewodnicząca KE.
Z jej wypowiedzi wynika, że wszystkie państwa UE będą musiały inwestować w technologie, które ożywią odbudowę gospodarki poprzez innowacje i poprzez "czysty przemysł". Plan obudowy ma wzmacniać Europejski Zielony Ład, program Horyzont Europa oraz Fundusz Sprawiedliwej Transformacji.
"Żadne państwo członkowskie nie będzie musiało wybierać między inwestowaniem w zażegnanie kryzysu, a inwestowaniem w ludzi. Będziemy zwiększać środki na wsparcie zatrudnienia młodych ludzi, na program Erasmus+. Chcemy zadbać o to, żeby ludzie mieli dostęp do szkoleń, do umiejętności, które są konieczne, by dostosowali się do tak szybko zmieniającego się świata" - zaznaczyła von der Leyen.
KE chce, żeby UE była w światowej czołówce rozwoju takich technologii, jak sztuczna inteligencja, precyzyjne rolnictwo, czy zielona inżynieria. Program "Nowa generacja UE" ma sprawić też, że systemy opieki zdrowotnej będą bardziej odporne na przyszłe kryzysy.
Jak tłumaczyła von der Leyen, UE stoi przed wyborem: albo zgodzić się na podziały i nierówności pomiędzy państwami członkowskimi, albo razem dokonać skoku w przyszłość. "Europa jest w wyjątkowej sytuacji, może inwestować w zbiorową obudowę gospodarki i wspólną przyszłość. Ludzie i firmy w Europie współzależą od siebie. (...) W UE wiemy, że najodważniejsze działania są najbezpieczniejsze na przyszłość" - oświadczyła.
Jak mówiła, właśnie z tego powodu KE zdecydowała się na przedstawienie nowego, opiewającego na 750 mld euro mechanizmu obudowy gospodarczej, który nazwała "Nową generacją UE". Środki te zwiększają wynoszący 1,1 bln euro budżet UE na lata 2021-2027.
Von der Leyen mówiła, że pieniądze te będą pochodziły z podwyższenia pułapu zasobów własnych UE, a KE wykorzystując swój bardzo dobry rating kredytowy będzie zbierała fundusze z rynków finansowych. Z 750 mld euro na odbudowę 250 mld euro ma na pójść na niskooprocentowane pożyczki, a 500 mld euro na bezzwrotne subwencje dla krajów unijnych.
"Te granty nijak się mają do wcześniejszych pieniędzy dla państw członkowskich, one wszystkie przejdą przez budżet europejski i będą rozdzielane zgodnie z jasnym kluczem" - zapewniła. Przypomniała, że budżet unijny zawsze opierał się na takich grantach, dlatego obecne rozwianie nie jest niczym nowym.
Przewodniczący Rady Europejskiej szczyt UE zajmie się propozycjami KE 19 czerwca
Szefowie państw i rządów zajmą się propozycjami KE w sprawie nowego wieloletniego budżetu UE i środków na obudowę gospodarczą podczas szczytu zaplanowanego na 19 czerwca - poinformował w środę przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel.
"Należy zrobić wszystko, aby osiągnąć porozumienie przed wakacyjną przerwą. Pandemia dotknęła naszych obywateli i firmy, bezzwłocznie potrzebują oni ukierunkowanej pomocy" - oświadczył Belg.
Z nieoficjalnych źródeł unijnych wynika, że na razie nie jest przesądzone, czy szefowie państw i rządów mają osobiście zjawić się w Brukseli, czy dyskusje będą zorganizowane w formie wideokonferencji. Wcześniej wielu dyplomatów zwracało uwagę, że negocjacje i wypracowanie porozumienie będzie niemożliwe bez fizycznego spotkania liderów.
Michel ocenił, że propozycja KE ws. wieloletniego budżetu i funduszu na rzecz obudowy to ważny krok w procesie decyzyjnym, który pomoże ukierunkować wsparcie na sektory i regiony najbardziej dotknięte pandemią Covid-19.
"Wzywam wszystkie państwa członkowskie do szybkiego przeanalizowania wniosku Komisji i konstruktywnej pracy na rzecz kompromisu w najlepszym interesie Unii" - zaapelował Michel.
Z projektu KE wynika, że budżet UE na lata 2021-2027 ma wynosić 1,1 biliona euro; dodatkowo państwa członkowskie powinny mieć do dyspozycji 750 mld euro w grantach i pożyczkach w ramach instrumentu ożywienia gospodarczego. Projekt proponuje kilka nowych źródeł finansowania wydatków UE, w tym zasoby oparte na systemie handlu pozwoleniami na emisję gazów cieplarnianych ETS, podatku cyfrowym, podatku od dużych firm, a także węglowej opłacie granicznej.
stk/ fit/ akl/ luo/ mal/ | 4 |
Transseksualista z Lille złożył skargę o dyskryminację w miejskim transporcie. Twierdzi, że jest ofiarą transfobicznych i homofobicznych uwag kontrolerów biletów firmy transportu publicznego w aglomeracji Lille – Illevia.
Czym zawiniły francuskie „kanary” do końca nie wiadomo. Skarga brzmi jednak groźnie. Trans o imieniu Cassandre skarży się na zachowanie „funkcjonariuszy służby publicznej”. W internecie zaroiło się od wsparcia wszelkiej maści lobbystów ruchu LGTB, a dyrekcja firmy została postawiona w stan alarmu.
Firma obiecuje, że przejrzy nagrania monitoringu i w przypadku potwierdzenia niewłaściwego zachowania swoich kontrolerów, ukarze ich. Skarg na kontrolerów nigdy i nigdzie nie brakuje, ale rzadko są traktowane tak priorytetowo.
O co jednak poszło. „Cassandre” z Lille twierdzi, że została „zaatakowana werbalnie” 6 lutego przez dwóch kontrolerów na stacji metra Pont de Bois w Villeneuve-d’Ascq. Wszystko zaczęło się od „uporczywego wzroku kontrolera”, na który zareagowała „osoba trans”. Ten miał odpowiedzieć, że patrzy, bo mu się tak podoba. Tutaj popełnił jednak największą „zbrodnię”, bo zwrócił się do pasażera formą „Madame, Monsieur” (pani-panie). Osoba poczuła się obrażona, bo uważa się za kobietę. Drugi kontroler bronił kolegi i stwierdził – „nie masz wypisane na twarzy, że jesteś kobietą”.
Banał, ale kilka godzin później Cassandre relacjonuje incydent w sieciach społecznościowych i rozpętuje się burza. Firma Ilévia natychmiast wszczyna wewnętrzne dochodzenie. Zapewnia, że jeśli fakty się potwierdzą, agenci zostaną ukarani. O sprawie piszą nawet media…
Źródło: France Bleu/ VA
https://nczas.com/
Z tymi homobydlakami nie ma sensu ani dyskutować, ani im cokolwiek wyjaśniać. Im trzeba wybijać zęby. Bo uniemożliwią wkrótce normalnym ludziom funkcjonowanie w społeczeństwie.
Admin | Komorniczka zagroziła 14-letniej Zuzi, że zabierze jej … kotka. Za długi nieżyjącego ojca. Uprzednio zabrała jej mebelki z pokoju.
Kurwa, nic tylko takiej połamać nogi, wbić butelkę w krocze, kopnąć w nie, wrzucić żywcem do dołu z wapnem niegaszonym i polać wodą. Ale kto by miał na to jaja…
Poprzednie: https://marucha.wordpress.com/2020/02/19/wolne-tematy-10-2020/
Następne: https://marucha.wordpress.com/2020/02/27/wolne-tematy-12-2020/
Gajowy Marucha | 2 |
Badania laboratoryjne potwierdziły zakażenie koronawirusem SARS-CoV-2 u kolejnych osób. W tej grupie jest 1 kobieta i 2 mężczyzn, w wieku od 27 do 78 lat, z powiatu suskiego (2 osoby) oraz oświęcimskiego (1 osoba). Aktualnie 2 osoby są hospitalizowane, a jedna przebywa w izolacji.
Z powodu zakażenia koronawirusem zmarła 64-letnia mieszkanka powiatu limanowskiego, która przebywała w Szpitalu Uniwersyteckim. Kobieta miała choroby współistniejące – podało we wtorek biuro prasowe wojewody oraz Ministerstwo Zdrowia. Zmarła jest 13 ofiarą koronawirusa w Małopolsce.
Do tej pory zakażenie koronawirusem zostało potwierdzone u 518 mieszkańców Małopolski. 13 osób wyzdrowiało, 203 przebywają w szpitalach, 13 tys. 508 jest objętych kwarantanną, a 2 tys. 265 nadzorem epidemiologicznym. | Z informacji przekazanych przez biuro prasowe Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego wynika, że w regionie przybyło 17-ście kolejnych wyleczonych osób z koronawirusa. To 11 kobiet i 6 mężczyzn, w wieku od 21 do 77 lat, z Tarnowa (4 osoby), powiatu brzeskiego (4), wielickiego (3), gorlickiego (2), olkuskiego (1), suskiego (1), bocheńskiego (1) i miechowskiego (1), którzy w większości przebywali w izolacji.
Badania laboratoryjne potwierdziły zakażenie koronawirusem SARS-CoV-2 u kolejnych osób. W tej grupie jest 7 kobiet i 10 mężczyzn, w wieku od 2 do 87 lat, z powiatu limanowskiego (13 osób), brzeskiego (2), dąbrowskiego (1) i Krakowa (1). Aktualnie 1 osoba jest hospitalizowana, a pozostałe przebywają w izolacji.
Ministerstwo Zdrowia poinformowało dziś po południu o kolejnych dwóch ofiarach koronawirusa w Małopolsce. To 78-letnia kobieta, mieszkanka powiatu oświęcimskiego oraz 75-letnia kobieta, mieszkanka powiatu limanowskiego Kobiety przebywały Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie. Potwierdzono, że przyczyną zgonu był COVID-19. Obie zmarłe miały choroby współistniejące.
Jak informuje biuro prasowe Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego, obecnie kwarantanną objętych jest ponad 6,9 tys. mieszkańców regionu. Artykuł jest aktualizowany na bieżąco.
Z powodu epidemii koronawirusa w szpitalach zakaźnych zaczyna brakować środków ochrony personalnej dla lekarzy i pielęgniarek. To właśnie oni są teraz na pierwszej linii frontu. Wesprzyj zbiórkę i pomóż naszym bohaterom! | 3 |
Sprawa znalazła swój finał w sądzie, który w pierwszej instancji skazał pana Romana na 20 godzin prac społecznych. Kara oburzyła emeryta, dlatego odwołał się od tego wyroku. W ubiegłym tygodniu usłyszał kolejny – musi zapłacić 20 zł kary i 100 zł kosztów sądowych. Jednak prokuratura uznała wyrok za niesłuszny i chce, by sąd uznał go za winnego, ale odstąpił od wymierzenia kary.
– Jestem zaskoczony – przyznaje Faktowi emeryt. – Nie planowałem odwoływać się od tego wyroku. Nie chciałbym już ponownie stanąć przed sądem – tłumaczy.
Wygląda na to, że jednak będzie musiał, bo prokuratura już wystąpiła do sądu o pisemne uzasadnienie wyroku, by złożyć apelację.
– Muszę skonsultować z moim adwokatem i dopiero wtedy podejmę decyzję, co robić dalej – mówi zszokowany pan Roman.
Wojna o cukierka
4 lipca 2019
Roman Wawrzyniak zjada cukierka w jednym ze sklepów w Kołobrzegu
27 września 2019
Emeryt zostaje skazany na 20 godzin prac społecznych. Pan Roman odwołuje się od tego wyroku
6 lutego 2020
Sąd Rejonowy w Kołobrzegu ostatecznie skazuje go na karę 20 zł grzywny oraz pokrycie kosztów sądowych w wysokości 100 zł
7 lutego 2020
Prokuratura Rejonowa w Kołobrzegu zapowiada wniesienia apelacji na korzyść pana Romana
Skakał po balkonach i okradał mieszkania
Tego drania szukała cała Polska. Nie uwierzycie, gdzie wpadł | Emeryt został skazany za zjedzenie cukierka w Biedronce. Teraz śledczy wnoszą apelację od wyroku.
70-letni Roman Wawrzyniak (zgodził się na podanie nazwiska) usłyszał wyrok za kradzież – zjedzenie cukierka o wartości 40 groszy w Biedronce. Pan Roman musi zapłacić grzywnę w wysokości 20 złotych i pokryć koszty sądowe w wysokości 100 złotych.
Emeryt od początku utrzymywał, że nie ukradł śliwki w czekoladzie, tylko degustował, jednak na miejsce wezwano policję.
70-latek stwierdził, że karanie go mandatem jest absurdem i go nie przyjął. Dlatego sprawa trafiła do sądu.
– Policjanci spisali moje dane, nie pamiętam, czy zaproponowali mi mandat, bo byłem w emocjach. Później doręczono mi wezwanie na komendę – relacjonował emeryt.
Pana Romana skazał Sąd Rejonowy w Kołobrzegu. Wyrok jest nieprawomocny.
Sędzia Klaudia Juraszczyk stwierdziła, że „sąd nie ma wątpliwości co do winy obwinionego”. Sędzia podkreśliła, że zjedzenie cukierka w sklepie jest kradzieżą i nie dopatrzyła się okoliczności łagodzących.
Natomiast prokuratura już poinformowała, że złoży apelację. Prokuratura Okręgowa w Koszalinie poinformowała, że wniosek o sporządzenie uzasadnienia wyroku na piśmie już został złożony.
– Ze względu na fakt, że prokurator domagał się odstąpienia od wymierzenia kary, orzeczenie Sądu zostało uznane za niesłuszne, w związku z czym Prokuratura Rejonowa w Kołobrzegu złożyła wniosek o sporządzenie uzasadnienia wyroku na piśmie – podano w komunikacie prokuratury.
Śledczy podkreślają, że po otrzymaniu uzasadnienia wniosą apelację od orzeczenia na korzyść pana Romana. 70-latek nie był wcześniej karany.
Źródło: Wirtualna Polska | 4 |
Jak podkreślił, w środę przypada ostatni dzień kadencji obecnego szefa CBA Ernesta Bejdy. – Stąd takie rozgorączkowanie służb, a także prokuratorów. Dziwię się, że porywają się na uderzenie w jedną z najważniejszych osób w państwie, czyli szefa NIK. Trzeba przeanalizować, czy CBA w ogóle miało prawo wejść do mieszkań Mariana Banasia, skoro jest on chroniony immunitetem – mówi były minister w rządzie PO-PSL. | Prezes PiS Jarosław Kaczyński wezwał wczoraj Mariana Banasia do dymisji. Decyzję podjęto po spotkaniu w którym uczestniczył Kaczyński, wiceprezes PiS i szef MSWiA Mariusz Kamiński oraz Marian Banaś. Ten dziś jakby nigdy nic przyjechał do pracy. Nie posłucha Kaczyńskiego? Nie musi, bo chroni go konstytucja i nikt nie może mu nakazać ustąpienia ze stanowiska.
Czytaj dalej | 3 |
"Była to decyzja bezprecedensowa na skalę nie tylko kraju, a przeprowadzane badania mają na celu jak najszybsze zidentyfikowanie i odizolowanie osób zakażonych, po to, aby Covid-19 nie był transmitowany wśród kolejnych mieszkańców województwa" - napisał Wieczorek. "Apeluję o zaprzestanie hejtu wobec górników i ich rodzin!" - zakończył. | - Jeżeli popatrzymy na dzisiejsze wyniki, to jest ok. 350 osób w Polsce, 91 jest ze Śląska, ale pamiętajmy, że 40-kilka osób jest z przesiewów górników i ich rodzin. Gdybyśmy nie patrzyli na te przesiewy, które robimy trochę na wyrost, niż zaleca WHO, mielibyśmy mniej (...) niż w np. województwie mazowieckim - wyjaśnił Łukasz Szumowski. | 3 |
Minister Spraw Zagranicznych Jacek Czaputowicz przyznał w wywiadzie dla Polskiego Radia, że Polska musi zachować i demonstrować jedność z sojusznikami z NATO. Dla polskiego dyplomaty wysłuchanie głosu opozycji byłoby dla rządu kompromitacją.
W wywiadzie dla Polskiego Radia szef MSZ Jacek Czaputowicz odniósł się do wypowiedzi Prezydenta USA Donalda Trumpa – “Wystąpienie Donalda Trumpa było uspokajające. Była to oferta dla strony irańskiej, by wprowadzić na stałe pokój w regionie. To dobry rozwój sytuacji z perspektywy Polski”.
Zobacz także: Wypadek autokaru w Iranie – runął w przepaść zabijając 20 osób
“USA są górą w konflikcie z Iranem. Pokazały to w zdecydowanej akcji eliminującej irańskiego generała. Było to dość ryzykowne, ale z dzisiejszej perspektywy widać, że reakcja Iranu była umiarkowana” – stwierdził szef polskiej dyplomacji.
Według niego wysłuchanie opozycji w sprawie opuszczenia polskiego wojska z Iraku byłoby kompromitacją rządu, a także poinformował, że decyzja o pozostawienia polskiego kontyngentu została ustalona z NATO.
“Kwestia pozostawienia wojsk polskich w Iraku jest konsultowana w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego. Wojska te pozostaną. Ufam, że ta decyzja będzie pozytywna, ponieważ te wojska przyczyniają się do stabilizacji sytuacji na Iraku i na Bliskim Wschodzie. Musimy demonstrować jedność sojuszniczą. Popełnilibyśmy ogromny błąd, gdybyśmy zadeklarowali wycofanie wojsk z Iraku. Taka decyzja byłaby kompromitująca” – powiedział Czaputowicz.
Podkreślił również, że relacje Polski z Iranem są dobre. Po rozmowie z irańskim ambasadorem upewnił się, że ajatollach Chamenei w swoim wystąpieniu o “złym małym europejskim kraju” nie miał na myśli Polski.
PR24 | Szef kancelarii premiera został w Polsat News zapytany o to, czy polscy żołnierze będą wracali z Iraku.
„O tych wszystkich decyzjach, jeśli one będą podejmowane, będziemy informować w stosownym czasie” – powiedział Dworczyk.
Podkreślił, że w poniedziałek odbyło się spotkanie ambasadorów NATO, a w ciągu tygodniu spodziewane są kolejne spotkania i kolejne rozmowy. „Polska nie będzie podejmowała decyzji oddzielnie poza Sojuszem, musimy podejmować takie decyzje z sojusznikami” – powiedział.
Dworczyk został zapytamy, czy wesprzemy USA, jeśli doszłoby do wojny. „Prowadzenie takich spekulacji uważam za niestosowne” – powiedział Dworczyk.
„Funkcjonujemy w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego, ostatnie wydarzenia, które spowodowały spiralę kolejnych wydarzeń, były zrealizowane przez Amerykanów, a nie przez NATO” – zaznaczył. „Wydarzenia, które dzieją się w tej chwili w Iranie to nie jest priorytetowy obszar polskiej polityki zagranicznej” – dodał.
Do gwałtownego wzrostu napięcia w stosunkach USA i Iranu doszło po amerykańskim ostrzale międzynarodowego lotniska w Bagdadzie, przeprowadzonym w nocy z czwartku na piątek, podczas którego zginął m.in. irański generał Kasem Sulejmani, dowódca elitarnej irańskiej jednostki Al-Kuds.
Teheran zapowiedział odwet za atak na tego wpływowego na Bliskim Wschodzie wojskowego. Szef MSZ Iranu Mohammad Dżawad Zarif uznał w sobotę, że „rozpoczął się koniec wrogiej działalności USA w Azji Zachodniej”.
We wtorek w Pałacu Prezydenckim zbierze się Rada Gabinetowa, czyli spotkanie prezydenta RP i całego rządu; politycy mają rozmawiać m.in. o sytuacji na Bliskim Wschodzie. | 4 |
"Wprowadzenie tych regulacji ma przede wszystkim cel prozdrowotny, a nie fiskalny. Zależy nam na osiągnięciu efektów, jakie osiągnięto w innych krajach, czyli trwałej zmianie zwyczajów żywieniowych. Wpływy z tej opłaty w dużej części zostaną przeznaczone na leczenie, ale przede wszystkim będą oddziaływać na zachowania konsumenckie istotne dla zachowania zdrowia, na czym nam najbardziej zależy" - powiedział ISBzdrowie Niedzielski.
"Nadmierne spożycie cukru, szczególnie w napojach gazowanych jest przyczyną otyłości. Otyłość z kolei powoduje wzrost zapadalności na szereg chorób, w tym w szczególności na cukrzycę typu 2. Dane NFZ wskazują, że stale wzrastała liczba osób z cukrzycą. Obecnie choruje na nią blisko 3 mln Polaków. Roczny koszt leczenia cukrzycy to ok. 2 mld złotych" - wyliczył prezes NFZ.
Na świecie już ponad 1,9 mld ludzi dorosłych ma nadwagę, z tego aż 650 mln to osoby otyłe, a wśród dzieci i młodzieży 18% ma nadwagę, a 7% jest otyłych. Z kolei w Polsce trzech na pięciu dorosłych ma nadwagę, a co czwarty jest otyły. Z kolei co piąty młody Polak zmaga się z nadwagą i otyłością.
Tę plagę ma powstrzymać tzw. opłata cukrowa. Ministerstwo Zdrowia skierowało do konsultacji projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w związku z promocją prozdrowotnych wyborów konsumentów. Według szacunków z tego tytułu ma wpłynąć dodatkowo 3 mld zł.
Prognozy nie są optymistyczne - szacuje się, że w 2025 r. w Polsce otyłych będzie 26% dorosłych kobiet i 30% dorosłych mężczyzn.
"Dlatego Narodowy Fundusz Zdrowia podjął bardzo usystematyzowane działania zakresie szeroko pojętej profilaktyki. Prowadzimy kampanię #NieCukrz, m.in. przy współpracy influancerów, staramy się przekonywać Polaków do zmiany zachowań w obszarze stylu życia, bo to on, w aż 60% wpływa na nasze zdrowie w przyszłości. Ważne są więc dieta, poziom aktywności fizycznej, jakość środowiska, w którym żyjemy. Temu przekonywaniu służy chociażby portal NFZ - diety.nfz.gov.pl, z którego można m.in. pobrać zbilansowane jadłospisy. Portal cieszy się sporym zainteresowaniem i ma już ćwierć miliona użytkowników" - podsumował Niedzielski.
Agnieszka Katrynicz | Drogi Użytkowniku!
W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych możemy przetwarzać Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane dodatkowo jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).
Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.
Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).
Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.
Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do odwołania zgody oraz prawo sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl. Wycofanie zgody nie wpływa na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego przed jej wycofaniem.
W dowolnym czasie możesz określić warunki przechowywania i dostępu do plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej.
Jeśli zgadzasz się na wykorzystanie technologii plików cookies wystarczy kliknąć poniższy przycisk „Przejdź do serwisu”.
Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o. | 3 |
Pierwsza pomoc dla psa - jak jej udzielić i co powinno się znaleźć w psiej apteczce
Większość z nas wie, jak udzielić pierwszej pomocy innemu człowiekowi, a co w sytuacji gdy w wyniku nagłego wypadku lub choroby lub urazu ucierpi pies? Znajomość podstawowych zasad pomocy i szybka reakcja może okazać się kluczowa. Na czym zatem polega pierwsza pomoc dla psa, który ucierpiał w wyniku wypadku, doznał urazu (złamania), krwawi lub wymiotuje? Dowiedz się więcej na ten temat! | Pierwsza pomoc dla psa - jak jej udzielić i co powinno się znaleźć w psiej apteczce
Większość z nas wie, jak udzielić pierwszej pomocy innemu człowiekowi, a co w sytuacji gdy w wyniku nagłego wypadku lub choroby lub urazu ucierpi pies? Znajomość podstawowych zasad pomocy i szybka reakcja może okazać się kluczowa. Na czym zatem polega pierwsza pomoc dla psa, który ucierpiał w wyniku wypadku, doznał urazu (złamania), krwawi lub wymiotuje? Dowiedz się więcej na ten temat! | 2 |
Władze sanitarne Korei Południowej poinformowały o lawinowym wzroście zakażeń koronawirusem SARS-CoV-2. W ciągu ostatniej doby zarejestrowano 438 nowych przypadków, co podnosi ogólny bilans do 5766 osób, u których stwierdzono obecność koronawirusa. Komisja Zdrowia Chin podała, że po trzech spadkowych dniach dobowa liczba zakażeń w Chinach znowu zaczęła rosnąć. W środę potwierdzono 139 nowych przypadków zakażeń, w stosunku do 114 przypadków zarejestrowanych we wtorek.
#wieszwiecej Polub nas
źródło: pap
Całkowita liczba zakażonych koronawirusem w Chinach kontynentalnych wynosi obecnie 80 409. Poinformowano o 31 zgonach z powodu koronawirusa w ciągu ostatniej doby, o siedem mniej niż we wtorek.Tendencja wzrostowa zakażeń wiąże się z ich nagłym wzrostem w mieście Wuhan, gdzie w ciągu ostatnich siedmiu dni notowano dwucyfrowy wynik, co dzień to niższy. W mieście zarejestrowano w środę 131 zakażeń w stosunku do 114 zakażeń we wtorek.Dla porównania w całej ponad 60-milionowej prowincji Hubei, bez miasta Wuhan, wykryto w środę tylko trzy przypadki zakażeń. W innych częściach Chin do czwartku rano potwierdzono pięć nowych zakażeń.Liczba wszystkich zarejestrowanych zakażeń w ChRL wynosi teraze 80 409, a bilans ofiar śmiertelnych sięga 3012. Wyzdrowiało łącznie 52 tys. osób.Chiny poinformowały o 31 zgonach z powodu koronawirusa w ciągu ostatniej doby. Wszystkie miały miejsce w Hubei. W przeddzień zmarło łącznie 38 osób, z czego tylko jeden zgon nastąpił w innej części kraju. Od początku epidemii w prowincji Hubei zmarło 2902 osoby.W Korei Południowej z powodu powikłań wywołanych ostrą niewydolnością oddechową zmarło dotąd 35 osób.Wywołujący groźne zapalenie płuc koronawirus SARS-CoV-2 pojawił się w grudniu w mieście Wuhan w środkowych Chinach i do tej pory rozprzestrzenił się na ok. 80 krajów. Koronawirus zabił dotąd ponad 3,2 tys. osób, w zdecydowanej większości w Chinach.Liczba potwierdzonych przypadków zakażenia w ponad 80 krajach wzrosła do prawie 94 tys. W Europie największa epidemia ma miejsce we Włoszech, zwłaszcza w północnych regionach Lombardia i Wenecja Euganejska, gdzie odnotowano 107 zgonów. | Liczba wszystkich zarejestrowanych zakażeń w ChRL wynosi obecnie 80 824, a bilans ofiar śmiertelnych sięga 3189. Wyzdrowiało 65 541 osób.
Chiny poinformowały, że wszystkie spośród 13 zgonów, jakie spowodował COVID-19 w ciągu ostatniej doby, miały miejsce w prowincji Hubei. W przeddzień zmarło tam 6 osób spośród wszystkich 8 ofiar śmiertelnych w ChRL. Od początku epidemii w prowincji Hubei odeszły 3075 osoby.
Wywołujący groźne zapalenie płuc koronawirus SARS-CoV-2 pojawił się w grudniu w mieście Wuhan w środkowych Chinach i do tej pory rozprzestrzenił się na ponad 130 krajów na całym świecie, zmarło nieco ponad 5 tys. ludzi, zakażonych jest niespełna 140 tys. osób. W Europie największe ognisko epidemii znajduje się we Włoszech.
Reklama
Podobnie jak w Chinach, również w Korei Płd. w ostatnich dniach maleje liczba zakażonych i zmarłych z powodu COVID-19, choć statystyki podlegają nieznacznych wahaniom - wskazują agencje. | 3 |
Opolski ZUS apeluje do przedsiębiorców o uważne i rzetelne wypełnianie dokumentów składanych w ramach tzw. tarczy antykryzysowej. Do opolskich placówek Zakładu wpłynęło do tej pory 16,5 tys. wniosków o pomoc - o zwolnienie z obowiązku opłacania składek, o wypłatę świadczenia postojowego czy odroczenie terminu płatności składek. - Jeśli w dokumentach są błędy, to ich rozpatrywanie może się przedłużyć - tłumaczy Sebastian Szczurek, regionalny rzecznik ZUS w Opolu.
- Poprawnie wypełniony wniosek pomaga w automatycznym rozpatrzeniu sprawy. Jeśliw odpowiednim miejscu nie ma podpisu, numer konta bankowego jest zbyt krótki albo zamiast wynagrodzenia wpisana jest stawka godzinowa, to takie sprawy musimy wyjaśniać, a to trwa - tłumaczy Sebastian Szczurek. - W takich sytuacjach musimy kontaktować się z wnioskodawcą, a to z kolei wydłuża wypłatę świadczenia - stwierdza.Jak tłumaczy regionalny rzecznik ZUS, zdarzają się sytuacje, w których wnioskodawca bezrefleksyjnie kopiuje dane ze wzorów formularzy udostępnionych na stronie urzędu i zostawia umieszczony tam podpis: Jan Kowalski. - To się zdarza coraz częściej - dodaje.- Innym błędem jest wysyłanie skanów dokumentów na adres mailowy Centrum Obsługi Telefonicznej ZUS. To nie jest kanał do dostarczania wniosków o wypłatę świadczeń czy o zwolnienie z opłacania składek. Warto zatem przyłożyć się do starannego wypełnienia druków - mówi rzecznik opolskiego ZUS. - To pomoże w szybkim rozstrzygnięciu sprawy - dodaje Sebastian Szczurek.Wnioski do ZUS można składać elektronicznie - za pomocą Platformy Usług Elektronicznych lub papierowo. Wszelkie informacje na temat tego, kto może skorzystać z ulg, gdzie składać wnioski i jak je wypełnić, można znaleźć na stronie internetowej Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. | 4 | |
We wtorek, 10 marca 2020, Jacek Kurski został odwołany ze stanowiska prezesa Telewizji Polskiej w korespondencyjnym głosowaniu Rady Mediów Narodowych, które zarządził przewodniczący Krzysztof Czabański
Wojciech Krzyżaniak podsumowuje cztery lata rządów prezesa Kurskiego
Poziom dziennikarstwa spadł poniżej skali. Stopień zakłamania i manipulacji porównywalny do najgorszych "wzorców" peerelowskiej machiny propagandowej
Najciemniejszymi miejscami są oczywiście dziennik telewizyjny "Wiadomości", absurdalnie głupi program "W tyle wizji" i najskrajniejsza szczujnia, czyli "Studio Polska", w której bryluje pani Magdalena
Pomysł, żeby większą wagę przyłożyć do widza 50+ jest interesujący i każe przypuszczać, że prezes miał albo dobrą intuicję, albo bardzo dobrego doradcę. W zalewie niekończącego się festiwalu kiczu, przerywanego skandaliczną publicystyką, propozycje kulturalne były naprawdę niezłe
Jacek Kurski grał przede wszystkim na siebie. Uwielbia być uwielbiany, a uwielbienie najłatwiej jest kupić. Dlatego korzystając z rządowych dotacji, przebijał każdą cenę
Jacek Kurski, po tym jak w marcu stracił stanowisko prezesa Telewizji Polskiej, wraca do zarządu TVP. Odwołała go Rada Mediów Narodowych, której przewodniczący potwierdza teraz, że wniosek o powrót Kurskiego został poddany pod głosowanie.
Jak rządził Jacek Kurski? Poziom dziennikarstwa spada poniżej skali
Czas Jacka Kurskiego w TVP zapisze się gigantyczną promocją disco polo i najprostszej rozrywki, a takoż koszmarem prezesowskiej autopromocji i samouwielbienia mierzonego nie tylko w ilości czasu antenowego, który poświęcił sobie, ale również tonami wazeliny zużytej przez prowadzących i "dziennikarzy" rozpływających się w pochwałach dla swojego szefa przy każdej możliwej sposobności. Plus kultowe już prezesowskie twitty, w których popisuje się wynikami oglądalności. To są niewątpliwe negatywy. I jeśli TVP oceniać wyłącznie przez pryzmat publicystyki i rozrywki, to obraz byłby iście dramatyczny.
Stopień zakłamania i manipulacji porównywalny - a i to z coraz większym trudem - do najgorszych "wzorców" peerelowskiej machiny propagandowej. Pracownicy pionu informacji nie cofają się przed niczym. Stworzyli swój własny świat i nawet nie udają, że obchodzi ich, jaka jest prawda. To ewidentnie wpływ prezesa, który zawsze znany był z tego, że w propagandzie sprawdza się doskonale. Wiedział, że propaganda i oddanie ludzi musi kosztować, więc świetnie płacił. Ale wiedział również, że tym bardziej będzie mógł na swoich ludziach polegać i tym więcej wymagać, im bardziej będą upodleni, i im bardziej… nie mają wyjścia. I dlatego każdy musiał zostać złamany. Poza tymi, którzy uczestniczyli i wciąż uczestniczą w tym propagandowym przedsięwzięciu już to z cynizmu, już to z innych osobistych powodów, jak choćby pani Magdalena Ogórek czy Danuta Holecka.
Najskrajniejsza szczujnia i absurdalnie głupi program, w którym bryluje pani Magdalena
Najciemniejszymi miejscami są oczywiście dziennik telewizyjny "Wiadomości", absurdalnie głupi program "W tyle wizji" i najskrajniejsza szczujnia, czyli "Studio Polska", w której bryluje wspomniana już pani Magdalena.
Kiedy Jacek Kurski zostawał prezesem TVP, byłem jednym z niewielu dziennikarzy, którzy dawali mu kredyt zaufania. Do pewnego stopnia oczywiście. Nie miałem złudzeń, że TVP stanie się tubą rządu i rządzącej partii, ale przyznam, że nie spodziewałem się aż takiej bezczelności. Moje szczere nadzieje wiązałem jednak głównie z działalnością pozapolityczną i informacyjną. Plany restrukturyzacji TVP, proponowany nowy podział kompetencji, silna pozycja redakcji tematycznych był i jest ciekawy. I co ważniejsze, realizował się. Trzeba też oddać prezesowi, że to za jego sprawą bardzo wzrosła produkcja własna TVP, powstała cała masa, często niezłych seriali i programów rozrywkowych. Te ostatnie zawsze będą poddawane krytyce, ale wypada zaznaczyć, że nawet jeśli nie są to programy najmądrzejsze, to prawie zawsze realizowane na bardzo wysokim poziomie. Jak choćby show "Dance, Dance, Dance".
Co ważne, okazało się, że można stworzyć własny format rozrywki, czyli "Sanatorium miłości", i sprzedawać je na świecie. Coś, co do tej pory wydawało się nierealne. W ogóle pomysł, żeby większą wagę przyłożyć do widza 50+ jest interesujący i każe przypuszczać, że prezes ma albo dobrą intuicję, albo bardzo dobrego doradcę. Bo tzw. grupa komercyjna - najbardziej wartościowa dla telewizji, bo do niej kierowane są reklamy - która w panelach badawczych kończy się na wieku 49 lat, to już anachronizm. Dzisiaj największą siłę nabywczą w Europie i w Polsce również mają osoby 50+. Dlatego takie produkcje jak wspomniane "Sanatorium" czy "Voice: Senior" trzeba docenić.
Seriale w TVP i kilka produktów serialopodobnych. A kultura?
Produkcja serialowa to też ciekawy przypadek. Otóż i tu znowu kilka słów pochwały. Prezesowi Kurskiemu udało się zwiększyć liczbę tytułów i jednocześnie zmniejszyć ilość porażek. Tych nie uniknął, i kilka produktów serialopodobnych musiało zniknąć i zostać zapomnianych, ale wciąż pojawiają się nowe, i zostają na dłużej. Dobrym przykładem może być popołudniowa "Leśniczówka" czy sensacyjne, kostiumowe "Wojenne dziewczyny". Chociaż i tak serialowym symbolem zarządu Kurskiego pozostanie nieszczęsna "Korona królów". Nieszczęsna, bo oberwała chyba z każdej strony, i czasami niezasłużenie. Ale do tej produkcji udało się kupić gwiazdę w osobie Grażyny Szapołowskiej. Grosz jest grosz.
No i sukces spektakularny. Na pewnym poziomie nawet najważniejszy, czyli zwycięstwo "Pytania na śniadanie" nad "Dzień dobry TVN". To dla TVN-u był chyba większy klaps od rosnącej popularności "Wiadomości".
Wzmocniona została również kultura. Tak. W zalewie niekończącego się festiwalu kiczu, przerywanego skandaliczną publicystyką, propozycje kulturalne były naprawdę niezłe. I żeby już nie wnikać w szczegóły, powiem tylko tyle, że przywrócił Kurski należne miejsce Teatrowi Telewizji. W tygodniu prezentowane były przynajmniej dwa spektakle, a wśród nich kilkadziesiąt premierowych w każdym roku. Sporo spektakli średnich, albo podszytych polityką, ale zdarzały się takie perełki jak "Dołęga-Mostowicz. Kiedy zamykam oczy".
I jeszcze jeden sukces. Tym razem gorzki. Mimo tych bezeceństw, jakich dopuszczał się Kurski z użyciem TVP, nadal nie brakowało osób chcących z nim współpracować. Nie zważając na propagandę, cenzurę, zdjęcie z anteny spektaklu "Biały dmuchawiec", bo występowała w nim Julia Wyszyńska, która grała w słynnej "Klątwie" w Teatrze Powszechnym, kolejni aktorzy, reżyserzy i scenarzyści walą do Kurskiego drzwiami i oknami z nadzieją na umowę i zarobek. Wśród nich również wielcy krytycy PiS-u i samego Kurskiego, jak choćby Wojciech Pszoniak (spektakl "Paradiso") czy Olgierd Łukaszewicz (spektakl "Ostatni hrabia. Edward Bernard Raczyński").
Jacek Kurski grał przede wszystkim na siebie
Jacek Kurski grał jednak przede wszystkim na siebie. Uwielbia być uwielbiany, a uwielbienie trzeba kupić. Dlatego korzystając z rządowych dotacji, przebijał każdą cenę, i płacił, żeby móc słuchać, jaki jest wspaniały i przebywać wśród gwiazd i gwiazdeczek. Stąd te absurdalnie rozdęte do gargantuicznych rozmiarów discopolowe gale i festiwale... I oczywiście sport, za który gotów był płacić wielkie pieniądze. I to płacić bez sensu.
Bo telewizja publiczna powinna dawać widzom również emocje sportowe, ale wydawać tak wielkie pieniądze powinna tylko wtedy, jeśli żadna otwarta, naziemna telewizja nie byłaby transmisją zainteresowana. Dotyczy to zwłaszcza takich imprez jak piłkarskie mistrzostwa świata. To jest zbytek. I nie jest wytłumaczeniem fakt, że TVP na transmisjach może zarobić. Bo telewizje publiczne nie są od zarabiania i schlebiania gustom, tylko od kreowania.
Ciągle mocną pozycję mają mocni telewizyjni producenci. A przecież pamiętam, jak ubiegając się o prezesowski kontrakt, Jacek Kurski obiecywał zwiększenie dywersyfikacji źródeł pozyskiwania polskiego kontentu i ograniczenie współpracy z największymi producentami na rzecz mniejszych. Fakt, pojawili się nowi, ale pozycja starych i sprawdzonych jest nienaruszona. Takich niezrealizowanych zapowiedzi było więcej. Ot, choćby transparentność zamówień kolejnych produkcji. Jako swój atut przedstawiał Kurski przygotowany i realizowany przez Wojciecha Hoflika program "NOS" czyli Nabór, Ocena, Selekcja, przez który miały być "przepuszczane" wszystkie propozycje programowe. Jakoś o tym ucichło, i zamówienia składało się w dawniej sprawdzony sposób, czyli przez gabinet prezesa.
Cholernie drogo i po trupach, ale udało się Kurskiemu wyprowadzić TVP na szczyt, który sam sobie wymarzył, a że jest to chwilami szczyt obciachu, to już inna sprawa. | Trudno zrozumieć, o co chodziło w piątkowej konferencji prezydenta Andrzeja Dudy i premiera Mateusza Morawieckiego.
Dwóch polityków zajmujących najwyższe funkcje w państwie wygłosiło pean na cześć Telewizji Polskiej, a następnie dowiedzieliśmy się, że jej prezes, Jacek Kurski zostanie w trybie natychmiastowym odwołany. Skoro jest tak dobrze, to czemu Kurski traci stanowisko?
Nędzne show
Cały spektakl wyglądał tak, jakby PiS porozumiał się z prezydentem co do potrzeby rytualnego poparcia przekazu mediów publicznych, ale zarazem warunkiem wspólnego występu premiera i prezydenta była dymisja Kurskiego. Logiki w tym żadnej nie było. Co najwyżej partykularne interesy i gierki personalne.
Komentatorzy słusznie oburzają się na podpis Dudy pod ustawą przyznającą dodatkowe 2 mld zł rocznie dla TVP w sytuacji, gdy brakuje środków na wiele podstawowych obszarów funkcjonowania państwa, w tym służbę zdrowia czy szkolnictwo.
Kasa na propagandę
Ale oburzenie budzi przede wszystkim nie tyle przekazanie środków na media publiczne, co finansowanie przez państwo tępej, agresywnej propagandy rządowej. To dlatego tak oburzające były zachwyty premiera i prezydenta nad „misją TVP”.
Można by jeszcze zrozumieć decyzję Andrzeja Dudy, gdybyśmy usłyszeli przeprosiny za ohydną, pełną kłamstw i manipulacji propagandę telewizji za rządów Jacka Kurskiego i obietnicę zmian. Niestety nic takiego nie pojawiło się. Właściwie od początku długiej wypowiedzi prezydenta było wiadomo, że podpisze ustawę, ponieważ o TVP wypowiadał się w samych superlatywach. W świetle jego wystąpienia to nie brak veta zaskakuje, a dymisja Kurskiego, na rzecz której ani prezydent, ani premier nie przedstawili żadnych argumentów.
Tymczasem największym skandalem nie jest przekazanie mediom publicznym dodatkowych środków, bo profesjonalne media wymagają oczywiście pieniędzy. Skandalem jest przekaz TVP, będący wulgarną, prymitywną propagandą rządową, sprzeczną z jakkolwiek pojmowaną misją i z ustawą o Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji.
Gdzie ta misja?
Przypomnijmy, że w jej myśl „publiczna radiofonia i telewizja realizuje misję publiczną, oferując, na zasadach określonych w ustawie, całemu społeczeństwu i poszczególnym jego częściom, zróżnicowane programy i inne usługi w zakresie informacji, publicystyki, kultury, rozrywki, edukacji i sportu, cechujące się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością oraz innowacyjnością, wysoką jakością i integralnością przekazu”. Przekaz TVP brutalnie przeczy „pluralizmowi, bezstronności, wyważeniu i niezależności” i jeżeli TVP miałaby działać w oparciu o ustawę, wszyscy dyrektorzy i czołowi dziennikarze powinni być usunięci ze stanowisk w trybie natychmiastowym. Nie tylko jednak tak się nie dzieje, ale najbardziej rozpoznawalni propagandziści Telewizji Polskiej zarabiają kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie, a sam prezes Jacek Kurski przez cztery lata kompromitowania mediów publicznych zarobił blisko 1,5 mln zł!
Podobne środki TVP wyrzuciła na takie tuzy intelektu jak Magdalena Ogórek, Danuta Holecka czy Michał Rachoń. Wydawanie środków państwowych na osoby tego pokroju to skandaliczne marnotrawienie pieniędzy, za które osoby odpowiedzialne powinny ponieść konsekwencje. Dodatkowe środki na telewizję publiczną dałoby się przeboleć, gdyby realizowała ona swoją ustawową misję. W obecnym kształcie państwo nie powinno do niej dopłacać ani złotówki. Partyjną propagandę PiS powinien finansować z własnych środków. | 3 |
Federalny Trybunał Konstytucyjny orzekł w ubiegłym tygodniu, że Europejski Bank Centralny przekroczył swoje uprawnienia, skupując wielomiliardowe obligacje państw strefy euro. Niemiecki TK podważył tym samym wcześniejszy wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE, który nie zakwestionował prawomocności tej operacji.
Jak podaje Deutsche Welle, decyzja niemieckiego trybunału stanowi problem dla kanclerz Niemiec Angel Merkel. Według informacji z kręgów rządowych, na które powołuje się agencja dpa, w wideokonferencji prezydium CDU kanclerz określiła wyrok mianem "uleczalnego", jeżeli EBC wyjaśni swój sposób postępowania przy skupywaniu obligacji.
Merkel miała zwrócić uwagę, że sytuacja jest "drażliwa", ponieważ wyrokowi niemieckiego TK przyklasnęły inne państwa europejskie. "Pochwaliła go także Polska, która od lat ma problemy z TSUE w związku z kontrowersyjnym reformowaniem wymiaru sprawiedliwości. Podczas wideokonferencji Merkel nie wskazała jednak jednoznacznie na Polskę, podaje DPA. Nie toczyła się także podczas tej konferencji żadna dyskusja na temat wyroku z Karlsruhe" – informuje DW.
Merkel przekonywała, że niezależność EBC ma dla Niemiec kluczowe znaczenie. Apelowała, by wszystkie strony, zarówno rząd w Berlinie, EBC, jak i Unia Europejska podeszły do tej sytuacji "bardzo mądrze".
Czytaj też:
Ambasador porównał Merkel do Hitlera. Stracił stanowisko | Niemcy łamią sobie głowę nad wyrokiem Federalnego Trybunału Konstytucyjnego podważającego orzeczenie TSUE ws. Europejskiego Banku Centralnego: jak polityka ma przywołać do porządku niezależną instytucję, którą jest Europejski Bank Centralny?
EBC tymczasem chce kontynuować kontrowersyjną operację skupu wielomiliardowych obligacji państw strefy euro. Jest to zgodne z mandatem EBC - powiedziała w poniedziałek (11.05.2020) włoskiemu dziennikowi „La Repubblica” członkimi zarządu banku Isabel Schnabel.
EBC nie zmieni kursu
Schnabel podkreśliła, że w sprawach prawnych dotyczących EBC i jego działania kompetentny jest wyłącznie Trybunał Sprawiedliwości UE (TSUE). "W 2018 r. TSUE orzekł, że PSPP jest legalny” - powiedziała odnosząc się do prowadzonego przez Europejski Bank Centralny programu zakupu aktywów sektora publicznego na rynkach wtórnych (Public Sector Purchase Programme). Wcześniej szefowa EBC Christine Lagarde dała wyraźnie do zrozumienia, że także po wyroku sędziów z Karlsruhe Europejski Bank Centralny będzie się trzymał przyjętego kursu.
Federalny Trybunał Konstytucyjny orzekł w ubiegłym tygodniu, że EBC przekroczył swoje uprawnienia, skupując wielomiliardowe obligacje państw strefy euro. Podważył tym samym wcześniejszy wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE, który nie zakwestionował prawomocności tej operacji. Po tej decyzji Niemiecki Bank Federalny może w przyszłości uczestniczyć w PSPP tylko wówczas, gdy Rada Prezesów EBC uzasadni proporcjonalność stosowanych środków. Niemiecki TK dał rządowi w Berlinie trzy miesiące na to, by skłonił EBC do rewizji kontrowersyjnego programu. Orzeczeniem tym sędziowie z Karlsruhe po raz pierwszy sprzeciwili się decyzji najwyższego organu sądowego Unii Europejskiej.
Komisja Europejska przypomniała w tym kontekście, że wyroki TSUE są wiążące dla wszystkich państw członkowskich Wspólnoty. Przewodnicząca KE Ursula von der Leyen zapowiedziała sprawdzenie wyroku Trybunału Konstytucyjnego pod kątem wszczęcia postępowania naruszeniowego przeciwko Republice Federalnej Niemiec.
Merkel jest optymistką
Kanclerz Niemiec Angela Merkel (CDU) dostrzega trudną sytuację w związku z wyrokiem sędziów z Karlsruhe. Zarazem jednak wyraziła się optymistycznie o możliwym rozwiązaniu konfliktu. Według informacji z kręgów rządowych, na które powołuje się agencja DPA, w wideokonferencji prezydium CDU nazwała wyrok niemieckiego TK „uleczalnym”, jeżeli Europejski Bank Centralny wyjaśni swój sposób postępowania przy skupywaniu obligacji. Wyrok ma bardzo duże znaczenie.
Jednocześnie Merkel przyznała, że sytuacja jest drażliwa, ponieważ wyrokowi niemieckiego TK przyklasnęły inne państwa europejskie. Pochwaliła go także Polska, która od lat ma problemy z TSUE w związku z kontrowersyjnym reformowaniem wymiaru sprawiedliwości. Podczas wideokonferencji Merkel nie wskazała jednak jednoznacznie na Polskę, podaje DPA. Nie toczyła się także podczas tej konferencji żadna dyskusja na temat wyroku z Karlsruhe.
Do aktualnej sytuacji wszystkie strony muszą podejść bardzo mądrze, apelowała kanclerz. Dotyczy to zarówno rządu Niemiec, jak i Unii Europejskiej i EBC. Angela Merkel podkreśliła jednocześnie, że niezależność Europejskiego Banku Centralnego ma dla Niemiec zasadnicze znaczenie. Bardziej konkretnie się nie wypowiedziała.
(DPA/stas) | 4 |
Dramatyczne sceny w Brazylii ogarniętej epidemią koronawirusa. Służby nie nadążają z chowaniem zmarłych z powodu COVID-19. W mediach pojawiają się zdjecia masowych grobów, pospiesznie wykopywanych w pobliżu dużych miast.
Ameryka Południowa stała się nowym epicentrum pandemii Covid-19 / PAP/EPA/Joedson Alves /
W piątek Brazylia wyprzedziła pod względem liczby zakażeń koronawirusem Rosję i plasuje się obecnie na drugim miejscu po Stanach Zjednoczonych, jeśli chodzi o liczbę zakażeń i zagonów. W kraju odnotowano łącznie 330 890 przypadków zakażenia SARS-CoV-2. Liczba ofiar śmiertelnych wzrosła w Brazylii w ciągu ostatniej doby o 1001 i przekroczyła 21 tysięcy.
Jak zaznacza Reuters, który opublikował te dane za brazylijskim resortem zdrowia, rzeczywista liczba zakażonych jest z pewnością wyższa. Władze kraju nie spieszyły się bowiem z upowszechnieniem dostępu do testów, a tylko w ten sposób można oszacować liczbę ewentualnych zakażeń - napisał.
Z chowaniem zmarłych na koronawirusa nie nadążają służby w Brazylii.
Rodziny nie mają czasu, by pożegnać zmarłych bliskich, pospiesznie chowanych w rzędach grobów wykopywanych w pobliżu dużych miast.
Do tego dochodzi problem pogarszających się nastrojów społecznych w ubogich dzielnicach brazylijskich metropolii.
Władze nie mają jednak pomysłu na pomoc najuboższym, za to w favelach coraz częściej dochodzi do brutalnych interwencji policji - podaje za zagranicznymi mediami Onet.
/ PAP/EPA/Joedson Alves /
Bolsonaro w ogniu krytyki
Prezydent Brazylii Jair Bolsonaro od początku pandemii sprzeciwia się wielu zaleceniom, mającym na celu walkę z koronawirusem.
"Prowadzimy wojnę. Gorsza od porażki byłaby hańba poddania się" - pisał na Twitterze. Walkę próbował prowadzić środkami odmiennymi niż te, które zostały zastosowane w większości krajów na świecie, wezwał m.in. do stosowania w leczeniu chlorochiny mimo ostrzeżeń ze strony ekspertów medycznych, którzy podkreślają, że jej skuteczność w zwalczaniu nowego wirusa nie jest dowiedziona.
Prezydent znalazł się jednak w ogniu społecznej krytyki, spowodowanej gwałtownie rozprzestrzeniającą się pandemią.
Ameryka Południowa nowym epicentrum pandemii
W sobotę WHO poinformowało, że Ameryka Południowa stała się nowym epicentrum pandemii Covid-19.
Obserwujemy wiele krajów Ameryki Południowej z rosnącą liczbą przypadków i wyraźnie panuje zaniepokojenie w wielu z tych krajów, ale na pewno najbardziej dotknięta jest obecnie Brazylia - wskazał ekspert Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) dr Mike Ryan.
Jak wynika z najnowszego codziennego raportu WHO, Brazylia odnotowała więcej infekcji niż jakikolwiek inny kraj w Ameryce Południowej. Ryan powiedział, że liczba potwierdzonych przypadków w tym kraju zbliża się obecnie do 300 tys., a zgonów z powodu Covid-19 do 19 tys. | Pierwsza pomoc dla psa - jak jej udzielić i co powinno się znaleźć w psiej apteczce
Większość z nas wie, jak udzielić pierwszej pomocy innemu człowiekowi, a co w sytuacji gdy w wyniku nagłego wypadku lub choroby lub urazu ucierpi pies? Znajomość podstawowych zasad pomocy i szybka reakcja może okazać się kluczowa. Na czym zatem polega pierwsza pomoc dla psa, który ucierpiał w wyniku wypadku, doznał urazu (złamania), krwawi lub wymiotuje? Dowiedz się więcej na ten temat! | 4 |
Podjacki zebrał 1241 podpisów, z czego PKW zakwestionowała 638, wśród nich było 62 podpisów osób, które od lat nie żyją. W przypadku Potockiego zakwestionowano aż 1320 z 1841 podpisów (35 podpisów należało do nieboszczyków). Z kolei Lewicki złożył 1138 podpisów, 337 zakwestionowano . Podpisów zmarłych było 15. | Do Państwowej Komisji Wyborczej zgłosiło się aż 19 komitetów wyborczych. Pięć z nich załączyło do zawiadomienia o utworzeniu komitetu listy poparcia z podpisami osób zmarłych - podaje "Rzeczpospolita".
O trzech wiadomo, bo uchwały o wezwaniu do usunięcia wad zawiadomień opublikowała PKW. Jednym z nich jest Wojciech Podjacki, lider Ligi Obrony Suwerenności. Jego pełnomocnik złożył 1241 podpisów, z czego PKW zakwestionowała aż 638, m.in. z powodu 62 podpisów osób od lat nieżyjących.
Na poparcie zmarłych powoływali się też pełnomocnicy Jana Zbigniewa Potockiego, który już teraz uważa się za urzędującego prezydenta w myśl konstytucji kwietniowej, oraz Wiesława Lewickiego z partii Normalny Kraj. U pierwszego zakwestionowano aż 1320 z 1841 podpisów. Znaleziono 35 podpisów nieboszczyków. Pełnomocnik Lewickiego złożył 1138 podpisów, z czego zakwestionowano 337. Podpisów martwych dusz było 15 - czytamy.
Z ustaleń „Rzeczpospolitej" wynika, że podpisy nieżyjących znalazły się na kartach jeszcze dwóch kandydatów. Chodzi o eksperta Centrum im. Smitha Andrzeja Voigta (15 nieboszczyków) oraz emerytowanego pułkownika Agencji Wywiadu Piotra Wrońskiego (trzech zmarłych). W przypadkach tych dwóch kandydatów PKW nie wezwała do usunięcia wad, bo po odjęciu nieprawidłowych podpisów wciąż było ich co najmniej tysiąc.
Informacje o nieprawidłowościach trafiły do organów ścigania.
Więcej w "Rzeczpospolitej". | 4 |
Jak poradzimy sobie z epidemią, gdy nie będzie miał nas kto leczyć? Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, prof. Andrzej Matyja, podzielił się przerażającymi danymi – 17 proc. zakażonych koronawiusem w Polsce to personel medyczny. W szpitalach brakuje środków ochrony osobistej.
Zakażenie koronawirusem potwierdzono u 461 przedstawicieli personelu medycznego, m.in. u lekarzy, pielęgniarek i ratowników. Taki był przynajmniej stan na czwartek, wg informacji podanych przez GIS. Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, prof. Andrzej Matyja, przypomniał w TVN24, że wielokrotnie mówił o braku środków ochrony osobistej dla personelu medycznego i braku możliwości ich zakupu hurtowego.
– 17 proc. ogólnie zakażonych w Polsce to personel medyczny. To procent zatrważający, najwyższy w Europie. Mam informacje, że w samej Warszawie 24 lekarzy jest z dodatnim wynikiem testu – podkreślił prezes NRL.
Zakażeni pracownicy medyczni stanowią zagrożenie dla całego systemu ochrony zdrowia. Gdy zabraknie lekarzy i pielęgniarek, to po pierwsze nie będzie miał kto walczyć z epidemią, a po drugie bez opieki zostaną pozostali chorzy.
– Przecież nasi chorzy nagle nie pozbyli się innych schorzeń. Chorujemy na choroby onkologiczne, są udary, zawały. Nie możemy pozwolić, by liczba zgonów z innych niż koronawirus powodów wzrastała. Tego się całe środowisko obawia. Jeśli nie będziemy mieć możliwości normalnego leczenia, diagnozowania, może dojść do załamania systemu – tłumaczy Matyja.
Prof. Matyja twierdzi, że w Polsce wciąż wykonuje się zbyt mało testów na Covid-19.
– Wykonujemy za mało testów, ich dostępność jest niewielka, a wręcz czasami żadna – powiedział. – 6 tys. testów dziennie to dużo, ale zdecydowanie za mało abyśmy mogli szybciej identyfikować potencjalnych zakażonych pacjentów. Musimy rozpocząć walkę z tym wrogiem, a nie tylko wycofać się do kwarantanny – stwierdził.
Zakażenie koronawirusem potwierdzono w Polsce u 3266 osób, z czego – jak dotąd – 320 przypadków stwierdzono w piątek. 65 osób zmarło.
Źródło: PAP | Prezes NRL w piśmie do Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej Marleny Maląg zaznacza, że mimo jej publicznych wypowiedzi, stan prawny dotyczący wystawiania zwolnień lekarskich od pracy nie uległ zmianie.
"Fakt ten budzi olbrzymi niepokój lekarzy uprawnionych do wystawiania ww. zaświadczeń i wystawiających je na podstawie teleporad. Pogarsza to komfort pracy w tym bardzo trudnym dla całego systemu ochrony zdrowia czasie" - wyjaśnił prezes.
Potrzeba ram prawnych
Matyja zaznaczył też, że środowisko lekarskie chce i jest gotowe korzystać z możliwości udzielania świadczeń zdalnie, lecz wymaga to stworzenia stosownych i bezpiecznych ram prawnych.
Reklama
Przypomniał też, że w ostatnich dniach weszło w życie wiele przygotowanych przez ministra zdrowia aktów prawnych wprowadzających możliwość udzielania świadczeń opieki zdrowotnej w formie teleporady. Dodał, że wprowadzenie analogicznych zmian w zakresie wystawiania zwolnień lekarskich jest absolutnie niezbędne.
Prezes NRL podkreślił, że zmiany prawne dotyczące wystawienia zaświadczenia o czasowej niezdolności do pracy jedynie na podstawie wywiadu zebranego w drodze telefonicznej muszą obejmować wszystkie sytuacje od chwili pojawienia się w Polsce przypadków zarażenia koronawirusem.
Lekarze domagają się jednoznacznego komunikatu
Jednocześnie - jak zaznaczył Matyja - środowisko lekarskie domaga się jednoznacznego komunikatu ze strony Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, przedstawiającego oficjalne stanowisko, które wprost aprobowałoby wystawianie zwolnień od pracy jedynie na podstawie wywiadu lekarskiego przeprowadzonego w ramach rozmowy telefonicznej.
"Do tej pory nie wydano żadnego takiego stanowiska" - dodał. | 3 |
Andrzej Duda traci jeden punkt procentowy w porównaniu do poprzedniego badania, ale pozostaje zdecydowanym liderem w sondażu przeprowadzonym przez pracownię Social Changes. Urzędujący prezydent może liczyć na 40 proc. głosów w pierwszej turze wyborów prezydenckich.
Według sondażu dla portalu wpolityce.pl zmian w porównaniu do poprzedniego tygodnia nie zanotował Rafał Trzaskowski. Swój głos chce na niego wciąż oddać 29 proc. respondentów.
Zyskuje natomiast Szymon Hołownia (2 punkty procentowe) i notuje poparcie rzędu 15 proc.
1 punkt procentowy więcej zanotował także Krzysztof Bosak, na którego zagłosować chce 7 proc. uczestników sondażu. 1 punkt traci Robert Biedroń i obecnie może liczyć na zaledwie 4 proc. poparcia. Marek Jakubiak podobnie jak w poprzednim badaniu uzyskuje 1 proc. głosów.
Rekordowo wysoka jest za to deklarowana frekwencja. Aż 70 proc. uczestników sondażu odpowiedziało, że poszłoby na wybory, gdyby te odbyły się w najbliższą niedzielę.
Sondaż przeprowadzono w dniach 5-9 czerwca.
dam/wpolityce.pl,Fronda.pl | Pracownia Social Changes przeprowadziła na zlecenie portalu wPolityce.pl kolejny sondaż wyborczy dla kandydatów ubiegających się o urząd prezydenta RP. Pytano o głosowanie na kandydatów w sytuacji, gdyby wybory odbyły się w sposób tradycyjny w lokalach wyborczych w najbliższą niedzielę.
Z badania wynika, że obecny prezydent Andrzej Duda wygrałby w pierwszej turze z poparciem 54 proc.
Na drugim miejscu znalazłby się Szymon Hołownia z wynikiem poparcia 14 proc. i wyprzedziłby Władysława Kosiniaka-Kamysza, który mógłby liczyć na 10 proc. poparcia.
Na kolejnych miejscach sondażu znaleźli się:
- Krzysztof Bosak – z poparciem 8 proc.
- Małgorzata Kidawa-Błońska – z poparciem 7 proc.
- Robert Biedroń – uzyskałby poparcie 6 proc.
- Marek Jakubiak – z poparciem 1 proc.
mp/wpolityce.pl | 3 |
Hutchinson wzięła w środę udział w wirtualnej konferencji prasowej przed czwartkowym spotkaniem ministrów - również wirtualnym - państw NATO. Zapytana, czy pandemia COVID-19 będzie miała wpływ na plany wzmocnienie obecności wojskowej USA w Polsce, dyplomatka zapewniła, że zmiana planów nie wchodzi w grę.
"To nie jest czas na zmniejszanie liczby żołnierzy. Chcemy ich chronić, zapewniamy im opiekę. Jesteśmy absolutnie zaangażowani w bezpieczeństwo Polski, państw bałtyckich i naszych sojuszników, ale też naszych partnerów, takich jak Ukraina i Gruzja" - powiedziała Hutchinson. "Nie wprowadzamy żadnych zmian. Z pewnością nie opuścimy Europy" - dodała.
Reklama
Zapytana o przyszłość wydatków państw Sojuszu w czasie, kiedy rządy będą kłaść większy nacisk na ochronę zdrowia i gospodarkę, Hutchinson odpowiedziała, że choć rozumie wagę i trudność problemu, bezpieczeństwo nadal musi pozostać priorytetem.
"Nie zaprzestaną prób rakietowych"
"Zagrożenia nie ustaną, nasi adwersarze nie zaprzestaną prób destabilizacji państw i nie zaprzestaną prób rakietowych. Musimy postawić bezpieczeństwo na pierwszym miejscu" - zaznaczyła. Dodała, że inwestycje w obronę przynoszą efekt także w czasie pandemii, bo wojsko odgrywa ważną rolę w udzielaniu pomocy humanitarnej i zapewnieniu kluczowego sprzętu.
Amerykanka stwierdziła przy tym, że NATO stało się jednym z głównych punktów koordynacji działań między sojusznikami w czasie pandemii.
Witając najnowszego członka NATO - Macedonię Północną - przedstawicielka Waszyngtonu zapowiedziała, że drzwi sojuszu są cały czas otwarte, także dla państw takich jak Ukraina, Gruzja, czy Bośnia i Hercegowina. | Hutchinson wzięła dziś udział w wirtualnej konferencji prasowej przed jutrzejszym spotkaniem ministrów - również wirtualnym - państw NATO. Zapytana, czy pandemia COVID-19 będzie miała wpływ na plany wzmocnienie obecności wojskowej USA w Polsce, dyplomatka zapewniła, że zmiana planów nie wchodzi w grę.
- To nie jest czas na zmniejszanie liczby żołnierzy. Chcemy ich chronić, zapewniamy im opiekę. Jesteśmy absolutnie zaangażowani w bezpieczeństwo Polski, państw bałtyckich i naszych sojuszników, ale też naszych partnerów, takich jak Ukraina i Gruzja - powiedziała Hutchinson. - Nie wprowadzamy żadnych zmian. Z pewnością nie opuścimy Europy - dodała.
Zapytana o przyszłość wydatków państw Sojuszu w czasie, kiedy rządy będą kłaść większy nacisk na ochronę zdrowia i gospodarkę, Hutchinson odpowiedziała, że choć rozumie wagę i trudność problemu, bezpieczeństwo nadal musi pozostać priorytetem.
- Zagrożenia nie ustaną, nasi adwersarze nie zaprzestaną prób destabilizacji państw i nie zaprzestaną prób rakietowych. Jako demokracje musimy postawić bezpieczeństwo na pierwszym miejscu - zaznaczyła. Dodała, że inwestycje w obronę przynoszą efekt także w czasie pandemii, bo wojsko odgrywa ważną rolę w udzielaniu pomocy humanitarnej i zapewnieniu kluczowego sprzętu.
Drzwi do NATO otwarte dla kolejnych państw Europy Wschodniej
Amerykanka stwierdziła przy tym, że NATO stało się jednym z głównych punktów koordynacji działań między sojusznikami w czasie pandemii.
Witając najnowszego członka NATO - Macedonię Północną - przedstawicielka Waszyngtonu zapowiedziała, że drzwi sojuszu są cały czas otwarte, także dla państw takich jak Ukraina, Gruzja, czy Bośnia i Hercegowina.
(pc) | 4 |
Hasło wyborcze zaprezentowali Kamila Gasiuk-Pihowicz i Cezary Tomczyk. Była posłanka Nowoczesnej przekonywałą, że powstało ono dzięki ludziom, których politycy PO spotykali na ulicach polskich miast i miasteczek. – Jest odpowiedzią na to, co słyszeliśmy – wskazała.
– Nasze hasło to "Silny prezydent, wspólna Polska". To odpowiedź na diagnozę, którą słyszymy na polskich ulicach, to diagnoza na "mamy dość". Odpowiedzią na "mamy dość" musi być ktoś, kto zapewni siłę i wspólnotę – podkreślał z kolei Tomczyk.
– Po jednej stronie stoi Rafał Trzaskowski, który staje w obronie Konstytucji RP. Po drugiej Andrzej Duda, który przysięgał na Konstytycję, a potem ją wielokrotnie łamał – wskazywała dalej Gasiuk-Pihowicz. – Mamy dość słabej prezydentury. Potrzeba nam prezydenta, który będzie patrzył władzy na ręce – dodawała.
Tomczyk poinformował, że sztab kandydata KO na prezydenta jest już gotowy do zaprezentowania programu wyborczego. Zapowiedział, że nastąpi to w ciągu najbliższych dni.
twitterCzytaj też:
Terlecki: Trzaskowski zawdzięcza to GowinowiCzytaj też:
Ujawniono nowy plan Trzaskowskiego. Tak chce zmobilizować swoich zwolenników | Podczas dzisiejszej konferencji prasowej Kamila Gasiuk-Pichowicz i Cezary Tomczyk zaprezentowali oficjalne hasło, z jakim do wyborów idzie Rafał Trzaskowski. „Silny prezydent, wspólna Polska” – brzmi hasło dotychczasowego prezydenta Warszawy. Niemal natychmiast w sieci pojawiły się oskarżenia o plagiat.
„Nasze hasło to „Silny prezydent, wspólna Polska”. To odpowiedź na diagnozę, którą słyszymy na polskich ulicach, to diagnoza na „mamy dość”. Odpowiedzią na „mamy dość” musi być ktoś, kto zapewni siłę i wspólnotę” – twierdził Tomczyk. Polityk podkreślił, że w ciągu kilku dni sztab opublikuje program Trzaskowskiego.
„Po jednej stronie stoi Rafał Trzaskowski, który staje w obronie Konstytucji RP. Po drugiej Andrzej Duda, który przysięgał na Konstytucję, a potem ją wielokrotnie łamał” – wskazywała dalej Gasiuk-Pihowicz. „Mamy dość słabej prezydentury. Potrzeba nam prezydenta, który będzie patrzył władzy na ręce” – dodawała.
W sieci natychmiast pojawiły się głosy oskarżające sztab kandydata KO o plagiat. „Jeśli Rafał Trzaskowski chciał nawiązać do Lecha Kaczyńskiego, oddać hołd zmarłemu prezydentowi, i od stołecznego ratusza chce iść podobnie do Pałacu Prezydenckiego, to trafnie wybrał swoje hasło wyborcze” – ocenił dziennikarz „Rzeczpospolitej” Jacek Nizinkiewicz.
Czytaj także: Komorowski o Dudzie: „Jest niedojrzały jako mężczyzna i człowiek”
„Pięknie probuje Pan bronić sztab Trzaskowskiego, który popełnił niewybaczalny błąd jakim zawsze jest plagiat hasła z poprzedniej kampanii. Usunięcie słowa „uczciwa” znaczące” – stwierdził natomiast Błażej Poboży, wiceszef MSWiA.
Pięknie probuje Pan bronić sztab Trzaskowskiego, który popełnił niewybaczalny błąd jakim zawsze jest plagiat hasła z poprzedniej kampanii. Usunięcie słowa „uczciwa” znaczące. — Błażej Poboży (@pobozy) June 8, 2020
Źr. dorzeczy.pl; twitter | 4 |
W ubiegłym tygodniu Sejm przegłosował Tarczę antykryzysową 4.0 , wraz z częścią poprawek zgłoszonych przez Senat. Obawy lekarzy budzi jeden z zapisów, który dotyczy nowelizacji art. 37a Kodeksu karnego
Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej prosi w liście do prezydenta Dudy o "pilne podjęcie wszelkich możliwych działań celem wstrzymania wejścia w życie nowelizacji"
Według Andrzeja Matyi jest to "kolejna już próba ukrytego zaostrzenia odpowiedzialności karnej lekarzy i lekarzy dentystów za tzw. błędy medyczne"
"W imieniu samorządu lekarskiego zwracam się do Pana z wnioskiem o pilne podjęcie wszelkich możliwych działań celem wstrzymania wejścia w życie nowelizacji art. 37a Kodeksu karnego wprowadzonej na mocy ustawy z dnia 4 czerwca 2020 r. o dopłatach do oprocentowania kredytów bankowych udzielanych na zapewnienie płynności finansowej przedsiębiorcom dotkniętym skutkami COVID-19 (tzw. tarczy antykryzysowej 4.0)" - napisał prezes NRL w liście do prezydenta Andrzeja Dudy, zamieszonym w poniedziałek na stronie samorządu lekarskiego.
Przypomina, że zmienione zapisy wpływają bezpośrednio na zasady wymierzania przez sądy kar za nieumyślne spowodowanie śmierci (art. 155 k.k.) i narażenie na niebezpieczeństwo utraty życia czy ciężkiego uszczerbku na zdrowiu (art. 160 § 1 i 2 k.k.). "Po zmianie art. 37a kodeksu karnego sąd będzie miał bardzo ograniczone możliwości wymierzania kary grzywny lub ograniczenia wolności zamiast kary pozbawienia wolności. Oznacza to, że w wielu sytuacjach sprawcy będzie groziła jedynie kara więzienia" - zwraca uwagę Matyja.
Zmiany w kodeksie karnym. Sprzeciw lekarzy
Ponadto Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej dziwi się, dlaczego "w okresie tak trudnym dla lekarzy i całego społeczeństwa zaostrza się odpowiedzialność karną za ewentualne błędy medyczne". Prezes wyjaśnia też szczegółowo, dlaczego te zmiany budzą zdecydowany sprzeciw środowiska.
"Po pierwsze, podobna – mocno oprotestowana przez Naczelną Radę Lekarską - próba zwiększenia odpowiedzialności karnej za czyny opisane w art. 155 kodeksu karnego wprowadzona rok temu - w ustawie z dnia 13 czerwca 2019 r. o zmianie ustawy Kodeks karny oraz niektórych innych ustaw została zaskarżona przez Pana Prezydenta do Trybunału Konstytucyjnego i do chwili obecnej nie zapadło w tej sprawie orzeczenie. W takiej sytuacji podejmowanie kolejnej próby zaostrzenia odpowiedzialności karnej lekarzy nie powinno mieć miejsca" - podkreślił prezes NRL.
Po drugie, w ocenie samorządu lekarskiego przepisy ustawy o dopłatach do oprocentowania kredytów bankowych udzielanych na zapewnienie płynności finansowej przedsiębiorcom dotkniętym skutkami COVID-19 powinny regulować jedynie materię opisaną w tytule ustawy tj. dopłaty do oprocentowania kredytów bankowych i nie mogą wprowadzać istotnych zmian w materii tak odmiennej jak kodeks karny. "Wątpliwości budzi także po raz kolejny to, czy zachowano formalne wymogi procedowania legislacyjnego właściwe dla regulacji zmieniającej kodeks karny" - zauważył Matyja dalej.
Równocześnie stwierdził, że nowelizacja tego konkretnego artykułu (art. 37a) budzi olbrzymi sprzeciw całego środowiska lekarskiego, ponieważ przepis ten może znaleźć zastosowanie także w sprawach dotyczących błędów medycznych.
"Z uwagi na charakter podejmowanych czynności zawodowych podejmowanych w celu ratowania życia i zdrowia swoich pacjentów lekarze są grupą zawodową, która nie jest wolna od ryzyka ponoszenia odpowiedzialności karnej. Lekarz, który dopuścił się błędu medycznego, musi wprawdzie liczyć się z poniesieniem konsekwencji swego czynu, wymierzana sankcja powinna być jednak sprawiedliwa, adekwatna do stopnia zawinienia, okoliczności, w jakich doszło do popełnienia czynu i postawy lekarza. Sąd orzekający musi mieć zatem pozostawioną szerszą swobodę wymiaru kary wolnościowej" - stwierdził Matyja. | “W imieniu samorządu lekarskiego zwracam się do pana o pilne podjęcie wszelkich możliwych działań celem wstrzymania wejścia w życie nowelizacji kodeksu karnego” – napisał Andrzeja Matyja, prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej, w liście do prezydenta Andrzeja Dudy.
Niepokój medyków wywołuje art. 37a kodeksu karnego, który wprowadzany jest do ustawy poprzez czwartą już tarcze antykryzysową. Już poprzednie ustawy antykryzysowe przyzwyczaiły nas do tego, że zawierają postanowienia, które z gospodarką mają bardzo niewiele wspólnego. To próba przemycenia w specustawie postanowień, które powinny być przedmiotem zadumy karnistów – grzmią przeciwnicy.
Co przewiduje art. 37a? Ogranicza prawo sądów do możliwości odstąpienia od wymierzenia kary pozbawienia wolności. Jak wyjaśnia obrazowo "Gazeta Wyborcza", która pisze o sprawie, dziś sądy mogą się zdecydować na grzywnę albo ograniczenie wolności, jeśli sprawca popełnił przestępstwo zagrożone karą maksymalnie do ośmiu lat więzienia. Po zmianach sąd będzie mógł odstąpić od więzienia tylko w przypadku, gdyby w konkretnej sprawie chciał wymierzyć karę nieprzekraczającą roku.
Zobacz także: Obejrzyj: Walka z kryzysem. "Kupowanie wyborców to przestępstwo ekonomiczne"
Ponadto minimalna kara ograniczenia wolności będzie mogła wynieść co najmniej trzy miesiące, a minimalna grzywna tysiąc złotych.
A przestępstw zagrożonych karą nieprzekraczającą osiem lat więzienia jest w kodeksie karnym bardzo wiele, np. nieumyślne spowodowanie śmierci czy narażenie na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia.
Lekarze boja się, że poprawki to bat na nich
Lekarze boją się, że przepis może zostać użyty przeciwko nim w sprawach dotyczących błędów medycznych.
- Znowelizowany art. 37a jest niestety kolejną już próbą ukrytego zaostrzenia odpowiedzialności karnej lekarzy - napisał do prezydenta Matyja.
Samorząd lekarski jest zdania, że lekarz, który dopuścił się błędu medycznego, powinien się liczyć z konsekwencjami, ale jednocześnie sądy muszą mieć swobodę wymierzania kar wolnościowych.
- W dobie epidemii koronawirusa lekarze stoją na pierwszej linii walki z zagrożeniem, ryzykują swoje życie i zdrowie oraz zdrowie swoich rodzin (…). Niepojęte jest więc dla nas, dlaczego w okresie tak trudnym dla lekarzy i całego społeczeństwa zaostrza się odpowiedzialność karną za ewentualne błędy medyczne – czytamy w liście prezesa NRL do Andrzeja Dudy.
Negatywnie o kierunku zmian wypowiadają się prawnicy z Krakowskiego Instytutu Prawa Karnego. "Jest to radykalna przebudowa polskiego prawa karnego w zakresie kar grożących sprawcom najróżniejszych czynów stypizowanych w ustawie karnej, wprowadzona do uchwalonej ustawy poprawką zgłoszoną dopiero na etapie pracy w Komisji bez związku z materią antycovidową" – napisali w opinii z 15 czerwca.
Również prawnicy Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka obawiają się, że "nowe rozwiązanie przyczyni się do zwiększenia liczby osób odbywających karę w więzieniach".
Senat wykreślił z projektu tarczy antykryzysowej 4.0 art. 37a, ale Sejm odrzucił tę poprawkę. Teraz "tarcza 4.0" czeka już tylko na podpis prezydenta.
Zapisz się na nasz specjalny newsletter o koronawirusie.
Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl | 4 |
Prognozy sporządzone przez instytucję podlegającą Departamentowi Handlu Stanów Zjednoczonych są miażdżące dla białej populacji tego kraju. Przy zwiększonej imigracji będzie ona stanowić mniejszość już w 2040 roku, a dopiero jej powstrzymanie spowoduje, że w 2060 roku będzie jeszcze stanowić niewielką większość. Jednocześnie amerykańskie społeczeństwo będzie coraz starsze.
Rządowa agencja U.S. Census Bureau przygotowała najnowsze prognozy dotyczące przyszłości amerykańskiego społeczeństwa. Są one niekorzystne zwłaszcza dla białych mieszkańców Stanów Zjednoczonych. Do 2040 roku przy zwiększonej imigracji staną się oni mniejszością w swoim kraju, natomiast tylko zahamowanie napływu cudzoziemców jest w stanie spowolnić ten proces. Wówczas w 2060 roku biali Amerykanie będą stanowili 51,1 proc. amerykańskiego społeczeństwa.
Przy zachowaniu obecnych tendencji imigranci do 2028 roku będą stanowili 14,9 proc. całej populacji USA. Tym samym będzie to największy odsetek obcokrajowców od 1850 roku. Dodatkowo we wspomnianym 2028 roku w Stanach Zjednoczonych mieszkać będzie 404 mln osób przy obecnych 332 mln. Bez napływu imigrantów amerykańskie społeczeństwo skurczyłoby się do 320 mln w 2060 roku.
Jednocześnie w Ameryce widoczne będą inne negatywne tendencje demograficzne. Biali ludzie w grupie wiekowej do 30 lat będą mniejszością już w 2024 roku. Ponadto do 2060 roku co czwarty mieszkaniec Stanów Zjednoczonych będzie miał powyżej 60. roku życia. W najbliższych latach o około 6 lat zwiększy się z kolei średnia długość życia.
Na podstawie: rp.pl, nytimes.com. | Z danych wynika, że tempo wzrostu średniej długości życia będzie w najbliższych czterech dekadach wolniejsze niż przez poprzednie 40 lat.
Reklama
Pomiędzy 1970 a 2015 rokiem średnia długość życia w USA wzrosła o niemal 8 lat - tymczasem między 2017 a 2060 rokiem ma wzrosnąć jedynie o ok. 6 lat.
U.S. Census Bureau szacuje, że w 2060 roku populacja USA będzie liczyć 404 mln osób (obecnie 332 mln). Do 2028 roku imigranci będą stanowić 14,9 proc. mieszkańców USA - tak wysokiego odsetka osób urodzonych poza Stanami Zjednoczonymi nie notowano od 1850 roku.
U.S. Census Bureau szacuje jednocześnie, ze bez napływu imigrantów populacja USA zmniejszyłaby się do 2060 roku do 320 mln.
Z prognoz wynika też, że do 2045 roku biali mieszkańcy USA będą stanowić mniej niż połowę całej populacji USA. Przy zwiększonej imigracji może do tego dojść już w 2040 roku.
Reklama
Gdyby wstrzymać napływ imigrantów do USA biali stanowiliby w 2060 roku niewielką (51,1 proc.) większość mieszkańców USA.
W grupie wiekowej osób do 30 roku życia biali będą mniejszością w 2024 roku - szacuje U.S. Census Bureau. | 4 |
Równo rok od tego tragicznego zdarzenia gdańszczanki i gdańszczanie zgromadzili się przy Targu Węglowym, gdzie odsłonięto pamiątkową tablicę - To była wyjątkowo okrutna śmierć - prezydenta Gdańska, mojego męża i ojca moich córek. Ta tablica ukazuje moment, w którym zatriumfowało zło. Zapadła cisza, zapadło przerażenie. Moment, w którym jeden nóż miał zabić tamten radosny dzień świętowania. Moment, w którym wszyscy przestraszyliśmy się zła - wspominała Magdalena Adamowicz. | Rok temu stała tutaj scena Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Podczas "światełka do nieba" w Gdańsku śmiertelnie ugodzony nożem został prezydent Paweł Adamowicz. Teraz w tym miejscu wmurowano tablicę. Wczoraj została ona uroczyście odsłonięta, m.in. przez żonę i córkę zamordowanego prezydenta.
Na tablicy znalazły się słowa z ostatniego przemówienia Pawła Adamowicza, które wygłosił na scenie WOŚP: "Gdańsk jest szczodry, Gdańsk dzieli się dobrem. Gdańsk chce być miastem solidarności. Gdańsk jest najcudowniejszym miastem na świecie. Dziękuję Wam!".
Wczoraj pod wmurowaną w chodnik tablicą pojawił się tłum ludzi. Wcześniej, tuż przed odsłonięciem tablicy przemawiali przedstawiciele rodziny Pawła Adamowicza, a także prezydent Aleksandra Dulkiewicz.
- To nie ma być miejsce kultu. Ma to być miejsce ku przestrodze. By złe gesty, złe słowa, złe czyny nie zwyciężyły. Ma być miejscem ku przestrodze, że takie czyny mogą prowadzić do wielkiej tragedii - mówiła prezydent Dulkiewicz.
Magdalena Adamowicz: - Ta tablica upamiętnia pozbawioną sensu i wyjątkowo okrutną śmierć Pawła Adamowicza, prezydenta miasta Gdańska, mojego ukochanego męża, wspaniałego ojca naszych córek. Ta tablica upamiętnia moment, w którym zło zatriumfowało. Moment, w którym zgasły światła, zapadły cisza i przerażenie. Moment, w którym jeden nóż miał zabić całe dobro tamtego dnia.
Żona śp. prezydenta Adamowicza podkreślała, że to "co stało się następnego dnia po śmierci Pawła i dzieje się teraz rok po tych tragicznych wydarzeniach, udowadnia, że zło nigdy nie wygrywa. Że dobro zawsze na koniec zwycięża".
(KF) | 3 |
„W związku z koronawirusem na Szaserów przygotowano VIP-izolatki wyposażone w respiratory. Cieszę się, że moje państwo dba o Pana Prezesa. Chciałbym, żeby dbało o wszystkich obywateli” – napisał na Twitterze poseł PO Michał Szczerba. „Szanowny Panie Pośle. Poza adresem szpitala i nazwą wirusa nic w tej wiadomości nie znajduje potwierdzenia w rzeczywistości” – odniósł się do wpisu szpital mieszczący się przy ulicy Szaserów w Warszawie.
CZYTAJ WIĘCEJ W RAPORCIE
Szczerba zrobił we wpisie aluzję do faktu, że w placówce przebywał kiedyś prezes PiS Jarosław Kaczyński.
Wojskowy Instytut Medyczny skomentował słowa posła na Twitterze. „Łagodnie rzecz ujmując, pozostaje Pan w głębokim konflikcie z prawdą. (…) Apelujemy do Pana o nierozpowszechnianie całkowicie fałszywych informacji nt. tego, jak funkcjonuje nasz instytut-szpital" – napisano w informacji opublikowanej na koncie placówki.
Szpital zwrócił się do Szczerby o to, by „nie obrażał takimi wypowiedziami” personelu, który pracuje z zaangażowaniem, by nieść pomoc chorym.
W związku z #koronawirus na Szaserów przygotowano VIP-izolatki wyposażone w respiratory. Cieszę się, że moje państwo dba o Pana Prezesa. Chciałbym, żeby dbało o wszystkich obywateli. — Michał Szczerba (@MichalSzczerba) March 11, 2020
Szanowny Panie Pośle. Poza adresem szpitala i nazwą wirusa nic w tej wiadomości nie znajduje potwierdzenia w rzeczywistości. Łagodnie rzecz ujmując pozostaje Pan w głębokim konflikcie z prawdą. W poczuciu odpowiedzialności apeluję do Pana o nierozpowszechnianie całkowicie... cdn pic.twitter.com/jbpUBzwfo6 — WIM (@WIMWarszawa) March 12, 2020
Cd: Apelujemy do Pana o nierozpowszechnianie całkowicie fałszywych informacji nt. tego jak funkcjonuje nasz instytut-szpital. I bardzo prosimy nie obrażać takimi wypowiedziami naszego Personelu, który pracuje z ogromnym zaangażowaniem, aby nieść pomoc chorym. pic.twitter.com/XF3Oxnlrc6 — WIM (@WIMWarszawa) March 12, 2020
#wieszwiecej Polub nas | „Poseł Michał Szczerba w wyjątkowo ohydny i podły sposób zaatakował dziennikarkę Telewizji Polskiej. Nie ma zgody na hejt w debacie publicznej. Dlatego w tej sprawie skierowaliśmy pozew do sądu” – napisał na Twitterze szef Telewizyjnej Agencji Informacyjnej Jarosław Olechowski. Do wpisu załączył skan pozwu.
„Telewizyjna Agencja Informacyjna zdecydowanie broni dziennikarzy i wolności słowa” – podkreśla Olechowski.
Sprawa dotyczy niedawnego wpisu Szczerby na Twitterze. Poseł PO zasugerował, że jedna z osób pokazanych w materiale „Wiadomości TVP” jest związana z dziennikarką przygotowującą materiał. „Grubo się bawicie za te 2 miliardy” – dodał poseł PO.
Poseł @MichalSzczerba w wyjątkowo ohydny i podły sposób zaatakował dziennikarkę Telewizji Polskiej. Nie ma zgody na hejt w debacie publicznej. Dlatego w tej sprawie skierowaliśmy pozew do sądu. Telewizyjna Agencja Informacyjna zdecydowanie broni dziennikarzy i wolności słowa pic.twitter.com/arSZrxxzAh — Jarek Olechowski (@OlechowskiJarek) June 25, 2020
#wieszwiecej Polub nas | 1 |
Jadwiga Emilewicz w rozmowie z „Polska Times” mówiła o gospodarczych skutkach pandemii koronawirusa. Wicepremier przyznała, że obecna sytuacja jest bezprecedensowa, ale wkrótce rząd zdejmie kolejne ograniczenia.
„Wkrótce pojawią się kolejne poluzowania. Ale też wszystko będzie podlegać stałej ewaluacji.” – mówiła Emilewicz. „Gdyby się okazało, że nagle liczba zachorowań zaczyna gwałtownie rosnąć, to wcale nie wykluczone, że z części poluzowań będziemy musieli się wycofać. Swoją drogą odpowiedzialne zachowania Polaków w czasie epidemii, pokazują, że taka decyzja byłaby akceptowalna społecznie.” – zauważyła.
Wicepremier przyznała, że wprowadzone ograniczenia funkcjonowania gospodarki są bardzo kosztowne. „Szacujemy, że każdy dzień samoizolacji Polaków kosztuje nas ok. 7 mld zł. W skali miesiąca to ok. 140 mld zł.” – wylicza Emilewicz. Dodała, że powrót gospodarki do poprzedniego poziomu może potrwać długo. „Na pewno nie spodziewam się szybkiego odbicia w kształcie litery V . Gdyby tak miało być, to już w pierwszym miesiącu kryzysu widzielibyśmy oznaki ożywania.” – stwierdziła.
Jadwiga Emilewicz przyznała również, że jej ocenie pandemia może w przyszłości pozytywnie wpłynąć na gospodarkę w Polsce. „Nie mam żadnych wątpliwości, że w wyniku tego kryzysu pojawią się na rynku nowe możliwości. Pytanie, czy polscy przedsiębiorcy zdołają się odpowiednio szybko dostosować do nowych warunków funkcjonowania i te możliwości wykorzystać”- stwierdziła wskazując, że wiele firm już planuje przeniesienie zakładów produkcyjnych do Europy.
Czytaj także: Kukiz: „Zrobię wszystko. Trzeba zahamować autorytaryzm”
Wicepremier poinformowała, że rząd odmrozi gospodarkę na koniec czerwca. „Ale też proszę tego nie traktować tego jako powrotu do stanu sprzed wybuchu pandemii. Nawet w sytuacji, gdy wszystkie sklepy zostaną otwarte w pełnym wymiarze, to i tak dalej będą obowiązywały różnego rodzaju restrykcje sanitarne.”- zastrzegła Emilewicz.
Polityk oceniła, że wybory w tradycyjnej formie nie są obecnie możliwe. „Aktualnie nie da się przeprowadzić wyborów prezydenckich w normalnym trybie w terminie wyznaczonym przez konstytucję. W żaden sposób.” – podkreśliła Emilewicz.
Źr. polskatimes.pl | Aktualnie nie da się przeprowadzić wyborów prezydenckich w normalnym trybie w terminie wyznaczonym przez konstytucję. W żaden sposób - mówi w rozmowie z "Polską Times" wicepremier, minister rozwoju Jadwiga Emilewicz. Dodała, że gospodarka zostanie odmrożona na koniec czerwca.
fot. / / Bankier.pl
Jak poinformowała w poniedziałkowym wydaniu gazety, wkrótce pojawią się kolejne poluzowania. Zaznaczyła, że gdyby się okazało, że nagle liczba zachorowań zaczyna gwałtowanie rosnąć, to "wcale niewykluczone, że z części poluzowań będziemy musieli się wycofać". Jej zdaniem odpowiedzialne zachowania Polaków w czasie epidemii, pokazują, że taka decyzja byłaby akceptowalna społecznie.
Emilewicz pytana przez gazetę o sytuacje w gospodarce wskazała, że nie spodziewa się szybkiego odbicia w kształcie litery V, bo "gdyby tak miało być, to już w pierwszym miesiącu kryzysu widzielibyśmy oznaki ożywienia".
Minister podkreśliła jednocześnie, że nie ma żadnych wątpliwości, że w wyniku tego kryzysu pojawią się na rynku nowe możliwości. "Pytanie, czy polscy przedsiębiorcy zdołają się odpowiednio szybko i dostosować do nowych warunków funkcjonowania i te możliwości wykorzystać" - mówiła.
Emilewicz przypomniała, że scenariusz bazowy zakłada, iż gospodarka zostanie odmrożona na koniec czerwca. Podkreśliła jednak, aby nie traktować tego, jako powrotu do stanu sprzed wybuchu pandemii.
Odnosząc się do majowych wyborów prezydenckich zaznaczyła, że przez pandemię trzeba szukać nowych, bezpiecznych rozwiązań dotyczących przeprowadzenia wyborów. "Aktualnie nie da się przeprowadzić wyborów prezydenckich w normalnym trybie w terminie wyznaczonym przez konstytucję. W żaden sposób" - powiedziała w dzienniku.(PAP)
mchom/ amac/ | 4 |
- Prawie wszystkie ofiary koronawirusa zostały skremowane, odbyły się pochówki urnowe. Taką procedurę przyjęto we Włoszech. Zarówno my, jak i eksperci, rekomendujemy taką właśnie formę pochówku - powiedział WP Robert Czyżak, prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej.
Specjalne wytyczne odnośnie chowania ofiar koronawirusa wydał także główny inspektor sanitarny. Zalecenia te dotyczą m.in. odkażania karawanów.
Przypomnijmy, że w myśl rozporządzenia ministra zdrowia w pogrzebach może obecnie brać udział maksymalnie pięć osób, nie licząc sprawujących posługę (maks. dwie takie osoby). | Niestety w Polsce rośnie bilans osób, które zmarły z powodu zakażenia przez koronawirus. Portal Wirtualna Polska poinformował, że zakłady pogrzebowe wdrożyły specjalne procedury związane z obecną sytuacją. Jak dotąd prawie wszystkie ofiary pandemii skremowano.
Portal powołuje się na rozmowę z Robertem Czyżakiem, prezesem Polskiej Izby Branży Pogrzebowej. Rozmówca potwierdził, że jak dotąd skremowano prawie wszystkie ofiary pandemii wywołanej przez koronawirus. „Odbyły się pochówki urnowe.” – powiedział Czyżak.
„Taką procedurę przyjęto we Włoszech. Zarówno my, jak i eksperci, rekomendujemy taką właśnie formę pochówku. SARS-CoV-2 jest nowym wirusem i możliwe, że nie znamy do końca jego możliwości zakażania ze szczątków ludzkich. Tradycyjny pochówek, a już szczególnie w grobie ziemnym, mógłby nieść ze sobą ryzyko.” – wyjaśnia Czyżak.
Oprócz tego, pracownicy firm pogrzebowych wdrożyli specjalne procedury w związku z pandemią wywołaną przez koronawirus. Odkażają karawany, od razu zamykają trumny po złożeniu ciała i do minimum ograniczyli przygotowania ciał do pochówku.
Czytaj także: Nowe przypadki zakażenia koronawirusem w Polsce. Ministerstwo Zdrowia informuje o kolejnej ofierze
Czyżak zwrócił również uwagę na inny problem. „Rosną obawy pracowników, ponieważ my nie mamy dostępu do informacji, czy w mieszkaniu, do którego wchodzimy, znajdowały osoby np. skierowane do kwarantanny domowej. Sanepid zazwyczaj nie chce udzielać informacji, powołując się na ochronę danych osobowych. Na wszelki wypadek i tak stosujemy środki ochrony.” – przyznał.
Źr. wp.pl | 4 |
Taylor Swift należy do najpopularniejszych gwiazd amerykańskiej muzyki rozrywkowej. Jest laureatką wielu prestiżowych nagród, w tym Grammy, Emmy oraz Billboard Music Awards. Jej nazwisko znalazło się na liście 100 najbardziej wpływowych ludzi tygodnika "Time", regularnie ląduje też w rankingach najlepiej zarabiających artystek na świecie oraz najbardziej wpływowych kobiet. Ale z wyprodukowanego przez Netflixa dokumentu "Taylor Swift: Miss Americana" wyłania się zupełnie inny obraz artystki.
Reklama
Jednym z poruszonych w nim wątków są zmagania gwiazdy z zaburzeniami odżywiania, których doświadczyła pod wpływem medialnego szumu wokół jej osoby i inwazji paparazzich. Swift zdradziła, że był moment, kiedy internetowe publikacje wywoływały u niej wstyd i powodowały, że przestawała jeść. "Wystarczyło, że zobaczyłam kolejne zdjęcie, na którym mój brzuch jest zbyt duży albo ktoś powiedział, że wyglądam, jakbym była w ciąży To powodowało, że się głodziłam" - wyznaje.
Zaburzenia odżywiania z czasem zaczęły mieć wpływ na jej samopoczucie podczas występów. "Myślałam, że to normalne, że pod koniec koncertu czuję się tak, jakbym miała zemdleć. Teraz zdaję sobie sprawę z tego, że nie było to normalne. Jeśli jesz, masz energię, stajesz się silniejszy, możesz występować na scenie i nie czuć się wyniszczony" - przyznaje. Dodatkowym utrudnieniem było to, że artystka żyła w zaprzeczeniu, nie dopuszczając do siebie słów krytyki. "Byłam całkowicie nieświadoma, że coś jest nie tak. Gdy ktoś z troski pytał, czy cokolwiek jem, oburzałam się: "O czym ty mówisz? Oczywiście, że jem. I dużo ćwiczę". Owszem, dużo wówczas ćwiczyłam. Ale nie jadłam" - wyjawia.
O swoich problemach Swift opowiedziała także w wywiadzie udzielonym niedawno magazynowi "Variety", zdradzając, że na początku podchodziła sceptycznie do pomysłu przedstawienia w filmie swoich zmagań. "Nie byłam pewna, czy będę czuć się swobodnie, rozmawiając o tym, co przeszłam i jak niezdrowe to było dla mnie" - stwierdziła. Gwiazda zaznacza jednak, że postanowiła podzielić się swoimi doświadczeniami, by w ten sposób pomóc osobom, które również borykają się z zaburzeniami odżywiania.
"Jest wiele osób, które mogłyby omówić ten temat w lepszy sposób. Ale wszystko, co wiem, to moje własne doświadczenie. A mój związek z jedzeniem był dokładnie tym samym mechanizmem, który stosowałam w każdym innym obszarze życia: jeśli zostałam pogłaskana po głowie, zarejestrowałam to jako coś dobrego. Jeśli dostałam karę, uznałam to za coś złego" - mówi. Gdy przeczytała kąśliwą uwagę na temat swojej wagi lub zobaczyła nagłówek sugerujący, że przytyła, natychmiast uznawała to za wspomnianą "karę". I przestawała jeść, by dostosować się do oczekiwań otoczenia. Artystka dodaje, że aby uporać się z problemem, musiała wreszcie zaakceptować to, jak wygląda. "Pogodziłam się z faktem, że noszę rozmiar 6 a nie 0" - wyznaje.
Zdjęcie Taylor Swift na festiwalu Sundance / Neilson Barnard / AFP
Według oficjalnych zapowiedzi film jest "surowym i odkrywczym emocjonalnie spojrzeniem na jedną z najsłynniejszych artystek naszych czasów w okresie jej życiowej transformacji, gdy uczy się postrzegać swoją rolę nie tylko jako autorki tekstów i wykonawczyni, ale jako kobiety wykorzystującą w pełni moc swojego głosu". Dokument "Taylor Swift: Miss Americana" wyreżyserowała Lana Wilson. Obraz trafi do biblioteki Netflixa 31 stycznia 2020 roku. | Szczery do bólu dokument o Taylor Swift — autorce piosenek i artystce, ale przede wszystkim kobiecie wykorzystującej pełnię możliwości swojego głosu - tak Netflix opisuje film "Miss Americana".
Światowa premiera filmu odbędzie się 23 stycznia na festiwalu filmowym Sundance.
Podczas realizacji produkcji nie obyło się bez skandalu i... grożenia śmiercią.
Taylor Swift zapowiedziała powstanie dokumentu jeszcze w listopadzie zeszłego roku, tuż przed planowanym występem podczas American Music Awards, gdzie miała odebrać wyróżnienie "Artysty Dekady". Razem z ogłoszeniem tej informacji, Swift dodała, że właściciele praw do jej utworów: Scooter Braun i Scott Borchetta z wytwórni Big Machine Records zabronili wykorzystywania w dokumencie nagrań ze starych koncertów Swift, a także wykonywania jej piosenek podczas gali AMA.
Reklama
"Chciałam was poinformować o tym w inny sposób" - ogłosiła Swift w specjalnym oświadczeniu. "Netflix nakręcił film dokumentalny o ostatnich latach mojego życia. Tymczasem Scott i Scooter zabronili używania w nim nagrań moich koncertów oraz starszych utworów. Nawet jeśli w całym dokumencie nie ma o nich, ani o ich wytwórni Big Machine Records, słowa wzmianki".
Skarga Taylor Swift nie pozostała bez reakcji fanów. Scooter Braun za pośrednictwem Instagrama poprosił gwiazdę o zatrzymanie fali nienawiści, jaką wywołała jej wypowiedź. Wyznał, że jego żona otrzymała telefoniczne pogróżki, w których grożono śmiercią zarówno jej oraz ich dzieciom. Później zezwolił na wykorzystanie wszystkich potrzebnych materiałów w filmie Netflixa. | 4 |
W weekend w siedzibie PiS na Nowogrodzkiej doszło do awantury. Powodem był minister Jacek Sasin - wynika z nieoficjalnych informacji “Rzeczpospolitej”.
Jacek Sasin / Wojtek Jargiło / PAP
Poszło głównie o Pocztę i przygotowanie do wyborów. Kaczyński się wściekł, że to tak wygląda, że to nie jest przygotowane. A odpowiada za to Sasin - mówi informator "Rzeczpospolitej" . Według gazety prezes PiS chciał natychmiastowej dymisji ministra Jacka Sasina.
Za szefem aktywów państwowych wstawił się premier Mateusz Morawiecki. Tłumaczył, że wywoływanie kolejnego konfliktu politycznego, kiedy mamy już gospodarczy, nie jest dobre - mówi informator gazety.
"Rzeczpospolita" pisze, że Kaczyński miał też pretensje do Sasina o patową sytuację w górnictwie. Chodzi o fatalną sytuację Polskiej Grupy Górniczej. Jak zauważa dziennik, kłopoty w tej państwowej spółce mogą odbić się na wynikach w wyborach prezydenckich. To ogromny elektorat, o który dba prezydent Andrzej Duda.
PiS się obawia, że źle rozegrana sprawa z górnikami, od których zarząd spółki wraz z właścicielem, czyli ministrem aktywów państwowych, żąda zgody na 20-procentową obniżkę płac kosztem jednego dnia pracy, może przekreślić reelekcję Dudy - zauważa gazeta. W Polskiej Grupie Górniczej pracuje blisko 40 tys. górników, do tego trzeba doliczyć firmy okołogórnicze i rodziny. Szacuje się, że chodzi o 100 tys. osób, czyli potencjalnych wyborców.
Sam Jacek Sasin tak skomentował doniesienia "Rzeczpospolitej": Fejkowe media znów w natarciu. Wczoraj wieszczono dymisję Prezydenta Andrzej Dudy, a dziś "Rzeczpospolita" dymisjonuje mnie. Ciekawe kto jutro?
Wicepremier Sasin o szczegółach głosowania korespondencyjnego: 22 tysiące skrzynek pocztowych plus 5 tysięcy na poczcie. Rozważamy urzędy gmin Jakub Rutka / RMF FM | Jak donosi “Gazeta Wyborcza” w miniony weekend miało dojść do awantury w siedzibie PiS. Prezes Jarosław Kaczyński chciał natychmiastowej dymisji Jacka Sasina. O co poszło?
Ponoć Sasin zapewniał dotąd Kaczyńskiego, że wybory można spokojnie przygotować na 10 maja. W poniedziałek przyznał, że to nierealne. Wywołało to wściekłość prezesa.
Sasin? Zdymisjonować go!
Kaczyński chciał natychmiastowej dymisji szefa aktywów państwowych. Uratował go dopiero premier Mateusz Morawiecki.
Zresztą blamaż w kwestii wyborów to tylko czubek góry lodowej. Kaczyński jest wściekły na swojego bliskiego współpracownika, bowiem ten nie zadbał ponoć dostatecznie o sytuację w górnictwie. Sasin ma więc spory problem i znalazł się pomiędzy Skyllą a Charybdą. Zaczął się bowiem kryzys – możliwe, że nawet największy od 90 lat. Trudna sytuacja finansów państwa nie pozwala mu dostatecznie pomóc górnikom. Z drugiej strony, jak dodaje “Rz”, PiS chce, by szybko doprowadził do zawarcia porozumienia z tą grupą zawodową, która jest nierzadko wskazywana jako jeden z ważnych elektoratów partii.
Jedna wielka katastrofa
Winą Sasina jest głównie to, że obiecywał Kaczyńskiemu coś, co było nierealne od samego początku. Chyba wszystko w myśl “jakoś to będzie”. O tym, że Poczta Polska nie podobał zadaniu przeprowadzenia wyborów wiedział zaś chyba każdy, kto kiedykolwiek korzystał w usług spółki. Niektórzy żartobliwie zauważają, że Sasinowi mógł uwierzyć tylko prezes PiS, który chyba od 30 lat nie czekał w oddziale pocztowym z awizo.
Nadal nie wiemy, czy wybory odbędą się 10 maja. Możliwe, że wszystko rozstrzygnie się już w czwartek. Tyle że nadal chyba nikt z nas nie ma pakietu wyborczego. Jak więc mamy zagłosować w niedzielę? Najprawdopodobniej zagłosujemy dopiera za tydzień lub dwa. Możliwe też, że dopiero w sierpniu, bowiem coraz częściej mówi się o ogłoszeniu nowych wyborów do Sejmu i Senatu, które miałyby odbyć się w sierpniu.
W każdym razie obecna, trudna sytuacja pokazuje, że Zjednoczona Prawica była projektem na dobrą pogodę. Gdy na niebie pojawiły się czarne chmury, wszystko zaczyna się sypać. Łącznie z karierami polityków z PiS.
Źródło: Interia
Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce. WPŁAĆ | 4 |
– Jest oczywiste, że Chiny mogły być wcześniej bardziej transparentne i podzielić się większą ilością danych. Lepiej rozumielibyśmy, czym jest wirus i jak z nim postępować – powiedział Esper w wywiadzie dla telewizji Fox News.
– Nawet teraz widzimy, że wstrzymują informacje i sądzę, że powinniśmy zrobić więcej, aby skłonić ich do dzielenia się nimi – dodał.
Na początku kwietnia agencja Bloomberg poinformowała o tajnym raporcie wywiadu USA, z którego wynika, że władze Chin ukrywały prawdziwy zasięg epidemii, zaniżając dane o przypadkach koronawirusa oraz zgonach spowodowanych Covid-19.
Kilka dni później telewizja ABC podała, że wywiad USA już w listopadzie ubiegłego roku ostrzegał w raporcie, iż wirus z okolic chińskiego miasta Wuhan stanowi zagrożenie dla ludzi.
Według ABC Narodowe Centrum Medycznego Wywiadu (NCMI) sporządziło w listopadzie raport, w którym ostrzegało, że wirus może mieć katastrofalne skutki. Dokument ten miał głosić, że wirus może zagrażać amerykańskim żołnierzom w Azji. Raport miał być kilkukrotnie przedstawiony m.in. w Pentagonie i Białym Domu – podało ABC.
Prezydent USA Donald Trump kilkakrotnie oskarżył Chiny o zbyt powolne informowanie świata o koronawirusie w początkowej fazie jego rozprzestrzeniania się.
Czytaj też:
Najważniejszy generał w USA ujawnia, ile potrwa epidemia | "Jest oczywiste, że Chiny mogły być wcześniej bardziej transparentne i podzielić się większą ilością danych. Lepiej rozumielibyśmy, czym jest wirus i jak z nim postępować" - powiedział Esper w wywiadzie dla telewizji Fox News.
"Nawet teraz widzimy, że wstrzymują informacje i sądzę, że powinniśmy zrobić więcej, aby skłonić ich do dzielenia się nimi" - dodał.
Na początku kwietnia agencja Bloomberg poinformowała o tajnym raporcie wywiadu USA, z którego wynika, że władze Chin ukrywały prawdziwy zasięg epidemii, zaniżając dane o przypadkach koronawirusa oraz zgonach spowodowanych COVID-19.
Reklama
Raport wywiadu USA
Kilka dni później telewizja ABC podała, że wywiad USA już w listopadzie ubiegłego roku ostrzegał w raporcie, iż wirus z okolic chińskiego miasta Wuhan stanowi zagrożenie dla ludzi.
Według ABC Narodowe Centrum Medycznego Wywiadu (NCMI) sporządziło w listopadzie raport, w którym ostrzegało, że wirus może mieć katastrofalne skutki. Dokument ten miał głosić, że wirus może zagrażać amerykańskim żołnierzom w Azji. Raport miał być kilkukrotnie przedstawiony m.in. w Pentagonie i Białym Domu - podało ABC.
Prezydent USA Donald Trump kilkakrotnie oskarżył Chiny o zbyt powolne informowanie świata o koronawirusie w początkowej fazie jego rozprzestrzeniania się. | 4 |
W niedzielnym wydaniu „Wiadomości” wyemitowano materiał reportera Macieja Sawickiego na temat Kingi Rusin. Dziennikarkę skrytykowano za niedawną relację z zamkniętej imprezy po gali Oscarów. Prezenterkę określono w felietonie mianem „jednej z twarzy pseudoelity, która od lat próbuje wmówić Polakom, jak mają żyć”, a fragmenty jej wpisów odczytał mężczyzna nienaturalnie wysokim głosem. Jak nieoficjalnie dowiedział się portal Wirtualnemedia.pl – wstawka z wysokim głosem znalazła się przez przypadek w materiale „Wiadomości” na etapie montażu, pierwotnie była przeznaczona do wydania „W tyle wizji” - stąd satyryczna konwencja fragmentu.
W poniedziałek stanowisko w tej sprawie zajął aktor Piotr Zelt, którego krótką wypowiedź zacytowano w relacji. Przeprosił za swój udział w materiale i przekonywał, że znalazł się w nim na innych zasadach, niż obiecywał mu przygotowujący go reporter. - To jest okropna manipulacja, co zrobili, nadużyli mojego zaufania. Czuję się oszukany przez dziennikarza Macieja Sawickiego, który zapewniał mnie, że mój komentarz pójdzie w programie lifestylowym. Na własnej skórze przekonałem się, że są absolutnie niewiarygodni - mówił portalowi Wirtualnemedia.pl.
Do wtorku do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji dotarły 24 skargi na materiał, zaś sama Kinga Rusin zapowiedziała złożenie pozwów przeciwko TVP i „Wiadomościom”.
- Nie chcę na razie tego komentować, poczekajmy aż zapowiadane pozwy dotrą - stwierdza w rozmowie z portalem Wirtualnemedia.pl Jarosław Olechowski, dyrektor Telewizyjnej Agencji Informacyjnej. - Co do wypowiedzi pana Piotra Zelta: mam zapewnienie reportera przygotowującego materiał, że nie została ona wyrwana z kontekstu. Słowa komentującego aktora zostały wiernie zacytowane - mówi Olechowski.
Kinga Rusin zapowiedziała, że odszkodowania przyznane jej ewentualnie przez sądy przeznaczy na polską onkologię.
Według danych Nielsen Audience Measurement w styczniu br. główne wydanie „Wiadomości” oglądało przeciętnie 2,48 mln osób w TVP1 i 706,5 tys. w TVP Info. Widownia programu w skali roku wzrosła o 2,3 proc. | Do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji wciąż spływają skargi w związku z materiałem "Wiadomości" na temat Kingi Rusin. Jak podaje press.pl, we wtorek, 18 lutego, zgłoszono już 24 skargi.
Czego dotyczyły? Oprócz sformułowań, że materiał był nieetyczny, pojawiają się konkretne zarzuty. "Chodzi m.in. o to, że był obraźliwy przez wykorzystanie męskiego lektora imitującego damski głos przy czytaniu wpisu Kingi Rusin w mediach społecznościowych; poniża konkretne osoby, np. Borysa Szyca w związku z jego alkoholizmem, i stosowana w nim była mowa nienawiści" - informuje press.pl.
Reklama
Telewizja Polska nie ma sobie nic do zarzucenia. Jarosław Olechowski, dyrektor Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, oświadczył, że materiał podobał się widzom "Wiadomości", o czym świadczą wysokie wyniki oglądalności niedzielnego programu.
"Nie chcę wypowiadać się na temat zapowiadanych pozwów, poczekamy, aż je dostaniemy" - powiedział Olechowski w rozmowie z portalem Wirtualnemedia.pl.
W niedzielnym wydaniu "Wiadomości" TVP został wyemitowany materiał autorstwa Macieja Sawickiego, w którym reporter w niezwykle ostry sposób atakował Kingę Rusin za jej relację z pooscarowej imprezy, na której sfotografowała się m.in. z Adele.
Przypomnijmy, że opublikowane na Instagramie zdjęcie rozpętało prawdziwą medialną burzę. Dziennikarka za sprawą relacji z imprezy u Beyonce i Jaya-Z zyskała sławę za granicą, stała się bohaterką wielu memów, sprawę skomentowały również rodzime gwiazdy.
Gdy temat już przycichł, w "Wiadomościach" pojawił się wspomniany reportaż wymierzony w Rusin. Jej relacja została w nim m.in. przeczytana przez lektora piskliwym głosem, co miało na celu wyśmianie i poniżenie dziennikarki.
W materiale zostały również przytoczone słowa aktora Piotra Zelta, uderzające w dziennikarkę. Pokazano również wideo, na którym widać "zamroczonego" Borysa Szyca.
Zdjęcie Kinga Rusin i Borys Szyc w Los Angeles (luty 2019) / Darek Majewski / Agencja FORUM
W poniedziałek, 17 lutego, stanowisko w tej sprawie zajął aktor Piotr Zelt, którego krótką wypowiedź zacytowano w relacji. Przeprosił za swój udział w materiale i przekonywał, że znalazł się w nim na innych zasadach, niż obiecywał mu przygotowujący go reporter.
"To jest okropna manipulacja, co zrobili, nadużyli mojego zaufania. Czuję się oszukany przez dziennikarza Macieja Sawickiego" - oświadczył.
Również w poniedziałek Rusin opublikowała obszerny wpis na Instagramie, w którym wytknęła TVP kłamstwo i propagandę. "Do TVP, po wczorajszym materiale o mnie w Wiadomościach: wy żałosne, kłamliwe kreatury! 2 miliardy zamiast na onkologię na taką bzdurną, tępą propagandę!? I to w takim dennym wykonaniu! Jak zwykle, same kłamstwa, manipulacje i szczucie!" - napisała oburzona Rusin na Instagramie.
Instagram Post
Borys Szyc także opublikował w mediach społecznościowych poruszający wpis, odsłaniający kulisy jego walki z nałogiem alkoholowym. To efekt wymierzonego m.in. w niego materiału, który pojawił się wyemitowanych 16 lutego w "Wiadomościach".
"10 sierpnia 2014 roku podjąłem decyzje,żeby nie pić. (...) Moja terapia trwała 8 miesięcy. Jak 8 lat podstawówki. Gdzie od nowa uczysz się żyć, rozumieć co czujesz. Stajesz wreszcie oko w oko z kimś, od kogo tak długo uciekałeś. Kogo nie umiałeś pokochać. Ze sobą. I zrzucasz z siebie ogromne brzemię. A jest nim wszechobecne w życiu alkoholika KŁAMSTWO" - pisał aktor.
"Drogi Panie Sawicki z TVP! Drogie "wiadomości"...! Kłamstwo i manipulacje to oznaka chorego organizmu. Chory nie widzi, że jest chory. Ale po to ma innych wokół, żeby mu to uświadomili. Jesteście Państwo chorzy i to smutne" - dodał Szyc.
Instagram Post
Aktora wsparło wiele osób ze świata filmu, jak i spora grupa fanów. | 4 |
W Portugalii odnotowano dwa pierwsze przypadki zakażenia koronawirusem (Covid-19). Dwóch pacjentów, u których wyniki testów wypadły pozytywnie, przebywa w tym momencie w szpitalach na północy kraju, w Porto.
CZYTAJ WIĘCEJ W RAPORCIE
Pierwsze wyniki badań pacjenta przebywającego w Szpitalu Świętego Antoniego w Porto wykazały, że jest on zakażony nowym wirusem, który dotarł już do Europy.
To samo zdarzyło się w przypadku innego pacjenta, który znajduje się w Szpitalu Świętego Jana. Ten ostatni prawdopodobnie zarażony został w sąsiedniej Hiszpanii.
Więcej informacji ma przekazać dziś minister zdrowia, Marta Temido oraz główna dyrektor sanitarna, Graça Freitas.
W sobotę Generalna Dyrekcja Zdrowia (DGS) ujawniła, że w Portugalii zanotowano 70 przypadków podejrzeń zainfekowania nowym wirusem, z których 67 dało wynik negatywny, a pozostałe trzy czekają na ostateczny wynik laboratoryjny.
#wieszwiecej Polub nas | Obaj zakażeni koronawirusem podróżowali w ostatnich dniach po Europie. Pierwszy to 60-letni lekarz, który przebywał w lutym we Włoszech, drugi zaś to 33-letni mężczyzna, który podróżował po Hiszpanii.
Władze Portugalii i Hiszpanii potwierdzają, że prowadzą również dochodzenie w sprawie zakażenia koronawirusem 70-letniego chilijskiego pisarza Luisa Sepulvedy, rezydującego w hiszpańskiej Asturii. Po powrocie do Hiszpanii z organizowanych w dystrykcie Porto targach książki został on hospitalizowany z powodu zakażenia koronawirusem.
Reklama
W poniedziałek rano portugalskie ministerstwo zdrowia potwierdziło, że dwutygodniowej kwarantannie zostało już poddanych czterech pracowników wydawnictwa Porto Editora, którzy mieli kontakt z Sepulvedą.
W niedzielę wieczorem rządowa agenda Generalna Dyrekcja Zdrowia (DGS) w Lizbonie zaapelowała do osób, które miały kontakt ze znanym pisarzem do zgłaszania się na całodobową infolinię tej instytucji w celu ustalenia grona osób potencjalnie zainfekowanych koronawirusem. Dotychczas część portugalskich komentatorów wskazywała, że Sepulveda zaraził się Covid-19 w Hiszpanii, gdzie zainfekowanych jest już 86 osób.
Zdjęcie Narodowy Instytut Zdrowia opublikował skan spod mikroskopu wirusa SARS-CoV-2, wyizolowanego od zarażonego pacjenta / NIAID- RML/NATIONAL INSTITUTES OF HEALTH / PAP/EPA
W poniedziałek portugalski rząd Antonia Costy poinformował o planie ograniczenia możliwości rozprzestrzeniania się koronawirusa poprzez m.in. skierowanie części urzędników państwowych i samorządowych do pracy w domach. Mieliby oni wykonywać pracę za pośrednictwem internetu bez utraty prawa do całości pensji. | 4 |
Najnowszy sondaż prezydencki przeprowadzony przez pracownię Social Changes na zlecenie portalu wPolityce.pl wskazuje, że niekwestionowanym liderem pierwszej tury pozostaje Andrzej Duda. Badanie sugeruje, że możemy się spodziewać rekordowej frekwencji przy urnach wyborczych.
Gdyby pierwsza tura wyborów prezydenckich odbywała się w najbliższy weekend, liderem byłby Andrzej Duda. Obecnie urzędujący prezydent może liczyć na poparcie aż 40 proc. respondentów. To oznacza spadek o 1 pkt. proc. w porównaniu z poprzednim badaniem.
Drugie miejsce niezmiennie zajmuje Rafał Trzaskowski. Kandydat Koalicji Obywatelskiej zanotował poparcie na poziomie 29 proc. Wynik nie uległ zmianie w porównaniu z tym, jaki wskazywał poprzedni sondaż.
Wzrost poparcia o 2 pkt. proc. zanotował natomiast trzeci w zestawieniu Szymon Hołownia. Na byłego prezentera TVN chęć głosowania zadeklarowało 15 proc. badanych. Wzrosło również poparcie dla kandydata Konfederacji Krzysztofa Bosaka – o 1 punkt, do 7 procent.
Pozostali kandydaci zanotowali spadki poparcia. Władysław Kosiniak-Kamysz i Robert Biedroń zanotowali poparcie po 4 proc. Obydwaj stracili po 1 pkt. proc. Na Marka Jakubiaka zagłosowałby 1 proc. ankietowanych.
Czytaj także: Dziennikarz ma koronawirus. Relacjonował wiec Trzaskowskiego
Jeśli sondaż potwierdzi się w dniu wyborów, to możemy mieć do czynienia z rekordową frekwencją. Aż 70 proc. ankietowanych zapewniło o sowim udziale w głosowaniu. To wzrost o 4 pkt. proc.
Sondaż zrealizowano metodą CAWI w dniach od 5 do 9 czerwca 2020 roku. Badanie zostało przeprowadzone na ogólnopolskiej, reprezentatywnej (pod względem: płci, wieku, wielkości miejsca zamieszkania) próbie Polaków. W badaniu wzięło udział N=1069.
Źr. wPolityce.pl | Portal wPolityce opublikował w środę wyniki badania poparcia dla kandydatów na prezydenta RP. Z sondażu pracowni Social Changes wynika, że wybory rozstrzygną się w drugiej turze.
Pierwsze miejsce w zestawieniu zajmuje Andrzej Duda z wynikiem 39 proc. (spadek o 1 pkt proc. w porównaniu z poprzednim badaniem tej pracowni. Drugi jest kandydat Koalicji Obywatelskiej Rafał Trzaskowski, który może liczyć na 28 proc. głosów (-1 pkt proc.). Podium zamyka Szymon Hołownia (15 proc., bez zmian).
Dalsze miejsca zajmują: Krzysztof Bosak – 7 proc., (bez zmian), Władysław Kosiniak-Kamysz – 6 proc. (wzrost o 1 pkt proc.), Robert Biedroń – 3 proc. (-1 pkt proc.). Poparcie na poziomie 1 proc. notują Marek Jakubiak i Mirosław Piotrowski.
Żadna z ankietowanych osób nie wskazała ani na Stanisława Żółtka, ani na Pawła Tanajno. Obaj kandydaci mają w tym sondażu 0 proc.
Uwagę przykuwa frekwencja wyborcza, która jest rekordowa i wynosi 73 proc. wPolityce odnotowuje, że chętnych do udziału w głosowaniu cały czas przybywa, ponieważ w poprzednim badaniu frekwencja była o 3 pkt proc. niższa.
Sondaż zrealizowano metodą CAWI w dniach 12–16 czerwca 2020 roku na ogólnopolskiej, reprezentatywnej (pod względem: płci, wieku, wielkości miejsca zamieszkania) próbie 1065 osób.
Czytaj też:
Sondaż: Trzaskowski wygrywa z Dudą w drugiej turze | 4 |
/ FORUM
Stopa bezrobocia w maju 2020 r. wyniosła 6,0 proc. wobec 5,8 proc. w kwietniu - podał Główny Urząd Statystyczny.
Jak podał GUS, liczba bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy wyniosła w maju 1.011,7 tys. wobec 965,8 tys. osób w kwietniu.
Wcześniej Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej informowało, że według szacunków resortu stopa bezrobocia w maju wzrosła do 6,0 proc.
Analitycy ankietowani przez PAP Biznes pod koniec maja szacowali, że stopa bezrobocia w ubiegłym miesiącu wzrosła do 6,2 proc.
Gastronomia w najgorszej sytuacji
W końcu maja 2020 r. zadeklarowano więcej zwolnień grupowych niż przed miesiącem oraz przed rokiem; 410 firm zadeklarowało zwolnienie 31 tys. pracowników - podał Główny Urząd Statystyczny.
W końcu kwietnia 341 zakładów deklarowało zwolnienie 26,7 tys. pracowników, natomiast w końcu maja 2019 r. – 103 zakłady deklarowały zwolnienie 13,8 tys. pracowników.
Najgłębszy spadek przeciętnego zatrudnienia w maju odnotowano w gastronomii - podał GUS. Spadek w sekcji zakwaterowanie i gastronomia wyniósł 12,8 proc. rdr. Spadek zatrudnienia w górnictwie i wydobywaniu wyniósł 9,3 proc. oraz administrowaniu i działalności wspierającej o 8,3 proc. Wzrost zatrudnienia w skali roku utrzymał się w informacji i komunikacji (o 2,9 proc.), działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej (o 1,9 proc.), dostawie wody; gospodarowaniu ściekami i odpadami; rekultywacji (o 1,6 proc.) oraz transporcie i gospodarce magazynowej (o 0,5 proc.).
Liczba ofert pracy zgłoszonych w maju wyniosła 75,6 tys., tj. spadła rdr o 39 proc., a mdm wzrosła o 29,8 proc. - podał Główny Urząd Statystyczny. W kwietniu br. notowano spadek odpowiednio o 25,0 proc. w skali miesiąca i o 51,0 proc. w skali roku.
Jak podał GUS, w maju więcej niż przed miesiącem zgłoszono ofert zarówno z sektora publicznego (o 57,3 proc.), jak i prywatnego (o 27,8 proc.). W porównaniu z majem ub. roku liczba ofert z sektora publicznego zmniejszyła się o 33,0 proc., a z sektora prywatnego – o 39,5 proc.
Emilewicz: Bezrobocie na koniec roku wyniesie 7-8 proc.
Wicepremier, minister rozwoju Jadwiga Emilewicz podtrzymała w środę prezentowane wcześniej szacunki wzrostu stopy bezrobocia do 7-8 proc. na koniec roku - wynika ze środowej wypowiedzi Emilewicz dla dziennikarzy.
"Ostatni odczyt bezrobocia (za maj - PAP) pozwala nam przewidywać, że pierwotne szacunki na koniec roku, początkowo 10-procentowe, będą korygowane w dół. Będziemy raczej mówić o 7-8 proc. poziomie bezrobocia" - powiedziała Emilewicz, podtrzymując już wcześniej prezentowane prognozy.
pat/ ana/ gor/ tus/ | fot. Anamul Rezwan / / Pexels
8,1 proc. firm z sekcji przetwórstwo przemysłowe uważa, że konsekwencje pandemii mogą zagrażać ich stabilności - wynika z badania GUS. Przed miesiącem taką odpowiedź wskazywało 9,9 proc. respondentów.
GUS, przy okazji badania koniunktury w kwietniu dołączył dodatkowy moduł pytań. Moduł ten ma na celu dodatkowe zdiagnozowanie wpływu pandemii koronawirusa SARS-CoV-2 na koniunkturę gospodarczą. Zawiera on pytania dotyczące skali wpływu pandemii na sytuację przedsiębiorstwa, zmiany poziomów zamówień składanych przez przedsiębiorstwo oraz składanych u niego, wpływ pandemii na dostępność pracowników, plany inwestycyjne.
Z badania wynika, że w przypadku budownictwa odsetek firm, dla których konsekwencje pandemii mogą zagrażać stabilności wynosi 11,1 proc., w przypadku handlu hurtowego 7,2 proc., handlu detalicznego 11,7 proc., transportu 16,9 proc., a gastronomii i zakwaterowania 34,3 proc. (PAP Biznes)
map/ ana/ je/ | 2 |
Rafał Trzaskowski wyrasta na najgroźniejszego rywala Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich - wynika z sondażu Instytutu Badań Pollster dla "Super Expressu". Gdyby obaj politycy spotkali się w drugiej turze, urzędującego prezydenta poparłoby według badania 51,32 proc. głosujących, a kandydata Koalicji Obywatelskiej - 48,68 proc. "Przewaga prezydenta Dudy nadal jest bezsporna, ale niewielka różnica oznacza walkę o każdy głos i wielkie emocje aż do dnia wyborów" - podkreśla "Super Express".
Z czego mogą wynikać tak dobre sondażowe wyniki Rafała Trzaskowskiego? W rozmowie z "SE" politolog prof. Rafał Chwedoruk zwraca uwagę na efekt nowości.
Trzaskowski pojawił się w zasadzie w środku kampanii wyborczej, wszyscy na niego zwracamy uwagę. Po drugie, w przeciwieństwie do wielu kontrkandydatów - szczególnie Szymona Hołowni, jest politykiem bardziej rozpoznawalnym - tłumaczy Chwedoruk.
Rafał Trzaskowski / Lech Muszyński / PAP
W sondażu zbadano również wyniki ewentualnych pojedynków Andrzeja Dudy w drugiej turze z innymi kandydatami niż Rafał Trzaskowski. W każdym z tych przypadków różnica głosów jest większa niż w starciu ubiegającego się o reelekcję prezydenta z prezydentem Warszawy.
Władysław Kosiniak-Kamysz / Leszek Szymański / PAP
Sondaż pokazuje, że gdyby w drugiej turze spotkali się Andrzej Duda i Władysław Kosiniak-Kamysz, walczącego o reelekcję Dudę poparłoby 51,99 proc. respondentów, a lidera Polskiego Stronnictwa Ludowego - 48,01 proc.
Według badania, w pojedynku z kandydatem Lewicy Andrzej Duda uzyskałby 55,07 proc., a Robert Biedroń - 44,93 proc. Z kolei gdyby w drugiej turze spotkali się Andrzej Duda i Szymon Hołownia, walczący o reelekcję prezydent zdobyłby 55,43 proc., a debiutujący w polityce były dziennikarz i autor książek - 44,57 proc.
Robert Biedroń / Paweł Supernak / PAP
Sondaż pokazuje, że pojedynek z Krzysztofem Bosakiem Andrzej Duda wygrałby wynikiem 58,53 proc. wobec 41,47 proc.
Krzysztof Bosak / Marcin Gadomski / PAP
Badanie zrealizowano w dniach 26-27 maja 2020 r. na próbie 1038 dorosłych Polaków. | Sondaż pokazuje, że gdyby wybory prezydenckie, w formie tradycyjnej i korespondencyjnej, odbyły się w najbliższą niedzielę, wygrałby je Andrzej Duda.
Trzaskowski zyskuje, Duda traci
Na głowę państwa chce głosować 38,94 proc. badanych. Drugą pozycję, z wynikiem 26,60 proc., zajmuje Rafał Trzaskowski.
ZOBACZ: Sondaż prezydencki. Spada poparcie dla Dudy
Gazeta przypomina, że z sondażu dla "SE" sprzed nieco ponad tygodnia wynikało, że Trzaskowski cieszy się poparciem 16,54 proc. Polaków. W krótkim okresie zyskał zatem 10 punktów procentowych. Stracił za to Andrzej Duda, na którego wcześniej chciało głosować 43,76 proc. badanych.
Hołownia trzeci
Spośród pozostałych kandydatów dwucyfrowy wynik zanotował tylko Szymon Hołownia.
Według sondażu na czwartym miejscu jest Krzysztof Bosak z poparciem 5,71 proc., a na piątym Władysław Kosiniak-Kamysz z poparciem na poziomie 5,46 proc.
Sondaż zamyka Robert Biedroń z wynikiem 5,14 proc.
"Badanie zrealizowane przez Instytut Badań Pollster w dniach 26-27.05.2020 r. na próbie 1038 dorosłych Polaków" - podaje se.pl | 4 |
Ministerstwo Zdrowia informuje o kolejnych potwierdzonych zakażeniach koronawirusem w Polsce. Najnowszy raport mówi o 93 nowych zakażeniach w woj. śląskim. Przed południem podano informację o 209 nowych przypadkach.
W związku z rosnącą liczbą zakażeń koronawirusem w woj. śląskim, od ubiegłego czwartku trwa wielka operacja przesiewowych testów wśród górników. W sumie wymaz pobrano już od ok. 12 tys. górników z pięciu śląskich kopalń: Jankowice w Rybniku, Murcki–Staszic w Katowicach, Pniówek w Pawłowicach, Sośnica w Gliwicach oraz Bobrek w Bytomiu. Tylko wczoraj potwierdzono 416 zakażeń. To największy wzrost od początku epidemii koronawirusa.
– Akcja przesiewowa jest dalej kontynuowana. Mówimy o tym, że już na dzień wczorajszy 12 tys. górników zostało wymazanych przesiewowo. Chcemy tą akcję kontynuować aż wszyscy górnicy z tych pięciu zakładów wydobywczych zostaną przebadani. Najpóźniej w czwartek ta akcja zostanie zamknięta – komentował wojewoda śląski Jarosław Wieczorek.
Z powodu epidemii koronawirusa w szpitalach zakaźnych zaczyna brakować środków ochrony personalnej dla lekarzy i pielęgniarek. To właśnie oni są teraz na pierwszej linii frontu. Wesprzyj zbiórkę i pomóż naszym bohaterom! | Tylko we wtorek w woj. śląskim potwierdzono 492 zakażenia koronawirusem z 595 w całej Polsce. Łącznie w regionie odnotowano już ponad 4 tys. zachorowań, z czego ponad 1 tys. wśród górników. Gdy w innych częściach kraju codzienna liczba zarażeń spada, na Śląsku w ostatnich dniach zdecydowanie ich przybywa.
Bolesław Piecha w rozmowie z "Dziennikiem Zachodnim" potwierdza, że wariant zamknięcia regionu "leży na stole" w rządowych dyskusjach. Jednocześnie uspokaja: - Bardzo wysoka zakaźność i dalsza transmisja wirusa to jedno. Ale żeby wariant z blokadą został wprowadzony, musielibyśmy notować również znaczące liczby zgonów. Tego na razie, na szczęście, nie ma.
Poseł PiS dodaje, że wprowadzenie blokady województwa byłoby skomplikowane ze względu na jego zróżnicowanie. Najwięcej zakażeń jest w jego centralnej, metropolitalnej części i w Rybniku. - Trudno byłoby wytłumaczyć w Częstochowie czy Bielsku, że i tam konieczna jest izolacja. Odgrodzenie części województwa? Też trudne, bo przecież całe województwo ma swoją administrację. Nie wspominam o gospodarczych czy społecznych skutkach takiego rozwiązania - tłumaczy polityk.
Czytaj też: Prezydent Rybnika: koronawirus wszedł w tkankę miasta
Koronawirus wśród górników
W związku z rosnącą liczbą zakażeń koronawirusem w woj. śląskim, od ubiegłego czwartku trwa wielka operacja przesiewowych testów wśród górników. W sumie wymaz pobrano już od ok. 12 tys. górników z pięciu śląskich kopalń: Jankowice w Rybniku, Murcki–Staszic w Katowicach, Pniówek w Pawłowicach, Sośnica w Gliwicach oraz Bobrek w Bytomiu.
– Średnio około 17 proc. osób, które przebadano wśród górników, to są osoby, u których stwierdzono koronawirusa. Na szczęście zdecydowana większość górników przechodzi to zarażenie w sposób albo bezobjawowy, albo z bardzo niewielkimi objawami – mówił we wtorek wicepremier Jacek Sasin.
Czytaj także: Jak wytłumaczyć wysoką liczbę zachorowań na Śląsku? [KOMENTARZ]
(mt) | 4 |
Ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę zaufaniem darzy 31,3 proc. ankietowanych. Kolejne miejsca z rankingu należą do polityków spoza Zjednoczonej Prawicy. 30,8 proc. pytanych ufa Donaldowi Tuskowi, 29,8 proc. - Tomaszowi Grodzkiemu i 29,6 proc. - Małgorzacie Kidawie-Błońskiej. Kandydatka KO na prezydenta nie ma powodów do zadowolenia.Od listopada poziom zaufania do niej spadł łącznie o 11 pkt proc. | Lider PSL wraca na podium po roku. To jego najlepszy wynik od marca 2019 r.
W rankingu debiutuje nowy szef PO Borys Budka znajdując się w środku stawki
Największy spadek notuje prezes PiS Jarosław Kaczyński. Sporo tracą też Zbigniew Ziobro i Tomasz Grodzki
Andrzej Duda i Mateusz Morawiecki otwierają ranking zaufania od miesięcy. Prezydent w marcowym pomiarze cieszy się pozytywnymi wskazaniami 45,4 proc. osób (-2,3 pkt proc.). Premierowi ufa 41,1 proc. (-2,1 pkt proc.).
Do zmiany dochodzi na ostatnim stopniu podium. Na trzecim miejscu po rocznej przerwie znalazł się Władysław Kosiniak-Kamysz. Prezes PSL jest darzony zaufaniem przez 39,8 proc. respondentów (+6,5 pkt proc.). To jego najlepszy wynik od marca ub.r. Lider ludowców ma też znaczącą przewagę wskazań pozytywnych nad negatywnymi (39,8 do 24,7 proc.).
Sondaż IBRiS dla Onetu. Małgorzata Kidawa-Błońska z największym wzrostem
Na czwartej pozycji znalazła się Małgorzata Kidawa-Błońska. Kandydatka PO na prezydenta cieszy się zaufaniem 38,3 proc. badanych i notuje największy wzrost w rankingu (+8,7 pkt proc.). To znacząca zmiana trendu, ponieważ wicemarszałek Sejmu od listopada stale traciła punkty.
Kolejne miejsce zajął Robert Biedroń. Lider Wiosny zdobył 32,9 proc. zaufania (+0,6 pkt proc.). Dalej w zestawieniu znalazł się Donald Tusk – 30,1 proc. (-0,7 pkt proc.) i Adrian Zandberg – 29,2 proc. (+1,7 pkt proc.).
Największy spadek w rankingu dotyczy prezesa PiS. Jarosław Kaczyński spada z miejsca trzeciego na ósme mając 28,1 proc. zaufania (-6,1 pkt proc.). To najgorszy wynik polityka od wielu miesięcy. Ostatni raz lider Zjednoczonej Prawicy rezultat poniżej 30 proc. odnotował w czerwcu 2018 r.
Gorszy wynik uzyskał debiutujący w rankingu nowy szef PO Borys Budka. Następcy Grzegorza Schetyny ufa 27,1 proc. respondentów. Ma jednak dużo lepszy wynik od swojego poprzednika, który w lutowym badaniu odnotował 14,6 proc.
Po dużych wzrostach w poprzednim miesiącu tracą kolejni w rankingu: Zbigniew Ziobro – 25,9 proc. (-5,4 pkt proc.) i Tomasz Grodzki – 25,5 proc. (-4,3 pkt proc.).
Na dalszych miejscach znaleźli się: Jarosław Gowin – 21,9 proc. (-2,2 pkt proc.), Szymon Hołownia – 21,7 proc. (+4,2 pkt proc.), Paweł Kukiz – 21,6 proc. (+2,4 pkt proc.), Włodzimierz Czarzasty – 21,4 proc. (+3,1 pkt proc.), Krzysztof Bosak – 12,6 proc. (-0,2 pkt proc.), Janusz Korwin-Mikke – 10,3 proc. (bez zmian).
Sondaż IBRiS. Ranking nieufności
Jeżeli spojrzymy na ranking pod kątem najwyższego braku zaufania do polityków, to jego niechlubnym liderem kolejny miesiąc z rzędu jest Janusz Korwin-Mikke z wynikiem 67,8 proc. Na kolejnych miejscach podium znajduje się Jarosław Kaczyński – 49,3 proc. oraz Zbigniew Ziobro – 48,1 proc. nieufności.
Najmniej negatywnych wskazań notują Szymon Hołownia – 23,1 proc., Władysław Kosiniak-Kamysz – 24,7 proc. oraz Adrian Zandberg – 26 proc.
Sondaż zrealizowano metodą telefonicznych, standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych, wspomaganych komputerowo (metoda CATI), na reprezentatywnej grupie 1100 respondentów w dniach 6-7 marca 2020 r.
(mba) | 4 |
W ocenie "Rz" problem kierowców z brakiem stacji paliw przy nowo wybudowanych drogach ekspresowych i autostradach ma się wreszcie skończyć. "Jak dowiedziała się Rzeczpospolita, Ministerstwo Infrastruktury przygotowało rozporządzenie, które do przebudowywanych lub już wybudowanych szybkich tras pozwala podłączać istniejące stacje – zamiast równać je z ziemią i rozpoczynać długotrwałe procedury związane z budową nowych obiektów. Stacjami będą również mogli zarządzać dotychczasowi właściciele" – czytamy w gazecie.
"Rz" poinformowała, że w tym roku budowa miejsc obsługi podróżnych (MOP) ma znacznie przyspieszyć. "Według Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) w I kwartale mają być uruchomione przetargi na budowę 12 MOP-ów. Ale od rozpoczęcia procedury wyboru operatora do zakończenia budowy upłynie od półtora roku do nawet dwóch lat" – doniósł dziennik.
"Według zarządcy dróg krajowych – czytamy - wkrótce planowane jest podpisanie dwóch umów na dwa MOP-y (Szewce Zachodnie, Szewce Wschodnie) na trasie S7 – obwodnicy Kielc. W środę wpłynęły oferty".
Jan Krynicki z GDDKiA zapowiedział, że w najbliższych tygodniach generalna dyrekcja przewiduje zakończenie kolejnych przetargów na MOP przy autostradach A1 i A4 oraz drogach ekspresowych S5, S8, S11 i S17.
"Kolejne postępowania będą uruchamiane w nadchodzących tygodniach. Do końca I kwartału 2020 r. GDDKiA chce uruchomić przetargi na dzierżawę siedmiu MOP-ów przy drodze ekspresowej S5, z tego na trzy na terenie województwa kujawsko-pomorskiego i na cztery w Wielkopolsce. Przetargi obejmą także trzy MOP-y na trasie ekspresowej S7 i po jednym przy drogach ekspresowych S8 i S11" – dowiadujemy się z "Rz". | W ocenie "Rz" problem kierowców z brakiem stacji paliw przy nowo wybudowanych drogach ekspresowych i autostradach ma się wreszcie skończyć. "Jak dowiedziała się +Rzeczpospolita+, Ministerstwo Infrastruktury przygotowało rozporządzenie, które do przebudowywanych lub już wybudowanych szybkich tras pozwala podłączać istniejące stacje - zamiast równać je z ziemią i rozpoczynać długotrwałe procedury związane z budową nowych obiektów. Stacjami będą również mogli zarządzać dotychczasowi właściciele" - czytamy w gazecie.
"Rz" poinformowała, że w tym roku budowa miejsc obsługi podróżnych (MOP) ma znacznie przyspieszyć. "Według Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) w I kwartale mają być uruchomione przetargi na budowę 12 MOP-ów. Ale od rozpoczęcia procedury wyboru operatora do zakończenia budowy upłynie od półtora roku do nawet dwóch lat" - doniósł dziennik.
Reklama
"Według zarządcy dróg krajowych - czytamy - wkrótce planowane jest podpisanie dwóch umów na dwa MOP-y (Szewce Zachodnie, Szewce Wschodnie) na trasie S7 - obwodnicy Kielc. W środę wpłynęły oferty".
Jan Krynicki z GDDKiA zapowiedział, że w najbliższych tygodniach generalna dyrekcja przewiduje zakończenie kolejnych przetargów na MOP przy autostradach A1 i A4 oraz drogach ekspresowych S5, S8, S11 i S17.
"Kolejne postępowania będą uruchamiane w nadchodzących tygodniach. Do końca I kwartału 2020 r. GDDKiA chce uruchomić przetargi na dzierżawę siedmiu MOP-ów przy drodze ekspresowej S5, z tego na trzy na terenie województwa kujawsko-pomorskiego i na cztery w Wielkopolsce. Przetargi obejmą także trzy MOP-y na trasie ekspresowej S7 i po jednym przy drogach ekspresowych S8 i S11" - dowiadujemy się z "Rz". | 4 |
Rozpoczął się dziewiąty dzień poszukiwań 3,5-letniego Kacperka z Nowogrodźca na Dolnym Śląsku. Dziś do poszukiwań zostanie po raz pierwszy wykorzystany georadar. Kontynuowane będą również poszukiwania z psami.
Poszukiwania Kacperka rozpoczęły się 27 kwietnia wieczorem / Aleksander Koźmiński / PAP
Za pomocą georadaru ma zostać sprawdzona działka, na której po raz ostatni widziany był Kacperek - informuje reporter RMF FM Mateusz Czmiel. Poszukiwania obejmą również brzegi rzeki Kwisa od Nowogrodźca do Osiecznicy. W tych poszukiwaniach pomagają też psy tropiące z Niemiec, które wczoraj zostały włączone w poszukiwania chłopca.
Rzeczniczka bolesławieckiej policji Anna Kublik-Rościszewska przekazała, że poszukiwania prowadzone są wzdłuż rzeki Kwisy od Nowogrodźca do Parzyc. Policjanci używają m.in. georadaru, za pomocą którego przeszukiwana jest działka w Nowogrodźcu oraz okoliczne tereny - powiedziała policjantka.
Dodała, że w korycie rzeki od Nowogrodźca w kierunku Parzyc poszukiwania prowadzone są przy użyciu łodzi. "Jest ono również punktowo sprawdzane przez płetwonurków" - powiedziała policjantka.
Pierwsze tropy psów szkolonych w Saksonii również prowadziły do rzeki . Dlatego tam zostały rzucone największe siły. Na miejsce ma dojechać też grupa policyjnych płetwonurków z Legnicy. Ich zadaniem będzie dokładne sprawdzenie dna rzeki. W akcję włączony zostanie również dron z kamerą i termowizją.
Chłopiec przebywał pod opieką ojca
Poszukiwania Kacperka wszczęto 27 kwietnia wieczorem. Zaginięcie chłopca zgłosił ojciec dziecka, pod którego opieką przebywał 3,5-latek.
Ojciec w trakcie przesłuchania wyjaśniał, że stracił dziecko z oczu. Gdy nie mógł go odnaleźć, zawiadomił policję. Był pod wpływem alkoholu, badanie potwierdziło zawartość 0,7 promila. Mężczyzna został zatrzymany, ponieważ był poszukiwany do odbycia kary za przestępstwa przeciwko mieniu - mówiła przed tygodniem oficer prasowa bolesławieckiej policji.
Dotychczas służby przeszukały kilkaset hektarów terenu, w tym m.in. ogródki działkowe i tereny kolejowe, oraz znaczny odcinek rzeki Kwisy.
Mężczyzna usłyszał zarzuty
Prokuratura Rejonowa w Bolesławcu wszczęła śledztwo w sprawie zaginięcia Kacperka. Ojciec 3,5-latka usłyszał zarzut narażenia chłopca na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia.
Najbardziej prawdopodobna wersja wydarzeń zakłada, że chłopiec, który przebywał razem z ojcem i jego znajomym na terenie ogródka działkowego, w wyniku nieuwagi ojca oddalił się i doszło do wypadku, wskutek którego chłopiec wpadł do rzeki - powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze prok. Tomasz Czułowski. Zaznaczył przy tym, że postępowanie jest we wstępnej fazie i prokuratura nie wyklucza też innych wersji wydarzeń. Prok. Czułowski dodał, że w sprawie przesłuchano m.in. matkę 3,5-latka i mężczyznę, z którym ojciec dziecka przebywał na terenie ogródków działkowych. Sukcesywnie przesłuchiwani są też inni świadkowie.
Matka Kacperka: Myślę, że został porwany
W rozmowa z "Super Expressem" matka zaginionego chłopca wyznała, że podejrzewa porwanie dziecka.
"Czy utonął? Nie wiem, nie chcę nawet o tym myśleć. Ale skoro od poniedziałku Kwisa została już tyle razy zbadana i nic nie znaleziono, to zaczynam w to wątpić. Coraz częściej myślę, że Kacperek został porwany" - mówiła kobieta cytowana przez gazetę i jak dodaje, kilka dni przed zaginięciem Kacpra jej partner i ojciec chłopca przyznał, że boi się kogoś, kto "chce go połamać". Nie wiadomo jednak o kogo chodzi.
Do poszukiwań włączył się również detektyw Krzysztof Rutkowski. Jak informuje wrocławska "Gazeta Wyborcza" nie bierze on pod uwagę możliwości porwania dziecka, a przyjmuje wersję policji. | Od poniedziałkowego wieczoru trwają poszukiwania 3,5-letniego Kacpra, który zaginął w Nowogrodźcu na Dolnym Śląsku. Chłopiec poszedł z ojcem na działkę, około godziny 19:00 mężczyzna stracił syna z oczu. Jak ustalił reporter RMF FM Mateusz Czmiel, w chwili zaginięcia Kacpra jego ojciec był nietrzeźwy. Co więcej, mężczyzna był poszukiwany w innej sprawie, został przez policję zatrzymany.
Zaangażowanych jest ok. 150 funkcjonariuszy różnych służb. To nie tylko policja, ale też straż pożarna czy Wojska Obrony Terytorialnej - powiedziała reporterowi RMF FM Monika Kaleta z dolnośląskiej policji. Jak dodała, teren poszukiwań to ponad 340 ha. To obszar ogródków działkowych, rzeki, nabrzeża i pobliskie tereny kolejowe. Na razie nie natrafiono na żaden ślad chłopca.
Do akcji skierowano m.in. policyjny śmigłowiec i specjalną grupę z dronem, które za pomocą kamer termowizyjnych z powietrza patrolują obszar, na którym może znajdować się Kacper.
Z kolei grupa nurków wraz ze strażakami z łodzi przeszukuje z pomocą sonaru pobliską rzekę Kwisa.
Na pomoc ruszyły także grupy z psami tropiącymi i okoliczni mieszkańcy.
Rzecznik Powiatowej Komendy Państwowej Straży Pożarnej w Bolesławcu mł. bryg. Piotr Pilarczyk, który uczestniczył w nocnych poszukiwaniach, przekazał, że Kwisa w rejonie Nowogrodźca jest niebezpieczna.
"To jest górski potok i wbrew pozorom ma w tym rejonie bardzo wartki i wysoki nurt. Dorosły człowiek z trudem może dać sobie w nim radę, natomiast dla 4-letniego dziecka jest za silny. Dziecko nie utrzyma się w nim na nogach" - mówił.
Wyjaśnił, że nurkowie i strażacy mają do przeszukania około pięciu kilometrów obu brzegów rzeki oraz jej nurtu aż do elektrowni w Parzycach, gdzie na Kwisie jest tama.
Koszulka z Myszką Miki i rowerek biegowy
W momencie zaginięcia Kacper miał na sobie czarne spodnie bojówki, koszulkę w biało-czerwone paski z rysunkiem Myszki Miki i szare sportowe buty. Może mieć przy sobie rowerek biegowy.
Każdy, kto widział chłopca lub może mieć jakiekolwiek informacje nt. miejsca jego pobytu, proszony jest o kontakt z policją pod numerami telefonu: 75 6496 200 lub 75 6496 201.
Ojciec był pod wypływem alkoholu
Kacper poszedł wieczorem z ojcem na działkę, położoną przy ul. Lubańskiej, w pobliżu Kwisy. Kiedy zniknął, ojciec nie zadzwonił sam na policję - zrobiła to dopiero jego żona, która w tym czasie była w domu. Informacja o zaginięciu chłopca dotarła do policjantów około 19:00.
Jak ustalił reporter RMF FM, ojciec chłopca był w momencie zaginięcia syna pod wpływem alkoholu. Badanie alkomatem wykazało 0,7 promila alkoholu.
Co więcej, okazało się, że mężczyzna był poszukiwany.
"Ojciec dziecka został zatrzymany, ponieważ jest osobą poszukiwaną w związku z popełnionym przestępstwem przeciwko mieniu" - powiedziała Mateuszowi Czmielowi Anna Kublik-Rościszewska z bolesławieckiej policji.
Świadek: "Ojciec ciął tam drzewo, a dziecko sobie jeździło tutaj, w tą i z powrotem, na rowerku"
Naszemu reporterowi udało się porozmawiać ze świadkiem, który widział wczoraj Kacpra i jego ojca na działce.
"Cały dzień byłem tutaj z żoną i dziećmi i widziałem: ojciec ciął tam drzewo, a dziecko sobie jeździło tutaj, w tą i z powrotem, na rowerku. No i po prostu... chwila, moment, ja też nie zauważyłem. On przejeżdżał tylko w tą i z powrotem, bardziej się nie oddalał" - opowiadał mężczyzna.
"Oby się okazało, że gdzieś się schował, (że jest) gdzieś na działce" - dodał.
Prokuratura wszczęła śledztwo
Prokuratura Okręgowa w Jeleniej Górze wszczęła śledztwo ws. zaginięcia Kacpra. Chodzi o narażenie chłopca na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.
Jak jednak zaznaczył rzecznik jeleniogórskiej prokuratury prok. Tomasz Czułowski, to na razie postępowanie wyjaśniające w sprawie, a nie przeciwko konkretnej osobie.
"Jak wiadomo, dziecko przebywało z ojcem. Jednak na razie prowadzimy wstępne czynności wyjaśniające w sprawie, a nie przeciwko konkretnej osobie. Nie postawiono nikomu zarzutów. Na tym etapie nie informujemy o szczegółach. Nic więcej nie mogę powiedzieć" - przekazał prok. Czułowski. | 4 |
Korespondentka radia RMF w Brukseli, Katarzyna Szymańska-Borginion, podała na Twitterze, że KE wstępuje do TSUE o środki tymczasowe zamrażające Izbę Dyscyplinarną SN.
twitter
Chodzi o możliwość zamrożenia ustawy o Sądzie Najwyższym w punkcie dotyczącym Izby Dyscyplinarnej, tak aby izba nie funkcjonowała do czasu wyroku TSUE. Komisja zaskarżyła system dyscyplinarny sędziów do europejskiego trybunału w ubiegłym roku.
Dzisiejsza decyzja KE o środkach tymczasowych zapadła na posiedzeniu Komisji w Strasburgu. O tym, że KE zajmie się praworządnością w Polsce, informowała przed rozpoczęciem posiedzenia przewodnicząca Komisji, Ursula von der Leyen.
Wcześniej, w grudniu 2019 r. KE zwróciła się w liście do prezydenta Andrzeja Dudy, premiera Mateusza Morawieckiego i marszałków Sejmu i Senatu z prośbą o wstrzymanie prac nad ustawą dyscyplinującą sędziów. Sejm przegłosował ją przed świętami. Teraz ustawą zajmuje się Senat.
Czytaj też:
Zagraniczni eksperci w Senacie: Ustawa o sędziach grozi polexitem | Komisja Europejska występuje do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości o środki tymczasowe zamrażające Izbę Dyscyplinarną Sądu Najwyższego – informuje korespondentka RMF FM Katarzyna Szymańska-Borginon. To oznacza, że wstępna decyzja TSUE może zapaść w ciągu tygodnia.
KE wstępuje do TSUE o środki tymczasowe zamrażające Izbę Dyscyplinarną. @RMF24pl — Szymańska-Borginon (@Sz_Borginon) January 14, 2020
Chodzi o możliwość zamrożenia ustawy o Sądzie Najwyższym w punkcie dotyczącym Izby Dyscyplinarnej, tak aby izba nie funkcjonowała do czasu wyroku TSUE. Komisja zaskarżyła system dyscyplinarny sędziów do europejskiego trybunału w ubiegłym roku.
Dzisiejsza decyzja KE o środkach tymczasowych zapadła na posiedzeniu Komisji w Strasburgu. O tym, że KE zajmie się praworządnością w Polsce, informowała przed rozpoczęciem posiedzenia przewodnicząca Komisji, Ursula von der Leyen.
Wcześniej, w grudniu 2019 r. KE zwróciła się w liście do prezydenta Andrzeja Dudy, premiera Mateusza Morawieckiego i marszałków Sejmu i Senatu z prośbą o wstrzymanie prac nad ustawą dyscyplinującą sędziów. Sejm przegłosował ją przed świętami. Teraz ustawą zajmuje się Senat.
/dorzeczy.pl, rmf24.pl/
Wspieraj Fundację Magna Polonia! 🇵🇱 Niestety, nasza potrzeba finansowa wciąż się pogłębia!. W mahu potrzebujemy 21 996, 60 zł, Udało nam się zebrać jedynie: 7118,08 zł Pomóż przetrwać Fundacji Magna Polonia. Czas ucieka... Nie bądź bierny, wspieraj polskie media. 30 zł 50 zł 100 zł Inna kwota
Dziękujemy za pomoc prawną Kancelarii Prawnej Litwin: https://kancelaria-litwin.pl | 4 |
Europoseł Adam Bielan stwierdził, że Zjednoczona Prawica ma w parlamencie "odnowiony mandat demokratyczny, wyjątkowo silny". – Z całą pewnością Sejm obecnej kadencji będzie trwać do jesieni 2023 roku – powiedział Bielan.
Ocenił, że Polacy stoją przed ważnym wyborem: – To jest również wybór modelu współpracy z rządem. Mamy z jednej strony model, który preferuje pan prezydent Andrzej Duda – życzliwej współpracy. Wybór jest również między innym modelem – permanentnej wojny na górze, brutalnej wojny domowej w Polsce, który preferuje pani Małgorzata Kidawa-Błońska.
Szef sztabu Andrzeja Dudy zaznaczył, że "wybory przyspieszone są wtedy, kiedy kruszy się większość parlamentarna". – Nic na to nie wskazuje, że w tej kadencji do czegoś takiego dojdzie. W związku z tym będziemy mieć obecny parlament i obecny rząd do jesieni 2023 roku. I albo będziemy mieć prezydenta, który zgodnie w współpracuje z rządem - czasem krytycznie patrzy na niektóre działania, ale jednak nie wkłada przy każdej okazji kija w szprychy - albo będziemy mieć kandydata opozycji, który (...) będzie torpedować wszystkie działania tego rządu – stwierdził gość Moniki Olejnik.
Czytaj też:
Gwiazda TV spowodowała kolizjęCzytaj też:
Trudny czas Grety Thunberg. Przekazała smutne informacje | Rzecznik sztabu prezydenta, Adam Bielan, prezentując hasło podkreślił, że Andrzej Duda udowodnił, że zawsze jest blisko ludzi, jest blisko spraw, którymi żyją Polacy. "Jest pierwszym prezydentem, który jako kandydat i jako prezydent odwiedził wszystkie 380 powiatów w Polsce" - zaznaczył Bielan.
Według niego, obecny prezydent potrafił też skutecznie zabiegać o sprawy polskie, szczególnie na arenie międzynarodowej.
"Skutecznie zabiegał o zwiększenie naszego bezpieczeństwa poprzez walkę o to, żeby na naszym terytorium stacjonowali żołnierze amerykańscy. Skutecznie zabiegał o kwestie związane z polskim bezpieczeństwem energetycznym, to jest kwestia rozbudowy gazoportu, to jest kwestia budowy nowego gazociągu Baltic Pipe" - mówił Bielan. | 3 |
Duda: reprezentuję tutaj interesy Polski, a nie paraduję w Moskwie
Reprezentuję tutaj interesy Polski, a nie paraduję w Moskwie - w ten sposób prezydent Andrzej Duda odpowiedział na pytanie o relacje polsko-amerykańskie w kontekście środowej defilady wojskowej w Moskwie. Prezydent Duda spotkał się w środę w Waszyngtonie z prezydentem USA Donaldem Trumpem.
/ EPA/JIM LO SCALZO Dostawca: PAP/EPA
W środę odbyła się na Placu Czerwonym w Moskwie defilada wojskowa z udziałem około 14 tysięcy żołnierzy. Z powodu pandemii koronawirusa została ona przełożona z 9 maja, gdy w Rosji obchodzono 75. rocznicę zakończenia II wojny światowej.
O defiladę prezydentów Andrzeja Dudę i Donalda Trumpa zapytał na konferencji prasowej w Waszyngtonie jeden z polskich dziennikarzy. Pytanie dotyczyło tego, czy środowe spotkanie obu polityków można uznać za dowód tego, że Polska jest ważnym partnerem dla Ameryki.
"W moim poczuciu to tylko pokazuje, że prowadzę tutaj, negocjację, w polskich sprawach z bardzo doświadczonym i bardzo twardym politykiem, mogę powiedzieć zawodnikiem, jakim jest pan prezydent Donald Trump, który tak, jak powiedziałem, twardo reprezentuje interesy swojego kraju i swoich obywateli" - odpowiedział Duda. "Ja reprezentuję tutaj interesy Polski, a nie paraduję w Moskwie" - dodał.
Trump powiedział, że Polska może polegać na Stanach Zjednoczonych. Przypomniał jednocześnie, że USA współpracują z Rosją w zakresie traktatu w sprawie rozbrojenia jądrowego, który - jak zaznaczył - jest bardzo ważny. "Pracujemy bardzo blisko (...) jesteśmy dwoma krajami, które chcą do tego doprowadzić. Pracujemy też nad innymi rzeczami z Rosją, mamy bardzo dobre stosunki" - powiedział prezydent USA. (PAP)
mkr/ mzk/ mok/ | -„To zaszczyt, że prezydent Duda jest z nami, mój przyjaciel. Odbyliśmy szereg dyskusji i naprawdę współpracujemy z Polską bardzo dobrze, nigdy nie mieliśmy lepszych relacji, nie byliśmy bliżej Polski niż teraz” – powiedział prezydent USA Donald Trump, witając w Białym Domu Andrzeja Dudę
Prezydent Andrzej Duda odbywa właśnie rozmowę w cztery oczy z prezydentem USA Donaldem Trumpem. Przywódca Stanów Zjednoczonych, witając polskiego prezydenta stwierdził, że spotkanie to jest dla niego zaszczytem:
-„To zaszczyt, że prezydent Duda jest z nami, mój przyjaciel. Odbyliśmy szereg dyskusji i naprawdę współpracujemy z Polską bardzo dobrze, nigdy nie mieliśmy lepszych relacji, nie byliśmy bliżej Polski niż teraz” – mówił.
Donald Trump ocenił, że dzisiejsze spotkanie będzie bardzo ważne.
Prezydent Andrzej Duda również przyznał, że zaszczytem jest dla niego goszczenie w Białym Domu:
-„Jestem pierwszym prezydentem, który gości tutaj po tym, jak zostały otwarte granice po lockdownie, dlatego bardzo dziękuję za to zaproszenie” – mówił.
Przyznał, że relacje polsko-amerykańskie są bardzo dobre i wyraził nadzieję, iż po tym spotkaniu będą one jeszcze lepsze.
-„Polska to oczywiście wspaniały kraj, mam też bardzo dobre osobiste relacje z panem prezydentem. To prawda, że pan prezydent jest pierwszym gościem po epidemii. To naprawdę zaszczyt, że jest z nami” – odpowiadał Trump.
Korespondent CBS News relacjonujący wizytę Andrzeja Dudy napisał na Twitterze, że Donald Trump witał polskiego prezydenta słowami:
-„Stany Zjednoczone nigdy nie były tak blisko z Polską, jak teraz”.
In the Oval Office, Pres Trump formally welcomed Pres Duda, saying the US has never been closer to Poland than it is now. Duda called it a privilege and an honor to be the first foreign leader received at the WH since the start of the pandemic. pic.twitter.com/MjJ79re6Cs — Mark Knoller (@markknoller) June 24, 2020
kak/PAP, TVP Info | 4 |
ewidentnie sztab Andrzeja Dudy podjął decyzję żeby walczyć głównie przeciwko kandydatowi i kosiniakowe kamyszowe i to jest dobra decyzja bo być może powinien wybrać raczej hołowni który nagle się w nawet na drugie miejsce No to jest to jest ciekawe co co się dzieje z wokół poparcia hołowni jest dość ciekawe i głosowanie listowne na pewno jego będzie będzie nad reprezentować Dobrze rozumiem jakby do ciebie te fale kryzysu o nie odczytuje ale moim zdaniem daje swoje recepty znaczy jego poparcie On daje tego Aga ostatnia agresywna kampania w ostatnim czasie była właśnie dlatego że on po prostu mają już dość na czysto siedzenie w domu spowodowało taką frustracje i takie emocje i on to wieczór zagospodarowania to w pierwszym etapie Kosiniak był spokojny i Ludzie potrzebowali takiego spokoju w drugim etapie frustracja agresja emocje i to zagospodarowaniu w jakim sensie Hołownia będąc agresywnym I co teraz będzie No to nie wiem Ja też nie mam dostępu do badania bo nie zajmuje się tym na co dzień się prowadzić firmę przywrócić ją do normalnego działania Jestem odpowiedzialny za te kilkadziesiąt osób które zatrudniane żeby oni też mogli do normalnych warunków pracy wrócić więc tym się zajmuje ale w badaniach Widać jaka jest tendencja ta inaczej post epidemii teraz społecznej i kto to najlepiej wykorzysta W najbliższych tygodniach wygra ale to stworzymy powiedziałam że nie zabrakło ci tam pewnie takiego a nie no może jej może iść po życie realne No jeśli będzie mieć zdecydowanego lidera opozycji który powie do reszty panowie No cóż to jestem ja na dwa tygodnie przed wyborami mam największe szanse pokonać ludzie wszyscy na pokład ten apel jednoosiowe nastąpi dzisiaj do mamy taki przebieg na opozycji kto za krzyknie kto będzie pierwszy No Szokujące jest coś na pół roku temu szokujące byłoby gdybyśmy nie Platforma będzie bić się o ten prywatna opozycji A my dzisiaj jak rozmawiamy nawet nie wspomnieliśmy o pani kidawy-błońskiej tak jak mówiłem mu się że można ją widziałaś platforma nienawidzę pół roku temu pana ze mnie śmiali pana zacząć można Faktycznie powiedzieć że już zapominamy o kandydat Platformy Obywatelskiej już nie ma żadnych szans A no sorry no rozmawiamy 15 minut Tak bo już 12 i co zapytają pan miał ja Maja coś o niej powiedziałem No nie no teraz to wywołaliśmy prawda w kontekście że oni nie pamiętamy No ale umówmy się no no nie jest na ustach wszystkich a Donald Tusk albo Rafał Trzaskowski sądzi pan że te karty na stole pojawiają się inne tak to znaczy że pojawiają się nowi kandydaci na oczywiście to co to byłaby zmiana jakościowa znaczy ona mogłaby wrócić wszystko ja nie wiem czy się stanie na pewno nowe rozdanie i trzeba kartę poukładać na nowo na pewno to tak ale z drugiej strony Nawet jeżeli byśmy zakładali że jest taki scenariusz wchodzi Trzaskowski albo mama albo Tusk No ale jeżeli wybory mają być 28 cz to tak naprawdę jest to półtora miesiąca da się wszystko ułożyć jeszcze na nowo Oczywiście że się da bo to w polityce jest wieczność pamięć społeczna jest bardzo krótka wydarzenia następuje wydarzenie Nie pamiętam już co było w zeszłym tygodniu w tych wydarzeń jest tak dużo jesteśmy tak bombardowanie a co dopiero co było miesiąc temu a już 2 miesiące temu to właściwie to się nie wydarzyło też tak dawno w polityce w związku z tym Jasne że to wszystko jest możliwe ale jest czy któryś z ludzi o których pan polityków o których pan wspomniał bardzo już przecież no utytułowany utytułowany Donald Tusk człowiek który spełniony politycznie można powiedzieć czy ktoś kto zaczyna swoją karierę Też z przytupem prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski wejdzie do gry w takim momencie kiedy Bo sytuacja nie jest nie jest łatwa na czym jest bardzo trudna i weźmie na siebie odpowiedzialność kogo wyniku Nie sądzę ja sądzę że raczej pozwolą dokończyć dzieło zniszczenia i wtedy wyłoni się ktoś kto powie czas na zmianie ale że nie mają 2 miesiące jeszcze mną To dlaczego mają pozwolić dokończyć dzieła zniszczenia Małgorzacie kidawy-błońskiej zamiast skorzystać z okazji która się nadarzyła i ją po prostu wymienić Rayman w logice politycznej jest takie no dobrze wymienimy ją uratujemy to co jest i co i będzie nadal tak jak jest to jest taki stan trochę zawieszenia atrakcje w Platformie Są z jednej strony oko Panek we Wrocławiu Grzegorz Schetyna czeka z drugiej strony trochę gdzieś zawieszony w Brukseli w tych nadziejach brukselskich i one to są dwie wielkie płyty tektoniczne ale się ściera pani kandydaturę kidawa-błońska ma pH jest między tymi płytami zostanie zostaje starta No ale żadna z tych frakcji nie jest dziś na tyle silna albo na tyle słaba żeby żeby takie rozstrzygnięcie nastąpi więc ja nie sądzę żeby Nastąpiła zmiana kandydatki czy kandydatury ale też uważam że troszkę jeszcze platformie że jej kandydatce to jest sondaże oczywiście wzrosną one już nie wzrosną To tak jak ja się przyzwyczailiśmy ale osiągnął jakieś tam swoje parą procentowy w łeb | Z punktu widzenia interesów PO, jej elektoratu i w ogóle tej części obywateli zwanej dla uproszczenia Polską nie-pisowską wycofanie się Małgorzaty Kidawy-Błońskiej było rozsądną decyzją podjętą w idealnym momencie. Pani marszałek nie ponosi winy za nagły zwrot akcji w wyborczym serialu, który sprawił, że jej kandydatura, od początku raczej pozbawiona impetu, dramatycznie osłabła. Coraz bardziej groteskowo brzmiały zapewnienia ostatnich lojalnych wobec niej polityków, że idzie świetnie. Uruchomił się bezlitosny syndrom, kiedy robienie dobrej miny do złej gry tylko przyspiesza proces, który chciało się zatrzymać.
Skuteczne zablokowanie szalonego planu PiS, by za wszelką cenę przeprowadzić wybory w maju to był dobry moment na podjęcie decyzji o wycofaniu kandydatki: w chwili takiego przesilenia łatwiej przykryć przed opinią publiczną własne porażki, sprzedając je jako strategiczny krok do przodu, dalekosiężne przegrupowanie. Jednak pomimo poczucia „resetu”, jakie zapanowało w polskiej polityce, kampania wyborcza toczy się dalej, a do samych wyborów jest niewiele czasu: trudno nadać dowolnej nowej postaci odpowiedni rozpęd.
Był to więc moment na przegrupowanie sił po stronie opozycji przed ostatnią, krótką prostą. Czyli wsparcie któregoś z dwóch kandydatów akceptowalnych dla większości elektoratu Platformy – w przypadku PSL-u ten wariant zgrupowania elektoratów był ćwiczony na jesieni w tzw. bloku senackim. Bardziej wychyleni w lewo (licząc na skali tradycja vs modernizacja oraz indywidualizm vs wspólnotowość) wyborcy odpłynęliby w pierwszej turze do Biedronia, ale w drugiej spora ich część uległaby raczej wspólnej anty-pisowskiej emocji.
Czytaj także: Andrzej Stankiewicz: Wybory Jarosławów
Partia podjęła jednak decyzję, jakby się bała, że brak szyldu partyjnego na giełdzie przez najbliższe dwa miesiące strąci ją w niebyt. Jakby nie pozostawała nadal silna swoimi strukturami i władzą, którą przecież sprawuje w połowie województw i większości dużych miast. Coraz bardziej wypłukana z pomysłów i inicjatywy, cień dawnej partii władzy, ma jednak z pewnością dość kapitału, żeby trwać i być może wymyślić się na nowo przed kolejnymi wyborami sejmowymi, zostawiając prezydenckie tym, którzy sobie lepiej w tej sytuacji radzą. Per saldo pokonanie Andrzeja Dudy choćby przez polityka innej partii opłaciłoby się Platformie w perspektywie dalszych rozgrywek i budowy alternatywy dla obecnej władzy. Na pewno bardziej niż wielce ryzykowna i kosztowna próba wylansowania Rafała Trzaskowskiego.
Platformie „wyszło w badaniach”, że prezydent Warszawy potencjalnie może pokonać Dudę w drugiej turze. Na tym przykładzie doskonale widać, jakim przekleństwem dla polityki bywa zbyt uważne patrzenie, co „wychodzi w badaniach”, zamiast ocena realnej sytuacji dziejącej się w czasie rzeczywistym, a nie laboratoryjnej próżni fokusowej. Czasu jest po prostu za mało – choćby po to, by Trzaskowski, jakkolwiek zręczny, mógł wymyślić formułę, która wyrwałaby jego kandydaturę z dychotomii Polska oświecona / Polska ludowa. Bo w takiej grze PiS jest nadal skuteczny, kiedyś jedynie Donald Tusk umiał równie sprawnie odwoływać się jednocześnie do dumnej swojskości i kompleksów niższości, czarować jednocześnie tych, którzy aspirują, i tych, którym jest dobrze w zaścianku – ale to było bardzo dawno temu i na razie Platforma ma niezmiernie nad sobą klątwę bycia partią elit.
Nikt nie przewidzi dziś, jak się poprzesuwają nastroje wyborców i czy będą chcieli, zajęci wygrzebywaniem się z pandemicznego chaosu, skupiać uwagę na kampanii i zauważyć, że pojawił się nowy kandydat. Nie da się więc dziś nic pewnego powiedzieć, gdzie będziemy za dwa miesiące, tuż po wyborach prezydenckich. Ale jedno, co pewne już dziś, to że Platforma okazała się krótkowzroczna, nawet w chwili kiedy kontekst sytuacji nadzwyczajnej ułatwia śmiałe decyzje. Rafał Trzaskowski, nawet gdyby niespodziewanie wygrał, będzie miał za sobą partię, która kalkuluje tylko do najbliższej przerwy w meczu i więcej dba o wewnętrzną równowagę frakcji niż o pomysł na rządzenie krajem. | 3 |
Turczynowicz-Kieryłło stwierdziła, że z zażenowaniem obserwowała, jak koledzy Kidawy-Błońskiej odcinali się od niej podczas ostatnich tygodni.
– Moment, kiedy Borys Budka odepchnął ją od mikrofonu, dyktował jej, jak ma odpowiedzieć na pytanie zadane przez dziennikarza, był straszny. Zachował się bez kultury, publicznie potraktował panią Kidawę jak marionetkę. Mam wielki niedosyt. Niedosyt wartości i w polityce i w kampanii – mówiła była szefowa kampanii Andrzeja Dudy.
W dalszej części programu polityk stwierdziła, kontrkandydaci Andrzeja Dudy poddali walkę i błędnie założyli, że wybory się nie odbędą. – Gdybym była Małgorzatą Kidawą-Błońską walczyłabym do końca, bo nawet po przegranych wyborach zostaje kapitał na przyszłość z kontaktów z wyborcami. A tu nagle pada hasło bojkot wyborów – mówiła w rozmowie z WP.pl.
Czytaj też:
"A czy widział pan ten spot?". Nerwowa wymiana zdań Kidawy-Błońskiej z dziennikarzem TVP InfoCzytaj też:
Kidawa-Błońska: Jest mi bardzo przykro, że Kaja Godek nas wszystkich szantażuje | Jako szefowa kampanii prezydenta mogła pani jakoś odpowiedzieć na te ataki, bronić się, przecież jest pani adwokatem
No właśnie nie mogłam. Taka była decyzja, że miałam nie wdawać się w tłumaczenia, bo to skupiałoby uwagę na mnie zamiast na prezydencie. To była pułapka. To nie ja byłam celem tych publikacji tylko prezydent. Pisano o mnie, sądząc, że te zmanipulowane sensacje, w jakiś sposób odbiją się na wyniku wyborczym Andrzeja Dudy. | 2 |
Jolanta Bańczerowska odpowiada za politykę personalną w Żabka Polska od 2016 roku. Zainicjowała rozwój wielu rozwiązań personalnych, m.in. budowę nowoczesnych i wiarygodnych procesów rekrutacyjnych, systemów płacowych i premiowych. Dążyła do wypracowania zmienionej kultury organizacyjnej na bardziej otwartą i przyjazną pracownikom.
Zmiany w Żabka Polska
- Decyzja firmy to sygnał, że departament personalny powinien być jeszcze aktywniej włączony w procesy decyzyjne firmy, a zarządzanie zespołem i budowanie przewagi konkurencyjnej w tym obszarze będzie odgrywać coraz większą rolę w długoterminowym sukcesie firmy - komentuje Tomasz Suchański, prezes zarządu Żabka Polska.
Żabka Polska jest właścicielem największej w Polsce sieci sklepów typu convenience ponad 6100 placówek prowadzonych przez blisko 4500 franczyzobiorców pod marką Żabka. | Z powodu rozprzestrzeniającego się w Polsce koronawirusa SARS-CoV-2, od soboty obowiązuje w Polsce stan zagrożenia epidemicznego. To istotnie ograniczyło handel - zamknięte są sklepy niespożywcze (z wyjątkiem drogerii i aptek), galerie handlowe, restauracje, puby i kina. Obowiązuje też zakaz zgromadzeń, w których bierze udział powyżej 50 osób.
Żabka Polska ogranicza handel z powodu koronawirusa
Sklepy franczyzowej sieci Żabka z powodu zagrożenia koronawirusem od poniedziałku działają krócej. - Podjęliśmy decyzję o ograniczeniu standardowych godzin funkcjonowania sklepów, które będą otwarte od godz. 7:00 do 22:00. Skrócenie godzin otwarcia placówek obowiązuje do odwołania - czytamy w oświadczeniu firmy.
Sieć nieodpłatnie przekazuje także franczyzobiorcom środki dezynfekujące oraz rękawiczki. Do sklepów przekazywane jest także wyposażenie w formie przegrody pleksi, które umożliwia dodatkową ochronę i oddziela kasjerów od klientów.
Gorące napoje i przekąski z Żabka Café sprzedawane są tylko na wynos.
- Możemy potwierdzić, że jako sieć mamy zapewniony ciąg logistyczny. Ponadto, opracowaliśmy różne scenariusze w ramach obowiązującego w sieci Planu Ciągłości Działania, co pozwala sprawnie reagować na nieprzewidziane sytuacje. Zamierzamy koncentrować się na kluczowych grupach asortymentowych, które są obecnie kupowane przez klientów. Zapasy asortymentowe w naszych centrach logistycznych odpowiadają obecnemu zapotrzebowaniu. Na bieżąco realizujemy także zwiększone dostawy do franczyzobiorców - podaje firma w komunikacie.
W połowie grudnia ub.r. Żabka Polska uruchomiła swój sklep nr. 6 tys. - W 2019 roku otworzyliśmy 650 nowych sklepów, zmodernizowaliśmy ok. 1,6 tys. placówek. Co ważne rozwijamy się nie tylko w dużych aglomeracjach, ale również w miejscowościach do 50 tys. mieszkańców. W tym roku otworzyliśmy sklepy w 36 miejscowościach, w których wcześniej nas nie było - wyliczył prezes firmy Tomasz Suchański. | 2 |
Rząd nigdy nie podejmował żadnych regulacji, które ograniczałyby wejścia na cmentarze lub zmuszałyby kogokolwiek do zamknięcia cmentarza; decyzja o tym, czy dany cmentarz jest otwarty, czy zamknięty, to indywidualna decyzja jego zarządcy – powiedział szef KPRM Michał Dworczyk.
CZYTAJ WIĘCEJ W RAPORCIE
Szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów by pytany w Radiu Zet, czy „prezes Prawa i Sprawiedliwości stawia się ponad prawem”. Jak napisał dziennik „Fakt”, zamieszczając zdjęcia – w piątek, w dniu 10. rocznicy katastrofy smoleńskiej, Jarosław Kaczyński wraz z osobami towarzyszącymi był na Cmentarzu Powązkowskim, który jest zamknięty w związku z obostrzeniami wprowadzonymi w czasie epidemii.
Według Dworczyka mówienie, że prezes PiS stawia się ponad prawem, to „fałszywa teza”. – Rząd nigdy nie podejmował żadnych regulacji, które by ograniczały wejścia na cmentarze czy które zmuszałyby kogokolwiek do zamknięcia cmentarza. Decyzja o tym, czy dany cmentarz jest otwarty, czy zamknięty, to indywidualna decyzja zarządcy (cmentarza) – powiedział.
– Wszystko odbyło się zgodnie z prawem i z procedurami. Według mojej wiedzy zostało skierowane oficjalne wystąpienie do zarządcy cmentarza, który udzielił zgody na wejście na cmentarz – powiedział Dworczyk.
Przyznał, że nie wie, czy poza prezesem PiS były inne przypadki występowania do zarządcy Cmentarza Powązkowskiego o możliwość odwiedzenia grobów bliskich.
#wieszwiecej Polub nas
źródło: pap
Rzeczniczka PiS Anita Czerwińska oświadczyła we wtorek, że „z ogromnym bólem odnotowujemy co roku atak na tę pamięć i tych, którzy oddają hołd Ofiarom”. – Dziś atakowany jest prezes Jarosław Kaczyński, za to, że złożył kwiaty także na Powązkach, na symbolicznym grobie bratowej i brata – dodała. | Szef KPRM był pytany w środę w Radiu Zet, czy "prezes Prawa i Sprawiedliwości stawia się ponad prawem" w związku tym, że - jak napisał dziennik "Fakt", zamieszczając zdjęcia - w piątek, w dniu 10. rocznicy katastrofy smoleńskiej, Jarosław Kaczyński wraz z osobami towarzyszącymi, był na Cmentarzu Powązkowskim, który jest obecnie zamknięty dla odwiedzających groby w związku z obostrzeniami wprowadzonymi w czasie stanu epidemii.
Według Dworczyka, mówienie, że prezes PiS stawia się ponad prawem to "fałszywa teza". "Rząd nigdy nie podejmował żadnych regulacji, które by ograniczały wejścia na cmentarze, czy które zmuszałyby kogokolwiek do zamknięcia cmentarza. Decyzja o tym, czy dany cmentarz jest otwarty, czy zamknięty, to indywidualna decyzja zarządcy (cmentarza)" - powiedział.
Reklama
"Wszystko odbyło się zgodnie z prawem"
"Wszystko odbyło się zgodnie z prawem i z procedurami. Według mojej wiedzy zostało skierowane oficjalne wystąpienie do zarządcy cmentarza, który udzielił zgody na wejście na cmentarz" - powiedział Dworczyk. Przyznał, że nie wie, czy poza prezesem Prawa i Sprawiedliwości były inne przypadki występowania do zarządcy Cmentarza Powązkowskiego o możliwość odwiedzenia grobów bliskich.
Rzeczniczka PiS Anita Czerwińska oświadczyła we wtorek, że "z ogromnym bólem odnotowujemy, co roku atak na tę pamięć i tych, którzy oddają hołd Ofiarom". "Dziś atakowany jest Prezes Jarosław Kaczyński, za to, że złożył kwiaty także na Powązkach, na symbolicznym grobie Bratowej i Brata, Pary Prezydenckiej - śp. Marii i Lecha Kaczyńskich" - dodała. | 4 |
W czwartek zmarł Li Wenliang, okulista, który pod koniec grudnia ostrzegał przed „wirusem SARS na targu rybnym w Wuhan”. Był jednym z lekarzy, przeciwko którym policja toczyła postępowania za „rozpowszechnianie plotek” na temat epidemii. Po powrocie do pracy zaraził się koronawirusem od pacjentki.
Władze chińskiego miasta Wuhan jeszcze na początku stycznia starały się zablokować informacje o epidemii koronawirusa. Li wspominał, że w grudniu zwrócił uwagę na wyniki badań przebywających w jego szpitalu pacjentów, u których podejrzewano zakażenie wirusem SARS – innym groźnym koronawirusem, który wywołał globalną epidemię w 2003 roku. Sądzono, że pacjenci zarazili się wirusem na targu Huanan w Wuhanie.
30 grudnia Li ostrzegł innych lekarzy przed epidemią. Na komunikatorze internetowym napisał do nich: „potwierdzono siedem przypadków SARS”. Wówczas nie wiedział jeszcze, że pacjenci cierpieli na chorobę wywoływaną przez zupełnie nowy typ koronawirusa.
3 stycznia odwiedzili go przedstawiciele biura bezpieczeństwa publicznego Wuhanu. Kazali mu podpisać dokument, w którym zarzucono mu „czynienie nieprawdziwych uwag”, które „poważnie zakłóciły porządek społeczny”.
W dokumencie, którego zdjęcie Li dołączył do swojego wpisu w sieci Weibo, pojawiło się również ostrzeżenie: „Jeśli będziesz uparty i nie zaprzestaniesz tych nielegalnych działań, zostaniesz ukarany. Zrozumiałeś?”. Poniżej widać odręcznie napisane przez Li słowo „zrozumiano”.
Okulista był jedną z ośmiu osób, przeciwko którym miejscowa policja toczyła postępowania za „rozpowszechnianie plotek” na temat epidemii. Później, gdy epidemia stała się poważnym problemem, chiński Sąd Najwyższy skrytykował policję za działania przeciwko tym osobom.
Lekarz wrócił do pracy z naganą. Podczas badania jednej z pacjentek, zaraził się od niej koronawirusem. Jak twierdził, był kilkakrotnie badany na obecność koronawirusa i za każdym razem testy dawały wynik negatywny. Dopiero 30 stycznia Li ogłosił w sieci społecznościowej, że kolejne z rzędu badanie wykazało zakażenie i „w końcu postawiono mu diagnozę”.
#wieszwiecej Polub nas | Lekarz z chińskiego miasta Wuhan - epicentrum epidemii wywołanej przez nowy koronawirus - próbował ostrzec innych medyków przed tajemniczą chorobą. Z tego powodu miał kłopoty, grożono mu odpowiedzialnością karną za "nielegalną działalność". Teraz sam leży w szpitalu, objęty kwarantanną, a jego stan jest poważny.
Epidemia wybuchła przed Nowym Rokiem w Wuhanie, stolicy prowincji Hubei w środkowych Chinach. Nowy koronawirus powoduje zapalenie płuc, a objawy choroby to między innymi gorączka i trudności w oddychaniu. Bilans ofiar śmiertelnych - według stanu na wtorek 4 lutego - przekroczył 425 osób, zakażonych jest ponad 20 tysięcy ludzi, głównie w Chinach kontynentalnych. Przypadki zakażeń wykryto także w 25 innych krajach.
"Objęci kwarantanną na oddziale ratunkowym"
34-letni doktor Li Wenliang to okulista z Wuhanu. W grudniu ubiegłego roku do szpitala, w którym pracuje, zaczęli trafiać kolejni pacjenci z objawami zapalenia płuc, przypominającymi te, które wywoływał wirus SARS. Jego epidemia w 2003 roku zabiła w Chinach kilkaset ludzi.
Jak wynikało z badań, których wyniki zobaczył lekarz, objawy chorobowe były wywoływane przez koronawirusa, tak jak SARS.
PAP/Adam Ziemienowicz
Gdy siedem hospitalizowanych osób zostało objętych kwarantanną, doktor Li postanowił ostrzec swoich kolegów lekarzy. "Objęci kwarantanną na oddziale ratunkowym" - zasygnalizował na grupowym czacie 30 grudnia. W odpowiedzi pojawiły się komentarze o treści: "To przerażające", "Czy SARS powrócił?".
"Po prostu chciałem przypomnieć moim kolegom, by byli ostrożni" - tłumaczył Li w korespondencji ze stacją CNN. Dodał, że zalecił znajomym, by ostrzegli swoich bliskich.
"Zrozumiałem, że prawodpodobnie zostanę ukarany"
Konwersacja była prywatna, jednak w ciągu kilku godzin screeny przesyłanych między uczestnikami czata wiadomości trafiły do Internetu. Na zdjęciach widniało nazwisko nadawcy ostrzeżenia. "Gdy zobaczyłem je w sieci, zrozumiałem, że wymknęło się to spod mojej kontroli, i że prawdopodobnie zostanę ukarany" - wyznał okulista.
Tak też się stało.
Tego samego dnia, kiedy doktor Li wysłał wiadomość do znajomych, komisja zdrowia w Wuhanie wydała komunikat, informując miejscowe instytucje medyczne o kilku pacjentach z objawami nieznanej choroby. "Żadna organizacja ani osoba nie są uprawnione do ujawniania, bez uprzedniej zgody, jakichkolwiek informacji dotyczących leczenia" - ostrzegano.
Nad ranem ostatniego dnia grudnia miejscowy departament zdrowia zwołał nadzwyczajne spotkanie w sprawie tajemniczej choroby. Doktor Li został wezwany do złożenia wyjaśnień. Miał wytłumaczyć, dlaczego wbrew zakazowi ujawnił poufne informacje osobom trzecim.
"Poważne ostrzeżenie"
Trzy dni później 34-latek został wezwany do komisariatu policji. Tam - jak relacjonował dziennikarzom - miał usłyszeć "poważne ostrzeżenie", że jeśli nadal będzie "uparty i zuchwały" oraz nie zaprzestanie "nielegalnej działalności", to zostanie pociągnięty do odpowiedzialności karnej. Własnoręcznym podpisem musiał potwierdzić, że zrozumiał ostrzeżenie. Jak podaje BBC, był jedną z ośmiu osób, które wówczas policja objęła dochodzeniem z powodu "rozpowszechniania plotek".
Jeszcze na początku stycznia lokalne władze w Wuhanie utrzymywały, że wirusem mogą się zakazić jedynie osoby, które miały kontakt z zainfekowanymi zwierzętami. Lekarzy nie objęto specjalnymi środkami ostrożności.
Doktor Li wrócił do pracy w szpitalu. Tam trafiła do niego kobieta z jaskrą. Nie wiedział, że pacjentka jest zakażona nowym koronawirusem.
Jak się rozprzestrzenia koronawirus? (stan na 4 lutego) gisanddata.maps.arcgis.com
"Kurz opadł, mam wreszcie diagnozę"
Jak opisywał Li w mediach społecznościowych, 10 stycznia zaczął kaszleć, następnego dnia dostał gorączki, a dwa dni później sam wylądował w szpitalnym łóżku. Źle poczuli się także jego rodzice i również oni zostali hospitalizowani.
Dopiero 20 stycznia chińskie władze zdecydowały się ogłosić stan zagrożenia epidemiologicznego.
Kolejne testy początkowo nie wykazywały u okulisty zakażenia koronawirusem. Tak było do 30 stycznia. Wtedy napisał na portalu społecznościowym, że jednak stwierdzono u niego infekcję. "Kurz opadł, mam wreszcie diagnozę" - wpis tej treści cytuje BBC. Internauci w komentarzach nazywali go "bohaterem" i oceniali, że dla dobra zdrowia publicznego "potrzeba milionów doktorów Li Wenliangów".
Obecnie lekarz objęty jest kwarantanną, przebywa pod aparatem tlenowym na oddziale intensywnej terapii, a jego stan oceniany jest jako poważny. Z dziennikarzami kontaktuje się drogą korespondencyjną, gdyż z powodu silnego kaszlu nie może rozmawiać przez telefon.
Autor:momo//rzw | 4 |
Adam Szustak to dominikanin znany z popularnego na YouTube kanału "Langusta na palmie". Na codzień obserwuje go 600 tys. internautów, którzy śledzą aktywność zakonnika związaną z jego posługą. Jednak w ostatni piątek postanowił w serii pytań i odpowiedzi widzów nawiązać do polityki, gdy przyznał się, że w majowych wyborach prezydenckich zagłosuje na Szymona Hołownię. - Nikogo do tego nie zachęcam. To moje, adamo-szustakowe zdanie, idę w tym roku po raz pierwszy na wybory - dodał.
Pod nagraniem wywiązała się ostra dyskusja. Dominikanin został szeroko skrytykowany za głoszenie swoich poglądów politycznych. Oberwało mu się także za poglądy popieranego kandydata. Wypominano mu zdanie Szymona Hołowni na temat in vitro (został zwolennikiem tej metody), aborcji (jest za utrzymaniem istniejącego kompromisu) oraz związków partnerskich (podpisałby ustawę za ich prawnym uregulowaniem).
Publicznie Adama Szustaka skrytykowali też inni duchowni. "Nie zagłosuję tak jak o. Szustak, ponieważ jego kandydat Szymon Hołownia sprzeciwia się nauczaniu Kościoła" - napisał ksiądz Janusz Chyła.
"Uważam, że żaden duchowny nie powinien publicznie odsłaniać swoich politycznych preferencji albo organizować w parafii zbiórki podpisów na jakiegokolwiek kandydata, mówić o tym, na kogo głosować podczas kazania lub ogłoszeń czy lajkować kandydatów na FB. W sferze publicznej duchowny zawsze reprezentuje równocześnie instytucję Kościoła" - stwierdził jezuita Dariusz Piórkowski.
Adam Szustak przeprasza
- Odnoszę się do zdania ludzi, których szanuje, którzy wyrażają się z kulturą, i których uważam za autorytety (...) Przemyślałem to, co mi powiedzieli i mają rację - stwierdził Adam Szustak w najnowszym filmie na swoim kanale.
Dodaje, że na pytanie o wybory zareagował spontanicznie i "popełnił błąd", ponieważ jako reprezentant Kościoła nie powinien wyrażać swoich preferencji politycznych. - Wpuściłem na "Langustę na palmie" politykę. Chciałem bardzo za to przeprosić - oznajmił.
Źródło: YouTube, Facebook, Twitter
(mba) | O. Adam Szustak, twórca popularnego kanału „Langusta na palmie” na YouTube zdradził, na kogo zagłosuje w zbliżających wyborach prezydenckich. Przyznał, że spodziewa się fali komentarzy po takiej deklaracji, jednak zaznaczył, że nie zachęca w ten sposób do wspierania żadnego z kandydatów.
O. Adam Szustak to z pewnością jeden z najpopularniejszych zakonników w Polsce. Dominikanin od lat prowadzi kanał „Langusta na palmie” na YouTube, który ma już ponad pół miliona widzów. Zakonnik współtworzył też portal dominikanie.pl, który sam nazywał „katolickim Netflixem”. Od dłuższego czasu organizuje też spotkania w całej Polsce.
W ostatnim odcinku Q&A na YouTube o. Szustak pytany był o kwestię Szymona Hołowni, jako kandydata na prezydenta. Dominikanin stwierdził, że po raz pierwszy od ponad 20 lat pójdzie na wybory i zagłosuje właśnie na Hołownię. Zaznaczył jednocześnie, że nie jest to ani stanowisko Kościoła ani nawet zachęcanie do poparcia konkretnego kandydata, tylko jego osobista decyzja.
Wszystko zaczęło się właśnie od pytania o Szymona Hołownię. „Chciałbym na to pytanie odpowiedzieć, bo ono mnie w ogóle cieszy. Tylko to jest, uwaga, moja prywatna sprawa. I uwaga – nie powiedziałem tego, czego nie powiedziałem, czego zaraz nie powiem. Bo wiem, że zaraz będzie „no ale Szymon Hołownia to albo tamto”. Uwaga! Powiem to, co teraz powiem” – zaczął o. Szustak.
O. Szustak: „Pójdę na wybory i zagłosuję na Szymona Hołownię”
O. Adam Szustak wyznał, że na wybory pójdzie pierwszy raz od ponad 20 lat i zagłosuje właśnie na Hołownię. „Otóż, po raz pierwszy od 23 lat pójdę na wybory. Od 23 lat nie byłem na wyborach. Wiem, grzech i w ogóle co to za patriota, co to za Polak. Nie byłem, bo nie ma w kim wybierać, nie ma zupełnie. Po raz pierwszy, kiedy będą teraz wybory prezydenckie pójdę na wybory i zagłosuję na Szymona Hołownię. Uwaga: to nie znaczyło to, co część z Was sobie pomyślała, że znaczyło. Tak, bardzo się cieszę, że Szymon startuje na prezydenta. Szczerze mu współczuję, bo to co on sobie sam zrobił tą decyzją, a to co zrobił swojej rodzinie… musi mieć bardzo odważną żonę. Wielki szacun dla Szymona” – powiedział.
Dominikanin ponownie zaznaczył również, że to tylko jego osobista opinia. „Nawet jeśli mu się nie uda wygrać, to mam nadzieję, że przez samo to, co będzie robił i już robi w trakcie kampanii, że to przyniesie dużo dobra. Takie jest moje zdanie na temat Szymona Hołowni, nikomu nic do tego. Takie jest moje zdanie. Nikomu nic do tego, w takim sensie proszę tego nie interpretować tak, jak tego nie powiedziałem. Nikogo do tego nie zachęcam. To moje, adamowo-szustakowe zdanie, idę w tym roku po raz pierwszy na wybory” – dodał o. Szustak.
Czytaj także: Kukiz bezlitosny na prezydenta Dudy. „Straciłby swój ukochany mały samolocik”
Źr.: YouTube/Langusta na palmie | 4 |
Subsets and Splits
No community queries yet
The top public SQL queries from the community will appear here once available.